Gość: Ewa
IP: *.ssp.dialog.net.pl
08.03.12, 11:40
To nie wątek o 3 latce, ale o ...8,5 latce, niestety:(
Poniosłam totalną porazkę wychowawczą, nie daję sobie rady z córką, nie umiem do niej dotrzeć.
Nawet nie wiem od czego zacząć. Od urodzenia była uparta i niezależna. Ja w jedna stronę, ona w drugą, zawsze. Do dziś mam przed oczami obraz, gdzie córa jako 1,5-2 latka leeeci na plac zabaw, obskakuje wszystkie urządzenia przez kilka minut , potem nastepuje odwrot i biegiem na nastepny plac zabaw. W pół dnia zaliczałysmy zwykle 3-4 place zabaw, wszedzie biegiem. W domu byłam w wiecznym stresie, bałam się iść do łazienki bo ona w tym czasie wspinała się na szafki w kuchni, próbowała otworzyć drzwi balkonowe itd, itd. W sklepie histerie, no dobra, typowe zachowania 2-3 latki. W przedszkolu było dziwnie bo była bardzo posłuszna, cicha i nie wchodziła w konflikty z koleżankami. W domu przed każdym wyjściem cyrk, o czesanie, o ubieranie się, o to, że nie chce iść do przedszkola, i tak codziennie. W wieku 6 lat pojechała z dziadkami nad morze. Zero posluszenstwa. W sensie: nie ubiore się, nie umyję się, nie zjem sniadania. Żadne rozmowy, tłumaczenia, nawet przekupstwo ze strony mojej mamy nie dzialały. Po tygodniu rodzice musieli wsadzić ją pod prysznic w ubraniu bo konsekwentnie odmawiała umycia się...
W domu było to samo: czesanie, jedzenie śniadania, ubieranie się, wyjście z domu-gdziekolwiek, sprzątanie, wieczorna kąpiel-NIE! Wieczne nie! Nie będę, nie chcę...
W końcu poszła do szkoły. Miala problemy w pierwszej klasie bo chodziła po klasie i nie wykonywała poleceń. Dobrała sobie taką samą koleżaneczkę i potrafiły wyjśc ze świetlicy z drugiego pietra i pójśc do sklepiku na parter-szkoła moloch. Potrafiły wyjść ze szkoły bez powiadomienia kogokolwiek. Na wycieczce oddalily sie od grupy i poszły moczyc nogi w jeziorze...
Po moich kazaniach, bo jak inaczej nazwać wielokrotne powtarzanie tego samego, uspokoiła się i teraz w drugiej klasie jest bardziej zdyscyplinowana, w szkole.
W domu jest to co zawsze czyli NIE CHCĘ. Oczywiście do tego nie chcę dochodza wrzaski, krzyki i teksty typu: wyjdź z mojego pokoju, zostaw mnie, pójde sobie od Was i mnie nie znajdziecie itd.
Dodatkowo, pierwsza klasa to był okres kiedy córa zaczęła samodzielnie przebywac na dworze. Nigdy nie wracała o umówionej godzinie i zawsze trzeba było jej szukać. Teraz jest tak samo. Ona się świetnie bawi, nie wraca i już.
No i rzecz ważna: nauka. NIE CHCĘ i nie będę sie uczyc, nie odrobię lekcji, nie i już. Próbowałam odpuścić zeby odczuła konsekwencje. Żaden brak zadania ani jedynka z języka-nie nauczyła się na zapowiedzianą kartkówkę nie mobilizują ją do czegokolwiek. Ona się w ogole tym nie przejmuje.
Robi co chce i już. Mnie np strasznie irytuje to, ze nie ma dla niej granic, kiedys grzebala w mojej torebce, i torebkach babci. Jak ją w końcu ktos zawstydził skonczyło się. Ale bez problemu czyta moje smsy, zmienia ustawienia telewizora. Wyjada wszystkie słodycze-to silniejsze od niej, jest w stanie zjeść każda ilość i zrobi wszystko dla głupiego cukierka. Bez przerwy szpera w szafach brata, zabiera mu rózne rzeczy, przez co sa kłótnie.
Zajmowałam się nia do trzeciego roku zycia, byłam w domu. Potem poszłam do pracy, ale poświęcalam jej bardzo duzo czasu. Gorzej zrobiło się gdy okazało się, że syn ma kłopoty w szkole i musialam się nim zająć. Wtedy mąż przejął paleczkę. Niespotykanie spokojny człowiek. Próbowal, naprawdę się starał, miał do niej ogromną cierpliwość, ale i ona się skonczyla. Córa pomiatała mężem-poważnie. Nie dało się tego słuchać. Ja z tych stanowczych i konsekwentnych, mąż z tych co tylko po dobroci-ale bez efektu.
Poszlismy do psychologa, mielismy kilka spotkań. Pani doktor stwierdziła, że tylko konsekwencja może nas uratować. Ha! Córa ma w nosie kary, nic sobie z tego nie robi.
A my wkrótce będziemy pacjentami psychiatryka. POMÓZCIE!!!