Gość: Marta
IP: 77.87.160.*
05.03.12, 10:03
Wróciliśmy własnie z ferii, byliśmy ze znajomymi, rodzicami dorosłej już corki. Podczas wizyt tychże znajomych u nas, wygłupiali sie i wydurniali z naszym synkiem, szczególnie ta znajoma z córką. Mojemu młodemu w to graj. Było gwarno, głośno, wesoło. Ja z mężem jesteśmy na ogół spokojnymi ludźmi, i nie ma co ukrywać, nie potrafi i nie lubimy wydurniać się z naszym dzieckiem. Owszem, bawimy się, w różne naklejanki, czytamy książeczki, tańczymy, śmiejemy, zjeżdżamy z górki na "misce", śmiechu coniemiara. Jednak w domu, dziecko raczej uczestniczy w sprawach domowych, typu gotowanie, sprzątanie, mycie, pranie itp., na regularne zabawy, w tygodniu nie starcza zbyt wiele czasu.
Naszło mnie na napisanie tego posta, bo znajoma podczas zabawy z moim synkiem powiedziała, że u nich nigdy nie było cicho, bo zawsze właśnie jakieś wygłupy, śmiechy, zabawy. Jak ich córka była mała, to był rytuał, że w ciągu dnia rozkładały kocyk na podłodze i minimum godzinę dziennie się bawiły. Kurcze, mnie nie starcza czasu, zapału ani pomysłów na zabawy z moim dzieckiem. Jak jeden dzien na urlopie siedziałam z nim w pokoju od rana, to myślałam, że się zanudzimy, i ja i on.
Czy ten mój brak twórczości może w jakiś negatywny sposób wpłynąć na moje dziecko, i co ważniejsze: na nasze relacje? Czy nie bawiąc się z dzieckiem, jesteśmy złymi rodzicami?
Zauważyłam, że jak byliśmy z tymi znajomymi, to synek wolał być z nimi, niż ze mną, mnie nie zauważał (męża też). To chyba normalne, ale wątpliwości mnie naszły.