do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg

22.05.12, 09:11
Witam!
Dopiero zaczynam wprowadzać tą metodę i mam wiele wątpliwości. Może mi poradzicie.
Czytałam oczywiście inne wątki w tym temacie i chciałabym aby nie pisały mamy uczące ponad roczne dzieci, bo to ina bajka. Inaczej usypia się roczniaka a inaczej to wygląda z takim maluchem. Więc porównywanie doświadczeń raczej na niewiele się zda w takim przypadku.

Synek ma 4.5 miesiąca i chcę go nauczyć samodzielnego zasypiania. Bo niestety u nas wygląda to tak, że w dzień są 2-3 drzemki od 0.5-1 godziny. Nauczył się zasypiać przy cycu. Do tej pory było mi to na rękę, bo kładłam się z nim, on ssał, zasypiał i ja z nim. Odsypiałam noce kolkowe. Ale teraz... Inaczej nie umie zasypiać, domaga się cycka, ale mało tego, ze zasypia ssąc, jak mu wypadnie cyca w trakcie snu szuka jej, bo musi być w buzi, a jak nie znajdzie to koniec spania. Ostatni więc czas spędzałam leżąc koło niego i robiąc za smoczek.
Smoczka nie umie zassać, albo nie chce. Próbowałam już wiele kształtów, nic mu nie odpowiada, więc skoro nie to nie będe na siłę uczyła.

No i od wczoraj staram się go usypiać bez cyca w dzień (Bo wieczorem po kąpieli, jedząc kolację zasypia przy piersi i bez problemu moge go odłożyć do łóżka). Wczoraj było lepiej niż dzisiaj, krócej płakał. A usypiam go w podusi na kolanach, nie kołysząc tylko nucę mu kołysankę i trzymam za rękę kiedy płacze.
Klepanie po pleckach i szuszanie chyba u nas nie działa, bo dzieć się nie uspokaja wcale.
Dzisiaj próbowałam położyć go do łóżeczka na drzemkę. Jak tylko zaczął trzeć oczka poszliśmy do sypialni, włączyłam kołysanki i położyłam go do łóżeczka. Zgodnie z tym co radzi Tracy, kiedy płakał brałam go na ręce i uspokajałam, gdy przestał płakać odkładałam do łóżeczka, a ten w jeszcze większy płacz. I tak kilka razy. W końcu wzięłam go na podusię tak jak wczoraj, płakał jeszcze długo, głośno i łzy mu ciekły strumieniem,ja trzymałam go za rękę i nuciłam, a kiedy w końcu zasnął, długo jeszcze nie mógł się uspokoić i szlochał przez sen.

Zastanawia mnie to czy on płacząc i patrząc na to, że jestem obok i nic nie robię nie ma do mnie żalu. Czy właśnie w tych momentach nie zaspokajam jego potrzeb. On tak patrzy na mnie, z takim żalem. Sama już nie wiem.

No więc powiedzcie, czy takie branie na ręce i odkładanie a on w jeszcze większy płacz- jest dobre? Czy może nie wyjmować go wcale z łóżeczka, tylko być przy nim, to się szybciej uspokoi.

Czy kiedy się uspokoi znikać mu z pola widzenia czy cały czas być, bo tego jakoś nie mogłam uchwycić w książce?

Czy układanie go do łóżeczka na drzemki i na spanie nocne nie będzie też przyzwyczajeniem i np. będąc u mamy i nie mając takiego łóżeczka kiedy zechcę go położyć spać to on zaśnie. Przecież będzie przyzwyczajony do tego łóżeczka, do kołysanek itp.
Sama odradza przyzwyczajanie dzieci do pewnych rzeczy kojarzonych ze snem, więc czy zawsze tylko łóżeczko i kołysanki nie spowodują tego, ze w innych warunkach nie uśnie?

A jesli już się nauczy spać sam i w nocy będzie się budził i wg Hogg znów uśnie czując się w łóżeczku bezpiecznie to co z nocnymi karmieniami? Czy w nocy jak będzie usypiał przy cycu to nie będzie miał sprzecznych sygnałów co do tego jak ma zasypiać? Bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że go budzę w nocy po jedzeniu, żeby go odłożyć do łóżeczka.

Może któraś z Was opowie jak przez to wszystko przeszła. Jak to wytrzymała? Bo ja kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąc na ręce i dać wszystko czego chce. Ale z drugiej strony wiem, że aby coś zdziałać muszę być konsekwentna i się nie poddawać. Ale jest to baaardzo trudne kiedy się widzi płaczące dziecko:(
    • rulsanka Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 22.05.12, 09:37
      "kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąc na ręce i dać wszystko czego chce."

      To daj :)
      Usypianie przy piersi to duża wygoda. Dla matki też. Dziecię odpływa spokojnie i bez płaczu. Bez swojego i twojego stresu. Każde dziecko w końcu samo wyrasta z zasypiania przy piersi.
      To, że teraz "nauczysz" dziecko samodzielnego zasypiania, nie wyklucza, że w wieku 10 miesięcy, ząbkowaniu, skokach rozwojowych - wszystko nie wróci do punktu zero. 4,5 miesiąca to stosunkowo komfortowy okres dla niemowlaka, mój w tym wieku spał jak aniołek. Kłopoty ze snem zaczęły się kilka miesięcy później. I to, że "umiał' sam zasnąć, na długo się zdezaktualizowało. Szkoda energii.
    • Gość: basca Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg IP: *.ghnet.pl 22.05.12, 09:41
      Tutaj raczej jest mało zwolenników Hogg, którzy uczą samodzielnego zasypiania dzieci w tym wieku. Bo jak napisałaś: "Bo ja kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąć na ręce i dać wszystko czego chce."
      • opium74 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 22.05.12, 10:45
        też kiedyś przeczytałam to wiekopomne dzieło. Po czym po jednej próbie dałam spokój :D
        Człowiek jest chyba jedynym ssakiem który wyrzuca swoje młode z gniazda :> Jak dziecko potrzebuje ciepła, bliskości i dotyku to dlaczego mu tego nie dać?? Jak będzie marzło w zime to tez nie dasz mu np. rajstop czy rękawiczek bo przeczytasz w jakiejś książce że tak bedzie lepiej? Papier wszytsko przyjmie :>
        Mój ma teraz 5 lat. Zasypia sam u siebie. W nocy przychodzi. Na pytanie dlaczego? Odpowiada: Bo lubię się do Was przytulac, Dobrze mi wtedy.
        Cenię te chwilę niewygody ;) bo wiem że za mrugniecie oka będzie miał lat naście i burzę hormonów i przestanie do nas przychodzić w nocy.
        Wtedy będzie potrzebował czegoś innego i mam nadzieję że bedę miała na tyle serca, rozsądku i cierpliwości żeby mu to dac :)
    • kara_mia Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 22.05.12, 11:02
      Zastanawia mnie to czy on płacząc i patrząc na to, że jestem obok i nic nie robię nie ma do mnie żalu. Czy właśnie w tych momentach nie zaspokajam jego potrzeb. On tak patrzy na mnie, z takim żalem.

      Moja babcia była ze wsi.
      nauczyła mnie, że : dziecko jak płacze, to albo ma mokro albo jest głodne albo ma gorąco/zimno albo chce na ręce.
      Albo chce mu się płakać.
      Jak mam chęć i sile dać "na ręce" bo akurat od krów wróciłam, to daje, jak nie to nie. Popłacze i przejdzie.
      Chcesz bierz na na ręce, jesteś zmęczona nie bierz i tyla .
      Bez kombinacji.
      Dziecka się nie hoduje tylko dba.
      Nie wyobrażam sobie spać z 4,5 miesięcznym dzieckiem jeżeli mi to rzeczywiście przeszkadza.
      Nie wyobrażam sobie "tresować" bobasa, żeby czasem nie był rozpuszczony.
      NORMALNE życie i NORMALNE otoczenie wymusza granice. nawet na 4,5 miesięcznym bobasie.


      • quelquechose Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 22.05.12, 11:09
        :)))
      • demonii.larua Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 22.05.12, 14:07
        O, mamy tą samą babcie? :))
    • Gość: monika Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg IP: *.ip.jarsat.pl 22.05.12, 13:41
      jestem tez z tych bardzo przeciwnych - BARDZO.
      ogolnie mlody glosu=prawa glosu=uzasadnienia nie ma, z jakiegos powodu potrzebuje bliskosci przy zasypianiu, Ty sie meczysz psychicznie, dziecko placze - w ogole jakie bycie konsekwentnym? teraz inwestujesz w bardzo glebokie poczucie bezpieczenstwa w Twoim malym czlowieczku. ten rok, dwa usypiania, nawet trzy, to jest pikus. bedzie kupa czasu na spanie :-) moje chlopaki maja 6 i 8, zasypialismy z nimi chyba jeszcze jak mlodszy mial 2 latka, juz nie pamietam.
    • agnieszka_sn6 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 22.05.12, 14:59
      Ja myślę, że twój synek jest jeszcze malutki :) i po prostu Ciebie potrzebuje.
      Moja starsza córka (obecnie 5-latka) usypiała przy mnie bardzo długo, chyba nawet do 2.5 lat, leżałam obok i czytałam albo śpiewałam czasami po prostu przytulałam, a młodsza (obecnie 3 latka) sama zaczęła usypiać w łóżeczku jak miała gdzieś koło roku. Oczywiście zdarzało się, że siedziałam przy łóżeczku. Teraz muszę przyznać że te chwile z usypianiem były dla nas bardzo cenne :) Mimo, że byłam tym bardzo zmęczona to z perspektywy czasu myślę, że dobrze robiłam.
      Co ja mogę poradzić, usiądź obok łóżeczka i daj mu swoją rękę i śpiewaj albo poczytaj bajkę. Jak będzie płakał to podnieś i przytulaj aż się uspokoi a sama wyczujesz kiedy możesz go odłożyć
    • mad_die aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! 22.05.12, 22:39
      ratujcie!!!

      popatrz co napisałaś:
      Bo ja kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąc na ręce i dać wszystko czego chce.

      wytapetuj tym sobie mieszkanie, powieś na lodówce i nad lóżkiem!

      Bo ja kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąc na ręce i dać wszystko czego chce.

      gdzie Ci się spieszy?
      tracy spal na stosie!!


      Bo ja kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąc na ręce i dać wszystko czego chce.

      daj mu pierś! a jak się naje, nasyci Tobą, to potem lulaj i tul, noś!
      a jak będzie wołał o piers, to daj mu pierś
      zapewniam Cie, że za kilka miesięcy będzie lepiej zasypiał, bardziej sam.

      Bo ja kiedy patrzę na rozpaczające dziecko to serce mi pęka i mam ochotę go wziąc na ręce i dać wszystko czego chce.
      • basca_basca Re: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa 22.05.12, 22:42
        > zapewniam Cie, że za kilka miesięcy będzie lepiej zasypiał, bardziej sam.

        Ja bym nie ryzykowała takich zapewnień;)
        • asia.xyz Re: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa 22.05.12, 23:21
          Ja jestem zwolenniczka usypiania w ramionach mamusi z kilku powodow choc po pierwszym dziecku dalabym sobie glowe obciac ze nigdy wiecej nie zgodze sie na usypianie i spanie razem. Z pierwsza corka spalam razem od urodzenia i bylo super ona dobrze spala a ja mialam sie do kogo przytulic (maz plywal i zadko byl na noc w domu). Problem sie zaczal gdy maz przestal plywac ale z perspektywy czasu i doswiadczenia kolezanki odzwyczajanie od wspolnego spania to nie byl wielki problem. Dziecko bylo juz rozumne wiec tlumaczylismy i zachecalismy az pomoglo i obylo sie bez placzu czy wielkiej frustracji. Kolezanka natomiast uwazala ze potrzebuje niezbednie czasu dla siebie majac kilkumiesiecznego niemowlaka i kozystala z metody podobnej jesli nie tej samej co ty. Efekt taki ze jakkolwiek w domu dziecko spalo super to zostanie u kogos na noc konczylo sie conajmiej kilkugodzinnym darciem na caly regulator. Nie bylo tez mozliwosci zostania dluzej w gosciach bo mala jak byla zmeczona reagowala histeria. Nie wiem jak jest teraz ze spaniem i nie wiem czy to jak sie teraz zachowuje ma zwiazek z przezyciami z niemowlectwa (plakaniem przy nauce spania) ale jest dzieckiem samolubnym, nieczulym niedobrym dla mamy i modszej siostry.
          Nauczona tym przykladem nie forsowalam samodzielnego spania ani usypiania drugiego dziecka. Druga corka przesypiala wieksza czesc nocy (po uprzednim uspaniu) u siebie w luzeczku do roku a jak zaczela sie domagac spania z nami to wymienilismy luzko na wieksze. Teraz ma 4,5 roku i peknie spi sama (tlumaczylismy jej ze tak trzeba itp. bez zbytniego forsowania). Nigdy nie bylo problemu z wakacjami albo poznymi powrotami do domu (jak jest zmeczona to siada mi na kolanach przytula sie i zasypia). Jest dzieckiem pogodnym, troskliwym, potrafi sie dzielic i jest opiekuncza.
          W usypianiu widze same zalety. Na sprzatanie, gotowanie i malowanie paznokci bedzie jeszcze czas a dzieci naprawde szybko wyrastaja i coraz mniej nas potrzebuja i chca z wiekiem.
        • mad_die Re: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa 23.05.12, 10:30
          Kilka miesięcy to kupa czasu, a ja nie napisałam że będzie zasypiał sam, tylko bardziej sam (niż teraz). Za kilka miesięcy to będzie inne dziecko, z innymi potrzebami niż teraz, więc i zasypianie będzie inaczej wyglądało.
          • basca_basca Re: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa 23.05.12, 14:20
            Ja wiem że to kupa czasu. Ale u tak malutkich dzieci wcale nie musi poprawić się na lepsze.
    • otek2225 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 23.05.12, 08:40
      Dzięki dziewczyny za odpowiedzi.
      Nie jestem zwolenniczką tej metody i się przy niej nie upieram.
      Chcę jedynie małego nauczyć zasypiania bez piersi w dzień ale tylko z jednego powodu - powrót do pracy:(
      Wpisałam w google : "jak nauczyć dziecko zasypiania" i tam właśnie dużo było o tej metodzie Hogg, tylko dlatego się za to wzięłam.

      Jak będzie się nim opiekował już ktoś inny w moje dni pracujące to musi jakoś go usypiać. Przecież cyca mu nie da;)
      Muszę więc znaleźć dobry sposób usypiania go, tak aby później bez stresu usypiał kiedy mnie nie będzie.

      Na kolankach też będzie super:)
      • joshima Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 23.05.12, 09:03
        otek2225 napisała:

        > Jak będzie się nim opiekował już ktoś inny w moje dni pracujące to musi jakoś g
        > o usypiać. Przecież cyca mu nie da;)
        > Muszę więc znaleźć dobry sposób usypiania go, tak aby później bez stresu usypia
        > ł kiedy mnie nie będzie.

        To nic nie da. Po prostu ta osoba, która będzie się nim opiekować będzie musiała znaleźć swój sposób. Moja córka zasypiała przy piersi do 14 miesiąca życia. Oczywiście jak ja ją usypiałam. Babcia czy tata mieli swoje sposoby i jakoś pierś ie była potrzebna.
      • edytadk Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 23.05.12, 09:18
        Dzieci mądre są i przystosowują się lepiej, niż nam się wydaje.

        Moja córka (23 mies.) do tej pory przy mnie zasypia wyłącznie przy piersi. Od urodzenia praktycznie spała w dzień wyłącznie przy mnie (jak próbowałam po cichu wstać po uśpieniu, najdalej po 10 minutach było po spaniu, wyjątkiem było nieco dłuższe spanie w chuście na spacerze). W nocy śpimy razem. Nie miałam nic przeciwko takim rozwiązaniom, ale przerażała mnie wizja powrotu do pracy - dziecko bezsmoczkowe, bezwózkowe i histerycznie reagujące na wszystkich nie-domowników z babciami włącznie. Mimo wszystko założyłam, że nie ma sensu "uczenia" młodej samodzielnego zasypiania/spania, bo takie małe dziecko zupełnie nie zrozumie czemu mama nagle odmawia jej bliskości w takim wymiarze, na jakim najbardziej jej zależy, tzn. ukojenia przy piersi. Przed ostatecznym powrotem do pracy postarałam się tylko spędzić kilka dni razem z córką u babci, gdzie miała być zawożona pod moją nieobecność, coby oswoić je wzajemnie ze sobą. Tam też oczywiście usypiałam "po staremu", tzn. przy piersi.

        Do pracy wróciłam, gdy córka skończyła 7 miesięcy. Błyskawicznie przyzwyczaiła się do opieki babci pod moją nieobecność. Babcia usypiała ją bujając w spacerówce i działa to do tej pory. U babci potrafi jednym cięgiem przespać w dzień 3h, podczas gdy przy mnie było to nie do pomyślenia.

        Nie ma sensu katować dziecka i siebie wymuszając taki, a nie inny sposób zasypiania/spania tylko po to, żeby w przyszłości nie było problemu. Dzieci zmieniają się co chwilę i fakt, że teraz udało się czegoś tam nauczyć dziecko nie oznacza, że jak pójdziesz do pracy, ta "nauka" na cokolwiek się zda. Każde dziecko jest oczywiście inne (mój starszy syn jako niemowlę był praktycznie bezproblemowy w kwestiach spania czy pozostawania pod opieką babci/opiekunki), ale jestem przekonana, że podążanie za potrzebami dziecka i wiara w ich kompetencje odnośnie rozpoznawania i egzekwowania tychże, procentuje w przypadku każdego "egzemplarza".
      • mad_die Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 23.05.12, 10:27
        > Chcę jedynie małego nauczyć zasypiania bez piersi w dzień ale tylko z jednego p
        > owodu - powrót do pracy:(

        to Cię pocieszę, nie musisz małego niczego uczyć.
        Jak będziesz w domu, będzie usypiał przy piersi, a jak będziesz w pracy to zaśnie w wózku, na rękach, w chuście, noszony, bujany, lulany - jak tam już sobie opiekun wybierze. Zaznaczysz opiekunowi, że dziecię potrzebuje bliskości i ma ją dostać, i dziecię zaśnie z opiekunem.
        Bez jakiś tortur już teraz.
      • franulina Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 24.05.12, 11:57
        Podpisuję się pod głosami powyżej! Kiedy jestem z synkiem, zasypia niemal wyłącznie przy piersi (czasami również w wózku). Kiedy zatrudnialiśmy opiekunkę, to też chciałam go troszkę "usamodzielnić" i kładłam do łóżeczka, żeby zasypiał. Nawet się kilka razy udało bez wielkiego wrzasku, ale trwało to strasznie długo. Byłam pełna obaw, jak to będzie z opiekunką, a okazało się, że nie ma najmniejszego problemu. Mały śpi w wózku, albo zasypia przy butli (u mnie nie do pomyślenia!), albo ze smoczkiem (ode mnie smoczka nie bierze).
        To samo zresztą dotyczy zasypiania wieczorem. Jak ja jestem, to po kąpieli kładziemy się razem do łóżka, mały ssie i zasypia. A jak mnie nie ma, to mąż albo moja mama dają mu butlę a potem lulają w wózku albo noszą na rękach - albo czasem po prostu odkładają do łóżeczka.
        Podobnie rzecz się ma z jedzeniem. Ode mnie mały nie chce słoiczków ani butli, ani nic do łapki (ma już 8 miesięcy), tylko pierś. A jak mnie nie ma, to opiekunka jest mu w stanie dać prawie cały słoiczek zupki i jeszcze opowiada, jak ładnie otwierał buzię;)
        Jedynym problemem bywają nocne pobudki - bez cyca mały często nie chce się uspokoić. Ale czasami też da radę go ululać.
        Dzieci działają w kontekście. Nawet takie małe szkraby zauważają, że kim innym jest mama, a kim innym babcia czy tata, czy niania. Każda z tych osób ma inny kontakt z dzieckiem i inne sposoby uspokajania. F.
      • klarci Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 25.05.12, 19:19
        tak jak napisały dziewczyny, dziecko i opiekun się do siebie dostosują.
        mogę Cię o tym zapewnić.
        bo przerabiałam na dwójce - tak jest ze spaniem, jedzeniem, piciem itp.
    • Gość: aga Ta i podobne metody są przerażające... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.12, 23:39
      A jeszcze gorsze są ich skutki. Moja córka jest wypieszczonym, wytulonym dzieckiem, a właściwie to była jako niemowlak, bo teraz jest odważna, śmiała i jako 4,5-latka czułości potrzebuje juz znacznie mniej ;). W wieku 2,5 roku zaczęła się domagać pójścia do przedszkola, w którym od razu sie odnalazła, zawsze chciała zostawać (sama) na wszelkich placach zabaw w centrach handlowych, bardzo łatwo nawiązuje kontakty. Taki sam jest synek mojej sąsiadki- też dziecko wychuchane. Zupełnie inna jest córka znajomych, która została zmuszona do samodzielnego zasypiania, gdy skończyła 3 miesiace, a podejście jej rodziców do niej świetnie oddają ich słowa, że "miejsce wakacji wybieraja pod katem swoich upodobań, bo urlop jest dla rodziców, a nie dziecka"...
      Cieszę się, że nie umiem być rygorystyczna wobec swojego dziecka i często jestem nawet niekonsekwentna, w każdym razie wole być taką matką, niż metodyczną zamordystką ;)... Wolę dlatego, że widze po dziecku, że po prostu jest szczęśliwe.
      Bardzo, bardzo polecam książkę pt. "Madrzy rodzice" Margot Sunderland. Gdyby wszyscy rodzice ja przeczytali, to nikt nie zastanawiałby sie nad odzwyczajaniem niemowlaka od potrzeby bliskości z mamą. gdy córka wystawia moją cierpliwośc na coraz liczniejsze próby i zaczynaja mi puszczać nerwy, to kartkuję książkę i od razu mi lepiej ;).
    • Gość: domza2 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg IP: *.rzeszow.vectranet.pl 26.05.12, 23:28
      Sorry, jestem wredna, nie przeczytałam wszystkiego, jedynie "METODĄ T. Hogg", że dziecko ma 4,5 msc oraz słynne "zasypianie przy cycu vel cycku" ( czy nie ma innych określeń na ten organ kobiecy???)
      Dziecko w tym wieku domaga się bliskości rodzica. T. Hogg może tez się za niemowlęctwa domagała, ale jej nie otrzymała, stąd skrzywienie.
      Dziecko płacze, mama ma karmić i przytulać.
      Droga Autorko, jak dziecko skończy rok, półtora to można się zacząć zastanawiać nad jego samodzielnym spaniem... zastanawiać - podkreślam. Dzieci rosną i dojrzewają w swoim tempie. Na wszystko NATURALNIE , w naturalny sposób przychodzi u dziecka czas. Cierpliwy, kochający rodzic pozwala dziecku dojrzewać wg własnego, swoistego tempa. Pozostali przyspieszają, uczą (np. zasypiania) , wymagają. Sadzają dziecko 4-miesięczne, odzwyczajają od smoczka i pieluszki , gdy ma pół roku, trzymają pod pachy i prowadzą 8-miesięczne. Bo tak łatwiej, ładniej , no i sąsiadki będą zachwycone.
      Na BOga!
      • otek2225 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 27.05.12, 10:06
        Witaj!
        to szkoda, że nie przeczytałaś.
        Nie mam nic przeciwko wieczornemu i nocnemu zasypianiu przy piersi, ale w dzień... też bym nic nie miała przeciw gdyby nie to, że w trakcie jego drzemki ja nie mogę się od niego ruszyć, bo jak tylko cycuś wypadnie z buzi kończy się spanie i jest płacz. A drzemka czasami trwa godzinę a czasami dwie. Za smoczka w dzień nie chcę robić. Jest to męczące. Nawet siku nie mogę iść jeśli mam potrzebę, bo się budzi. Nie mówiąc już nic o zrobieniu czegokolwiek w domu i dla siebie. Bo jak nie śpi to też sam nie posiedzi, trzeba być z nim cały czas praktycznie. Jak się zajmie sam sobą, zabawkami to góra na 5-10 minut i zaczyna się marudzenie.
        Ja rozumiem potrzebę bliskości itd. sama tego pragnę, jestem z nim praktycznie sama 24h/dobę, poświęcam mu naprawdę wiele uwagi ale czasami chcę mieć tą chwilę dla siebie, a ta chwila najlepsza jest w trakcie jego drzemki.
        • Gość: basca Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg IP: *.ghnet.pl 27.05.12, 12:24
          A tata nie może czasami lub na zmianę usypiać?
          Jesteś sama cały czas?
          • otek2225 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 27.05.12, 20:25
            tata dużo pracuje, wiec praktycznie cały czas jestem sama
            a poza tym on ma tak mało cierpliwości, że nie dałby rady. Straszny z niego nerwus, więc do usypiania sie nie nadaje niestety
            • basca_basca Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 27.05.12, 21:13
              Przebywanie z dzieckiem 24 na dobę przekracza możliwości człowieka. A dziecko ma dwoje rodziców.
              Mój mąż nie chciał kiedyś zapinać pasów w foteliku dziecięcym, bo mi to szybciej szło, a jemu wszystko się jakoś plątało i się denerwował. Ale powtarzałam że musi zapinać, bo nawet jeśli zajmie mu to chwilę dłużej czasu to i tak ja tego nie zrobię. Teraz oboje zapinamy w podobnym czasie.
              Nie wierzę, żeby mężczyźni, którzy np codziennie jeżdżą w korkach, negocjują z trudnymi klientami, zajmują się jakimiś skomplikowanymi rzeczami itp nie byliby wstanie znaleźć cierpliwość, by uśpić WŁASNE dziecko.
              Polecam też przeczytać artykuł:
              tygodnik.onet.pl/33,0,75899,1,artykul.html
    • mskaiq Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg 27.05.12, 23:00
      Im bardziej próbuje sie usamodzielnić dziecko tym wieksza u dziecka potrzeba matki.
      Pierś i ty jesteście dobrymi obiektami, uspakajasz, wtedy jest w nim dobry swiat,
      bezpieczny. Znikasz, to swiat pusty, wrogi a takie maleńkie dziecko nie potrafi nic z
      tym zrobić, nie jest w stanie sobie pomóc.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • Gość: ola33333 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg IP: *.pools.arcor-ip.net 28.05.12, 00:17
      powiem tak, ksiazka T. Hogg wydawala mi sie b. madra i logiczna, dopoki nie urodzila sie moja corka. Dodam, ze dziecko bylo bardzo nerwowe przez pierwsze 2 lata zycia, a cyc okazal sie niezbednym uspokajaczem. Nie udalo mi sie go wyeliminowac b. dlugo. Teraz corka ma 5 lat, swietnie sie rozwija, o piersi oczywiscie dawno zapomniala, ale i tak uwazam, ze to poczucie bezpieczenstwa, ktore jej zapewnilam w pierwszych latach zycia procentuje na przyszlosc. Uwazam, ze do samodzielnego zasypiania dziecko musi po prostu dorosnac, niektore dzieci posiadaja te umiejetnosc od urodzenia a niektore potrzebuja na to kilka lat, tak jak moja corka, co nie zmienia faktu ze jest b. inteligentna i wspaniala dziewczynka.
      Jestem przekonana, ze w jej przypadku zastosowanie teorii tracy hogg przyczyniloby sie co najwyzej do utrwalenia zaburzen snu, probowalam tych metod co nieco, ale szybko przestalam, bo u nas zupelnie nie zdawaly egzaminu. Corka byla dzieckiem wymagajacym b. duzego poczucia bezpieczenstwa i bliskosci. Dzis jest silna i niezalezna dziewczynka (stosownie do wieku).

      Wydaje mi sie ze niepotrzebnie sie martwisz na zapas co bedzie jak pojdziesz do pracy.
      Poki jeszcze jestes w domu to dawaj dalej cyca skoro dziecko tego potrzebuje, a dobra niania da sobie rade swoimi metodami, kiedy juz bedziesz w pracy.
      Jak cie to ciumkanie denerwuje kiedy dziecko sie budzi i szuka piersi, to je ograniczaj, przytulaj zamiast podania piersi, ale nie rezygnuj calkiem z karmienia piersia w ciagu dnia. Najwyzej drzemki sie troche dziecku przreorganizuja, jak synek nie bedzie mogl zasnac znowu. Dawaj na krotko zeby sie dziecko napilo i na zasniecie, ale na spanie z cycem w buzi caly czas, nie pozwalaj, bo to na prawde jest meczace.
    • Gość: domza2 Re: do mam uczących zasypiania metodą T. Hogg IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.05.12, 08:25
      Otek - sama sobie odpowiedziałaś na postawione przez siebie pytania. Chciałabyś dać dziecku wszystko , gdy płacze - słuchaj swojej matczynej intuicji, to najlepsza podpowiedź w sprawie dbania o dziecko i wychowywania go dana (zdrowym, normalnym) matkom przez naturę. Na śmietnik wszystkie arcy-mundre książki i nowoczesne pomysły.
      Rozumiem, że jest Ci ciężko. Ale myślę, że niemal każdej mamie niemowlęcia jest. To dość niewdzięczny okres - trzeba tyle dać, całkowicie się poświęcić, nie otzrymując praktycznie nic w zamian. Jak napisały przedmówczynie, to wszystko co teraz dasz dziecku zaprocentuje w przyszłości - zobaczysz zadbane emocjonalnie, pewne siebie dziecko - otrzymasz nagrodę za swoje wysiłki. Ja byłam niewyspana do 2 r. ż córki - nie wiedziałam, co to przespana noc, spokojnie zjedzony posiłek itd. Ale teraz dziecko jest w przedszkolu, rośnie, wspaniale się rozwija a ja już śpię i jem jak czlowiek. Trudny okres przemija, a nagrodę odbierasz później.
      Inna sprawa Ojciec dziecka. Jak napisała poprzedniczka, trzeba go koniecznie włączyć w podstawowe czynności opiekuńcze nad dzieckiem. Bo to przecież absolutna podstawa. Tłumaczenie, że nerwus, że się nie nadaje jest dla mnie z księżyca. Do poczęcia dziecka nie był zbytnim nerwusem, teraz jest - wygodne tłumaczenie, wynikające z lenistwa i tyle. Wiele rzeczy mąż nie zrobi tak jak Ty, a po swojemu. Wszystkiego można się nauczyć. Jakoś my matki - nerwuski nauczyłyśmy się cierpliwości i łagodności w stosunku do swoich dzieci. Dlaczego więc tatuś nie może? Bo tak łatwiej??? Pewnie, że łatwiej. Każda mama przyzna, że dużo łatwiej siedzieć sobie w pracy niż 24 na dobę zajmować się niemowlęciem.
      Pomyśl także, co będzie później. Teraz to słodki niemowlak , który uprzykrza życie jedynie zasypianiem przy piersi czy kolkami. A co będzie, gdy będzie to zbuntowany 2-3 latek. Ojciec nie będzie brał udziału w uspokojaniu jego napadów złości, pomaganiu mu radzić sobie z emocjami, w byciu z tym dzieckiem po prostu? Jeśli jego "nerwowość" jest nie do opanowania, czyli patologiczna to od tego są terapie. Najwyższa pora coś z tym zrobić, bo potem może być jedynie gorzej. pozdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja