jak przechytrzyć dziecko...

20.02.12, 17:51
Zainspirowała mnie dyskusja w wątku "mamy" - zastanawiam się w którym momencie postawić dziecku granicę między "nakazaniem" wykonania jakiejś czynności, a zachęcaniem, namawianiem, przechytrzaniem, proponowaniem, kierowaniem działaniem dziecka tak, żeby ono tę czynność wykonało. Efekt jest taki sam - wspomniany przykład kąpieli, sprzątnięcia zabawek, ubrania się. Tylko zmienia się metoda - kij albo marchewka. Pierwsza jest swego rodzaju pozbawianiem dziecka możliwości decydowania o sobie, druga jest - jakby na to nie spjrzeć - manipulacją. Tak czy owak jest źle. Zastanawiam się jak daleko można posunąć się w tych cyrkowych cudawiankach przy sprzątaniu, kąpaniu, ubieraniu, jedzeniu, piciu, wyjściu na dwór. Ile czasu można robić z siebie małpę, żeby dziecko wykonało najzwyklejszą choćby czynność, której się przeciwstawia. Istnieje wszak realna groźba, że i nam kiedyś skończą się pomysły i argumenty oraz, że gdy dziecko trafi do grupy rówieśników to pani w przedszkolu nie będzie miała czasu wokół każdego dziecka wymyślać innej bajki, by to zechciało narysować szlaczek albo umyć zęby.

Sama raczej staram się dziecko zachęcać, współpracować z nim, rozumieć potrzeby dziecka, uczucia, które mu towarzyszą, ale czasem jestem już bardzo zmęczona i po prostu nie mam siły wymyślać jak obejść lub przeskoczyć jego niechęć, opór - miałabym ochotę wtedy po prostu wydać polecenie i mieć z głowy. To się czasem udaje - jest to wypadkową humoru dziecka i jego aktualnego samopoczucia. Ale czasem nie. I wtedy jest zgrzyt. Ja też jestem tylko człowiekiem. Czasem wysiadam z tej rozpędzonej lokomotywy. Zastanawiam się jak znaleźć równowagę między jednym a drugim sposobem na dziecko. Ponieważ każda skrajność jest do niczego, szukam tej równowagi, ale niekiedy jest to zupełnie nieskuteczne.
    • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 20.02.12, 19:37
      Myśle, ze tam, gdzie coś jest konieczne (mycie zębow) nie ma mowy o negocjacjach. Trzeba wydac polecenie i wyegzekwować wykonanie. Koniec. Można wyjasnić, po co się myje zęby, ale nie ma dyskusji, czy je myć. Podobnie, gdy np. trzeba wyjść z domu, wypić lekarstwo itd.
      Negocjacje mogą być tylko wtedy, kiedy sa to autentyczne negocjacje - czyli dziecko ma szansę na zmianę warunków, albo nie wykonanie polecenia. U mnie wygrały w sprawie np nienoszenia kapci. I nie sprzątania zbyt czesto w pokoju (sama jestem bałaganiarą).
      Rozumienie uczuć to jedno. Wymaganie, aby część poleceń była wykonana - to drugie. Wydaje mi się,z ę nie jest wcale dobrze, jesli dziecko ma za wiele pozostawione do własnej decyzji. Do decyzji dziecka moga być pozostawione sprawy, w ktorych ma wieksze kompetencje niż dorosły - nie je, bo już nie glodny, nie włozy sweterka, bo i tak mu za cieplo. W wielu innych sprawach dziecko nie moze decydować, ani nawet być pytane o zdanie, bo zwyczajnie nie wie, co nalezy zrobić, albo nie ma pojęcia o konsekwencjach - to, ze mama powie, ze jak nie połknie lekarstwa, to bedzie chory, dla małego dziecka jest zbyt abstrakcyjne. dziecko nie myśli o tym, co bedzie jutro, dla niego jest ważniesze, ze teraz trzeba zjeść obrzydliwe w smaku lekarstwo.
      Dzieci czują się bezpieczniej, gdy nie przerzuca się na nie decyzji, do których nie dorosły. I wtedy, gdy pytamy je, gdy jesteśmy w stanie przyjąć i zaakceptować odpowiedź "nie", a nie wtedy, gdy tak czy inaczej postawimy na swoim. Wtedy nie trzeba udawać, ze jest inaczei i ze dziecko ma coś do powiedzenia.
    • morekac Re: jak przechytrzyć dziecko... 20.02.12, 20:30
      zastanawiam się w którym momencie postawić dziecku granicę między "nakazaniem" wykonania jakiejś czynności, a zachęcaniem, namawianiem, przechytrzaniem, proponowaniem, kierowaniem działaniem dziecka tak, żeby ono tę czynność wykonało. Efekt jest taki sam - wspomniany przykład kąpieli, sprzątnięcia zabawek, ubrania się.
      Istnieje wszak realna groźba, że i na
      > m kiedyś skończą się pomysły i argumenty
      Na szczęście dzieci dorastają i zaczynają robić pewne rzeczy bez zbytniego namawiania i zbytniego robienia cyrków. ;-)
      Nagle myją zęby, tudzież resztę, ewentualnie po rzuceniu hasła 'nieletni do wanny' , ubierają się bez wycia na pół miasta, a niektóre osobniki nawet sprzątają. ;-)
      Jest szansa, że ten moment nastąpi, zanim skończą ci się wszystkie pomysły na bajki i przechytrzanie.
      • agibubu Re: jak przechytrzyć dziecko... 20.02.12, 20:44
        Obyś miała rację :) bo ja, mimo że mam bardzo bujną wyobraźnię, miewam niekiedy sytuacje, w których jestem kompletnie bezradna, albo zanim coś mi wpadnie do głowy, to już jest musztarda po obiedzie.

        Wiele jest takich przykładów, jak choćby wczoraj w sklepie, gdy próbowałam stamtąd dziecko wyciągnąć - najpierw z jednego sklepu, gdy obiecałam, że na chwilę zobaczymy zwierzątka w zoologicznym, potem z tego kolejnego, gdy mówiłam, że pójdziemy kupić obiecany od dawna bębenek, a potem, gdy okazało się że akurat tym razem (pierwszy raz mi się to zdarzyło) w owym sklepie bębenków nie ma, to już ogarnęło mnie przerażenie... jak dotargam rozhisteryzowane dziecko będąc w 9 miesiącu ciąży do samochodu. Ale jakoś się udało. Tylko właśnie czasem chciałąbym, żeby to się nie musiało udawać, a żeby się właśnie samorealizowało, bo niekiedy mam po dziurki w nosie takiego małpiego gaju i wielokrotnie przekonałam się, że to nie zawsze ma rację bytu i nie zawsze działa kiedy tego chcemy.

        • annakate Re: jak przechytrzyć dziecko... 20.02.12, 21:23
          Metoda kija i bardziej marchewki generalnie nie jest zła, ale trzeba uważać, żeby z nia nie przesadzić. Nie każda działalnośc musi byc uwieńczona nagrodą, bo wpaja się dziecku fałszywe z gruntu prezkonanie, że życie polega wyłacznie na pokonywaniu pewnych przeszkód w drodze do gratyfikacji. Czasami na pytania "mamoooo, muuszee?" "ale dlaczeeegooo?" trzeba męznie odpowiedzeć "bo tak", "bo takie są zasady", "bo to musi byc zrobione" lub coś w tym stylu i nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje na temat celowości nakazanych czynności.
        • morekac Re: jak przechytrzyć dziecko... 20.02.12, 22:47
          Kiedyś ten moment nastąpi - a zorientujesz się zapewne po fakcie.
    • e-kasia27 Re: jak przechytrzyć dziecko... 20.02.12, 23:38
      agibubu napisała:

      > Zainspirowała mnie dyskusja w wątku "mamy" - zastanawiam się w którym momencie
      > postawić dziecku granicę między "nakazaniem" wykonania jakiejś czynności, a zac
      > hęcaniem,...

      Nigdy nie stawiać granic i nigdy nie nakazywać, poza kilkoma rzeczami, które są naprawdę niezbędne i dotyczą bezpieczeństwa dziecka.
      Jeśli dziecko jest od początku traktowane, jak rozumny człowiek, który ma swoje prawa, któremu pozwala się decydować o sobie, i któremu tłumaczy się wszystko, zamiast zabraniać, to dorastając zaczyna samo rozumieć, że pewne rzeczy trzeba zrobić, nawet wtedy, gdy nie ma się na to specjalnej ochoty.
      Już dwulatek wie, że trzeba ubrać buty, jak się wychodzi z domu, że bez gaci nikt po ulicy nie lata i że zmarznie, jak wyjdzie w zimie bez kurtki.
      Trzylatek jest w stanie zrozumieć, że gorzkie lekarstwo trzeba wypić, jak się jest chorym, i że popijając go czymś dobrym zaraz nie czuje się wstrętnego smaku itp. itd.

      Więc po co w ogóle jakiekolwiek nakazywanie i zmuszanie?

      > Pierwsza jest swego rodzaju pozbawianiem dziecka możliwości d
      > ecydowania o sobie, druga jest - jakby na to nie spjrzeć - manipulacją.

      Nie, nie chodzi o manipulację.
      Chodzi o to, żeby dziecko uświadamiać, dlaczego i po co coś trzeba zrobić i jakie będą skutki, jeśli się tego nie zrobi.
      Jeśli pozwala się dziecku od początku podejmować decyzje, to dziecko bardzo szybko uczy się dokonywać właściwych wyborów i nie ma problemu z tym, że trzeba koniecznie coś zrobić, a dziecko nie chce. Jeśli wie, że jest to konieczne, to zrobi to.


      Tak czy
      > owak jest źle. Zastanawiam się jak daleko można posunąć się w tych cyrkowych c
      > udawiankach przy sprzątaniu, kąpaniu, ubieraniu, jedzeniu, piciu, wyjściu na dw
      > ór. Ile czasu można robić z siebie małpę, żeby dziecko wykonało najzwyklejszą c
      > hoćby czynność, której się przeciwstawia.

      Tak daleko, jak to potrzebne, jeśli tak bardzo zależy ci na tym, żeby to akurat w tym momencie było wykonane.
      Według mnie nie ma właściwie czynności, której wykonania nie można by było odłożyć na trochę później, wtedy, gdy dziecko się na to zgodzi.


      Istnieje wszak realna groźba, że gdy dziecko trafi do grupy ró
      > wieśników to pani w przedszkolu nie będzie miała czasu wokół każdego dziecka wy
      > myślać innej bajki, by to zechciało narysować szlaczek albo umyć zęby.


      Dzieci tak wychowywane nie mają problemu z dostosowaniem się do wymagań w grupie, bo doskonale zdają sobie sprawę z tego, że takie dostosowanie jest konieczne.
      Ale nie dostosowują się bezmyślnie i potrafią się też grupie przeciwstawić, jeśli wartość jaką ta grupa sobą prezentuje nie jest zgodna z moralnością dziecka.



      > Sama raczej staram się dziecko zachęcać, współpracować z nim, rozumieć potrzeby
      > dziecka, uczucia, które mu towarzyszą, ale czasem jestem już bardzo zmęczona i
      > po prostu nie mam siły wymyślać jak obejść lub przeskoczyć jego niechęć, opór
      > - miałabym ochotę wtedy po prostu wydać polecenie i mieć z głowy. To się czasem
      > udaje - jest to wypadkową humoru dziecka i jego aktualnego samopoczucia. Ale c
      > zasem nie. I wtedy jest zgrzyt. Ja też jestem tylko człowiekiem. Czasem wysiada
      > m z tej rozpędzonej lokomotywy. Zastanawiam się jak znaleźć równowagę między je
      > dnym a drugim sposobem na dziecko. Ponieważ każda skrajność jest do niczego, sz
      > ukam tej równowagi, ale niekiedy jest to zupełnie nieskuteczne.

      Im mniej zakazów i nakazów tym łatwiej się z dzieckiem dogadać.

      Zakazy i nakazy mogą obowiązywać tylko w ściśle określonych sytuacjach.
      U nas np. były tylko takie:
      - samemu nie wychodzi się na ulicę
      - samemu nie włączą i nie wyłącza się żadnych kabli
      - nie wolno niczego wkładać do kontaktów
      - nie wolno kręcić kurkami przy kuchence gazowej

      wszystko inne podlegało negocjacjom i było dozwolone
      i oczywiście dziecko wiedziało dlaczego tego akurat robić bezwzględnie nie może.




      • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 15:12
        To nie jest takie proste.
        dziecko, któremu nie stawia się granic, nie nakazuje i nie zakazuje - to dziecko, od ktorego dorośli wymagają podejmowania decyzji nieadekwatnych do wieku, a więc wymagaja za duzo. To wcale nie jest traktowanie dziecka po partnersku czy po prostu - dobrze. To jest czesto stawianie wymagań ponad siły.
        W dodatku nie jest prawdziwe. Bo dwulatek, nawet jak chce wyjść bez butów, to mu na to nie pozwolimy. Jak trzylatek nie chce iść do przedszkola - to musi. Nie jest prawdąś, ze zrozumienie ioznacza, ze dziecko się podporzadkuje - gdyby tak było, nie byłoby zadnych problemów, ani z dziećmi, ani z doroslymi. Wszystkie szkolne dzieci wiedzą, ze jak się nie nauczą, to dostaną jedynke - a czesto się nie uczą, nie odrabiają lekcji itd. Nie dlatego, ze nie rozumieją, tylko dlatego,z e im się nie chce, albo mają inną wizję spedzenia czasu.
        Wizja, ze kazde dziecko zawsze zrobi to, to jest konieczne, bo wie, ze tak trzeba, jest absolutnie nierealistyczna.
        Decyzje - tak oczywiscie. Ale póki to sa naprawde decyzje dziecka, a nie manipulacja - czyli możesz podjąć decyzję, jesli my ja zaakcepttujemy. A w większości przypadków niestety tak własnie jest.
        • joshima Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 21:29
          verdana napisała:

          > W dodatku nie jest prawdziwe. Bo dwulatek, nawet jak chce wyjść bez butów, to m
          > u na to nie pozwolimy.
          A to dlaczego? Ja pozwoliłam. Lekcja była szybka i wyjątkowo skuteczna.

          > Wizja, ze kazde dziecko zawsze zrobi to, to jest konieczne, bo wie, ze tak trze
          > ba, jest absolutnie nierealistyczna.
          Oczywiście, ale trzeba dążyć do kształtowania się takiej postawy a nie utrwalania systemu kar i nagród.
      • fruzia01 Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 16:09
        > Już dwulatek wie, że trzeba ubrać buty, jak się wychodzi z domu, że bez gaci n
        > ikt po ulicy nie lata i że zmarznie, jak wyjdzie w zimie bez kurtki.

        Hmm - a skąd wie? bo spróbował? czy dlatego że rodzice mu o tym powiedzieli?
        a jeśli niepokorny 2latek uprze się, że w grudniu wyjdzie na dwór bez butów i kurtki to co - pozwolisz mu, żeby się samodzielnie przekonał o konsekwencjach? zaryzykujesz jego chorobę, antybiotyki, twoje zwolnienie z pracy? i uważasz że 1 raz wystarczy, żeby taki 2latek zapamiętał, że wychodzenie zimą bez kurtki kończy się chorobą? głęboko wątpię w aż tak daleko posunięte umiejętności kojarzenia ciągów przyczynowo-skutkowych u 2letnich dzieci i taką długą pamięć; ja w takich sytuacjach mówię "Trzeba założyć buciki i kurtkę, trudno, w przeciwnym razie zmarzniesz i będziesz chory", zakładam mu tą kurtkę i buty, co oznacza, że decyzję podejmuję JA a dziecko ma się podporządkować

        > Trzylatek jest w stanie zrozumieć, że gorzkie lekarstwo trzeba wypić, jak się
        > jest chorym, i że popijając go czymś dobrym zaraz nie czuje się wstrętnego smak
        > u itp. itd.
        zapewniam cię, że nie każdy trzylatek

        mój syn nie lubi mycia głowy, więc gdyby mógł nie mył by głowy w ogóle, nigdy; my go zachęcamy, staramy się tłumaczyć, zabawiać, oczywiście chronimy oczka, próbujemy różnych metod, ale to nic nie daje - ciągle jest histeria, bunt, syn na mycie głowy się nie zgadza; co ty byś w tej sytuacji zrobiła? nie myła mu głowy w ogóle? jak długo? miesiąc, dwa, pół roku?

      • agibubu Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 21:18
        nie zgadzam się z Tobą
        nie wszystko można dziecku wytłumaczyć, a nawet jak można to ono niekoniecznie musi to zrozumieć

        i nie dotyczy to tylko zasad bezpieczeństwa - zauważyłam u mojego dziecka taką prawidłowość, że im więcej dawałam swobody w decydowaniu (co ubrać, gdzie iść, co zjeść, kiedy spać, jak dojechać na zajęcia dodatkowe i czy w ogóle) to w pewnym momencie dziecko zrobiło się znacznie bardziej nerwowe niż wcześniej. Nie umiało udźwignąć ciężaru tej odpowiedzialności, gdy na każdym kroku było pytane o zdanie, bo chciałam szanować jego poglądy... Tylko problem w tym, że dziecko w tym wieku chyba nie ma poglądów :) może lubić różowy i malować farbami. Ale im więcej narzuca się możliwości wyboru, im mniej granic stawia, tym czasem trudniej o porozumienie.
    • mama_myszkina Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 16:33
      Coż, trzeba uważać, aby nie przedobrzyć, bo psychologowie już biją na alarm, że rośnie pokolenie, które nie zrobi nic jesli nie będzie z tego miało korzyści. Zaś w cywilizacjach zachodnich (włączając USA) wśród młodych ludzi systematycznie rośnie liczba psychopatów... .
    • mskaiq Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 21:22
      Nakaz albo zmuszanie dziecka może czasem przynosic rezultaty, ale są one
      krótkotrwałe. To zwykle kończy sie poważnym problemami, tylko przez
      dłuzszy czas można ich nie widzieć i na początku moze się wydawać że
      wszystko przebiega jak powinno. Ten sposób wychowywania zwykle kończy
      się terapią.
      Nie można przechytrzyć dziecka, wcześniej czy później odkryje nieuczciwość
      i tego sie nauczy i bedzie stosowało w stosunku do nas i innych.
      Jest tylko jeden sposób. Dziecko musi być traktowane uczciwie i z szacunkiem.
      Kiedy jest tak traktowane zwróci go nam i innym.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • eksp.tomasz.mazur Re: jak przechytrzyć dziecko... 21.02.12, 21:52
      Witam,

      uważam, że to ciekawy dylemat. Polecenie czy manipulacja. Wydaje mi się, że mamy bogatszy repertuar, a przynajmniej, że powinniśmy starać się go wzbogacać.
      Sądzę, że bardzo ciekawą metodą jest metoda kontraktu, który się co jakiś czas odnawia. U mnie się to sprawdza.
      Po pierwsze ustalamy (negocjujemy) z dzieckiem racjonalny kontrakt dotyczący codziennej rutyny, obowiązków, zachowania. Wyjaśniamy i omawiamy każdy punkt kontraktu. Z moimi dziećmi ustaliłem na przykład swego czasu godziny wieczornego mycia się. Jest ich troje, więc podczas rodzinnego forum wyjaśniliśmy sobie, że chodzi o racjonalne zagospodarowanie łazienki, żeby uniknąć konfliktów. Wszyscy zrozumieli. Godziny są ustalone i wiszą na lodówce. następnie, kiedy przychodzi odpowiednia godzina przypominam dziecku, że już jest jego pora. To nie jest ani polecenie, ani manipulacja, ale wywiązanie się ze wspólnej umowy. To bardzo dobrze działa. Ale, jak powiedziałem, trzeba kontrakt co jakiś czas odnawiać, bo się "wyczerpuje".
      Kontrakt można wzmacniać. Oto przykład. Jeden z moich synów, istota wyjątkowo roztrzepana i oderwana od tak zwanej rzeczywistości, regularnie ma regularne problemy z wywiązywaniem się z różnych naszych umów. Czasem złości się i zacina, że miał zrobić to czy tamto. Postępuję w ten sposób, że kiedy on ma do mnie jakąś wyjątkową sprawę (kiedy mnie informuje w ostatniej chwili, że trzeba go na przykład zawieźć na urodziny kolegi, albo kupić prezent dla tego kolegi) - ja najpierw mówię, że mi się nie bardzo chce, albo, że nie bardzo mam czas (zazwyczaj czasu jest za mało). Potem mówię, że ok, zrobię to, ale że jak ja go potem będę o coś prosił, to on też to zrobi bez gadania. W takich sytuacjach ustalamy jakieś hasło, np. "umowa". Na drugi dzień przypominam, żeby wyjął zmywarkę, czy coś takiego i dodaję: "umowa". Działa świetnie.
      Czy to jest manipulacja? Myślę, że nie, raczej chodzi o uświadomienie dziecka, że rodzina polega między innymi na wzajemnym świadczeniu sobie uprzejmości i wywiązywaniu się z umów.

      Pozdrawiam serdecznie
      • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 22.02.12, 09:23
        Ale to naprawde nie działa w przypadku 2-3 latków. Poza tym, ze kontrakt mi się podoba, nie podoba mi się jednak stuprocentowa zasada wzajemnosci. Chicałabym, aby dzieci zrobily cos czasem dla mnie, dla rodziny, albo dla kogoś obcego bezinteresownie, nawet jak im jest niewygodnie i im się nie chce, al nie za swoistą zapłatę w usługach.
        Czy to dziala także odrwotnie - to znaczy, ze dziecko nic nie zrobi dla rodzica bez oczekiwania rewanzu?
        • aqua48 Re: jak przechytrzyć dziecko... 22.02.12, 10:06
          verdana napisała:

          > Ale to naprawde nie działa w przypadku 2-3 latków.
          Tak, też uważam, że w niektórych sprawach lepiej nie wdawać się w niekończące się tłumaczenia, ponawiane codziennie. Taką "ramę" zajęć domowych typu pora kładzenia się spać, pora posiłków, mycie, ubieranie się, wieczorne pakowanie do szkoły, lepiej załatwić bezdyskusyjnie: takie są w naszym domu zasady i już. Co z resztą nie tylko ułatwia życie rodzicowi, ale wprowadza ład i poczucie bezpieczeństwa w życie dziecka.

          Poza tym, ze kontrakt mi się podoba, nie podoba mi się jednak stuprocentowa zasada wzajemnosci. Czy to dziala także odrwotnie - to znaczy, ze dziecko nic nie zrobi dla rodzica
          > bez oczekiwania rewanzu?

          Myślę, że zamiast "kontraktu" można by powiedzieć dziecku: wiesz nie mam specjalnej ochoty na to o co mnie prosisz, ale zrobię to dla ciebie, bo cię kocham. I nie oczekiwać nic w zamian.


          • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 22.02.12, 13:30
            Otóż to. Uwazam, ze suma przysług w rodzinie moze się jakoś tam mniej-wiecej wyrównywać na przestrzeni lat. Ale zasada "Zrobie to tylko za przyslugę" to uczenie dziecka, ze nie ma żadnych darmowych przysług.
            Ostatnio zepsuła mi się lodowka - poprosilam dorosłego syna, aby przyszedł pomoc mi wynieść meble z kuchni, posprzatać itd. Nie bylo mu wygodnie, ale przyszedł, pomógł i poszedł. I tak powinno być - nie zażądał w zamian przysługi, pieniedzy, czegokolwiek. Podobnie nie mowię "Wezmę twoje koty, ale ty w zamian pomalujesz mi przedpokój", tylko klnę i biorę.
            Powiem więcej - można powiedzieć dziecku "Wiesz, nie odwiozę cię dzisiaj do kolegi, bo jestem zmęczony, a ty mnie nie uprzedziłeś" i to jest OK. Ale marudzić, a potem po prostu powiedzieć "Odwiozę cię, ale zaplacisz za to" jest bardzo niewychowawcze. Wygodne, skuteczne i demoralizujące.
      • zofijkamyjka Re: jak przechytrzyć dziecko... 22.02.12, 21:14
        eksp.tomasz.mazur napisał:

        Postępuję w ten sposób, że kiedy on ma do mnie jaką
        > ś wyjątkową sprawę (kiedy mnie informuje w ostatniej chwili, że trzeba go na pr
        > zykład zawieźć na urodziny kolegi, albo kupić prezent dla tego kolegi) - ja naj
        > pierw mówię, że mi się nie bardzo chce, albo, że nie bardzo mam czas (zazwycza
        > j czasu jest za mało). Potem mówię, że ok, zrobię to, ale że jak ja go potem bę
        > dę o coś prosił, to on też to zrobi bez gadania. W takich sytuacjach ustalamy j
        > akieś hasło, np. "umowa". Na drugi dzień przypominam, żeby wyjął zmywarkę, czy
        > coś takiego i dodaję: "umowa". Działa świetnie.

        To akurat jakos mi sie niepodoba bo to takie wykorzystywanie swojej pozycji. Dziecko, któremu zależy na czyms bardzo prawdopodobnie zgodzi sie na wszystko.
      • e-kasia27 Re: jak przechytrzyć dziecko... 22.02.12, 22:22
        eksp.tomasz.mazur napisał:

        > Witam,

        > Kontrakt można wzmacniać. Oto przykład. Jeden z moich synów, istota wyjątkowo r
        > oztrzepana i oderwana od tak zwanej rzeczywistości, regularnie ma regularne pro
        > blemy z wywiązywaniem się z różnych naszych umów. Czasem złości się i zacina, ż
        > e miał zrobić to czy tamto. Postępuję w ten sposób, że kiedy on ma do mnie jaką
        > ś wyjątkową sprawę (kiedy mnie informuje w ostatniej chwili, że trzeba go na pr
        > zykład zawieźć na urodziny kolegi, albo kupić prezent dla tego kolegi) - ja naj
        > pierw mówię, że mi się nie bardzo chce, albo, że nie bardzo mam czas (zazwycza
        > j czasu jest za mało). Potem mówię, że ok, zrobię to, ale że jak ja go potem bę
        > dę o coś prosił, to on też to zrobi bez gadania. W takich sytuacjach ustalamy j
        > akieś hasło, np. "umowa". Na drugi dzień przypominam, żeby wyjął zmywarkę, czy
        > coś takiego i dodaję: "umowa". Działa świetnie.

        Ten kontrakt, to jakiś mało wychowawczy jest, ale jeszcze do przyjęcia.

        Ale to wzmacnianie?
        Toż to uczenie dziecka, że tylko coś za coś!
        A gdzie miłość, bezinteresowność?
        Może to i działa, w znaczeniu, że dziecko potem się wywiąże z obowiązku, ale przecież nie o to chodzi!
        Równie dobrze można by dziecku płacić za to, że coś zrobi, to tak samo fatalna metoda, która uczy dziecko, że warto coś dla kogo zrobić, tylko wtedy, gdy ten ktoś zrobi coś dla nas.


        > Czy to jest manipulacja?

        Manipulacją to akurat nie jest, ale to jeszcze gorsze od manipulacji, bo wypacza charakter dziecku!


        >Myślę, że nie, raczej chodzi o uświadomienie dziecka,
        > że rodzina polega między innymi na wzajemnym świadczeniu sobie uprzejmości i w
        > ywiązywaniu się z umów.


        Ło, matko!
        Rodzina polega na wzajemnym świadczeniu sobie uprzejmości???????????????

        Uprzejmość, to ja mogę sąsiadce wyświadczyć i podlać jej kwiatki, jak wyjedzie na wczasy i oczekiwać tego samego od niej, jak ja wyjadę.

        A w rodzinie to trzeba się kochać, kochać, kochać i robić wszystko tak, żeby tę miłość wyrażać swoimi czynami i robić coś dla dziecka, męża, żony, matki, ojca dlatego, że chcemy żeby byli zadowoleni i szczęśliwi, z miłości do nich, b e z i n t e r e s o w n i e, a nie wyświadczać uprzejmość i oczekiwać rewanżu.

        • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 22.02.12, 22:39
          ja widze tu jeszcze jeden problem.
          Nieodpowiedzialne czy zapominalskie dziecko może spokojnie zapominać dalej i oczekiwać,z e zawsze w końcu ojciec pomarudzi, pomarudzi, ale pojedzie. pojedzie, bo ma zapłacone - ono placi za uslugę, więc może jej oczekiwać. Natomiast nie ma żadnego powodu, aby być wdzięczne, ze zmeczony ojciec jednak coż dla niego zrobi. Bo ojciec NIC dla niego nie zrobi. Zrobi za rewanż - to samo zrobiłby dla obcego faceta...
          • mama_myszkina Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 00:30
            Zgadzam się z wypowiedziami poprzedniczek. Pamietam jak moja ex-pasierbica zgubiła ulubioną spinkę do włosów. Był oczywiscie płacz i żałoba. Okazało się, że koleżanka (chyba powinnam wziąć to słowo w cudzysłów) z grupy znalazła tę spinkę. Zamiast po prostu oddać, ona domagała się od pasierbicy 'znaleźnego', a ponieważ takowego nie dostała (ośmiolatka nie nosiła przy sobie pieniędzy), zaczepiła pod szkołą jej ojca i ponowiła propozycję! Rzecz działa się w UK i właśnie się zastanawiam, czy przypadkiem rodzice tamtej dziewczynki nie wychowywali jej na zasadzie kontraktów. Takie kontrakty oparte na wymianie skutecznie zabijają w dziecku bezinteresowność.
            • e-kasia27 Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 01:01
              A może to wcale nie takie głupie jest?
              Z takiego dziecka wyrośnie przecież interesowny cwaniaczek, co to sobie w kaszę dmuchać nie da, własną matkę, ojca sprzeda, aby tylko zarobić, biznesmenem zostanie i bez skrupułów wycycka wszystkich dookoła, aby tylko sam miał więcej, więcej, więcej...

              Przecież, to szczęśliwy człowiek będzie!
              I w dostatku, a nawet nadmiarze wszystkiego będzie żył!
              Więc może warto takie metody wychowawcze stosować?

              Dlaczego właściwie, upierać się przy tym, że człowiek ma być dobry, porządny i współczujący?
              • mama_myszkina Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 01:08
                Dlatego, że badania dowodzą, że osobniki aspołecznie nie potrafią stworzyć trwałych struktur społecznych. Tak więc społeczeństwo złożone z interesownych cwaniaczków będzie skazane na nieuchronną zagładę. :)
                • e-kasia27 Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 01:28
                  A kto by się tam przejmował jakąś zagładą, przecież to będzie dopiero później!
                  • mama_myszkina Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 02:21
                    No, ale starość w domu starców albo przywiązanej do fotela u 'kochajacych' dzieci tez nie każdmu odpowiada ;)
                    • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 10:17
                      Ależ człowiek interesowny wcale nie jest szczęśliwy, żeby chociaż był... Zawsze mu sie wydaje, ze został wykorzystany, ze mógł dostać wiecej, ze nie ma dostatecznych korzysci z sytuacji.
                      Traci natomiast w życiu niewątpliwą przyjemność , jaka bywa bezinteresowana pomoc. Ma przyjemność tylko dostajac, nie dając - połowa radosci z zycia jest mu niedostepna.
                      Nie, nawet z punktu widzenia radości zycia odradzam.
                      • ap77 Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 10:29
                        bardzo ciekawy temat. My stosujemy u 4, 5 latka, tablice obowiazkow.
                        Dziecko sama domaga sie na koniec dnia oznaczen (plusy i minusy). Wspolnie nad tym dyskutujemy.
                        Nagrodą, po kilkunastu dniach, jest albo" wyjscie" gdzies razem, albo DROBNY prezent.
                      • e-kasia27 Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 11:16
                        verdana napisała:

                        > Ależ człowiek interesowny wcale nie jest szczęśliwy, żeby chociaż był... Zawsze
                        > mu sie wydaje, ze został wykorzystany, ze mógł dostać wiecej, ze nie ma dostat
                        > ecznych korzysci z sytuacji.



                        No, fakt!
                        Tego nie wzięłam pod uwagę.
                        Przecież, takiemu zawsze będzie za mało, a to w skuteczny sposób uniemożliwi bycie szczęśliwym.



    • Gość: domza2 Re: jak przechytrzyć dziecko... IP: *.rzeszow.vectranet.pl 23.02.12, 13:17
      Hej, mam podobny dylemat, często o tym myślę, tym bardziej, że spadła na mnie poważna choroba i kiedy okazało się, że na wymyślanie nowych bajek już po prostu nie mam sił to odkryłam dla siebie ważną prawdę - że nie zawsze muszę coś wymyślać, że mam pełne prawo egzekwować część poleceń (dziecko ma 2 lata 8 msc. i chodzi do przedszkola). Gdybym nie była chora pewnie nadal wymyślałabym cuda-wianki. Zawsze uwielbiałam dzieci, zajmowałam się nimi, gdy jeszcze nie miałam własnych - obce było mi "wydanie polecenia". Choroba trochę z musu nauczyła mnie, że pewne rzeczy dziecko powinno wykonać, bo ja tak mówię i już. Rzadko w obecnej sytuacji stać mnie na uruchamianie fantazji i wyobraźni przy okazji każdej czynności, jak to miało miejsce wcześniej - efekt, dziecko reaguje lepiej i szybciej. Przez moją stanowczość (też z musu ją nabyłam, bo zbyt często chodzę wyczerpana) dziecko stało się bardziej posłuszne. Tak że odbyłam lekcję niejako przeciw sobie, ale z korzyścią dla siebie i dziecka - pozdr:)
      • verdana Re: jak przechytrzyć dziecko... 23.02.12, 18:38
        Wyobraźmy sobie sytuacje - jesteśmy nowi w nowej pracy. Nie umiemy niemal nic, nie znamy hioerarchii, nie wiemy, co jest dobrym, a co złym wykonaniem zadania, ale bardzo nam zalezy na tym, aby szef był zadowolony.
        I pytanie zasadnicze - czy w tej sytuacji bedziemy sie czuli bezpieczniej i bardziej kmfortowo, gdy przełożony wyda bardzo konkretne i stanowcze polecenie, wskazując co i jak zrobić i rozliczy nas z tego, czy powie "Pani będzie robila sprawozdania, a jak i keidy, to od Pani zalezy". Myślę, ze poziom frustracji w tym drugim przypadku jest znacznie większy.
        Dziecko jest w sytuacji "niwego" - w wielu sprawach oczekuje światlego kierownictwa, czyli polecenia. Czasem z krótkim wyjasnieniem. Samo wskazanie celu i wyjasnienia, bez polecenia nie dają dziecku wskazówki co ma zrobić, aby bylo dobrze. Bo dorosłym nie mieści się w głowie, ze dziecko zwyczajnie nie wie, jak jest dobrze, dopiero się uczy.
        I dlatego uwazam,że w wychowaniu małego dziecka nie nalezy wszystkiego pozostawiać jego decyzji.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja