mawitka
30.07.12, 09:40
Mój czterolatek jest dzieckiem bardzo żywym, głośnym i towarzyskim. Lubi ludzi, jest wesoły, pełen entuzjazmu i radości życia i kompletnie nieagresywny.
Ostatnio trochę się zmienił, jakby dojrzał. Zrobił się nadwrażliwy i widzę, że bardzo się przejmuje pewnymi sprawami. Może to moja wina, bo ja staram się nigdy nie kłamać i nie uznaję tematów tabu więc rozmawiamy o wszystkim. Ostatnio w naszych rozmowach pojawił się temat śmierci. Rozmawialiśmy kto kogo nosił w brzuszku: ja jego, mnie moja mama czyli jego babcia, jego babcie moja babcia. Wtedy spytał o moją babcię więc wyjaśniłam, że ona już nie żyje. Dopytywał dlaczego więc powiedziałam, że była chora. Na pytanie dlaczego była chora odpowiedziałam, ze ludzie najczęściej starzy czasami choruja. Po prostu. No i synkowi zrobiło się bardzo smutno. Powiedział, że szkoda, bo on się chciał chociaż przywitać...
To jedna z kilku ostatnich sytuacji. Może powinnam unikać na razie pewnych tematów. Boję się tylko, że syn zauważy pewną nienaturalność w naszych rozmowach i straci zaufanie. Z drugiej strony chyba lepiej jak dowie się ode mnie co to śmierć, małzeństwo (ostatnio go zasmuciło, że będzie mieszkać z żoną a nie mamą i tatą), miłość. Ja nie inicjuję (tak mi się wydaje) takich rozmów. Rozmaiwamy zwykle o czymś lekkim, żartujemy i wtedy powiem coś co go zasmuci, co potem przeżywa.
Ostatnio na wiele sytuacji przesadnie reaguje. Gdy czegoś stanowczo zabronię, on wzdycha i mówi: 'mama mnie już nie kocha'. Z jednej strony myślę, ze on jest na tyle bystry, że wie, że mama po takich słowach rzuca wszystko i przytula zapewniając, ze to bzdura i, że bardzo kocha, ale z drugiej strony przeraża mnie myśl, że on się tak może czuć w danym momencie. Pewnie spytacie czy okazujemy sobie uczucia w domu. Tak i to często. On chyba teraz wymaga jeszcze więcej niż przedtem.
Co radzicie? Zaprzestać jakichkolwiek rozmów, które mogą skończyć się rozważaniami o śmierci nawet jezeli on je sam inicjuje?