Sobotni spacerek z dziećmi

30.06.12, 13:36
Właśnie widziałam "uroczą" scenkę rodzinną.

Mamusia, tatuś, dzidziuś w wózeczku, a za nimi biegnie z rozpaczliwym płaczem 2,5 może 3latka.

Ani mama, ani tata, nawet się nie obejrzą, przecież słychać, że idzie, bo słychać na całej ulicy.

Dziecko czerwone, zgrzane, widać, że zmęczone (upał, duchota, chyba będzie burza), co chwilę podbiega pomimo zmęczenia do przodu i wyciąga w proszącym geście ręce do rodziców (wiadomo, chce na ręce!) - zero reakcji, nawet nie spojrzą.

Przy końcu ulicy rezygnuje, przestaje płakać, z opuszczoną głową, wlecze się za rodzicami.

SUKCES!
Cel wychowawczy został osiągnięty!
Teraz dziecko, pomimo zmęczenia, przejdzie i 4 kilometry!
Ma inne wyjście?
Przecież jest zależne od rodziców, kocha ich, nikogo innego nie ma, samo sobie nie poradzi, na razie nie ma dokąd uciec i nie wie, że może, nie wie, że można mieć innych rodziców - lepszych, którzy kochają swoje dzieci, liczą się z ich potrzebami i dbają o dzieci.


Ile razy dziennie to dziewczynka zostaje w ten sposób złamana?
Ile razy dziennie rodzice udowadniają jej w ten sposób, że jest zerem, że jej potrzeby się nie liczą, że jest stworzona tylko i wyłącznie do wykonywana rozkazów, że nie może mieć żadnych pragnień, bo żadne z nich i tak się nie spełni?
Ile razy dziennie rodzice w ten sposób dają jej do zrozumienia, że maja ją w du...?

Żal mi takich dzieci, bardzo mi żal, ale nic nie mogą zrobić, bo niby co miałabym zrobić?
Zwrócę uwagę, to zostanę objechana i tyle(przeżyję, bo mi to wisi), ale to przecież nic nie pomoże temu dziecku!
Rodzice i tak nie zmienią swego zachowania, bo przecież oni to robią w imię miłości do dziecka! Żeby dziecko było dobrze wychowane! Żeby było posłuszne, żeby nie sprawiało kłopotów!


A potem z takich dziewczynek wyrastają kobiety, które pozwalają się maltretować swoim mężom, bić, poniżać i jeszcze sobie wmawiać, że się im to należy, bo są do niczego, bo to one są winne, bo sprowokowały jaśnie pana męża, swoim złym zachowaniem.


Co o tym myślicie?


    • anula36 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 13:45
      ze chyba odrobine nadinterpretujesz.
    • nick_ze_hej Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 13:47
      Widziałaś scenkę z życia, a nie ich życie. To się nazywa nadinterpretacja.
      • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 13:53
        Myślicie, że w innych sytuajach ci rodzice zachowują się lepiej?
        A niby dlaczego akurat w tej jednej kwestii (albo akurat dzisiaj) mieliby być źli, skoro zawsze są dobrzy?
        • nick_ze_hej Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 14:06
          Może są po prostu konsekwentni. Skąd wiesz, że wyjścia na spacer nie poprzedziła awantura w wykonaniu panienki pt. jestem duża, nie będę jechała w spacerówce, zakończona stwierdzeniem rodziców - ok ale nie będizemy cię nieść na rękach gdy się zmęczysz.

          Przy końcu ulicy rezygnuje, przestaje płakać, z opuszczoną głową, wlecze się za rodzicami.

          Stwierdziła, że jednak nie wymusi na nich wzięcia na ręce i pluje sobie w brodę, że nie chciała spacerówki;)
          • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 16:27
            nick_ze_hej napisał:

            > Może są po prostu konsekwentni.

            Masz rację.
            Maltretowanie dziecka zawsze można nazwać konsekwencją, i wtedy wszystko jest OK.


            >Skąd wiesz, że wyjścia na spacer nie poprzedził
            > a awantura w wykonaniu panienki pt. jestem duża, nie będę jechała w spacerówce,
            > zakończona stwierdzeniem rodziców - ok ale nie będizemy cię nieść na rękach gd
            > y się zmęczysz.



            A nawet, gdyby tak było to myślisz, że 2-3 latka,
            jest w stanie przewidzieć, to że się zmęczy????????????????????????????????

            i że wtedy rodzice będą tak okrutni, że nie wezmą jej na ręce w imię konsekwencji??????????

            i jest w stanie wydedukować, że w takim razie lepiej jest wziąć ze sobą wózek, na wypadek, gdyby jednak nie chcieli jej nieść, a ona nie chciała już iść????????????????????????????



            > Przy końcu ulicy rezygnuje, przestaje płakać, z opuszczoną głową, wlecze się
            > za rodzicami.
            >

            > Stwierdziła, że jednak nie wymusi na nich wzięcia na ręce i pluje sobie w brodę
            > , że nie chciała spacerówki;)


            I myślisz,

            że 2-3 latka jest w stanie pluć sobie w brodę??????????????????????

            i wyciągnąć z tego jakiś wniosek na przyszłość?????????????????????

            Nie wiesz, że dla dziecka w tym wieku nie ma przedtem i potem, że dla dziecka w tym wieku wszystko się dzieje tu i teraz?
            Nie wiesz, że dziecko w tym wieku nie potrafi jeszcze przewidywać tego, co się zdarzy później, ani nie wyciąga wniosków z tego co się zdarzyło pół godziny wcześniej, bo to już dla niego nie istnieje?



            • nick_ze_hej Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 16:55
              Moje w wieku 3 lat już sporo rozumiały:)
              Masz ewidentnie problem i chyba powinnaś zrobić tak jak radzi anula. Śledź ich i donieś gdzie trzeba;)
              Tak przy okazji, to język polski przewiduje chyba maksymalnie dwa pytajniki.
          • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:49
            teoretycznie jest tak jak piszesz, praktycznie nie.
            pominę względy bezpieczeństwa, w taki upał dziecko może zasłabnąć i wtedy rodzicom odechce się konsekwencji.
            po drugie, jeżeli już doszło do takiej sytuacji, rodzic jest od uświadomienia konsekwencji jej uporu, a nie od karania za to, że dziecko w tym wieku nie myśli jeszcze przyczynowo-skutkowo, a już na pewno nie w tak odległej perspektywie, jak powrót ze spaceru.
            rodzic też jest od przytulenia i pomocy w rozładowaniu sytuacji.
            owszem, zdarzało mi się zabrać w mało delikatny sposób moje dziecko z podwórka, ale wiem, że zawsze to ja miałam z czymś problem, nie on.
            i na koniec, dzieci, którym się tłumaczy i szanuje ich różne uczucia, także te negatywne, są bardziej skłonne do 'ustępowania'. przetestowałam.
            no ale fakt, nie zlali jej na tej ulicy, więc nie ma problemu ... :/
        • anula36 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 14:08
          nie wiem jak sie zachowuja ci rodzice w innych sytuacjach.Balabym sie kogos oceniac po jednej.Jesli bardzo Cie to dreczy mozesz ich sledzic i podkablowac do odpowiednich sluzb spolecznych.



          • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 16:46
            anula36 napisała:

            > nie wiem jak sie zachowuja ci rodzice w innych sytuacjach.

            Ja też nie wiem, ale można przewidywać, że w miejscu publicznym zachowują się lepiej niż wtedy,, gdy nikt tego nie widzi, bo ludzie jednak z zasady w domu czują się pewniej i bardziej bezkarnie.


            Balabym sie kogos oce
            > niac po jednej.

            A ja się nie boję, bo jeśli w jednej sytuacji rodzic wykazuje się okrucieństwem i brakiem miłości do dziecka, to można założyć, że zawsze taki jest, bo gdyby nie był, to sumienie by mu nie pozwoliło znęcać się nad dzieckiem w żadnej sytuacji.

            Jesli bardzo Cie to dreczy mozesz ich sledzic i podkablowac do o
            > dpowiednich sluzb spolecznych.


            I myślisz, że to by poprawiło sytuację dzieci?
            Może wpadły by z deszczu pod rynnę, bo na przykład zabrano by je do domu dziecka?
            A to, dla małego dziecka, sytuacja jeszcze gorsza niż posiadanie takich "konsekwentnych" rodziców.
            • anula36 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 17:09
              to co by poprawilo?
              1, zwrocenie uwagi - sama stweirdzilas ze nie
              2. instytucje - nie
              3. dom dziecka -nie, to juz lepsi konsekwentni rodzice

              Pozostaje modlitwa.
          • verdana Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 16:48
            Na podstawie tej jednej sceny trudno cokolwiek oceniać. Może to kompletne olewanie dziecdka, a moze całkiem rozumne wychowanie.
            Dziecko na przykład nie chce chodzić samo, wymusza nieustanne noszenie na rękach, rodzice ponosili trochę i sie zbuntowali.
            Naprawdę uwazasz, ze zawsze dziecko rykiem powinno wymuszać, to co chce? Zę kazdy wypadek, kiedy dziecko jest nieszczęsliwe, to znecanie sie nad dzieckiem? Że kazdy wypadek, gdy dziecdko podporządkuje się wymaganiom rodziców, a nie odwrotnie to lamanie charakteru?
            • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 18:44
              verdana napisała:

              > Na podstawie tej jednej sceny trudno cokolwiek oceniać. Może to kompletne olewa
              > nie dziecdka, a moze całkiem rozumne wychowanie.


              Rozumne wychowanie????????????
              Czy celem rozumnego wychowania może być śwaidome doprowadzanie dziecka do płaczu?




              > Dziecko na przykład nie chce chodzić samo, wymusza nieustanne noszenie na rękac
              > h, rodzice ponosili trochę i sie zbuntowali.



              Skoro dziecko nie chce chodzić, to należy go siłą do tego zmusić??????????????


              > Naprawdę uwazasz, ze zawsze dziecko rykiem powinno wymuszać, to co chce?


              Jeśli nie ma innego wyjścia, bo rodzice ślepi i głusi na potrzeby dziecka, to co to biedne dziecko ma zrobić?
              Może tylko ryczeć,
              bo przecież nie umie im powiedzieć, że nie tak miało być, że mieli go kochać i szanować, pomagać mu i zapewniać prawidłowy rozwój.


              Zę kaz
              > dy wypadek, kiedy dziecko jest nieszczęsliwe, to znecanie sie nad dzieckiem?


              Jeśli dziecko jest nieszczęśliwe z powodu rodziców, jeśli to wina rodziców, że jest nieszczęśliwe, to tak, to jest znęcanie się nad dzieckiem.


              Że
              > kazdy wypadek, gdy dziecdko podporządkuje się wymaganiom rodziców, a nie odwro
              > tnie to lamanie charakteru?


              Tak, każdy przypadek podporządkowywania sobie dziecka, to jest łamanie jego charakteru.
              Jeśli dziecko samo z własnej i nieprzymuszonej woli, robi to co rodzice by chcieli aby zrobiło, to jest OK.
              Cała w tym sztuka, aby wypracować taką więź z dzieckiem , aby chciało robić, to czego ty chcesz, albo aby wystarczyło je o coś poprosić, i ono to zrobi, bo będzie chciało to zrobić dla ciebie, a nie dlatego, że musi to zrobić, bo ty tak każesz.

            • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:52
              Verdana, mogłabym się zgodzić, ale nie w sytuacji, kiedy dziecko wyciąga ręce z prośbą o pomoc, a rodzice nie reagują w żaden sposób i pozostawiają dziecko z problemem.
    • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.06.12, 17:10
      A ja myślę, że nie nadinterpretujesz. W każdej innej sytuacji rodzic staje, kuca przy dziecku i tłumaczy mu, że umówiliśmy się inaczej. Poza tym naprawdę tak małe dziecko nie jest w stanie przewidzieć, czy na spacerze będzie miało siły czy nie. Malutkie nóżki to tylko malutkie nóżki. Dla mnie to jest straszne. Ja biorę dziecko na ręce, gdy nie ma siły iść i tyle, chociaż wcześniej zaznaczam, że staramy się chodzić na nogach, ćwiczyć je, wzmacniać i takie tam, ale gdy już nie ma siły to przecież pomagam, bo od tego jestem matką i już.
      Trzeba być mega draniem , żeby kompletnie ignorować płakanie swojego dziecka - ja tak nie umiem i nie chcę i nie widzę, żeby moje dziecko cokolwiek wymuszało płaczem, po prostu płacze, bo coś mu się dzieje. bo ma jakieś potrzeby, które nie zostały zaspokojone.
      Uważam Twój wywód za prawdziwy - niestety ja też mam masę takich samych myśli, gdy widzę podobne scenki, niestety uderzają one także we mnie, bo ja się przejmuję takimi sytuacjami, pozdr
      • verdana Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 17:16
        Nie w każdej.
        Najwyraźniej bywałam wstretna i wyrodna - zdarzało mi się w sytuacjach ekstremalnych nie zwracać uwagi na ryk i rozpacz dziecka. Zazwyczaj wtedy, gdy dziecko ussiłowasło tym rykiem coś wymusić, wbrew uprzednim umowom. Malutkie nozki czy nie - dziecku nie stanie sie krzywda, jeśli trochę na spacerze pochodzi i sie zmęczy. Natomiast stanie się, jeśli będzie barne na ręce zawsze, gdy tylko tego zażąda (to oczywiście też jest nadinterpretacja, bo nikt nie wie, jak było w tym wypadku). Nie zawsze nalezy pomagać, bo dziecko jest zmęczone. Czasem rodzic też jest zmęczony, albo nie moze dziecka nosić, po prostu.
        Ignorowanie płaczu jest świństwem, jeśli dziecko płacze, bo jest nieszczęśliwe i zupełnie rozsadną metodą, gdy mamy dziecko, usiłujace płaczem wymusić na nas to, czego aktualnie chce.
        • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 18:47
          verdana napisała:

          > Natomiast stanie się, jeśli będzie barne na ręce zawsze, gdy tylko tego
          > zażąda
          A mianowicie co się stanie?
          • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.06.12, 19:34
            Ja też tego nie rozumiem, nie zauważyłam, by córka wykorzystywała mnie do noszenia, po prostu gdy już NIE MOŻE iść to prosi mnie o ponoszenie. Sama wie, że jest ciężka i paniom w przedszkolu mówi, żeby jej nie podnosiły:)) Ja nie widzę problemu w noszeniu raz na jakiś czas. Widzę problem z dzieckiem biegnącym za rodzicami i wyciągającym łapki. Dla mnie takie sceny są nie do pojęcia. DOdam, że u mnie takiej sceny NIGDY nie było. Może dlatego, że chętnie nosiłam, przytulałam, odpowiadałam na potrzeby dziecka? W końcu od tego ma się mamę i tyle. Idealna nie jestem, ale nie wyobrażam sobie tak zbywać dziecka, cokolwiek by się działo, czy wymusza coś, czy nie. Zresztą z tym całym wymuszaniem to tekst mam, które niesbyt pojmują potrzeby swoich dzieci, ja się z tym nie spotkałam, ale jak ktoś patrzy na kilkulatka jak na małego manipulanta-złośliwca to oczywiście będzie miał "wymuszanie" co chwilę, ech..
          • joshima do verdana 01.07.12, 18:30
            No co? Nie potrafisz odpowiedzieć na to proste pytanie?
            • verdana Re: do verdana 01.07.12, 21:55
              Wiesz, w przeciwieństwie do Ciebie w piękną niedzielę nie siedzę 24 godziny na dobę na forum.
              Co sie stanie, jeśli dziecko będzie cały czas noszone? Bedzie miało o wiele gorsza kondycję i zdrowie od rówieśników. Ruch dla dziecka jest bardzo ważny, dziecko, które nie chce chodzić, bo nie lubi należy jednak zmuszać do chodzenia, a nie noisić, bo tak.
              Nie mówiąc już o tym, zę jeśli dziecko nie chodzi, to jakikolwiek spacer jest niemożliwy, a każde wyjście z domu z młodszym rodzeństwem i starszym na rekach - praktycznie niemożliwe.
              • jola_ep Re: do verdana 01.07.12, 22:12
                > Co sie stanie, jeśli dziecko będzie cały czas noszone?

                Nie chodzi o to, że dziecko nosimy cały czas. Pytanie IMHO dotyczy raczej sytuacji, gdy bierzemy na ręce dziecko, które tego potrzebuje i wraża tę potrzebę całkiem jasno. Czyli nie w stytuacji, gdy "wyprzedzamy" życzenia dziecka i nosimy bo nam tak łatwiej. (trudniej jest czasem zachęcić do ruchu).

                Moja córa była noszona dużo - zawsze, gdy o to prosiła. Dawno to było, ale pamiętam jak obcy i bliscy (oprócz mojej rodziny, która była daleko) dowcipkowali, że będzie tak do 18stki, ostrzegali i odradzali.

                Na prostej drodze męczyła się szybko. Wózek był w użyciu dość długo (na dłuższych trasach). Mimo to, jak miała jakieś 3-4 lata uparła się, że pomoże dziadkowi przepędzić krowy na drugą łąkę (kilka kilometrów po polnej drodze). Całą drogę przebiegła truchcikiem (krowa nie poczeka na dziecko ;) ) i prowadziła z entuzjazmem konwersację z dziadkiem. Jakbym nie widziała - nie uwierzyłabym ;) Kondycję miała niezłą - ale miękkie, sprężyste podłoże, a ruch niezbyt jednostajny (bo zawsze można trochę polawirować, zerwać kwiatek, przeskoczyć na drugą koleinę)

                Zdrowy ruch dla dziecka to bieganie po placu zabaw, a nie równy marsz po twardym podłożu.

                Dziecko ma naturalną potrzebę ruchu i wystarczy na siłę i dla własnej wygody jej nie ograniczać. Zmuszać do chodzenia nie trzeba i nie warto.

                (na patent z bieganiem na zmęczenie wpadłam dopiero przy drugim dziecku, szkoda, że tak późno ;) )

                Pozdrawiam
                Jola
                • joshima Re: do verdana 01.07.12, 23:29
                  jola_ep napisała:

                  > Moja córa była noszona dużo - zawsze, gdy o to prosiła.
                  I słusznie. W tym wieku kości długie dziecka rosną skokowo i dość intensywnie. Po każdym takim skoku musi nastąpić rozbudowa tkanki mięśniowej. Nim to się stanie często jest tak, że chodzenie bardzo męczy, no mięśnie są zwyczajnie za słabe. Owszem trzeba te mięśnie ćwiczyć, ale nie znaczy, że trzeba dziecko, w imię konsekwencji katować.
                  • verdana Re: do verdana 01.07.12, 23:44
                    Jesli ma sie dziecko w wózku, to noszenie starszego, ile razy o to poprosi oznacza po prostu siedzenie w domu.
                    I trochę się nie dziwię, że tyle kobiet w srednim wieku ma zjechane kręgosłupy, skoro nosiło trzylatki ile razy o to poprosiły. Ja rozumiem oczywiście, zę bierze się na ręce bardzo zmęczone dziecko, ale bez przesady - nawet zmęczone dziecko może czasem isć samo. Zmęczy się - trudno, to też czasem jest wskazane - nauczyć dziecko, zę zmeczenie się pokonuje.
                    Katowanie dziecka to wielogodzinny marsz, a nie dojście z parku do domu.
                    • klarci Re: do verdana 02.07.12, 00:05
                      ja nie jestem zwolennikiem podporządkowywania życia tylko dziecku, ale:
                      jeżeli się już te dzieci ma, to wybiera się takie formy aktywności, które wszystkich sprawią frajdę, a dla dzieci będą dostosowane do ich możliwości.
                      co do siedzenia w domu, to ja się nie zgodzę. wytłumaczyłam, wtedy dwulatkowi, że nie mogę go już wnosić po schodach, bo będzie mnie bolał brzuch (byłam w ciąży). kilka razy protestował, wtedy czekałam, przytulałam, czasami się nawet złościłam, ale nie zostawiałam na wypłakanie i z czasem zaakceptował. podobnie z wchodzeniem do fotelika. dzieci uwielbiają być poważnie traktowane i wtedy chętniej współpracują.
                    • jola_ep Re: do verdana 02.07.12, 17:43
                      > Jesli ma sie dziecko w wózku, to noszenie starszego, ile razy o to poprosi ozna
                      > cza po prostu siedzenie w domu.

                      W wyjściowej scenie byli oboje rodzice.
                      Można ponieść kawałeczek dziecko i jednocześnie pchać wózek (i często dziecku wystarczy). Albo zastosować "chwyty" o których pisałam.

                      > I trochę się nie dziwię, że tyle kobiet w srednim wieku ma zjechane kręgosłupy,
                      > skoro nosiło trzylatki ile razy o to poprosiły.

                      Nie licząc paru trudnych, zdrowotnych przypadków, wiele problemów wynika niestety z lenistwa i braku wiedzy matek. Można podnieść dziecko schylając się, można przykucnąć (to też trzeba umieć). Można nieść trzymając blisko ciała, w miarę symetrycznie. Trzeba też dbać o prawidłowe nawyki przy siedzeniu (praca, telewizor), dbać o ergonomię także w domu. I najważniejsze: zadbać o odpowiednią dawkę zdrowego ruchu - także dla SIEBIE.

                      Piszę to jako osoba z potencjalnym zagrożeniem "zjechanego kręgosłupa" (skolioza+siedząca praca). I jak zaczyna mi dokuczać to wiem, że to nie jest wina dziecka, ale tego, że mi się nie chciało i odpuściłam sobie. Moje dzieciaki od dawien dawna nie domagają się noszenia i nie mam na kogo zwalić ;)

                      W tych nielicznych wypadkach, gdy naprawdę nie możemy, zwykle da się jakoś zastąpić nasze noszenie. Pisałam tu mojej mamie, która naprawdę nie mogła nosić wnuków, a mimo to nie skazywała ich na bieganie za nią z płaczem.

                      > nawet zmęczone dzie
                      > cko może czasem isć samo.

                      Może. Generalnie dzieci są na tyle odporne, że trudno je "uszkodzić", a ich rozwój niezależnie od naszych działań, zwykle zmierza w dobrym kierunku (jak pisano w "rozwoju psychicznym dzieci 0-10").
                      Można skazać dziecko na samotny płacz za nami (konkurencja zadbana jedzie sobie w wózku, a mnie rodzicie porzucili ... ). Można inaczej (o tym już pisałam).

                      >Zmęczy się - trudno, to też czasem jest wskazane - na
                      > uczyć dziecko, zę zmeczenie się pokonuje.

                      Myślisz, że moja córa lecąc za dziadkiem i krowami nie była zmęczona? Była. Ale jednocześnie była też podekscytowana i dumna z siebie. Jak poniosłam kawałek dziecko i odstawiałam na ziemię (bo nie czekałam, aż kręgosłup mi się rozsypie, tylko reagowałam na lżejsze sygnały), to moje dziecko idąc kawałek dalej też nie było nieszczęśliwe. Z jednej strony ja mogłam je pochwalić, z drugiej wiedziało, że jak odpocznę - znowu wezmę na ręce. Przy okazji uczyłam, że matka może być zmęczona i trzeba o nią dbać ;) (korzystam teraz z tego ; ) )

                      Pytanie tylko: co złego w tym, że opisując sobie jakieś tam oderwane sytuacje spróbujemy się zastanowić: jak można lepiej? W ten sposób - na błędach naszych i innych - uczymy się. Ale do tego trzeba - jak mawiają Chińczycy - "opróżnić swoją szklankę" W pełniej już nic się nie zmieści. Jak będziemy przekonani o własnej nieomylności - niczego się nie nauczymy.

                      Kiedyś na grupie dyskusyjnej objechali mnie, że mogłam postąpić lepiej z moim upartym synkiem. Zaparłam się wtedy - że mam absolutną rację. Miesiąc później zrobiłam tak jak doradzono. I co? Mieli rację :D Uczmy się i rozwijajmy :)

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • verdana Re: do verdana 02.07.12, 21:42
                        Dwoje rodziców - OK, ale dziecko przyzwyczajone, ze będzie się je nosić będzie chciało noszenia takze wtedy, gdy będzie tylko matka.
                        Prawdę mówiąc, noszenie cięzkiego, trzyletniego dziecka ile razy tego zarzada, bo jest zmęczone, jest - niezaleznie od nosdzenia - fatalne dla matki. Zazwyczaj oprócz dziecka, dziecka w wózku itd sa jeszcze torby, zakupy. A przede wszystkim pytanie - w imie czego nosić duże dziecko? Czasami oczywiście tak, to jasne - dziecko bardzo zmęczone. Ale tylko dlatego,z ę chce, czy trochę się zmęczyło? Ależ po co?
                        Bieganie z płaczem jest fatalne, o ile jest to normalny sposób postępowania z dzieckiem. Tu nic o tym nie wiemy. Byc moze dziecko było juz noszone, a chce dalej, być moze nie chciało iść do domu - nie zawsze dziecko, które czegoś chce musi to dostać. Samotny płacz jest zazwyczaj okrutny - ale jeśli dziecko na przykład ucieka, nie wraca, nie daje się zaprowadzić nigdzie i chcemy mu pokazać, jakie to okropnie nieprzyjemne - krotki kurs nie zwracania uwagi moze być pomocny.
                        Nie kazda kara jest zawsze okrucieństwem. Nie kazdy płacz dowodem znęcania się. Nie każda rozpacz dziecka kompletnie niepotrzebna.
                        Trudno ocenić ten konkretny wypadek. Być moze rzeczywiście rodzice byli po prostu wstrętni. Ale nie zawsze jest tak, że pozwolenie dziecku na płacz jest złe. Do dziś pamiętam, jak pękało mi serce, gdy wracałam z synem w połowie wyczekiwanego, upragnionego spaceru do kawiarni, bo w połowie drogi syn wyrwał się i zaczął biec naprzód, nie zwracając uwagi na wołania - w pobliżu ruchliwej jezdni i ruchliwego skrzyżowania. Złapałam go i zawróciłam. Syn plakał rozpaczliwie półtorej godziny. Nie pocieszyłam go.
                        Nigdy wiecej się nie wyrwał sie i nie pobiegł nie zatrzymujac się - i choć było mi go okropnie żal, uwazam, ze dobrze zrobiłam patrzac na rozpaczające dziecko i nie pocieszając.
                        • jola_ep Re: do verdana 02.07.12, 22:59
                          > ale dziecko przyzwyczajone, ze będzie się je nosić będzie
                          > chciało noszenia takze wtedy, gdy będzie tylko matka.

                          Teoretyzujesz, a ja przerabiałam to praktycznie. Trzylatek doskonale potrafi się zorientować, że czego innego może oczekiwać od mamy, czego innego od taty.

                          >. Zazwycza j oprócz dziecka, dziecka w wózku itd sa jeszcze torby, zakupy.

                          Jak jest wózek - zakupy jadą w wózku. Jak nie ma - polecam plecak. Dużo zdrowszy dla kręgosłupa niż siaty. I ręce wolne :D

                          > A przede wszyst
                          > kim pytanie - w imie czego nosić duże dziecko?

                          Ależ teraz rozmawiamy o tym, co złego się stanie, gdy będziemy brać na ręce dziecko, które BARDZO o to prosi (choćby płaczem). Nie odwracaj kota ogonem :)

                          Daj konkretne argumenty dlaczego nie można brać na ręce dziecka, gdy tego chce. Na razie dowiedziałam się, że będzie mniej sprawne, a kręgosłup matki się rozsypie.

                          Ja nosiłam, bo wierzyłam, że moje dziecko nie wymusza tylko komunikuje swoje potrzeby. A ja rozważałam, czy mogę je spełnić.


                          > Samotny płacz jest zazwyczaj okrutny - ale jeśli dziecko na przyk
                          > ład ucieka, nie wraca, nie daje się zaprowadzić nigdzie i chcemy mu pokazać, ja
                          > kie to okropnie nieprzyjemne

                          ZARYZYKOWAŁABYŚ nie odwracanie się i oczekiwanie, że będzie się wlokło za Tobą dziecko, które UCIEKA? To ja chyba jakieś inne dzieci miałam ;)


                          > Nigdy wiecej się nie wyrwał sie i nie pobiegł nie zatrzymujac się - i choć był
                          > o mi go okropnie żal, uwazam, ze dobrze zrobiłam patrzac na rozpaczające dzieck
                          > o i nie pocieszając.

                          Też niosłam w podobnej sytuacji - wytłumaczyłam, że wydaje mi się za mały na samodzielne poruszanie. Niosłam, on ryczał. Ale ja pocieszałam. Płacz trwał krótko (mieliśmy blisko do domu). A on nigdy więcej nie wybiegł... choć nie. Zrobił to dwa lata później - prawie wbiegł na ulicę, ale gwałtownie zahamował. Do dziś twierdzi, że poślizgnął się na świeżej farbie i dlatego wbiegł te dwa kroki na jezdnię. (spokojna osiedlowa uliczka, nic nie jechało)
                          Ale ja starałam się wybierać takie trasy, które były bezpieczne dla nas. W pozostałych wypadkach byłam albo czujna, albo brałam gada za łapę i przechodziliśmy.

                          Można pocieszać (nie koniecznie klepiąc w ramię i dużo mówiąc) i osiągnąć cel.

                          Jak moja córka była mała miałam takie okresy, gdy uważałam, że więcej ją nauczę, jak będę twarda (nieprzystępna) w obliczu jej płaczu. Głupie to było.

                          Pozdrawiam
                          Jola
                        • Gość: anku1982 Re: do verdana IP: *.play-internet.pl 03.07.12, 22:51
                          a wg mnie błędem tych rodziców jest nie to, że nie chcieli nieść tego malucha - błędem jest to że zostawili je i poszli dalej, mogli poczekać aż chwilę odpocznie, mogli z nim porozmawiać, ale nie odchodzić. Czy jeżeli byłby to dorosły, przyjaciel, który biegnie za nimi błagając aby poczekali, też by udawali że go nie widzą? Nie sądzę. W życiu nie widziałam takiej sytuacji, ale dzieci niezbyt dobrze traktowane na ulicy: okrzyczane, wyzwane od głupków, albo zlewane - coś mówią do rodzica, a ten gada przez telefon (nawet nie mówiąc że porozmawiają jak przestanie rozmawiać przez komórkę) - to widać niestety. To jest ewidentnie brak szacunku do tego małego człowieka, bo można sobie pozwolić, bo on nie powie Ci do słuchu raczej się poryczy ... ale jak będzie starszy to dobrze takie sytuacje zapamięta...że na rodziców nie ma co liczyć.
                    • joshima Re: do verdana 02.07.12, 19:41
                      Rozwodzisz się i rozwodzisz ale nadal nie napisałaś dlaczego dokładnie katastrofalne w skutkach dla dziecka jest takie noszenie dziecka kiedy jest zmęczone i o to poprosi?
              • joshima Re: do verdana 01.07.12, 23:26
                verdana napisała:

                > Wiesz, w przeciwieństwie do Ciebie w piękną niedzielę nie siedzę 24 godziny na
                > dobę na forum.
                A ja siedzę, bo u mnie niedziela zbyt piękna i na dworzu grozi ciężki udar z przegrzania a w domku przyjemniutko. To po pierwsze, po drugie pytanie ignorujesz od wczoraj :P

                > Co sie stanie, jeśli dziecko będzie cały czas noszone? Będzie miało o wiele gor
                > sza kondycję i zdrowie od rówieśników. Ruch dla dziecka jest bardzo ważny,
                I dlatego ma być do niego zmuszane nawet jeśli jest bardzo zmęczone? A poza tym chyba nie mówimy tu o noszeniu non stop tylko o noszeniu kiedy dziecko tego potrzebuje. Wypisujesz po prostu bzdury.
        • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:58
          > Ignorowanie płaczu jest świństwem, jeśli dziecko płacze, bo jest nieszczęśliwe
          > i zupełnie rozsadną metodą, gdy mamy dziecko, usiłujace płaczem wymusić na nas
          > to, czego aktualnie chce.
          a skąd pewność, że jak to ujęłaś wymusza a nie okazuje nieszczęście/frustrację?
          skąd możesz, nie będąc nim, mieć pewność, że dobrze rozumiesz sytuację.
          słyszałam o przypadkach, kiedy dziecko płakało, bo miało kamyk w bucie i nie dało rady iść, a rodzice zrozumieli dopiero w domu.
          ale już pomijając, jeżeli Twoje dzieci wymuszały płaczem, to faktycznie współczuję, ale podejścia.
      • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.12, 17:26
        Taaa...
        Gdybyście widziały mnie i mojego synka ostatnio, to byłaby sytuacja analogiczna. Ja pchałam wózek z jego młodszym braciszkiem, a on wrzeszcząc biegł za nami i próbował wskoczyć na swoją podstawkę, która do wózka jest doczepiona. A ja po pierwsze się nie zatrzymała, po drugie całkiem ignorowałam jego płacz.

        Tylko że dwie minuty wcześniej mój synek sprawdzał, do jakiej granicy może się posunąć. Kilka razy mówił "ja chcę na podstawkę", a kiedy się zatrzymywałam i mówiłam "wskakuj", odpowiadał "nie, nie chcę". W końcu ostrzegłam go, że ma jeszcze trzy próby i jeśli z nich nie skorzysta, będzie szedł na piechotę. Próby liczyłam, zaznaczając, która jest ostatnia. Nie skorzystał, więc zrealizowałam groźbę.

        Wiem, mogłam inaczej. Mogłam dalej zatrzymywać się co pięć kroków - i tak w końcu doszłabym do domu...
        • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 18:23
          Gość portalu: zaspana napisał(a):

          > Taaa...
          > Gdybyście widziały mnie i mojego synka ostatnio, to byłaby sytuacja analogiczna
          > . Ja pchałam wózek z jego młodszym braciszkiem, a on wrzeszcząc biegł za nami i
          > próbował wskoczyć na swoją podstawkę, która do wózka jest doczepiona. A ja po
          > pierwsze się nie zatrzymała, po drugie całkiem ignorowałam jego płacz.
          >
          > Tylko że dwie minuty wcześniej mój synek sprawdzał, do jakiej granicy może się
          > posunąć.

          A czemu zakładasz, że to jest sprawdzanie do jakiej granicy może się posunąć?
          A nie na przykład informacja: "mamo nudzę się, zajmij się mną, zainteresuj się mną".
          Może zamiast stawiać warunki i grozić, liczyć próby wystarczyło by się z nim pobawić: pograć w zagadki, pokazać jakiś kwiatek na trawniku, pograć w "piłkę" kamyczkiem leżącym na drodze, opowiedzieć coś ciekawego, zrobić wyścigi, kto będzie pierwszy przy tamtej latarni?

          Dzieci nie lubią chodzić, tylko dla samego faktu dojścia gdzieś - to jest dla nich nudne i nużące. Jazda na podstawce, jest tak samo nudna, bo przecież nic się wtedy nie robi!, tylko stoi. Ile można tak stać?!



          • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.06.12, 18:36
            Zgadzam się, odrobina prawdziwej EMPATII i 90% sytuacji z wrzeszczącym trzylatkiem przestaje istnieć. CO do młodszych dzieci - to może być trudniejsze, bo działają bardziej instynktownie, ale z trzylatkiem naprawdę można się dogadać.
          • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.12, 21:00
            > A czemu zakładasz, że to jest sprawdzanie do jakiej granicy może się posunąć?
            > A nie na przykład informacja: "mamo nudzę się, zajmij się mną, zainteresuj się
            > mną".

            Czemu zakładam? Może dlatego, że znam swoje dziecko? Może dlatego, że znam siebie i wiem, kiedy mu poświęcam swoją uwagę, a kiedy nie? Może dlatego, że wiem, jaką drogę, w jakim czasie i w jakich okolicznościach mieliśmy przebyć? Może dlatego, że ostatnio mamy "na tapecie" temat proszenie kontra wymuszanie? Może z dziesięciu innych powodów?

            A czemu Ty uważasz, że Twój odbiór rzeczywistości jest jedynym prawidłowym odbiorem? Czemu uważasz, że dziecku należy za wszelką cenę oszczędzić wszelkich przykrych sytuacji, uczuć, doświadczeń?

            • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 08:20
              Gość portalu: zaspana napisał(a):


              > Czemu zakładam? Może dlatego, że znam swoje dziecko? Może dlatego, że znam sieb
              > ie i wiem, kiedy mu poświęcam swoją uwagę, a kiedy nie? Może dlatego, że wiem,
              > jaką drogę, w jakim czasie i w jakich okolicznościach mieliśmy przebyć? Może dl
              > atego, że ostatnio mamy "na tapecie" temat proszenie kontra wymuszanie? Może z
              > dziesięciu innych powodów?


              Domza2 kilka linijek wyżej napisała:

              "Zresztą z tym całym wymuszaniem to tekst mam, które niesbyt pojmują potrzeby swoich dzieci, ja się z tym nie spotkałam, ale jak ktoś patrzy na kilkulatka jak na małego manipulanta-złośliwca to oczywiście będzie miał "wymuszanie" co chwilę, ech.. "

              To całe sedno sprawy wymuszania, więc jeśli masz problem z wymuszaniem, to przemyśl swój sposób "widzenia" dziecka.



              > A czemu Ty uważasz, że Twój odbiór rzeczywistości jest jedynym prawidłowym odbi
              > orem? Czemu uważasz, że dziecku należy za wszelką cenę oszczędzić wszelkich prz
              > ykrych sytuacji, uczuć, doświadczeń?

              Rodzice nie powinni przysparzać dziecku stresów, bo życie wśród ludzi, w przedszkolu, szkole.... niesie ze sobą i tak bardzo dużo sytuacji stresowych.

              Rodzice powinni być ostoją, buforem łagodzącym, kimś, kto pomaga się do tych stresów zewnętrznych przyzwyczaić i nauczyć się sobie z nimi radzić w prawidłowy sposób.

              Jeśli rodzic zamiast tego sam jest przyczyną stresów, to znaczy że dziecko nie ma nikogo, kto mógłby mu zapewnić poczucie bezpieczeństwa psychicznego, a w takich warunkach nie może się prawidłowo rozwijać pod względem psychologicznym.

              Jest wtedy samotne - opuszczone, chociaż pozornie ma niby kochających rodziców.

              Samotność w rodzinie, to jest dla dziecka bardzo niekorzystna sytuacja, bo dziecko jest jeszcze niedojrzałe, nie rozumie zjawisk, które dookoła niego zachodzą i nie mając oparcia i zrozumienia u swoich najbliższych, na wiele sytuacji reaguje w sposób patologiczny, a ta patologia niestety utrwala się na całe życie - stąd potem mamy tylu alkoholików, narkomanów, przestępców, samobójców, ludzi cierpiących na depresję, bezrobotnych, tnących się, i całą masę innych, którzy nie potrafią sobie radzić w życiu.
              • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 09:17
                > To całe sedno sprawy wymuszania, więc jeśli masz problem z wymuszaniem, to prze
                > myśl swój sposób "widzenia" dziecka.
                >

                A nie nie. Właśnie nie mam problemów z wymuszaniem, bardzo mi przykro że cię zawiodłam. Mój syn może wrzeszczeć "Ja chcę!" i tupać nogą. Tylko uczę go, że tak to może wyrażać swoją złość - to jest jego absolutne prawo - ale nie jest to sposób, żeby uzyskać ode mnie coś, czego chce. Dlatego właśnie ja nie mam problemów z wymuszaniem.
                • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 09:57
                  Do czasu!
                  Jak syn ci podrośnie, to tupać wprawdzie nie będzie, ale powie: "spadaj matka" i zrobi co zechce.

                  Wtedy będziesz miała problem i to poważny, ale wtedy się go już rozwiązać nie da - będzie za późno.
                  • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 10:28
                    wróżką to ty jesteś marną...
                    • verdana Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 21:58
                      Moje dzieci, którym, o zgrozo, czasem pozwalałm plakac i nie koiłam kazdeych łez, jeśli uznałam,z ę zawiniły, jakoś nie tylko nie buntowały sie jako nastolatki, ale o zgrozo - są dorosłe i mają nadal dobry kontakt.
                      Nie powiedzą "spadaj matka" (no, chyba, zę przerywam grę w momencie napadu stada zombie, ale to zrozumiałe), bowiem uwazają, nie do wiary - matkę za jakiś tam autorytet, a nie osobę zobowiązaną do służby i dawania dzieciom wszystkiego tego, na co mają ochopę. Wbrew pozorom nauczenie dzieci, że matka też człowiek, a nie automat do realizacji żądań, że matka ma prawo czasem się wsciec, jest całkiem niezłą metodą na dobry kontakt z dziećmi.
                      • forumowiczka.to.ja Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 13:40
                        verdana napisała:

                        > Moje dzieci, którym, o zgrozo, czasem pozwalałm plakac i nie koiłam kazdeych łe
                        > z, jeśli uznałam,z ę zawiniły, jakoś nie tylko nie buntowały sie jako nastolatk
                        > i, ale o zgrozo - są dorosłe i mają nadal dobry kontakt.
                        > Nie powiedzą "spadaj matka" (no, chyba, zę przerywam grę w momencie napadu stad
                        > a zombie, ale to zrozumiałe), bowiem uwazają, nie do wiary - matkę za jakiś tam
                        > autorytet, a nie osobę zobowiązaną do służby i dawania dzieciom wszystkiego te
                        > go, na co mają ochopę. Wbrew pozorom nauczenie dzieci, że matka też człowiek, a
                        > nie automat do realizacji żądań, że matka ma prawo czasem się wsciec, jest ca
                        > łkiem niezłą metodą na dobry kontakt z dziećmi.

                        Zgadzam się. Tylko dlaczego, verdano, rzeczy tak oczywiste trzeba tłumaczyć w 4 postach na 7 różnych sposobów, przekładać z polskiego na nasze a i tak będziesz niezrozumiana lub zrozumiana opacznie...ehhhh.
            • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 00:17
              zastanawiam się dlaczego moje dziecko nie wymusza, hmmmm, może dlatego, że ja nie postrzegam jego zachowań przez taki pryzmat. oczywiście, czasami chce zrobić po swojemu i (uwaga!) bardzo mnie to cieszy, chociaż czasami w danej chwili i denerwuje. cieszy mnie, i staram się mu na to pozwalać, dopóki nie jest to w ostrej kolizji z jakimiś ważnymi rzeczami, bo bardzo bym chciała, żeby nauczył się decydowania o sobie i o tym co robi.
              ale ja nie rozumiem tej mody na wymuszanie i manipulowanie przez dzieci - to tkwi w głowach rodziców. nie wiem, czy znasz zasadę, że dziecko staje się takie jakim go postrzegasz.
              to tak jak z facetem, jak będziesz mu powtarzać, że zdradza, to najprawdopodobniej w końcu to zrobi. jak powiesz komuś, uważaj bo się potkniesz, to prawdopodobnie się potknie. ludzie tak działają, a szczególnie dzieci. jeżeli zakładasz, że wymusza, jest niegrzeczny itp., to tak właśnie będzie.

              dziecku nie należy oszczędzać wszystkich stresów, dziecku nie należy ich dokładać, a pomagać w rozładowaniu tych co są - to właśnie ta szczególna rola rodzica, po to, poza karmieniem i ubieraniem, jesteśmy.
    • olcia71 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 18:25
      Hmm.. A ja byłabym ostrozniejsza w ocenie. Dlatego, ze jestem mamą 2,5 latki.
      Nie wiesz tak naprawde z jakiego powodu ryczało dziecko. W zasadzie nadinterpretujesz. Może nie rozpetala się ta burza z powodu tego, że od poczatku chciała na ręce. Moja potrafi urządzic mega scene np. z powodu tego, że nieopatrznie w pośpiechu wyłączyłam sama światło (a ona chciała sama, tzn żebym ja wzięła na ręce i mogla zgasić) i nie pomaga nic, przytulanie- jest jeszcze gorzej, głaskanie- nie da sie dotknąć, zapewnienie, ze nastepnym razem to ona to zrobi,tylko spokojne przeczekanie tej histerii. A potem też czasem wymysla rózne inne powody do dalszego histeryzowania. Ja jednak co jakis czas wysyłam sygnał, że jak chcesz to możesz sie sama przytulić, ale wiesz, różne rzeczy działaja na rózne dzieci. Niektóre dzieci w tym wieku ryczą jakby je ze skóry obdzierano, jakby im się nie wiem jaka krzywda działa. I właśnie obawiam się, że moge mieć sąsiadów myślacych podobnie jak Ty. Bo niektóre dzieci w tym wieku są specyficzne i trzeba je traktowac specyficznie. Musiałabys na własne oczy widzieć jak zachwouje się takie dziecko i jak reaguje na konwencjonalne metody zalagodzenia takiego ogniska zapalnego. Zgrzana też mogła być ze zmęczenia ale własnym placzem (moja czasem sie drze aż mozna ja wykręcać, leje się z niej pot)
      Pociesze Cię, ze ja tez źle myslałam o rodzicach pchających wózek z wrzeszcącym dzieckiem- zmieniłam front, kiedy moja mała przekroczyla wiek 2 lat. Teraz wiem, ze to nie takie proste. ze czasem ludzkie odruchy zawodzą. choć pewnie zareagowalabym na jej próbę podjecia kontaktu (wyciagniete rece), ale... moze na ich dziecko to nie dzialało dobrze? Nie wiem, mogłas podjąc temat z rodzicami. Ja kiedyś zagadałam babkę z ok. 6-miesięcznym dzieckiem, które darło sie strasznie w wózku i caly czas wyciagalo rączki. Babka (wyglądala na babcię) była z tych co to dzieci nie wezma na ręce bo się rozpuści. A ja zwrócilam jej uwagę, że widac wychodzące na dole ząbki (dziąsla aż sine) i że na peno jakby dziecko było na rękach uspokoiłoby się. Powiedziała "ale wie pani, ona chce tak cały czas (w sensie - nie do pomyslenia!)!" Powiedziałam tylko, ze ja nosiłam w chuscie i miałam spokój, ale ona wolała meczyc siebie i dziecko- jej sprawa. Zrobiłam co w mej mocy.
    • Gość: atzaga Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.12, 19:54
      Ja moje dzieci dużo nosiłam i noszę. Ale zdarza mi się odmówić tego, jak i innych rzeczy.

      Rodzic też ma swoje potrzeby! Może źle się czuć, może być zmęczony, może nie móc podnosić.

      Pamiętam też, że mój syn w okresie 2,5-3,5 często płakał, również z powodu drobiazgów. Zwykle starałam się go pocieszyć albo chociaż być obok. Ale czasami się nie dało.

      No rzeczywiście, nie wiadomo o co chodziło. Ja bym sie powstrzymała od osądzania kogokolwiek.
    • jestem_fajnou_mamou Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 20:46
      O matko masz ty w ogóle dziecko około3letnie?

      Mamusia, tatuś, dzidziuś w wózeczku, a za nimi biegnie z rozpaczliwym płaczem 2
      > ,5 może 3latka.

      Płacz małego dziecka przeważnie jest rozpaczliwy, gdy się patrzy na to z boku. Nie wiesz co się zdarzyło pół minuty wcześniej, Ty tylko widzisz scenę, że dziecko rozpaczliwie płacze i biegnie za swoimi okrutnymi, nieczułymi, wyrachowanymi rodzicami. Z analizy i wyciągania wniosków dałabym ci 1.



      Ja ostatnio miałam taką sytuację: jestem z moim 3 latkiem na placu zabaw. Zbliża się czas powrotu, młody próbuje wynegocjować jeszcze kilka minut, oświadczam, że trzeba iść, więc on urządza scenę w stylu to sobie idź ja tu zostaję i siada na trawie. Więc ja idę, mogę sobie na to pozwolić, bo na placu są znajome mamy, które będą miały na niego oko i on zna drogę do domu a poza tym pewnosć, że beze mnie tam na pewno nie zostanie.
      Kiedy uszłam już jakieś 20 metrów młody decyduje się jednak iść. Woła mnie, żebym na niego zaczekała, więc czekam, on jednak stwierdza, że zostaje, więc ja idę dalej, on na mnie krzyczy: "poczekaj na mnie" więc czekam, on wraca na plac, znów na mnie woła, ja tym razem nie reaguję, idę dalej, on zaczyna za mną lecieć z "rozpaczliwym płaczem" a ja idę wolnym krokiem (aby miał szansę mnie dogonić) na przód. Kiedy się oglądam za siebie, żeby mu dać do zrozumienia, że czekam na niego on się cofa, jak idę dalej to "rozpaczliwie płacze" ale idzie za mną.
      • verdana Re: Sobotni spacerek z dziećmi 30.06.12, 21:12
        Właśnie.
        Nie bardzo rozumiem matki, które uwazają, ze nalezy spełnuić każdą prośbę dziecka. Dziecko moze chcieć być noszone - ale to nie oznacza, zę rodzice muszą je nosić. Pamiętam, ze jako małe dziecko stale domagałam sie noszenia. Ojciec nosił mnie od jednej latrani do kolejnej, a potem zdecydowanie odmawiał. Odmawiał, bo dziecko powinno chodzić, chce czy nie. Dla zdrowia chociazby. Ja ryczałam, ojciec odmawiał - i słusznie. Nie dlatego,z ę nie rozumiał moich potrzeb, dlatego,z ę rozumiał je lepiej niż ja.
        Możliwe jest też, ze dziecko zrobiło wcześniej awanturę, ze nie chciał iść, że domagało sie kupienia trzeciego loda, ze cokolwiek. To, zę dziecko płacze nie oznacza, zę automatycznie mu sie nalezy wszystko, aby tylko przestało płakać.
        • jola_ep Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 12:35
          Osobiście daleka jestem od osądzania i oceniania na podstawie jednej scenki. Wiem, że bez odmawiania, bez płaczu dziecka nie da się ... i wcale nie oznacza to końca świata i złamania charakteru...
          (choć przyznam, że scenka z pierwszego postu dość przerażająca - nie oglądali się?)

          >Ja ryczałam, oj
          > ciec odmawiał - i słusznie. Nie dlatego,z ę nie rozumiał moich potrzeb, dlatego
          > ,z ę rozumiał je lepiej niż ja.

          Dziwię się, że to piszesz - zawsze głosiłaś chyba, że konsekwencja ponad wszystko jest głupia? (bo IMHO jest).

          Jak moje dzieci chciały na ręce - brałam. Niosłam kawałek - ile mogłam, informowałam, że mi ciężko i stawiałam na ziemi. Informując jednocześnie, że jak odpocznę, to znowu wezmę. Nie wiem dlaczego, ale to działało :) I wystarczyło, aby Twój ojciec zrobił podobnie. Zresztą mój mąż nosił. Dzieci wiedziały, że tata jest silny ;) Moja mama zaś proponowała wnukom, aby usiadły na chodniku. I mój syn siadał! ;) Więc może jednak nie o ręce tu chodziło, ale naprawdę był zmęczony?

          Małe dzieci są inne od nas. Przede wszystkim nie są fizjologicznie przystosowane (a także wytrenowane) do monotonnego ruchu - czyli tego, co my dorośli lubimy - idziemy prostą drogą... Im NAPRAWĘ może być ciężko, mogą boleć nogi. Wiem też, że długi marsz po twardym podłożu męczy. Dlatego dziecko może godzinami latać po placu zabaw, a zmęczyć koszmarnie w drodze do domu.

          Jeśli teren to umożliwiał, to stosowałam metodę wymyśloną kiedyś przez moją mamę na mojego brata: "zmęczyłeś się? to masz tu motorek" - i mój brat "jechał" na kawałku patyka odzyskując utracone siły ;)
          Można bez motorka. Wystarczy: zmęczyłeś się? to pobiegaj po trawie. Jeszcze długo przemierzaliśmy dłuższe odcinki ja po chodniku, mój syn skacząc po schodkach domów, niskich murkach, trawnikach itp.

          Wiem, z mojego doświadczenia, że jeśli tylko postaramy się, bardzo często można bez tej "konsekwencji" ponad wszystko. Jeszcze raz: nie oceniam, wiem, że bywa różnie. Sama nie byłam ideałem. Ale jeśli zamiast twierdząc "tak trzeba" spróbujemy się zastanowić, to nasze macierzyństwo będzie lepsze.

          Pozdrawiam
          Jola
          • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 13:13
            To z motorkiem super :-)

            > Wiem, z mojego doświadczenia, że jeśli tylko postaramy się, bardzo często można
            > bez tej "konsekwencji" ponad wszystko. Jeszcze raz: nie oceniam, wiem, że bywa
            > różnie. Sama nie byłam ideałem. Ale jeśli zamiast twierdząc "tak trzeba" sprób
            > ujemy się zastanowić, to nasze macierzyństwo będzie lepsze.

            I jak tu się z Tobą nie zgodzić? :-)
        • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 00:27
          dr King nakazywał wystawiać dziecko w wózku na podwórko na kilka godzin dziennie, dla ich zdrowia. nie ważne, czy śpią, czy płaczą. grunt to dobre wytłumaczenie .... :(
      • Gość: z. Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.12, 22:02
        Zaraz przeczytasz, że mogłaś mu pokazać kwiatek, ptaszka, gwiazdkę, zrobić po drodze teatrzyk kukiełkowy, stanąć na głowie i zaklaskać uszami - i w ten sposób spokojnie uniknąć żalu swojego synka z powodu opuszczenia placu zabaw. Że wystarczyłaby tylko odrobina empatii... :-)
        • Gość: anku1982 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.play-internet.pl 30.06.12, 23:33
          każde dziecko jest inne, każdy rodzic ma określony czas który spędza z dzieckiem, aby je poznać, ono wtedy też poznaje rodzica i wie na co może sobie pozwolić. Jednak jak widać sporo rodziców nie pamięta że istnieje kompromis, który świetnie sprawdza się u dzieci 2-3 letnich. Jeśli mogę troszkę go ponosić, niosę do następnej przecznicy - tak się umawiamy. Jeśli przy następnej przecznicy dalej woła na ręce, wyjaśniam że inaczej się umawialiśmy, jeśli jest mocno niezadowolony, mówię że poczekam na ulicy aż odpocznie i zdecyduje się iść dalej, zazwyczaj po 10 sekundach idzie dalej na nogach, bo teoretycznie dałam mu szansę zdecydować, jeżeli wiem że może być śpiący, biorę na ręce i idę w kierunku domu. Ale nigdy nie zostawiam na ulicy płaczącego dziecka i nie doprowadzam do sytuacji że ma lecieć za mną błagając mnie abym się zatrzymała, to dziecko - człowiek i należy mu się szacunek.
          • jestem_fajnou_mamou Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 00:06
            każde dziecko jest inne, każdy rodzic ma określony czas który spędza z dzieckie
            > m, aby je poznać, ono wtedy też poznaje rodzica i wie na co może sobie pozwolić
            > . Jednak jak widać sporo rodziców nie pamięta że istnieje kompromis, który świe
            > tnie sprawdza się u dzieci 2-3 letnich.

            W jakim wieku masz dziecko?
            Każde dziecko wie na co może sobie pozwolić, ale powinnaś uzupełnić wiedzę o informację, że każde dziecko co jakiś czas sprawdza, czy może sobie pozwolić na więcej, czy zasady dalej go obowiązują, itd. I jeszcze przerób to w praktyce to potem możemy podyskutować o 3 latkach zdolnych do kompromisu i zazwyczaj (jak sama napisałaś) robiący co trzeba bo mu dałaś pozorną możliwość podjęcia decyzji. Zwłaszcza, że 3 latki potrafią 150 razy na minutę zmieniać zdanie.
            • mandziola Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 00:47
              A założysz sie, ze nie wcale??:P Autorka watku jest dobra w gebie na zasadzie - najlepiej wychowuje sie cudze dzieci.
              • mandziola Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 00:48
                nie ma miało być.
            • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 09:52
              jestem_fajnou_mamou napisała:

              > Każde dziecko wie na co może sobie pozwolić, ale powinnaś uzupełnić wiedzę o in
              > formację, że każde dziecko co jakiś czas sprawdza, czy może sobie pozwolić na w
              > ięcej, czy zasady dalej go obowiązują, itd.


              Święte słowa, tylko ty chyba nie rozumiesz ich sensu.

              Każde dziecko wie, na co może sobie pozwolić, ale ta wiedza zmienia się razem z dorastaniem dziecka.
              Teraz twoje dziecko, wie że musi iść za tobą, bo jak nie to go zostawisz na placu zabaw samego, więc idzie, bo się boi samo zostać.

              Ale już wkrótce przyjdzie taki dzień, że się przestanie bać, albo będzie wiedziało, że go nie zostawisz i nie zareaguje na twoje straszenia - jak go wtedy z placu zabaw wyciągniesz?

              Potem może przyjdzie taki dzień, że będzie wiedziało, że ty w ogóle niewiele możesz zrobić, żeby go do czegokolwiek zmusić, kary - oleje, proszenia - oleje, strachów już nie będzie...

              I CO WTEDY ZROBISZ?

              Dziecko (nie każde!) sprawdza, czy może sobie pozwolić na więcej.
              I tu też, tak jak poprzednio, to sprawdzanie posuwa się coraz dalej - pozwala sobie na coraz więcej, bo tak jak wyżej napisałam, dorasta, coraz więcej rozumie i zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że twoje kary i straszenia są gó... warte, bo tak naprawdę, to możesz mu skoczyć.

              I CO WTEDY?

              Postraszysz, go że na piwo nie dasz?
              To może wtedy przyjdzie mu do głowy sprawdzić, czy dasz, jak on ciebie postraszy?
              Może postraszy cię tym, że powie w szkole, że go maltretujesz?
              A może po prostu ci przyłoży i sam sobie na to piwo weźmie?

              Siłowe rozwiązania w wychowaniu nie działają na dłuższą metę, bo proporcje sił bardzo szybko się zmieniają na niekorzyść rodziców - na szczęście i wtedy rodzice dostają od swoich dzieci dokładnie to, co sami im dali.

              Dlatego wcale mi nie żal tych staruszków wyrzuconych na bruk, wcale mi nie żal tych biednych ojców i matek bitych przez swoich wyrodnych synów... - bo oni na to zasłużyli, to się im słusznie należy od ich dzieci.
              Zmarnowali życie swoich dzieci, niech chociaż na stare lata trochę za to odpokutują, niech zobaczą jak to dobrze być maltretowanym przez tego, kto niby powinien kochać.


              Jeśli dziecko od urodzenia jest traktowane jak człowiek, i szanowane, i kochane, i rozpieszczane, i rodzic zaspokaja wszystkie potrzeby dziecka, i nie doprowadza do sytuacji stresowych, to dziecko nie ma potrzeby sprawdzania żadnych granic, bo doskonale wie, że miłość rodziców nie ma żadnych granic i niczego sprawdzać nie ma potrzeby.

              Wtedy samo narzuca sobie granice w swoim postępowaniu i te granice są o wiele rozsądniejsze, niż te które ustanawia rodzic, i które dziecko ciągle próbuje przekroczyć, bo wynikają z jego wewnętrznego dobra i chęci bycia dobrym, a nie z przymusu.

              Bo żadne dziecko nie jest z założenia złe, każde jest dobre i dopóki rodzic nie nauczy go być złym, dobre pozostaje.
              • Gość: ieb Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: 109.95.234.* 01.07.12, 15:55
                Z jakiej sekty jesteś?

                A na poważnie, to bredzisz. Bredzisz, bo to o czym piszesz to wychowanie bezstresowe. Hit w zachodnich społeczeństwach w XX wieku, ale już XXI wiek zewryfikował, że prowadzi ono do nikąd. Do nikąd czyli do samobójstw wśród nastolatków, do narkotyków i alkoholizmu. Dziecko MUSI mieć stawiane granice. Pierwsze granice muszą stawiać rodzice i konsekwetnie wymagać ich przestrzegania. Jeśli rodzice tego nie nauczą, to dziecko samo się nie odnajdzie w świecie zewnętrznym, gdzie tych granic będzie spotykać codziennie bardzo wiele.

                > Bo żadne dziecko nie jest z założenia złe, każde jest dobre i dopóki rodzic nie
                > nauczy go być złym, dobre pozostaje.
                Pojechałaś po bandzie :) a w ogóle to nie na temat. Kiedy mój dwulatek po raz kolejny sprawdza czy aby na pewno nie wolno mu otwierać niektórych szafek albo gdy się ze mną droczy czy chce jeszcze jeść czy już nie, to choć mi się juz cierpliwość kończy (a wiele osób powiedziało, że do dzieci mam jej wyjątkowo duuuuużo), to przez głowę by mi nie przeszło, że to ZŁE dziecko jest. On sprawdza na ile może sobie pozwolić, a jak po raz kolejny pokazuję mu gdzie jest granica. I staram się tej granicy nie przesuwać ani w jedną, ani w drugą stronę, żeby się biedaczek nie pogubił ;)
            • Gość: anku1982 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.play-internet.pl 01.07.12, 23:16
              akurat tak się składa że mam 3latka i kompromisy przerabiamy od dłuższego czasu, moje dziecko nie rzuca się na ulicy w sklepie na glebę może dlatego że mu poświęcam czas (na ile mogę bo pracuję), a nie zlewam i udaję że nie słyszę. Ciekawe też że zmienia zdania 150 razy na minutę, ot chyba mam szczęście... jakiś dziwny egzemplarz mi się trafił...
              • Gość: anku1982 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.play-internet.pl 01.07.12, 23:18
                kwestii uzupełnienia: zdania NIE zmienia. Nie każdy kto się tutaj wypowiada pisze tylko o tym, co mu się wydaje.
          • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 00:29
            Lubię to! :)
        • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.07.12, 08:50
          Przypuszczam, że najlepiej na małego manipulanta i gó...arza działa klaps? W końcu w domu musi być wiadomo kto rządzi, a żadna porządna matka nie pozwoli sobie wejść na głowę takiemu wymuszającemu coś ciągle gó...arzowi, nie? Więc nie zawracaj sobie głowy kamykami, tylko wołasz raz, jak nie idzie, walisz w tyłek, a jak dalej nie idzie: to idziesz bez niego i tyle.
          • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 09:31
            > Przypuszczam, że najlepiej na małego manipulanta i gó...arza działa klaps? W ko
            > ńcu w domu musi być wiadomo kto rządzi, a żadna porządna matka nie pozwoli sobi
            > e wejść na głowę takiemu wymuszającemu coś ciągle gó...arzowi, nie? Więc nie za
            > wracaj sobie głowy kamykami, tylko wołasz raz, jak nie idzie, walisz w tyłek, a
            > jak dalej nie idzie: to idziesz bez niego i tyle.

            Taki wzorzec wyniosłaś z domu? Może dlatego tak krzywo odbierasz inne niż Twoje podejście do dziecka i reagujesz niepotrzebną agresją?

            Pewnie - można uczyć dziecko, że jak się z kimś na coś umawia i coś ustala, to potem absolutnie nie musi tego dotrzymywać. Bo jest tylko dzieckiem. Wystarczy że swój żal i dyskomfort wyrazi łzami. Tak samo można samemu nie dotrzymywać złożonych mu obietnic - obraz świata musi być przecież spójny - bo to tylko dziecko.

            Odwracanie uwagi jest dobrą metodą, żeby rozładować napięte sytuacje. Tylko nie zawsze jest czas, miejsce i warunki, żeby tę metodę stosować. Jeśli dla ciebie jedyną alternatywą dla niej jest bicie, to współczuję ciasnych horyzontów.

            • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.07.12, 09:51
              Proponuję, byś nadal "realizowała swoje groźby", jak się pięknie wyraziłaś i wtedy takich sytuacji, jakie opisałaś z podstawką na wózku będziesz miała x. Chociaż w innym poście piszesz, że akurat z "wymuszaniem" nie masz żadnych problemów.
              Może wyspanie się by zaspanej pomogło zrozumieć samą siebie?
              • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 10:26
                Nie mam problemów z wymuszaniem. Podobnie nie mam problemów z tym, że mój syn odczuwa złość i ją wyraża. Odróżniam jedno od drugiego i odróżnienia tego uczę swojego syna. Czegoś jeszcze nie rozumiesz?

                O dotrzymywaniu umów pisałam w kontekście wychodzenia z placu zabaw. Ja się umawiam z moim synkiem - na godzinę, na pół, na dziesięć minut zabawy. Pokazuję mu na zegarku, jakie cyferki będą oznaczać jej koniec. Co jakiś czas przypominam, ile czasu zostało. Czasem synek negocjuje dodatkowe minuty, czasem nie. Jeśli się spieszymy, przed ustaleniem czasu mówię mu, że dziś nie ma możliwości przedłużenia.

                Taką metodę wypracowaliśmy razem, metodą prób i błędów - na początku było ciężko z wychodzeniem z placu zabaw -nam obojgu - i próbowałam różnych sposobów, które nie działały.

                To pewnie jakiś wyjątek od reguły, o któej pisze e-kasia. Może mam cholerne szczęscie, że moje dziecko nie mówi do mnie "spadaj matka, ja zostaję" (tak zdaniem Kasi przecież powinno), tylko zgodnie z tym, co ustaliło ze mną wcześniej, wychodzi z placu. A może to tylko chwilowe szczęście? A może po prostu udało mi się stłamsić i złamać gnojka tak, że już wie kto tu rządzi i nie podskakuje?
                • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.07.12, 11:56
                  Taki straszny najazd na treści e-kasi i osób się z nią zgadzających. A wszystkie te najeżdzające, oburzone mamusie są przecież tak doskonałymi mamusiami, które nie mają absolutnie żadnych problemów ze swoimi dziećmi, tylko.... sytuacja z płaczącym , biegnącym dzieckiem jest dla nich normą. Cóż, pozostawię to bez komentarza, bo tu komentować nie ma co.
                  • Gość: z. Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 12:27
                    Pokaż mi tu osobę, która twierdzi, że sytuacja płaczącym, biegnącym dzieckiem jest dla niej normą. Pokaz mi tu osoby - poza e-kasią - które twierdzą, że są doskonałymi mamusiami, które nie mają problemów ze swoimi dziećmi.

                    Najazd nie jest na treści, tylko na sposób ich prezentacji - na zarozumialstwo, pogardliwość, bezkrytycyzm w ocenach, klapki na oczach, ciasnotę horyzontów, niedpouszczanie myśli o własnej omylności.
            • e-kasia27 No widzisz Domza, to przykre, że 01.07.12, 10:09
              niektórym nie da się niczego wytłumaczyć , bo nie rozumieją - ani tego, co się im tłumaczy, ani żartów, ani aluzji.... - ciężkie jest życie ich dzieci i ich samych, ale nic nie można zrobić.
              • justcam Re: No widzisz Domza, to przykre, że 02.07.12, 12:40
                a mnie sie niestety wydaje że wszystko zależy od tego jakie mamy dzieci , nie którym matkom jest znaczniej łatwiej, o kompromis i o spokojne zalatwienie jakiegos problemu . Niestety mamy szczęściary często stają się sędziami bezlitosnymi i wydaje im się że ich to zasługa że maja taki super kontakt z dziećmi i że nie maja ze swoimi dziecmi takich awantur, które obserwuja dookoła..... Tak sobie błogo myslą o sobie mogąc stosować te sympatyczne metody wychowawcze, które w przypadku ich dzieci świetnie dzialają.... Obawiam się też że sama miałam kiedyś trochę podobnie ciasne horyzonty , które rozszeżyło kolejne dziecko :-) zdecydowanie.... takie ot pogadanki
          • jestem_fajnou_mamou Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 09:48
            OMG
            Dobrze się czujesz?
      • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 09:03
        jestem_fajnou_mamou napisała:

        > O matko masz ty w ogóle dziecko około3letnie?


        Aktualnie trzylatka na stanie nie mam, bo moje najmłodsze dziecko ma już 4 lata i 2 miesiące.



        > Płacz małego dziecka przeważnie jest rozpaczliwy, gdy się patrzy na to z boku.
        > Nie wiesz co się zdarzyło pół minuty wcześniej, Ty tylko widzisz scenę, że dzie
        > cko rozpaczliwie płacze i biegnie za swoimi okrutnymi, nieczułymi, wyrachowanym
        > i rodzicami. Z analizy i wyciągania wniosków dałabym ci 1.


        A ja bym ci dała z empatii 0=, skoro zakładasz że są takie sytuacje, gdy bycie okrutnym, nieczułym rodzicem jest uzasadnione.



        > Ja ostatnio miałam taką sytuację: jestem z moim 3 latkiem na placu zabaw. Zbliż
        > a się czas powrotu, młody próbuje wynegocjować jeszcze kilka minut, oświadczam,
        > że trzeba iść, więc on urządza scenę w stylu to sobie idź ja tu zostaję i siad
        > a na trawie. Więc ja idę, mogę sobie na to pozwolić, bo na placu są znajome mam
        > y, które będą miały na niego oko i on zna drogę do domu a poza tym pewnosć, że
        > beze mnie tam na pewno nie zostanie.

        No widzisz, właśnie na tej pewności, że dziecko samo bez mamy(taty) nie zostanie,
        BO SIĘ BĘDZIE BAŁO
        bazują ci okrutni, wredni rodzice, którzy pozwalają na to, żeby dziecko za nimi biegło z płaczem.

        (Ne sądzisz, że to wredne i nieludzkie, bazować na strachu dziecka?)

        Szkoda, że rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, co takie pozostawione samo dziecko wtedy czuje, co wtedy przeżywa.

        Szkoda, że nie zdają sobie sprawy z tego, jak duży to jest stres dla dziecka, które AUTENTYCZNIE WIERZY W TO, ŻE MAMA JEJ ZOSTAWI.

        Musi to być bardzo silna emocja, skoro nawet roczne dziecko potrafi się do tego stopnia zmobilizować, że pomimo zmęczenia jednak biegnie za rodzicem plącząc i wyciągając do niego rączki.

        Wierzą w to dwulatki i młodsze dzieci, wierzą w to święcie jeszcze i trzylatki.
        Potem, to już różnie bywa, dlatego na czterolatka już taki tekst, że "ja idę", może nie podziałać, bo czterolatek zaczyna już kumać , na tyle, dobrze, że wie, że to strachy na lachy.

        Ale zanim dziecko osiągnie wiek odpowiedni do zrozumienia tego faktu, może być już strzępkiem nerwów i kandydatem na samobójcę w przyszłości, a w najlepszym razie na nieudacznika życiowego.

        To, że ludzie nie potrafią sobie radzić w życiu, że są nieszczęśliwi, że nic im się nie udaje, to nie jest rzecz przypadku, to jest wynik "pracy" ich rodziców.



        > Kiedy uszłam już jakieś 20 metrów młody decyduje się jednak iść. Woła mnie, żeb
        > ym na niego zaczekała, więc czekam, on jednak stwierdza, że zostaje, więc ja id
        > ę dalej, on na mnie krzyczy: "poczekaj na mnie" więc czekam, on wraca na plac,
        > znów na mnie woła, ja tym razem nie reaguję, idę dalej, on zaczyna za mną lecie
        > ć z "rozpaczliwym płaczem" a ja idę wolnym krokiem (aby miał szansę mnie dogoni
        > ć) na przód. Kiedy się oglądam za siebie, żeby mu dać do zrozumienia, że czekam
        > na niego on się cofa, jak idę dalej to "rozpaczliwie płacze" ale idzie za mną.
        >


        No to w najbliższym czasie możesz się spodziewać, że będziesz miała gorszy problem z wyjściem z placu zabaw, bo widać twój młody już zaczyna kumać, że ty go tylko tak straszysz, i że na prawdę tej groźby nie spełnisz.
        Chyba musisz, go jednak postraszyć lepiej i zostawić na tym placu zabaw samego.
        Ale to trochę ryzykowny sposób, bo jak raz sam zostanie, to może się okazać, że dojdzie do wniosku, że to wcale nie jest takie straszne być samemu, i potem już go żadnym straszeniem nie wyciągniesz.

        Przestaniesz mu być potrzebna po prostu, więc cię całkiem oleje i twoje prośby i groźby też, niestety.
        Ciekawe, co wtedy zrobisz.
        Masz na to przewidziany jakiś skuteczny sposób?
        • jestem_fajnou_mamou chyba jednak jesteś trolem 01.07.12, 09:46
          Piszemy o 3 latku takim normalnym rozwojowo, czy o niemowlu w wuzeczku, które ktoś zostawił np w lesie?

          No to w najbliższym czasie możesz się spodziewać, że będziesz miała gorszy prob
          > lem z wyjściem z placu zabaw, bo widać twój młody już zaczyna kumać, że ty go t
          > ylko tak straszysz, i że na prawdę tej groźby nie spełnisz.

          Powyższą grafomanię pominę bez komentarza (miałaś chyba potworne dzieciństwo).
          Jakie straszenie? Czym ja go straszyłam? Młody sam zdecydował: Ty idź ja tu zostaję.
          Dalsze tez zostawię bez komentarza.

          Dżizas ale można mieć traumę po dzieciństwie, nie miałam pojęcia, sorry cię bardzo, naprawdę.
          • nick_ze_hej Re: chyba jednak jesteś trolem 01.07.12, 11:17
            Ja stawiam na to, że e-kasia jest wyznawczynią teorii głoszonych przez pseudo-psycholożkę Alice Miller. Oczytała się dziewczyna tych bredni, a że zabrakło jej własnego zdrowego rozsądku i dystansu to teraz ma erupcję tych mądrości na forum;)
            • e-kasia27 Re: chyba jednak jesteś trolem 01.07.12, 11:48
              Czy to te panią nazywasz pseudo-psycholożką, czy jest jeszcze jakaś inna Alice Miller?

              Wprawdzie nie znam jej prac, ale sądząc po tytułach naukowych, jakie uzyskała i po ilości prac jakie napisała, to zapewne miała sporo więcej rozumu niż ty, no chyba że się mylę i jesteś chociaż docentem psychologii, filozofii i socjologii i masz na ten temat rozległe publikacje?

              "Alice Miller (ur. 12 stycznia 1923 we Lwowie, zm. 14 kwietnia 2010, Saint-Rémy-de-Provence, Francja) - psycholog. Urodziła się w Polsce jako Alicja Rostowska[1], w 1946 wyemigrowała do Szwajcarii. W 1953 w Bazylei uzyskała doktorat z filozofii, psychologii i socjologii.

              Autorka książek o psychologii dziecięcej, z których za najważniejszą uchodzi Dramat udanego dziecka.
              Książki wydane po polsku

              Bunt ciała, przekład Anna Gierlińska, wyd. Media Rodzina 2006, 160 stron, 145x205 mm, miękka okładka, ISBN 83-7278-142-7
              Dramat udanego dziecka, przekład Natasza Szymańska po osobistej adjustacji autorki, wyd. Jacek Santorski & CO Warszawa 1995, 122 strony, miękka okładka, ISBN 83-85386-61-0
              Dramat udanego dziecka, przekład Natasza Szymańska, wyd. Media Rodzina 2007, 108 stron, 145x205 mm, miękka okładka, ISBN 978-83-7278-236-6
              Gdy runą mury milczenia (wcześniejszy tytuł: Mury milczenia), wyd. Media Rodzina 2006, 111 stron, 144x205 mm, miękka okładka, ISBN 83-7278-142-5
              Pamięć Wyzwolona, przekład Jadwiga Hockuba, wyd. Jacek Santorski & CO Warszawa 1995, 288 stron, ISBN 83-85386-59-9
              Ścieżki życia, wyd. Media Rodzina 2000, 150 stron, 145x205 mm, miękka okładka, ISBN 83-7278-008-0
              Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii, wyd. Media Rodzina 2000, 282 strony, miękka okładka, ISBN 83-85594-83-3"


              • Gość: domza2 Re: chyba jednak jest IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.07.12, 12:03
                Na wszelkie rozterki rodzicielskie wystarczy Korczak - stary doktor udowodnił całym swoim zyciem jak rozumieć i kochać małego człowieka.
                • jestem_fajnou_mamou Re: ot to 01.07.12, 12:20
                  Niektórzy rzucają nazwiskami zapominajac co dany autorytet głosił mam wrażenie.

                  1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, ze nie powinienem miec tego
                  wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony
                  2. Nie bój się stanowczoćsi. Właśnie tego potrzebuje - poczucia
                  bezpieczeństwa
                  3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz mi pomóc
                  zwalczyc zło, póki jest to jeszcze możliwe
                  4. Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawa, ze
                  przyjmuję postawę głupio dorosłą
                  5. Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to
                  absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz,
                  jeśli rozmawiamy w cztery oczy
                  6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest się
                  nauczyć rzeczy bolesnych i nieprzyjamnych.
                  7. Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami
                  wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę
                  8. Nie wmawiaj mi, że błedy, które popełniam, sa grzechem . To
                  zagraża mojemu poczuciu wartości
                  9. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, ze cię nienawidzę. To nie
                  ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdząca przewaga
                  10. Nie zrzędź. W przeciwnym razie musze się przed toba bronić i
                  robię się głuchy
                  11. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuje się przeraźliwie
                  tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi
                  12. Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić
                  myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy
                  13. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo
                  strach zmusza mnie do kłamstwa.
                  14. Nie badź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę cała
                  moją wiarę w ciebie
                  15. Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Moze się wkrótce
                  okazać, ze zamiast prosic cię o wyjaśnienia, poszukam ich dzie
                  indziej
                  16. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupi. One po prostu są
                  17. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat,
                  byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż
                  przepraszając mnie, stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem
                  podziękować miłością,o jakiej nawet ci się nie sniło
                  18. Nie zapominaj, ze uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To
                  po prostu mój sposób na życie
                  19. Nie bądż ślepy i przyznaj, ze ja tez rosne. Wiem, jak trudo
                  dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrón, co mozez, żeba nam się
                  to udało
                  20. Nie bój ię miłośi. Nigdy.
                  Autor: Janusz Korczak (pedagog, pediata, pisarz, prekursor walki o
                  prawa dziecka) !
                  • Gość: domza2 Re: ot to IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.07.12, 15:12
                    Zapomniałam co głosił? Ciekawe z czego to wnioskujesz? Mieszkasz może z nami, a ja nic o tym nie wiem? To może pora zacząć dokładać się do czynszu?!
                  • joshima Re: ot to 01.07.12, 19:28
                    Wiele zależy od tego w jaki sposób się te postulaty realizuje. Bo ja na przykład się z nimi zgadzam a mimo to uważam ignorowanie płaczącego trzylatka za okrucieństwo.
          • e-kasia27 Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, 01.07.12, 11:58
            bo zawsze jak ludziom zaczyna brakować argumentów w dyskusji, jak dyskusja toczy się nie po ich myśli, to wtedy przeciwnik nagle zostaje nazwany trolem.
            Dlaczego?
            Co to w końcu znaczy?
            • joshima Re: Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, 01.07.12, 18:31
              trollowanie
              • e-kasia27 Re: Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, 01.07.12, 20:01
                No tyle, to ja wiem....ale to mi jakoś nie pasuje do tej konkretnej sytuacji.

                Że niby moje wypowiedzi są antyspołeczne? - no właściwie, może i są, bo jak widać społeczeństwo uważa, że płaczące dziecko biegnące ulicą za idącymi sobie beztrosko rodzicami, to norma i nie ma się co nad tym dzieckiem roztkliwiać.
                Tylko nieliczne wyjątki (i chwała Panu Bogu choć za to!) myślą tak, jak ja.

                Idąc dalej tym tropem, to pewnie jednak jestem trollem, no bo obraziłam to społeczeństwo twierdząc, że nie ma racji.
                Na dodatek moje wypowiedzi są kontrowersyjne.
                Nie!
                Moje wypowiedzi są według społeczeństwa nieprawdziwe!
                Jak nic, jednak trollem jestem.
                Społeczeństwo przecież zawsze ma rację! - bo jest w większości.
                • Gość: aga Re: Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 01.07.12, 20:36
                  Problem w tym że Ty też sie nie roztkliwiasz naf tym dzieckiem, bo gdyby tak bylo to bys broniła dziecka przed okrucieństwem rodziców, a nie uprawiała bezplodne dyskusje na forum. To co robisz to po prostu pustoslowie. Tlumaczysz sie przed nami i przed sobą dlaczego nie zareagowalas gdy była potrzeba a teraz tak zazarcie bronisz swojego zdania. Dlaczego z rowna zawzietoscia nie bronilas tego dziecka skoro to było TAKIE OKRUCIEŃSTWO? Śmieszne to...
                • jestem_fajnou_mamou Re: Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, 01.07.12, 20:37
                  Dobra jesteś, to ci trzeba przyznać.
                  Społeczeństwo w żadnym wypadku nie czuje obrażone, to ty skaczesz i obrzucasz społeczeństwo epitetami i wmawiasz im rożne przywary bo raczyło zauważyć, że twój opis jest subiektywny, emocjonalny i nacechowany manipulacją.

                  Trol to autor intencjonalnie umieszczający prowokujące wiadomości na forach itp, które mają za zadanie wywołać emocjonalne odpowiedzi czytających i zwiększenie ruchu na forum. 70 postów w 2 dni to całkiem niezły wynik.
                  Większość tu postów nie dotyczą prawdziwego tematu wątku, obrzucasz ludzi epitetami i oskarżeniami i czujemy się w obowiązku ci odpowiedzieć. Niestety dałam ci się wciągnąć czyli nakarmiłam trola.
                  • e-kasia27 Re: Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, 01.07.12, 21:22
                    jestem_fajnou_mamou napisała:

                    > Dobra jesteś, to ci trzeba przyznać.

                    Ciekawe, czy w twoich ustach, to pochwała, czy nagana.


                    > Społeczeństwo w żadnym wypadku nie czuje obrażone, to ty skaczesz i obrzucasz s
                    > połeczeństwo epitetami

                    Czy możesz chociaż jeden z tych epitetów, którymi obrzuciłam społeczeństwo zacytować?



                    > wmawiasz im rożne przywary

                    Maltretowania dzieci raczej bym przywarą nie nazwała.




                    bo raczyło zauważyć, że twó
                    > j opis jest subiektywny, emocjonalny i nacechowany manipulacją.


                    Może i jest subiektywny, emocjonalny i nacechowany manipulacją - wszak to mój opis i odzwierciedla dokładnie to, co wtedy czułam, dla kogoś innego mogłoby to wyglądać inaczej.
                    Pisząc to tutaj chciałam się tylko dowiedzieć, co inni na ten temat sądzą, no i dowiedziałam się, że większość uważa, że wszystko było OK.



                    > Większość tu postów nie dotyczą prawdziwego tematu wątku,


                    No właśnie, dlaczego?
                    Czy to moja wina, to przecież wy zaczęłyście pisać o sobie i swoich dzieciach.
                    Podałyście przykłady, za swojego życia, które miały mi udowodnić, że ci ludzie postąpili słusznie nie reagując na płacz dziecka.
                    A ja na to zareagowałam w ten sposób, że napisałam, co myślę o tym, co wy piszecie - to chyba zupełnie normalna reakcja, prawda?
                    A że myślę inaczej niż wy, to moje wypowiedzi wam się nie spodobały.

                    Wtedy zostałam trollem, grafomanem, zaczęłam mieć traumę z dzieciństwa (to chyba twoje słowa, prawda?), zostałam bezkrytycznym zarozumialcem, z klapkami na oczach, z ciasnotą horyzontów i coś tam jeszcze... - NO I KTO TU KOGO OBRZUCIŁ EPITETAMI?


                    >obrzucasz ludzi epite
                    > tami i oskarżeniami i czujemy się w obowiązku ci odpowiedzieć.

                    No proszę cię, zacytuj chociaż jeden z tych epitetów!
                    Pokaż mi chociaż jedno oskarżenie, bo ja ich nie widzę.




                • joshima Re: Może mi ktos wyjaśnić, co to ten Troll, 02.07.12, 19:43
                  e-kasia27 napisała:

                  > No tyle, to ja wiem....ale to mi jakoś nie pasuje do tej konkretnej sytuacji.
                  Bo to słowo wytrych jak ktoś chce zaistnieć mimo, że nie ma nic mądrego do powiedzenia :P
      • jola_ep Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 12:41

        >Więc ja idę, mogę sobie na to pozwolić, bo na placu są znajome mam
        > y, które będą miały na niego oko
        I tak niefrasobliwie przerzucasz odpowiedzialność na innych? Co by było jakby został?

        > i on zna drogę do domu

        bezpieczna?

        a poza tym pewnosć, że
        > beze mnie tam na pewno nie zostanie.

        Po tym, jak mój synek w wieku prawie 3 lat poleciał znaną mu trochę trasą do babci (zapowiedział, ale w pierwszej chwili nie uwierzyłam), to nie byłbym tego taka pewna.
        Dzieci w tym wieku mogą "wywinąć" różne numery.

        Ja w podobnej sytuacji wzięłabym młodego pod pachę (oczywiście wcześniej powrót byłby zapowiadany). A potem po paru chwilach wrzasków (jakby się zorientował) przystałabym na propozycję kompromisu (u nas to było na zasadzie: zrobię jak matka każe, ale trochę po swojemu).

        Pozdrawiam
        Jola
        • Gość: zaspana Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 13:02
          > Ja w podobnej sytuacji wzięłabym młodego pod pachę (oczywiście wcześniej powrót
          > byłby zapowiadany). A potem po paru chwilach wrzasków (jakby się zorientował)
          > przystałabym na propozycję kompromisu (u nas to było na zasadzie: zrobię jak ma
          > tka każe, ale trochę po swojemu).

          A gdyby wrzaski nie ustały? Gdyby przerodziły się w histerię? Gdyby nie było mowy o kompromisie? Co byś zrobiła? Niosłabyś wierzgającego trzylatka pod pachą do samego domu? Poważnie pytam. Nawet jeśli taka sytuacja nigdy Ci się nie zdarzyła.
          • jola_ep Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 17:25
            > A gdyby wrzaski nie ustały?

            Raz zastosowałam tę metodę. Wrzaski ustały. Młody to wielokrotnie przetrenował.

            > Gdyby przerodziły się w histerię?

            W przypadku histerii (a zdarzało się) zanosiłam do spokojnego miejsca (np. za krzakiem pod płotem) i czekałam obok, aż mu amok przejdzie. Przechodził po jakiś 20 minutach. Wtedy odwracałam uwagę, rozmawiałam, młody zbierał się i szliśmy dalej. (też przetrenowane w środowisku domowym)

            Te "kompromisy" to raczej był sposób mojego młodego "na zachowanie twarzy". Podporządkował się, ale jednak trochę swojej autonomii zachował ;)


            Pozdrawiam
            Jola
        • jestem_fajnou_mamou Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 13:21
          jola_ep napisała: > bezpieczna?

          Oczywiście, za kogo mnie uważasz, musi tylko przeskoczyć 2 barierki, przebiec przez autostradę i już jest w domu.


          > I tak niefrasobliwie przerzucasz odpowiedzialność na innych? Co by było jakby z
          > ostał?

          :D
          • jola_ep Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 17:20

            > Oczywiście, za kogo mnie uważasz, musi tylko przeskoczyć 2 barierki, przebiec
            > przez autostradę i już jest w domu.

            Nie chodziło mi o autostradę. Raczej o możliwość obrania innego kierunku.

            > > I tak niefrasobliwie przerzucasz odpowiedzialność na innych? Co by było j
            > akby z
            > > ostał?
            >
            > :D

            Bo ja swojego synka w wieku 2,5 lat nie podrzucałam nikomu bez wyraźnej potrzeby - ze względu na dobro i spokój ducha tej drugiej osoby :D
            Nie licząc oczywiście niani, która dostawała za to pieniądze.

            Ale może inne dzieci są bardziej usłuchane ;)

            Pozdrawiam
            Jola
    • morekac Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 07:29
      Myślę, że za ciąganie dzieci na spacer w takiej temperaturze jak wczoraj powinno się odbierać prawa rodzicielskie...
      • senait Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 08:12
        Też nie wzięłabym na ręce 3-latki. Mojego synka odkąd skończył 1,5 roku niosłam jeden raz parę dni temu, bo był chory. Tyle, że w takiej sytuacji przytulałabym go, pocieszała i przekonywała, że musi iść jeszcze trochę...
    • Gość: AnetaS. Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.30.66.27.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 01.07.12, 16:37
      E-kasiu27 naczytałaś się i jesteś bezkrytycznie ogłupiona ideą bezstresowego wychowania. (że tez my zawsze musimy przejmować te najgorsze wzorce). Reagować na dziecka potrzeby trzeba mądrze. Tak jak u Korczaka - miłość i odmawianie. Dziecko któremu nic się nie odmawia żeby broń Boże nie zepsuć mu humoru staje się rozkapryszone. W wychowaniu potrzebny jest poza sercem i empatią rozsądek. Rodzice muszą pomału stawiać granice, bo cały świat nie będzie spełniał wszystkich życzeń naszej pociechy. Dla mnie naprawdę idiotyczne jest straszenie na każdym kroku ta traumą dziecka i nie patrzenie,że przy takim podejściu traumę mogą mieć np. koledzy lub nauczyciele takiego rozpuszczonego bachora. Bo tak naprawdę nie ma bezstresowego wychowania. Zawsze będzie czyjś stres.

      Nie wiadomo, co poprzedzało tę sytuację. Znamy tylko Twój bardzo emocjonalny opis.
      Opis wszechwiedzącej matki kwoki. Spróbuj na drugi raz wciąć się w taką sytuację, to niewykluczone że rodzice pogonią Cię tak, że raz na zawsze odechce ci się wtryniania nosa i oceniania innych. Ja bym tak zrobiła i wielu moich znajomych. To mogli być naprawdę normalni rodzice, którzy mają odwagę powiedzieć 'nie' dziecku na oczach innych. Patologia potrafi się lepiej maskować.
    • Gość: aga Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 01.07.12, 18:10
      Przepraszam, ale nawet jeśli to co piszesz o tej scenie i wnioski ktore wyciągasz są prawdziwe to oceniając jakąś rodzinę na podstawie jednorazowej obserwacji i czyniac z tych rodzicow przynajmniej psychopatow a ich córce wróżąc los narkomanki/socjopatki/morderczyni/zlodziejki/huligana/bandyty (wybierz co chcesz) na podstawie tego ze rodzice nie chcieli zareagować na jej histerię która robiła z niewiadomego powodu wykazujesz mniej wiecej ten sam poziom inteligencji co oni. I nawet nie chodzi o to ze masz czy nie masz racji tylko o to że wyciagasz tak skrajne wnioski jakbyś strzelała z armaty do muchy. Myślisz ze w takich domach gdzie nawet zdarzają sie takie sytuacje i popełniane sa takie błędu wszystko od razu jest patologia? Bo jedną scenka nie zgadza się z Twoja koncepcja wychowania? Że w kazdym domu jest wszystko tylko biale (jak u Ciebie) lub tylko czarne (jak u reszty idiotow z nieoswieconego wychowawczo świata)
      zejdz na ziemię... Jesteś taka świetna na swoim podwórku i tak rozumiesz potrzeby swoich dzieci, a nie nauczylas ich i siebie tak prostej zadady, jak ta ze w zycie innych ludzi sie nie wpiernicza? A przynajmniej nie udaje obojetnej żeby potem sobie pogsdac bez swiadkow za plecami ofiary? Wiesz jak to sie nazywa? Hipokryzja, najgorsza z ludzkich wad.
    • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 18:36
      Kasiu. Daj sobie spokój. Niektórym dzieciom nie można pomóc. Mają pecha, że trafiły na rodziców, którzy w imię miłości wypowiadają im wojnę od najmłodszych lat.
      • verdana Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 22:07
        Miłość, która nie pozwala dziecku na przeżywanie zadnych negatwynych uczuć, na ponoszenie jakichkolwiek konsekwencji, która za cel stawia sobie jedynie stałe, dobre samopoczucie dziecka jest byc moze miłością. Tylko głupią.
        Dziecko oprócz miłości potrzebuje jeszcze granic - bez tego nie czuje sie bezpieczne. Potrzebuje umiejętności społecznych, czyli wiedzy, które z zachowań jest nie akceptowane przez ludzi, przy jakich zachowaniach rodzice, czy znajomi robią sie źli. Dziecko nauczone, zę placz załatwia sprawę, ze wystarczy płakać i byc nieszczęśliwym, aby uzyskać pociechę i pomoc - moze byc głęboko nieszczęśliwe, gdy okaże się, ze na rówieśników to nie działa.
        Miłość polega też na tym, ze z bólem serca czasem patrzy sie na płaczace dziecko i nie robi nic.
        • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:34
          verdana napisała:

          > Miłość, która nie pozwala dziecku na przeżywanie zadnych negatwynych uczuć
          To jest niemożliwe do osiągnięcia. Dziecko będzie je przeżywało tak czy inaczej, choćby rodzic chciał mu nieba przychylić, bo nie wszystko od rodzica zależy. Pytanie tylko jak w takiej sytuacji zachowa się rodzic? Będzie łagodził, wspierał i uczył radzić sobie z negatywnymi emocjami czy będzie dokładał stresu i olewał dziecko ucząc je, że ma sobie radzić samo.

          > Dziecko oprócz miłości potrzebuje jeszcze granic - bez tego nie czuje sie bezpi
          > eczne.
          Potrzebuje i je ma. Granic nie trzeba wymyślać wystarczy pokazywać te, które istnieją. W tym celu nie trzeba prowadzić z dzieckiem nieustannej wojny o władzę. Świat i codzienne życie ograniczają każdego i dorosłego i dziecko. A dziecko ma po to rodziców, żeby mogło im się wypłakać w mankiet kiedy mu się źle dzieje. Bo jak nie rodzicom, to komu?

          > Potrzebuje umiejętności społecznych, czyli wiedzy, które z zachowań jest
          > nie akceptowane przez ludzi, przy jakich zachowaniach rodzice
          Owszem, potrzebuje. Pytanie tylko w jakiej postaci ta wiedza zostanie mu zaserwowana.

          > Dziecko nauczone, zę placz załatwia sprawę, ze wystarczy płakać i b
          > yc nieszczęśliwym, aby uzyskać pociechę i pomoc - moze byc głęboko nieszczęśliw
          > e, gdy okaże się, ze na rówieśników to nie działa.
          Naprawdę uważasz, że dzieci są aż tak głupie?

          > Miłość polega też na tym, ze z bólem serca czasem patrzy sie na płaczace dzieck
          > o i nie robi nic.
          To nie miłość, to okrucieństwo.
          • verdana Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:57
            Nie zawsze nalezy łagodzić. Jesli dziecko zostaje za coś ukarane, albo ryczy w celu wymuszenia - załagodzić można po zakończeniu sprawy. Łagodzenie w trakcie oznacza tylko tyle, ze na pierwszy płacz dziecka reagujemy wycofaniem zakazu i akceptacją tego, co zrobiło.
            Z dzieckiem, któremu się ustepuje za kazdym razem, gdy płacze nie potrzebuje prowadzić walki o władzę - juz ją wygrało.
            Dziecko, które widzi mamę zawsze uśmiechniętą i skłonną do pocieszenia i kompromisu, nie wie, czym ja denerwuje. Nie wie nawet, kiedy mama jest zła. W rezultacie to, co jest słodkie w wieku lat 4, w wieku 7 czasem zmienia się w nie do przyjęcia - i dziecku wcale nie jest lepiej w domu, gdzie wprawdzie wszyscy są słodcy i uśmiechnięci, ale nie przepadają za przebywaniem z dzieckiem.
            Dzieci nie są głupie, dzieci natomiast nie nauczą sie rzeczy, o których nie wiedzą. Jesli przez kilka lat (poza okresem niemowlęcym oczywiście) zawsze ktoś reaguje na płacz, próbując dziecko uspokoić, to dziecko nie będzie miało pojęcia - bo skąd? - ze nie na wszystkich ta metoda działa. Jest mądre, dlatego uczy się, zę płacz oznacza "wybaczenie winy", albo zainteresowanie, niezaleznie od przyczyny. Dopiero idąc do innego środowiska boleśnie przekona się, ze tak nie jest. Dzieci nie rodzą się z umiejętnościami społecznymi. Co innego reagowanie na płacz z zalu, zmartwienie itd, a co innego natychmiastowa reakcja, choćby dziecko płaczem usiłowało coś wymusić.
            Okrucieństwem jest traktowanie dziecka jako nieczłowieka, który nie moze doznawać przykrości, nie moze ponosić konsekwencji - bo nie jest taki, jak inni ludzie - jest naszym słoneczkiem, wiec mamusia nie zniesie jego płaczu i nieba mu przychyli, bo takie małe, to zbyt delikatne na zmartwienia.
            To jest działanie, które nie jest dla dobra dziecka, tylko matki - bo to mama nie moze znieść płaczu dziecka. Niech zleje na placu zabaw kolegę - a jak płacze, bo kolega oddał, no to przeciez trzeba go pocieszyć.
            • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 01:20
              jeju, verdana, popłynęłaś.
              > Nie zawsze nalezy łagodzić. Jesli dziecko zostaje za coś ukarane, albo ryczy w
              > celu wymuszenia - załagodzić można po zakończeniu sprawy. Łagodzenie w trakcie
              > oznacza tylko tyle, ze na pierwszy płacz dziecka reagujemy wycofaniem zakazu i
              > akceptacją tego, co zrobiło.
              dlaczego łączysz reagowanie na płacz z wycofywaniem zakazu? to dwie różne rzeczy, można reagować na płacz, nie zmieniając ustaleń, można też dla świętego spokoju ustąpić, nie reagując na emocje dziecka.
              > Z dzieckiem, któremu się ustepuje za kazdym razem, gdy płacze nie potrzebuje pr
              > owadzić walki o władzę - juz ją wygrało.
              co Ty z tym ustępowaniem?
              > Dziecko, które widzi mamę zawsze uśmiechniętą i skłonną do pocieszenia i kompro
              > misu, nie wie, czym ja denerwuje. Nie wie nawet, kiedy mama jest zła.
              i znowu nie rozumiem o czym piszesz. reagowanie na emocje dziecka nie wyklucza okazywania własnych - wręcz przeciwnie. chodzi raczej o pozakazywanie, jak w akceptowalny sposób te emocje uzewnętrzniać. pamiętamy przecież, że dziecko nie uczy się poprzez gadanie rodziców, a ich przykład.
              > Dzieci nie są głupie, dzieci natomiast nie nauczą sie rzeczy, o których nie wie
              > dzą. Jesli przez kilka lat (poza okresem niemowlęcym oczywiście) zawsze ktoś re
              > aguje na płacz, próbując dziecko uspokoić, to dziecko nie będzie miało pojęcia
              > - bo skąd? - ze nie na wszystkich ta metoda działa. Jest mądre, dlatego uczy si
              > ę, zę płacz oznacza "wybaczenie winy", albo zainteresowanie, niezaleznie od prz
              > yczyny. Dopiero idąc do innego środowiska boleśnie przekona się, ze tak nie jes
              > t.
              to się przekona i co w tym złego? tym lepiej, żeby dziecko miał styczność z różnymi ludźmi już wcześniej. sama to zrozumiałam niedawno, że ja to ja, inni to inni.
              dodatkowy plus tej sytuacji, to to, że dziecko będzie miało szansę przekonać się, że trafiło na fajnych rodziców. nie da się dziecka przygotować w życiu na wszystko.
              > Okrucieństwem jest traktowanie dziecka jako nieczłowieka, który nie moze doznaw
              > ać przykrości, nie moze ponosić konsekwencji - bo nie jest taki, jak inni ludzi
              > e - jest naszym słoneczkiem, wiec mamusia nie zniesie jego płaczu i nieba mu pr
              > zychyli, bo takie małe, to zbyt delikatne na zmartwienia.
              ale Ty mylisz pojęcia. autorka nie pisze, że matka z opowieści jest wredna, bo mimo upału nie poświęciła się i nie wzięła dziecka na ręce. tylko, że matka olała komunikat dziecka, proszącego o wsparcie. to ogromna różnica.
              > To jest działanie, które nie jest dla dobra dziecka, tylko matki - bo to mama n
              > ie moze znieść płaczu dziecka. Niech zleje na placu zabaw kolegę - a jak płacze
              > , bo kolega oddał, no to przeciez trzeba go pocieszyć.
              po coś te matki (przynajmniej niektóre :P) nie potrafią znieść płaczu dziecka - widocznie ma to swoje uzasadnienie ewolucyjne ;)
              z tym laniem nie kumam. znowu wmieszałaś nowy wątek. nie wiem, czemu dziecko, które zmęczona matka przytula ma tłuc inne dzieci na placu zabaw, szybciej będzie je nadmiernie przytulało ;)
            • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 19:46
              verdana napisała:

              > Nie zawsze nalezy łagodzić.
              A dlaczego nie (ja dzieci nie karzę i nie zakładam, że moje dzieci płaczem wymuszają)?

              > Łagodzenie w trakcie
              > oznacza tylko tyle, ze na pierwszy płacz dziecka reagujemy wycofaniem zakazu
              Bzdury. Zawsze łagodzę prawie nigdy nie cofam zakazu. To, że Ty tak nie umiesz nie oznacza, że się nie da.

              Resztę Twojej wypowiedzi pominę bo wywód oparty jest na zupełnie błędnych założeniach.
            • mama303 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 06.07.12, 10:42
              verdana napisała:

              > Okrucieństwem jest traktowanie dziecka jako nieczłowieka, który nie moze doznaw
              > ać przykrości, nie moze ponosić konsekwencji - bo nie jest taki, jak inni ludzi
              > e - jest naszym słoneczkiem, wiec mamusia nie zniesie jego płaczu i nieba mu pr
              > zychyli, bo takie małe, to zbyt delikatne na zmartwienia.

              Ja uważam, że w rodzinie trzeba się jednak pocieszać i przychylac sobie nieba, kiedy tylko sie da. trzeba starac sie łagodzić smutki i rozpacze i te mniejsze i te większe. Od tego się ma najbliższych.To że przytulimy zrozpaczone dziecko wcale nie oznacza że mu ulegamy tylko że rozumiemy jego ból.
              Uważam, że na płacz najlbliższego człowieka trzeba reagować. Najgorszy jest brak reakcji i kamienna twarz. Takie obrazki jakie sie czesto widuje: wijące się z złości /rozpaczy czy zmeczeniu/ dziecko i rodzice z kamienną twarzą bez jakiejkolwiek reakcji jest dla mnie straszny.
          • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 01:07
            dokładnie tak.
            do ostatniego bym tylko dodała, że można coś robić (np. dać klapsa) i to też nie będzie dobre, a można nic nie robić fizycznie, werbalnie, ale rozumieć i być obok (no w przypadku wyciągniętych rączek nie obowiązuje)
        • Gość: anku1982 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.play-internet.pl 01.07.12, 23:36
          co do rozpieszczania, Kasia wspomniała że dobry rodzic, to rodzic który nie daje dziecku powodów do stresów, myślę że chodzi tu o stres niepotrzebny (jak w temacie wątku w imię pokazania kto tu rządzi), dla 2-3 latka stresujący może być przedmiot, który leży w miejscu wg niego do tego nie przeznaczonym, np. przewrócone drzewo w parku, którego nikt nie sprząta, stresujące są sytuacje w których dziecko nie może czegoś zrobić/dosięgnąć i jeżeli coś jest niebezpieczne lub sprawia komuś krzywdę rodzic STAWIA GRANICĘ, ale jeżeli rodzic może pomóc dosięgnąć/wytłumaczyć dlaczego coś się stało powinien to robić taka jest jego rola jako rodzica, nie omijać sytuacji stresowych, ale NIE TWORZYĆ ICH SZTUCZNIE, NIE NAKRĘCAĆ, NIE DOKUCZAĆ, NIE ZLEWAĆ.
          • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:39
            Amen...
    • 71tosia Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 22:04
      to wyobraz sobie inna scene: w sklepie dziecko kladzie sie na podlodze, wali glowa w podloge i wyje 'kup mi'. Mama histerie dziecka ignoruje, dziecko po kilku minutach najwyrazniej nie widzac sensu dalszego wycia sie uspokaja. Czy myslisz ze gdyby ustapila i kupila upragniona zabawke postapilaby lepiej?
      • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:35
        71tosia napisała:

        > to wyobraz sobie inna scene: w sklepie dziecko kladzie sie na podlodze, wali gl
        > owa w podloge i wyje 'kup mi'. Mama histerie dziecka ignoruje, dziecko po kilku
        > minutach najwyrazniej nie widzac sensu dalszego wycia sie uspokaja. Czy mysli
        > sz ze gdyby ustapila i kupila upragniona zabawke postapilaby lepiej?
        A innego wyjścia nie dostrzegasz? Brak Ci wyobraźni że nie rozumiesz, że można nie kupić ale nie olewać?
        • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 01:26
          hehe, no dokładnie :)
          ja do dziecka mówię, że proszę go o odłożenie na miejsce i mówię raz, ale stanowczo - rzadko kiedy odmawia dłużej niż raz.
          fakt, przyszedł okres, że zaczął chować za siebie. wytłumaczyłam kilka razy dlaczego tak nie wolno. teraz rzadko kiedy próbuje to zrobić. ale też nie upieram się bez sensu. czasami, jak widzę, że na czymś mu zależy, to pytam, czy na pewno chce, jak tak i mam pieniądze, to kupuję. sobie też kupuję jak coś mi się bardzo podoba ;), dlaczego więc zawsze mam odmawiać jemu?
          oczywiście wszystko w granicach rozsądku.
          • 71tosia Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 17:54
            tak tak....przemawianie z uzywaniem racjonalnych argumentow do dziecka histeryzujacego i zucajecego sie na podlodze w sklepie. Czy tak sie twoj syn zachowuje?
            • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 22:40
              raczej nie mam takich sytuacji w sklepach.
              jeżeli zaczyna wariować, to np. dlatego, że temperuję jego bieganie i znikanie mi z oczu. jeżeli już zacznie histeryzować, co jest bardzo rzadkie, to zazwyczaj jestem stanowcza w tym co mówię, ale jednocześnie, jak wyciąga ręce, to przytulam. zazwyczaj przechodzi dość szybko i znowu jest ok.

              zdarza mi się stracić fason w zachowaniu, ale to dotyczy głównie sytuacji, kiedy zrobi coś zagrażającego młodszemu.
        • asia_i_p Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 18:22
          Ale niektóre jednostki ludzkie potrzebują, żeby je olać. Ja na przykład - kiedy mam atak szału, to klepanie po ramieniu i wyrażanie zrozumienia doprowadza mnie do szału jeszcze większego. Odwracanie uwagi chyba jeszcze bardziej. Chcę, żeby mi wszyscy dali spokój. A dzieci też są ludźmi. Są różne. Niektóre mogą mieć tak jak ja.
          • jola_ep Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 21:37
            > Ale niektóre jednostki ludzkie potrzebują, żeby je olać.

            Nie. Nie olać.
            Raczej - dać chwilę spokoju.
            Być obok, nie ignorować, ale nie narzucać się ze swoją osobą.

            Przyzwyczajanie dzieciaka, że jak ma problem, to ma radzić sobie sam, bo my olewamy - nie jest dobre. Ale może tylko ja mam młodego ze skłonnością do zamykania się w sobie. Tylko że w przypadku poważnych problemów nie jest to dobre rozwiązanie.

            Jak młody miał 2,5 lat najlepsze co mogłam zrobić, to być cicho obok. Spokojna.
            Próbowałam go zostawić, ale miał wtedy w oczach takie przerażenie, jakby sam do końca nie wiedział co się z nim dzieje. Nie zostawiłam go. Nie potrafiłam.

            Inaczej jest teraz, jak jest prawie nastolatkiem. Nie potrzebuje już mamy obok ;) Tak jak nie potrzebuje do wielu innych rzeczy.

            Pozdrawiam
            Jola
          • joshima Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 22:29
            asia_i_p napisała:

            > Ale niektóre jednostki ludzkie potrzebują, żeby je olać.
            Tak i na pewno są eo płaczące kilkulatki. To teoria wygodna dla rodziców co nie znaczy że prawdziwa.

            >Ja na przykład
            W przeciwieństwie do kilkulatka, jesteś, a przynajmniej powinnaś być, dojrzała emocjonalnie.
            • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 22:43
              no nie?
              a potem zdziwienie skąd tyle rozwodów - no nie dziwne, skoro ludzie od najmłodszych lat są uczeni, że jak ktoś bliski ma problem, to trzeba go "olać" :(
    • mad_die a sobotnie zakupy z noworodkiem? 01.07.12, 22:30
      Tutaj panie niektóre uważają, że płacz dziecka należy ignorować, bo dziecko sprawdza, ile mu jeszcze wolno.

      A ja w sobotę w lokalnym sklepie z ubraniami widziałam taki obrazek:

      Mamusia, taka po 30-stce, zadbana (żeby nie było...) przegląda śliczne ciuszki dla maluszków. W nosidelku zamontowanym na stelażu od wózka z najnowszej kolekcji leży sobie dziewczyna, wiek na oko 2-3 tygodnie. Dziewczynka tez zadbana, żeby nie było, ładne geterki z falbanką, bluzeczka, smoczek (a jakże!) przyczepiony modną przypinką. Leży spokojnie - no grzeczne dziecko.
      Mamusia zawiesza kolejne ubranka na rączce od wózka, wybiera, przebiera, musiała juz tak trochę być jak ja przyszłam, bo kilka ciuszków już miała odłożonych do kupienia.
      Dziewczynka zaczyna kwękać.
      Mamusia dalej wieszaki przegląda.
      Dziewczynka zaczyna kwilić.
      Mamusia dokonuje kolejnych, jakże trudnych wyborów, przecież jej córuś najpiękniejsza musi być!
      Dziewczynka wybucha płaczem, takim płaczem jakim płaczą maluchy, kiedy wołają, żeby się ktoś nimi zajął.
      Mama dalej niestrudzenie wieszaki tasuje. --
      • jestem_fajnou_mamou Re: a sobotnie zakupy z noworodkiem? 01.07.12, 22:48
        Uciekłaś bo ci wycie kilkudniowej istotki wzywającej pomocy przeszkadzało a innym zarzucasz, że znieczulica bo nie zareagowali na krzywdę dziecka?
        Kolejna munda. Wiesz na forum to każdy umie pisać jakim to trzeba być rodzicem i przytaczać teorie a w życiu jak widać co innego reprezentujecie - to się nazywa hipokryzja.
        • mad_die Re: a sobotnie zakupy z noworodkiem? 01.07.12, 22:53
          Moje dzieci, gdy były takie małe nigdy tak płakać nie musiały.

          A masz rację, przy następnej okazji - oby jej nie było oczywiście - zareaguję.
          • Gość: justcam Re: a sobotnie zakupy z noworodkiem? IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 02.07.12, 15:00
            w tym wypadku zapewne miałaś rację że mamusia przedkładała swój rekax nad opiekę nad dzieckiem .... ale to że Twoje dzieci nigdy w tym wieku nie musiały tak płakać to nie znaczy że nie ma takich które wyja tak chocby nie wiem co byś robiła ... znowu kolejna osoba która przedkłada swoje doswiadczenie nad wszystkie dzieci.... i uważa że dzieki swojemu doświadczeniu jest nieomylna
        • Gość: anku1982 Re: a sobotnie zakupy z noworodkiem? IP: *.play-internet.pl 01.07.12, 23:42
          co to jest munda?
          Wybacz ale akurat mad_die jest rodzicem, z którego można brak przykład, Ciebie nie znam, to się nie wypowiadam, choć nick masz przedni.
      • joshima Re: a sobotnie zakupy z noworodkiem? 01.07.12, 23:37
        Jak to nie wiesz co się dzieje. Matka zawsze wie lepiej co dziecku potrzeba, a takie niemowlak to mistrz wymuszania i manipulacji.
    • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 01.07.12, 23:39
      mnie w takich sytuacjach przechodzą ciarki :(
      ostatnio miałam ochotę 'nakrzyczeć' na matkę, która wiozła w wózku drące się w wniebogłosy niemowlę, może miesięczne, może dwu :( oczywiście nie zawracała sobie nawet głowy ewidentnym cierpieniem dziecka :(

      w takich sytuacjach o jakich piszesz najlepiej chyba podejść do dziecka i zapytać, co się stało. może zawstydzanie, ale nie wprost, rodziców coś by w nich ruszyło. ale ja się tak mądrzę, a sama nie bardzo umiem reagować, bo jak mi ciśnienie skoczy, to nerwy biorą górę i nie wychodzi dyplomatycznie :/ biedna mała, nie dosyć, że ma rywala do serca rodziców, to w dodatku w tym sercu chłód :(

      • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 01:31
        ale wiesz co, ja już się nauczyłam takich wątków nie zakładać ;)
        zawsze efekt jest ten sam. awantura i autor wychodzi na tą co próbuje umoralniać.
        sama mam tu taki wątek za sobą, o podobnej tematyce ;)
        • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 02.07.12, 08:37
          Fajnie, że odezwały się także inne kobitki, dla których opisane sytuacje jeżą włosy na głowie. Może jeszcze nie jest tak najgorzej z nami wszystkimi - ale reagować też trzeba.
          Tutaj zostały też kompletnie pomylone dwie sprawy: uleganie dziecku i dawanie wszystkiego na każdy kaprys z reagowaniem na płacz. Naprawdę można nie dać czegoś dziecku i wytłumaczyć mu to w taki sposób lub tak zająć, by nie było "histerii". A jeśli dziecko i tak zaczyna płakać, można nie cofać zakazu, a zarazem pomóc mu w poradzeniu sobie z uczuciem żalu, smutku i frustracji. Zero-jedynkowe spojrzenie prezentują te głosy, które utożsamiają "nie psucie dziecka", mówiąc językiem Korczaka, z olewaniem jego emocji. Jeszcze raz powtórzę, że nie wyobrażam sobie nie zareagować na płacz dziecka biegnącego za mną i wyciągającego łapki - niezależnie od sytuacji! Zdarzało mi się w sławetnym wieku dziecka 2,5 r. nieść córkę wrzeszczącą do domu z placu zabaw, ale pod pachą, a nie zostawiać ją samą. Gdy już nic nie skutkowało, a dziecko było maksymalnie nakręcone, po prostu brałam je stamtąd i niosłam do domu. Z uspokojonym dzieckiem potem rozmawiałam. Minął ten najgorszy okres i teraz wychodzimy z placu bez problemów. Naprawdę, olewanie emocji dziecka, choćby według nas było to nie wiem jakie "wymuszanie" (moje ulubione słowo) jest szkodliwe.
          • Gość: z. Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.dynamic.chello.pl 02.07.12, 10:09
            Domza, prawie się z Tobą zgadzam. Nie należy mylić ulegania dziecku z reagowaniem na płacz i jego trudne emocje.

            Ale trochę przeczysz sama sobie. Z jednej strony piszesz

            > Naprawdę można nie dać czego
            > ś dziecku i wytłumaczyć mu to w taki sposób lub tak zająć, by nie było "histeri
            > i". A jeśli dziecko i tak zaczyna płakać, można nie cofać zakazu, a zarazem pom
            > óc mu w poradzeniu sobie z uczuciem żalu, smutku i frustracji.

            a zdrugiej

            Zdarzało mi się w sławetnym wieku dziecka 2,5 r. n
            > ieść córkę wrzeszczącą do domu z placu zabaw, ale pod pachą, a nie zostawiać ją
            > samą. Gdy już nic nie skutkowało, a dziecko było maksymalnie nakręcone, po pro
            > stu brałam je stamtąd i niosłam do domu

            To w końcu da się, czy nie da?

            A nawiasem skąd wiesz, że dla Twojej córki ściskanie jej pod pachą i niesienie tak do domu nie było większą traumą niż byłoby pozwolenie jej na dreptanie przy Tobie z płaczem? W trudnej sytuacji nie trzeba zawsze zarzucać dziecka swoimi słowami, gestami, obecnością. Czasem wystarczy powiedzieć "Jestem tutaj dla ciebie, możemy się przytulić albo pobić na poduszki" i poczekać.


            Czepiasz się dalej tego "wymuszania" nadając mu taki sens, jak chcesz widzieć.
            Wymuszanie to dla mnie okazywanie złości, niezadowolenia, smutku, płacz, tupanie nogą itp. PO TO, żeby uzyskać coś, czego sie chce. Okazywanie złości i niezadowolenia, płacz, tupanie nogą DLATEGO, że nie dostało się tego, co się chce nie jest dla mnie wymuszaniem i akceptuję je jak najbardziej (od razu napiszę, że nie znaczy to, że oczekuję od dziecka, że samo ma sobie z tym poradzić). To miałam na myśli skrótowo pisząc o temacie "proszenie kontra wymuszanie". I uwierz mi, są dzieciaki, które działają w systemie "po to". Dlatego, że jacyś dorośli nauczyli je, że zawsze jest to skuteczne.

            Twoje dziecko nigdy nie reagowało złością na odmowę? Dziecko nie uczy się tylko od Ciebie, ale uczy się także od innych dzieci i dorosłych. Nie masz w swoim bliskim otoczeniu ludzi (ja mam), którzy boją się złości i uważają ją za rzecz "brzydką", za uczucie, któego nie wolno okazywać, którzy powtarzają "złość piękności szkodzi" itp.? Albo takich, którzy nie radzą sobie (najczęściej tylko dlatego, że nie wiedzą, jak) ze złością czy smutkiem u malca. Często jedni i drudzy, żeby uciec od trudności, spełnią każdą zachciankę po pięciu minutach krzyków i próbach uspokojenia. I wcale nie uważam, że głupie albo złe jest to, że dziecko próbuje w ten sposób realizować swoje "chcę!". Obserwowanie, wyciąganie wniosków, szukanie sposobów - to świetnie wręcz o nim świadczy. To od dorosłego zależy, czy to odniesie skutek, czy nie.

          • olcia71 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 11:55
            Tak, racja. Zgadzam się. Może zbyt dużą uwagę przywiązałam do interpretacji sceny (nadinterpretacji i zbytnim fabularyzowaniu) a zbyt małą do prostego faktu: dziecko wyło, ale nie tylko. 2x wyciągało rączki do rodziców w proszącym geście. To najistotniejsze w całej scence. Napisałam tylko krótko, ze ja pewnie w takiej scence nie przeszłabym obojętnie obok tego, ale z opisu wynika, że rodzice tego nawet nie widzieli. Ja zwróciłam uwage na to, ze nie zawsze jest tak jak to pozornie wyglada i pomimo naszych najlepszych chęci dziecko zachwouje się tak, że osobie z zewnatrz włos jezy sie na głowie właśnie. Niestety prawda wyglada często inaczej. I pięknie i idealnie by było gdyby rodzic wyznajacy i realizujacy tak samo krystaliczne zasady jak autorka wątku uniknąłby "porazki wychowawczej" w postaci zbuntowanego i krzyczącego dziecka. Obawiam się jednak, że to nie jest takie proste.
            Dlatego nie wdawalabym sie w żadne w szczegóły, w zadne interpretacje co zamierzali osiagnąć rodzice, albo czego im sie nie udało osiagnąć a skupiłabym sie tylko na fakcie nie tyle ignorowania wrzasku, bo wiem, ze dziecko wręcz sie domaga, zeby móc w ten sposób wyrazić złośc i frustrację, ale na braku reakcji na rozpaczliwy płacz podczas kiedy wyciaga do rodziców rączki.
            Na twoim miejscu zagadałabym, niekoniecznie od razu wypalając z grubej rury, ale zagadujac troskliwie do dziecka (bo to w końcu o nie Ci chodziło). I miałabym jasność w temacie, tak samo jak miałam jasność w opisanej wcześniej przeze mnie sytuacji.
          • jestem_fajnou_mamou Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 13:54
            Gość portalu: domza2 napisał(a): Zdarzało mi się w sławetnym wieku dziecka 2,5 r. n
            > ieść córkę wrzeszczącą do domu z placu zabaw, ale pod pachą, a nie zostawiać ją
            > samą. Gdy już nic nie skutkowało, a dziecko było maksymalnie nakręcone, po pro
            > stu brałam je stamtąd i niosłam do domu. Z uspokojonym dzieckiem potem rozmawia
            > łam.

            To jest przemoc. Nigdy w życiu nie pozwoliłabym sobie na siłowe potraktowanie dziecka w dodatku wbrew jego woli. To trochę burzy twój wizerunek jaki próbowałaś nam tu przedstawić: rodzica, który nie zlewa woli i emocji dziecka.
            Łatwiej zaciągnąć siłą do domu i tam bez świadków załatwić sprawę?
            • e-kasia27 Do jestem-fajnou-mamou 02.07.12, 14:44
              Napisałaś, że obrzucam ludzi epitetami.... - w związku z tym prosiłam cię o zacytowanie z moich wypowiedzi choć jednego takiego epitetu....

              Czy zawsze olewasz to, co jest dla ciebie niewygodne i nie odpowiadasz na pytania, a zwracasz uwagę tylko na to, co akurat ci pasuje?
            • Gość: domza2 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.rzeszow.vectranet.pl 02.07.12, 21:54
              W przeciwieństwie do ciebie nie buduję żadnego wizerunku - uśmiałam się, tylko piszę w co wierzę, co jest dla mnie istotne. Tak - musiałam dwukrotnie zanieść dziecko krzyczące na rękach do domu - by tam załatwić sprawę, czyli nakarmić, bo było głodne... Ech, ale to była przemoc, u mamy na rękach niesienie.
          • e-kasia27 Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 14:37

            A no bardzo fajnie, że odezwały się też inne kobitki....., bo już zaczynałam wątpić w mądrość społeczeństwa, a tu proszę - miła niespodzianka - społeczeństwo odezwało się też z tej drugiej, lepszej strony.
            I chwała mu za to!
            Jest przynajmniej szansa, że część dzieci jest i będzie miała dobrych, kochających rodziców.
        • Gość: justcam Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 02.07.12, 15:10
          porozmawiać mozna czemu nie i podzielic sie właśnie doświadczeniem , ale czasem może sie okazac że właśnie w rózny sposób mozna interpretowac daną scenke , kytykowac jest najłatwiej zdecydowanie gorzej z pomocą.... może to i straszny obrazek ze dziecko wyje a matka stara sie nie reagowac ale czasem w tym zapleczu kryją sie różne wytłumaczenia . Matki które miały łatwe dziedzi najchętniej sie mądrzą. Ja miałam przyjemność poznac bobasy które chyba 70 procent czasu krzyczały wyły kwiliły , matka oczywiście po nieprzespanych nocach skrajnie umeczona bez szans na pomoc i co ? ciekawi mnie ja Wy mądralińskie mamy odnalazłybyście sie w takiej sytuacji ? od razu dodam że lekarze nie potrafili znaleźć przyczyny a doświadczone połozne mówiły że poprostu trzeba przetrwac ten trudny czas....... Nie wszystko jest takie czarno białe jak byście chciały sadzić ....
          • Gość: anku1982 Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.play-internet.pl 02.07.12, 18:22
            autorka wątku pisze o 3 latku, nie niemowlaku. A przykład wyjącego noworodka w sklepie też ma się jak piernik do wiatraka z tym co dałaś na przykład.
            • Gość: justcam Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 02.07.12, 22:05
              autorka tak o 3 latku, ale tu juz inne wątki sie pojawiły i to była na nie odp.
          • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 22:49
            Justa, ale chyba źle zrozumiałaś. my nie mówimy o ocenianiu matki, której dziecko płacze, bo: ma kolkę, ma gorszy dzień, idą ząbki, jest zmęczone nie może usnąć, itp. ...
            my mówimy o tym, że dziecko płuca wypluwa wołając o przytulenie, a matka dalej ogląda śliczne ubranka, których to dziecko z pewnością nie potrzebuje, a już na pewno nie w tym momencie :(
            dlaczego klaps i szarpanie są zabronione, a zalewanie mózgu kortyzolem, co na dłuższą metę prowadzi do zmian w jego strukturze, już nie ?!
      • morekac Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 16:02
        Równie dobrze te zakupy mogły po prostu trwać trochę za długo.
        Niestety, zakupy to czynność, której jednak trudno uniknąć w dłuższym okresie czasu.
        • mad_die Re: Sobotni spacerek z dziećmi 02.07.12, 21:02
          No racja, moze trwały za dlugo. Ale co mamie szkodziło wyciągnąć dziecko z nosidełka?

          A co do niemożności uniknięcia zakupów - zakupów jako takich nie, ale można to zrobić w inny sposób - ja ciuchy kupuję w sklepach internetowych - oszczędzam czas, pieniądze wydane na parking, nerwy swoje i dzieci ;)
          • morekac Re: Sobotni spacerek z dziećmi 03.07.12, 11:04
            ale można to
            > zrobić w inny sposób - ja ciuchy kupuję w sklepach internetowych -
            A ja nie cierpię i nie praktykuję kupowania ciuchów (oraz wielu innych rzeczy) w sklepach internetowych. Muszę dotknąć, zobaczyć, przymierzyć.
      • Gość: mamameg Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.icpnet.pl 04.07.12, 00:59
        A bierzesz pod uwagę to, że bywają niemowlęta płaczące ze zmęczenia?
        Moi synowie płakali, nie potrafiąc zasnąć-brałam ich na spacer, żeby zasnęli i odpoczęli.
        Przechodzący ludzie zapewne uważali mnie za okrutną

        • Gość: mamameg Re: Sobotni spacerek z dziećmi IP: *.icpnet.pl 04.07.12, 08:48
          To była odpowiedź na post Klarci:
          mnie w takich sytuacjach przechodzą ciarki :(
          ostatnio miałam ochotę 'nakrzyczeć' na matkę, która wiozła w wózku drące się w wniebogłosy niemowlę, może miesięczne, może dwu :( oczywiście nie zawracała sobie nawet głowy ewidentnym cierpieniem dziecka :(
          • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 05.07.12, 01:00
            większość niemowląt ma takie okresy, że trudno jest im zasnąć, ale nie uważam, żeby rozwiązaniem było włożenie do wózka i spokojne spacerowanie sobie, podczas gdy dziecko nieomal dusi się z płaczu :/, tym bardziej w dobie ogólnodostępnych chust, czy choćby zawsze dostępnych dla osób pełnosprawnych ramion.
            przykro mi, ale argument dzieci przebodźcowanych nijak się ma do tej sytuacji.
            tym bardziej spacer wydaje się dziwnym pomysłem. to, że dziecko w końcu pada zmęczone płaczem wcale nie oznacza, że wszystko jest ok. mózg zalany kortyzolem ma bardzo utrudniony harmonijny rozwój i "paradoksalnie" prowadzi to do zwiększenia problemów ze snem, na czas obecny, lub na przyszłość.
            • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 05.07.12, 01:05
              przykładem są moje dzieci, które mają problem ze spaniem latem, ze względu na poddasze, więc jest cieplej i duszniej, niż na podwórku. czasami spacer okazuje się ratunkiem. nie znaczy to, że wkładam dziecko do wózka i drze się póki nie padnie. wyjmuję, przytulam, daję pierś, lub picie i dopiero jak jest gotowy to odkładam do wózka. w mniej upalne dni ideałem jest nosidło, chociaż moje dziecko ostatnio po osiedlu nie chce w nim siedzieć, bo jest nad wyraz mobilne na swój wiek. przytulić się jednak przytula niezależnie od temperatury i nawet jak dalej chce mu się płakać, to przynajmniej wiem, że czuje się bezpieczny.
            • rulsanka Re: Sobotni spacerek z dziećmi 05.07.12, 09:10
              Zgadzam się z tym, że dziecko nie powinno zasypiać po płaczu. To daje zły sen, po którym tak naprawdę nie ma odpoczynku. Sen powinien być spokojny, a rodzice powinni zrobić wszystko (no, prawie), by taki sen zapewnić.
    • green_agula Re: Sobotni spacerek z dziećmi 03.07.12, 08:33
      Tez mi się wydaje że bardzo daleko wyjechalaś ze swoimi sądami.
      Może poprostu nie zwracali uwagi na histerię dziecka bo coś chciało płaczem wymusić :/

      I na pewno nie jest to znęcanie się nad dzieckiem.
      W życiu nie zawsze dostaje się tego co sie chce i rodzice tego uczą, dzieci które na każdy ryk dostają co chcą bardzo mocną "dostaną w dupe" jak wejdą w dorosłość.
      • klarci Re: Sobotni spacerek z dziećmi 03.07.12, 10:12
        ehh, i dyskusja mogłaby się zacząć od początku :(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja