Gość: bebe
IP: *.play-internet.pl
09.03.12, 09:09
4 tygodnie temu urodziłam córkę, mając w domu już 2,5 letniego synka. Pierwsze 2 tyg po porodzie był z nami tata, synek poświęcane miał mnóstwo uwagi, ja zajmowałam sie tylko córeczką w czasie karmienia, staralismy sie, by nie odczuł mocno jej pojawienia się. Po powrocie taty do pracy zostalam sama z dizecmi, na 2-3 h przychodzila do nas znajoma pani, którą synek bardzo lubi, zebym mogla spokojnie nakarmić córkę/zrobić obiad/sprzatnac, tak, by synek nie czul sie odepchniety i by czul, ze ktos poswieca mu czas. to tytulem wstepu;)
tydzien temu przyjechala moja rodzina, którą widujemy raz na 1-2 mce i zaproponowali, ze zabiorą synka na troche do siebie (150 km od nas). Młody ledwo wytrzymal do czasu wyjazdu, tak mu sie pomysl spodobal. Pomimo mojego oporu pojechal, jest tam juz piąty dzien i nie chce wracac, nie wspomina o nas, nie chce rozmawiac przez telefon, dobrze mu tam, jest w centrum, wszyscy biegają dookoła niego - nie ma czasu sie nudzic i nei dziwie sie, ze mu tam dobrze.
Zastanawiam sie, czy moze byc tak, ze tak male dziecko nie teskni? czy sciagac go do domu na sile niejako (jest weekend i mozemy pojechac, no i my tesknimy) czy czekac az sam zechce wrócić?
czy on w taki sposób odreagowuje pojawienie sie siostry?
co myslicie?