Nie chce chodzić do przedszkola

IP: *.slowackiego.trustnet.pl 16.02.12, 19:38
Moja córcia ma 4,5 roku. W zeszłym roku szkolnym we wrześniu poszła po raz pierwszy do przedszkola. Jeszcze w wakacje nie mogła się doczekać i ciągle mówiła o przedszkolu. W pierwszy dzień została bez problemu sama w przedszkolu, dwa następne dni również nie było problemu chociaż nie entuzjazmowała się już tak bardzo. Potem był weekend i w poniedziałek zaczął się problem mała zaczęła płakać, wymiotować oraz dostała biegunki. Przez kolejne dni sytuacja się powtarzała ale nie mówiła dlaczego nie chce chodzić do przedszkola. Wieczorem gdy zaczynałyśmy szykować ubranka na rano ona od razu dostawała biegunki oraz wymiotowała. Po około 1,5-2 tygodnia doszliśmy do tego że problemem jest leżakowanie. Ustaliliśmy z nią że nie musi zasypiać i może leżeć z otwartymi oczkami (gdy pani mówiła "dzieci zamknijcie oczka i śpijcie" to ona bardzo to przeżywała prawdopodobnie dlatego że nie mogła zasnąć i bała się że pani się będzie gniewać.) i wtedy problem się skończył i nawet chętnie chodziła chociaż nie było już w niej takiej radości jak kiedyś gdy myślała o przedszkolu. Problem pojawiał się tylko wtedy gdy była w łączonych grupach np w czasie ferii lub gdy musieliśmy ją zaprowadzić na 7 do przedszkola i do 8 siedziała w innej grupie dlatego robiliśmy wszystko co mogliśmy aby takie sytuacje były jak najrzadziej.
We wrześniu rozpoczęła kolejny rok i było podobnie jak w zeszłym nie płakała ale też nie cieszyła się przedszkolem. Po świętach BN rozchorowała się i przez prawie cały styczeń nie chodziła do przedszkola. Do przedszkola wróciła na tydzień przed feriami i problemu nie było pojawił się on wraz z feriami mała zaczęła płakać że nie chce chodzić że nie ma się z kim bawić (z jej grupy chodziły tylko dwie dziewczynki a z innymi nie chciała się bawić) Po trzech dniach przyszła z przedszkola z płaczem bo te dwie dziewczynki nie chciały się z nią bawić bo nosi okularki (taka jest jej wersja, pani twierdzi że ona nic takiego nie zauważyła a nawet mówi że to raczej moja córka unikała kontaktów z koleżankami) Postanowiliśmy na czas ferii zostawić ją w domu. Niestety po feriach pojawił się wielki problem ponieważ już wieczorem mała zaczyna płakać i prosić aby jej nie zaprowadzać a rano pani w przedszkolu musi ją siła odrywać od nas. Minęły w ten sposób trzy dni, dziś już było trochę lepiej i nie trzeba było jej na siłę odrywać. Panie w przedszkolu mówią że płacz kończył się od razu gdy my wychodziliśmy ale mała twierdzi że płacze cały dzień (co jest nieprawdą bo gdy ją odbieramy to jest radosna i rozbawiona) Gdy ją pytam o co chodzi to twierdzi że ona tęskni za nami a poza tym nikt się z nią nie bawi i dzieci jej dokuczają.
Zastanawiam się jak z nią rozmawiać czy cierpliwie tłumaczyć i pocieszać czy powinnam być stanowcza i nie pokazywać że serce mi pęka gdy ona tak płacze a może powinnam unikać tematu "przedszkole" i całkiem ignorować gdy zaczyna się użalać i prosić by jej tam nie posyłać.
Dodam jeszcze że ostatnio ona bardzo często powtarza nam że za nami tęskni nawet gdy mąż wychodzi na nocną zmianę do pracy to potrafi do niego po około godzinie dzwonić i płakać że tęskni. Nie chce też zostawać u moich rodziców a wcześniej przed przedszkolem zostawała tam przez około 1,5 roku na noc mniej więcej dwa razy w miesiącu i czasami zdarzało się że nie chciała wracać do domu.
    • Gość: tuszeani Re: Nie chce chodzić do przedszkola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.12, 14:47
      Ja też nie chciałam chodzić do przedszkola, w sumie chodziłam raz przez 2 tygodnie i rok później przez miesiąc. Płakałam na początku prawie cały czas, wymiotowałam z nerwów (z tym było u mnie bardzo łatwo) i nie chciałam w ogóle jeść. Rodzice pękli za każdym razem i zabierali mnie, w domu była Babcia więc miał kto ze mną zostać.
      Efekt był taki że lepiej dogadywałam się z dorosłymi niż z rówieśnikami i trwało to aż do liceum. Przez całą podstawówkę miałam duże problemy z integracją z rówieśnikami.

      To co widzę teraz, to na pewno rodzice nie byli wystarczająco uważni na moje zmiany zdania w tej kwestii. Pamiętam że wielokrotnie było tak że najpierw wybłagałam żeby mnie zabrali, a potem zaczynało już być fajnie, ale jak już rodzice przyjechali, to albo oni nie widzieli ze teraz już chcę zostać albo też mnie było głupio się wycofać (tak było też na dwóch koloniach, z których rodzice mnie zabrali wcześniej na moją prośbę).

      Pamiętam że Babcia przez jakiś czas chodziła ze mną do mojej byłej grupy na plac zabaw i siedziała sobie a ja się bawiłam z dziećmi. Pamiętam też do dziś jak mi było STRASZNIE przykro kiedy jeden z chłopców powiedział że nie jestem już jego koleżanką bo takie chodzenie do przedszkola z babcią to się nie liczy.

      Myślę teraz że u mnie problemem było to że byłam z rozwojem do przodu w stosunku do swoich kolegów (poszłam w końcu na własne życzenie o rok wcześniej do szkoły i było mi tam znacznie lepiej niż w przedszkolu) i chyba to co się działo w przedszkolu mnie nie rajcowało. Ten sam problem miał syn koleżanki, dopiero w trzecim przedszkolu zaskoczył, takim gdzie podchodzili do każdego dziecka indywidualnie.
      Myślę że problemem było też to że byłam niejadkiem, słabo i strasznie długo jadłam nawet w domu a w przedszkolu trzeba było jeść szybko i do dna, do dziś pamiętam straszny wstyd, kiedy pani kazała jednemu z kolegów karmić mnie - dziś wydaje mi się to nie do pojęcia.

      Ja bym jednak starała się wybadać gdzie leży problem, bo coś się jednak chyba musiało stać. Na pewno bym nie poszła w ignorowanie, ale jednak spróbowałabym być stanowcza z równoczesnym zauważeniem uczuć dziecka. Może spróbujcie zaprosić do siebie jakieś koleżanki z przedszkola, razem z córką zaplanować, co będziecie robić? Może by się lepiej między nimi poczuła a Wy byście mieli możliwość dyskretnie poobserwować, co jest grane?
      • pompi-dompi Re: Nie chce chodzić do przedszkola 17.02.12, 15:23
        > Ja też nie chciałam chodzić do przedszkola, w sumie chodziłam raz przez 2 tygod
        > nie i rok później przez miesiąc. Płakałam na początku prawie cały czas, wymioto
        > wałam z nerwów (z tym było u mnie bardzo łatwo) i nie chciałam w ogóle jeść. Ro
        > dzice pękli za każdym razem i zabierali mnie, w domu była Babcia więc miał kto
        > ze mną zostać.
        > Efekt był taki że lepiej dogadywałam się z dorosłymi niż z rówieśnikami i trwał
        > o to aż do liceum. Przez całą podstawówkę miałam duże problemy z integracją z r
        > ówieśnikami.

        Myślę, że to nie jest takie proste. Ja chodziłam do przedszkola od 3-go roku życia aż do sześciolatków. Niespecjalnie lubiłam przedszkole, marzyłam żeby zostać w domu z babcią, marzyłam żeby rodzice odebrali mnie przed leżakowaniem, ale pamiętam, że miałam też ulubioną panią. Przedszkole nierewelacyjne, ale i nie patologiczne (jak na standardy lat osiemdziesiątych).

        Nieważne. Chodzi o to, że pomimo przedszkola też miałam w podstawówce problemy z kontaktami z rówieśnikami i nie umiałam się odnaleźć w grupie. Dopiero jak poszłam do liceum, to jakoś bardziej towarzyska się stałam - ale i tak jestem ogólnie introwertyczką.

        Myślę wieć sobie, że może ta zależność wcale nie jest taka prosta. Może bez przedszkola byłabym bardziej ufna i bardziej otwarta na ludzi? A może jeszcze gorzej bym się dogadywała z rówieśnikami? A może ja już po prostu taka jestem, niezalażenie od tego, kto się by mną opiekował w dzieciństwie, gdy rodzice pracowali?

        To takie moje trzy grosze.

        p-d
Pełna wersja