uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeństwo

IP: *.cystersow9.netart.com.pl 22.05.12, 08:08
Chciałam dopiąć się do innego wątku, ale w końcu zakładam nowy. Chciałabym poruszyć temat relacji dzieci w wieku 1,5-2,5 np. w piaskownicy czy na podwórku. Głównie chodzi mi o ich bezpieczeństwo ale i o sam sens częstych kontaktów dzieci w tym wieku. Jestem mamą 1,5 rocznej córki. Mam więc przyjemność (a może nieprzyjemność?) bywać na placach zabaw i widzieć, ale i uczestniczyć w różnych sytuacjach. Chodzi o bicie, wyrywanie zabawek, i ogólne agresywne zachowania u dzieci (zwłaszcza tych małych). Czasem jak widzę reakcje rodziców, których dziecko bije - przeraża mnie to, bo wręcz rozpiera ich duma, że ich dziecko jest takie "waleczne" i radzi sobie wśród rówieśników! Ostatnio byłam świadkiem kiedy dziewczynka tak walnęła inną dziewczynę w twarz, że ta miała wielki ślad. Niemało brakowało, a wybiłaby jej oko. Ani matka "agresorki" nie miała czasu zareagować, ani nawet mama tej pokrzywdzonej. Tzn. zadziało się to tak szybko, że nie było szans na reakcję. "Agresorka" później próbowała jeszcze raz bić tamtą dziewczynkę. Mama niby reagowała - nie wolno, ale nie było to takie stanowcze. Raczej coś w stylu: "kochanie nie wolno, ty łobuziaczku mój".
No i nasuwa mi się myśl: co pożytecznego ma być w takim "uspołecznianiu" tak małych dzieci? Może tak małe dzieci jeszcze nie powinny zbyt często przebywać wśród innych dzieci, no bo są zagrożeniem. Może trzeba poczekać aż minie ten etap bicia i wyrywania zabawek i raczej ograniczać bywanie w miejscach gdzie jest dużo dzieci, zeby uniknąć takich sytuacji - tak naprawdę bardzo niebezpiecznych. No bo co będzie jeśli rodzic w porę nie zareaguje, a dziecku naprawde stanie się krzywda? Tak wiem, to dorośli powinni czuwać nad bezpieczeństwem najmłodszych, ale czasem dziecko jest tak szybkie, że nie da się zareagować w pore.
Kiedy zatem jest najlepszy czas na uspołecznianie maluchów zważając na ich bezpieczeństwo i to, żeby takie wyjście na plac zabaw było przyjemnością, a nie katorgą. Może warto przeczekać ten ciężki okres i zacząć w pełni uspołecznianie wtedy kiedy dziecko będzie: po pierwsze na tyle "duże", że będzie umiało się bronić, no i bawić z dziećmi, a nie szarpać.
    • Gość: basca Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.ghnet.pl 22.05.12, 11:09
      Ja się nie spotkałam z sytuacją, żeby takie małe dziecko stwarzało realne niebezpieczeństwo.
      Oczywiście widziałam jak dziecko biło inne lub wyrywało komuś zabawkę. Jeśli rodzice nie reagowali adekwatnie, to mam wrażenie że szło to na niekorzyść tych rodziców i tego dziecka. Bo inni w jakiś sposób "odsuwali się" od takich rodzin. Ale IMO to raczej rzadko spotykane.
      Czyli generalnie jestem za uspołecznianiem. Tak jak dzieci zaczynają mówić konkretnie koło 2 roku życia. Ale bez przebywania wcześniej w otoczeniu ludzi mówiących, szansa na mówienie byłaby zerowa.
      Oczywiście, jeśli moje dziecko zachowywałoby się bardzo agresywne, to ja kontakty bym jednak ograniczała, lub próbowała stworzyć takie warunki, w których inne dzieci nie odnosiłyby szkody.
    • el_elefante Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 22.05.12, 12:35
      Po pierwsze, dzieci we wspomnianym wieku z tytułu rozwoju nie wykazują jeszcze (1,5 roku) chęci socjalizowania się z innymi dziećmi w piaskownicy lub dopiero stawiają w tej dziedzinie pierwsze kroki (2.5 roku). Ale to nie jest absolutnie powodem do izolowania maluchów, gdyż aby nauczyć się odpowiednich zachowań społecznych, należy być do tego gotowym, a integralną częścią nabycia gotowości jest oswojenie się z sytuacjami, w których te zdolności są potrzebne. Tak mniej więcej ja to rozumiem, przy czym dodatkowo dzieci są tak samo rożne jak dorośli różnią się między sobą i reguł nie ma.

      Osobiście nie widzę szczególnego zagrożenia w piaskownicy, w której znajduje się kilka dwulatków, o ile nie bawią się metalowymi autkami albo w wersji hardkorowej blaszanymi łopatkami :). Ewentualne incydenty należy traktować w kategoriach wypadków, które jak wiadomo się zdarzają i nie bardzo da się coś na to poradzić ("gdybym wiedział że się przewrócę, to bym usiadł"). A piaskownica jest akurat chyba najbezpieczniejszym miejscem na placu zabaw, zwłaszcza gdy jest wydzielona specjalnie dla maluchów. O wiele większym zagrożeniem dla maluchów są wszechobecne rowery (i wbrew pozorom mówię o dorosłych), których właściciele zbyt często zapominają o tym, że na chodnikach i alejkach są gośćmi. Ale to już inna bajka.

      Twoje pytanie dotyczy bardziej kwestii reagowania na sytuację gdy dwulatek wali lub ma zamiar walnąć innego wiaderkiem ewentualnie poszukiwania placu zabaw, gdzie chadzają rodzice bardziej zajmujący się dzieciakami. Inaczej, równie dobrze można zapytać czy skoro czasami pada deszcz, to warto w ogóle wychodzić z domu?
      • Gość: october0 Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.cystersow9.netart.com.pl 22.05.12, 12:53
        Tak, zgadzam się, że 1,5-2,5 latki nie wykazują chęci socjalizowania się. W przysłowiowej piaskownicy widać często płaczące, zirytowane dzieci, które wyrywają sobie na wzajem zabawki lub nawet bijące się. Pytanie co to za przyjemność dla takich dzieci (i rodziców) bywać wśród innych dzieci? Oczywiście nie mówię tu, że dobrze byłoby w tym okresie dziecko izolować, ale np. wybrac inny sposób spędzania czasu na polu (park, las, łąka itp.) ograniczając kontakty z rówieśnikami do minimum.
        Wiadomo, że dzieci mając do dyspozycji plastikowe foremki nie zrobią sobie dużej krzywdy, ale czasem najmniejszy atak przemocy może być dla dziecka nieagresywnego przykre.
        Czy więc jeśli takie małe dziecko załóżmy 1,5 roczne (nieagresywne) będzie przebywało dużo wśród dzieci nieco starszych (2,5),agresywnych, które potrafią już krzyknąć, walnąć, popchnąć itp., to czy z tego dziecka nie wyrośnie potencjalna ofiara (no bo skoro już tyle "dostało") lub odwrotnie - będzie przejmować agresywne zachowania od innych dzieci?
        Czy nie lepiej poczekać z regularnymi spotkaniami dzieci do czasu kiedy będą w pełni na to gotowe?
        • Gość: basca Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.ghnet.pl 22.05.12, 13:17
          Wydaje mi się, że nic na siłę. Jeśli 1,5 roczne dziecko przebywa w towarzystwie 2,5 latków i źle się tam czuje to nie ma taki kontakt sensu. Ale może spotkać inne dzieci 1,5 roczne, których zachowanie jest nieagresywne, które sporadycznie uderzą. A jeśli uderzą, to rodzice na to reagują.
          Zakładanie z góry ze spotkania z innymi dziećmi są niepotrzebne wg mnie jest błędne. Trzeba obserwować sytuację, patrzeć jak dziecko się czuje i wyciągać wnioski na bieżąco.
          Po drugie dziecko nie uczy się od innych dzieci tylko wyrywania lub bicia. Widzi jak inni pokonują przeszkody, chodzą po kładkach. To też nauka.
    • Gość: monika Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.ip.jarsat.pl 22.05.12, 13:20
      my zaczelismy bywac w piaskownicy, jak starszy mial ponad 2 lata. kazde dziecko bawilo sie osobno, sporadycznie razem, oczywiscie zdarzaly sie rekoczyny, ale rodzice mieli bardzo fajne nastawienie, wsrod stalych bywalcow rozpieszczuchow nie bylo.
      jakby mi nie odpowiadala atmosfera, to bym po prostu przestala chodzic tam, szukala innego miejsca. dzieci wcale nie potrzebuja kompanow do zabawy, jasne - moga korzystac z obserwacji rowiesnikow czy dzieci starszych, ale to tez nie jest konieczne tu, teraz.
      • Gość: october0 Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.cystersow9.netart.com.pl 22.05.12, 13:41
        Bardzo ważne jest prawidłowe zachowanie się rodziców. Niestety moje obserwacje nie napawają mnie optymizmem. Widzę różne typy zachowań wśród rodziców dzieci, które biją inne:
        - niestanowcze reakcje rodziców jest nagminne. Jeśli dziecko uderzy inne, często rodzic albo nie reaguje w ogóle (bo np. udaje, że nie widzi, rozmawia z inną matką, siedzi na ławce i akurat nie widział co się stało);
        - mówi co prawda nie wolno, ale w taki sposób jakby był dumny z tego, że dziecko sobie "radzi";
        - inna postawa to totalna bezradność rodzica.
        Zastanawia mnie ogólnie podłoże agresywnego zachowania małych dzieci. Skłaniam się ku teorii, że może zaobserwowały to w domu np. w jakiś sytuacjach "packa" się po rękach, walnie, krzyknie. Z drugiej strony często słyszę zapewnienia, że w domu nie ma przemocy, a dzieci są agresywne.
        Może są agresywne, bo chcą zwrócić uwagę rodzica?
        Może dlatego, że kiedyś dostały i teraz one biją?

        Kiedys, jak moja córka była niemowlakiem myślałam sobie, że jak tylko zacznie chodzić, to będziemy bywać w różnych klubikach malucha, na różnych zajęciach po to, żeby miała kontakt z rówieśnikami (jest jedynaczką i tak pozostanie) - teraz kiedy obserwuję jak wyglądają relacje rówieśnicze w tym wieku zmieniłam zdanie. Skłaniam się ku temu, że dziecko powinno "dorosnąć" do relacji z innymi dziećmi. Że ma czas na tzw. uspołecznianie. Tak samo jak niekażdy 3-latek jest gotowy, żeby pójść do przedszkola i się w nim dobrze czuć.

        • el_elefante Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 22.05.12, 14:11
          Nie wiem, może to jest kwestia otoczenia, miejsca zamieszkania. Z twoich wypowiedzi wyłania się obraz placu zabaw, wypełnionego walczącymi maluchami, dookoła którego siedzą mamy zajęte plotkowaniem :). Tu gdzie mieszkam, nie obserwuję czegoś takiego. Zdarzają się incydenty, zdarza się też, że ktoś nie zareaguje, ale to nie jest na taką skalę jak piszesz.
          Ja jestem generalnie za ograniczeniem interwencji w piaskownicy do niezbędnego minimum. Piaskownica rządzi się bowiem swoimi prawami (dziecięcymi, nie dorosłymi)i to, że ktoś kogoś czasem pacnie łopatką albo posypie piaskiem, nie powoduje zaburzeń w zdobywaniu umiejętności społecznych.

          Interakcje pomiędzy maluchami są jakie są, odpowiednie do wieku. Rozumiem, że nie odpowiada ci ich charakter, ale to chyba nie jest powód do podejmowania takich w sumie drastycznych kroków jak ograniczenie kontaktów. Wydaje mi się, że przykładasz do nich zbyt dorosłą miarę, patrzysz z punktu widzenia dojrzałości, racjonalności, moralności, odpowiedzialności. Dzieci tak nie działają.

          Ale masz całkowitą rację pisząc, że pobyt w piaskownicy powinien być dla malucha przede wszystkim frajdą, a nie wrzucaniem na głęboką wodę walki o byt. Dlatego, jeżeli twoje dziecko rzeczywiście czuje się niekomfortowo w jakimś miejscu, jeżeli ponadto nie sposób znaleźć w pobliżu placu zabaw gdzie dzieci się nie biją a rodzice zajmują się nimi zamiast pić piwo (takie miejsca tez znam), to jestem skłonny zrozumieć przemożną chęć pójścia na spacer do lasu.
          • verdana Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 22.05.12, 15:57
            Malutkie dziecko powinno mieć wybór - jeśli dobrze czuje się z rówieśnikami powinno z nimi przebywać, jeśli nie - jest jeszcze za wczesnie. Ale z Twojej wypowiedzi przebija absolutne niezrozumienie i małych dzieci i icgh potrzeb. One mają się bawić ze soba, a elementem zabaw w tym wieku jest wydzieranie sobie zabawek i sporadyczne walnięcie łopatką. Te dzieci nie są agresywne - po prostu taka jest norma rozwojowa w tym wieku, trudno nie umiejąc dobrze mówić, prowadzic negocjacie. Rodzice powinni interweniować w sytuacjach, które zagrazają innym dzieciom (sypanie piskiem, bicie przedmiotami), a nie siedzieć spięci, reagujac na kazdą formę "przemocy". W ten sposób nie uspołecznią dziecka, przekażą mu tylko swój lek i nieumiejętność zabawy z innymi dziećmi bez wsparcia rodzica.
            • asia.xyz Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 22.05.12, 22:51
              Podazajac za okiem rozumowania autorki watku to nigdy nie bedzie dobrego czasu na uspolecznienie malucha bo agresywne zachowania nie przechodza z wiekiem tylko zmieniaja forme.
              Moim zdaniem trzeba znalezc miejsca (place zabaw, kluby itp.) w ktorych spotykaja sie rodzice nieprzemocowi, ktorzy maja nieagresywne dzieci lub samemu stworzyc sobie i dziecku takie srodowisko.
              Niestety wiekszosc rodzicow-przemocowcow nawet nie da sobie powiedziec ze stosuje przemoc bo przeciez coz zlego moze byc w zabraniu dziecku czegos z reki (przeciez jesli robi to rodzic to dla dobra dziecka i nie nazywa sie to wyrwaniem) delikatnego popchniecia jesli nie chce sie ruszyc we wlasciwa strone itp. a dzieci przejmuja wzorce zachowan i naprawde nie rozumieja dlaczego jak mama lub tata tak robia to jest ok i dlaczego sie od nich oczekuje innych zachowan
              • Gość: tuszeani Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 15:13
                A mnie się wydaje że takie tworzenie gett dla dzieci z temperamentem i tych łagodniejszych, nie ma sensu. W życiu spotyka się takich i takich i trzeba umieć się wśród nich znaleźć.

                Mój (22m) jest mocno temperamentny i nie raz zdarza mu się przywalić komuś łopatką w głowę, wyrwać zabawkę w euforii, ale z drugiej strony ostatnio robi furorę w piaskownicy, bo jak pamięta to pyta: "możesz pożyczyć?". Czasami jest mi tak głupio i wstyd, że mam ochotę w ogóle nie przychodzić z nim na plac zabaw, dopóki nie zmądrzeje, ale z drugiej strony gdzie indziej ma się uczyć zasad współżycia z innymi dziećmi? Rolą rodziców jest zablokować rączkę, która przymierza się do ciosu, ale wiadomo że nie zawsze się zdąży.

                Natomiast muszę przemyśleć to co napisałaś o rodzicach przemocowych. My się bardzo staramy przemocy nie stosować, ale czasem w nerwach, jak pewnie każdemu innemu rodzicowi, zdarzy się siłą wyjąć z rączki jakiś strasznie atrakcyjny acz niebezpieczny przedmiot, którego za skarby świata nasz dwulatek nie chce oddać po dobroci ;) Tyle że wydaje mi się że u nas takich sytuacji jest dużo mniej niż przeciętnie w innych rodzinach, a mimo wszystko Młody bardziej wyrywa zabawki i pierze niż inne dzieci w piaskownicy. Moim zdaniem jest to jednak w dużym stopniu kwestia wrodzonego temperamentu, nikt inny w rodzinie zresztą takiego nie ma więc w rodzinie nie miał gdzie podpatrzeć pewnych zachowań.
                Być może temperament konkretnego dziecka w zestawieniu nawet z nielicznymi przemocowymi "wpadkami" rodziców, daje silniejszy efekt niż dużo liczniejsze wpadki przy spokojniejszym z natury dziecku?
                • Gość: tuszeani Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 15:26
                  Jeszcze jedno: mam wrażenie że zwolennicy wychowania bez przemocy czasami się zapętlają. Tzn. z jednej strony orędują za łagodnymi metodami stawiania dziecku granic, z drugiej strony skreślają dzieci którym nie wystarczy dwa razy stanowczo powiedzieć że tak się nie robi.

                  Młody miał karnego jeżyka raz w życiu: za kopanie psa. Poskutkowało natychmiastowo i na dość długo. Po kilku miesiącach znowu startuje do kopania pomimo naszego stanowczego i bezprzemocowego stawiania sprawy. Wierzę w to, że wychowanie bez przemocy jest skuteczne, tylko czasem dłużej trzeba poczekać na efekty. Mam wrażenie że większość spotkanych przeze mnie zwolenników tej metody nie jest skłonnych czekać na te efekty u kolegów swoich dzieci (szczególnie jeśli ich dziecko ma łagodniejszy temperament).
                  • verdana Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 16:31
                    Ja mam wrażenie, ze zwolennicy "wychowania bez przemocy" zapętlają sie przede wszystkim dlatego, zę nie odróżniają przemocy od rywalizacji, przepychanek dla zabawy i normy rozwojowej...
                    Jak jestem przeciw przemocy, to zastosowałabym jednak przemoc przy kopaniu psa.
            • el_elefante Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 09:09
              Jeżeli masz na myśli moją wypowiedź, to nie rozumiem komentarza, bo wydaje mi się, że napisałem coś podobnie tylko inaczej. Ale może się mylę.
              • el_elefante Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 09:10
                - a to powyżej miało być pod postem verdeny, ale dopięło się na koniec.
                ???
                • verdana Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 09:26
                  To był komentarz oczywiście do wątpliwości matki dziecka.
                  • Gość: october0 Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.cystersow9.netart.com.pl 23.05.12, 10:13
                    Dziękuję za wasze komentarze. Faktem jest, że zbyt poważnie i "po dorosłemu" podchodzę do konfliktów w przysłowiowej piaskownicy. Po prostu muszę zrozumieć, że w tym wieku dzieci tak mają i już. Kiedyś z tego wyrosną. Potrzeba mi też trochę dystansu i luzu, bo czasem jestem zestresowana na samą myśl, że idziemy gdzieś, gdzie będzie dużo dzieci.
                    • asia.xyz Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 14:07
                      Moj tez byl do matki ktora zalozyla watek.
                      Osobiscie to bym unikala kontaktu z agresywnymi i zle wychowanymi dziecmi bo to zadna przyjemnosc a poszukala ludzi o podobnych do moich zachowaniach. Moze ja do tego inaczej podchodze bo od lat nie mieszkam w Polsce i tu rozpychanie sie lokciami w niepatologicznym srodowisku jest bardzo zle widziane wiec moje dziecko nie mialo okazji sie przyzwyczaic. Jak corka miala okolo2,5 roku zaczelam z nia chogzic na spotkania mam polskich (wczesniej uspolecznialysmy sie z tubylcami) i mala nie chcial na nie chodzic bo dzieci sobie wyrywaly zabawki i popychaly sie.
                      Wyrywanie i popychanie na pewno nie sa naturalne tylko wyuczone gdyby tak bylo dzieci tu tez by to robily a nie robia.
                      • basca_basca Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 14:17
                        > Osobiscie to bym unikala kontaktu z agresywnymi i zle wychowanymi dziecmi
                        Ale mówimy o 1,5 rocznym dziecku. Co to ma wspólnego z wychowaniem? Takie dzieci z natury, biologi swojej zachowują się tak jak się zachowują. To tak, jakby mieć pretensje do niemowlaka, bo płacze i tym samym jest źle wychowane.
        • Gość: tuszeani Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 15:34
          > Zastanawia mnie ogólnie podłoże agresywnego zachowania małych dzieci.
          > Może są agresywne, bo chcą zwrócić uwagę rodzica?
          U nas często chyba właśnie o to chodzi, choć któreś z nas zawsze towarzyszy Młodemu w zabawie, a nie zajmuje się życiem towarzyskim ;) Poza tym mam wrażenie, że im bardziej stanowcza nasza reakcja, tym bardziej jest to dla niego "atrakcyjne" i nawet jest skłonny znieść dość duże niedogodności konsekwencji (np. ewakuacji z piaskownicy) żeby tę reakcję po raz kolejny pooglądać.
          Serio, czasem najlepiej u nas działa niereagowanie, ale o ile można nie reagować jak Młody okłada łopatką nasz własny stół, o tyle przy okładaniu innego dziecka już bym się nie odważyła nie reagować.
    • ula.malko Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 17:07
      Witam,
      Dzieci poniżej 2,5 lat nie za bardzo potrafią bawić się razem, nie rozumieją koncepcji dzielenia się, nie czerpią frajdy ze wspólnych zabaw, niemniej bardzo wiele uczą się od siebie nawzajem poprzez podpatrywanie i naśladowanie, dlatego warto stwarzać im okazje do tego by mogły spędzać czas w gronie innych dzieci.
      Jednak żeby ten czas był dla nich przyjemny trzeba stworzyć odpowiednie warunki. W piaskownicy nie może być za wielu dzieci naraz, ważne by dzieci miały swoje zabawki (nie musiały liczyć na to czy ktoś się z nimi podzieli tym co ma).
      Dobrze jest także pamiętać, że odrobina przepychanek nikomu jeszcze nie zaszkodziła:) Dzieci w tym wieku jeszcze nie potrafią powiedzieć - 'nie zabieraj mi!', 'nie chcę, żebyś tak robił!' albo wynegocjować rozwiązanie konfliktu. Reagują impulsywnie i używając najprostszych, znanych im narzędzi, czyli własnych rąk. Oczywiście gdy robi się niebezpiecznie należy interweniować - rozdzielić dzieci i postarać się zażegnać konflikt (poszukać wspólnie innej zabawki, przesiąść się w inne miejsce piaskownicy, na jakiś czas pójść się bawić gdzie indziej -> ale ustalając to razem z dzieckiem, a nie przenosząc je na siłę).
      Polecam poszukać miejsca do zabaw z dzieckiem gdzie zarówno ono jak i Pani będziecie się czuć swobodnie i dobrze.
      Pozdrawiam,
      Ula Malko
    • mama303 Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 23.05.12, 21:46
      może to niepopularne, ale ja uważam, że w takim wieku wcale kontakty z rówiesnikami nie są niezbędne. Dzieci zreszta jeszcze nie umieja sie często bawic ze sobą.
      • Gość: october0 Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń IP: *.cystersow9.netart.com.pl 24.05.12, 08:34
        Myślę, że komfortowa jest sytuacja wtedy kiedy dziecko może bywać w środowisku sprzyjającym, bez przemocy z super współpracującymi dziećmi. Mam jednak wrażenie, że w tym właśnie wieku żadne dziecko (no może prawie żadne) nie jest współpracujące, większość właśnie wyrywa sobie zabawki, płacze jak ten nie chce mu dać, i tak dalej - czasem istny lament na placu zabaw. Wiadomo, że w tym okresie od dziecka nie można wymagać, żeby umiało się bawić z innymi. Na nic zdaje się tłumaczenie o niewyrywaniu czy pożyczaniu zabawek, bo dziecko tego na razie nie zrozumie. Taki czas. Pani psycholog napisała (dziękuję za wypowiedź), że pomimo tego, że dzieci razem na tym etapie rozwoju się nie bawią, to ważny jest ich wzajemny kontakt. Tylko nie wytłumaczyła pani po co im ten kontakt/relacja? Pisze Pani, że dzieci obserwują się na wzajem. No i czasem się właśnie obawiam, że ta obserwacja na tym etapie to nic dobrego. No bo co dziecko może zaobserwować u innego w tym wieku? Bicie, popychanie, wyrywanie zabawek. Może przejąć takie zachowania? No chyba może, bo obserwuje.
        Być może czasem warto poczekać z pełnym uspołecznianiem do momentu kiedy dziecko będzie umiało budować wzajemną relację z innymi dziećmi. Nie wydaje mi się, żeby dziecko które ma mały kontakt z dziećmi w wieku 1,5-2,5 lat wyrosło na odlutka nieumiejącego odnaleźć się wśród innych.
        Sama widzę, że kiedy spotykam się ze znajomymi, którzy mają większe dzieci (powyżej 3 lat) to np. moja córka zachowuje się zupełnie inaczej niż w rówieśnikami w jej wieku. Ze starszymi potrafi się "bawić", a kiedy na horyzoncie pojawi się dziecko w jej wieku, to się zaczyna (wzajemne wyrywanie zabawek, płacz itd). Starsze dzieci nie mają już tego odruchu wyrywania - są nastawione bardziej na wzajemną relację/zabawę.
        Dziękuję wszystkim za wypowiedzi - każda dużo wniosła i pozwala mi pomału złapać trochę dystansu do sprawy, ale i zrozumieć jakie zachowania są naturalne w tym wieku.
        • ula.malko Re: uspołecznianie małych dzieci a ich bezpieczeń 24.05.12, 10:15
          Witam,
          Z mojego doświadczenia - a pracowałam zarówno w żłobku jak i w grupach zabawowych - wynika, że dzieci w tym wieku przebywając w jednym miejscu nie zawsze się biją, wyrywają sobie zabawki czy popychają. Często bawią się równolegle równocześnie bacznie się obserwując i często naśladując. Ale tak jak pisałam, bardzo wiele zależy od warunków, dzieci stłoczone w małych pomieszczeniach, zmęczone, takie, które nie chcą być w grupie oczywiście z tego nie korzystały.
          Nie uważam, że brak doświadczeń z rówieśnikami w wieku 1,5-2 może mieć bardzo zły wpływ na dziecko, i tak jak Pani pisze wiele dzieci w tym wieku ma większą frajdę z zabaw z dziećmi trochę starszymi i warto z tego korzystać:) Bo brak kontaktu z dziećmi w ogóle jest dużą stratą dla malucha.
          Pozdrawiam,
          Ula Malko
Inne wątki na temat:
Pełna wersja