Stawiam "do kąta" i co dalej...

24.02.12, 10:50
Mam pytanie. Od czasu do czasu moja 3,5 letnia córka wpada w taka złość (z rzucaniem przedmiotami itd),że stosuję wykluczenie, tzn biorę ją i stawiam na chwilę w wyznaczonym do tego miejscu koło szafy. Co do napadów złości, sa to takie typowe, gdy jest juz bardzo zmeczona, albo czasami po powrocie z przedszkola, gdy musi sie "zresetowac" w kazdym razie nic co mogloby niepokoic. Dotychczas rzeczywiscie dziecko sie uspokajało i ja po jakiejs minucie czy dwoch do niej podchodzilam, pytalam czy juz jej przeszlo i teraz bedzie juz grzeczna itp Ale ostatnio jak tylko ją odstawię wybucha płaczem- podejrzewam, ze wie,że wtedy przyjde do niej od razu. Nie jest to juz histeryczny, pełen złości płacz tylko taki typowo rozpaczliwy:) I nie wiem jak wtedy zareagowac?
Zostawic ja jakby nigdy nic do konca "wylkuczenia"(czyli wlasciwie jak dlugo?),
czy pocieszyc czy nie
czy podejsc do niej i nie pocieszac ale poczekac razem z nia do konca zeby nie pomyslała, ze ona płacze a ja mam to "gdzies"?
Zwykle po chwili płaczu podchodze udając ze biorę ten płacz za znak, że juz jej przeszło i pytam czy juz bedzie grzeczna i wyciszam i uspokajam-moze nie powinnam i tylko daje sie manipulowac?
    • verdana Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 24.02.12, 11:18
      Jesli dziecko tak histerycznie reaguje na karę, to znaczy,że pora z niej zrezygnować.
      I nigdy nie pytaj dziecka, czy już będzie grzeczne. Bo wtedy nie jest to kara, tylko forma szantazu - wymuszenie na dziecku deklaracji, ze bedzie grzeczne jest warunkiem wypuszczenia.
    • rulsanka Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 24.02.12, 11:32
      Ale za co ta kara? Za to, że nie umie wyrażać emocji? Że jest zmęczona i przeładowana bodźcami?
      W tym wieku dzieci nie potrafią radzić sobie z emocjami i stanie w kącie jej tego nie nauczy.... To Ty masz zrobić.
      A teraz wyobraź sobie, że wracasz z pracy, szef się na ciebie wydarł, a potem miałaś stłuczkę na parkingu. Przychodzisz wściekła, wszystko cię wkurza. A tu mąż karze ci iść do kąta, bo zamiast się uśmiechać to chodzisz jak chmura gradowa i do wszystkiego się czepiasz...
      Emocje, także negatywne, to nasz chleb powszedni. I nie chodzi o to by ich nie wyrażać, tylko wyrażać w ten sposób, by nie krzywdzić innych. Czemu nie pozwalasz jej rzucać? Niech rzuca np. poduszką, niech tupie. Można wrzeszczeć w poduszkę, walić w nią.
    • e-kasia27 Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 24.02.12, 11:42
      ewazuza napisała:

      > Mam pytanie. Od czasu do czasu moja 3,5 letnia córka wpada w taka złość (z rzuc
      > aniem przedmiotami itd),że stosuję wykluczenie, tzn biorę ją i stawiam na chwil
      > ę w wyznaczonym do tego miejscu koło szafy. Co do napadów złości, sa to takie t
      > ypowe, gdy jest juz bardzo zmeczona, albo czasami po powrocie z przedszkola, gd
      > y musi sie "zresetowac"


      Czyli wiesz, że dziecko jest bardzo zmęczone i zestresowane, a ty zamiast pomóc jej się z tym uporać, to karzesz ją za to zmęczenie i zestresowanie stawiając do kąta?

      >w kazdym razie nic co mogloby niepokoic.


      W reakcji dziecka na stres i zmęczenie, rzeczywiście nie ma nic niepokojącego, bo wszystkie dzieci tak reagują, dorośli też zresztą się wściekają, jak są zestresowani i zmęczeni i mają ochotę wszystkich na około pozabijać - ty tak nie masz?

      Ale według mnie bardzo niepokojąca jest twoja reakcja na tę trudną dla dziecka sytuację, bo stawiając dziecko do kąta i zostawiając samo ze stresem dajesz jej do zrozumienia, że masz ją gdzieś, że nie obchodzi cię to, że dziecko jest zdenerwowane.

      Czy ty jak jesteś zdenerwowana, zmęczona i zestresowana, to chciałabyś zostać postawiona do kąta, ukarana, za swoje zdenerwowanie, czy wolałabyś, żeby cię ktoś przytulił, pocieszył i ukoił twoje nerwy?

      Jak widzisz, że dziecko jest zmęczone, to może spróbuj uprzedzić te ataki histerii, weź dziecko na ręce, ponoś chwilę, przytul, pohuśtaj, powiedz, że chyba jest bardzo zmęczona, zaproponuj, że razem odpoczniecie, połóż się z nią na pól godziny, poczytaj książeczkę.
      Dziecko odpocznie, zrelaksuje się i histerii nie będzie.


      Dotychczas rze
      > czywiscie dziecko sie uspokajało i ja po jakiejs minucie czy dwoch do niej podc
      > hodzilam, pytalam czy juz jej przeszlo i teraz bedzie juz grzeczna itp Ale osta
      > tnio jak tylko ją odstawię wybucha płaczem- podejrzewam, ze wie,że wtedy przyjd
      > e do niej od razu. Nie jest to juz histeryczny, pełen złości płacz tylko taki t
      > ypowo rozpaczliwy:) I nie wiem jak wtedy zareagowac?


      Nie obchodzi cię to, że dziecko nie potrafi sobie poradzić ze stresem i zdenerwowaniem, zostawiasz ja samą z tym stresem, każesz ją za to, że jest zdenerwowana i zmęczona i jeszcze na dodatek nazywasz ten stan zdenerwowania byciem niegrzeczną.

      Nie ma więc nic dziwnego w tym, że dziecko rozpaczliwie płacze!
      Ona potrzebuje twojej pomocy, a ty ją olewasz.
      Ten płacz, to wołanie o pomoc i pytanie: Mamo, dlaczego mnie nie kochasz?


      > Zostawic ja jakby nigdy nic do konca "wylkuczenia"(czyli wlasciwie jak dlugo?),


      To zależy, co chcesz osiągnąć.
      Jak chcesz mieć córkę, która cię totalnie oleje,(tak jak ty teraz olewasz jej uczucia), jak dorośnie do lat kilkunastu, to zostaw, wtedy im dłużej zostawisz, tym lepiej.


      >
      > czy pocieszyc czy nie
      > czy podejsc do niej i nie pocieszac ale poczekac razem z nia do konca zeby nie
      > pomyslała, ze ona płacze a ja mam to "gdzies"?
      > Zwykle po chwili płaczu podchodze udając ze biorę ten płacz za znak, że juz jej
      > przeszło i pytam czy juz bedzie grzeczna i wyciszam i uspokajam-moze nie powin
      > nam i tylko daje sie manipulowac?

      Przede wszystkim starać się nie dopuszczać do takiej sytuacji, ale jak się już zdarzy, to na dziecko nie krzyczeć, nie złościć się, nie nazywać tego byciem niegrzeczną.
      To nie jest bycie niegrzeczną, tylko nieumiejętność zapanowania nad swoimi emocjami.
      I przytulać, mówić do dziecka, powiedzieć, że wiesz, że jest zmęczona, że jest zdenerwowana, ale rzucanie przedmiotami nie jest ładne, że ty jak jesteś zdenerwowana, to przecież nie rzucasz niczym(gorzej, jak rzucasz, wtedy ten argument odpada!), zapytać dziecko na co się tak zezłościło i tulić, tulić, tulić, aż się całkiem uspokoi i zrelaksuje.
    • mskaiq Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 24.02.12, 14:42
      Kara niczego nie uczy. Dla dziecka jest ona odrzuceniem którego nie
      rozumie i stad bierze się ten rozpaczliwy płacz dziecka bojącego się
      ze matka już ją nie kocha.
      Twoje dziecko nie jest świadome tych napadów złosci które Cię irytują.
      Spróbuj sie z nią pobawić zamieniając rolę. Zostan córka wracającą z
      przedszkola z napadem złości a ona matką. Jak zobaczy co robi kiedy
      wraca z przedszkola wtedy zmieni swoje zachowanie.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • kozauwoza Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 08:49
      ewazuza napisała:

      Taką karę to mozna ewentualnie zastosowac jak dziecko cos złego zrobi a nie jak samo nie może sobie poradzić ze złymi emocjami. Tu bym dzieciaka przytuliła, starała się wyciszyć, może odwrócic uwagę, może rozśmieszyć, zaskoczyć. Może można uprzedzic te jej reakcje i zadziałac wczesniej....znasz swoje dziecko i wiesz pewnie kiedy wpaśc może w taki stan. Wyraźnie dziecko potrzebuje Twojej pomocy.
      • ewazuza Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 21:01
        Nie wiem czy wiecie, ale takie "wyłączenie" nie ma charakteru kary, tylko raczej jest to próba ostudzenia emocji, a pytam właśnie o to jak je przeprowadzic zeby nie poczuło sie zostawione samo sobie. I nie reaguje histerycznie, bo dotychczas zdawało egzamin. Myslałam ze poczytam cos sensownego a nie taka domorosłe psychologiczne zakusy...Ale i tak dzięki.
        • joshima Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 21:09
          ewazuza napisała:

          > Nie wiem czy wiecie, ale takie "wyłączenie" nie ma charakteru kary,
          Tylko z Twojego punktu widzenia. Z punktu widzenia dziecka może to wyglądać zupełnie inaczej.

          > tylko raczej jest to próba ostudzenia emocji,
          A wygląda bardziej na naukę ich tłumienia i nieokazywania. Tymczasem w tym wieku lepiej się skupić na nauce okazywania emocji. A właściwie to w jakim celu chcesz tak pilnie te emocje studzić?

          > Myslałam ze poczytam cos sensownego a nie taka domorosłe
          > psychologiczne zakusy...Ale i tak dzięki.
          Szkoda, że najpierw pytasz, a potem obrażasz odpowiadających tylko dlatego, że odpowiedzi były nie po Twojej myśli.
          • ewazuza Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 21:21
            Nie mam zamiaru "tłumić" emocji, to jest chyba naturalne, ze jak dziecko zaczyna trochę przesadzac ( i nie analizujmy co dla kogo oznacza przesadzac, uznajemy ze jako myslacy i wyrozumiali rodzice wiemy kiedy dziecko przesadza a kiedy nie)to trzeba te emocje jakos "skanalizowac". I nie wydaje mi się zebym napisała cos obraźliwego, chodzi mi o to zeby w dyskusji uznac pewne zasady czy normy jako stałe i wspólne a nie czepiac sie i analizowac kazde sformuowanie. Przyjmijcie więc ze co do zasady nie macie do czynienia z przypadkami patologicznymi a jak ktos mówi o "studzeniu emocji" to nie znaczy,że stosuje "zimny chów",bije dziecko czy zamyka je w ciemnym pokoju itp.
            • mad_die Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 22:24
              Ewazuza, piszesz o córce, która wraca z przedszkola i jest zmęczona, chce odpocząć. I nazywasz jej zmęczenie i potrzebę odpoczynku byciem niegrzeczną. Ba! Twierdzisz, że ona przesadza.
              Ghm...
              Ghm...
              Ghm...
              Gdy moje dzieci są zmęczone to kładę je spać. Gdy chcą sobie odpocząć, to sobie odpoczywają - na kanapie, podłodze, poduszce, gdzie chcą.
              Ja nie stawiam ich do kąta.
              W ogóle.
              A już na pewno nie karałabym ich za to, że są zmęczone i sobie z tym zmęczeniem nie umieją poradzić...
          • klarci Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 21:37
            > Szkoda, że najpierw pytasz, a potem obrażasz odpowiadających tylko dlatego, że
            > odpowiedzi były nie po Twojej myśli.

            no niestety i ja odniosłam takie wrażenie :/

            no i skąd ta pewność, że domorosłe ?!
        • jola_ep Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 22:00
          > Nie wiem czy wiecie, ale takie "wyłączenie" nie ma charakteru kary, tylko racze
          > j jest to próba ostudzenia emocji

          Rozumiem o co Ci chodzi. I z góry przepraszam za moje
          " domorosłe psychologiczne zakusy". Jeśli oczekujesz czegoś więcej, poszukaj psychologa w realu.

          Metody nie są uniwersalne. Nie działają tak samo na każde dziecko, i co ważne - w każdym wieku.
          Metoda "time out" jest świetna jako ostudzenie emocji. W przypadku mojego syna działała doskonale. Ten "kąt" to miejsce, gdzie jest mało bodźców oddziałujących na dziecko, a jednocześnie przez przeniesienie "odrywamy" dziecko od tego, co działo się z nim wcześniej. (stąd pewnie nazwa metody)
          Nie stawiałam syna w kącie, nie zostawiałam go samego. U nas to wyszło naturalnie. On szalał, brak było z nim kontaktu, a ja informowałam, że poczekam aż się uspokoi. I że go nie zostawię. Z czasem on chował się w kącie sam, albo ja mu proponowałam, prowadziłam.

          Ale to taki typ, który potrzebuje spokojnego miejsca... Nawet teraz, gdy ma 12 lat. Nie twierdzę, że to świetne rozwiązanie, bo naprawdę wolałabym, aby z problemami przychodził do mnie, a nie właził do ciemnej dziupli...

          Zaś postawienie mojej córy do kąta, a tym bardziej zostawienie jej samej, byłoby wyrafinowaną torturą.

          Więc to, co było świetnym rozwiązaniem u mojego syna, gdy nie panował nad emocjami, potem musiałam niwelować i działać wręcz odwrotnie: uczyć wyrażania, a nie tylko tłumienia.
          A w przypadku córki od początku byłoby błędem.

          Nie przywiązuj się do działającej metody. Obserwuj swojego dziecko. Ucz się od niego. I słuchaj innych, nawet jeśli mówią coś, przed czym czujesz odruchy obronne (i przystępujesz do ataku). Może w ich słowach jest ziarno prawdy, nawet trudnej, które warto wydostać, obejrzeć i stwierdzić, jak to wykorzystać dla dobra dziecka i Waszych relacji.

          Pozdrawiam
          Jola
          • ewazuza Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 26.02.12, 22:54
            Ja tez nie stawiam do kąta, dlatego uzyłam "", to jest takie miejsce odosobnienia, ze dwa metry od "centrum", koło szafy, jest tam jasno, przestronnie, nie jest to zaden kąt i widac nas. I dotychczas momentalnie sie uspokajała, wiec sie zastanawiam czy po prostu czas tej metody minął, czy dziecko sie nauczyło ze wystarczy zapłakać i ja od razu ja stamtąd zabiorę (dobrze? źle?) i z tej wiedzy korzysta, czy nagle zaczęła z tego powodu cierpieć(bo jak mówię dotychczas było ok). O rozwiązanie tych dylematów mi chodzi. Jezeli chodzi o jakies napady złości czy inne "niegrzeczne" (uzywam"") zachowania, to wiadomo, ze zawsze jest jakis powód-zmęczenie, resetowanie jak ja to nazywam itp a nie to ze dziecko sobie tak robi dla zabawy. I ja jej za to nie mam zamiaru ganic ani karac. Tylko nauczyc trochę trzymać się w karbach-troche! wiem ze dziecko musi tak ujawniac swoje emocje i ze emocje nalezy ujawniac itp itd ale nie udawajmy, ze nie nalezy skierowac tego na odpowiednie tory.teraz wszyscy sie doczepia do słowa odpowiednie-ze chce wtłoczyc je w jakies ramy zamiast dac swobode-ok ale swoboda ma pewne granice.
            juz abstrahując od konkretnego przypadkyu mojej córki, która nie sprawia większych problemów i jest grzeczna- moze ktos z was chce miec w przyszlosci dziecko ktore bedzie na was wrzeszczec bo akurat tak mu sie podoba, ale ja preferuję inny sposob okazywania emocji ( i nie mowie-zaznaczam po raz kolejny - o mojej corce bo jest jeszcze za mala na takie nauki, i nie mowie ze ktos ma byc powsciagliwy i zimny umowmy sie) Uff
            • rulsanka Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 13:23
              To może zastanów się, jaki sposób wyrażania emocji uznajesz za właściwy w przypadku małego dziecka. Co wolno?

              W pierwszym poście napisałaś, że wypuszczając dziecko z kąta pytasz, czy będzie już grzeczna. Twoje własne słowa. Oznacza to, że histerię nazywasz byciem niegrzecznym. W tym kontekście stanie w kącie jest karą - za niegrzeczność. I tak też jest postrzegane przez dziecko, które reaguje rozpaczliwym płaczem. A nazywac to możesz jak chcesz.
            • esr-esr Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 13:26
              ja rozumiem, że można dziecko karać ("" wstaw sama, gdzie uważasz) za złe zachowanie, które jest świadome. natomiast w momencie gdy dziecko jest, jak sama piszesz, zmęczone fizycznie bądź psychicznie, uważam że jest to dodatkowe męczenie dziecka. ja sama, gdy jestem zmęczona, potrafię być niemiła, czy sfrustrowana i nikt mnie za to nie odsyła do miejsca odosobnienia, kąta, czy jeżyka. ja bym poszukała innych metod relaksacji - można dziecko wyciszyć muzyką, książką, bieganiem (mnie na potworne zmęczenie pomaga ostry trening), rysowaniem, kąpielą, czymkolwiek co uspokoi dziecko. ale stawianie do kąta z informacją, że jest be, niegrzeczna gdy ona jest zwyczajnie zmęczona, jest chyba nie na miejscu. dziecko zaczyna czuć się odrzucone.
              • verdana Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 13:47
                Stawianie do kąta - niezaleznie jaki to jest kąt - w rozumieniu dziecka jest karą. karą za złe zachowanie. To, co sobie myslą dorosli - ze to jest metoda na wyciszenie, ze w ten sposób dziecko łatwiej się uspokoi, ze emocje sa przesadzone - to wszystko jest kompletnie nieistotne z punktu widzenia percepcji parolatka. Dla niego sprawa jest prosta - histeria to zachowanie niegrzeczne, za które nalezy się kara, a karę mozna przerwać wyłącznie obiecując grzeczne zachowanie, czyli spokój.
                Czyli matce wydaje sie, ze pomaga sie dziecku uspokoić, dziecko odczytuje to jako karę za histerię. Matka chce nauczyć dziecko spokojnego wyrażania emocji - dziecko uczy się, ze grzeczne dziecko jest ciche i emocji nie wyraza. Jedno wydarzenie, a jednak zupełnie inne dla obu stron.
                ja jestem zwolennikiem nie podchodów i sposobów, ale zwyczajnego powiedzenia dziecku, co jest grane. czyli - kochana Amelko, nie znoszę, jak wrzeszczysz i tupiesz. Rozumiem, ze jesteś zmęczona, ale ja też. Więc jak znowu bedziesz miała ochotę powrzeszczeć, sama nie wiesz dlaczego, to spróbuj moze iśc gdzieś do kąta i sie uspokoić - bo widzę, że to działa. Ale jeśli bedziesz zmartwiona i wściekła z jakiegoś powodu, to po prostu powiedz mi o co chodzi, apotem mozesz sobie wrzasnąć i poplakać.
                • esr-esr Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 14:10
                  dzieci bardzo szybko się uczą tego, jakie zachowanie jest w danej sytuacji "pożądane". w przedszkolu mojej córki króluje "krzesełko przemyśleń" (taka to teraz moda na wymyślne nazwy jednej kary) i dzieci, po początkowym sukcesie przedszkolanek, nauczyły się że wystarczy usiąść, chwilkę posiedzieć, powiedzieć przepraszam i można wrócić do bicia :) tak samo stanie w kącie/karny jeżyk/miejsce odosobnienia prędzej czy później uczy dziecko że ma się zachowywać inaczej niż czuje.
                  ja sama jestem przeciwniczką takiego postępowania, postarałam się tak zorganizować przestrzeń dziecka że ewentualne ataki złości może wyładować na zabawkach/poduszkach. jeśli chce się przytulić to może mnie zawołać, jeśli chce być sama to może się schować do swojego namiotu.
    • scher Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 13:54
      ewazuza napisała:

      > Dotychczas rzeczywiscie dziecko sie uspokajało
      > Nie jest to juz histeryczny, pełen złości płacz tylko taki typowo rozpaczliwy:)

      Dla mnie autentyczna rozpacz dziecka to jest zawsze powód do pocieszenia, nie do karcenia.
      Nie jestem domorosłym psychologiem. Mam córkę mniej więcej w wieku twojej i starsze dzieci.
      Jestem przeciwnikiem wychowania bezstresowego.

      Ale na rozpacz dziecka bym nie pozwolił.
      • verdana Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 14:12
        Otóż to.
        Naprawdę, czasem jestem, pełna podziwu - bo jak mnie dziecko naprawdę zezłościło, to i autentyczna rozpacz nie wzruszała.
        • aqua48 Re: Stawiam "do kąta" i co dalej... 27.02.12, 16:32
          U mnie jedno dziecko postawione do kąta się uspokajało, przepraszało, całowaliśmy się i.. do następnego razu. Drugie, młodsze wpadało w histerię, łkanie, bezdech, trzeba było podejść, przytulić i to mocno, bo drań się wyrywał rycząc, dopiero taki mocny uścisk go uspokajał, pytałam czy będzie grzeczny, mówił, że tak, przepraszał i całowaliśmy się.
          Po krótkim czasie przestałam go stawiać do kąta, to rzucał się z rykiem na ziemię, ale sam też nie potrafił się uspokoić, trzeba było wyłapać moment wpadania w histerię, potrzymać trochę na siłę w mocnym uścisku i dopiero to go wyciszało. I można było rozsądnie omówić sytuację. Może to podobny typ?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja