wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy dziecm

28.07.12, 21:14
Prosze o rade jak sie zachowac w podobnej sytuacji..
Syn lat 5 bawi sie z dziewczynka na placu zabawu w sklep..Gotuja,sprzedaja,jest super..Przychodzi inna dziewczynka i zaczyna im "mieszac"...Syn juz niezadowolony ,bo on niby jest szefem a nowa dziewczynka psuje im niby zabawe..Syn mowi do niej: "idz sobie,nie baw sie z nami"...Juz np w tym momencie sie wtracac czy czekac na rozwoj sytuacji? Ja sie ozcywiscie wrtracilam tlumacze,ze tak nie wolno...Syn mi burczy pod nosem ,ze ta jest fajna a tamta glupia,ze im przeszkadza...Pierwszy raz mam do czynienia z sytuacja,ze syn kogos "odrzuca"...Widze,ze dojrzewa,ze dotychzas w zabawach byl bierny a teraz coraz czesciej chce rzadzi...Juz nie zaogniajac sytuacji wzielam go z tego "sklepu",zeby dziewczyny sie razem pobawily..O dziwo zaraz zaczely sie klocic i bic...Tamci rodzice tez zaczeli sie klocic .kazde bylo za swoim dzieckiem..Teraz sie zastanawiam tak ogolnie czy wtracac sie w takie sytuacje czy niech syn sam rozwiazuje...Bo przeciez niedlugo sam bedzie wychodzil i wiadomo jak to jest z dziecmi...Widze czasem z boku,ze takie przezwiska sa w normie czasem i dziei sie jakos dogaduja..Czy zwracac uwage,ze nie mowi sie "glupia" czy udawac ze nie slysze i niech dzieci same sie docieraja...Poprosze o rade bardziej doswiadczone osoby w tematach rodzicielskich:)
    • mruwa9 Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 29.07.12, 02:08
      ja bym sie nie wtracala, dopoki krew sie nie leje.
      Jesli dzieci sa w podobnym wieku, maja rowne szanse, wiec niech sie same docieraja w zabawie.
      Ingerowac wylacznie wtedy, gdy istnieje grozba rozlewu krwi ;-)
      Takie jest moje zdanie.
      • mama303 Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 29.07.12, 11:31
        Ja sobie nie wyobrażam, żeby sie nie wtrącic gdy moje dziecko mówi do innego "idź sobie" czy cos w tym rodzaju. Tak się nie mówi do nikogo.
        • mruwa9 Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 29.07.12, 21:52
          o tym mozna rozmawiac z dzieckiem w domu (jak wypada, a jak nie wypada sie zwracac do innych).
          Nie wyobrazam sobie bycia aktywnym uczestnikiem czy moderatorem zabaw dzieci. One tego ani nie potrzebuja,ani nie chca.
          A ze uslysza czasem "idz sobie" , to co? Ja takie tekstu w dziecinstwie slyszalam, pewnie tez uzywalam, ty na 100% tez. Nie zostalysmy ani socjopatkami, ani nie mamy chyba trwalej traumy z tego powodu?
          To element nauki zycia w spoleczenstwie i funkcjonowania w grupie rowiesniczej. Nie jestesmy w stanie wyreczyc w tym dzieci.One MUSZA miec okazje zdobyc wlasne doswiadczenia w tym wzgledzie.Rowniez takie, ze czasem moga uslyszec "idz sobie", ze czasem ludzie sa dla siebie mili, a czasem nie, ze niektorzy sie lubia, a inni nie.
          • mama303 Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 30.07.12, 17:44
            mruwa9 napisała:

            > A ze uslysza czasem "idz sobie" , to co? Ja takie tekstu w dziecinstwie slyszal
            > am, pewnie tez uzywalam, ty na 100% tez. Nie zostalysmy ani socjopatkami, ani n
            > ie mamy chyba trwalej traumy z tego powodu?

            No zgoda, ja nie mam traumy także po tym jak mnie jeden kolega pokopał na podwórku. Ale czy to onacza że miałbym jako dorosła nie reagowac na takie zachowanie mojego /czy innego/ dziecka?
            Wydaje mi sie że dzieciom należy wskazywać jak należy/ nie należy się zachowywać i że to bardzo przykro usłyszeć "idź sobie".

      • rulsanka Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 29.07.12, 21:50
        Nie musi się lać krew, by między dziećmi działo się źle. Moim zdaniem rodzice i wychowawcy powinni trochę sterować relacjami między dziećmi, po to by te dzieci wyczulić na pewne sprawy, nauczyć współpracy.
        Ostatnio na własnej skórze doświadczyłam skutków nie ingerowania. Mój syn poznał kolegę, który głównie bawił się w "to moje" (5,5 roku). Był obrażalski, nieuprzejmy i niekoleżeński. Moje dotychczas miłe, empatyczne dziecko - bardzo szybko przejęło wiele z tych złych zachowań. Dziećmi zajmowali się dziadkowie, przyjmując zasadę nie ingerowania. Rezultat - chłopcy ciągle się kłócili i bili, a mój syn po powrocie z tego wyjazdu przez kilka dni był totalnie niekoleżeński i z nikim nie chciał się bawić. Nie ingerowanie doprowadziło do "popsucia" mi dziecka. Tzw. "zły wpływ" kolegów.

        Myślę, że dorosły powinien monitorować sytuację. Każdy ma prawo nie chcieć się bawić z kimś innym (więc w tej sytuacji raczej bym się nie wtrącała). Natomiast jeżeli to samo dziecko zawsze wygania inne dzieci od swojej zabawy - to raczej trzeba wytłumaczyć mu zalety bycia bardziej towarzyskim.
        Tak samo, jeżeli dziecko nie chce się podzielić czymś, zamienić. Ok, jeżeli istnieje równowaga między sytuacjami, gdy dziecko się dzieli a odmawia. Jeżeli tylko odmawia - to znowu dorosły powinien wkroczyć. (mowa raczej o starszych przedszkolakach, nie o 2-3latkach)
        Z biciem jest podobnie. Okej, niech się biją dla zabawy. Ale jeżeli jeden zawsze dokucza drugiemu, to nawet bez rozlewu krwi jest powód do ingerencji. Np. mój syn lubi bawić się w bicie (takie sportowe, nieagresywne) i pościgi za kolegami i koleżankami. Większość przedszkolaków bawi się z nim w ten sposób. A tamten ww chłopak nie lubił tego. I rolą opiekuna było wytłumaczenie, że nie z każdym kolegą można bawić się w bicie, bo nie każdy to lubi.

        Dziecko w życiu ma się nauczyć nie tylko czytać i pisać. Powinno też umieć żyć z ludźmi. I tak samo jak mało jest samouków zdolnych by nauczyć się czytać bez pomocy dorosłego, tak samo jest z relacjami międzyludzkimi. Tego też trzeba się uczyć, i dorosły, mądrzejszy człowiek powinien (póki może) pomagać, nakreślać właściwy kierunek, pokazywać jakie zachowania są dobre, a jakie niekoniecznie.
    • Gość: Agnieszka.z.lodzi Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d IP: 77.87.160.* 30.07.12, 09:09
      Po pierwsze, Twój syn nie powiedział nic złego. Powiedział jasny i czytelny komunikat, nikogo nei obraził. Jeżeli wchodzi intruz i zaczyna mieszać w grupie, w której dotychczas fajnie się dzieci bawiły to nic dziwnego, że wygania intruza.
      W tym konkretnym przypadku uważam, że dobrze zrobiłaś, że zabrałaś dziecko, bo jak się okazało, za chwilę wyszła jatka na linii rodzice -dzieci i wszystko się "rypło".
      Uważam, że po zabraniu synka z placu mogłaś mu podsunąć rady jak się zachować, żeby było dobrze. Na przykład powiedzieć synowi, że jak wchodzi nielubiane dziecko i zaczyna im mieszać, to trzeba dać jej jakieś konkretne zadania. Bo może to dziecko chciało się bawić, ale nie wiedziało jak. I tak np niech powie "jak chcesz się z nami bawić to podawaj piasek na szpadlu, Ola będzie z niego robiła ciasteczka". I sytuacja by się rozwinęła, myślę, pozytywnie. Gdyby dziecko dochodzące nie chciało współpracować, tylko nadal by przeszkadzało, wtedy syn miałby prawo ją wygonić. A Ty nie powinnaś wówczas negatywnie zareagować. Zabieranie dziecka w takich sytuacjach z placu to na ogół ucieczka, nauka z tego płynie taka, ze jak jest problem to zamiast go rozwiązać, trzeba uciekać.
      Ucz rozwiązywać problemy, nie uciekać.
      I jeszcze jedno, postaraj się uwagi do syna przekazywać mu na osobności.
    • el_elefante Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 30.07.12, 13:14
      Piaskownica jest obszarem specyficznym. To jest strefa dzieci, w której obowiązują dziecięce prawa, a rolą rodziców jest pilnowanie jedynie, aby dzieci sobie nawzajem krzywdy nie robiły. Piaskownica rządzi się swoimi prawami. Dorośli nie rozumieją tych praw, bo patrzą na nią oczami dorosłych. Inaczej nie potrafią. Ale to nie znaczy, że te prawa są złe, wręcz przeciwnie, one są jak najbardziej naturalne i potrzebne.

      Mądrość rodzica jest bardzo cenna dla dziecka i obowiązkiem rodzica jest przekazanie dziecku tej mądrości. Ale nie w piaskownicy. Nie na zasadzie zabierania dziecka z piaskownicy i prawienia mu kazań co powinien przed chwilą powiedzieć a czego nie. Skoro nie chce się z kimś bawić, to nie, nie ma takiego obowiązku. Wbijanie mu w tym momencie do głowy ze powinien jest bez sensu. Jedyne co się osiągnie, to przekonanie dziecka, że źle zrobił, źle się zachował, że powinien to czy tamto i w ogóle jest do bani i wszystko przez niego. Nie przesadzam. A on po prostu nie miał ochoty się z tamtą dziewczynką bawić. Ja też nie z każdym kto do mnie podejdzie mam ochotę urządzać grilla w ogródku. A wy?
    • kacper.wozniak Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 01.08.12, 16:52
      Podczas mojej pracy z dziećmi po pierwsze dbam o bezpieczeństwo dzieci, a po drugie staram się uczyć ich samodzielnego rozwiązywania konfliktów. Czasami oznacza to, że:

      1. Podpowiadam dziecku sposób na uniknięcie konfliktu i zadbanie o własne granice: "jak chcesz się bawić sam/ nie chcesz się dzielić samochodem to powiedz to Jasiowi"
      2. Zwrócę uwagę na potrzeby drugiego dziecka "Zobacz Jaś też chciał twój traktor, jak skończysz się nim bawić to mu powiedz, żeby on też mógł się pobawić", albo "Zobacz Jaś też chciał się z wami bawić może mógłby wam dowozić towary do sklepu?"
      3. Nie ingeruję. Daje się dzieciom pokłócić/obrazić na siebie a potem pogodzić.

      U dorosłych zajmujących się dziećmi (nauczycieli i rodziców) często widzę zatrzymywanie sytuacji konfliktowych, które mogłaby się okazać bardzo uczącymi doświadczeniami. Mechanizmy rozwoju i funkcjonowania w społeczeństwie małego i dużego człowieka są moim zdaniem takie same. A mimo to komunikaty "Musisz się dzielić", "Trzeba się bawić z innymi" itp w dorosłym świecie występują dużo rzadziej. Oczywiście dzieląc się przysłowiowym sekatorem z sąsiadem zyskuję sobie jego wdzięczność ale na pewno nie muszę się podzeilić.
      • scher Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 01.08.12, 17:13
        kacper.wozniak napisał:

        > Oczywiście dzieląc się przysłowiowym sekatorem z sąsiadem zyskuję sobie jego wdzięczność

        Tylko kiedy się pan nauczył dzielić, aby w życiu dorosłym umieć zaskarbić sobie ludzką wdzięczność?

        > ale na pewno nie muszę się podzeilić.

        Uczmy tak dzieci, właśnie to im powtarzajmy, a na pewno dochowamy się kolejnego pokolenia igreków czy czegoś tam, pokolenia sobków, samolubów, myślących tylko o sobie, ludzi niezdolnych do poświęceń i rezygnacji z własnego wygodnictwa, ludzi, którzy na rozmowie kwalifikacyjnej potrafią powiedzieć, że praca od 8 do 16 ich nie interesuje, bo o 16 to oni mają basen albo siłownię.
        - Boć przeca ociec zawsze powtarzali, że z nikim się nie muszę dzielić i w ogóle nic nie muszę.
      • mama303 Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 01.08.12, 17:58
        kacper.wozniak napisał:

        >"Musisz się dzielić", "Trzeba się bawić z innymi" itp w dorosłym świecie występują dużo rzadziej.
        > Oczywiście dzieląc się przysłowiowym sekatorem z sąsiadem zyskuję sobie jego w
        > dzięczność ale na pewno nie muszę się podzeilić.

        Ja uważam, że piaskownica na wspolnym placu zabaw to jest akurat miejsce do dzielenia się. Takie miejce socjalizacji dla dzieci. Nie chcesz sie dzielic, bawic z innymi dziećmi to idź na spacer a nie na plac zabaw.
    • zaradna.mama Re: wtrącac sie czy nie wtrącac- sytucje miedzy d 07.08.12, 12:42
      Jestem za tym, żeby nie ingerować. Dzieciaki wyznaczają własne granice, dają wyraz swoim sympatiom i antypatiom na tyle, na ile potrafią. Dorosłym ich sposoby mogą wydawać się mało subtelne, ale to taki etap rozwoju.
      Ja włączam się do "akcji", kiedy sytuacja robi się niefajna - dzieciaki zaczynają się wzajemnie opluwać czy bić.
      Mam dójkę dzieci, jedno przebojowe, drugie super delikatne, jak nie roztaczam nad nimi ochronnego parasola, to "delikacik" uczy się jak radzić sobie w danej sytuacji. Nie chodzi tu tylko o przeforsowanie swojego zdania, ale także o sposób przeżywania smutku, porażki czy złości.
      Dzieci muszą się tego nauczyć, w dorosłym świecie nikt nie będzie się z nimi cackał.
      Pozwólmy dzieciom dorosnąć, dziś chłopiec powie dziewczynce "idź sobie", jutro ona nie pokaże mu swojej zabawki, pojutrze będą razem bawić się w berka :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja