argumenty za nie straszeniam

IP: 93.91.221.* 24.04.12, 13:23
Witam!
Moje dziecko ma 3.5 roku a zatem jest w fazie "nie słyszę Cię", "nie Będę sprzątać", czynności domowe, ubieranie się przed wyjściem z domu zajmuje zazwyczaj dużo czasu a już bankowo nie chce jej się ubierać samemu butów, kurtki itd. Wiadomo, że czasem jesteśmy ograniczeni czasowo a czasem porostu tracimy cierpliwość. I tu zaczyna się problem, ja szukam kolejnych sposobów zachęcenia dziecka do samodzielności i samoobsługi w miarę jej możliwości. Mąż coraz częściej przy pierwszym ociąganiu się używa "ciężkich argumentów" typu "wychodzimy bez Ciebie", "nie dostaniesz czegoś tam", "zaraz wyłączę Ci bajkę"(tu akurat chodzi o coś co córka ma akurat zrobić). Tłumaczę mu, że bez sensu jest używać takiej wagi argumentów, bo w końcu dziecko będzie wiedziało, że i tak tego nie zrobimy (nie zostawimy jej samej w domu), poza tym myślę, że wpłynie to na jej poczucie bezpieczeństwa, to całe straszenie. Nie wiem jak przekonać męża żeby nie mówił w ten sposób do dziecka - on często powtarza, że to co mówię to pedagogiczny, nieskuteczny bełkot a jego metody są bardzo skuteczne ;/nie wiem czy wyraziłam się jasno, w razie czego się dookreślę ;)
    • joa66 Re: argumenty za nie straszeniam 24.04.12, 14:07
      a jego metody są bardzo skuteczne

      do czasu :) aż dziecko się zorientuje, że to tylko straszenie.

      Chyba, że faktycznie egzekwuje to czym grozi i wtedy należałoby się zastanowić czy kary i konsekwencje są proporcjonalne do przewinienia i wieku i czy w ogóle mają sens.

      Nie widzę też problemu jeżeli w chwili pośpiechu zrobimy coś za dziecko, typu np założenie butów. Pod warunkiem oczywiście, że na co dzień dziecko ma okazję i jest zachęcane do samodzielności.

    • twojabogini Re: argumenty za nie straszeniam 24.04.12, 18:10
      Zachowanie dziecka jest zupełnie normalne, wasze zniecierpliwienie też jest zupełnie normalne. Zarówno twoje próby zachęcenia dziecka jak i "straszenie", jeśli polega na zapowiedzi, że dziecko zostanie samo w domu, albo wyłączy mu się bajkę - też są dopuszczalne, zwłaszcza jeśli działają. Z czasem dziecko zorientuje się co jest tylko straszeniem i trzeba będzie pomyśleć jeszcze bardziej kreatywnie. Nie dopuszczałabym jedynie do sytuacji w której ktokolwiek, nawet bliski członek rodziny, nie wyłączając taty, zastraszałby moje dziecko w sposób naprawdę budzący lęk lub głupi - bo dostaniesz zastrzyk, zje cię potwór, dostaniesz w d... Z tego co piszesz twój mąż takich metod nie stosuje. każde z was ma swoje metody radzenia sobie z oporem dziecka - i dopóki nie są one dla dziecka krzywdzące - to jet okej. Słynny wspólny front wychowawczy nie oznacza, że mama i tata zawsze reagują tak samo (swoją drogą wojenna przenośnia na gruncie wychowania jest nieco nie na miejscu, nie ma sensu toczyć wojny ani z dzieckiem, ani z małżonkiem :)

      Zwróciłabym uwagę na co innego - z twojego opisu wynika, że rywalizujecie o to kto lepiej radzi sobie z oporem dziecka, a dezawuujecie rozwiązania drugiej strony - ty argumentujesz ze mąż bez sensu straszy, twój mąż, że ty stosujesz nieskuteczny bełkot. Jeśli coś w tej sytuacji może zaszkodzić dziecku, to właśnie wasze sprzeczki dotyczące dziecka, zwłaszcza jeśli dziecko jest ich świadkiem. Albo nauczy się przeciągać rodziców na swoją stronę - jedno lub oboje, albo będzie czuć się winne - to z jego powodu rodzice się kłócą i robi się niemiło.

      Kiedy kłócimy się w małżeństwie o błahe sprawy, to często załatwiamy w ten sposób inne - ważniejsze, o których nie mamy odwagi otwarcie porozmawiać. Przyjrzyj się waszym relacjom - czy nie ma jakiś zadawnionych pretensji, jak często się razem śmiejecie. Warto oczyścić atmosferę, nawet jeśli będzie to trudniejsze niż spór o sposób mówienia do dziecka. Wtedy takie spory o błahostki przestana wam spędzać sen z powiek, raczej będą dobrym tematem do żartów.

      • Gość: mamuśka Re: argumenty za nie straszeniam IP: 93.91.221.* 25.04.12, 12:46
        Dzięki za cenne uwagi. Niestety często jeśli chodzi o metody wychowawcze mamy rozbieżne zdanie a to dlatego, że nasi rodzice mieli zgoła zupełnie inne metody ( u mnie raczej wychowanie było łagodniejsze, nie mylić z zagłaskaniem, u męża - mama cały czas w domu, natomiast trzymała większy "rygor" i kwestionowanie wszelkiej zaradności i samodzielności dziecka-ale to temat na dłuższy wątek ;)) być może wynika to z tego, że u mnie w domu rodzinnym 2 dziewczyny, u męża-2 chłopaków. Niestety ja często kwestionuję te "twarde" metody - a widzę, że niepotrzebnie (parcie na bycie SUPERMAMĄ uwarunkowane tym, że jestem DDA...). Jeszcze raz dzięki za trzeźwe spojrzenie :)
    • joshima Re: argumenty za nie straszeniam 24.04.12, 18:59
      Zacznijmy od tego, że nakazanie, że dziecko ma coś zrobić natychmiast akurat w trakcie bajki jest nie fair. Spróbuj mężowi przerwać oglądanie czegoś co lubi.

      A poza tym, to masz rację, że to zwyczajnie jest bez sensu. Sama zacznij poganiać męża takimi tekstami. Może załapie ironię i bezsens.
    • Gość: domza2 Re: argumenty za nie straszeniam IP: *.rzeszow.vectranet.pl 25.04.12, 10:37
      A dla mnie nie ma w tym nic AŻ tak strasznego, aby sie tym niepokoić. Ja co prawda bajki nie wyłączam, gdy ogląda zapowiadam, że po bajce wychodzimy, ale gdy żadne poganianki nie działają też mi się zdarza "wyjść bez dziecka", czyli już ubrana trzaskam drzwiami - efekt dziecko jest zaraz przy drzwiach. Nie robiłabym z tego "hallo". pozdr
Pełna wersja