asienka95
02.01.12, 09:51
Mój syn (2,6 lat) do tej pory anioł, zaczął się buntować. Wiem, że to nic nowego w tym wieku, ale byłam przekonana, że nam się to nie zdarzy. ;-)
Przecież rozmawiałam, tłumaczyłam, mieliśmy cudowny kontakt. Jeszcze pochlebiałam sobie: to moja zasługa, że można z nim tak świetnie się dogadać.
A tu klops…;-) Od kilku dni – szaleństwo. Ja mówię, że jest czarne, on – że białe. I tak potrafi się nakręcić, że wystarczy chwila, by był na granicy histerii.
Np. wczoraj u dziadków po obiedzie na każdą propozycję było nie i wirowanie wokół własnej osi, aż do płaczu histerycznego. Pierwszy raz coś takiego. U nich zawsze był mega współpracujący, radosny. A dziadkowie: a może żelki chcesz, a może poszukamy misia, a może to… Powiedziałam, żeby nie zwracali uwagi (bo miałam wrażenie, że on kątem oka obserwuje nasze reakcje). Jak się rozryczał – to przytulałam mocno, prawie bez słów. Pojechaliśmy do domu – wszystko odpuściło.
Jak reagować na takie sytuacje? Intuicja podpowiada mi: albo mocno przytulać, albo nie zwracać uwagi. Jak myślicie?