fizia44
10.05.12, 18:04
Nie wiem, jak wytłumaczyć mojemu mężowi, żeby nie podważał mojego zdania przy dzieciach. Dzisiejsza sytuacja. Poprosiłam mojego męża, żeby wyszedł z dziećmi na dwór. Kiedy pracowałam w pokoju, zza zamkniętych drzwi słyszałam, że moja córka jak zwykle chce się ubrać w jakieś dziwactwa, które nie nadają się do wyjścia. Nadmienię tylko, że siedmiolatka wiecznie wybrzydza w ubraniach, nic jej nie pasuje i ciągle z tego powodu urządza awantury. Szykowali się do wyjścia przez ponad godzinę. Wtedy wkroczyłam do akcji. Powiedziałam, że za karę - krzyczała, upierała się, że pójdzie w za małych spodenkach, przeznaczonych dla jej braciszka- nie wyjdzie na dwór, tylko zostanie ze mną w domu. Oczywiście odstawiła histerię. Niestety mój mąż powiedział, że jednak pójdzie z nimi pograć w piłkę, bo po chwili mała ubrała właściwą garderobę. Kiedy próbowałam mimo wszystko wyegzekwować karę, zaczął wrzeszczeć na mnie przy dzieciach, że jestem okropną matką, że mnie poda do poradni rodzinnej, bo krzyczę. Owszem w tej całej bezsilności już nie wytrzymałam i podniesionym głosem oznajmiłam, że córka zostaje w domu (wcześniej tłumaczyłam mężowi,że musimy być konsekwentni - tyle ze mnie nie słuchał). Przy moim mężu nie mogę wymierzać córce kar, nie mogę być konsekwentna, nie mogę podnieść na nią głosu, bo od razu straszy mnie policją lub poradnią rodzinną. Ciągle podważa mój system kar, co oczywiście córka słyszy. Kiedy z tatusiem wychodzili na zewnątrz usłyszałam, że córka nie chce mieszkać ze mną tylko z babcią, która jej na wszystko pozwala. Nie wiem do czego wszystkiego to będzie prowadziło. Widzę, że moje dziecko pozwala sobie na coraz więcej, a ja nie jestem w stanie jej wychować, bo mój mąż jej na prawie wszystko pozwala. A ja wychodzę na awanturnicę. Boję się o jej przyszłość.