forumowiczka.to.ja
20.07.12, 10:12
Witam ;-)
Mój 2,5 latek to bardzo rezolutny gość o niesamowitej wręcz pamięci. Od jakiegoś czasu przychodzi do domu i przy jakiejś nerwowej sytuacji woła "psia mać, jasna cholela!". I to jest bardzo często. Pytam: kto tak mówi nieładnie? -Dziadek. Do tego np jak wczoraj szedł spać spytał gdzie jest jego plastelina? Powiedziałam, że schowałam. "A nie wyrzucisz?".
Wiem, że moi teściowie są staroświeccy w "metodach" wychwawczych, potrafią do niego powiedzieć, że dostanie lanie, że dostanie pasem, że jest niedobry, że wyrzucą mu coś jak będzie niegrzeczny. Dziadek przy synku bierze paluszki słone i udaje, że pali papierosa. Synek przychodzi do domu, bierze paluszka i mówi "pale papielocha".
Dziecko jest teraz cały lipiec u dziadków, bo żłobek zamknięty, poza tym w weekend na 3 godzinki idzie do dziadków i to też nie zawsze, ale widzę, że to się nasila jak jest z nimi. Jak rozmawiam z teściami, to proszę ich żeby tak nie robili, to oni że "musi się kogoś bać". Powiedziałam kategorycznie, że nie daj ich boże, żeby mi dziecko choć klepnęli, póki co się tego trzymają. Generalnie oni uważają się za najmądrzejszych w wychowaniu, a mnie za głupią. Pasą dziecko słodyczami, a potem dziwią się, że nie ma apetytu...
Czy reagować, rozmawiać i niestety, kłócić się z teściami czy przeczekać do końca lipca i maksymalnie skrócić wizyty?