Gość: mamowa
IP: 93.91.221.*
12.06.12, 10:32
Moja córka (3.5 roku) zawsze była moją przylepką. Zdarzały się okresy, gdy bardziej była córeczką tatusia (kiedy jeszcze nie chodziła do przedszkola i tata spędzał z nią dużo czasu), ogólnie było ok. W kwietniu wróciłam do pracy po 3 miesięcznej przerwie. Od tamtego momentu - równia pochyła jeśli chodzi o wstawanie. Córka czuwa nad ranem, gdy słyszy, że ja wstaję zaczyna się płacz, że nie chce żebym szła do pracy, że będzie tęsknić i gdy mąż chce ją uspokoić i przytulić to odpycha go, kopie, mówi, że go nie lubi itd. Ja znajduję rano może 3 minuty, żeby ją przytulić ale potem płacz zaczyna się na nowo. Mąż zwykle odprowadza ją do przedszkola więc poranna rozpacz spada na niego; jest spokojny ale już zmęczony tą sytuacją, odtrąceniem córki a dziecko wieczorem już pyta czy jutro idę do pracy i żebym nie szła. Sytuacja trwa od 3 miesięcy.... nie mamy już pomysłu, przytulanie albo ignorowane histerii nic nie daje. Mąż ma dobry kontakt z dzieckiem ale widzę, że kosztuje go to dużo nerwów.
Co robić? Co robić?