mgoralska2
24.02.12, 11:05
Mój syn ma 6 lat, jest indywidualistą, zawsze wybiera inną drogę rozwiązania problemu niż jest to ogólnie przyjęte. Od wczesnego dzieciństwa problemem jest brak umiejętności przegrywania. Gdy gramy w grę planszową albo nawet gdy gra sam na PS i przegrywa (choć do końca gry jeszcze długa droga) dostaje białej gorączki. Sytuacja jest na tyle nie do zniesienia, że każde podejście do wspólnej gry kończy się jego płaczem. Nawet gdy ja wyrzucę 6 na kostce, a on np. 1 albo musi stać następną kolejkę, gra się dla nas kończy, bo syn zaczyna płakać. Wielokrotnie rozmawiałam z nim, że to tylko gra, raz się przegrywa, raz wygrywa, że jak będzie się tak zachowywał, to nikt nie będzie chciał z nim grać, że to ma być dla nas fajna zabawa, a nie powód do płaczu. Po czym syn obiecuje, że się nie będzie już denerwował, a przy następnym podejściu sytuacja się powtarza. Wygląda to tak jakby wiedział, że nie powinien płakać, bo nic złego się nie dzieje, ale jest to silniejsze od niego. Mąż twierdzi, że nie wolno mu dawać taryfy ulgowej, trudno niech płacze, ale on nie daje synowi wygrywać, ja mam mieszane uczucia, wiem, że nie można mu dawać wygrywać za każdym razem, ale może jest jakaś łagodniejsza metoda oswajania go z przegraną? Dodam, że przegrywanie nie dotyczy w jego przypadku tylko gier, ale i różnych umiejętności (złości się np. gdy nie wychodzą mu szlaczki, że nie umie czytać...). Co z tym zrobić? Proszę o pomoc.