mufinka82
23.04.12, 15:11
Córka (9, 5 miesiąca) odkąd się urodziła budzi się w nocy co 1-2 h z przewagą co 1 h.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to małe dziecko i taka jest jej natura. Jednak niepokoi mnie to, że czas mija i nic się nie zmienia, no chyba, że na gorsze (jak szły górne jedynki to częstotliwość pobudek była jeszcze większa). Na próby przytulenia, pogłaskania reaguje dużym rozdrażnieniem, tylko pierś ją uspokaja. Mąż czasem bierze małą na ręce (żebym mogła przespać ciągiem te 2 h)i ją usypia ale po 1 h, czasem szybciej znowu jest pobudka. Jesteśmy z mężem wykończeni, fizycznie i psychicznie. Na pewno nie są to pobudki z głodu ( zjada kaszkę na noc z mm). Ona porostu nie potrafi dłużej spać a jak już się przebudzi to nie ma szans na dalsze spanie bez naszej pomocy. Wszystko byłoby prostsze gdyby nie byłoby to aż tak często bo jednak odbija się to na naszym zdrowiu, nie mamy możliwości zregenerować się przez takie drzemki bo to nie jest spanie... Spanie dziecka w naszym łóżku nic nie zmienia.
Najgorsze jest to, że będę musiała wrócić do pracy (najpóźniej od września). Pracę mam odpowiedzialną i dość stresującą. Jak noce będą tak wyglądały to nie dam rady a nie mam wyjścia, dalszy wychowawczy nie wchodzi w grę.
Czy w ogóle jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Czy odstawienie od piersi może coś zmienić?