Gość: charlene
IP: *.ip.netia.com.pl
05.06.12, 21:25
Czytuje sobie to forum dosc czesto. Czasami pisuje...Natomiast od pewnego czasu nurtuje mnie pewien problem. Od zawsze bylam osoba bardzo emocjonalna. Czasem jest to fajne - potrafie cieszyc sie jak dziecko, szukac pozytywow we wszystkim. Ale niestety problematyczne bywaja te inne emocje. Wiem, ze moj nastroj wplywa na dziecko. Zdaje sobie sprawe,ze gdy jestem spokojniejsza ona tez jest. Widze, ze kiedy wykazuje sie zrozumieniem mojemu dziecku tez latwiej przychodzi uporanie sie z pewnymi sprawami. Zauwazylam, i to jest chyba najistotniejsze, ze moja corka (moze z powodu bardzo bliskiej relacji i ogromu czasu spedzanego razem) wyrasta w pewnym sensie na mala mnie - kopiuje moje zachowania, jej charakter tez ksztaltuje sie w miare podobnie do mojego. Ja jako dziecko i ona teraz to dwie bardzo podobne osoby. Jest tez niezwykle zwiazana ze mna - moj smutek bardzo ja smuci, moja zlosc wywoluje u niej taka sama reakcje. Czasem nawet sama przychodzi i pyta "mama a jestes wesola? Ja CI dam moja lale i bedziesz wesola" - nawet jesli wtedy wcale nie jestem smutna.
Natomiast chociaz OGROMNIE sie staram i mam swiadomosc potrzeby zmian nie do konca panuje nad swoim zachowaniem. Czesto (choc nie zawsze) moja zlosc na dziecko jest wynikiem tylko mojego zlego samopoczucia, zmeczenia a nie tego co zrobilo dziecko. To nie tak, ze chodze ciagle wkurzona i ciagle dyscyplinuje dziecko - ale mimo wszystko zdarzaja sie sytuacje ze zupelnie niepotrzebnie wybucham, ze nie panuje nad soba. Czesto sekunde potem wiem, ze zle sie zachowalam. Czasem rozmyslam wieczorami jak nieadekwatnie do sytuacji sie zachowalam. Nie bije dziecka, ale mimo wszystko mam ogromne poczucie winy jesli zrobie jej awanture bez powodu. Przyczyny sa rozne - jej histerie, jej nieposluszenstwo, czasami nawet to, ze przypadkiem, przez nieostroznosc zrobi mi krzywde. Ale glownym powodem jest niemal zawsze to, ze pojawia sie u mnie zlosc, ktora nie powinna w ten sposob sie uzewnetrznic...Albo w ogole nie powinna sie pojawic, bo co to za powod ze dziecko trzyletnie sie krecilo i wylalo sok? Zawsze sobie to potem przemysle i obiecuje, ze wiecej tak nie bedzie, bo widze, ze efekty s a duzo lepsze kiedy jestem cierpliwa i okazuje zrozumienie, tlumacze... Ale drogie mamy, pomozcie mi wypracowac sobie jakis sposob panowania nad emocjami. Bardzo tego pragne dla siebie, ale przede wszystkim dla corki. Chcialabym zeby nauczyla sie cierpliwosci, optymizmu, zrozumienia dla innych. ALe dopoki sama sie tego nie naucze szanse powodzenia mam niewielkie...Macie moze jakas rade praktyczna?
Druga odnoga tego problemu jest tez to, ze od roku jestem ze swoim obecnym mezem. Jest nam razem bardzo dobrze, jest naprawde swietnym i pomocnym facetem i rewelacyjnym ojczymem (chociaz to okropne slowo ;) - ma bardzo dobry kontakt z dzieckiem, spedzaja razem mnostwo czasu. Potrafi ja nakarmic, wykapac,uspokoic, polozyc spac. Natomiast bardzo sobie cenilam swego czasu jego cierpliwosc - nigdy niemalze nie podwazal moich decyzji, ale jesli twierdzilam w sklepie ze nie kupimy tej zabawki, to potwierdzal, ze nie kupimy, ale potrafil spedzic przy regale 15 minut tlumaczac dzieciowi, odwracajac uwage, az sama podreptala dalej odkladajac zabawke. Ja dziecko po prostu wkladam do fotelika i zapinam pasami - on moze zupelnie spokojnie czekac, az sama wsiadzie we wlasnym tempie i pomalu prosic aby przelozyla rece przez pasy. Bardzo mi sie to podobalo, bo liczylam, ze bedzie pewna rownowaga dla mnie,a ja sama mam szanse czegos sie od niego nauczyc. Natomiast ostatnio jego zachowanie wobec Mlodej zaczelo upodabniac sie do mojego...Sam stwierdzil, ze robi podobnie do mnie. Wdze, ze poniewaz dla niego sytuacja jest nowa, po prostu patrzy na mnie i uczy sie rodzicielstwa. Nawet czesto podobnie nazywa Mala - ja mowie myszko, to on tez myszko ;) ALe chcialabym mu powiedziec czasem "nieee, to Twoj sposob byl lepszy, nie musisz robic tak jak ja, wcale nie jestem madrzejsza". Widze jednak, ze uwaza mnie za dobra mame i bedzie mnie nasladowal.To tym bardziej motywuje mnie do zmian...
Jak kochane mamy mozna radzic sobie ze swoimi emocjami? Zeby byc w stanie nawet pod wplywem gniewu, zmeczenia, zachowac sie wlasciwie? Zeby nie wstydzic sie za siebie i swoje wybuchy? Zeby swoja wiedze o potrzebie empatii i szczera chec jej okazania przelozyc na praktyke - w danej konkretnej sytuacji, a nie piec minut po wybuchu :) Potem to juz niewiele mozna naprawic - tlumacze corce czemu sie zdenerwowalam, przepraszam jesli przegielam...To jest fajne, bo ona tez to juz umie - powiedziec przepraszam, ze cos tam...Ale chce mimo wszystko umiec kontrolowac sie bardziej...