kobietabezeba
12.03.12, 15:46
mam 11-letnie dziecko. jeszcze rok temu bylo wszystko ok-tzn moze nie do konca. chodzi o to, ze dziecko od poczatku ma charakter balaganiarza i jak by to okreslic-partacza.takie zawsze bylo, ale poki bylo male, to patrzylam przez palce-chodzilam i sprzatalam, ukladalam, poprawialam itd.
w tej chwili od 11 latka zaczelam kategorycznie wymagac (tzn wymagania rosly z wiekiem, ale nigdy sie dziecko do nich nie stosowalo) zeby np: jak cos robi-to robic dobrze (a nie na tzw "odwal sie" i zeby tylko sie nazywalo ze jest zrobione), sprzatac po sobie, pamietac o podst obowiazkach (lekcje, mycie).
problem polega na tym, ze dziecko od ok.roku totalnie ignoruje moje polecenia. nie sprzata po sobie, nie sprzata w swoim pokoju, chodzi brudne (jak nie dopilnuje) itd... staram sie zwracac uwage dziecka, ze np tam lezy od dwoch dni w jego pokoju pod biurkiem plyta z ulubiona gra i ze ma ja podnies i sprzatnac. i co slysze?? "ty tez masz rece", "zaraz", "mnie to nie przeszkadza", "ty tylko sie drzesz", "jestes niedobra matka", "tata jest dobry bo nic nie kaze robic". bo faktycznie coraz czesciej puszczaja mi nerwy, skoro mowie o tej samej sprawie kilka-kilkanascie razy, a dziecko sie nie kwapi aby cos zrobic. wtedy faktycznie krzycze. kiedy cos mowie, dziecko nawet na mnie nie patrzy, przewaznie patrzy w tv.
wracajac do krzyczenia-nie sa to czeste epizody, aczkolwiek maja miejsce. nie sa to wyzwiska, ale slowa wykrzyczane typu:" sprzatnij to natychmiast, bo zaraz wyladuje w koszu", "bo bedzie kara na kompa i tv na tydz", "marsz do swojego pokoju sprzatac".
najgorsze jest tu to, ze jestem po rozwodzie i ja sama wychowuje dziecko. ojciec widuje dziecko rzadko (ok 1 raz/m-ac), bo mieszka b.daleko. jezeli nakrzycze na dziecko, obraca sie to przeciwko mnie, bo dziecko skarzy ojcu jaka ma niedobra matke, ktora nie wiadomo dlaczego na nie krzyczy. tu z kolei ojciec (jestesmy w zlych relacjach) juz weszy temat na kolejna sprawe do sadu, bo -jak powiedzial-ja znecam sie psychcznie nad dzieckiem. tu dziecko wykorzystuje swoje 5 minut i dolewa oliwy do ognia wrecz zmyslajac niestworzone historie. no i w ten sposob 11-letnie dziecko trzyma mnie w sidlach, bo nawet nie moge na nie krzyknac, bo czasem wrecz slysze "tata naskarzy w sadzie i pojdziesz do wiezienia".
widze ze czasami z premedytacja nie stosuje sie do polecen, bo wie, ze ustapie. zaczelam ustepowac i sama robic za dziecko, kiedy dostalam pozew do sadu o znecanie sie nad dzieckiem i odebranie mi dziecka (pozew zostal wycofany). dziecko badala psycholog i nie stwierdzila zadnych oznak znecania. ale za to ja juz jestem wrakiem psychcznym-czuje sie zaszczuta i przez ex meza i (o ironio!!!) 11-letnie dziecko!
jak wybrnac z tej sytuacji?