Gość: suellen
IP: *.artexim.pl
24.05.12, 11:43
Witam,
mam problem wychowawczy z prawie 6-letnią córką. Od kilku miesięcy coraz częściej obserwuję u niej gwałtowne wybuchy złości, wręcz furii. Zdarza się w sytuacjach, gdy coś idzie nie po jej myśli, gdy musi zrobić coś, na co nie ma ochoty - np. wstać rano z łóżka, iść do przedszkola, posprzątac zabawki... Poranne wyjście z domu to prawdziwy horror, córka krzyczy, szarpie na sobie ubrania i ciska nimi po pokoju, rzuca się z pięściami na męza (często) lub na mnie (bardzo rzadko). Dodatkowo wyżywa się na starszej o 2 lata siostrze, wyzywa ją (kretyn, głupek, dureń) bez zadnego powodu. Nie mam pojęcia, co robić, wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego. Starałam się przygotowywać ubrania poprzedniego dnia wieczorem - mała mogła sama je wybrać, rozmawiam z nią o tym, że takie zachowanie sprawia nam przykrość - wieczorem córka zgadza się ze mną, obiecuje poprawę, a następnego dnia rano wszystko się powtarza. Każdy poranek to jej krzyk, płacz, awantura (zaznaczam, że krzyczy tylko córka, ja bardzo się pilnuję, żeby nie podnosić głosu, bo to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego). Nie ubierze się sama, robie to zawsze ja i w zasadzie wbrew jej woli, bo ona po prostu NIE CHCE się ubrać, codziennie wyciągam z szafy co najmniej 10 sukienek, spódnic, spodni, bluzek, a i tak nic jej nie odpowiada. Starsza córka bardzo przeżywa takie sytuacje, również płacze i mówi, że nie może znieść krzyków młodszej.
Błagam o pomoc - co ja mam robić? Jak do niej dotrzeć? Próbowałam prośbą, próbowałam tłumaczeniem, próbowałam stosować nakazy - nic, jak grochem o ścianę. Bić jej nie będę, nie uznaję klapsów. Staram się nie przyklejać jej etykiety niegrzecznego dziecka, nie porównuję jej ze starszą córką, nie stawiam jej starszej za wzór do nasladowania, a wręcz przeciwnie. Podkreślam, że jest grzeczną, mądra dziewczynką i wiem, że na pewno potrafi zachowywac się spokojniej.
Nie znaczy to, że jestem matką idealną, ale naprawdę się staram zachowywać spokojnie, nie krzyczeć, nie wpadać w złość, tłumaczyć i raczej prosić niż nakazywać.
W przypadku starszej córki ta metoda wychowawcza sprawdza się idealnie, w przypadku starszej - brak mi już pomysłów.
Podpowiedzcie, co robię źle? Co moge poprawić? Jak mam dotrzeć do córki?
Przychodził mi już na myśl psycholog, nie wiem, co robić... ale tak dłużej już nie możemy żyć. Nie mogę akceptować agresji - zarówno słownej, jka i fizycznej, bicia i kopania - nie wiem, skąd u niej takie zachowania, nikt jej nigdy nie bił.
CZY KTOŚ MI COŚ PODPOWIE?