agulle
24.04.12, 09:20
Jestem mamą 3 letnich bliźniaków. Od jakiegoś czasu na siebie skarżą.
G specjalizuje się w dokuczaniu: przezywa, szturcha (np chodzi za N i dotyka go palcem wskazującym, N się denerwuje co zachęca G), popycha, zabiera rzeczy, bije. a N w skarżeniu: "Mamo a on mnie dotknął", "mamo a on mi mówi, że jestem zabawką".
N w ogóle jest też takim policjantem, wszystkich upomina, jeżeli widzi, ze ktoś robi coś nie tak.
Tłumaczyłam, krzyczałam, karałam odsiadką na łóżku (2-3 min) - i nic. Jak widziałam zdarzenie to wkraczam, jak nie widziałam, tłumaczę, ze nie widziałam i nie mogę pomóc i tylko pocieszam, tego kto się akurat czuje poszkodowany - często zdarza się, ze obaj.
Wiem, że gdyby N zignorował zaczepki G to ten w końcu by odpuścił, ale nie potrafię 3 latkowi wbić do głowy, że ma nie reagować na zaczepki. G czasem próbuje tego samego ze mną lub z tatą, ale my albo obracamy to w żart, albo nie reagujemy albo mówimy, że sprawia nam przykrość - zależy od kalibru - i to zwykle pomaga. Niestety N jeszcze tego nie umie, a nie zawsze jesteśmy na miejscu, żeby wiedzieć co naprawdę się stało i odpowiednio zareagować.
Wprowadziłam zasadę, że kto się przezywa sam się tak nazywa - niestety G często zapomina i dopiero kiedy po fakcie mu przypominamy to się kaja i przeprasza, ale bardziej z powodu tego, ze sam nie chce być przezwany a nie, ze zrozumiał, że sprawił bratu przykrość.
Doszło do tego, że są dni, kiedy w domu non stop są jęki i skarżenie, ciągle mnie wołają, żeby rozstrzygać ich spory.
Już nie wiem jak reagować, bo czasem są poważne sprawy, komuś naprawdę dzieje się krzywda a czasem to są pretensje takie wydumane (wg mnie).
N zaczyna czasem przesadnie reagować na "krzywdy" wyrządzone przez G np: G przechodził obok N, ten sam się w coś uderzy i twierdzi, że to G mu coś zrobił. Mam wrażenie, ze oni przyjęli takie role, jeden dokucza a drugi ciągle jojczy.
Ogólnie jak są czymś zajęci to fajnie współpracują, troszczą się o siebie, w grupie dzieci jeżeli jednemu dzieje się krzywda to potrafią za sobą obstać. A są dni, ze coś ich napadnie (zauważyłam, że trochę z nudów) i cały czas sobie dokuczają i skarżą.
Kilka razy rozdzieliliśmy się i ja wzięłam jednego np na zakupy a mąż wziął drugiego na plac zabaw, ale kończyło się tak, że oni za sobą tęsknili, ciągle się dopytywali o siebie i prosili, żeby być razem - zwłaszcza G.
I co ja mam robić, nie chce być policjantem, który rozstawia po kątach, chciałabym, żeby sami nauczyli się rozwiązywać swoje konflikty.