aleksandra1357
11.01.12, 22:38
Od dawna mam takie wątpliwości, wyśmiejcie je, jeśli możecie.
Średnio raz w miesiącu spotykam się z jakąś bliską, dzieciatą koleżanką. Dzieci się bawią albo siedzą nam na kolanach, a my rozmawiamy. No właśnie, rozmawiamy. Rozmawiamy o mężach, jak nie pomagają, o naszych mamach, że nas krytykują, że nie mamy wychodnego i siedzimy z tymi dziećmi jak w więzieniu itd. Takie trochę narzekanie, trochę dzielenie się ciężarem życia. A dzieci (moje prawie 4 lata) słuchają uważnie.
Mam poczucie, że mój syn nie powinien słuchać takich rozmów, bo może wysnuć jakieś błędne wnioski - że tata jest zły, że babcia jest zła, że ja nie kocham dzieci itd. Ale z drugiej strony dzieci nie chcą się bawić w innym pokoju, a ja lubię rozmawiać, potrzebuję tego i nie mogę nie rozmawiać o problemach.
Czy jestem przewrażliwiona czy coś jest na rzeczy? Czy Wy dzielicie się problemami życiowymi w obecności przedszkolaków?