Boje sie utraty cierpliwosci...

21.02.12, 16:02
Juz od pewnego czasu mam duze problemy z moja 3.5 letnia corka. Jest dzieckiem dosc niesmialym, ale upartym i placzliwym. Oprocz zwyklych kaprysow normalnych u dzieci, o zabawki czy spacer czy jedzenie, corka juz od pewnego czasu postanowila ze bedzie sie ubierala sama. Dopuszczalne sa 2 swetry, niektore skarpetki i 1 para butow., Do tej pory jakos sie dogadywalysmy, ale dzisiaj przeszla sama siebie.Dodam, ze w domu jest zimno a panna jest po grypie. Zalozylam jej rano ciepla podkoszulke a potem sweterek, nie ten ktory lubi, bo juz byl sztywny. Oczywiscie czekalam na awanture no i mialam racje. Za chwile byla juz rozebrana. Ubralam znowu tlumaczac, ze jest zimno itp. Za chwile rozebrana. Chciala zostac w pizamie. Znow ubralam. Ze zlosci zesikala sie. poszlam przyniesc majtki i spodnie na zmiane a ta juz bez swetra. W koncu dostala klapsa obrazila sie i usnela. Mnie ten klaps bolal 100 razy bardziej niz ja, ale co moge zrobic...Nie da sie przetlumaczyc...Nie chce zeby dziecko sie mnie balo... Jak reagowac na tego rodzaju zachowania? I tak dzisiaj nie musialam nigdzie z nia wyjsc, bo inaczej chyba musialabym jej zalozyc brudny sweter. Wiem ze problem wydaje sie smieszny, ale ja czasami patrze na inne dzieci i zazdroszcze matkom, ze sa takie NORMALNE
    • peste Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 21.02.12, 19:38
      Dodam, ze po obudzeniu, od razu zaczela szukac pizamy. Na nic tlumaczenia prosby i grosby.
    • mskaiq Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 21.02.12, 21:32
      To nie jest śmieszny problem. Radziłbym spróbowac wczuć się w położenie córki. Spróbować z empatia spojrzeć na to co się dzieje jej oczami. Spróbowac zadac sobie pytanie - "czego moje dziecko w tej chwili potrzebuje?" zamiast "co zrobic by przestało się tak zachowywać".
      Zachowanie jest tylko objawem, swoistym komunikatem do nas - nie warto się na nim zatrzymywać. Trzeba odpowiadac na to czego dziecko potrzebuje - uspokojenia? braku rozumienia dlaczego musi być tak jak ty chcesz a może czegoś innego?
      Serdeczne pozdrowienia.
    • aleksandra1357 Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 21.02.12, 22:49
      Przeczytaj koniecznie krótkie opowiadanie Astrid Lindgren "Lotta z ulicy Awanturników", ze sweterkiem w roli głównej.
      Mój syn też ma takie zagrywki. Negocjuję, dając wiele rzeczy do wyboru. Ostatnio uparł się, żeby założyć do przedszkola spodnie z wielką dziurą (chciał nią zaimponować kolegom). Ja się uparłam, że w dziurawym się nie chodzi, gotowa poddać się, gdyby syn odmówił współpracy. Pohisteryzował, poleżał, poobrażał się i w końcu włożył coś innego. Gdyby nie włożył, to bym włożyła mu te dziurawe, wyrażając swoje największe niezadowolenie i żal.
    • morekac Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 21.02.12, 23:06
      Dopuszczalne sa 2 swetry, niektore skarpetki
      > i 1 para butow.

      Może po prostu nie gryzą, nie drapią i są wygodne? Musisz być czujna - skoro tolerowane są 2 swetry, jeden mógłby być czysty...
    • Gość: m2m Re: Boje sie utraty cierpliwosci... IP: *.dynamic.chello.pl 22.02.12, 01:00
      Jesteś pewna że to "humory", a nie np. nadwrażliwość? Może te konkretne swetry nie gryzą, są miękkie, wygodne (jak piżama...). Dzieci zazwyczaj zachowują się bardzo racjonalnie, tylko nie zawsze na pierwszy rzut oka to widać. ;)

      Raczej z bezsilności/stresu się zsikała.

      Jeżeli masz wątpliwości czy zachowania mieszczą się w jakiejś tam normie, to odwiedź psychologa. Być może jest to tylko np. nadwrażliwość dotykowa?
      btw od 1 sierpnia 2010 w Polsce dzieci nie wolno dyscyplinować fizycznie.
    • demonii.larua Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 10:01
      Lubi dwa swetry, to niech chodzi w nich na zmianę - chyba jeden może być uprany gdy nosi drugi? Zwróć uwagę z czego są te swetry, jaką mają fakturę? Twoje dziecko JEST NORMALNE!
      Ale być może inne ubrania ją drażnią? Czy Ty nosisz ciuchy w których nie znosisz chodzić?
      Moja córka nosi za duże buty, nie nosi rajstop, wszystkie metki muszą być obcięte, spodnie z wystarczająco szerokimi nogawkami żeby nie przylegały do skóry, za duże piżamy :D Lubi to nosi, już przywykłam że zwykle wygląda jak lump a metki sama już sobie obcina b niebawem 9 lat skończy a trwa to od 3 r.ż. A swojej pani neurolog się zwierzyła, iż najlepiej by było gdyby ludzie nie musieli nosić ciuchów i że ciuchy wymyślił ktoś kto bardzo nie lubił innych ludzi :D Jest nadwrażliwa na dotyk. Możesz spróbować negocjacji np. w domu nosisz co chcesz na wyjścia inne ciuchy wybrane wspólnie lub przez Ciebie. Jeśli w domu jest zbyt zimno by mogla chodzić w piżamie albo koszulce, to może warto zwiększyć temperaturę? Albo przyjąć do wiadomości, że dziecku NIE JEST zimno bo może i tak być.
      Wykłócanie się z dzieckiem do momentu aż się zsika moim zdaniem jest kompletnie pozbawione sensu.
      • aqua48 Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 10:15
        Nadwrażliwość dotykowa często się zdarza, absolutnie nie kupuj dziecku nic, czego nie zaakceptuje, pytaj, przymierzaj z nią, dotykaj i jeszcze raz pytaj, czy będzie chciała w czymś chodzić ZANIM kupisz. Jeśli nie jest uczulona używaj zmiękczaczy do prania.
        Ja tak robiłam z moimi dziećmi ku oburzeniu niektórych starszych ekspedientek: jak to dziecko ma decydować co będzie nosić! Zawsze odpowiadałam, że to nie ja będę w tym chodzić tylko dzieciak.
      • morekac Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 10:35
        Moja nosiła skarpetki na lewą stronę. Te niektóre. Wszelkie wełniane swetry odpadały - gryzły. Nawet teraz, jako 13 latka dzianinę nosi wyłącznie na coś. Golfy i bluzy/swetry wciągane przez głowę też się nie sprawdzały.
    • mama_trojga Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 12:38
      Moja córka (6lat) nosi dwie bluzki i dwie pary legginsów na zmianę. Wciąż je piorę, a reszta ubrań leży sobie w szafie. Dzieci czasem tak mają, ja czekam na dzień kiedy jej to przejdzie. Ale może jej nie przejdzie wcale. Po pierwsze zaufałabym dziecku w kwestii zimno/ciepło. Mogą to odczuwać zupełnie inaczej niż my. Jak jej będzie zimno, pewnie się ubierze - nikt nie lubi marznąć. A im szybciej pogodzisz się z tym, że córka ma małą fobię ubraniową tym lepiej dla was obu, naprawdę. No i ten klaps? Co to da? Jak uzmysłowisz sobie, że kompletnie nic, to nie przyjdzie ci to chyba do głowy więcej.
    • kakuba Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 13:44
      proponuję bardziej wsłuchać się w to co córka ma do powiedzenia
      dziecko też ma prawo coś lubić lub nie lubić
      sweter może być w domu za ciepły (moje córki w domu ani w przedszkolu nigdy nie chodzą w swetrach), może 'gryźć', może mieć niewłaściwy kolor (3 latka ma prawo jakiś kolor lubić a inny nie)
      moja starsza córka (5,5 roku) zawsze bardzo prosi, żeby jej przygotowywać ubranie z krótkim rękawem (nawet w największe mrozy) - kupuję jej więc tuniczki dzianinowe, pod spód bawełniana podkoszulka, tylko przy wyjściu na dwór nakłada pod kurtkę bluzę polarową z długim rękawem, nie lubi też jeansów - zamiast tego chodzi w bawełnianych legginsach + ocieplane bawełniane spodnie na dwór
      młodsza z kolei (3,5 roku) ma swoje ulubione kolory i staram się dobierać jej ubrania w tych kolorach
      nie uważam tego za przesadzone fanaberie, uważam że mają prawo współdecydować o swoim ubraniu, w końcu to one w tym chodzą ;)

      szanuję ich życzenia, one z kolei dają się przekonać jeśli mam ważne argumenty - zawsze jesteśmy w stanie wypracować kompromis i nie mamy żadnych problemów 'ubraniowych'

      czasami oczywiście zdażają im się ubraniowe pomysły ekstremalne - na takie pozwalam w weekendy ;)
    • asia_i_p Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 13:45
      Wiem ze problem wydaje sie smieszn
      > y, ale ja czasami patrze na inne dzieci i zazdroszcze matkom, ze sa takie NORMA
      > LNE
      Ale nie 3,5-latki, ręczę ci. Chyba, że właśnie są nienormalne (w sensie poza normą), wtedy są normalne.
      Przejdzie. Jeszcze chwila i przejdzie. Ogranicz walki do tego, co konieczne (rozumiem cię całkowicie z tym swetrem, bo choroba dziecka to jednak konsekwencje nie tylko dla niego, ale i dla matki - ale z drugiej strony do przemyślenia, czy takie awantury, kiedy się poci, a potem marznie, bo postawi na swoim i jest bez swetra, to nie gorzej). Odłóż jakąś kasę, idźcie choćby do lumpeksu i niech sobie nawybiera "ulubionych", to będziesz miała więcej do wyboru.
      I spróbuj metody pogadania po awanturze i przyjęcia jakiejś umowy - do mojej docierała koncepcja umowy i odwoływania się do zawartych umów, choć nie na 100%.
      • peste Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 22:49
        Dziekuje wszystkim za odpowiedz, za zrozumienie i dobre rady. Troche na moja obrone dodam, ze wczoraj probowalam zalozyc jej sweterek za ktorym 2 miesiace temu szalala. Te ulubione to : jeden z nadrukiem Hello Kitty, drugi .jasnorozowy. Nie jest to kwestia nadwrazliwosci, bo ja na to tez zwracam uwage, nie chce chodzic w milutkich polarkach. I , teraz mi sie przypomnialo, jakis miesiac temu nie chciala zdejmowac swetra nawet na noc. Przebieralam ja jak juz spala, jak przypadkiem sie obudzila byl wrzask.I dlatego moje pytanie, na ile moge respektowac upor malej? Moge prac o polnocy, zeby rano wysechl, ale nie o to chodzi. To nie tylko kwestia gustu, ze jej sie podoba rozowy kolorek.Musi koniecznie postawic na swoim. Jak tak dalej pojdzie w niczym mnie nie poslucha.Gdzie sie pomylilam?
        • demonii.larua Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 22.02.12, 23:56
          To nie tak, pozwalając dziecku na pewne dziwactwa, dziwactwa z punktu widzenia dorosłej osoby - natomiast dla dziecka RzeczyOgromnejWagi - uczysz je że może jakoś samo siebie kształtować , dajesz mu poczucie swobody, której będzie ono żądało coraz więcej, a ponadto otwierasz sobie furtkę do negocjacji i kompromisów. Sztuczka to brzydkie słowo ale to tak działa, oczywiście na każde dziecko inaczej, inną drogą. Możecie się przecież umówić, że niech sobie chodzi w wybranych ciuchach kiedy może, ale bywają sytuacje kiedy musi założyć coś za czym nie przepada. To pewnie potrwa jakiś czas, ale warto spróbować. 2 miesiące to masa czasu dla 3,5 latka :D Nie obawiaj się, że ustępując jej w tej kwestii stracisz autorytet rodzicielski, bo może okazać się że zadziała to tak: "ale ta mama jest fajna, pozwala mi chodzić cały dzień w piżamie to na wizytę u cioci założę te beznadziejną sukienkę skoro mama prosi" - tylko trzeba się uzbroić w cierpliwość zaznaczam :)
        • rulsanka Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 10:48
          "Musi koniecznie postawić na swoim. Jak tak dalej pojdzie w niczym mnie nie poslucha."

          Dokładnie odwrotnie. Jeżeli dasz jej postawić na swoim w mniej ważnych sprawach, to w ważnej sprawie łatwiej będzie uzyskać posłuch i zgodę.
          Dzieci tak naprawdę mogą podejmować decyzję w bardzo niewielu sprawach i dlatego tak walczą, by postawić na swoim. Im mniej walki na co dzień, tym lepsza atmosfera i dziecko grzeczniejsze.

          Jeśli chodzi o konkretny przykład ze swetrem. Dwa swetry w praniu, dziecko powinno się w coś ubrać bo zimno.
          U mnie taka sytuacja mogłaby wyglądać następująco:
          Mówię dziecku "kochanie, bardzo mi przykro, ale oba twoje ulubione sweterki są brudne, nie zdążyłam uprać. Czy założysz tę bluzę? Po południu twój ulubiony sweterek będzie już suchy i będziesz mógł się przebrać"
          Zazwyczaj dziecko ubierze się w to, o co proszę.
          Ale bywają i gorsze dni, wtedy ciąg dalszy:
          Młody marudzi. Chce zostać w piżamie. U nas w piżamie się nie chodzi w dzień, więc proszę dziecko o zdjęcie piżamy. Pewnie tak od razu nie zdejmie. Pytam "pomóc ci zdjąć piżamkę". Dziecko ucieka. Olewam, odchodzę na chwilę, mówię, że naszykuję śniadanie a on w tym czasie niech zdejmie piżamkę. Przychodzę, pytam czy udało mu się zdjąć piżamę. Nie? Sadzam na kolanach, daję buziaka, zdejmuję piżamkę.
          Pytam dziecko, czy mu ciepło. Ciepło. Acha, to idziesz do przedszkola w tiszercie? Tak. W porządku, wezmę dla ciebie bluzę, jak zmarzniesz, to założysz.
          Dla urozmaicenia/rozluźnienia sytuacji np. próbuję założyć jego bluzę i mówię "ale świetna bluza, teraz ja będę w niej chodzić" (ale celem jest rozśmieszenie, a nie rozzłoszczenie dziecka, więc jak dziecko się wkurza, to przestaję). Albo podchodzi do dziecka jego ulubiony pluszak i mówi "ojej, jaka fajna bluza, pożyczysz mi jej?" I dalej opowiada, że jak był mały to chodził do przedszkola w takiej bluzie...
          Sposobów jest setki i wcale nie są bardziej czasochłonne niż rozwiązania siłowe.

          Dziecko będzie ciebie słuchać (ale nie zawsze i wszędzie!) gdy będziesz traktować je poważnie: rozmawiać, okazywać zrozumienie, ustępować gdy się da.
        • asia_i_p Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 11:26
          Daj jej stawiać na swoim w pierdołach, i tak będziecie się miały o co kłócić ;). Choć przyznaję, że wtedy postawienie się w sprawach ważnych bywa dla dziecka szokiem - nasza mała, przyzwyczajona, że pozwalamy po trzy razy się żegnać wychodząc od babci, była w ciężkim szoku, że ja nie chcę babci odwołać, żeby trzy razy pożegnała się z nią. Wyła wtedy z godzinę, podobnie jak wtedy, kiedy nie odwołałam niani ze schodów, a ona chciała jej jeszcze coś powiedzieć. Z wiekiem załapała, że stawiam się, kiedy chodzi o prawa innych ludzi (i że ja też jestem inny ludź) i w kwestiach bezpieczeństwa, poza tym upór jej przeszedł (częściowo, ale zupełnie nigdy nie przejdzie, nie przy tych genach) i jest OK.
          • peste Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 13:13
            Zeby to byla kwestia swetra.... Pomijam fakt, ile ubranek -prezentow- gnije w szafie bo pannie sie nie podobaja, ze chodzi w jednych butach do przedszkola na dwor i po domu ( albo boso), ze piore kurtke o polnocy i modle sie zeby wyschla; chodzi o ten upor. Pani z przedszkola opowiadala mi o awanturze, bo posadzila ja nie na tym miejscu co zwykle.Najgorsze, ze nie stara sie nawet wytlumaczyc o co jej chodzi, od razu wrzeszczy i sie miota.Wydaje sie, ze nie rozumie co sie do niej mowi.Ale rozumie, bo jak jej na czyms zalezy, to slucha polecen. Miala tez okres, ze nie chciala zdjac plecaka w przedszkolu. Ach, miejmy nadzieje, ze to taki etap....wiem ze mam corke z charakterkiem i nie chce zeby wymknela mi sie spod kontroli. A ma dopiero 3 lata...
            • rulsanka Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 14:15
              Takie nadmierne przywiązanie do konkretnych rzeczy + nieśmiałość + być może nadwrażliwość sensoryczna .... mogą świadczyć o jakichś zaburzeniach z zakresu autyzmu. Na pewno niedużych, skoro sobie radzi w przedszkolu, ale być może na tyle znaczących, że skutecznie utrudniają życie jej i tobie.

              "Pani z przedszkola opowiadala mi o awanturze, bo posadzila ja nie na tym miejscu co zwykle."
              Jak dla mnie to niepokojące zachowanie, a nie dowód zwykłego uporu dziecka.

              "Najgorsze, ze nie stara sie nawet wytlumaczyc o co jej chodzi, od razu wrzeszczy i sie miota."
              Gdyby była dwulatką, to norma. Ale w wieku 3,5 roku powinna już umieć komunikować swoje potrzeby. Tym bardziej, że chodzi do przedszkola.

              Jeśli chodzi o sweterki. To normalne, że upiera się, żeby założyć jakiś konkretny. Ale jeżeli chce ten sam nosić przez pół roku i nie toleruje zmiany - to już byłoby niepokojące.

              Nie szufladkowałabym dziecka, że uparte. Bo jak kogoś zaszufladkujesz, to on tym bardziej taki się staje. Większość dzieci jest uparta i to jest wręcz dobrze.
              Różnica między zwykłym uporem, a tym co występuje u twojej córki to być może taki lęk przed zmianami. Wszystko musi być takie a nie inne, w przeciwnym razie dziecko czuje się zagubione, zestresowane, zdenerwowane.
              • peste Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 15:46
                Ja tez sie zaczynam zastanawiac, czy nie zaczac sie rozgladac za jakas pomoca. Te jej zachowania - czy to tylko charakter, czy moze faktycznie jakis problem? Choc nie wiem skad to przywiazanie do rzeczy. Bylismy w tym roku na wakacjach i od razu przyzwyczaila sie do nowego mieszkania. Po powrocie do domu tez nie bylo problemow.
                • rulsanka Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 16:44
                  "Te jej zachowania - czy to tylko charakter, czy moze faktycznie jakis problem?"

                  Trudno powiedzieć. Ale sama w pierwszym poście napisałaś, że marzysz o normalnym dziecku. I teraz mamy 2 możliwości.
                  1 - popełniasz jakieś błędy wychowawcze i źle interpretujesz zachowanie dziecka = pomoc psychologa mogłaby być przydatna, możesz spróbować też wypróbować forumowe rady
                  2 - dziecko rzeczywiście jest troszkę inne od normy i wymaga specjalnego podejścia (trzeba poszukać specjalistycznego ośrodka zajmującego się diagnozą SI i ewentualnie zaburzeń ze spektrum autyzmu). Tu specjalistyczna pomoc może zdziałać wiele i zdecydowanie poprawić jakość życia.
                  • peste Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 19:05
                    Ten post, ktory byl spowodowany wlasciwie checia wyzalenia sie, stal sie czyms powazniejszym. Wlasciwie teraz zaczelam zdawac sobie sprawe, ze moja corka jest troche inna. Nie wiem czy to autyzm, musze na ten temat poczytac,ale faktycznie niektore zachowania wskazuja, ze czasami zamyka sie w sobie.
                    • Gość: rulsanka Re: Boje sie utraty cierpliwosci... IP: *.adsl.inetia.pl 23.02.12, 19:33
                      Autyzm miewa różne postacie i jeżeli jest normalna lub wysoka inteligencja, to łatwo go przeoczyć. Ja dowiedziałam się o tym, że mam wiele cech zespołu aspergera dopiero po trzydziestce i urodzeniu dziecka. I ta wiedza bardzo mi pomogła. Pomimo tego, że mój życiorys jest raczej typowy, to zawsze czegoś mi brakowało i nie wiedziałam czego. Głównie w relacjach z ludźmi, ciężko mi o reakcje spontaniczne, niewyuczone. W wieku przedszkolnym łatwo nawiązywałam kontakty, ale relacje w tym okresie są bardzo proste. Później było trudniej. Teraz dzięki wiedzy i doświadczeniu w większości sytuacji reaguję prawidłowo.
                      Też jako dziecko byłam uważana za "upartą", lubiłam nosić ten sam sweter po wiele miesięcy (w szkole podstawowej). Ale poza tym zmiany raczej lubiłam, podróże uwielbiam jak najbardziej. Natomiast odchorowuję zmiany długoterminowe, np. przeprowadzkę - przez wiele lat czuję się źle w nowym miejscu.
                      • peste Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 23.02.12, 20:19
                        Z tego co pamietam z dziecinstwa i co mi opowiadala mama, ja tez pod wzgledem ubraniowym nie bylam ciekawa. Cale liceum przechodzilam w spodniach, a jeszcze wczesniej- w czasach kryzysu- mama sie wystala po sweterek, ktorego potem nawet raz nie zalozylam. Pamietam jaki byl gryzacy...Ale mimo to, jak cos mi kazano, to sie poddawalam..
                        • rulsanka Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 24.02.12, 11:50
                          "Ale mimo to, jak cos mi kazano, to sie poddawalam."

                          I było ci z tym dobrze? Może jednak nie, skoro do tej pory to pamiętasz?

                          Myślę, że nie jest dobrze, jeżeli dziecko nie jest w ogóle uparte i nie walczy o swoje. Bo jaki dorosły z niego później będzie? Też będzie wszystkim ustępował i starał się im przypodobać?
                          Dlatego wręcz warto w dziecku pielęgnować asertywność, pozwalając mu dokonywać prostych decyzji w ramach wytyczonych przez rodzica granic. Decyzje dotyczące ubierania się zazwyczaj do takich należą. Nawet jak jest zimno, to lepiej jest pozwolić dziecku, żeby trochę zmarzło i samo zdecydowało o założeniu czegoś cieplejszego, niż ubierać je na siłę (pomijając dzieci do lat 1-2- zależnie od dojrzałości)
                          • Gość: elcia Re: Boje sie utraty cierpliwosci... IP: *.centertel.pl 16.01.13, 11:39
                            Powiem ku przestrodze mam, jak to jest z tymi ubraniami w dzieciństwie.
                            Odkąd pamiętam, zawsze miałam problem z ciuchami. Zawsze mnie coś gryzło, drapało i uwierało. Jako małe dziecko miałam dyskomfort z przylegających ubraniem . Płakałam, protestowałam , próbowałam zdejmować. Mama tego nie rozumiała i nadal byłam ubierana w te okropne ciuszki . Jak już umiałem mówić i informowałam mamę, że mnie coś gryzie lub uwiera , było to traktowane jak fanaberie. I tak musiałam się w to ubrać. A ją bym najchętniej cały dzień przechodziła w dużej spranej bawełniane piżamie.
                            Moje wspomnienia z dzieciństwa dotyczą najczęściej sytuacji, gdy jestem na imprezie rodzinnej wystrojona przez mamę i mam przez cały czas marzenie:"ją chcę do domu i zdjąć te ciuchy". Pomyślcie kochane mamy, jaką to katorga dla dziecka.
                            Jako nastolatka już sama odbierała sobie ubrania. Ale nigdy nie byłam dobrze ubrana, bo nie mogłam nosić przylegających ubrań, z koronki czy sztucznych materiałów. Często było mi przykro.
                            Jako dorosła kobieta mam nadal problemy. Po przyjściu z pracy szybko odejmuję stanik, rajstopy i ubieram się w bawełniane dresik . Po wizycie u lekarza idę do wc i szybko zdejmuję biustonosz i gryzącą halkę , a wkładam bawełniane podkoszulek.
                            W nocy śpię w piżamie na lewej stronie, bo drażnią mnie szwy. To są jedynie niektóre przykłady mojej walki o komfort życia.
                            Oczywiście byłam u różnych lekarzy. Wniosek końcowy: "ten typ tak ma, wrażliwa skóra, polubić i nauczyć się z tym żyć".
                            Łatwo powiedzieć. Jak muszę włożyć coś, czego moja skóra nie akceptuje, to najpierw odczuwam spędzenie, potem się straszliwie pocę, a potem staję się zła i agresywną. Jako osoba dorosła umiem tę agresję stłumić. A dziecko po prostu reaguje spontanicznie. Płacze, rzuca się, protestuje.
                            Jeśli nie chcecie, aby Wasze dzieci miały takie wspomnienia jak ją, to dajcie im trochę luzu w tym temacie, bo może to być podobny problem.
                            Nadmieniam, że mam już 55 lat.
                    • a.nancy Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 17.01.13, 12:14
                      peste napisała:

                      > Ten post, ktory byl spowodowany wlasciwie checia wyzalenia sie, stal sie czyms
                      > powazniejszym. Wlasciwie teraz zaczelam zdawac sobie sprawe, ze moja corka jest
                      > troche inna. Nie wiem czy to autyzm, musze na ten temat poczytac,ale faktyczni
                      > e niektore zachowania wskazuja, ze czasami zamyka sie w sobie.

                      tylko nie zacznij panikować :)
                      z moich obserwacji:
                      - każde dziecko jest "trochę inne". w tym wieku każde ma swoje schizy. żeby zdiagnozować jakieś zaburzenie, trzeba wziąć pod uwagę mnóstwo zmiennych, zachowań i pozornie niezwiązanych ze sobą czynników.
                      - 2-3-4-latki mają prawo (w ramach w.wym. "schiz") do różnych zachowań, które mogą kojarzyć się z autyzmem, czy ADHD, czy tysiącem innych zaburzeń, i spokojnie z tego wyrosnąć.
    • Gość: Ada Re: Boje sie utraty cierpliwosci... IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 16.01.13, 13:51
      A ile ta sytuacja trwa? Mam/ miałam bardzo podobnie z moja 4 latką (kilka wątkow poniżej). Bralam pod uwagę diagnozę w strone zaburzeń SI, ale postanowiłam poczekać, żeby dziecka nie "stygmatyzować" diagnozami. Uznalam, że jeśli przyczyna ma faktycznie podloże nadwrażliwości, to te zachowania się będą utrzymywaly i powtarzały. Stan, ktory nazywałam "hard core" (czyli jedne majtki, jedne skarpetki, jedna podkoszulka, jedne spodnie i jedna bluza) trwal ponad miesiąc. Widzę, że sytuacja sie zmiania na lepsze,a corka sie "uealastycznia".
      Co pomogło:
      - wybieranie ubrania wieczorem (przez nią samą). Zawsze jest pod ręką drugi zestaw "bezpieczeństwa" - ten jedyny) w razie gdyby jej wybór był niewygodny. W okresie hard core - zawsze był to ten sam zestaw - prany co trzy dni wieczorem. Rekord dla swetra - tydzień ;-)
      - ogolne zwiekszenie dyscypliny w domu, tzn. córka dostawala 2 wybory ( w małych sprawach, typu kolacja, czas sprzątania, mycia zębow, itp), jeśli sama nie wybrala, mowiłam, że wybieram ja i tak musialo juz być. Również gdy w ataku "wścieklicy" ;-) mnie uszczypnęła, czy pacnęła, dostała za to konsekwencje (nie za atak histerii zw. z ubieraniem, tylko za uderzenie). Jednym słowem pilnowałam jasnych granic na wszelkich "małych" frontach NIE zwiazanych z ubieraniem. Jasna struktura dnia.
      - starłam się "zdjać" uwagę z tematu ubierania, nie robic z tego sprawy (choć dobrze wiem, że może to wpłynąć na caly dzień). Żadnego ględzenia o ubraniach leżących w szafie, utyskiwania, itp.
      - jednego wieczoru, kiedy córka była spokojna, powiedzialam jej, że jutro rano oczekuję, że ubierze się BEZ histerii, placzów, krzyków i awantury, bo a: nie moge jej wtedy pomóc, ani jej nie rozumiem, b: sama się denerwuję. Powiedzialam jej, że oczekuje, że jeśli cos jej będzie przeszkadzać przyjdzie do mnie i powie normalnie, a ja postaram sie jej pomóc. Tak też się stało i następnego rana wymysliłyśmy "taniec rozciagający" uwaga.... getry (nie do pomyslenia wcześniej u nas, nienawidzila getrów).
      - spytalam w przedszkolu czy corka kiedykolwiek skarży się na ubranie, że jej przeszkadza. Powiedziano mi, że nigdy, co jest dla mnie argumentem za tym, że to raczej inna kwestia niz nadwrażliwości. Zaczęłam też przynosic do p-kola bluzkę na zmianę, ktorą wkłada w p- kolu ... bez problemu.
      - pomogla równiez ksiażka o dobrych manierach, a w niej rozdział o jednym dziecku, które ubiera się samo do p-kola i dziewczynce, która robi z tego cyrk. Córka ksiazkę uwielbia, chce ją ciągle czytać i widze, że się swiadomie decyduje na opcje nr. 1

      Proponuję, żebyś zanim zaczniesz "diagnozować" potencjalne zaburzenie, poprzygladała się czy za tym zachowaniem nie stoi cos innego i czy nie jest przejściowe. W naszym przypadku, na dziś uważam, że problem "nadwrażliwości" to ok. 30%, a 70% to co innego. Chyba domaganie sie granic i 4- latkowa "walka o władzę". 4 latki sprawdzaja swoja sprawczość, wpływ na rzeczywiostość, ile i jak da się wymusić. Trzeba dać im wiele okazji do wyborów, ale i pilnować granic.
      P.S. Sytuacje w p-kolu z krzeslem też spokojnie można podpiać pod powyższe. Swoja drogą niezlej odwagi trzeba żeby w p-kolu zrobic dym o krzesło :-D Moja takie "kwiatki" zostawia specjalnie dla mnie ;-)
      pozdrawiam.
      • Gość: justcam Re: Boje sie utraty cierpliwosci... IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 16.01.13, 23:05
        chyba Ada najsensowniej odpisala , mozna dawac wybory ale nalezy tez trzymac pewne granice .
        Jesli chodzi o post o nadwrazliwosci na rozne materialy to wydaje mi sie ze dawniej byl wiekszy problem teraz zwykle garderoba sklada sie z bawenianych lub polarkowych wygodnych ubran , malo juz jest sztucznych i sztywnych ubran dla dzieci i latwo ich unikac to nie to co kiedys. Sama kiedys nie znosilam tych wszystkich sztucznosc gryzacych rajstop lub welnianych wydzierganych sweterkow albo metek, ale teraz dzieci zwykle maja mieciutka i wygodna garderobe ubran :-). Wiec po tym co napisalas tez wydaje mi sie ze to raczej inne potrzeby powoduja takie zachowania moze zbyt malo do powiedzenia, lub silna pootrzeba postawienia na swoim ... a walka o krzeselko w przedszkolu mogla wynikac z tego ze moze miala usiasc obok kogos kogo nie lubi, a tam miala obok kolezanke wiec ta degradacja jej sie nie spodobala to tylko incydent za malo na diagnoze. W kazdym razie zycze odnalezienia drogi porozumienia z cora :-)i powodzenia
      • olaola76 Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 17.01.13, 17:02
        Blagam jaki jest tytul tej ksiazki? Moze u mnie pomoze, tez mam rozne takie jazdy ze dzien zaczynam od melisy dla siebie i dwoch albo trzech glebokich oddechow. Przyklad z ostatnich dni - wojna o kombinezon. W niedziele zalozony z radoscia bo idziemy na sanki, na pytanie czy w pon pojdzie w nim do przedszkola odp "tak". Poniedzialek rano zmiana decyzji idzie w innych spodniach - ok. Wtorek rano idzie w kombinezonie bo tata ja odbiera i wracaja na sankach. W srode rano ryk bo zalozylismy kombinezon - miala wracac na sankach. W przedszkolu ze lzami w oczach "niech tata nie przychodzi z sankami" - na szczescie zabral inne spodnie jak po nia poszedl. Dzis rano jak tylko oczy otworzyla "ja nie chce kombinezonu" - ok to zakladamy inne - "nie chce innych, ide w kombinezonie". Maz po nia poszedl z drugimi spodniami - bo nie wiadomo na co bedzie chec - chec byla na awanture i wrocila w samych rajstopach. Jak dobrze ze nie tylko ja tak mam ;-)
    • Gość: bb Re: Boje sie utraty cierpliwosci... IP: *.elpos.net 17.01.13, 23:05
      >Dodam, ze w domu jest zimno

      moze jednak doloz te dodatkowe wiadro wungla do pieca, zeby bylo cieplej w izbie a dziecku daj spokoj?

    • forumowiczka.to.ja Re: Boje sie utraty cierpliwosci... 18.01.13, 09:32
      Jestem mamą 3 latka, mamy podobne jazdy. Na szczęście chodzi o drobiazgi: nosi tylko 2 ulubione czapki więc piorę na zmianę (tak skojarzyłam, że dzisiaj założyłam mu czapkę z listy "zakazanych" nie mówiąc mu o tym bo pakował plecack, ubrałam go, wyszliśmy, nawet nie zwrócił uwagi - może to jest metoda, nie pytać tak zacięcie o wszystko?)
      U nas zwykle jest tak, że jak syn się na coś zatnie, a ja zatnę się na niepozwolenie mu to jest horror. Mój sprzeciw nakręca jego. Więc gdzie mogę tam spokojem go opanowuję. Jak jest tak, że od kilku dni syn ma totalne odjazdy z pomysłami to siadam z nim i tłumaczę mu, dosłownie jak małemu dziecku (bo takim jest!), że mama chce dla niego dobrze, więc jak go proszę żeby zaczął się ubierać to nie dlatego, że chcę zrobić mu na złość tylko spieszę się do pracy, a wiadomo praca jest ważna bo....Nie zanudzam zbyt długo, ale tłumaczę, że bardzo go kocham, że jest wspaniały i mądry pomiedzy włączając swoje przesłanie co do konkretów. U mnie taka metoda "cwana" sprawdza się najlepiej, moje dziecko nie lubi krzyków, awantur, nakręca go to podwójnie, najlepiej spokojna rozmowa, wwytłumaczenie, poświęcenie mu czasu. Co ważne, w tych rozmowach jest dużo interakcji, bo on wtedy też się otwiera, mówi dlaczego nie chce czegos tam i powoli rozwiązujemy temat.
      I tak ze wszystkim: dlaczego nie lubi chodzić do żłobka rozwiązało się po dniach histerii spokojną rozmową, ubieranie się trwalo za długo - też rozmową ustalismy plan działania.
      To może banalne co napisałam, ale wg mnie najlepsze. Z dzieckiem 3,5 letnim powinnaś już miec normalny kontakt werbalny, jeśli dziecko nie wchodzi w interakcje, nie odpowiada, to tu już bym pomyślała o pomocy. Ale myślę, że często jesteśmy zaganiani, zapracowani, nie ma czasu na zwykłą rozmowę, dogadanie się, chcemyu żeby dziecko zrobiło i święty spokój. A to tak nie działa.
      Pozdrawiam i spokoju życzę! ;-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja