ewazuza
24.02.12, 10:50
Mam pytanie. Od czasu do czasu moja 3,5 letnia córka wpada w taka złość (z rzucaniem przedmiotami itd),że stosuję wykluczenie, tzn biorę ją i stawiam na chwilę w wyznaczonym do tego miejscu koło szafy. Co do napadów złości, sa to takie typowe, gdy jest juz bardzo zmeczona, albo czasami po powrocie z przedszkola, gdy musi sie "zresetowac" w kazdym razie nic co mogloby niepokoic. Dotychczas rzeczywiscie dziecko sie uspokajało i ja po jakiejs minucie czy dwoch do niej podchodzilam, pytalam czy juz jej przeszlo i teraz bedzie juz grzeczna itp Ale ostatnio jak tylko ją odstawię wybucha płaczem- podejrzewam, ze wie,że wtedy przyjde do niej od razu. Nie jest to juz histeryczny, pełen złości płacz tylko taki typowo rozpaczliwy:) I nie wiem jak wtedy zareagowac?
Zostawic ja jakby nigdy nic do konca "wylkuczenia"(czyli wlasciwie jak dlugo?),
czy pocieszyc czy nie
czy podejsc do niej i nie pocieszac ale poczekac razem z nia do konca zeby nie pomyslała, ze ona płacze a ja mam to "gdzies"?
Zwykle po chwili płaczu podchodze udając ze biorę ten płacz za znak, że juz jej przeszło i pytam czy juz bedzie grzeczna i wyciszam i uspokajam-moze nie powinnam i tylko daje sie manipulowac?