iga04
09.07.12, 15:06
Mój synek nie chce wychodzić z wózka na spacerach. Zaczęło się tak,że ok.1 mies temu w drodze na plac zabaw, kiedy to jak zwykle szedł obok mnie na nóżkach , nagle zza zakrętu wyjechał młody chłopak na motorowerze. Nic się złego nie stało, nie doszło do żadnego wypadku.Inną sprawą jest to,że tego pojazdu tam być w ogóle nie powinno. Synek bardzo się przestraszył, zaczął płakać i szybko wskoczył do wózka. Od tej pory nie możemy go z niego wyciągnąć.Wtedy, nawet mi przez myśl nie przeszło,że aż tak głęboko to zapisze się w jego pamięci. Pierwsza moja reakcja była taka,że mocno synka przytuliłam zapewniając ,że nic strasznego się nie stało, jestem przy nim i może czuć się bezpieczny. To jednak nic nie dało, od tamtej pory chętnie chce wychodzić a raczej wyjeżdżać na spacery ale tylko we wózku. Zmieniliśmy plac zabaw ale to nie pomogło, nawet tam pozwala się tylko włożyć do huśtawki, inne zabawy nie wchodzą w grę. Gdy mu proponuję aby może wyszedł z wózka i pospacerował albo się po prostu pobawił mówi,że się boi motoru. Na nic tłumaczenie,że tu nie ma żadnych motorów.Codziennie wychodzimy z domu i prawie za każdym razem chce "iść " na plac zabaw ale tylko popatrzeć albo najwyżej da się pohuśtać. Codziennie spacerujemy chodnikiem wzdłuż ruchliwej ulicy. Mały oczywiście zawsze we wózku, w którym czuje się bezpiecznie.Od tamtej pory boi się nie tylko motorów ale też innych głośnych pojazdów typu traktor, samolot,pociąg. Zawsze też pyta co to słysząc głośniejszy dźwięk.Chętnie jeździ autobusem,siedząc we wózku lub na moich kolanach. Czasami zdarza się też,że kiedy bawiąc się w domu usłyszy motor zza okna momentalnie wskakuje na sofę lub mi na ręce wołając że motor jedzie do niego. Wtedy przytulam go i mówię ze śmiechem,że to nie możliwe i staram się go jakoś rozśmieszać. Mieszkamy blisko ulicy i czasami stając z synkiem przy oknie pokazuję i opowiadam mu ,że tam jest chodnik, po którym ludzie mogą bezpiecznie się poruszać a obok jest ulica, po której jeżdżą pojazdy ,że tak ma być i nic złego się nie dzieje.Raz zdarzył się cud bo synek dał się przekonać tatusiowi na wyjście bez wózka ale z hulajnogą.Jednak już po chwili był krzyk gdy zobaczył auto i skończyło się na tym,że mały stał obiema nóżkami na hulajnodze, którą musiałam pchać.Za nic w świecie nie chciał postawić choćby jednej nogi na chodniku.Już dawno przestaliśmy używać przy nim zwrotów typu"nie bój się,nie ma się czego bać"
Nie wiem co mam robić. Do niczego go nie zmuszam chociaż już słyszałam rady (od lekarza nawet)typu schowaj wózek i od dziś chodzimy na nóżkach co wydaje mi się okrutne i w życiu nie zdecyduję się na taki krok. Marzę aby wszystko wróciło do normy i mój synek był znowu sobą.
Potrzebuję mądrej rady.Z góry dziękuję i przepraszam za chaotyczny i długi wątek.