To pewnie też norma, ale sie upewniam :)

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 14:51
Mamy już pełną gębą trudny czas dwulatka, choć formalnie brakuje jeszcze półtora miesiąca. Z większością spraw sobie radzimy ale jest kilka punktów gdzie mam wątpliwości jak postępować. Poradzicie?

1) Mega frustracje przy zabawie. Młody ma kilka samochodów i kilka ludzików, namiętnie próbuje je teraz łączyć w pociąg (nie łączą się bo nie są do tego przewidziane), sadzać ludziki żeby na nich jechały (spadają bo są nie od kompletu). Kupiliśmy drewniany pociąg ale nie jest usatysfakcjonowany bo chodzi o to żeby _te_ samochody się łączyły. Za każdym razem jest 10 minut zabawy, nieuchronna porażka i potworny ryk, nawet z waleniem głową o podłogę i okładaniem siebie po głowie i wszystkiego dookoła tym co akurat ma w ręku. Różne pomysły racjonalizatorskie nie pomagają (typu: przykleić skoczem pana do motorka), spokojne tłumaczenie że mama i tata też tego nie potrafią zrobić, również. Jest potworna frustracja, że nie można zrobić dokładnie tak jak sobie wymyślił. Odciąganie do innych zajęć też nie pomaga, bo to jest jego ulubiona zabawa i zaraz do niej wraca.
I moje pytanie: jak sobie z tym radzić? Przecież nie zabiorę mu ukochanych samochodów tylko dlatego że nie umie poradzić sobie z porażką przy ich łączeniu. Jak unikać takich strasznych frustracji ale uczyć go że nie wszystko może być tak jak on chce? A może nie unikać na siłę tylko po prostu być wtedy przy nim?

2) Kąpiel czyli codzienna przemoc w rodzinie. Nagle się tak odmieniło. Wcześniej nie chciał wychodzić z wanny a teraz jest potworny ryk na samo wspomnienie kąpieli (mycia, zabawy w wodzie, pluskania). Jak już siłą wniosę do wanny (odkąd tak strasznie protestuje, wchodzę z nim razem, przytulam i myję), na ogół po chwili już jest ok. Z własnej woli nie wejdzie za skarby świata, żadne podstępy nie działają. No a czasami przynajmniej umyć trzeba, głowę chociaż raz na 3 tygodnie, a pupę czasem nawet częściej ;)
Zacisnąć zęby i odpuścić mu te kąpiele i myć chusteczkami? Zaciągać siłą do tej wanny jak już trzeba?

Ech... Kiedy to minie?
    • scher Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 15:39
      Co do zabawy to myślę, że poświęcacie dziecku nadmierną uwagę. W życiu nie przyszłoby mi do głowy przejmować się tym, że dziecko nie umie połączyć sobie jakichś tam śmiesznych wagoników. Nie da się połączyć, to się nie da i jak dziecko inteligentne, to prędko to zrozumie.
      Mało to człowiek ma problemów, żeby się jeszcze w wagoniki dwulatka angażować?

      Dzieci najlepiej wychowują się w warunkach, kiedy mogą przyglądać się życiu dorosłych, którzy zajmują się swoimi codziennymi obowiązkami. Nie służy dzieciom sytuacja odwrotna.
      • Gość: tuszeani Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 15:56
        Czy dobrze rozumiem, że uważasz że należy zostawić walącego w furii głową w podłogę dwulatka samemu sobie?
        • aqua48 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 16:42
          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

          > Czy dobrze rozumiem, że uważasz że należy zostawić walącego w furii głową w pod
          > łogę dwulatka samemu sobie?

          Ja tak robiłam, a wychodząc mówiłam jeszcze jak się uspokoisz to przyjdź, mama Cię przytuli. Mój rzucał się na ziemię i walił nie tylko głową, ale też rękami i nogami. Krotko, bo zorientował się, że to nieskuteczny sposób rozwiązywania problemów.
          Drugiego syna po chwili furii tuliłam do siebie bardzo mocno i czekałam z nim tak wtulonym na siłę i wrzeszczącym aż się uspokoi. Pomagało w obu wypadkach.
        • scher Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 16:46
          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

          > uważasz że należy zostawić walącego w furii głową w podłogę dwulatka samemu sobie?

          Nie, ale nie trzeba się taką furią zbytnio przejmować, naprawdę.
          Przeczekać atak furii i zająć się swoimi sprawami. Bo z pierwszego postu wynika, że to i mama, i tata, i tłumaczenia dziecku... Nadmierna koncentracja na problemie i na dziecku jak na mój gust. Sformułowania "poradzić sobie z porażką przy ich łączeniu", "po prostu być wtedy przy nim" tak mi - może niesłusznie, zastrzegam! - pachną pewną nadopiekuńczością i ...nadmiarem podejścia psychologicznego.
          • Gość: tuszeani Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 18:12
            Może to tak zabrzmiało, że co chwila lecimy z interwencją, ale generalnie tak nie jest. Myślę, że nawet dajemy większą samodzielność niż powszechnie przyjęte, bo często muszę uspokajać zaniepokojone mamy innych dzieci, że u Młodego sytuacja pod kontrolą i radzi sobie sam ;)

            Pozwalamy na samodzielne przeżywanie umiarkowanej frustracji, ale jeśli zaczyna być na poziomie naszym zdaniem zbyt trudnym dla dwulatka, jednak wkraczamy z odsieczą (typu przytulenie, zainteresowanie tym co chciał zrobić i co się nie udało, po względnym uspokojeniu wyjaśnienie dlaczego nie mogło się udać). Tyle że on jest raczej typem despoty i pedanta (ciekawe po kim, hę?) i bardzo trudno mu się pogodzić z tym, że coś poszło nie w 100% po jego myśli, chyba stąd te straszliwe furie o byle głupstwo.

            To co mnie nurtuje, to na ile pozwolić mu na doprowadzanie się do takiej furii (tak z 10 razy dziennie) w imię tego, że musi sam nauczyć się, że pewnych rzeczy nie da się zrobić, a na ile zapobiegać zanim nakręci się tak że już nic do niego nie dociera, choćby usuwając sprzed oczu przedmioty które nieuchronnie do takiej furii prowadzą (czyli wszystkie jego ukochane samochody, "panią" i "pana" ;) ).
            • scher Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 18:43
              Gość portalu: tuszeani napisał(a):

              > To co mnie nurtuje, to na ile pozwolić mu na doprowadzanie się do takiej furii
              > (tak z 10 razy dziennie) w imię tego, że musi sam nauczyć się, że pewnych rzeczy
              > nie da się zrobić, a na ile zapobiegać zanim nakręci się

              Ja bym robił i tak, i tak, zależnie od wyczucia, nastroju, przebłysku intuicji itp. No i czekałbym, aż wyrośnie. Taktyka stosowania doraźnie zróżnicowanych metod i cierpliwego czekania na skok rozwojowy sprawdzała mi się zawsze w przypadku moich dzieci :)
    • mskaiq Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 16:50
      To emocje. On nad nimi wcale nie panuje, to taka siła w nim której on zupełnie
      nie rozumie i nie panuje. Ale mów mu że jest zły. Z czasem będzie to powtarzał
      za tobą, a przyda się mu to na przyszłość bardzo.
      Płacz nie jest szkodliwy, gdyby nie płakał byłoby gorzej, niech wali to zwalnia
      napięcie, uważaj tylko na to aby nie zrobił sobie przy tym krzywdy.
      Kiedy chce zrobić coś czego się nie da musi się tego sam nauczyć, czesto jest to
      wielki wysiłek dla dziecka.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • Gość: domza2 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) IP: *.rzeszow.vectranet.pl 23.05.12, 17:45
      Tuszeani, pewnie, że to norma. Ta wściekłość na prawa fizyki jest mi dobrze znana. Na nic tłumaczenie, pokazywanie, że mama i tata też tego nie umieją, bo po prostu tego nie da się zrobić. U nas trochę pomagało, jak pokazywałam, że mi też nie stoją, tłumaczyłam, że coś jest za małe/za duże/zbyt pochyłe/ za cienkie , żeby stać/wisieć. Teraz (niedługo 3 latka) jest już lepiej, ale nie zawsze. Moim zdaniem nic na to poradzić w 100% nie można. Pomaga odwracanie uwagi, wyszukanie innej zabawy. Moja mama miała zawsze jakiś dobry sposób na córkę, typu, jesli nie chcą stać tutaj to posadzimy je tam i to będzie ogródek/zoo/szkoła - ale na co dzień człowiek nie zawsze jest kopalnią pomysłów, od tego są babcie:)). W stanach skrajnej histerii, która co 10 minut zaczynała się od nowa zabierałam zabawki i chowałam (na chwilę, na pół dnia), może było to drastyczne, ale dziecko nie mając ich na oku znacznie się uspokajało. I pokazywałam coś innego.
      Co do mycia - to klasyka, uwielbienie kąpieli i niechęć, przerażenie nią występujące na przemian są chyba znane wszystkim. W skrajnych przypadkach odpuszczałam danego dnia myjąc dziecko mokrym ręcznikiem, ale zapowiadając , że jutro się kąpiemy. Mówiłam o zarazkach/robaczkach i inne takie,które trzeba z siebie zmyć - ale bez straszenia, raczej zabawowo. Śpiewałam "mydło wszystko umyje" i inne takie - jednym słowem też się gimnatsykowałam. Mycie i spanie to u większości dzieci tematy (u niektórych jeszcze jedzenie), które okresowo są problematyczne. Próbowałaś jakiś atrakcji w kąpieli? Mam na myśli fajne żele dla dzieci, eksperymenty wodne (np. rozpuszczanie kostki lodu w gorącej wodzie), wpuszczanie zabawek i patrzenie , które umieją pływać, przyklejanie naklejek nad wanną etc.

      I jeszcze jedno, nie daj sobie wmówić, że to źle, że interesujesz się dzieckiem, jego "porażkami" (bo dla malucha to jest mega porażka w zabawie) i sukcesami - tak moim zdaniem postępuje troskliwa mama:)
      • scher Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 17:53
        Gość portalu: domza2 napisał(a):

        > I jeszcze jedno, nie daj sobie wmówić, że to źle, że interesujesz się dzieckiem, jego "porażkami"
        > (bo dla malucha to jest mega porażka w zabawie) i sukcesami - tak moim zdaniem postępuje
        > troskliwa mama:)

        Co do zasady masz rację, problem w tym, żeby nie przesadzić w żadną stronę.
      • Gość: tuszeani Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.12, 18:58
        > U nas trochę pomagało, jak pokazywałam, że mi też nie stoją, tłumaczyłam, że coś jest za
        > małe/za duże/zbyt pochyłe/ za cienkie , żeby stać/wisieć.
        > Pomaga odwracanie uwagi, wyszukanie innej zabawy.
        U nas nie pomaga ;) Młody precyzyjnie wie czego chce i jest hmmm... wytrwały w realizacji swoich zamierzeń ;) Pani ma siedzieć w ściśle określonym miejscu szoferki, a inne miejsca są do bani ;)

        > W skrajnych przypadkach odpuszczałam danego dnia myjąc dziecko mokrym ręcznikiem,
        > ale zapowiadając , że jutro się kąpiemy.
        My też odpuszczamy, no ale jak długo można nie być głowy czy pupska? Zakładam że to taka faza i kiedyś minie równie nagle jak przyszła, ale jednak pewne minimum higieny wypada zachować ;)

        > Próbowałaś jakiś atrakcji w kąpieli? Mam na myśli fajne żele dla dzieci, eksp
        > erymenty wodne (np. rozpuszczanie kostki lodu w gorącej wodzie), wpuszczanie za
        > bawek i patrzenie , które umieją pływać, przyklejanie naklejek nad wanną etc.
        Są atrakcje, może nie każdego dnia inne, ale są. No i problemem jest zwykle samo wejście a potem już jest ok, nawet wczoraj mieliśmy dwie histerie: jedną że nie chce wejść, a drugą że nie chce wyjść ;) Zasadniczo moim zdaniem nie chodzi o nic konkretnego.
        • Gość: domza2 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) IP: *.rzeszow.vectranet.pl 24.05.12, 10:43
          Zgadza się, w tym wieku maluch ma coś wymyślonego i MUSI być dokładnie tak, co do milimetra. Powtarzam, ja w skrajnych wypadkach chowałam dane rzeczy, z komentarzem, że zbyt Cię denerwują, oczywiście, gdy inne sposoby zawodziły. Pomagało. To przejdzie. Dziecko zacznie rozumieć prawa fizyki już niebawem - tak więc to do przeczekania.
          My mieliśmy z kąpielą takie przeboje, że hej. Jako niemowlę dziecko nam straszliwie płakało w kąpieli (efekt poszpitalny). W wieku 2 lat były przeróżne "histerie" - a to, że nie może wejść, bo nie umie, woda zbyt ciepła/zimna (pomogło sprawdzanie temperatury na termometrze do wody), samodzielne dolewanie sobie to zimnej/to ciepłej - to wszystko oczywiście, jeśli dziecko nie jest zbyt zmęczone i można się z nim jeszcze porozumieć. Gdy było zbyt zmęczone, polewałam prysznicem przytrzymując, 3 sekundy krzyku, ale było po sprawie, żeby nie przeciągać wzajemnej męczarni.
          Gdy nie chce wyleźć z wanny, to stawiam minutnik albo odliczam do 3 po czym wyjmuję -tak było do niedawna, teraz już nie ma tego problemu, bo teraz można się dogadać, że skończy coś tam układać i wychodzi, ale u 2 latków oczywiście nie ma mowy o takim porozumieniu.
          Jednym słowem uzbroić się w cierpliwość, to wszystko mija, pozdr:)

          Scher - zgadzam się w pełni - dlatego ja czasem wspomniane zabawki po iluś tam interwencjach chowałam i już. Większej krzywdy tym nie sprawiałam, bo dawałam coś innego. Ale trudno jest przesadzić, jesli mama po prostu jest w domu z dzieckiem i przez większość dnia po prostu się z nim bawi. Wtedy te "porażki" malucha stają się ich wspólnym problemem. Dobrze jest tego nie "olewać", reagować, pomagać, nie zostawiać dziecka samego. Niedobrze jest robić wszystko za dziecko, z uporem maniaka pomagać mu postawić coś na coś wiedząc , że i tak nie będzie stało. pozdr
          • jedynybasek5 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 24.05.12, 12:44
            U nas było tak przez jakiś czas przy kąpieli, ale zaczęło się od... tego, że dwa razy zrobiła córa w wodzie kupkę, i jak tylko ten fakt nastąpił, to szybko uciekała z wody, prawie z płaczem. Od tej pory na hasło " chodź Milunia, idziemy się kąpać" było ryku co niemiara, a jak juz udało mi się ją włożyć do wanny, to siedziała w jednym kąciku, tyle czasu by starczyło na umycie głowy i z powrotem. od kilku dni jest lepiej, w wannie ma matę antyposlizgową na którą wcześniej nawet nie chciała postawić nogi. I teraz melodią dla moich uszu znów jest usłyszeć odpowiedź na pytanie "Milcia wychodzimy?" - głośne i buntownicze " "nnnnnnnnieeeeeeee!!!" ;) Wszystko minie z czasem na pewno i u was. Aha, absolutnie nie ustępowaliśmy- kąpanie musiało byc i kunic. Siła wyższa :) Jedzenie odpuszczę, ale kąpania nie :) pozdrowienia :)
    • mamako2216 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 23.05.12, 23:43
      Mój 2latek,też mial taki epizod jesli chodzi o kąpanie.Trwało to dosyć krótko.pewnego razu przy myciu nie chciał w ogóle usiąść w wannie,reagował krzykiem i płaczem.byłam w szoku bo zawsze lubił się kąpać.Sama nie wiem czemu tak było,ale jak już wspomniałam mamy to za oba i znowu kąpiel jest dla małego przyjemnoscią.
    • princy-mincy Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 25.05.12, 12:16
      1) u nas tez sa mega frustracje, gdy mlodej nie wyjdzie dokladnie tak, jak by sobie tego zyczyla. Co prawda nie wali wtedy glowa w podloge, ale rzuca zabawkami i jest bardzo rozzloszczona.
      Staramy sie wtedy wytlumaczyc, ze nie ona jest 'winna' temu, ze sie nie udalo, tylko, ze te zabawki nie pasuja (tez probuje usadzic figurki na autkach czy w pociagu, a one wypadaja)

      2) jesli nie chce sie kapac, to nie kapiemy na sile, jednak zawsze myjemy pupe, zawsze, po prosu mowimy corce, ze pupe trzeba myc codziennie, ze kazdy myje pupe codziennie i nawet przy jej placzu myjemy te nieszczesna pupe (mamy bidet i to znacznie ulatwia sprawe, inaczej pewnie mylibysmy w umywalce), ale nie przeciagamy tylko szybkie mycie i po sprawie
      teraz, gdy jest bardzo cieplo i mloda czesto biega po ogrodzie bez butow albo nawet jesli biega w butach, ale nogi brudne, po umyciu pupy myjemy tez nogi, choc ostatnio znow chce sie kapac i teraz bidet jest 'beee'
    • annex81 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 26.05.12, 14:19
      Moja córka ma 28 miesięcy i tak jakbym o niej czytała :)

      Głową już o podłogę nie uderza, bo kiedyś przesadziła i musiało ją mocno zaboleć, teraz rzuca się na podłogę i wali rękoma i nogami. Jestem wtedy przy niej i pytam się co jakiś czas, czy chce się przytulić. Zazwyczaj po paru minutach przychodzi. Wtedy mocno ją przytulam, bujam i całuję. Jak już przestaje płakać to w kilku słowach jej tłumaczę, że tego sie nie da, że rozumiem, że jest jej przykro, że jest zła. Jeżeli atak złości trwa dłużej to biorę ją na "siłę" informując ją o tym i bardzo mocno przytulam. Po paru/ parunastu sekundach się rozluźnia i dalej ją przytulam, bujam i całuję...

      Córka uwielbia wodę wszędzie, oprócz w łazience. Myślę, że to chodzi o mycie głowy. Z baseniku w domu (tak, tak rozkładam ręczniki i chlapie się w pokoju) może moczyć się godzinami, na balkonie również, nawet 10 stopni jej nie przeszkadza (tylko warunek, że woda wtedy ciepła). Wszedzie wode przelewa, rozlewa, wszystko co się da i nie da moczy. A na hasło wieczornego mycia dostaje histerii. Zauważyłam, że jeżeli zaniechałam codziennego wieczornego mycia, płacz był jeszcze większy. W wannie nie usiądzie. Stoi, płacze i krzyczy, żeby ją płukać. Spokojnym tonem powtarzam, że zaraz będę płukać tylko, że trzeba umyć ręce, nogi itd. Jeżeli nie myjemy głowy to jej mówię o tym, jeżeli myjemy to idąc do łazienki jest o tym informowana (myjemy jakoś co 3 dni). Jest już lepiej, bo też z wanny chciała uciekać, wchodziłam razem z nią i ja trzymałam. Łazienka była cała mokra, bo tak się wyrywała. Nowe zabawki do kąpieli, specjalne kubki to płukania głowy nic nie pomogły. Tylko wg mnie konsekwentne mycie i mój spokój powoli przynoszą efekty. Teraz jest ciepło i po przedpołudniowym spacerze też jest "płukana":)
      Powodzenia :)
    • Gość: Martini Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) IP: *.dynamic.chello.pl 12.06.12, 23:07
      Moje dziecko także waliło głową w podłogę, gdy coś mu nie wyszło. Wpadał w furię np. kiedy nie chciał wracać z placu zabaw do domu. Prosiłam go wówczas, żeby przestał, dopytywałam się o co chodzi itd. Co poradził mi psycholog? Kiedy dziecko wpada w złość, nie mówić nic do niego, bo i tak nic nie słyszy, a na pewno nie posłucha. Trzeba je przytrzymać tyłem do siebie, mocno, aby nie zrobiło sobie krzywdy (no i nam też). I trzymać, dopóki się nie uspokoi.

      Nie wierzyłam, że to poskutkuje. Jeszcze tego samego dnia, musiałam wykorzystać ten sposób, bo w przeciwnym wypadku mały rozbiłby głowę ze złości o kaloryfer. Choć było mi trudno psychicznie trzymać go na siłę, musiałam spróbować. Wrzeszczał i wyrywał się przez 20 minut, potem ukradkiem zaczął spoglądać, co ja robię, dlaczego nic do niego nie mówię, nie proszę. Po kolejnych 10 minutach uspokoił się. Przytuliłam go wówczas i jakby nigdy nic, poszedł się bawić. Za kilka dni znowu to samo. W sumie wykorzystałam sposób 2 razy i nie było potrzeby więcej.

      Uwierzyć nie mogłam, że tak to zadziałało :-)
      • domza2 Re: To pewnie też norma, ale sie upewniam :) 12.06.12, 23:42
        U mnie takie "sposoby" nie działały i już. I większość znanych, mniej znanych i polecanych sposobów także nie działała. A nie mam dziecka chorego czy z ADHD. PO prostu "zywe" jak to się mówi. Wypracowujemy z mężem nowe zasady wychowania, bo te już wypracowane nie działają. Dobrze, że dziecko skłania nas do kreatywności, jakiej byśmy sami z siebie nie zaznali. Do wyrzucenia poszły wszystkie książki, bo w nich nie ma opisu zachowań naszej super cwanej, mówiącej swoimi językami, czytającej od 2 rż. , wymyślającej własne wierze (rymowane oczywiście) córeczki. Ona jest żywa, my mniej żywi:) ZObaczymy kto kogo, ale pewne jest to, że dzieci są różne, bardzo.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja