Gość: kasia
IP: *.icpnet.pl
17.01.12, 14:00
Mamy problem - moja 3-letnia córka ma opiekunkę. Pani ma 50 lat, jest osobą wykształconą, jednak z różnych względów nie podjęła pracy w zawodzie. Niestety, nie do końca spełnia nasze oczekiwania. Ale żeby było jaśniej, przedstawię plusy i minusy:
Plusy:
- jest inteligentna - to ułatwia nam pracę, bo nie muszę wszystkiego po 100 razy tłumaczyć (z poprzednią opiekunką, która zrezygnowała z pracy u nas na rzecz bliżej mieszkającego dziecka, były ogromne problemy, ponieważ trudno nam było się z nią porozumieć)
- nie krzywdzi naszego dziecka - dziecko nie jest niespokojne, trzyma pion ;) że tak powiem
- jest u nas już prawie 2 lata - wiemy, że jest uczciwa, nie spóźnia się, jest dyspozycyjna, nie kradnie, nie bije dziecka
- organizuje dziecku fajnie wolny czas, dużo się bawią, czytają, malują, jednak problem polega na tym, że mam wrażenie, że niania robi to od niechcenia (ale ona w ogóle sprawia wrażenie, jakby żyła od niechcenia)
Minusy:
- ma konkurentkę - w mojej osobie - jestem z dzieciek zżyta, lubię spędzać czas z córką, sprawia mi to radość, bawię się z nią dużo i jestem dla niej atrakcjyjna, tymczasem niania nie wykazuje już takiego entuzjazmu. Wiem, że najłatwiej pracuje się z dzieckiem, z którym mama nie spędza czasu, bo wtedy to dziecko łaknie uwagi, ale u nas "niestety" tak nie będzie. Widzę, że nianię to denerwuje, bo córka wygania ją z domu i nie chce się z nią bawić kiedy ja jestem - dostrzegam jednak, że niania nie umie tego w ogóle przyjąć na klatę i uznać za normalne zachowanie dziecka, przysiąść chwilę z boku i zaczekać aż dziecko się uspokoi
- mam wrażenie, że nie lubi mojego dziecka, albo tylko tak to wygląda - przypisała jej rolę "złośnicy" (córka tak o sobie mówi, gdy się złości, ja nigdy tak dziecka nie nazywałam) i dziecko chyba podświadomie w tę rolę wchodzi. Córka ma dość żywiołowe usposobienie i jest uparta, ma własne zdanie na każdy temat, dość łatwo wpada w złość, co nie jest wygodne dla opiekunki, no ale chyba powinna sobie poradzić z każdym dzieckiem
- gdy córka ją atakuje (zdarza się jej bicie niani niestety), opiekunka oczekuje chyba ode mnie, że ja zareaguję, tymczasem ja udaję, że tego nie widzę - uważam, że powinna umieć sobie poradzić, ja nie będę naskakiwać na dziecko zza jego pleców, bo mi się w tym momencie od dziecka nie dostaje, gdyby to był jakiś obcy człowiek, to owszem. Ale od kobiety która spędza z dzieckiem 5h dziennie wymagam jednak, żeby umiała sama rozwiązywać konflikty z podopiecznym, bez wysługiwania się rodzicami.
co zrobić w tej sytuacji, jak poprowadzić ją dalej? co Panie by zrobiły? Trudno to przedstawić w jednym poście, ale poproszę o pytania pomocnicze, jakby co :)