Dodaj do ulubionych

Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscypliny?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 12:46
Witajcie :)

Obiecałam że wrócę z tematem rozpoczętym przy okazji innego wątku. Do rzeczy zatem :)

Nasz Młody (1,5 roku) jest ekstremalnie żywym i wszędobylskim dzieckiem, co z jednej strony nas cieszy (bo zdrowy i inteligentny) a z drugiej wykańcza, dodatkowo wpędzając w wątpliwości, szczególnie że coraz częściej pojawiają się głosy starszego (i nie tylko) pokolenia że rozpuściliśmy go jak dziadowski bicz.

To nasze pierwsze dziecko, od początku brak doświadczenia nadrabiamy zaufaniem do intuicji i jak dotychczas, nie przejechaliśmy się na tym nigdy. Ta intuicja podpowiada nam rozwiązania zbliżone do koncepcji rodzicielstwa bliskości, a zatem Młody śpi z nami, był karmiony piersią sporo ponad rok, dużo noszony i przytulany (w chuście i nie tylko), nie zna kojca, pozwalamy mu zasadniczo na wiele rzeczy o których jego rówieśnicy mogą sobie tylko pomarzyć, jeśli tylko nie są niebezpieczne ew. destrukcyjne dla niego lub dla innych (typu że nie pozwalamy również na bezcelowe niszczenie czegoś co nie jest niebezpieczne ale czasem pozwalamy na zniszczenie czegoś nie nadmiernie cennego jeśli ma to uzasadnienie "badawcze").
Młody się pięknie rozwija, jest towarzyski, inteligentny, empatyczny, bardzo sprawny fizycznie, ale są pewne rzeczy z którymi mamy kłopot np. gryzienie, szarpanie nas i innych dzieci, awantury o byle co (jest straszny raptus), myszkowanie po szafkach w domach gdzie jesteśmy w gościach. Plus cała seria spraw które dla nas nie są problemem ale otoczenie je tak postrzega, generalnie chodzi o to że Młody jest jak żywioł, ba, nawet pięć żywiołów i jego obsługa wymaga nie lada kondycji i cierpliwości ;)

Nie mamy wsparcia w naszym najbliższym otoczeniu dla naszych metod wychowawczych, zarówno rodzina młodsza i starsza jak i nasi znajomi uważają że daliśmy sobie wejść na głowę.

To wszystko powoduje że mam w tej chwili dysonans pomiędzy własną intuicją która podpowiada, że nasz kierunek jest dobry, choć trudniejszy i niepopularny a rozumem, który każe zadawać pytania czy faktycznie naszego egzemplarza nie należałoby nieco zdyscyplinować i utemperować, czy nie hodujemy egoisty który w przyszłości będzie dbać tylko o własne potrzeby. Każe zadawać pytania, dlaczego ten "łagodny" kierunek jest lepszy niż dyscyplina, w której były wychowywane wcześniejsze pokolenia, które pod wieloma względami są dla nas teraz wzorcem. Czy nie jest tak, że widząc negatywne konsekwencje tej dyscypliny (bo i takie są oczywiście), współczesna psychologia "przegięła pałę" w drugą stronę i eksperymentuje, nie wiedząc czy w efekcie nie pojawią się konsekwencje dużo gorsze, choć inne?

Pomóżcie proszę mi to uporządkować, myślę że innym się też to przyda. Tak naprawdę czasami jest mi to tez potrzebne do rozmów z oponentami, których nie satysfakcjonuje argument że coś robimy dlatego że tak nam podpowiada nasza intuicja i wydaje się nam, że nasze dziecko tego potrzebuje. Ci oponenci są nam w większości na tyle życzliwi że nie chcę ich zbywać argumentem "tak bo tak i nie wtrącajcie się", zresztą po prostu zależy mi na tym, żeby oni też zrozumieli nasze intencje, bo może i ich dzieciom to w czymś pomoże ;)
Obserwuj wątek
      • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 13:43
        Mój syn chodził do żłobka, w którym pani stosowała wyłącznie łagodne metody.
        Jest mamą 3 mądrych dorosłych synów. Ona twierdziła, że dziecko do 3 lat to taki mały uparciuch, z którym nie ma sensu się sprzeczać ani walczyć, bo wtedy dziecko całkowicie traci swoje umiejętności współpracy i walczy o wszystko, wchodzi w stan permanentnego buntu.
        Ja będac mamą dwulatka, intuicyjnie stosowałam to samo podejście, jednakże byłam nawet ostrzejsza od pani Asi i jej męża. Zorientowałam się, że można jeszcze łagodniej :)
        Mój syn ma teraz 3,5 roku. Ma burzliwy, ale pozytywny temperament (wesoły, z fantazją, gaduła, nie agresywny), nie poddający się nakazom i zakazom (tak więc ja siłą rzeczy musiałam nauczyć się wymagać nie wymuszając)
        Można powiedzieć, że syn trochę "wszedł nam na głowę", bo nie zna swojego miejsca w hierarchii - to jest taki skutek uboczny braku tresury. Ale czy to źle? W dalszej perspektywie to raczej dobrze. Np. nie boi się powiedzieć do dorosłego, który mu przerywa, "cisza, ja teraz mówię". Ale przestrzega norm społecznych, wykonuje większość moich próśb i poleceń, siedzi cicho na koncercie, sprząta po sobie, nie śmieci na ulicy, jest samodzielny, wszyscy go lubią. Ogólnie jest "grzeczny" a jego grzeczność wynika z myślenia, a nie z tego, że był tak wytresowany. Jestem z niego bardzo dumna.
        • Gość: Desperado Nie wiem czy sa... IP: *.home.aster.pl 17.01.12, 11:33
          "Np. nie boi się powiedzieć do dorosłego, który mu przerywa, "cisza, ja teraz mówię"."

          Tak, moj syn tez sie nie boi, ma 8 lat i nadal sie nie boi..
          Tak samo go wychowywalam i na tym etapie stwierdzam, ze trzeba wiecej dyscypliny. Moj syn takze uwaza sie za rownego w grupie.
          Nie zmieniam teraz diamteralnie swojego sposobu, ale chyba robie sie bardziej surowa.
          Trzymajcie reke na pulsie..
          • Gość: tuszeani Re: Nie wiem czy sa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 11:52
            Tu jest chyba jedna z typowych różnic między starym a nowym :)

            Ja przy swoim wychowaniu najbardziej ceniłam nauczycieli którzy potrafili przyznać się do błędu, ale nie było takich wiele. I taka osoba nie ma za łatwo jeśli nie boi się podważyć ich kompetencji, nawet słusznie.

            Nawet mój mąż jak mu wczoraj opowiedziałam co odpowiedzieliście na moje wątpliwości, na hasło o "nie przerywaniu" zatoczył się ze śmiechu, mówiąc że Babcia chyba by zawału dostała gdyby coś takiego usłyszała od wnuka ;)
            • Gość: tuszeani A wyczucie sytuacji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 12:00
              Apropos Babci, która by dostała zawału, myślę że osoba dorosła powinna mieć wyczucie, co komu i kiedy można powiedzieć (jako że prawda rąbana bez miłości jest gucio warta).
              Od razu uprzedzam atak: nie chodzi mi o zakłamanie, hipokryzję i to że ma się różne prawdy w różnych okolicznościach. Chodzi mi o wyczucie wrażliwości bliźniego i dostosowanie poziomu szczerości do tej wrażliwości, czyli coś popularnie zwane taktem.

              Czy i od kiedy wg Was można tego uczyć dziecko?
              • joshima Re: A wyczucie sytuacji? 17.01.12, 12:33
                Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                > Apropos Babci, która by dostała zawału, myślę że osoba dorosła powinna mieć wyc
                > zucie, co komu i kiedy można powiedzieć (jako że prawda rąbana bez miłości jest
                > gucio warta).
                > Od razu uprzedzam atak: nie chodzi mi o zakłamanie, hipokryzję
                Oczywiście. Na ogół chodzi o takt i wyczucie. Sądzę, że małe dziecko należy uczyć, że mu pewne rzeczy wolno a dopiero potem uczyć, łagodniejszych form. No i na koniec, że mowa jest srebrem a milczenie złotem. Taką kolejność uważam za naturalną.

                Ja na przykład ze swoją prawie-trzylatką jestem na etapie nauki, że pewne rzeczy można powiedzieć delikatniej i to jest lepiej. Zaczyna łapać. Przemilczanie pewnych kwestii zaczniemy ćwiczyć jak zacznie jej w sposób naturalny wzrastać poziom empatii.

                Tak więc wspomnianego wyżej chłopca zaczęłabym już uczyć nieco innego komunikatu niż: "cisza, ja teraz mówię", bo jest chyba w stanie w najbliższym czasie opanować komunikat: "nie przerywaj mi proszę".
                • beata.koralik Re: A wyczucie sytuacji? 17.01.12, 12:58
                  no wlasnie,dzieci sa poprostu szczere,wiec na spontaniczne stwierdzenie 3 letniego dziecka,ze cos tu `brzydko pachnie` raczej bym nie zareagowala ale na `cisza teraz ja mowie` juz tak. Bo to sa dwie rozne rzeczy.
                    • rulsanka Re: A wyczucie sytuacji? 18.01.12, 17:33
                      Ja myślę, że to się zmienia w sposób naturalny. Tak jak wcześniej pisałam, wymagam od dziecka tyle, ile mogę. Czyli nie wymagam więcej niż to możliwe, ale też ciągle podnoszę poprzeczkę :)
                      Jak syn dwulatek mówił "sio, mama" to się cieszyłam, że umie wyrazić swoją prośbę słowami a nie np. jękiem czy wrzaskiem. Za pół roku już mówił "mama idź sobie... poproszę"
                      Z tym "cisza, ja teraz mówię" to uważam, że jest to na razie raczej powód do radości z asertywności dziecka niż powód do niepokoju. Być może trochę dlatego, że mój syn jest raczej z natury uprzejmy, empatyczny i wiem, że jemu można czasem pozwolić na więcej, bo on się wkrótce sam, lub z niewielką pomocą - naprawi. Bo obserwuje swoje otoczenie i w ten sposób się uczy.
                      A swoją drogą - zwróćmy uwagę, jak często się dziecku przerywa, nie wysłuchuje do końca. To jest praktycznie norma. Uważa się, że dziecko mówi mało ważne rzeczy. Mój syn ma fajnych dziadków... A mimo to, rzadko potrafią wysłuchać tego, co mówi, w połowie jego zdania zaczynają prowadzić swoją własną rozmowę itp. Uważam, że dziecko miało prawo się zdenerwować i zareagować jak trzylatek, a nie jak poseł w sejmie. A mój syn tylko spokojnie i dobitnie potrafi przypomnieć o tym, że rozmówcy się nie przerywa. Grzeczniejsza forma przyjdzie później.
                      Chyba najlepszym dowodem na to, że dziecko zachowało się prawidłowo, było pokiwanie głową z uznaniem (byli dziadkowie i 2 ciotki). Nikt się nie obraził.
                      Myślę, że gdybym dziecku wtedy zwróciła uwagę, że użyło niewłaściwego sformułowania - mogłabym wprowadzić chaos informacyjny. Chodziło mi o utrwalenie samej reakcji "nie przerywaj" a dopiero potem będzie można ją modyfikować. Z drugiej strony ja wymagam, żeby dziecko nie przerywało mi (jest to strasznie trudne, bo jest to gaduła ze słowotokiem).
                      • joshima Re: A wyczucie sytuacji? 19.01.12, 00:27
                        rulsanka napisała:

                        > Ja myślę, że to się zmienia w sposób naturalny. Tak jak wcześniej pisałam, wyma
                        > gam od dziecka tyle, ile mogę. Czyli nie wymagam więcej niż to możliwe, ale też
                        > ciągle podnoszę poprzeczkę :)
                        Wydaje mi się, że to właśnie napisałam. W każdym razie takie miałam intencje :)

                        > A swoją drogą - zwróćmy uwagę, jak często się dziecku przerywa, nie wysłuchuje
                        > do końca.
                        Nie uogólniaj proszę :)

                        > Myślę, że gdybym dziecku wtedy zwróciła uwagę, że użyło niewłaściwego sformułow
                        > ania - mogłabym wprowadzić chaos informacyjny.
                        Ale ja nie mówię, żeby reagować w tym momencie i strofować dziecko.
                          • Gość: tuszeani Re: A wyczucie sytuacji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.12, 10:57
                            Też obserwuję że bardzo często tak się dzieje. Zresztą nie tylko teraz - moje obserwacje pochodzą z mojego dzieciństwa i wieku nastoletniego. Tylko że w pewnym momencie zauważyłam że wiele osób ma podzielną uwagę i wypracowałam sobie taki mały prywatny test: w połowie myśli przerywałam i czekam aż rozmówca zainteresuje się dalszym ciągiem. Większość dorosłych się nie interesowała niestety - teraz też to widzę zarówno względem dzieci jak i innych dorosłych. Nie cierpię tego, a już najbardziej mnie wkurza jak ktoś zadaje pytanie po czym nie słucha odpowiedzi.
    • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 13:24
      Może podaj jakieś przykłady tego, jak dziecko ci weszło na głowę w opinii innych. Tzn. jakie zachowania uważają za niedopuszczalne, a ty akceptujesz.
      Moim zdaniem półtoraroczniak nie ma możliwości wejścia rodzicom na głowę (skoro ktoś tak myśli, to widać, że nie zna się na dzieciach), jest na to za mały, nie przewiduje skutków swojego postępowania. Rodzic ma za zadanie zapewnić mu bezpieczeństwo i rozwój, a sobie oszczędzić nerwów. Tresura półtoraroczniaka jest bez sensu z obu tych perspektyw. Nerwy dziecka i nerwy rodzica, a skutek wątpliwy (tzn. zależny od temperamentu i charakteru dziecka - jedni łatwiej poddają się tresurze inni gorzej a jeszcze inni wcale, ale tak czy inaczej tresura w tym wieku to orka na ugorze, bo dziecko nie zapamiętuje zakazu na trwałe)

      Dlaczego metody łagodne są lepsze od dyscypliny? Aby porządnie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by zdefiniować pojęcia "dyscyplina" i "łagodne metody"
      Zakładam, że jako "dyscyplinę" rozumiesz wychowanie przez nakazy, zakazy, nagrody i kary. A "łagodne metody" to unikanie powyższych, podążanie za możliwościami dziecka (wymaganie tyle, ile można w danym okresie rozwoju). Zarazem nie jest to brak wymagań ani obowiązków dziecka.
      Przy takich założeniach łagodne metody w perspektywie długoterminowej przynoszą lepsze efekty. Uczą myślenia i odpowiedzialności. A metody oparte na tresurze uczą tylko strachu przed karą lub chęci uzyskania nagrody.
      • Gość: tuszeani Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 13:35
        Tak, właśnie tak postrzegam dyscyplinę i "łagodne" metody.

        Co do przykładów, np.:
        - Młody śpi z nami bo sam w łóżeczku budził się co godzina ze strasznym rykiem a mógłby sam, wtedy my mielibyśmy więcej czasu dla siebie a Młody nie byłby mazgajem (przecież wystarczy nauczyć samodzielnego zasypiania!),
        - Młody płacze jak się budzi i nie widzi nikogo z nas przy sobie (mazgaj, przyzwyczailiśmy go do tego),
        - Jak jeszcze nie umiał chodzić i wspinać się, często robiliśmy na rękach wycieczki krajoznawcze po mieszkaniu, bardzo go interesowało wszystko na górnych piętrach a bez noszenia by sam tego nie zobaczył (kręcimy bicz na siebie bo się przyzwyczai do noszenia),
        - Na spacerze jak chce wyjść z wózka (poza ulicą itp.) to mu pozwalamy i łazi samodzielnie tam gdzie go akurat zaniesie (jaki sens pozwalać dziecku taplać się w błocie i włazić na mokre trawniki, poza tym w takim tempie nigdzie nie dojdziemy na czas),
        - W kościele biega całą mszę św. i rozprasza innych (tu mamy jednak wątpliwość ale w jednym zaprzyjaźnionym kościele powiedzieli nam że lepiej mu na to pozwolić niż nie przyprowadzać) - (dziecko powinno być przy rodzicach i siedzieć cicho).

        Przykłady mogłabym mnożyć, ale mam nadzieję że powyższe pokazują kategorię spraw o których mówię :)
        • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 13:48
          Tak myślałam :) Czyli jakieś absurdy, że dziecko rozpuszczone bo na rękach chce być albo spać z rodzicami. To najnaturalniejsza potrzeba na świecie, potrzeba bliskości.
          Olej komentarze i nie dyskutuj z nimi, to nie ma sensum, bo nic ich nie przekona. Rób swoje. Ci ludzie pochodzą sprzed epoki lodowcowej.
        • Gość: bebe Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp IP: *.198.189.109.customer.cdi.no 16.01.12, 13:52

          :)
          masz absolutna racje
          do slow rulsanki dodam jeszcze szacunek.Kiedys go nie bylo,dziecko bylo ograniczane,czesto ponizane i tego sie nie widzialo,bo traktowane bylo jak wlasnosc,ktora ma byc przede wszystkim posluszna. Dziecko nie mialo prawa miec wlasnego zdania,gorszego dnia. niestety teraz tez czesto tak jest.
          pozatym dziecko nie moglo sie pobrudzic,porwac ubrania,wylac czegos itp.
          Metody o ktorych piszesz i ktore stosujesz sa dowodem na to,ze dziecko traktuje sie poprostu jak czlowieka dajac mu prawo byc dzieckiem,ktore ma sie uczyc zycia w taki sposob aby wyroslo na szczesliwego doroslego :)

          czesto zakazy i kary sa na zasadzie:nie bo nie, albo bo tak powiedziala mama/tata i tak ma byc. Sluchasz dziecka a nie pan z sasiedztwa,idziesz krok za nim i dajesz mu wszystko to,czego potrzebuje by roslo w poczuciu bezpieczenstwa. Mozna wychowywac bez kar pozwalajac aby dziecko ponosilo konsekwencje swojego postepowania,stosownie do wieku.
          • joshima Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 15:09
            Gość portalu: bebe napisał(a):

            > czesto zakazy i kary sa na zasadzie:nie bo nie, albo bo tak powiedziala mama/ta
            > ta i tak ma byc.
            Ale tez jest drugie dno. Bo to są często metody, którymi rodzic szybko może osiągnąć stan tak zwanego świętego spokoju. Wrzaśnie, zabroni, wymierzy karę i ma z głowy. To łatwe i często efektowne. Tylko dla kogo jest to dobre?
            • Gość: tuszeani Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 15:39
              Młody ma w swoim życiu na koncie jednego "karnego jeżyka" i wstyd się przyznać, jest to jak do tej pory jedyna metoda która zadziałała bezbłędnie i praktycznie od razu.
              Chodziło o kopanie psa (zresztą podpatrzone kilka dni wcześniej o rok starszego kuzyna). Nic nie działało, no normalnie nic oprócz fizycznej izolacji. Po którejś kolejnej próbie opiekunka wyciągnęła stary fotelik swojego dziecka i posadziła na nim Młodego "za karę" tłumacząc za co ta szykana. Siedzenie trwało może 20s, potem było przytulanie itp. Po 10 min kolejna próba i kolejne siedzenie i przytulanie. Następnej próby już nie było od prawie miesiąca.

              Nie zrugałam opiekunki, ale sama chyba bym tej metody nie zastosowała, chociaż cholera skuteczna jest!
              • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 17:35
                "Młody ma w swoim życiu na koncie jednego "karnego jeżyka" i wstyd się przyznać, jest to jak do tej pory jedyna metoda która zadziałała bezbłędnie i praktycznie od razu."
                Ależ nie ma się czego wstydzić. To ekstremalna sytuacja. Jeżyk zadziałał, bo był wyjątkowy.

                Miałam analogiczny przypadek z synem, wtedy 15 mies (kopanie psa). Nakrzyczałam, obraziłam się i weszłam do domu zamykając za sobą szklane drzwi tarasowe. *Ojej, było odwrotnie, to ja zostałam na dworze z psem i powiedziałam, że nie będzie mógł się z psem bawić, jeżeli go bije (sprostowuję, bo w którymś z poprzednich wątków napisałam, że to ja weszłam do domu)* Syn rozpłakał się. Za chwilę otworzyłam drzwi, wytłumaczyłam dlaczego się zdenerwowałam i że psa można głaskać (o tak - pogłaskałam psa ręką dziecka) a nie wolno bić i kopać.
                Lekcja zadziałała. Być może zadziałała dlatego, że była pierwszą taką reakcją, z jaką syn miał do czynienia. Dopiero w wieku 3 lat syn próbował psa delikatnie kopnąć, ale chyba tylko w celu sprawdzenia mojej reakcji. Przypomniałam, że psa nie wolno kopać i zapytałam syna, czy chciałby, żeby ktoś kopał jego? Wystarczyło.
                Myślę, że w ekstremalnych, absolutnie wyjątkowych sytuacjach jakaś forma kary może mieć sens. Na pewno większy sens niż brak reakcji. Lepiej, żeby to była tzw. naturalna-logiczna konsekwencja (czyli okazanie przez rodzica, że nie akceptuje takiego zachowania), niż jakiś jeżyk, który niezbyt logicznie wiąże się z faktem uderzenia psa. Tak czy inaczej w tym przypadku liczy się szybki efekt, bo szkoda psa.
                Natomiast innym razem, syn (już 2 lata wtedy) zaczął okropnie pluć. Po prostu pluł mi w oczy. Tłumaczyłam, że nie lubię jak ktoś na mnie pluje, tłumaczyłam, że można napluć na drzewko, bez skutku. Syn znowu napluł, więc się zdenerwowałam, obraziłam, syn w płacz. Przytulam. Już dobrze. Nazajutrz mówię do pani ze żłobka. Czy pani wie, że młody pluje? A pani na to: tak, wiem... Na mnie też pluje :) Ona traktowała to jako przejaw dobrego humoru u mojego dziecka (bo fakt, on nie robił tego jakoś ze złością, tylko raczej z takiego niewinnego łobuzowania) Zrobiło mi się trochę głupio, pomyślałam, że może jestem za ostra jednak. Pani czekała, aż dziecku się znudzi, a mama była mniej cierpliwa.
                Faktem jest, że każdy ma swoją granicę. Ja plucia nie znoszę, zdecydowanie wolałam już jak młody mnie gryzł i wtedy po prostu powstrzymywałam jego paszczę.
          • na_forum_na Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 16:25
            warto jednak pamiętać, zeby również nauczyć dziecko szacunku do dorosłych

            Gość portalu: bebe napisał(a):


            > do slow rulsanki dodam jeszcze szacunek.Kiedys go nie bylo,dziecko bylo ogranic
            > zane,czesto ponizane i tego sie nie widzialo,bo traktowane bylo jak wlasnosc,kt
            > ora ma byc przede wszystkim posluszna. Dziecko nie mialo prawa miec wlasnego zd
            > ania,gorszego dnia. niestety teraz tez czesto tak jest.
    • el_elefante Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 13:50
      > [...] pozwalamy mu zasadniczo na wiele
      > rzeczy o których jego rówieśnicy mogą sobie tylko pomarzyć [...]
      Dla mnie to brzmi bardzo enigmatycznie i nie wiem co właściwie można o tym sądzić. Co takiego waszemu dziecku wolno robić, o czym inne dzieci mogą pomarzyć? Myślę, że szersza odpowiedź na to pytanie, może i dla was przynieść interesujące wnioski, a nam pozwoli na ogarnięcie rozmachu waszej intuicji ;)

      Generalnie uważam, że przeginanie w każdą stronę jest niezdrowe. Odnoszę wrażenie, że w waszym modelu zabrakło jednego elementu, jakim jest przystosowanie do życia w społeczności i teraz zaczynacie się obawiać, że zachowania jakich dziecko nabyło, mogą nie być akceptowalne przez otoczenie. A dzieciak prędzej czy później w jakąś społeczność zostanie "wstawione" i będzie się musiało odnaleźć. Uczepię się tutaj tego myszkowania po szafkach, bo to jedyny konkretny przykład, jaki podałaś. Dziecko przyjęło zasadę, że wolno myszkować po szafkach. Niestety to jest trudne do przyjęcia i wcale się znajomym nie dziwię, że im się to nie podoba. Tymczasem nie wzięliście tego w ogóle pod uwagę, stawiając przyzwolenie na myszkowanie w ogóle, kierując się korzyściami, powiedzmy - eksploracyjno-poznawczymi. Gdzie jeszcze uzyskaliście podobny efekt?

      Chce powiedzieć, że wybrana przez was metoda może spowodować wychowanie młodego człowieka, który nie będzie umiał albo w ogóle nie będzie świadom że powinien - okazać poszanowania dla cudzej własności i cudzej przestrzeni - tej fizycznej i tej psychicznej.
      • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 14:01
        Odniosę się do tych szaf. Mój syn mógł wywalać wszystko z szuflad. Nie bardzo to lubiłam, ale pozwalałam... trwało to 8 miesięcy. W wieku 15 miesięcy zrobił to po raz ostatni. Po prostu wyrósł. Myślę, że pozwalanie półtoraroczniakowi na wywalenie rzeczy z szafy nie oznacza, że będziemy pozwalać mu to robić zawsze, albo nawet że on będzie chciał to robić zawsze i wszędzie.
        Jeśli chodzi o zachowanie u znajomych, to jeżeli dziecko jest w wieku wywalającym to akurat u znajomych naszym zadaniem jest tak pokierować zabawą, by dziecko do szuflad się nie dobrało. W ostateczności poprzez zakaz, przytrzymanie, wyjście.
        Wymagania powinny być adekwatne do wieku. Mój syn w wieku półtora roku miał 1 zakaz - nie bić psa.
        • jedynybasek5 Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 15:03
          Te pytania zadaje sobie chyba każda matka , której zależy na w miarę łagodnym, ale skutecznym wychowaniu swojego dziecka, nie na geniusza czy wirtuoza ale na dobrego mądrego człowieka. Kiedyś były inne metody wychowawcze, są tego i dobre i złe skutki. Teraz są zupełnie inne i tak jak napisałaś, skutki dopiero przed nami. Myślę, że intuicja to dobry doradca, w moim przypadku czasem zagłuszana przez zniecierpliwienie, zmęczenie, brak cierpliwości, który jest moim największym problemem. I pewnie nie tylko moim. Myślę, że najważniejsze to znaleźć taki dystans, środek, od którego możliwe są jakieś odstępstwa, i znów- piszę o tym, a u nas córa też 1,5 roku- raz cos może robić, raz to coś jest zabraniane. Wiem, błąd wprowadzający bałagan, ale sami jesteśmy totalnymi bałaganiarzami, czasem nas cos wkurza, a czasem zupełnie nie zwracamy na to uwagi i jest wręcz śmieszne zabawne. Biedna ta nasza córa można by powiedzieć. No ale takich starych dostała, i myślę, że lepiej będzie jej, niż dziecku, które ze szkoły biegnie na angielski, po angielskim nauka gry na pianinie, a potem lekcje i dwa sprawdziany nazajutrz ;) Aczkolwiek, nie mnie to oceniać. No i co z naszych metod wyniknie, przekonamy się za jakiś czas, pierwsze efekty pewnie już niedługo. Ale wychowanie to proces, zawsze można coś zmodyfikować, ulepszyć, nikt nie urodził się idealnym rodzicem. Metody psychologów też czasem ocierają się o absurd i nie ufam im bezgranicznie. Mam swoje sitko, przez które staram się przesiewać niektóre informacje, ale wymaga to ode mnie dużej wyobraźni, bo teraz kiedy jest taka masa informacji, porad, łatwo o mętlik. Czasem wydaje mi się, że kiedyś było łatwiej wychować dziecko ( nie żeby lepiej, po prostu łatwiej) kiedy każda matka dawała kszkę manną od 3 tygodnia życia, zupę w butelce przez smoka do drugiego roku i żaden dentysta nie marudził ;)
        • joshima Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 15:11
          rulsanka napisała:

          > Odniosę się do tych szaf. Mój syn mógł wywalać wszystko z szuflad. Nie bardzo t
          > o lubiłam, ale pozwalałam... trwało to 8 miesięcy. W wieku 15 miesięcy zrobił
          > to po raz ostatni.
          U nas tez jakoś tak. Dodam tylko, że nigdy nie pozwalałam myszkować po cudzych szafkach i dziecko bardzo szybko zorientowało się, że poza domem panują inne zasady.
    • joshima Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 14:59
      Gość portalu: tuszeani napisał(a):

      > To wszystko powoduje że mam w tej chwili dysonans pomiędzy własną intuicją któr
      > a podpowiada, że nasz kierunek jest dobry, choć trudniejszy i niepopularny a ro
      > zumem, który każe zadawać pytania czy faktycznie naszego egzemplarza nie należa
      > łoby nieco zdyscyplinować i utemperować, czy nie hodujemy egoisty który w przys
      > złości będzie dbać tylko o własne potrzeby
      .
      Jeśli o to chodzi to jeszcze wszystko przed Tobą. Rozumiem bowiem, że o ile w domu pozwalasz dziecku na wiele to jednak u kogoś stopujesz jego instynkt zdobywcy, prawda? Twoje podejście do wychowania (bardzo bliskie mojemu) chyba jednak nie wyklucza pokazywania dziecku granic. Tylko sposób w jaki to robimy różni nas nieco od zwolenników, klapsów, karnych jeżyków i tym podobnych metod. o ja na przykład sądzę, że oczywiste jest, że nie pozwolę półtorarocznemu dziecku demolować mieszkania w którym gościmy, ale nie będę go karać za to, że mimo wszystko próbuje.


      > Każe zadawać pytania, dlaczego ten
      > "łagodny" kierunek jest lepszy niż dyscyplina
      On jest lepszy w przyszłości. Pozwala mieć nadzieję, że jako dojrzała osoba moje dziecko nie będzie miało problemów emocjonalnych i różnych dziwnych zranień.

      > ...wcześniejsze pokolenia, które pod wieloma względami są dla nas teraz wzorcem.
      Pod jakimi?

      > Czy nie jest tak, że widząc negatywne konsekwencje tej dyscypliny (bo i takie są oczyw
      > iście), współczesna psychologia "przegięła pałę" w drugą stronę
      Wierzę w to, że można przegiąć pałę w przeciwną stronę i to się zdarza. Przyjęło nawet dziwaczną nazwę "wychowanie bezstresowe". Pomijając fakt, że nazwa jest głupia to i z tą formą mi nie po drodze.
      • Gość: tuszeani Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 15:34
        > Jeśli o to chodzi to jeszcze wszystko przed Tobą. Rozumiem bowiem, że o ile w d
        > omu pozwalasz dziecku na wiele to jednak u kogoś stopujesz jego instynkt zdobyw
        > cy, prawda?
        Tak, ale na razie Młody nie bardzo czai dlaczego u kogoś nie wolno mu robić tego co wolno w domu ;) No i jest wrzask protestu bo przecież nagle odebrali mu jego konstytucyjne prawo ;)

        > Twoje podejście do wychowania (bardzo bliskie mojemu)
        Mówię całkowicie szczerze, bez zalewania, że cieszę się że to czytam. Tym bardziej że przy pierwszej próbie podjęcia tematu wydawało się że stoimy po dwóch różnych stronach barykady ;)

        > On jest lepszy w przyszłości. Pozwala mieć nadzieję, że jako dojrzała osoba moj
        > e dziecko nie będzie miało problemów emocjonalnych i różnych dziwnych zranień.
        To wiem, ale nie wiem czy nie spowoduje z kolei innych niepożądanych efektów których dyscyplina nie powodowała.

        > > ...wcześniejsze pokolenia, które pod wieloma względami są dla nas teraz w
        > zorcem.
        > Pod jakimi?
        To kwestia indywidualna, mnie te stare pokolenia imponują np. hartem ducha którego już u nas nie widzę za bardzo. Albo pewnego rodzaju staroświeckim honorem, bardzo niepraktycznym w dzisiejszych czasach. I generalnie odpornością na przeciwności losu, tak jakby byli z innego materiału zrobieni niż współczesne "mięczaki" które raczej się załamią niż wezmą z życiem za bary.

        > Wierzę w to, że można przegiąć pałę w przeciwną stronę i to się zdarza. Przyjęł
        > o nawet dziwaczną nazwę "wychowanie bezstresowe". Pomijając fakt, że nazwa jest
        > głupia to i z tą formą mi nie po drodze.
        Ja mam np. alergię na nadużywanie pewnych haseł np. pedagogiki Montessori - bardzo łatwo pod nią ukryć nicnierobienie i właśnie to "bezstresowe wychowanie".
          • Gość: tuszeani Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 16:07
            No cóż, to jest w pewnym sensie ryzyko wpisane w metodę. Tzn. rolą rodzica jest nie dopuścić do destrukcji poza własnym domem ale domyślam się, że nawet sam wrzask protestu zdezorientowanego dziecięcia może być uciążliwy dla gospodarzy. Dlatego nie przepadamy obecnie za składaniem wizyt w domach niedostosowanych do zapędów naszego dziecięcia, co niestety wywołuje kolejne zdziwienia (przecież zamiast unikać wizyt można nauczyć żeby nawet nie próbował) - zresztą wizyta trochę mija się z celem jeśli zamiast miło rozmawiać z gospodarzem krążę (ba: biegam!) po domu za zafascynowanym nowymi przestrzeniami Młodym ;)
          • joshima Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 16:16
            anula36 napisała:

            > Zastanawiam sie jak w takim razie maja sie zastanawiac gospodarze, do ktorych p
            > rzychodzi takie radosne dziecie szperajace po szafach, ganiajace koty, kopiace
            > psa, i sepioce o wszystko co w zasiegu reki z haslem " to mi sie podoba, moge s
            > obie wziasc"?
            Ale to przecież zależy od tego, czy rodzic jednak to dziecko przystopuje czy oleje problem. To jest właśnie różnica między wychowywaniem miękkimi metodami: "jak nie mogę to na coś nie pozwalam", od "wychowania bezstresowego" czyli: "mam w nosie innych liczy się tylko moje dziecko". Ja nie stosuję klapsów stawiania do kąta itp, moje dziecko ma wiele swobody w domu, a mimo to zapowiedź naszych odwiedzin nie wywołuje i nie wywoływała paniki u naszych znajomych czy u rodziny. Niejednokrotnie było wręcz tak, że ja powstrzymywałam dziecko przed jakąś działalnością, a gospodarz mówił: "nie mam nic przeciwko temu" i raczej nie była to kurtuazja. Inna sprawa, że ja się musiałam nagimnastykować żeby uniemożliwić dziecku pewne działania, albo odciągnąć jego uwagę, a inny rodzic przyrżnąłby w dupsko i miałby z głowy.
            • Gość: tuszeani Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 16:43
              Ha! Właściwie rozmawiając o tym uświadomiłam sobie jedną rzecz: mimo że Młody jest jaki jest, nikt dotychczas, ani jawnie ani ogródkami, nie powiedział nam że Młody jest w jego domu niemile widziany, wręcz przeciwnie, zachęcają nas do wizyt z nim, a zdziwienia o których pisałam, są raczej na podstawie naszego uzasadnienia odmów przyjęcia zaproszenia niż na podstawie obserwacji dziwiącego się. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale na gorąco mam podejrzenie, że ta moja niechęć do wizyt w niedostosowanych domach bierze się raczej z mojej obawy przed uciążliwością i tym że znowu się nastresuję i urobię po pachy żeby Młodemu uniemożliwić działalność destrukcyjną (a w domu tak łatwo bo mamy przestrzeń zorganizowaną pod tym kątem ;) ) niż z jakichkolwiek skarg gospodarzy na realne uciążliwości.
              Ech, zawsze wiedziałam że nadmiar empatii jest równie uciążliwy jak jej brak ;)
        • joshima Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 16:11
          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

          > Tak, ale na razie Młody nie bardzo czai dlaczego u kogoś nie wolno mu robić teg
          > o co wolno w domu ;) No i jest wrzask protestu bo przecież nagle odebrali mu je
          > go konstytucyjne prawo ;)
          No bo jest jeszcze za młody. Przyjdzie pora to zrozumie. Sęk w tym, że Ty odpuszczasz kiedy możesz a nie odpuszczasz kiedy nie możesz. Bo chyba nie jest tak, ze odpuszczasz zawsze i wszędzie byle tylko młody był szczęśliwy i zadowolony, prawda?


          > Mówię całkowicie szczerze, bez zalewania, że cieszę się że to czytam. Tym bardz
          > iej że przy pierwszej próbie podjęcia tematu wydawało się że stoimy po dwóch ró
          > żnych stronach barykady ;)
          He he he...

          > To wiem, ale nie wiem czy nie spowoduje z kolei innych niepożądanych efektów kt
          > órych dyscyplina nie powodowała.
          No ale na przykład jakich?

          > To kwestia indywidualna, mnie te stare pokolenia imponują np. hartem ducha któr
          > ego już u nas nie widzę za bardzo.
          Widzisz. Mi pod tym względem ( i innymi wymienionymi przez Ciebie) imponują konkretne jednostki, ale czy całe pokolenia? O na pewno nie. Bo w każdym pokoleniu ludzie są różni i szlachetni i podli. Nie sądzę, żeby można było tak powiedzieć o całym pokoleniu.

          > tak jakby byli z innego materiału zrobieni niż współczesne "mięcz
          > aki" które raczej się załamią niż wezmą z życiem za bary.
          No ale właśnie te dzisiejsze mięczaki (bo chyba masz na myśli dorosłych z naszego pokolenia) to efekt wychowania dyscypliną głównie.

          > Ja mam np. alergię na nadużywanie pewnych haseł np. pedagogiki Montessori - bar
          > dzo łatwo pod nią ukryć nicnierobienie i właśnie to "bezstresowe wychowanie".
          Och ja tez i to nie tylko jeśli chodzi o wychowanie dzieci. Inną dziedziną, którą to dotknęło jest ekologia.
        • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 17:46
          "To wiem, ale nie wiem czy nie spowoduje z kolei innych niepożądanych efektów których dyscyplina nie powodowała. "

          Potencjalne "niepożądane" rezultaty to:
          - niezależność w myśleniu i poglądach
          - trudność w podporządkowaniu się autorytarnym nakazom
          Czyli być może taka osoba nie będzie się sprawdzała w układach hierarchicznych, jak wojsko, kościół. Ale za to na pewno znajdzie swoją własną ścieżkę życiową - bo będzie miała wiarę w siebie, odwagę, pozytywne nastawienie do świata i innych ludzi.
          • borderka80 Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 19:36
            rulsanka napisała:

            > "To wiem, ale nie wiem czy nie spowoduje z kolei innych niepożądanych efektów k
            > tórych dyscyplina nie powodowała. "
            >
            > Potencjalne "niepożądane" rezultaty to:
            > - niezależność w myśleniu i poglądach
            > - trudność w podporządkowaniu się autorytarnym nakazom
            > Czyli być może taka osoba nie będzie się sprawdzała w układach hierarchicznych,
            > jak wojsko, kościół. Ale za to na pewno znajdzie swoją własną ścieżkę życiową
            > - bo będzie miała wiarę w siebie, odwagę, pozytywne nastawienie do świata i inn
            > ych ludzi.

            Nie zgadzam się. Ja byłam wychowywana przemocą. Generalnie alkohol i patologia. :/
            Mam własne zdanie, którego bronię argumentami. Nie podporządkowuję się nakazom, "...bo tak...." Muszę wiedzieć dlaczego tak. I jak uznam, że faktycznie warto, to się dostosuję. Tylko, że dana sprawa nie może być sprzeczna z moim sumieniem. Mam pozytywne nastawienie do świata, jestem odważna. Nie tylko wychowanie determinuje jakimi będziemy ludźmi. Spora część (całkiem spora) to cechy wrodzone.
            To nie tak, że propaguję przemoc. Uważam, że nie tylko łagodne wychowanie GWARANTUJE otwartego, ciekawego świata, fajnego młodego człowieka :) Oczywiście takie wychowanie to świetna sprawa, byle tylko nie przesadzić w drugą stronę i nie zacząć olewać dziecka (hodować go).
            Pozdrawiam :)
            • joshima Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 20:46
              borderka80 napisała:

              > Nie zgadzam się. Ja byłam wychowywana przemocą. Generalnie alkohol i patologia.
              > :/
              > Mam własne zdanie, którego bronię argumentami. Nie podporządkowuję się nakazom,
              > "...bo tak...." Muszę wiedzieć dlaczego tak.
              No to świetnie. Miałaś a tyle silny charakter, ze mimo wszystko nie udało się go złamać. Ale czy to znaczy, że generalnie metody których doświadczyłaś były według Ciebie w porządku? A c z tymi, którzy jednak mieli słabsze charaktery a teraz chodzą na terapie dla DDA albo DDD, bo jednak sobie w życiu nie radzą?
            • rulsanka Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 16.01.12, 22:12
              "Nie tylko wychowanie determinuje jakimi będziemy ludźmi. Spora część (całkiem spora) to cechy wrodzone. "

              I przypadek, czysty przypadek. Ja piszę o potencjalnych efektach, w życiu pewna jest tylko śmierć i podatki, jak mówią Amerykanie.

              Czy z tego, że na nasz charakter składają się geny, wychowanie i przypadek, wynika, że należy olać wychowanie? To może olejmy też odżywianie, bo znam dzieci, które jedzą samo słodkie i są zdrowe...

              Cieszę się, że mimo wszystko udało Ci się wyjść na ludzi.
              Wydaje mi się jednak, że dzięki łagodnemu wychowaniu byłabyś szczęśliwsza :)

              Oczywiście, że geny mają znaczenie. Co oznacza, że branie złego przykładu się nie musi opłacać. Nie warto być nałogowym palaczem, bo mój pradziadek dożył setki paląc dwie paczki dziennie.

    • Gość: tuszeani Jeszcze myślenie vs posłuszeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 17:02
      Gdybym kiedyś musiała wybierać między jednym i drugim, zdecydowanie wybrałabym myślenie. Czyli dopuszczam dyskusję z moimi decyzjami, bo przecież jestem tylko człowiekiem i też mogę się mylić albo nie znać wszystkich okoliczności. Wyjątek: sprawy dotyczące bezpieczeństwa do realizacji natychmiast, ideałem byłoby wypracować sobie z dzieckiem jakiś kod który jasno mówi kiedy najpierw wykonać a potem pytać po co. No ale to już dotyczy dużo starszego dziecka chyba.

      To co chciałam napisać, to to że nie uważam dyskusji z decyzją rodzica za brak szacunku. Sama zostałam tak wychowana i wiem że się da. Dzięki temu nie mam strachu przed postawieniem się przełożonemu jeśli uważam że mam słuszność. Wiem, że z wielu firm bym za to wyleciała ale mimo wszystko tak bym też chciała wychować swoje dziecko :)
      No i to raczej ma bezpośredni związek z opozycją między sztywną dyscypliną a metodami "łagodnymi".

      To tak odrobinę OT, ale mimo wszystko chyba nieco na temat :)
      • joshima Re: Jeszcze myślenie vs posłuszeństwo 16.01.12, 20:49
        Gość portalu: tuszeani napisał(a):

        > To co chciałam napisać, to to że nie uważam dyskusji z decyzją rodzica za brak
        > szacunku.
        Ja również. Moja smarkula już ze mną dyskutuje. Na ogól gdy chcę, żeby coś zrobiła a ona jest właśnie zajęta. Potrafi mi to spokojnie wyłuszczyć i wykonać moja prośbę później.
          • Gość: tuszeani Re: Jeszcze myślenie vs posłuszeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 10:45
            No cóż, trochę zwarzyłeś/łaś rozmowę - zadowolony/a?

            Nie nazwałabym tego trwonieniem czasu, chociaż z obsługą dzieci faktycznie trudno pogodzić. Dlatego ja w dzień piszę głównie kiedy jestem chora i dziećmi zajmuje się ktoś inny. W pozostałe dni komputer zamknięty jest w pokoju do którego nie wchodzimy bez potrzeby a na pisanie mam czas kiedy Młody pójdzie spać i mam wtedy chwilę dla siebie żeby usiąść z herbatą i zająć się przez moment tym co lubię :)

            Życzę mniej zgryźliwości :)
          • Gość: tuszeani Re: Jeszcze myślenie vs posłuszeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 13:02
            > Jaki przykład dajecie dzieciom
            Przykład bardzo dobry :) Ostatnio raz zapomniałam zamknąć drzwi do pokoju gdzie jest laptop a Młody natychmiast wiedział jak z tego skorzystać ;) Kiedy zaniepokojona ciszą poszłam zobaczyć co się dzieje, zastałam go urzędującego na dyrektorskim krześle nad laptopem, z myszką w jednym ręku i moim kubkiem z wystygłą herbatą w drugim ręku. Na mój widok uśmiechnął się promiennie i oznajmił: SIAM :)
              • Gość: charlene Re: Jeszcze myślenie vs posłuszeństwo IP: *.adsl.inetia.pl 17.01.12, 22:26
                Ja sie z Wami w zupelnosci zgadzam - zawsze bylam za mysleniem, a nie bezwarunkowym posluszenstwem. Natomiast boli mnie to, ze chociaz uwazalam sie za osobe "zhabilitowana" w temacie dzieci (studia pedagogiczne, psychologiczne, kilka lat praktyki, sporo edukacji wlasnej) to do tej pory czuje sie dosc mocno niekompetentna i niepewna. A kluczowe jest tu pytanie gdzie sa te granice miedzy wychowywaniem niezaleznego czlowieczka, myslacego, a wychowaniem osoby niepotrfiacej sie dostosowac do nikogo i niczego. W swojej pracy (sporo kontaktu z rodzicami) mialam okazje obserwowac mnostwo zachowan, ktorych zupelnie nie pochwalam (klapsy, straszenie baba jaga, olewanie),ale najbardziej "skrzywdzone" rozwojowo dzieci to moim zdaniem byly te,ktorych rodzice zbyt mocno do serca wzieli sobie wspolczesne metody i sluchanie dziecka i nieodpowiednio podeszli do tematu (przykladowo - dzieci nieprzyzwyczajone w ogole do respektowania potrzeb innych - zarowno doroslych jak i innych maluchow). I nie dlatego, ze byly nieinteligentne albo ze przekraczalo to ich etap rozwojowy...

                Wciaz zastanawiam sie przy wielu sytuacjach na co moge pozwolic ( i sobie i corce) a na co lepiej nie. Mloda ma 2,5 roku. Po ostatnim moim wpisie ("rozpacz") dzieki radom dziewczyn (glownie joshimy ;) wykonalam ogrom pracy nad soba, przekladajac teorie szacunku i empatii w stosunku do mojego dziecka na rzeczywistosc. Chociaz do idealu mi wciaz daleko zauwazylam, ze corka DUZO lepiej funkcjonuje przy obecnych metodach - kiedy na wiecej jej pozwalam, kiedy slucham uwaznie, dyskutuje i tlumacze po raz dziesiaty zamiast rzucic proste "nie". Wczesniej tez nie bilam dziecka i nie straszylam niczym, a mimo to okazalo sie, ze wiecej rzeczy moze powodowac u mojego dziecia frustracje i strach niz tylko to (tak moi drodzy - moje dziecko kiedy mowilam "przestan krzyczec, bo juz nie moge tego sluchac" przez ta chwile uwazalo, ze go nie kocham!! - poniewaz Mloda dobrze sie komunikuje, sama kiedys to powiedziala :(. Poniewaz idac za glosem madrych glow ignorowalam histerie, mowiac ze porozmawiamy jak sie uspokoi, w moim dziecku nagromadzilo sie tyle frustracji, ze budzila sie w nocy i zaczela miec pierwsze w zyciu koszmary senne.

                Obecnie nie wymagam od niej zeby mowila spokojnie, kiedy emocje biora gore - slucham, przytulam, czesto odpuszczam (no bo skoro widze ze az tak jej zalezy, to moge zmodyfikowac moj brak przyzwolenia) - chociaz wtedy zawsze tlumacze dlaczego odpuszczam i prosze zeby nastepnym razem mi to powiedziala, to szybciej sie dogadamy ;)

                Daje OGROMNA taryfe ulgowa przy niewyspaniu, chorobie, zmeczeniu i nadmiarze emocji. Dzieki temu nie tylko mojemu dzieciuchowi jest lepiej, ale mi tez, bo mniej sie stresuje, denerwuje, przejmuje i wkurzam - po prostu wczuwam sie w dziecia, staram sie zrozumiec czemu akurat tak sie zachowuje i dzieki temu sama jestem duzo spokojniejsza, nie panikuje (czemu ona znowu wrzeszczy!!)

                Dla nieprzekonanych - nowe metody wychowawcze nie dosc, ze daly bardzi szybki (choc nie natychmiastowy i nie od razu stuprocentowy) efekt na plaszczyznie emocjonalnej (spokojniejsze dziecko i mama) to i bardzo pomogly corce na plaszczyznie poznawczej. Poprawila jej sie chec do okrywania swiata, zapamietywania informacji i tak jak w ciagu kilku miesiecy pomalu sie uczyla roznych rzeczy, tak teraz przy ogolnym rozluznieniu w ciagu tygodnia zalapala cala mase informacji i umiejetnosci- jakby cos sie w dziecku odblokowalo. Zaczela mi czytac proste zdania sama - alez jestem z niej dumna :) Zaczela sie bawic sama. Wciaz budzi sie w nocy (niestety, z tym pewnie powalczymy troche dluzej, jako ze lęki nocne nie znikaja z dnia na dzien), ale ogolnie jest duzo spokojniejsza, radosniejsza(!!!) i madrzejsza. Zauwazyla, ze mama odpuszcza, wiec czesto slysze jej cudowne "no dobla mama".

                Zdecydowanie na wlasnym przykladzie moge zapewnic, ze metody zorientowane "na dziecko" sa duzo lepsze. A przeciez, jak juz pisalam, wciaz daleko mi do idealnej mamy - mimo to efekty sa!

                A dzieki ogolnemu rozluznieniu emocji, kiedy zdarzy mi sie podniesc glos moj dziec zamiast zaplakac albo sie wkurzyc patrzy spokojnie i mowi "mama nie zlosc sie, nie lubie jak ksycys na mnie" - i usmiecha sie i to jest koniec mojej zlosci ;)
                • joshima Re: Jeszcze myślenie vs posłuszeństwo 18.01.12, 09:32
                  Gość portalu: charlene napisał(a):

                  > Zauwazyla, ze mama odpuszcza, wiec czesto slysze jej cudowne "no dobla mama".
                  Uwielbiam ten tekst w ustach mojej córki. Podobnie jak: "za chwilę, bo teraz jestem zajęta". Albo jak tłumaczy misiowi: "zrozum, nic na to nie mogę poradzić". No bo ja czasem tak tez mówię bo jednak oczekuję, że dziecko, które jest już na to gotowe, będzie respektowało moje potrzeby (muszę coś dokończyć zanim się zajmę tym o co mnie prosi) albo to, że czegoś po prostu nie mogę.
    • iwpal Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 19.01.12, 13:33
      Gość portalu: tuszeani napisał(a):
      (...)Nie mamy wsparcia w naszym najbliższym otoczeniu dla naszych metod wychowawczyc
      > h, zarówno rodzina młodsza i starsza jak i nasi znajomi uważają że daliśmy sobi
      > e wejść na głowę.
      ...)> To wszystko powoduje że mam w tej chwili dysonans pomiędzy własną intuicją któr
      > a podpowiada, że nasz kierunek jest dobry, choć trudniejszy i niepopularny a ro
      > zumem, który każe zadawać pytania czy faktycznie naszego egzemplarza nie należa
      > łoby nieco zdyscyplinować i utemperować, czy nie hodujemy egoisty który w przys
      > złości będzie dbać tylko o własne potrzeby. Każe zadawać pytania, dlaczego ten
      > "łagodny" kierunek jest lepszy niż dyscyplina, w której były wychowywane wcześn
      > iejsze pokolenia, które pod wieloma względami są dla nas teraz wzorcem. Czy nie
      > jest tak, że widząc negatywne konsekwencje tej dyscypliny (bo i takie są oczyw
      > iście), współczesna psychologia "przegięła pałę" w drugą stronę i eksperymentuj
      > e, nie wiedząc czy w efekcie nie pojawią się konsekwencje dużo gorsze, choć inne?
      (...)

      Generalnie, w wychowaniu dzieci najbardziej przydaje sie zdrowy rozsądek, a nie hołdowanie jakiejś idei wychowania.
      Są dzieci, które potrzebują od rodziców bardzo solidnych granic dla swojego wybujałego temperamentu, nadruchliwości, zachowan agresywnych itp., a sa takie, które wystarczy łagodnie, intuicyjnie prowadzić, bo sie wychowują jakby przy okazji.
      Sami musicie zadecydować, co bedzie lepsze dla Waszego dziecka także po to, by nie zostało kiedyś odrzucone społecznie z powodu przejawianych zachowań.
      Nie przypuszczam, żeby wszyscy dookoła byli nim tak zachwyceni jak rodzice, a [rzeciez on ma byc wychowywany dla świata, a nie dla slepego podziwu rodziców.
    • asia_i_p Re: Dlaczego metody "łagodne" są lepsze od dyscyp 20.01.12, 20:32
      U mnie jednak takim samym żelaznym ogranicznikiem jak bezpieczeństwo były prawa innych ludzi. Pomimo, że spałam z dzieckiem do 3-4 lat, karmiłam piersią do prawie trzecich urodzin.

      Szarpanie innego dziecka czy kurs po szafkach gospodarzy według mnie kwalifikują się do równie natychmiastowego przerwania, jak ciągnięcie obrusu, na którym stoi szklanka z wrzątkiem.
    • scher Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin? 24.01.12, 19:15
      Gość portalu: tuszeani napisał(a):

      > coraz częściej pojawiają się głosy starszego (i nie tylko) pokolenia że rozpuściliśmy go jak
      > dziadowski bicz.

      Jeśli dwóch mówi ci, żeś pijany, to idź spać.

      > To nasze pierwsze dziecko, od początku brak doświadczenia nadrabiamy zaufaniem
      > do intuicji i jak dotychczas, nie przejechaliśmy się na tym nigdy.

      A skąd wiesz, skoro nie obserwujesz jeszcze skutków swoich metod, nie masz perspektywy czasowej? Ja też swoje pierwsze dziecko przez kilka lat życia wychowywałem metodami zbyt łagodnymi. Przy kolejnych dzieciach zaostrzyłem kurs. Na szczęście dla pierwszego nie było to za późno.

      > myszkowanie po szafkach w domach gdzie jesteśmy w gościach

      Karygodne.

      > rodzina młodsza i starsza jak i nasi znajomi uważają że daliśmy sobie wejść na głowę.

      Widać to prawda.

      > Każe zadawać pytania, dlaczego ten "łagodny" kierunek jest lepszy niż dyscyplina

      Generalnie ty masz umieć i tak, i tak. Masz umieć przytulić dziecko i kochać je najbardziej na świecie, masz umieć wybaczać i być wyrozumiałą, masz też umieć być zdecydowaną, stanowczą, konsekwentną, tą, z którą w tym momencie nie ma dyskusji, masz też umieć być gniewną, złą i karcącą - i to w taki sposób, żeby w gniewie być nieprzesadną, w złości sprawiedliwą, w karceniu kochającą.

      Masz umieć to wszystko, ale masz umieć wyczuć, kiedy co. Kiedy przytulić, kiedy krzyknąć, kiedy kara, kiedy zrozumienie, kiedy gniew, a kiedy wsparcie.

      Masz dylemat, bo słowo dyscyplina ci się źle kojarzy. Tymczasem dyscyplinować trzeba umieć, a dzieci dyscypliny potrzebują, ona, właściwie rozumiana i umiejętnie stosowana, daje im poczucie bezpieczeństwa.

      Polecam lekturę:
      www.dobreksiazki.pl/b2603-dzieci-potrzebuja-dyscypliny.htm
      www.dobreksiazki.pl/b2543-kiedy-pozwolic-kiedy-zabronic.htm
          • Gość: tuszeani Re: Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.12, 10:43
            > A tym razem z czym się nie zgodziłaś? :)
            Zdecydowanie wolę skupić się na tym z czym się zgadzam ;) O z tym np.:

            > Generalnie ty masz umieć i tak, i tak. Masz umieć przytulić dziecko i kochać je
            > najbardziej na świecie, masz umieć wybaczać i być wyrozumiałą, masz też umieć
            > być zdecydowaną, stanowczą, konsekwentną, tą, z którą w tym momencie nie ma dys
            > kusji, masz też umieć być gniewną, złą i karcącą - i to w taki sposób, żeby w g
            > niewie być nieprzesadną, w złości sprawiedliwą, w karceniu kochającą.
            >
            > Masz umieć to wszystko, ale masz umieć wyczuć, kiedy co. Kiedy przytulić, kiedy
            > krzyknąć, kiedy kara, kiedy zrozumienie, kiedy gniew, a kiedy wsparcie.
                • Gość: tuszeani Sięgnęłam ale to o starszych dzieciach niż mój! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.12, 17:30
                  Na razie odpuściłam sobie książkę o dyscyplinie bo to jednak dotyczy trochę starszych dzieci, odkładam rozpracowanie na później.

                  Ale za to zaczęłam czytać "Kiedy Pozwolić? Kiedy Zabronić?". Nie czytam bezkrytycznie, nie ze wszystkim się zgadzam (szczególnie z niektórymi pomysłami na szczegółowe rozwiązania danego problemu) ale generalnie uważam książkę za pomocną, niezależnie od tego czy jest się zwolennikiem metod łagodnych czy rygorystycznych - stawianie granic jest w obu opcjach wspólnym mianownikiem a ta książka uczy jak to robić skutecznie - z szacunkiem i miłością do dziecka, bez przemocy. Jak rozumiem, każdy sobie na własny rachunek decyduje jakie chce mieć te granice i tu będzie podstawowa różnica między opcją łagodną a rygorystyczną (no może jeszcze niektóre sposoby egzekwowania przestrzegania tych granic).

                  Mam za to jedną potężną wątpliwość. Mój egzemplarz ma półtora roku. Książka twierdzi że metoda jest dobra nawet dla najmłodszych dzieci - już od dwóch lat. Nie muszę chyba tłumaczyć że między półtoraroczniakiem a dwulatkiem są lata świetlne różnicy. Czy jest jakaś warta poznania pozycja dedykowana wychowaniu tych najmniejszych dzieci, ewentualnie jakaś ogólniejsza w której ten wiek nie byłby potraktowany po macoszemu?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka