titti_pecci_scialoja
08.12.11, 10:23
Witajcie, podczas wczorajszego mycia zauważyłam u mojego 4,5 letniego synka dwa czerwone ślady na przedramieniu. Powiedział mi,że pani w przedszkolu go złapała i szarpała aż krew poleciała. Wierzyć mi się do końca nie chciało, więc delikatnie zadawałam kolejne pytania. Zazwyczaj jak zmyśla, to udaje mi się go zapędzić w kozi róg i sam przyznaje że oszukiwał. Dotychczas było tak,że za każdym razem gdy synek został w przedszkolu podrapany, druga wychowawczyni nas informowała,że była bójka i ktoś go tam podrapał. Wiem i widzę,że przywiązuje bardzo dużą wagę do bezpieczeństwa. Podczas kąpieli przyszedł mąż, który go zazwyczaj myje i powiedział,że to stary ślad i że syn mu mówił,że kolega go uszczypnął.Wczoraj jednak uparcie powtarzał,że to pani, opisał całą sytuację: rozmawiałem z K. a pani zaczęła mnie szarpać. Dzisiaj rano mówił,że lubi tę panią ale go poszczypała. Wiem,że mój syn do aniołków nie należy, ale szarpanie przez nauczyciela jest karygodne.
Zgłosiliśmy to pani dyrektor, która mówi,że pani nie ma od niecałych 3 tygodni, ale to wyjaśni z drugą nauczycielką. Pytanie co jeśli tamta nic nie widziała. Czuję jednak,że coś musiało takiego być. Myślę,że bał się powiedzieć wcześniej, bo prawdopodobnie był niegrzeczny i pani zareagowała na to, ale chyba ździebko ją poniosło. Co o tym myślicie? Co powinnam zrobić?
PS trochę może z ta krwią przesadził