karla_luiza0
15.03.12, 16:32
Sprawa jest dla mnie trudna. Na tym tle mam nerwy i nic nie wskazuje na to, żeby miało to ulec zmianie.
Mam dziecko, które w wieku 15 lat, z powodu kłopotów w szkole i rodzinnych, leczyło się na oddziale psychiatrii dziecięcej z powodu depresji. Po dwóch miesiącach leżenia na oddziale, rozmowach z psychologami, pedagogami i psychiatrami, po wprowadzeniu terapii, doszło do próby samobójczej na terenie szpitala. Udało się uratować w ostatniej chwili, potem jeszcze kilkumiesięczne leczenie na oddziale. W końcu sytuacja się ustabilizowała, uspokoiło się, lekarze uznali, że dziecko może już opuścić szpital, ale powinno jeszcze dwa razy w tygodniu uczęszczać na spotkania z psychologiem. My dostaliśmy wszelkiej maści broszury i wskazówki, jak działać, jak postępować, jak reagować, gdyby pojawiły się jakiekolwiek niepokojące objawy. Dziecko chodziło do psychologa, rzeczywiście sytuacja sie polepszyła, zmieniliśmy miejsce zamieszkania, szkołę, w której dziecko wreszcie się dogadywało, między nami też się troche polepszyło. Ogólnie można powiedzieć, że nie jest źle.
Ostatnio dziecko mi zapowiedziało, że już nie chce chodzic do psychologa. Że już nie potrzebuje jego pomocy, że już wszystko jest w porządku. Że da sobie radę.
A ja się boję. Zwyczajnie się boję o własne dziecko. Może przesadzam, nie wiem. Ale martwię się. Lepiej nie rezygnować ze spotkań. To, przez co przeszliśmy, było koszmarem. Nie wiem już sama. Rozważam to.
Co robić?