klarci 20.01.12, 11:24 artykuł, a dokładnie wywiad z autorką polecanej zresztą przez Panią Justynę książki :) www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1523107,1,o-niezwyklych-relacjach-doroslych-i-dzieci.read Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: Ania Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.12, 11:41 Boszzzz... ile można o tym samym mówić? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 20.01.12, 12:22 Tyle ile będzie trzeba. I hop do góry. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.12, 14:25 > Tyle ile będzie trzeba. Żeby co? Odpowiedz Link Zgłoś
e-kasia27 Re: Jesteśmy noszeniakami 20.01.12, 18:19 Żeby dotarło do idiotów, którzy to negują i zalecają np. uczenie dziecka samodzielnego zasypiania, albo twierdzą, że oddanie dziecka do żłobka jest dla niego dobre, bo dziecko lepiej się będzie rozwijało w grupie rówieśników. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.12, 19:05 Moim zdaniem idiotami są ci, którzy zamiast opierać się na swojej intuicji i rozsądku wierzą w tego typu badania naukowe. Teoria jak teoria za x lat znajdzie się ktoś, kto ją może obali. I co wtedy? Sama mam dwoje dzieci, niemowlę noszę tak często jak tego potrzebuje. Zasypia samo. Po kąpieli nie potrzebuje tulenia, wyrywa się i płacze ze zmęczenia. Odłożone do łóżeczka przytula się do podusi i zasypia. Do zaśnięcia potrzebuje spokoju. Taki mamy rytuał. Sam się wypracował bez żadnych ideologii i badań naukowych. Niestety w społeczeństwie zawsze istnieje pewna grupa ludzi, która czeka aby jej coś wmówić. Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 20.01.12, 19:45 wszystko się zgadza, poza jednym - to nie jest jakaś tam teoria, tylko kilka różnych, które mają wspólne sedno. poza tym oparte są na badaniach. w tym badaniach mózgu i badaniach podłużnych. w każdym razie nie są to jakieś pseudonaukowe wymysły niani, tylko lata badań i wniosków psychologów, antropologów, czy biologów. polecam książkę, może wtedy to dostrzeżesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.12, 10:03 A ja polecam odrobinę krytycyzmu i nie przywiazywanie się nadmierne do żadnych teorii. Bo na tym i nie tylko tym forum widzę wielu wyznawców jak nie noszenie 24 h to karmienie piersią do 18 roku życia, żłobek be, bo wichruje psychikę, cesarka be, bo przeciskanie się przez kanał rodny coś tam wyzwala. No ludzie! Każda rodzina jest inna i siłą dzieci wzrastają w różnych warunkach, tak było i wcześniej i mimo to większość nas jest normalna. A tu inny artykuł z tego samego serwisu na otrzeźwienie www.polityka.pl/psychologia/poradnikpsychologiczny/wychowanie/224843,1,jak-byc-matka.read?backTo=http://www.polityka.pl/psychologia/poradnikpsychologiczny/wychowanie/1503472,1,jak-wychowac-dziecko-w-weekend.read Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 10:37 A czytałaś dalej? :-) "Kolejne badania pokazały jednak, że nie tyle chodzi o jedną osobę (mimo że w pewnych okresach dziecko rzeczywiście preferuje zwykle jedną osobę przed innymi), ile właśnie o dotyk. O reagowanie na potrzeby dziecka i bliskość, która daje dziecku poczucie bezpieczeństwa." "W kulturach żyjących bliżej natury, po pierwszym, noworodkowym okresie, który dziecko spędza zwykle matką, często w odosobnieniu, niemowlę zaczyna budować kolejne bliskie relacje. U Buszmenów z afrykańskiego plemienia !Kung do opieki nad małymi dziećmi włączani są wszyscy członkowie społeczności (...). W bezpośrednim kontakcie z matką małe dziecko spędza średnio 5–6 godzin dziennie. Jest jej przynoszone zawsze, gdy chce possać pierś albo płacze. W pozostałym czasie matka zajmuje się swoimi dotychczasowymi zajęciami, a czas dziecku poświęcają inni" "Natura nie przewidziała dla nas szklanych biurowców i życia w nuklearnych, dwuosobowych rodzinach." Czyli nie musi nosić wyłącznie mamusia z tatusiem. Przywiązanie dziecka do naszej teściowej też nie zwichruje mu psychiki. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 12:57 No dobra. Rozumiemy. Masz dysonans poznawczy, bo przeczytałaś ten artykuł po fakcie i Ci szkoda, że za mało nosiłaś. No trudno było, przepadło. A jak Ci się artykuł nie podoba, to nie czytaj omijaj i już. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: basca Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.ghnet.pl 21.01.12, 13:37 No ja się z Anią zgodzę. Jestem również przekonana o tym, ze nawet "najlepsze metody wychowawcze" wbijane jako jedyny i nieodzowny ideał mogą przynieść sporo szkody w postaci pogłębionego poczucia winy. IMO rodzic z wielkim poczuciem winy jest gorszym rodzicem, niż ten który popełnia błędy, zwłaszcza że trudno wychowując nie popełniać ich. Moim zdaniem brakuje również wsparcia dla tych, którzy np jeszcze kilka lat temu - nie słysząc o rodzicielstwie bliskości, nawet nie mieli takiej możliwości/perpektywy wychowywać. I jestem przekonana, że skutki metody innej niż rodzicielstwo bliskości, dzikie dzieci czy jak to tam zwał nie są jakieś zastraszająco złe. Trzeba również pamiętać, że metody wychowawcze są zawsze jakimś eksperymentem: bo za każdym razem są inni rodzice, inne dzieci, inne warunki. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 15:01 Gość portalu: basca napisał(a): > Moim zdaniem brakuje również wsparcia dla tych, którzy np jeszcze kilka lat tem > u - nie słysząc o rodzicielstwie bliskości, nawet nie mieli takiej możliwości/p > erpektywy wychowywać. Ale jakiego rodzaju wsparcie masz na myśli. Przecież większość z tych osób nie szuka wsparcia a koncentruje się jedynie na wyśmiewaniu i negowaniu np rodzicielstwa bliskości, sprowadzając je do nowej mody, która szybko przeminie pozostawiając za sobą spustoszenie w kolejnym pokoleniu. > I jestem przekonana, że skutki metody innej niż rodziciel > stwo bliskości, dzikie dzieci czy jak to tam zwał nie są jakieś zastraszająco z > łe. Są różne w zależności od tego jaką konkretnie drogę obrał rodzic. Nawet obranie drogi rodzicielstwa bliskości może prowadzić na manowce jeśli się to opacznie zrozumie. Prawda jest jednak taka, ze prawie nigdy nie jest za późno żeby coś zmienić w swoim podejściu. Nawet wtedy gdy dziecko jest już za duże na to by je nosić na rękach. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 15:10 Ale zrozumiałaś, że matka nie jedyną osobą powołaną do obdarzania dziecka dotykiem, przytulania i noszenia? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 18:43 Ależ oczywiście. Czy ja twierdzę inaczej? Poza tym artykuł jest nie tylko o noszeniu, ale również o dotyku i bliskości w ogóle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: basca Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.ghnet.pl 21.01.12, 15:23 > Ale jakiego rodzaju wsparcie masz na myśli. Mam na myśli "nie straszenie". Czytając onegdaj 'Psychologia dziecka" H. Rudolph Schaffer autor przytacza badania, które pokazują zarówno negatywne jak i pozytywne skutki chociażby rozwodów. Pokazuje, ze NAWET dzieci, które wychowały się w sierocińcach mają szanse na normalne życie w dorosłym świecie. Co więc powiedzieć o rodzicach, którzy akurat nie spali z własnymi dziećmi w niemowlęctwie. Po za tym jeśli coś przedstawiamy jako JEDYNĄ PRAWDĘ to trudno nie oczekiwać ze zostanie się zaatakowanym. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 18:44 Gość portalu: basca napisał(a): > > Ale jakiego rodzaju wsparcie masz na myśli. > Mam na myśli "nie straszenie". A jakie straszenie masz na myśli i jakie straszenie odbyło się w tym wątku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: basca Re: Jesteśmy noszeniakami IP: *.ghnet.pl 21.01.12, 19:19 coś w tym stylu: "Żeby dotarło do idiotów, którzy to negują i zalecają np. uczenie dziecka samodzielnego zasypiania, albo twierdzą, że oddanie dziecka do żłobka jest dla niego dobre, bo dziecko lepiej się będzie rozwijało w grupie rówieśników." Teraz powiedz mi, jak mają czuć się ludzie, którym wcześniej mówiono, ze np nie powinni spać ze swoimi dziećmi. A teraz mówi się im, że jedyne dobre rozwiązanie to spać z dzieckiem. A oni czasu nie cofną. I co - to jest w porządku? Co zauważyłam ciekawego w tym artykule. Na pytanie: "Skąd wiadomo, ze samodzielność dzieci chowanych na zimno jest pozorna" odpowiada E.K. o obserwacji dzieci, których rodzice wychodzili. Jeszcze niedawno czytałam, że taka sama obserwacja potwierdziłaby bezpieczną relacje przywiązania do opiekuna. Co się zmieniło - tym razem zbadali również poziom stresu i temperatury i tym samym otrzymali ocenę diametralnie inną. A jak za następnym razem wezmą jeszcze inny aspekt pod analizę? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 21.01.12, 19:26 Gość portalu: basca napisał(a): > coś w tym stylu: > "Żeby dotarło do idiotów, którzy to negują i zalecają np. uczenie dziecka samod > zielnego zasypiania, albo twierdzą, że oddanie dziecka do żłobka jest dla niego > dobre, bo dziecko lepiej się będzie rozwijało w grupie rówieśników." To jest straszenie? Gdzie? Czym? > Teraz powiedz mi, jak mają czuć się ludzie, którym wcześniej mówiono, ze np nie > powinni spać ze swoimi dziećmi. Oszukani? >A oni czasu nie cofną. I co - to jest w porządku? Ale mają ciągle czas, żeby zmodyfikować swoje zachowanie. Nie mówię, żeby nagle zaczęli spać z odchowanymi dziećmi, które już zdążyły się przyzwyczaić i polubić spanie samodzielne. Ale idea rodzicielstwa bliskości nie odnosi się jedynie do niemowląt i do spanie z dziećmi. Nawet po latach popełniania błędów zawsze można zmienić podejście. > A jak za następnym razem wezmą jeszcze inny aspekt pod analizę? Trudno mi się ustosunkować nie znam (chyba podobnie jak Ty) szczegółów ani jednej ani drugiej serii badań. Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 16:07 > Teraz powiedz mi, jak mają czuć się ludzie, którym wcześniej mówiono, ze np nie > powinni spać ze swoimi dziećmi. A teraz mówi się im, że jedyne dobre rozwiązan > ie to spać z dzieckiem. A oni czasu nie cofną. I co - to jest w porządku? ale jeżeli masz z tym problem, to nie jest naszą winą. mi też mówiono a robiłam co mi serce podpowiadało. tyle, że przy pierwszym byłam na tyle głupia, że czasami myślałam, że może jednak intuicja mnie zawodzi. teraz jestem mądrzejsza. ale do sedna - nie rozumiem Twoich pretensji. w związku z tym, żeby kogoś nie dotknąć mamy nie pisać prawdy? przecież są kolejne mamy, które potrzebują usłyszeć, że reagowanie na potrzeby dziecka jest ok, że sie go nie rozpieszcza. a one mają prawo do czucia się zmęczone, bo w założeniu ewolucyjnym matka nie jest jedynym opiekunem i że jej przemęczenie nie wynika z nieudolności tylko czesto braku pomocy. Odpowiedz Link Zgłoś
basca_basca Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 16:32 Ależ ja nie mam pretensji. Ja akurat nosiłam, bez ideologi;) Ale uważam, że osoby, które promują określone metody wychowawcze powinny wziąć na siebie odpowiedzialność - w tym za sposób komunikacji tej metody, tak aby zminimalizować poczucie winy. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 19:28 Przepraszam, ale nie jestem odpowiedzialna za to, ze ktoś reaguje na to co mówię poczuciem winy, To ta osoba ma problem ze swoimi emocjami nie ja. Odpowiedz Link Zgłoś
basca_basca Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 19:34 Bardziej myślałam o psychologach niż o Tobie;) Odpowiedz Link Zgłoś
olka_only [...] 30.01.12, 15:38 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima [OT] Jesteśmy noszeniakami 30.01.12, 16:31 olka_only napisała: > Dokładnie! > Zgadzam się! Jak byś zacytowała, to by przynajmniej było wiadomo z czym się zgadzasz. Odpowiedz Link Zgłoś
pa-ti11 Re: Jesteśmy noszeniakami 22.01.12, 19:52 kolejne pierdoły na ten sam temat za 5 lat to obalą i dojdą do nowych Odpowiedz Link Zgłoś
rulsanka Re: Jesteśmy noszeniakami 22.01.12, 20:14 Nie rozumiem, co tu jest do obalania. Ja wiem, że wszystkie teorie są falsyfikowalne i przy odrobinie wysiłku można udowodnić, że teoria ewolucji to bzdura. Potrzeba bliskości zaś wynika ściśle z naszej ewolucji. Człowiek należy do gatunków, u których na początkowym etapie rozwoju fizyczna bliskość rodzica jest niezbędna do życia. Jest to typowy gniazdowiec, nie przystosowany w żaden sposób do samodzielności. Więc to oczywista oczywistość, której ludzie zaprzeczają tylko i wyłącznie w imię wygody rodziców. Zaspokojenie potrzeby bliskości jest tak samo ważne, jak nakarmienie i przewinięcie. Dlaczego? Bo daje poczucie bezpieczeństwa, redukuje stres, uczy miłości. Zestresowany organizm jest chociażby bardziej podatny na choroby. Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 11:33 Nosiłam dwójkę mimo chorych pleców, ale tego typu propaganda też mnie irytuje. Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 16:09 jaka propaganda? bo ja czegoś nie rozumiem. co ma odniesienie się do cech naszego gatunku, do propagandy? chyba, że ja nie rozumiem tego terminu :/ Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 19:40 Do lat 50-60 XX wieku było absolutnym dogmatem, ze dzieci się nie nosi, dotyka jak najmniej i absolutnie z nimi nie spi. Zatem powinnysmy miec co najmniej trzy pokolenia całkowicie i totalnie zestresowane, sfrustrowane i niezdolen do życia. Jakos nie ma jednak specjalnych różnic w usposobieniu i pogodzie ducha, oraz poczuciu bezpieczeństwa między pokoleniami. Doktryna, ze dziecko będzie się rozwijało fatalnie, jeśli bedziemy go brać na rece jest tak samo idiotyczna jak doktryna, ze dziecko musi być noszone niemal cały czas, a spanie z dzieckiem jest obowiązkiem rodziców. Kazda doktryna w wychowaniu jest groxna. To, ze dzieci potrzebują dotyku udowodnono już wieki temu. Nie udowodniono jednak, że potrzebują go cały czas. Zwracam też uwagę, ze rzeczywiście, pierwotne plemiona noszą swoje dzieci. Jednak śmiertelność dzieci i ich dalszy rozwój nie zachęca do nasladownictwa - nie jest to więc dobry argument. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 20:07 Fanatyczkom chustowania i spania z dzieckiem do czasów szkolnych oraz nieposyłania do żłobków, przedszkoli i opiekunek, zwracam uwagę na fragment tekstu mówiący o nienaturalności rodziny nuklearnej. Najkrócej mówiąc, kobieta nie jest ewolucyjnie przystosowana do zajmowania się samotnie dzieckiem 24/7 do 3. roku życia. Albowiem zwariuje albo dostanie syndromu wypalenia zawodowego. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 24.01.12, 21:34 Zwracam też uwagę, ze w warunkach naturalnych kobiety nie pracowały poza domem. A zajmować sie niemowleciem mogły cały dzień, ponieważ dzieckiem chodzacym zajmowały się dzieci nieco starsze (pieciolatki na przyklad), co czesto konczylo się tragedią - ale przy corocznym rodzeniu dzieci nei było to takie znowu istotne. W ten sposob mozna miec jedno dziecko, albo dzieci w odstępie ok. 12 lat. I dobrze zarabiającego męża. Odpowiedz Link Zgłoś
rulsanka Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 16:22 Ale kto mówi, pisze, że dziecko potrzebuje dotyku cały czas? Czytałyście w ogóle ten artykuł? Nosi się tyle, ile dziecko potrzebuje. Zazwyczaj sygnalizuje tę potrzebę, a jak nie chce być noszone to protestuje i wije się. Jestem fanką noszenia, a nosiłam syna około 1,5 godziny dziennie, bo więcej nie potrzebował. Odnoszę wrażenie, że po oszołomsku przeciwstawiacie nie noszenie - noszeniu przez cały czas. A w artykule - i w życiu nie o to chodzi. I nie ma "nowej" doktryny, że dziecko ma być noszone cały czas. Nowością jest twierdzenie, że dziecko w ogóle potrzebuje być noszone, bo przez ostatnie parę pokoleń uważano, że to jest szkodliwe. Jeśli chodzi o wpływ na te pokolenia. Moim zdaniem jest. Dorośli często unikają bliskości, nie potrafią rozmawiać o uczuciach ani ich okazywać, są sfrustrowani, nieufni, często w depresji - to raczej statystyczna norma. Przykładów mam wiele z własnej rodziny, sąsiedztwa, ulicy. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 16:54 My się nie artykulowi przeciwstawiamy, ale interpretacjom- typu - jesli nie spałeś z dzieckiem, to je krzywdziłeś, jeśli nie nosileś w chuście, to je krzywdziłeś itd. Podejrzewam, ze nawet niechętni noszeniu i tak nosza dziecko te 1,5 godziny, choćby dlatego, że jest to forma kontaktu z dzieckiem, na który niemal kazdy rodzic ma ochotę. Badanie wykazują, ze wsród dzieci i mlodziezy wzrasta wiedza dotyczaca świata, natomiast spada umiejętność odczytywania uczuć innych ludzi - czyli jest raczej odwrotnie. Współczesne dzieci nie są chyba jednak wyraźnie szczęśliwsze od poprzednich pokoleń dzieci. A dorośli? Dorosli sfrustrowani i szczęśliwi wyrastają w bardzo róznych rodzinach. Odpowiedz Link Zgłoś
rulsanka Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 17:48 "Badanie wykazują, ze wsród dzieci i mlodziezy wzrasta wiedza dotyczaca świata, natomiast spada umiejętność odczytywania uczuć innych ludzi - czyli jest raczej odwrotnie." Duże znaczenie ma tutaj metodyka badań - bo ciekawe, ile z tych dzieci było/jest wychowywanych zgodnie z ideami bliskości. Wątpię, żeby było więcej niż kiedyś. Kiedyś też matki nosiły, bo po pierwsze miały instynkt, a po drugie niektórych dzieci nie nosić się nie da, bo się drą wniebogłosy i ktoś kto ma minimum ludzkich uczuć się zlituje i na rączki weźmie. Kiedyś było mniej alternatywnych sposobów spędzania wolnego czasu. Nudzono się częściej razem z dzieckiem w domu. Był czas na nawiązanie kontaktu i więzi i wypełnienie luk z okresu niemowlęcego. Teraz - generalizując - rodzice bywają bardzo roszczeniowi, matki wyemancypowane (w tym ja, więc daleka jestem od twierdzenia, że to źle ;) ) i nie chcą być przywiązani do dziecka non stop. Zatrudniają niańki, organizują dziecku 100 zajęć pozalekcyjnych - by bliskości, rozmowy, uniknąć. Pracuje się więcej, czas płynie szybciej. Dzieci uczą się o uczuciach od najbliższych im osób. Brak prawdziwych bliskich relacji w rodzinie to podstawowa przeszkoda w budowaniu empatii. Biorąc pod uwagę jaką rzadkością jest chusta, lub dobre nosidło na polskiej ulicy - to jednak trend noszenia jest bardzo niepopularny i nowy, witany raczej z dużą rezerwą jako coś w rodzaju ekooszołomstwa. Poza tym noszenie dziecka kojarzy się z jakimś umartwianiem się przez matkę. Dla mnie nosidło było sto razy wygodniejsze od wózka (nienawidziłam chodzić z wózkiem, nie moje tempo, nie mój styl). Z nosidłem można wszędzie wejść (samolot, szpitalne korytarze), w nim dziecię ululać i odłożyć do spania, pójść na wycieczkę w góry i na spacer po lesie. Obiad ugotować i trawę skosić, bo ręce wolne. Dla mnie (i dla wielu fanów noszenia) nosidło to była wolność, aktywność, a nie niewola. Noszenie na rękach za to, było okropne. Ciężko fizycznie (bolą ręce i plecy, bo pozycja niewygodna) a bliskość dużo mniejsza niż w nosidle. Ja myślę, że jak ktoś nie lubi nosić, a jego dziecko nie jest rykliwe - to nosić nie będzie i już. Natomiast te osoby, które nie noszą "bo się przyzwyczai" - warto by wiedziały, że ryzyka przyzwyczajenia nie ma, a noszenie to dla dziecka dobrodziejstwo a nie krzywda. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 18:36 Chusta na ulicy, w naszym kliimacie? czasem jest OK, ale nie jestem wcale przekonana, czy jest to dobre rozwiązanie. Na pewno nie dla starszych dzieci, które mogłyby siobie w wózku obejrzeć swiat, a nie tylko mamę. trzeba też pamiętać,z e dziecko potrzebuje nie tylko noszenia, ale i swobodnego rucjhu - dawniej dziecko bylo noesone, ale wiekszość dnia spędzało jednak leżąc na miedzy. Przeraza mnie wyimaginowany obraz rodzicielstwa z 'dawnych lat". naprawdę, to jest jakiś idylliczny, z gruntu nieprawdziwy obraz, coś takiego jak niewolnictwo w "przeminęło z wiatrem". Nigdy dzieckiem się tak nie przejmowano, jak teraz, nigdy nie poświęcano dzieciom tyle czasu i uwagi. Dawniej nie "nudzonio sie z dziećmi w domu", tylko matka miała niemal cały czas zajęty zajęciami domowymi, a nie dzieckiem. Prowadzenie gospodarstwa to byla praca, której teraz nie jestesmy nawet w stanie sobie wyobrazić. A jesli miała pieniadze - dziecko miało niańkę. Matki może nie były wyemancypowane, ale musiały zrobić pranie (wielkie pranie zajmowało cały dzień), napalić w piecu, zmyć bez uźycia detergentów, uprasować żelazkiem z duszą, zagnieść makaron i oskubać kurę. na dziecko starczało tyle czasu, aby je przewinąć i nakarmić. A nie zabawiać - na to po prostu czasu nie starczało. często kołyskę z niemowlakiem bujał trzylatek. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 19:09 Przypominam - zakazaną w końcu na drodze prawnej - instytucję francuskich powijaków w XVIII w., w których niemowlę było skrępowane na sztywno i w jakichś 8 przypadkach na 10 umierało. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 19:27 A ja przypominam, ze francuska arystokracja po urodzeniu odsyłała dzieci "na mamki", na wieś. Tez niewiele przezyło. Dzieci zawsze byly towarem nadmiarowym - niewiele osób przejmowało się niemowletami, z ktorych tylko 1/5 miała szanse dozycia pięciu lat. Taki Kochanowski napisał treny o Urszulce, a druga zmarłą córkę skwitował beznamietnie jednym zdaniem. Filozof francuski Montaigne wspominał, ze umarło mu troje, czy czworo dzieci... Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 20:06 Chusta na ulicy, w naszym kliimacie? Wózek na ulicy, na naszych równych chodnikach? ;) Najgorsze jest, że obie strony głoszą, jak ktos już tutał napisał, PRAWDĘ ;) Z drugiej strony nie bardzo się dziwię takiej troche noszeniakowej neofickiej gorliwości, bo jednak mam wrażenie, że w naszym kraju młodzi rodzice chyba częściej słyszą uwagi o tym, że noszenie dziecka mu szkodzi (nawet zez dziecku grozi ;) ). Wszelkie publikacje obalające teze o szkodliwości noszenia są witane entuzjastycznie, bo rodzice, którzy po prostu dzieci nosic lubią a ich dzieci lubią być noszone, nareszcie mają naukowe zaplecze. Na natrętne pytania łatwiej odpowiedzieć powołując się na naukowe autorytety niż odparowac " a co Ciebie to obchodzi?" A na marginesie - nosidełko to ZBAWIENIE dla rodziców dziecka, które nie uznaje pozycji poziomej, całkowicie płaskiej i samotnej a rodzicom noszenie i przytulanie dziecka też sprawia przyjemnośc. Oczywiście to nie znaczy, że one w tych nosidłach siedzą 24 h na dobę. Nosidełko to wolność rodzica :) Moja teściowa powiedziała mi kiedyś, ze najbardziej zazdrości mi pampersów i nosidełek właśnie. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:03 Ależ nie o to chodzi, aby nie używać chisty, choc w zimie jestem raczej przeciwna od czasu, gdy wizialam, jak wywraca się kobieta z dzieckiem w nosidełku. Chodzi o to, ze żaden ze sposobów przenoszenia dziecka nie jest jedyny i lepszy. ja miałam nosidełko i wózek i brałam to, co aktualnie mi bardziej odpowiadało. Jednak bezideologicznie - nie z zalozeniem, ze dziecko noszone lepiej się chowa, wiec powinnam nosić, nawet jesli wygodniej mi brać wózek. Anie,z e wezme wózek, choć musze go wtargać do autobusu i na trzecie piętro, ale w nosidełku nosić nie bedę, aby dziecku ruchów nie krępować. Ideologia tu po prostu nie ma nic do rzeczy, a sposób nioszenia nie wpłynie na resztę życia dziecka. A nosidełka miałam dla dziecka 28 lat temu... Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:28 verdana napisała: > Ależ nie o to chodzi, aby nie używać chisty, choc w zimie jestem raczej przeciw > na od czasu, gdy wizialam, jak wywraca się kobieta z dzieckiem w nosidełku. Nosidełko to nie chusta. > A nosidełka miałam dla dziecka 28 lat temu... Znaczy wisiadełka. Szczerze współczuję i nie dziwię się, że wózek był wygodniejszy w uzyciu. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 22:19 choc w zimie jestem raczej p > rzeciw > > na od czasu, gdy wizialam, jak wywraca się kobieta z dzieckiem w nosidełk > u. > Nosidełko to nie chusta. Człowiek się z tym inaczej ślizga? ;-) Bo coś mi się zdaje, że owa wywrotka była raczej wynikiem śliskiego podłoża i/lub obuwia, a nie tego, czy dziecko było w chuście czy nosidle... Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 23:24 morekac napisała: > Człowiek się z tym inaczej ślizga? ;-) Pewnie ślizga się tak samo, ale już wywraca inaczej :P A idzie się też inaczej inaczej ułożone dziecko, inaczej rozłożony ciężar inne pole widzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 23:54 Zależy z której strony te nosiłki lub chusta. Widziałam chustę z dzieckiem z przodu. W sumie przy poślizgu - czy z chustą czy z nosiłkami - inaczej się pada niż bez obciążenia w postaci dziecka. Zawsze trzeba uważać i mimo wszystko uważam, że takie wynalazki to jednak nie na śliską nawierzchnię.;-( Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 00:41 A ja kiedy pchałam spacerówkę niechcący wjechałam w jakąś dziurę w chodniku, wózek stanął dęba a dziecko mi wyleciało z wózka i zatrzymało się na szelkach 2 cm nad ziemią . Serio. Czy nie sądzicie, że zaczyna to przypominac dyskusję o wyższości świat Bożego Narodzenia ...? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 01:18 > Czy nie sądzicie, że zaczyna to przypominac dyskusję o wyższości świat Bożego N > arodzenia ...? ;) Sądzimy, bo jak w ogóle można ocenić wpływ noszenia na psychikę? Najlepiej byłoby zbadać dziecko noszone w dzieciństwie i dziecko nienoszone i to tak najlepiej po 18 roku życia. Należałoby też wcześniej ustalić co oznacza noszenie. Ile powinno trwać. Głupio brzmi? No jak badanie to badanie i takie rzeczy należy doprecyzować inaczej będzie niewiarygodne. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 08:48 titti_pecci_scialoja napisała: > Sądzimy, bo jak w ogóle można ocenić wpływ noszenia na psychikę? Badając jaki wpływ ma określone traktowanie dziecka na jego organizm, min mózg? Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 09:20 Boże..natura dała nam ręce od noszenia dzieci, kultura dorzuciła do tego wózki, nosidła, chusty. Zamiast cieszyć się z możliwości i różnorodności to są przepychanki co jest lepsze. Lepsze jest po prostu reagowanie w miarą możliwości jak najszybciej na podstawowe potrzeby dziecka takie jak głód , pragnienie, potrzeba dotyku, bliskości ciała opiekuna - a czego do tego użyjemy ma już mniejsze znaczenie - ważne aby te potrzeby (nie kaprysy ) były zaspokojone wtedy kiedy są wyrażone. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 10:25 joa66 napisała: > Zamiast cieszyć się z możliwości i różnorodności to są przepychanki co jest lepsze. Jeśli o mnie chodzi to nie mam na celu udowadniania co jest lepsze. Protestuję jedynie przeciwko pisaniu rzeczy niezgodnych z prawdą, szczególnie przez ludzi, którzy nie mają pojęcia na pewne tematy. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 09:44 Oj, zaczyna... W każdym razie sama kiedyś w górach szłam sobie dolinką w dziecięciem w nosiłkach (na plecach) i w rakach... ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 08:45 Na śliskiej powierzchni można się wywalić również z wózkiem i wyrzucić dziecko jak z katapulty. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 09:39 Od dawna wiadomo, że na śnieg najlepsze są sanki... Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 10:27 Zgadza się, ale dla odmiany w mieście nie koniecznie. Bo jednak na przejściach dla pieszych śniegu brak :/ Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 09:44 joshima napisała: > Na śliskiej powierzchni można się wywalić również z wózkiem i wyrzucić dziecko > jak z katapulty. > Można, ale jakby nieco trudniej. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 10:27 titti_pecci_scialoja napisała: > Można, ale jakby nieco trudniej. Nie sądzę. Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 00:28 > Człowiek się z tym inaczej ślizga? ;-) Bo coś mi się zdaje, że owa wywrotka był > a raczej wynikiem śliskiego podłoża i/lub obuwia, a nie tego, czy dziecko było > w chuście czy nosidle... Chyba chodziło raczej o możliwe skutki takiego upadku z mamusią. np. uderzenie główką w krawężnik. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:31 Jednak bezideologicznie - nie z zalozeniem, ze dziecko noszone lepiej się chowa, wiec powinnam nosić, nawet jesli wygodniej mi brać wózek Nie wiem na ile sytuacja się zmieniła przez ostatnie kilkanaście lat, ale doskonale pamiętam, ze kiedy moje dziecko sobie gdzieś samo leżało/siedziało to absolutnie NIKT NIGDY nie pytał się mnie czy mu to nie zaszkodzi. Kiedy tylko był na rękach - 'troskliwe" pytania i uwagi padały często: "oj, bo się przyzwyczai i bedziesz miała kłopot", "to pani nie wie, że dzieci dostają zeza jak matka je za blisko trzyma" (autentyczne), "rozpuścisz go" I tak dalej. Na mnie akurat takie uwagi większego wrażenia nie robiły, ale pewnie wiele ośób tym się przejmuje. Nie dziwię sie więc radości wielu rodziców, że w końcu NAUKA staje po ich stronie :) p.s. w spacerówce dziecko też może siedzieć twarzą do pchającego - wystarczy przełozyć rączkę (oczywiście to zależy od modelu) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 23:26 joa66 napisała: > Na mnie a > kurat takie uwagi większego wrażenia nie robiły, ale pewnie wiele ośób tym się > przejmuje. Oto właśnie chodzi i dla takich ludzi potrzebne są artykuły uświadamiające, że nosząc dziecko na rękach tyle ile ono tego się domaga nie robią mu krzywdy. Sobie w sumie też. > p.s. w spacerówce dziecko też może siedzieć twarzą do pchającego - wystarczy pr > zełozyć rączkę (oczywiście to zależy od modelu) To dość istotny szczegół :P Odpowiedz Link Zgłoś
rulsanka Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 19:56 "Chusta na ulicy, w naszym kliimacie? czasem jest OK, ale nie jestem wcale przekonana, czy jest to dobre rozwiązanie. Na pewno nie dla starszych dzieci, które mogłyby siobie w wózku obejrzeć swiat, a nie tylko mamę." Ty chyba nigdy chusty nie widziałaś :) Tu przykładowy tata z dzieckiem w chuście tinyurl.com/72ecusn A tu dziecię w maduce, takim nosidle jakie ja miałam: tinyurl.com/74nymxr Widać tyle, co w wózku, a nawet o tyle więcej, że matka w więcej miejsc może się zapuścić. Ja np. łaziłam po Kapadocji... Dla starszego dziecka chusta/nosidło jest alternatywą dla ... braku wózka. Tzn wybierasz się gdzieś z dzieckiem na piechotę, a gdy ono się zmęczy, zawsze możesz trochę ponieść. Nie masz też problemu z dzieckiem, które chce być na rączkach, a ty targasz wózek. Dla dziecka gondolkowego chusta w ogóle daje szanse pooglądania świata, bo z gondolki nic nie widać, a z chusty tak. "trzeba też pamiętać,ze dziecko potrzebuje nie tylko noszenia, ale i swobodnego rucjhu " A Ty dalej swoje, przecież piszę, że nosić ile dziecko potrzebuje... Zresztą - też już pisałam - dziecka do noszenia nie zmusisz. Jak nie chce być w chuście, to się będzie wiło i wrzeszczało. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 20:04 No własnie - pokazujesz chustu w lecie. Super - w naszym klimacie, czyli np. teraz. W zimie. na jesieni. W deszczu. Widzę dziewczyny z chustą, dziecko zamotane całkowcie, na to jeszcze płaszcz mamy. Nie, nie widze tu wielkiej przewagi nad wózkiem. A zimę mamy gdzieś tak pół roku. Tak, wisddzę sporo zalet dla mamy, mniej dla dziecka, ktore w chuscie roszac się moze w sposób bardzo ograniczony - tu mówie o starszym dziecku. takim, ktore - jak dzieci na fotografiach - ma wózek spacerowy, z ktorego widać świetnie. Jesli masz dziecko w chuście, to nosisz je tyle, ile Ty potrzebujesz, nie ono - ono nie ma szans się wyplątać, ani powiedzieć, ze ma dość. Jak się wije, to na dalekim spacerze nie donisiesz dziecka na rekach do domu. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 20:25 verdana napisała: > No własnie - pokazujesz chustu w lecie. Super - w naszym klimacie, czyli np. te > raz. W zimie. na jesieni. W deszczu. Proszę bardzo chusta w zimie: www.e-milka.pl/wp-content/gallery/2010-01-14-obiad-i-na-spacer/img_6126_e.jpg Pamiętając o tym że u nas bywa jednak dużo śniegu a chodników albo nie ma albo nie sa odśnieżone, chusta ma poważną przewagę nad wózkiem. Chusta w deszczu to dobra kurtka i ewentualnie parasol, w końcu obie ręce są wolne. > tu mówie o starszym dziecku. Dla starszych dzieci sa nosidła ergonomiczne, które zapina się w piętnaście sekund i z których widać świetnie (nawet lepiej niż z wózka), czy to w pozycji na brzuchu czy na plecach. > Jesli masz dziecko w chuście, to nosisz je tyle, ile Ty potrzebujesz, nie ono - > ono nie ma szans się wyplątać, ani powiedzieć, ze ma dość. I tu znów widać, że nie wiesz nic na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
rulsanka Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 20:25 "Widzę dziewczyny z chustą, dziecko zamotane całkowcie, na to jeszcze płaszcz mamy." Mało widzisz, więc nawet nie wiesz, w jakim wieku jest dziecko. Poza tym dziecko prawdopodobnie śpi. W innym razie by albo wyglądało, albo wrzeszczało. Duże dziecko, które w chuście nie zasypia (a duża część - nawet starszych- zasypia) można wkładać do chusty w kombinezonie zimowym i wtedy widzi tyle co latem. Jak ja wychodziłam na spacer z synem, to on zaraz zasypiał. Zanim to nastąpiło, śpiewałam mu kołysanki, rozmawiałam, rozglądał się. A potem ja miałam miły spacer, a dziecko bliskość. Jak nie chciało mi się spacerować, to odnosiłam do łóżeczka i tam spał dalej. "Tak, wisddzę sporo zalet dla mamy, mniej dla dziecka, ktore w chuscie roszac się moze w sposób bardzo ograniczony - tu mówie o starszym dziecku. takim, ktore - jak dzieci na fotografiach - ma wózek spacerowy, z ktorego widać świetnie. " Niekoniecznie lepiej widać. Z pleców rodzica dziecko widzi więcej, bo jest wyżej. Kwestia praktyczna: nie trują go spaliny samochodów (zanieczyszczenia są cięższe i większe stężenie jest niżej). Łatwiej się też rozmawia z dzieckiem/mówi do dziecka. Gdy rodzic z kimś rozmawia, to dziecko jest wtedy uczestnikiem tej rozmowy, bo ma twarz na wysokości innych rozmówców. Uczy się więc kontaktów społecznych. "Jesli masz dziecko w chuście, to nosisz je tyle, ile Ty potrzebujesz, nie ono - ono nie ma szans się wyplątać, ani powiedzieć, ze ma dość. Jak się wije, to na dalekim spacerze nie donisiesz dziecka na rekach do domu. " Zazwyczaj po kilku próbach noszenia wiesz już, ile dziecko lubi i wytrzymuje. A to, że nie może powiedzieć dość? Może, może... Poza tym może nie wiesz, ale choć w chuście ruchy są ograniczone, to jest w niej dziecku bardzo wygodnie (podparcie dla całego kręgosłupa), dlatego może wytrzymać stosunkowo długo. Powtórzę jeszcze raz. Dużego - ani żadnego dziecka nie nosisz więcej niż dziecię pozwoli. Naprawdę się nie da, chyba że w sytuacji awaryjnej. Zrestą jeśli chodzi o wózek, to dzieci też odstawiają histerie, żeby w nim nie być. Wolą same tuptać, albo być na rączkach. I wracamy do punktu wyjścia. Targasz wózek i biegasz za dwulatkiem, albo pchasz wózek niosąc dziecię na rękach. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:10 Cóż, a w chuscie dzieci nie wolą rtuptać? ja dzieci na ogół w czasie spacerów wyjmowałam z wózka 5-6- 7 ktotni. jakoś nie widzę wyjmowania w ten sposób dziecka z chusty, szczególnie, jeśli się ma więcej, niz jedno pod kontrolą. sama nosilam dzieci w nosiłkach - i takich z przodu i takich z tyłu. Widze sporo zalet dla rodziców, ale nie sądzę, aby dla dziecka mialo to jakiekolwiek znaczenie. Chusta z tyłu ma dla mnie fundamentalną wade, taką zamą zresztą jak spacerówka - nie daje mozliwosci pogadania z dzieckiem. Dlatego tez na spacerach stale albo wyjmowałam dziecko, albo się zatrzymywalam, aby być do dziecka przodem. Nie chodzi mi o to, co jest lepsze - lepsze jest to, co wybiorą rodzice. Chodzi mi o to, że to nie ma zdnaczenia dla dziecka, tak naprawdę. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:30 verdana napisała: > Cóż, a w chuscie dzieci nie wolą rtuptać? ja dzieci na ogół w czasie spacerów w > yjmowałam z wózka 5-6- 7 ktotni. jakoś nie widzę wyjmowania w ten sposób dzieck > a z chusty No bo nic na ten temat nie wiesz, to skąd masz wiedzieć jak to jest i jak działa? > Chusta z tyłu ma dla mnie fundamentalną wade, taką zamą zresztą jak spac > erówka - nie daje mozliwosci pogadania z dzieckiem. Wręcz przeciwnie. Słyszy się dziecko doskonale, skoro gada prosto do ucha. Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 27.01.12, 12:29 Verdana, wchodzisz na pole o którym chyba nie masz pojęcia. ja noszę tylko w chuście/nosidle na spacery i przy ruchliwym Starszaku to idealne rozwiązanie. fakt, dziecko malutkie, więc zaraz zasypia. zawsze mam pewność, że mu ciepło, jak chcę, to trochę rozszczelniam, jak chcę to mocniej zakrywam. czuję co się dzieje - każdy ruch małego - dziecko silnie ulewające, więc nie mogłabym go położyć do wózka i pozakrywać kocami, bo mogłabym czegoś ni8e zauważyć. Starszak wózkowy - szybkie powroty ze spacerów z płaczem, albo z dzieckiem na jednym ręku, drugim pchałam wózek. ale to było lato, nie wiem co bym zrobiła zimą :/ a tak z chustą wszędzie dojdę. po drodze wejdę na schody, zastukam do okna koleżance, podbiegnę za Starszakiem. u mnie osiedle odśnieżane, ale schody bardzo śliskie. zakładam najpewniejsze buty, uważnie schodzę, przy barierce. ale powiem Ci jedno. nawet jakby, to jestem pewna, że wykręcę się tak, że sama się połamię, ale dziecko będę chronić do końca. wywaliłam się dwa razy w ciąży i wiem jak to działa. owszem, pewności nigdy nie masz, ale: jak masz dziecko w chuście, to i wolne ręce - którymi się bronisz, podpierasz - bieda jak masz dziecko na rękach, bo w wózku zrobiło awanturę - asekuracja jest dużo trudniejsza. poza tym jak dziewczyny napisały: jak dziecko w wózku, a ty się wywalasz to odruchowo łapiesz za rączkę wózka o wtedy może być bieda, szczególnie z dzieckiem w gondoli, w której rzadko są pasy, a chyba itak nikt ich nie używa. o takich przypadkach słyszałam wielokrotnie. mój m widział na własne oczy. co do starszych dzieci - mój uwielbiał mei taia, choć mało używaliśmy, bo chodzimy głównie po osiedlu, na nóżkach. dziecko lepiej i więcej widzi niż w wózku. teraz mei tai pożyczony koleżance, której wózkowe dziecko, go pokochało. ale: nikt nie twierdzi, że tylko nosidło i koniec - starsze dzieci czasami wolą spacer w wózku i chyba większość chustowym mam ma dodatkowo wózek. zasada noszenia jak najwięcej odnosi się głównie do pierwszego półrocza/roku. potem dzieci dużo noszone zazwyczaj wolą poruszać się same, bo są pewniejsze siebie. a nosidło i wózek po tym okresie bardzo ułatwiają życie na wypadach na zakupy, wakacjach, większych spacerach itp. a no i u mnie wózek póki co bardzo przydałby się jako stelaż do fotelika - bo to chyba jedyny problem zimą, że trzeba najpierw wjechać do sklepu w foteliku i dopiero potem rozebrać dziecko i włożyć do chusty. ale w sumie to samo jest z wózkiem jako takim. chociaż widuję i dzieci w centrach w nosidłach i w kombinezonach - brrrr :/ a no i jak fajnie robi się zakupy z maluchem przy sobie - polecam, dla mnie rewelacja. jedyny minus, że ja przynajmniej muszę prawie cały czas być w ruchu póki Młody nie zaśnie mocno (ale z wózkiem znowu - jest to samo, a łatwiej wybierać serek bujając się rytmicznie, niż machając wózkiem ;)). ale jak już zaśnie jest super, bo nie boi się hałasów, śpi sobie dalej. Starszak w wózku zaraz się budził, płakał i brałam go na ręce - kręgosłup siadł mi po 4 miesiącach :/ Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 27.01.12, 12:35 korekta: > ózkiem jako takim. chociaż widuję i dzieci w centrach w nosidłach i w kombinezo > nach - brrrr :/ nosidło w sensie fotelika Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 27.01.12, 12:59 jeszcze co do starszych dzieci, przyszło mi do głowy kilka plusów: -kiedy jesteście w nowym miejscu i dziecko się wystraszy - może do mamy przywrzeć, -jest inny kontakt, widzicie to samo, więc łatwiej jest o czymś opowiadać itp. - dziecko w wózku widzi albo mamę, albo widoki - w chuście jedno i drugie -no i miło sobie przysnąć przy ciele rodzica minusy noszenia starszych dzieci: nie może to być częste ze względu na ich wagę i własny kręgosłup (w dobrych nosidłach zniwelowane do minimum), ale tyle ile potrzebuje dziecko - spokojnie. no i można się zmieniać na dłuższych spacerach. no i latem może być faktycznie za gorąco. innym minusów nie znam. za to plusów masa: wszędzie wejdziesz, masujesz brzuszek (ja teraz muszę chodzić codziennie na spacer, bo zauważyłam, że jak nie wyjdę, to Małego boli brzuszek - trudniej mu się odgazować). a o ile szybciej się wychodzi ;) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 20:16 verdana napisała: > Chusta na ulicy, w naszym kliimacie? czasem jest OK, ale nie jestem wcale przek > onana, czy jest to dobre rozwiązanie. Na pewno nie dla starszych dzieci, które > mogłyby siobie w wózku obejrzeć swiat, a nie tylko mamę. Widać, że nic nie wiesz o noszeniu w chuście i o możliwościach jaką owa daje. > Nigdy dzieckiem się tak nie przejmowano, jak teraz, > nigdy nie poświęcano dzieciom tyle czasu i uwagi. No i znów nie do końca rozumiesz o czym jest mowa. Idea bliskości i ogólnie AP nie jest tożsama ze skupianiem uwagi wyłącznie na dziecku i stawianiem go w centrum uwagi. > Prowadzenie gospodarstwa to byla praca, której teraz nie jeste > smy nawet w stanie sobie wyobrazić. Jednak szmaty od zawsze umożliwiały pogodzenie jednego z drugim. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:12 Absolutnie nie. Nie mozna bylo z dzieckiem prac w balii, nie można było gotować przy otwartym ogniu, wykonywać bardzo wielu ciężkich czynności gospodarskich, które wymagały swobody i siły. Dlatego też dzieci byly noszone nie po domu, ale w pole, gdzie kladziono je w brzudzie. W domu bywały koszyki, kolyski, w których dzieci lezały praktycznie caly czas z przerwami na karmienie. A jak nie spały, to im dawano maku, aby matka mogła zająć się wazniejszymi sprawami. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 21:30 verdana napisała: > Absolutnie nie. Nie mozna bylo z dzieckiem prac w balii, nie można było gotować > przy otwartym ogniu, wykonywać bardzo wielu ciężkich czynności gospodarskich, > które wymagały swobody i siły. A to czemu? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 No pomyśl.... 26.01.12, 09:36 No pomyśl.... Jak pomyślisz to weź do ręki losowo wybrane 10 beletrystycznych książek XIX-wiecznych autorów francuskich/angielskich/niemieckich i policz ile razy mimochodem wspomniane są wypadki typu "poparzenie małego dziecka wrzątkiem przy okazji prania". Do prania w balii kobieta musiała się schylać i to nie raz ale przez wiele godzin, praczki najmowano i była to jedna z najcięższych harówek. Równie dobrze mogłabyś zapytać dlaczego drwal czy górnik dołowy nie mógłby swojej pracy wykonywać z dzieckiem przytroczonym do pleców. Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: No pomyśl.... 26.01.12, 09:43 >Równie dobrze mogłabyś zapytać dlaczego drwal czy górnik dołowy nie mógłby > swojej pracy wykonywać z dzieckiem przytroczonym do pleców. Oczywiście mógłby przecież chusta to taki świetny wynalazek, dziecko byłoby całkowicie bezpieczne, szczęśliwe a jemu też 15 kg więcej na plecach nie zrobiłoby różnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 10:29 No to Ty pomyśl. Afrykańskie kobiety po dziś dzień nie mają z tym żadnych problemów. Oczywiście nie piorą prania w baliach z gorąca wodą, ale pracują często równie ciężko. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 11:15 Aha. No to porównaj umieralność dzieci do 1. roku życia w Afryce i w cywilizowanych państwach. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 11:33 ale chyba nie od chust i nosideł umieraję ??? :) Z drugiej strony potrzeb bycia przytulanym i noszonym można świetnie zaspokoić przy pomocy rąk , ramion i wózek wystarczy , chusty i nosidła niepotrzebne (dziecku, matce, moim zdaniem, tak) Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: No pomyśl.... 26.01.12, 12:13 No właśnie - to chodzi o przytulenie i dopieszczenie dziecka, a nie o obsesyjne noszenie cały dzień w chuście i kopanie bulw jadalnych jednocześnie - bo ktoś tam stwierdził, że wyższość noszenia w chuście nad noszeniem w nosiłkach albo na rękach i wożeniem w wózku. To taki sam fanatyzm jak z tym 'rozpieszczaniem dziecka poprzez branie na ręce'. BTW: każdy zresztą rozumie tak jak mu wygodniej. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 12:43 Ano dokładnie. Bliskość fizyczną i emocjonalną można dać dziecku nie tylko poprzez noszenie w chuście, a ponadto dawcą tej bliskości nie musi być wyłącznie matka. Wózek uważam generalnie za praktyczniejszy na co dzień, bo służy także do robienia zakupów i wrzucenia mnóstwa drobiazgów zabieranych na dłuższy spacer. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 12:58 Wózek uważam generalnie za praktyczniejszy na co dzień, bo służy także do robienia zakupów i wrzucenia mnóstwa drobiazgów zabieranych na dłuższy spacer O chustach się nie wypowiem, bo chociaż podobają mi się z czysto estetycznego punktu widzenia, wydawały mi się zbyt skomplikowane do wiązania , szczególnie dla osób o dwóch lewych rękach - jak ja. Są codziene sytuacje kiedy wygodniejszy jest wózek, w innych lepsze są moim zdaniem nosidełka. Z mojego doświadczenia - spacerówka była na przykład idealna np na większe zakupy bez samochodu , albo wypad do parku ( w spacerówce nie musiał leżeć płasko czego nienawidził). Kiedy szłam po gazetę, mleko albo np do muzeum- nosidełka były oczywiste. Miałam też takie specjalne dla noworodów i małych niemowląt, które umożliwiały mi życie kiedy maluch nie chciał zostawać sam w łóżeczku , lubił się przytulać (ja też) i przede wszystkim obserwować. To tylko przykłady. Chusty i nosidła to przede wszystkim odogodnienia dla rodziców (i dobrze), bo dziecku jest dobrze po prostu na rękach (kiedy potrzebuje fizycznej bliskości). Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: No pomyśl.... 26.01.12, 13:08 wydawały mi się zbyt skomplikowane do wiązania , szczególnie dl > a osób o dwóch lewych rękach - jak ja. Widziałam w zeszłym roku wiązanie chusty z dziewczątkiem rocznym w środku. Rodzice byli już wprawieni, ale i tak im się czasami plątało. Osoby niewprawione dostawały oczopląsu. Niewątpliwą przewagą wszelkich nosideł jest prostota ich użycia. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 15:52 morekac napisała: > Niewątpliwą przewagą wszelkich nosideł jest prostota ich użycia. ;-) Niewątpliwą wadą większości nosideł jest ich konstrukcja niezbyt dobra dla dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 16:01 Niewątpliwą wadą większości nosideł jest ich konstrukcja niezbyt dobra dla dzieci. Ale nosidełka trzeba kupować uważnie, a nie zadowalać się metką z napisem. Dotyczy to zresztą większości akcesoriów i zabawek dla dzieci. Nieumiejętne zawiązanie chusty też może być niebezpieczne. Moim zdaniem lepiej zainwestować w dobre nosidła niż chustę-łatwiejsze w obsłudze , zwłaszcza dla jednej osoby. Ale w chustach nie widzę nic złego, co kto lubi. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 18:18 joa66 napisała: > Ale nosidełka trzeba kupować uważnie, a nie zadowalać się metką z napisem. Ależ oczywiście. chodziło mi o to, żeby nie rzucać pochopnie w eter tekstu, że wszystkie nosidła są OK. > Moim zdaniem lepiej zainwestować w dobre nosidła niż chustę-łatwiejsze w obsłud > ze , zwłaszcza dla jednej osoby. Chusty też są różne, choćby pouch czy kółkowa, których się w ogóle nie wiąże. A nosidła z reguły nie są, w przeciwieństwie do chust, polecane poniżej pewnego wieku. A ja używałam i tego i tego, bo w pewnych sytuacjach lepiej mi się sprawdzała chusta a w innych MT. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 18:52 Ależ oczywiście. chodziło mi o to, żeby nie rzucać pochopnie w eter tekstu, że wszystkie nosidła są OK ????? A kto to robi?????? Joshima ... wyluzuj :D Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 19:26 forum.gazeta.pl/forum/w,851,132559719,132745155,Re_No_pomysl_.html zwróć uwagę na ostatnie zdanie. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 20:55 Zwróciłam...i co? Wszelkie nosidła mają przewagę w kategorii "wygoda zakładania"? Rozumiem, że zakładamy, ze zakupy robimy rozsądanie i ja nie zaczynam podwątku, że nie wszystkie chusty są dobre, bo te chusty z poliestru mogą szkodzić... a jak się niewłaściwie zawiąże do dziecko może wypaśc i się zabić Dodam jeszcze, że przesadne czepianie się jakości też jest bez sensu np moja znajoma kupiła tanie nosidełka tylko z podstawowymi atestami, bo prawie w ogóle ich nie używała (na 2-3 godziny, 3-4 razy w roku) i nie widziała potrzeby ani wydawania wiekszych pieniędzy ani poświęcania czasu na analizę. Dziecku krzywda się nie działa (i nie stała później) , było mu wygodnie. Do czego Ty właściwie chcesz wszystkich przekonać??? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 21:27 joa66 napisała: > Do czego Ty właściwie chcesz wszystkich przekonać??? Do niczego. Po prostu nie lubię wprowadzania ludzi w błąd. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 27.01.12, 00:59 Nie sądzę, żebym to robiła. Raczej prostuję pewne kłamliwe tezy (optymistycznie zakładam, ze wynikają ze zwykłej niewiedzy a nie złej woli), które tu padały. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 27.01.12, 07:16 To, że ktos ma inne zdanie nie znaczy, że głosi kłamliwe tezy :) Jakie to kłamliwe tezy tutaj znalazłaś ? :) Dyskusja polega na wymianie opinii, a nie na udowadnianiu , ze ktoś nie ma racji. Nie wiem jak inni, ale ja naprawde nie rozumiem o co ci chodzi? O to, żeby wszyscy uznali, że chusty są najlepszym rozwiązaniem dla każdego dlatego , że ty tak sądzisz? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 27.01.12, 08:57 joa66 napisała: > To, że ktos ma inne zdanie nie znaczy, że głosi kłamliwe tezy :) Czasem oznacza. > Jakie to kłamliwe tezy tutaj znalazłaś ? :) Wszystkie te, które od razu sprostowałam. Wybacz, ale nie będę powtarzać zawsze możesz przeczytać jeszcze raz. > Dyskusja polega na wymianie opinii, a nie na udowadnianiu , ze ktoś nie ma racji. Czasem jeśli ktoś tkwi w błędnym przekonaniu warto mu to jednak powiedzieć. > Nie wiem jak inni, ale ja naprawde nie rozumiem o co ci chodzi? Dokładnie o to co już napisałam. Zupełnie nie rozumiem czemu doszukujesz się czegoś więcej. > O to, żeby wszyscy uznali, że chusty są najlepszym rozwiązaniem dla każdego A czy ja gdzieś takiego napisałam. Ja tylko napisałam, że są jednak sytuacje w których chusty mogą się okazać najlepsze. I że noszenie w chuście nie oznacza demagogii i noszenia dla jakiejś ideologii a zwykłe ułatwianie sobie życia i wygodę dla używających. Czy to tak trudno pojąć? Po prostu wkurza mnie mówienie, że jak ktoś nosi w chuście to dlatego, że opacznie pojmuję ideę bliskości. Wkurza mnie też podejrzewanie, że jak ktoś wymienia jakie dla niego chusta ma zalety to próbuje coś udowadniać. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: No pomyśl.... 27.01.12, 10:50 O to, żeby wszyscy uznali, że chusty są najlepszym rozwiązaniem dla każde > go > A czy ja gdzieś takiego napisałam. Ja tylko napisałam, że są jednak sytuacje w > których chusty mogą się okazać najlepsze. A czy ja gdzieś twierdziłam, że nigdy nie ma sytuacji, kiedy chusty są lepsze od nosiłek czy wózka? ;-) Twierdziłam, że nosiłki są zasadniczo prostsze w obsłudze i że na śnieg najlepsze są sanki. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 27.01.12, 11:54 morekac napisała: > A czy ja gdzieś twierdziłam, że nigdy nie ma sytuacji, kiedy chusty są lepsze o > d nosiłek czy wózka? ;-) A czy ja gdzieś twierdzę, że Ty tak twierdzisz? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 15:51 joa66 napisała: > Chusty i nosidła to przede wszystkim odogodnienia dla rodziców Otóż to, udogodnienie, kiedy ma się wymagające dziecko i potrzebę robienia czegoś więcej niż tylko noszenia dziecka na rękach lub zalegania z nim na łóżku. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 15:49 morekac napisała: > No właśnie - to chodzi o przytulenie i dopieszczenie dziecka, a nie o obsesyjne > noszenie cały dzień w chuście A jesli dziecko "obsesyjnie" potrzebuje noszenia więcej niż byś chciała to co zrobisz? Rzucisz wszystko i będziesz je nosić, czy rzucisz dziecko i zajmiesz się innymi rzeczami, które też musisz zrobić? A może dasz kompot z maku czy coś tam jeszcze innego, żeby chciało leżeć spokojnie w łóżku? Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: No pomyśl.... 26.01.12, 16:15 Nie, oddam w ręce innej osoby - zgodnie z zasadą, że mama nie musi być dostępna 24h na dobę. Tak po prostu. Twoja filozofia używania chusty zakłada, że skoro masz dziecko wymagające noszenia i przytulania, to pakujesz dziecko w chustę i zachrzaniasz jak mały samochodzik, sprzątając mieszkanie na błysk, prasując mężowi skarpetki , gotując 3-daniowy obiad, uprawiając ogródek z ekologiczną marchewką i hodując ekologiczne kury na ekologiczne jajka. Ja zakładam, że jak dziecko potrzebuje się przytulić, to równie dobrze mogę z nim zalec w łożu, a nawet poczytać książkę ;-) A w sytuacjach ekstremalnych mogę wezwać kogoś na pomoc - niech trochę wyjca ponosi. Poza tym ojciec też rodzic. Przetestowane na jednym egzemplarzu bardzo wymagającym przytulania. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 18:21 morekac napisała: > Nie, oddam w ręce innej osoby A jak będziesz sama a jedyną inną osobą będzie dwulatek oczekujący odrobiny zainteresowania? > Twoja filozofia używania chusty zakłada, że skoro > masz dziecko wymagające noszenia i przytulania, to pakujesz dziecko w chustę > i zachrzaniasz jak mały samochodzik, sprzątając mieszkanie na błysk, prasując m > ężowi skarpetki , gotując 3-daniowy obiad, uprawiając ogródek z ekologiczną mar > chewką i hodując ekologiczne kury na ekologiczne jajka. Nie. Moja filozofia zakłada, że skoro mam wymagające dziecko a chcę ogarnąć z grubsza mieszkanie (nie lubię żyć w chlewie ale nie jestem pedantką), ugotować sobie obiad (lubię smacznie zjeść), albo wyjść z domu z psem mimo śniegu do kolan to sobie to umożliwiam nie krzywdząc dziecka. > A w sytuacjach ekstremalnych mogę wezwać kogoś na pomoc Podziękuj czasem losowi, że masz kogo poprosić. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: No pomyśl.... 28.01.12, 13:53 Czyli skoro kobieta ma wymagające dziecko, to ma zasuwać cały dzień z parokilogramowym obciążeniem, bo zostawienie dziecka na chwilę jest dla dziecka krzywdą? Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 28.01.12, 15:34 verdana napisała: > Czyli skoro kobieta ma wymagające dziecko, to ma zasuwać cały dzień z parokilog > ramowym obciążeniem, bo zostawienie dziecka na chwilę jest dla dziecka krzywdą? Nie koniecznie. Zawsze może nauczyć swoje dziecko samodzielności metodą "na wypłakanie". Co kto woli. Szkoda, że nie odważyłaś się odpowiedzieć wprost na moje pytanie. Za trudne? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: No pomyśl.... 28.01.12, 17:20 Cóż, myslałam, ze rozumioesz odpowiedzi nie łopatologiczne, ale widzę,z e nie. Jesli będę jedyną osobą do dziecka, to zrobie absolutnie wszytko, aby dziecko, ktore nie jest noworodkiem, część dnia spedzało widząc mnie, ale nie noszone przeze mnie. Nawet, jesli oznaczałoby to, ze w początkowym okresie będzie z tego niezadowolone. Miedzy innymi dlatyego, ze liczy się nie tylko dziecko, ale ja także - a nie można np. pisać mając dziecko w chuście. Lepiej, aby dziecko czasem popłakalo pare minut, niz żeby matka musiała, niezaleznie czy jej to odpowiada, czy nie być uwiązana do dziecka przez 24 godziny na dobę. Nie uwazam, zeby zadaniem matki było dbanie o to, aby dziecko nigdy nie zaplakało i nigdy nie było niezadowolone. Zastanawiam sie też, jesli naprawdę dziecko jest tak wymagajace, ze chce stałego, nie okazjonalnego, noszenia w chuście, kiedy nauczy się raczkować czy przewracać na boki. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 28.01.12, 19:03 ktore nie jest noworodkiem, część dnia spedzało widząc mnie, ale nie noszone przeze mnie. Dziecko przestaje być noworodkiem i jeszcze przez parę miesięcy (2-3? nie pamiętam) nie może przebywac w pozycji półleżącej/półsiedzącej - kłopot w tym, że wtedy jego możliwości patrzenia na matke i na świat sa mocno ograniczone. Jeżeli do tego dodamy, ze dla wielu matek trudniejsze jest słuchanie płaczu dziecka niż noszenie kilku kilogramów przez kilka godzin dziennie (w sumie i tak mniej niż w ciąży ;) ) , to chusty i nosidła sa rewelacyjną pomocą dla matki na pierwsze miesiące. Bardzo nieskromnie powiem, że rok po urodzeniu mojego dziecka pojawiło się wśród rodziny i przyjaciół co najmniej 2 nowych dzieci - ich matki mi powioedziały, ze kiedy zobaczyły, że można życ normalnie i nie być tak umęczonym, bardzo się zachęciły do kolejnego dziecka. A to wszystko dzięki możliwości "podczepienia" ;) dziecka do siebie.(BTW moje w tamtym czasie nauczyło się przewracania na boki wczesniej niż podręczniki przewidują ) Fakt jednak, że (przynajmniej moim zdaniem) od pewnego wieku (nie chcę tu precyzowac, ale pewnie od takiego, w którym dziecko już jako tako siedzi) raczej nie powinien spędzac w chuście czy nosidełku zbyt wiele czasu - to nawet nie chodzi tylko o sprawy ruchowe, W pozycji "odczepionej" dziecko ma więcej okazji do podejmowania decyzji (machac grzechotką, gapic się na mamę, poturlac sie akurat teraz a nie za godzine i tak dalej). Pisząc zbyt wiele mam na myśli więcej niż potrzebuje ono. Odpowiedz Link Zgłoś
kammik Re: No pomyśl.... 28.01.12, 20:27 verdana napisała: > - a nie można np. pisać mając dziecko w chuście. Bardzo, naprawdę, jestem ciekawa - dlaczego. Bo ja na przykład robiłam to codziennie i teraz nie wiem - może zaszkodziłam komuś tym? Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 28.01.12, 23:13 Nie do mnie pytanie, ale się wtrącę..na komputerze pisałaś? Długo? Jakoś trudno mi to sobie wyobrazić.. Odpowiedz Link Zgłoś
kammik Re: No pomyśl.... 29.01.12, 09:15 joa66 napisała: > na komputerze pisałaś? Toż nie gęsim piórem. > Długo? Pytasz o jednorazowe posiedzenie? Pół godziny, tyle na ogół trwały drzemki młodej. > Jakoś trudno mi to sobie wyobrazić.. Cóż poradzę? Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 29.01.12, 10:16 Myślę, ze verdana miała na mysli dłuższe pisanie, związane z pracą. Pół godziny, zwłaszcza z dzieckiem na pleach można sobie wyobrazić. Chociaż ja dziecka nie wystawiałabym tak na działanie komputera - argumentów naukowych nie znam lub nie pamiętam - intuicja. Dlatego zapytałam się o komputer - są ludzie - uwierz mi- którzy piszą jeszcze normalne listy - długopisem. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 29.01.12, 19:54 joa66 napisała: > Chociaż ja dziecka nie wystawiałabym tak na działanie komputera - argumentów na > ukowych nie znam lub nie pamiętam - intuicja. Intuicja Cię zawodzi. Nie o komputer chodzi tylko ewentualnie o ekran, który wali światłem prosto po oczach. A jak dziecko śpi w chuście tyłem do kompa, to sprawy nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 29.01.12, 21:22 He, he... nie wiem czy mnie intuicja zawodziła ...hmmm nie przekonałaś mnie ;) Ale jak chcesz to trzymaj. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 30.01.12, 08:27 To może dodam, że jestem z wykształcenia fizykiem i wiem o czym piszę. No ale Twój wybór dla mnie to możesz wierzyć nawet szamanom. Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra1357 Re: No pomyśl.... 28.01.12, 23:57 verdana napisała: zrobie absolutnie wszytko, aby dziecko, > ktore nie jest noworodkiem, część dnia spedzało widząc mnie, ale nie noszone pr > zeze mnie. Nawet, jesli oznaczałoby to, ze w początkowym okresie będzie z tego > niezadowolone. Hm, hm. "Zrobię wszystko", nawet jeśli "w początkowym okresie" dziecko niezadowolone. Malujesz negatywny obraz przesadnie uległej matki, podporządkowanej potrzebom dziecka i zapominającej o sobie. Tak, dziecko bywa niezadowolone, kiedy się go nie nosi, bo np. muszę udać się do ubikacji. Zdarzają się takie chwile. Ale nigdy DLA ZASADY: niech miesięczny dzieciak wie, że nie jestem na jego zawołanie i że mam swoje prawa. Nie uwazam, zeby zadaniem matki było dbanie o to, aby dziecko nigdy nie > zaplakało i nigdy nie było niezadowolone. Brzmi logicznie, fakt. Ale niestety tak to jest, że zadaniem matki, szczególnie matki maleńkiego dziecka, jest zaspokajanie jego potrzeb i dbanie o to, żeby nie płakało. Płacz oznacza niezaspokojoną potrzebę. Oczywiście, są sytuacje, kiedy nie mogę zaspokoić potrzeby dziecka. Jak mogę, to zaspakajam. Twój tekst Verdano, trąci jakimś wyrachowaniem i niechęcią wobec rzekomej roszczeniowości dziecka, które po "początkowej fazie niezadowolenia" nauczy się moresu i przestanie dopominać się zaspokojenia swoich potrzeb. Powtórzę: moim zdaniem kobieta decydująca się na dziecko musi mieć świadomość, że przez pierwszych kilka miesięcy potrzeby dziecka są na pierwszym miejscu i musi "zrobić wszystko", jak pisze Verdana, żeby je zaspokoić. Bo ja jestem dorosła i mogę nie jeść przez kolejne dwie godziny, a dziecko nie rozumie, czemu się go nie nosi. I nauczy się tego rozumieć przez zimny wychów, który ukradkiem, Verdano, proponujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra1357 Re: No pomyśl.... 28.01.12, 23:59 Errata: I NIE nauczy oczywiście, w ostatnim zdaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: No pomyśl.... 29.01.12, 14:12 Tak, potrzeby dziecka są na pierwszym miejscu, co nie oznacza, ze są to potrzeby jedyne - czyli zawsze realizowane kosztem nie tylko matki, ale i reszty rodziny. W ten sposób wychowując dziecko musimy zalożyć, ze raczej powinno zostać ono jedynakiem, bo potrzeby starszych dzieci są także istotne. A potrzeby starszych często kłóca sie z potrzebą niemowlecia. A jedną z potrzeb starszego jest to, zeby czasem mama się nim zajęła swobodnie, bez równoczesnego zajmowania się malucem. Nierozsadne? cóż, w wykonaniu 2-3 latka nie. Starsze dzieci chcą także pewnych rzeczy - na przyklad jeść - i sa matki, ktore w związku z tym musza pracować. Nie umiem pracować z dzieckiem w nosiłkach czy w chuście. Nie uwazam, aby nie noszenie dziecka cały czas, choćby tego chciało jest jaką kolwiek krzywda dla dziecka. Nie uwazam, ze nie noszenie dziecka, jesli matka tego nie lubi jest krzywda dla dziecka. Nie uwazam, ze noszenie małego niemowlęcia cały czas w chuscie, skoro obu stronom to pasuje było krzywda dla dziecka czy rozpuszczaniem go. W ogóle zrobienie dziecku krzywdy przez taki czy inny styl wychowanie nie jest takie proste. Natomiast fanatyzm (dziecko musi być noszone ile razy zechce; nie wolno dziecka nosić, bo będzie rozpuszczone i roszczeniowe) nikomu na dobre nie wychodzi. Dziecko i matka musza się jakos dopasować, tak, aby obie strony byly zadowolone - jesli tylko jedna będzie zadowolona, to nie rokuje to dobrze przyszłym kontaktom. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 29.01.12, 19:58 verdana napisała: > W ten sposób wychowując... My tu chyba piszemy o niemowlęciu. To po pierwsze. Po drugie to wyżej pisałam, ze zastosowanie chusty pozwala własnie na zaspokojenie jednocześnie potrzeb i niemowlęcia i starszego dziecka i reszty rodziny. > Nie umiem pracować z dzieckiem w nosiłkach czy > w chuście. 1. Założę się, że w chuście nigdy nie nosiłaś. 2. Ale są matki które potrafią i bez sensu jest twierdzić, że to niemożliwe i ze szkodą dla wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandra1357 Re: No pomyśl.... 29.01.12, 21:34 verdana napisała: > W ten sposób wychowując dziecko musimy zalożyć, ze raczej powinno zostać ono je > dynakiem, bo potrzeby starszych dzieci są także istotne. A potrzeby starszych c > zęsto kłóca sie z potrzebą niemowlecia. Cóż, z dwojga złego dużo lepiej nosić niemowlę i jednocześnie werbalnie bawić się ze starszym ("Ale Twój samochodzik szybko jedzie") niż bawić się ze starszym w towarzystwie płaczącego niemowlęcia. Wszędzie trąbią, że małe może popłakać, a starszaka trzeba dopieścić. Moim zdaniem g... prawda. Małe nie może płakać, bo dla niego dwie minuty wołania w przestrzeń bez odpowiedzi to koszmar, a starszy (ok. 3 lat) ma już rozum i może 10 minut zaczekać. To są delikatne sprawy, wiadomo, że nie można żadnego dziecka zaniedbać. Ale rodzicielstwo bliskości na pewno stawia też na rodzeństwo. Przez pierwsze pół roku niemowlę wisi na matce non stop, potem stopniowo zaczyna bawić się ze starszym. Posiadanie rodzeństwa świetnie wpisuje się we wszystkie idee rodzicielstwa bliskości, noszenia itd. Bo posiadanie dużej liczby rodzeństwa to też natura. > Starsze dzieci chcą także pewnych rzeczy - na przyklad jeść - i sa matki, ktore > w związku z tym musza pracować. Nie umiem pracować z dzieckiem w nosiłkach czy > w chuście. No sorry, skoro MUSISZ pracować, mając niemowlę, to wiadomo, że jego potrzeby nie mogą być zaspokojone, proste, różnie w życiu bywa, o czym tu gadać. Dyskusja jest o matce niepracującej. > Nie uwazam, aby nie noszenie dziecka cały czas, choćby tego chciało jest jaką k > olwiek krzywda dla dziecka. Nie uwazam, ze nie noszenie dziecka, jesli matka te > go nie lubi jest krzywda dla dziecka. A ja tak. Noszenie jest taką szerszą przenośnią - dziecko płacze i wtedy trzeba je zabawić lub wziąć na ręce, zareagować po prostu. Inaczej krzywdzi się małe dziecko. Oczywiście, tak jak pisałam, są sytuacje, kiedy nie można zareagować. Ale jak można, to trzeba zareagować, a nie dawać się wypłakać, bo "nie lubię" nosić ani zabawiać. Co to za argument? Natomiast fanatyzm (dziecko musi być noszone > ile razy zechce; nie wolno dziecka nosić, bo będzie rozpuszczone i roszczeniow > e) nikomu na dobre nie wychodzi. Reagować na każdą potrzebę dziecka w ramach swoich możliwości - to też fanatyzm? > Dziecko i matka musza się jakos dopasować, tak, aby obie strony byly zadowolone > - jesli tylko jedna będzie zadowolona, to nie rokuje to dobrze przyszłym konta > ktom. A ja często noszę całe noce ryczące niemowlę i nie jestem zadowolona, zapewniam Cię, jestem wściekła i nienawidzę dziecka i siebie. Ale jeszcze bardziej bym się nienawidziła, gdybym odłożyła do łóżeczka. Poświęcenie uszlachetnia, mimo wszystko, choć to oczywiście temat-rzeka i bardzo śliski. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: No pomyśl.... 29.01.12, 21:46 Ja będę już chyba konczyła ten temt. Moje przemyślenia: -nosiłam swoje dziecko bardzo często, w początkowych miesiącach prawie non-stop -spało z nami prawie rok -karmiłam piersią 10 miesiecy (dziecko samo zrezygnowało, planowałam rok) -płacz swojego niemowlaka słyszałam praktycznie tylko na szczepieniach -poszłam na nieplanowany pełny urlop wychowawczy i..... bardzo się cieszę, że w tamtym okresie nic nie wiedziałam o rodzicielstwie bliskości i jego wyznawcach, bo pewnie bałabym się dotknąc swojego dziecka ;) Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: No pomyśl.... 29.01.12, 22:18 :) Ja nosiłam dziecko, kiedy tego potrzebowało, ale nie zawsze. Między innymi dlatego, ze zostawały nie tylko ze mna, babcia czy opiekunka nosić nie miały zamiaru, a starsze dziecko chciało być czasem nie tylko zabawiane werbalnie, ale takze być ponoszone, czy pobawić się BEZ obecności niemowlecia. To bywa bardzo wazne dla starszaków , naprawdę. Starsze dziecko jest nie mniej wazne niż mlodsze. Jedno moge powiedzieć - wiekszość znajomych zazdrości mi doskonalych kontaktów pomiedzu dziećmi. Więc moze się oplacało. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 29.01.12, 09:35 aleksandra1357 napisała: > Hm, hm. "Zrobię wszystko", nawet jeśli "w początkowym okresie" dziecko niezadow > olone. To jest właśnie metoda na wypłakanie tylko ubrana w ładne słówka. No ale jak kto woli. Ja wolę inaczej, szczególnie, że mi dzieci nie ciążą. Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: No pomyśl.... 28.01.12, 19:01 joshima napisała: > Nie koniecznie. Zawsze może nauczyć swoje dziecko samodzielności metodą "na wyp > łakanie". Co kto woli. To są dwie skrajności. Między celowym przetrzymywaniem płaczącego dziecka (co jest naganne) a braniem go na ręce przy każdym za przeproszeniem pierdnięciu jest jeszcze próba odgadnięcia przyczyn płaczu i rozwiązanie problemu np. podanie innej zabawki, wspólna zabawa, przewinięcie, danie pić i nagle okazuje się,że na ręce brać nie trzeba. Poczytaj trochę o rodzicielstwie bliskości dziecisawazne.pl/czym-nie-jest-rodzicielstwo-bliskosci/. No ale jeśli ktoś uważa,że płaczące dziecko trzeba przede wszystkim natychmiast zacząć nosić niezależnie czy ma 1 miesiąc czy 9, to w efekcie gotuje obiad z dwulatkiem na plecach. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 29.01.12, 09:38 titti_pecci_scialoja napisała: > To są dwie skrajności. To przeczytaj sobie kolejny post verdany do mnie :) > np. podanie innej zabawki, wspólna zabawa, przewinięcie, danie pić i nagle okazuje się,że na ręce brać nie trzeba. Zgadza się, tylko ja pisałam o sytuacji gdy dziecko chce być z mamą a nie z zabawką a mama chce lub musi zrobić coś jeszcze, poza machaniem grzechotka przed oczyma dziecka. > Poczytaj trochę o rodzicielstwie bliskości Sądzę, że przez ostatnie trzy lata przeczytałam dostatecznie dużo. Za to Tobie rekomenduje włożenie większej uwagi w czytanie i zrozumienie postów na które odpowiadasz. Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: No pomyśl.... 29.01.12, 16:16 No jak pada sakramentalne forumowe 'czytaj ze zrozumieniem' należy uznać dyskusję za zakończoną. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 15:47 joa66 napisała: > Z drugiej strony potrzeb bycia przytulanym i noszonym można świetnie zaspokoić > przy pomocy rąk , ramion Ależ oczywiście, że można, tylko ma się wtedy zajęte ręce. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: No pomyśl.... 26.01.12, 15:46 triss_merigold6 napisała: > Aha. No to porównaj umieralność dzieci do 1. A ona wynika z noszenia, czy z braku dostępu do medycyny? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: No pomyśl.... 26.01.12, 17:40 Wynika z poziomu życia, braku masowych szczepień i braku dostępu do czystej wody pitnej. One nie mają alternatywy: chusta - wózek - leżaczek bujaczek, tachają te dzieci ze sobą, bo muszą, a nie dlatego, że wdrażają rodzicielstwo bliskości. Najkrócej mówiąc, wzorce ludzi z dzikich krajów niekoniecznie należy dosłownie powielać. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: No pomyśl.... 26.01.12, 18:06 Wyobraziłam sobie współczesną Europejkę uprawiającą rodzicielstwo bliskości w warunkach afrykańskich... ;-) Obawiam się, że nawet najbardziej zagorzałe zwolenniczki kopania motyką z dzieciątkiem na plecach, tudzież wykonywania w bliskości z dzieckiem innych czynności domowych wiałyby stamtąd szybko... Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: No pomyśl.... 26.01.12, 12:20 Zauważ że w artykukle jest wzmianka, że afrykańskie kobiety ze swoimi maluchami spędzają 5-6 godzin dziennie - przez resztę czasu zajmując się swoimi sprawami i swoją pracą. Wnioskuję z tego, że bez maluchów w chustach owe kobiety spędzają jakieś 10h dziennie. Mimo wszystko podejrzewam, że niespecjalnie chętnie wykonują ciężkie prace fizyczne z dodatkowym obciążnikiem na plecach w postaci kilkukilogramowego tobołka. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 20:10 verdana napisała: > My się nie artykulowi przeciwstawiamy, ale interpretacjom- typu - jesli nie spa > łeś z dzieckiem, to je krzywdziłeś, jeśli nie nosileś w chuście, to je krzywdzi > łeś itd. A gdzieś Ty to wyczytała w tym wątku? Czy już tak z przyzwyczajenia wrzeszczysz zanim ktoś tak napisze? > Badanie wykazują, ze wsród dzieci i mlodziezy wzrasta wiedza dotyczaca świata, > natomiast spada umiejętność odczytywania uczuć innych ludzi No bo ciągle mamy do czynienia z młodzieżą, która była wychowywana na zimno. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 13:03 Joshimo, czy myślisz, że te straszne przestrogi dotyczące nierozpieszczania dzieciątek byłyby potrzebne, gdyby te nieszczęsne matki, babcie, tatusiowie i dziadkowie nie łamali zaleceń 'nie nosić, bo się rozpuści'? Nie żartuj. Dzieci były noszone, przytulane i rozpuszczane, bo mają duże głowy, wielkie oczy, są takie słodkie i bezradne. Dorośli są na to zaprogramowani - taka ewolucyjna manipulacja ze strony młodych. Dlatego takie psy, koty i inne zwierzątka też są tulone. Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 15:54 morekac napisała: > Joshimo, czy myślisz, że te straszne przestrogi dotyczące nierozpieszczania dzi > eciątek byłyby potrzebne, gdyby te nieszczęsne matki, babcie, tatusiowie i dzia > dkowie nie łamali zaleceń 'nie nosić, bo się rozpuści'? Nie bardzo wiem co chciałaś powiedzieć. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 16:23 To polemika z twierdzeniem: 'No bo ciągle mamy do czynienia z młodzieżą, która była wychowywana na zimno.' Ja twierdzę, że nie była wychowywana na zimno. Część z pewnością tak, ale ta część i tak będzie, bez względu na kolejne rewolucyjne twierdzenia. Cała reszta była, jest i będzie rozpieszczana (wg. standardów z lat 60-tych ubiegłego stulecia). Bo małe dzieci są tak słodkie, że nie da się nie przytulać, nie całować i nie łaskotać. No, nie da się nie 'rozpuszczać' bez względu na obowiązujące teorie... ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 18:23 morekac napisała: > No, nie da się nie 'rozpuszczać' bez względu na obowiązujące teorie... ;-) Oj to chyba jeszcze mało w zyciu widziałaś. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 18:43 Obawiam się, że i tak więcej od ciebie, bom chyba starsza... ;-( Znasz jakieś przykłady, że dziecko nie było noszone i przytulane, bo jakaś teoria zabraniała? Były, może niektóre mamy ukrywały to nieco przed teściowymi i swoimi mamami, a z kolei inne - miały pretensje do babć, że im dzieciaka rozpuszczają, pewnie czasami zamiast mam były to nianie - ale tak naprawdę małe dzieci są tak interaktywne i kontaktowe, że wręcz 'wymuszają' całuski. A dorośli instynktownie reagują na takie maluchy - właśnie wzięciem na ręce, przytuleniem i zaopiekowaniem. To instynkt. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 19:00 To ja powiem. Dzieci w XIX wiecznych sierocńcach, m.in. ks. Boduena, dzieci byly w dobrych warunkach, karmoine, w cieple, czyli lepszych niż w przeciętnej biednej rodzinie. Umierało 80-90% małych niemowląt, własnie dlatego,że nie były przytulane. Z czego wynika, że w innych rodzinach byly, inaczej smiertelność w dobrze prowadzonym sierocińcu nie byłaby tak dramatycznie wyższa od tej w ubogich dzielnicach. Pomysł, ze przez ostatnie pare tysiecy lat ludzkość przetrwała, a dopiero teraz wpadła na to, jak wychowywać dzieci w jedyny sluszny sposób, wydaje mi się i nieniowa i cokolwiek dziwaczna. Odpowiedz Link Zgłoś
klarci Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 02:12 > Pomysł, ze przez ostatnie pare tysiecy lat ludzkość przetrwała, a dopiero teraz > wpadła na to, jak wychowywać dzieci w jedyny sluszny sposób, wydaje mi się i n > ieniowa i cokolwiek dziwaczna. no więc właśnie odwrotnie - przekręciłaś. to teraz ludzie odbiegli od starych prawd i znaleźli sposób na "zagładę". nieźle jest to napisane w "W głębi kontinuum" - coś w stylu 'niemożliwe, żeby w toku ewolucji powstał gatunek, którego młode doprowadzałyby innych do szału'. a czy nie dzieje się tak, że przez naszą 'ingerencję' nasze dzieci doprowadzają nas do szału, krzywdzą innych z nudów i braku miłości, a nie głodu, czy nie ma deficytu więzi w społeczeństwach zachodnich? spójrz na kultury plemienne - czy tam są takie problemy? czy ktoś wywozi starszyznę z wioski, bo jest zbędna, czy dzieci w d... mają rodziców, czy się buntują? a no właśnie ..... Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 10:11 spójrz na kultury plemienne - czy tam są takie problemy? czy ktoś wywozi starszyznę z wioski, bo jest zbędna, czy dzieci w d... mają rodziców, czy się buntują? a no właśnie ..... Chyba się zagalopowałas z idealizacją życia plemiennego ;) U nas tez masowo nie wywożą starszyzny z wioski, ba, wiele "nienoszonych" wdzieciństwie ludzi, zwłąszcza kobiet, pod odchowaniu dzieci, poswięca sie opiece nad starszymi rodzicami. A chociaz sposoby opieki nad niemowlakami niewiele sie różnią w Polsce cz np w Kanadzie, relacje w dorosłym życiu troche się różnią. To jednak nie o noszenie chodzi i nie trzeba przeprowadzac badań. Poza tym -gdybym miała córkę, wolałabym kazać leżeć jej w wózku większość dnia niż ją np obrzezac na żywca. klarci - nie wiem czy sobie zdajesz sprawę, ale odwoływaniem się do kultur plemiennych w taki sposób osmieszasz jednak noszenie dziecka ( żadnej z książek o rodzicielstwie bliskości nie czytałam i ciekawa jestem czy w ten sposób argumentuje się idee noszenia dziecka blisko siebie) Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 20:15 Tak, własnie w kulturach plemiennych stosunkowo czesto wywozi sie z wioski starszych ludzi, którzy już nei sa dla społeczności cenni. dzieci nie tylko maja rodziców w d.., ale tak, jak w społecznosciach np. szympansów starszy samiec zostaje odsunięty od wladzy przez mlodego i silnego, zdecydowanie nie tylko perswazją. Gdyby nie bylo dzieci, ktore się buntuja, to nadal zylibuśmy zresztą w kulturach plemiennych. Odpowiedz Link Zgłoś
borderka80 Re: Jesteśmy noszeniakami 30.01.12, 08:41 Nawiązując do "kultur plemiennych", kobiety 30+ mogą być radośnie wypędzane z wioski przez wodza, "za czary". Ot tak. I giną sobie w samotności, bez rodziny. Doprawdy "urocze". Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 LOL 30.01.12, 11:23 W niektórych kulturach plemiennych np. albinosi są zjadani a porzucanie dzieci z widocznymi defektami jest normą. W tradycyjnych społecznościach dziecko pod opieką babci ze strony ojca ma mniejsze szanse przeżycia niż pod opieką babci ze strony matki. Nie idealizowałabym kultur plemiennych, naprawdę. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 21:33 We wczesnych kulturach plemiennych dzieci dosyć często zabijano. W wielu jedno z bliźniąt jeszcze nie tak dawno temu. Zabija się czesto dziewczynki, dzieci upośledzone i zdeformowane. Twoje wyobrazenie o "szlachetnym dzikusie" wywodzi się wprost z XVIII wieku, ale od tego czasu poczyniono nieco nowszych badań. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Jesteśmy noszeniakami 25.01.12, 18:14 Najkrócej mówiąc, kobieta nie jest ewo > lucyjnie przystosowana do zajmowania się samotnie dzieckiem 24/7 do 3. r > oku życia. Mnie też się to spodobało. Okazało się bowiem, że podrzucając moje niemowlęta (obecnie już byłe niemowlęta) od czasu do czasu w niematczyne ręce nie okazałam się wyrodną matką. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
titti_pecci_scialoja Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 00:20 To było odniesienie się do tematu noszenia. Odpowiedz Link Zgłoś
a.denver Re: Jesteśmy noszeniakami 26.01.12, 13:53 Nie ma co negować tego, że dziecko potrzebuje bliskości i przytulania, dotykania, całowania. Myślę, że to tylko zależy od rodziców jak chcą tę bliskość okazywać dziecku. W każdym układzie ojciec-matka-dziecko co innego jest istotne i co innego się sprawdza. To zależy od stosunku każdego z tych podmiotów do siebie. Jedni wolą chusty, drudzy wolą wózki. Jeszcze inni wybierają model mieszany (na przykład ja). Nie wydaje mi się, żeby sama chusta miała zdziałać niewiadomo jakie cuda. Sens artykułu miał polegać na tym, żeby noszenie w ogóle uznać za coś normalnego i zdrowego dla dziecka. A nie noszenie w chuście. Chusta, jak każdy inny środek transportu dla dziecka, ma swoje zalety i wady. Może mieć też wady dla matki, matka może po prostu tej formy bliskości z dzieckiem nie lubić. Nic nie jest czarno-białe. Rzeczywiście nie jest to wcale dobre, gdy się dziecka nie nosi, bo się przyzwyczai, ale nazywanie idiotami ludzi, którzy tak sądzą (bo może mają takie stereotypy wryte w głowę, a może sobie tak po prostu myślą) też nie świadczy zbyt dobrze o drugiej stronie dyskusji, bo to już wykracza poza ramy jakiejkolwiek dyskusji na poziomie (nie wymagajcie potem od innych, żeby Was rozumieli, skoro reszta świata myśląca czy czująca inaczej niż Wy to idioci - każdy taki idiota poczuje się dotknięty i będzie się przeciwstawiał argumentom, nawet gdyby były sensowne). A co do kobiet w Afryce - no cóż, w sumie nikt się ich nie pyta czy nie wolałyby inaczej, nie oceniajmy więc może że im w tej chuście w tym ukropie jest tak ekstra-dobrze, bo może wolałyby wózek, a Wy tu stajecie niepotrzebnie w ich obronie ;) Może w ogóle nie oceniajmy sytuacji, których nie jesteśmy w stanie doświadczyć. To śmieszne. Odpowiedz Link Zgłoś
borderka80 Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 10:25 :) Za "moich czasów" nie było rodzicielstwa bliskości. Raczej mówiło się "nie noś, bo się przyzwyczai" ;) i "nie noś bo nie wolno", "karm co 3 godz", "załóż czapeczkę" itp. Mój pierwszy dzieciowy egzemplarz okazał się wyjątkowo absorbujący. Alergiczno-kolkowy. Nie dało się nie nosić. Ciężko było (byłam sama). Jak nie dawałam rady "na rączkach" bujałam w wózku/łóżeczku/bujaczku. Nawet przez sen (małe wyczuwało jak przestawałam bujać i głośno dawało wyraz swojemu niezadowoleniu). Nawet w łazience bujałam łapką. Nosidełka niby były, ale niezbyt popularne. O chustach się nie słyszało (dawno temu net dopiero powstawał). Potem doszła pokojowa huśtawka i tak właściwie to nosiłam/bujałam do 18 m-cy (aż zaczęło chodzić). Drugiego dziecia powitałam z lekkim przerażeniem. Na szczęście okazał się egzemplarzem wyjątkowo bezobsługowym. Zjadł, napił się, przewinęłam i ...... bawił się rączkami, nóżkami, zabawkami. Po obudzeniu śmiał się zamiast wyć. Na spacerach nie usypiał tylko oglądał świat. Zasypiał sam w łóżeczku, ze smoczkiem, (!) odłożony i przykryty. Ja, jako rasowa wyrodna matka nie oduczałam go. Nie nosiłam, nie trzęsłam, nie ciumkałam, tylko rozkoszowałam się wolną chwilą (np.książką i kawą jak dzieć spał). Takich maluchów mogłabym mieć i 5 szt :D :D Lajcik Z obserwacji, po latach: Dzieć nr. 2 nie ma problemów emocjonalnych, jest bardziej śmiały, odważny, otwarty i radosny od Dziecia nr. 1. Jest pewny siebie i umie "walczyć o swoje". Dzieć nr. 1 jest introwertykiem, raczej cichym i spokojnym dzieckiem. Jest empatyczny i niestety spolegliwym (nie walczy o swoje). Wrażliwy. Nie wierzy w siebie. Dlatego nie przeceniałabym chustowania czy wożenia w wózku od spokojnego leżenia na kocu na podłodze. P.S. Jeśli to dla kogoś ma znaczenie to Dzieć nr. 1 był karmiony piersią ponad 2 lata, a Dzieć nr. 2 przez 3 m-ce. Chorowały oba równo. Ci sami rodzice, diametralnie różne charaktery. Śmiem wątpić czy to moja zasługa (wina)? Może z Dzieciem nr. 1 byłam za bardzo zestresowana i "starająca się"? :/ Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 20:00 borderka80 napisała: > Z obserwacji, po latach: Dzieć nr. 2 nie ma problemów emocjonalnych, jest bardz > iej śmiały, odważny, otwarty i radosny od Dziecia nr. 1. A dlaczego miałby mieć? Przecież z tego co piszesz jego potrzeby były zaspokojone. Po prostu miał je mniejsze. > Dzieć nr. 1 jest introwertykiem, raczej cichym i spokojny > m dzieckiem. Jest empatyczny i niestety spolegliwym (nie walczy o swoje). Wrażl > iwy. Nie wierzy w siebie. Widać taki się urodził. Nie wiem co chcesz udowodnić. Odpowiedz Link Zgłoś
borderka80 Re: Jesteśmy noszeniakami 30.01.12, 08:38 joshima napisała: > Nie wiem co chcesz udowodnić. > To, że teorie teoriami, a życie życiem. I że bez chustowania da się wychować radosne, szczęśliwe dziecko. :) Wystarczy słuchać i ....... reagować. :) Odpowiedz Link Zgłoś
joshima Re: Jesteśmy noszeniakami 30.01.12, 09:23 borderka80 napisała: > I że bez chustowania da się wychować radosne, szczęśliwe dziecko. :) Wystarczy słuchać i ....... reagować. :) A czy ktokolwiek w tym wątku twierdził, że nie? Odpowiedz Link Zgłoś
borderka80 Re: Jesteśmy noszeniakami 30.01.12, 09:40 To świetnie, że jesteśmy zgodni :D Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jesteśmy noszeniakami 29.01.12, 20:21 Ja tam miałam podobnie. Z tym, ze niezadowolony z żyaia dzieć pierwszy nienawidził wszelkiego skrepowania ruchów, w tym także nie przepadał za noszeniem. Nosidełka lubił, ale do czasu - szybko mu się nudziły. Egzeplarz drugi był znacznie radośniejszy i zalezalo mu tylko na tym, aby w okolicy cos się działo. Nosilam raczej towarzysko, bo lubiła, ale jesli się czegos domagała , to na 90% bylo to jedzenie. W sumie noszona była mało, w kawalerce nie da się nawet gdzie nosić dziecka:) Trzecie było gdzieś posrodku - ale to z kolei zupełnie niezle bawiło się samo, pod warunkiem,z ę mialo dużo zabawek. Kojec był jednym z ulubionych miejsc. W sumie chyba najwięcej nosilam pierwszego, ryczacego, z kolkami i znudzonego. Pierwszego karmiłam 3 miesiące, drugie 9, trzecie - rok i trzy miesiace. Charaktery mają zupełnie różne - najbardziej przebojowa jest środkowa, na którą miałam najmniej czasu w niemowlectwie i która byla w niemowlęctwie najbardziej zadowolonym ze znanych mi niemowląt. Mimo, ze noszona byla chyba najmniej. Odpowiedz Link Zgłoś