Gość: aa.wk
IP: 77.87.160.*
12.04.12, 09:55
Poszłam ostatnio do koleżanki z moim synem, 2,5 latkiem. Koleżanka ma 2 dzieci, 6 latkę i 4 miesięczniaka. Ja zajęłam się maluchem, koleżanka moim, a najstarsza szalała z zabawką, którą jej przyniosłam.
Z tą starszą problem był od zawsze: rozpuszczona do granic, nie słucha nikogo, ale myślałam że jak urodzi się brat to troszkę się zmieni. No i zmieniła się...na gorsze. Rzuca się na niego, jak się nachyla to włosy do oczu mu wkłada, on płacze, ona go ściska. Tak było jak ja się nim zajmowałam, w końcu wstając kopnęła go kolanem w głowę, on zaczął płakać, wkurzyłam się i jej powiedziałam "uważaj trochę". Za chwilę mój syn poszedł po zabawkę, którą ona się nie bawiła, ta jak to zobaczyła doskoczyła do niego i mu ja zabrała, wyjeła sobie żelki i trzymała je w górze, żeby tylko mojego nie poczęstować. My jak przychodzimy, to zawsze dla niej coś mam, soczek, jajko czekoladowe i często jakąś zabawkę do tego. Uczę moje dziecko, że ma się dzielić, nie zabierać. A tutaj niestety przykład wprost odwrotny: ona na każdym kroku udowadniała jemu, że jest szybsza, większa, mądrzejsza. W końcu moje dziecko przyszło do mnie na kolana. Siedzimy na krześle, zapłakał maluszek, wstałam go wziąć na ręce, chcę usiąść - starsza zabarała mi krzesło, choć obok stało drugie. Na koniec mój syn podszedł po coś do szafki, a ta go popchnęła, więc się wkurzyłam i jej powiedziałam "nie pchaj go!". Takich przykładów podczas jednej wizyty jest zawsze kilka, mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która czegoś od niej wymaga, bo reszta albo się nią nie przejmuje, ona robi co chce, albo pozwala na wszystko. Ostatnio koleżance pani w przedszkolu powiedziała, że powinna być bardziej asertywna wobec córki, moja koleżanka się z tego śmiała....
Piszę o tym, bo mnie się wydaje, że od 6 latki można wymagać więcej mądrości, więcej kultury i empatii, mylę się?
Rozumiem, że może być zazdrosna o młodszego brata, ale czy nikt nie potrafi jej zwrócić uwagi, żeby go nie tarmosiła, nie szarpała, normalnie...do zrzygania (przepraszam, ale to jedyne takie dziecko w otoczeniu, wobec którego mam takie podejście).
Nie lubię tej małej, ewidentnie jej nie lubię bo ona nie da się lubić, ale lubię moją koleżankę. Czy da się to jakoś pogodzić?