bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo

07.08.12, 19:57
Jak w temacie, syn ma niecałe 2 lata i pojawił się bunt - generalnie radzimy sobie z nim, ale podczas spotkań z moimi rodzicami i kiedy jesteśmy my i niania syn przechodzi samego siebie - rzuca przedmiotami (jedzenie, zabawki, nasze rzeczy), wszystko jest na 'nie'. Nie daj Boże, żebyśmy rozmawiali między sobą, a na niego nie zwracali uwagi. Wtedy jest najgorzej. Na jego poważne przewinienia ( rzucanie naszymi kosztownymi/niebezpiecznymi przedmiotami, które uprzednio syn wyciąga z toreb etc.) reagujemy wyprowadzając go z pokoju (coby nie było audytorium) i jedno z nas siedzi z nim w pokoju, dopóki się nie uspokoi - samego go nie zostawiamy. Moi rodzice twierdzą, że źle robimy, bo krzykiem i biciem (?!?!!?!!?!?!) niczego nie wskóramy ( kiedy ja byłam dzieckiem rodzice nie wykazali zapędów 'pacyfistycznych' - nigdy! lanie dostawałam za wszelkie przewinienia jak i nawet ich brak) i ich zdaniem powinniśmy wszystko przed synem chować (również jego zabawki, którymi rzuca, krzesełko, które przewraca, nasze przedmioty typu pilot do TV - o ile to można schować, to mikrofali,do której sięga, zmywarki czy piekarnika już nie schowam do szuflady, poza tym nie widzę sensu chowania czegokolwiek). Na moje pytanie, czy mają inny pomysł/alternatywę pada standardowo tekst 'masz tyle książek i nie wiesz???'. A my z mężem, niedość, że próbujemy jakoś sensownie reagować na zachowanie syna, borykamy się również z dziadkami, którzy 'wiedzą lepiej'.
Błagam o pomocne rady i wskazówki!!!
    • el_elefante Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 10:13
      Zasadniczo problem macie z rodzicami, nie z dzieckiem, tak mi się wydaje. Przyczynę zachowania syna też dobrze znacie:
      > a na niego nie zwracali uwagi. Wtedy jest najgorzej
      W jakich sytuacjach znajdujecie się razem z nianią? Czy opiekuje się dzieckiem podczas gdy wy jesteście w domu czy to tak w przelocie gdy wy przychodzicie a ona wychodzi? Młody najwyraźniej gwałtownie domaga się waszej uwagi, jest zazdrosny gdy poświęcacie ją komu innemu. Podejrzewam, że jest zazdrosny o twoja uwagę gdy poświęcasz ją mężowi - prawda? Z rodzicami jest to samo. Tą swoją zazdrością krzyczy właśnie w taki sposób jak opisujesz, z wykorzystaniem dostępnych dla siebie środków. Inaczej nie umie. Nie podejdzie i nie powie: mamo, trochę się nudzę, wolałbym, abyś zamiast rozmawiać z dziadkiem, porozmawiała teraz ze mną. Za to przewróci krzesełko, bo to sprawia, że zaczynasz się nim zajmować.
      Ja bym się zastanowił, co z tych rzeczy, które robi w celu zwrócenia na siebie uwagi mogą ewentualnie być tolerowane, a jakie absolutnie nie. Jak przestaniesz reagować na przewracanie krzesełka, to on przestanie je przewracać. Za to rzucanie pilotem skutkuje odebraniem pilota i położeniem go gdzieś wyżej. Majstrowanie przy kuchence powinno natomiast skutkować kategorycznym protestem, wspartym podniesionym głosem, specjalnym (w sensie przeznaczonym na specjalne okazje) tembrem głosu, mimiką i postawą - to ma być jasny (i nie nadużwany) komunikat, że tego nie wolno robić.
      Jeżeli za każde drobne przewinienie wyprowadzisz go do innego pokoju, to on otrzymuje właśnie to, o co mu chodzi. Nie chcę przez to powiedzieć, że uważam za właściwe stosowanie ignora za każdym razem (z różnych powodów), ale zastanowiłbym się nad zróżnicowaniem waszego zachowania - kiedy być bardziej zdecydowanym, a kiedy nie zwracać uwagi.

      Zrozumienie powodów zachowania BARDZO pomaga w poradzeniu sobie z nim. Pomaga pozostać spokojnym i rzeczowym. Nerwowe ruchy, niepewność, zbyt dużo słów itp sprawiają, że dziecko samo zaczyna się czuć nerwowo i niepewnie. Daj dziecku solidne, spokojne granice, a poczuje się bezpiecznie i może wtedy jego parcie na waszą uwagę nie będzie takie silne. Poza tym ta faza mija :)
      Warto jeszcze wyrzucić z głowy słowo "bunt", wykreślić, zapomnieć. Traktowanie zachowania dwulatka w tej kategorii prowadzi do tego, że zaczynasz z nim walczyć. O co? W jakim celu? Z kim naprawdę? Tak się nie dogadacie.

      A rodzice... no cóż... możesz próbować zmienić ich sposób myślenia, ale nie liczyłbym na jakieś spektakularne osiągnięcia w tej dziedzinie. Jedyny komentarz jaki mi się nasuwa, to coś w rodzaju: Ja uważam, że dobrze robię, ale chętnie wysłucham twoich rad. Jeżeli sądzisz, że źle postąpiłam, to wyjaśnij mi dlaczego.
      • klara154 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 10:44
        Bardzo mądra rada powyżej. Zgadzam się jak najbardziej. Teraz coś ode mnie, co zauważyłam u swojego dziecka.
        - "bunt" pojawia się falami i mija (czasami trwa miesiąc, czasami 2 tygodnie)
        - przy osobach obcych typu dziadkowie i inni ekspresja emocji i zachowań negatywnych osiąga dużo większą skalę, niż sam na sam z rodzicami
        - zawsze jest jakieś podłoże, jakieś ognisko zapalne (np. stres przed czymś co dziecko wie, że je czeka);
        - podczas takiego ataku staram się być przy dziecku i próbować wyrwać je z nawału emocji, zawsze mówię "ojej, ale się zezłościłaś, naprawdę, to cię musiało zdenerwować, trzeba pomyśleć co tu zrobić, zebyś miała dobry humor, pomożesz mi w tym? może chciałabyś się poprzytulać, albo jakieś wygłupki porobimy" itp. wszystko to spokojnym tonem i na ile mogę to bez okazywania, jak się we mnie gotuje
        - jak dziecko jest spokojne spróbować popytać o jego oczekiwania i pomóc mu nazwać emocje i to co się z nim dzieje; u Was to wyjaśnijcie dziecku, że rozumiecie jego potrzebę uwagi, że jest dla Was najważniejsze, że jeżeli chce się pobawić, albo powygłupiać, to macie dla niego czas; wyjaśnić, co się dzieje, kiedy rzuca przedmiotami, jakie mogą być konsekwencje
        - zawsze staram się rozmawiać i tłumaczyć i w przypadku mojego dziecka to daje najlepsze efekty; jakiekolwiek nerwy, przymuszanie, agresja słowna dają tylko eskalację nerwów i problemu
        - radami rodziców się nie przejmuj, nic nie zmienisz
        Powodzenia, niech te bunty jak najszybciej przejdą.
      • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 11:25
        el_elefante napisał:

        > Zasadniczo problem macie z rodzicami, nie z dzieckiem, tak mi się wydaje.

        niestety też tak uważam, ale z nimi właściwie od początku mamy zgrzyty, bo ich zdaniem wiele rzeczy robimy 'nie tak' jak oni uważają. Ale to już temat innego kalibru.

        > W jakich sytuacjach znajdujecie się razem z nianią? Czy opiekuje się dzieckiem
        > podczas gdy wy jesteście w domu czy to tak w przelocie gdy wy przychodzicie a o
        > na wychodzi?

        Za 2 miesiące rodzę, niania przychodzi rano, żebym mogła pospać - rano, czyli ok.7:30. Czasami synek bez problemu do niani idzie, czasami jest przyssany do mnie i wtedy muszę wstać - robimy wspólnie śniadanie i wspólnie z nianią staramy się, żeby je zjadł (zwykle nie je, co zdarza się rzadziej, kiedy ja śpię).

        Młody najwyraźniej gwałtownie domaga się waszej uwagi, jest zazdro
        > sny gdy poświęcacie ją komu innemu. Podejrzewam, że jest zazdrosny o twoja uwag
        > ę gdy poświęcasz ją mężowi - prawda?

        oczywiście;)
        ale w związku z tym jestem przerażona, bo co będzie za 2 miesiące, kiedy pojawi się młodszy brat?:(



        Za to rzuc
        > anie pilotem skutkuje odebraniem pilota i położeniem go gdzieś wyżej. Majstrowa
        > nie przy kuchence powinno natomiast skutkować kategorycznym protestem, wspartym
        > podniesionym głosem, specjalnym (w sensie przeznaczonym na specjalne okazje) t
        > embrem głosu, mimiką i postawą - to ma być jasny (i nie nadużwany) komunikat, ż
        > e tego nie wolno robić.

        tak właśnie robimy.
        Dodatkowo syn za majstrowanie (włączanie!!!) piekarnika dostaje natychmiastowy zakaz wchodzenia do kuchni i towarzyszenia mi w gotowaniu - to generalnie skutkuje w jego przypadku.

        > Jeżeli za każde drobne przewinienie wyprowadzisz go do innego pokoju, to on otr
        > zymuje właśnie to, o co mu chodzi.

        Nie, wyprowadzany jest tylko w przypadku poważnych przewinień - jak zbicie filiżanki (myślę, że miał taki zamysł, a nie był to przypadek) i zwykle przez męża (jego towarzystwo 'ceni' sobie mniej:))

        Nie chcę przez to powiedzieć, że uważam za w
        > łaściwe stosowanie ignora za każdym razem (z różnych powodów), ale zastanowiłby
        > m się nad zróżnicowaniem waszego zachowania - kiedy być bardziej zdecydowanym,
        > a kiedy nie zwracać uwagi.

        Zgadzam się w całej rozciągłości - i o ile jest to w miarę łatwe w przypadku kiedy jesteśmy sami, o tyle gorzej kiedy jest audytorium w postaci dziadków.

        >
        > A rodzice... no cóż... możesz próbować zmienić ich sposób myślenia, ale nie lic
        > zyłbym na jakieś spektakularne osiągnięcia w tej dziedzinie. Jedyny komentarz j
        > aki mi się nasuwa, to coś w rodzaju: Ja uważam, że dobrze robię, ale chętnie wy
        > słucham twoich rad. Jeżeli sądzisz, że źle postąpiłam, to wyjaśnij mi dlaczego.
        >

        Wiesz, jaka padnie odpowiedź na 99%?
        'masz tyle książek, to powinnaś wiedzieć':/ standardowa odpowiedź - tak samo, jak wtedy, gdy padały słowa 'krzykiem i biciem nic nie wskóracie' (pytanie - kto i kiedy syna bił albo na niego krzyczał?) albo kiedy prosiłam, żeby dali alternatywną metodę zamiast 'izolowania' syna, celem wyciszenia jego emocji tudzież chowania wszystkich rzeczy, którymi rzuca (sic!).

        Dziękuję za fajną i sensowną odpowiedź.
    • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 10:38
      Pochowanie tego co się da i zabezpieczenie mieszkania jak się da jednak jest przydatne.
      Dlaczego tych toreb z kosztownymi przedmiotami nie możecie postawić tak, żeby młody się do nich nie dostał?
      Będzie mu łatwiej być grzecznym...

      to mikrofali,do której sięga, zmywarki
      > czy piekarnika już nie schowam do szuflady,
      Możesz spróbowac zabezpieczyć, żeby nie mogło otworzyć/uruchomić. Albo żeby dziecko nie miało wstępu do kuchni. Bo jeszcze twoja niechęć do chowania czegokolwiek i zabezpieczania czegokolwiek skończy się nieszczęściem. Nie twierdzę wprawdzie, że to metoda na bunt dwulatka, ale chyba będzie łatwiej go upilnować, żeby nie psocił...
      • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 11:32
        morekac napisała:

        > Pochowanie tego co się da i zabezpieczenie mieszkania jak się da jednak jest pr
        > zydatne.

        myślę, że nasze mieszkanie jest już i tak dość mocno zabezpieczone, jednak bywa, że zostawimy na stole filiżankę - zwykle pozwalamy synowi zanosić ją do kuchni, co sprawia mu olbrzymią radość ( a raczej nasze brawa z tego powodu).
        Ale moim rodzicom chodziło bardziej o chowanie przedmiotów, którymi syn rzuca za karę.

        > Dlaczego tych toreb z kosztownymi przedmiotami nie możecie postawić tak, żeby m
        > łody się do nich nie dostał?
        > Będzie mu łatwiej być grzecznym...

        To był laptop męża, zapięty na zamki. Jasne, można wszystko pochować, ale czy to jest rozwiązanie? nie mamy drzwi zamykanych na klucze - mamy wymienić wszystkie drzwi w domu i zrobić fortecę? z zakazem wchodzenia gdziekolwiek poza własnym pokojem syna?


        > Możesz spróbowac zabezpieczyć, żeby nie mogło otworzyć/uruchomić.

        no właśnie nie mogę - on dosięga do przycisków na mikrofali - nie wciska ich namiętnie i chętnie, bardziej kiedy się zdenerwuje kiedy gotuję, i nie zwracam na niego uwagi. Tak samo piecyk (jest zabezpieczony przed otwarciem, ale pokręteł przecież nie wykręcę) a zmywarka ma panel zewnętrzny - również nie ma opcji zabezpieczenia.

        W jaki sposób zabezpieczyć wejście od kuchni? nie ma drzwi ani możliwości ich montażu; a izolacja ode mnie kiedy jestem w kuchni skończyłaby się jeszcze większą jego frustracją.
        Jestem za tym, żeby dom był bezpieczny, ale niektóre rozwiązania są absurdem, moim zdaniem i nie są realne żeby je wprowadzić.
        • klara154 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 11:44
          Jak moja dwulatka miała 2 lata i 2 miesiące to też urodziłam drugie dziecko. Rzeczywistość okazała się lepsza niż przewidywałam, czego i Tobie życzę.
          Może zrób dla swojego dzieciaka taki "dzień dziecka" - baw się z nim ile wlezie, wszędzie go bierz ze sobą, niech pomaga, uczestniczy, ciągle z nim rozmawiaj - maksimum uwagi, na tyle na ile dasz radę w swoim stanie. Może taki dzień będzie bodźcem do przełamania tej fali buntu i domagania się Waszej uwagi.
          • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 11:57
            Ponieważ lada moment będzie drugie - tym bardziej zabezpieczyłabym mieszkanie na maksa, ze szczególnym uwzględnieniem kuchni. Moim zdaniem to nie jest miejsca dla małych dzieci do przebywania bez opieki.
            • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 12:04
              morekac napisała:

              > Ponieważ lada moment będzie drugie - tym bardziej zabezpieczyłabym mieszkanie n
              > a maksa, ze szczególnym uwzględnieniem kuchni.

              tak, jak pisałam - bardziej się nie da:(

              Moim zdaniem to nie jest miejsc
              > a dla małych dzieci do przebywania bez opieki.

              Syn nie przebywa w kuchni bez opieki - włącza te sprzęty, będąc ze mną w kuchni i towarzysząc mi podczas gotowania.
              • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 12:17
                Ale może tam wejśc bez opieki i nie możesz pozbyć się go z kuchni w momencie, kiedy zaczyna rozrabiać.
                Lada moment będziesz miała na głowie niemowlę i mniej czasu dla niego. Wiesz, jak może zdobywać twoją wyłączność? Robiąc rzeczy zabraniane przez ciebie, bo to zapewni mu twoją uwagę (nadal będziecie wychodzili z nim do osobnego pokoju?- zeby tylko nie stało się to nagrodą) - w rezultacie będziesz wściekła, zmęczona i sfrustrowana. Oraz bez obiadu... Dwulatki nie uznają zakazów (no, może jak powtórzysz z 1000 razy), jedyny zakaz dobrze działający, to fizyczna niemożność zrobienia czegoś. Dlatego może zastanówcie się jeszcze, czy jednak nie da się czegoś zrobić?
          • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 12:02
            klara154 napisała:

            > Jak moja dwulatka miała 2 lata i 2 miesiące to też urodziłam drugie dziecko. Rz
            > eczywistość okazała się lepsza niż przewidywałam, czego i Tobie życzę.

            dzięki;)

            > Może zrób dla swojego dzieciaka taki "dzień dziecka" - baw się z nim ile wlezie
            > , wszędzie go bierz ze sobą, niech pomaga, uczestniczy, ciągle z nim rozmawiaj
            > - maksimum uwagi, na tyle na ile dasz radę w swoim stanie. Może taki dzień będz
            > ie bodźcem do przełamania tej fali buntu i domagania się Waszej uwagi.

            ale ja to robię na codzień:) a przynajmniej przy każdej sobocie/niedzieli.
        • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 11:52
          Laptopa to trzymałabym jednak na tyle wysoko, żeby młody nie dostał. Inaczej straty będą duże. Sama torba z nieskomplikowanymi zamkami to dla 2-latka nie jest przeszkoda.
          U mnie odgrodzona była kuchnia. Trudno - dzieciaki nie plątały mi się przy gazie i wrzątku, nożach i innym sprzęcie.
          Zabezpieczone mieszkanie, to mniej zakazów typu 'nie rób tego'/'nie rusz tamtego', a mniej zakazów - to mniej powodów do buntu. Bezcenne przy 2 -latkach i ogólnie maluchach. Ty zaś nie musisz aż tak robić za straszliwie opresyjną rodzicielkę.

          Ale moim rodzicom chodziło bardziej o chowanie przedmiotów, którymi syn rzuca [
          > b]za karę[/b].
          Dlaczego nie? Co z oczu, to i z serca. Nie bedzie miał, nie będzie rzucał.
          Mam wrażenie, że chciałabyś mieć kolekcję miśnieńskiej porcelany na widocznym miejscu i dwulatka, najlepiej od razu dobrze wychowanego niczym XIX wieczna pensjonarka...

          W jaki sposób zabezpieczyć wejście od kuchni? nie ma drzwi ani możliwości ich m
          > ontażu; a izolacja ode mnie kiedy jestem w kuchni skończyłaby się jeszcze więks
          > zą jego frustracją.
          A czy ktoś tu poza tobą zna rozkład twojego mieszkania, że się pytasz, jak masz zabezpieczyć?
          U mnie były bramki w miejscach, do których dzieci nie mają wstępu, tudzież czasowe zapinacze wysoko na drzwiach i oknach. Frustracje może i były (zwłaszcza, jak babcia nie mogła przedrzeć się przez bramkę), ale i tak są, ale przynajmniej żadne dziecko nigdy sobie (ani komuś innemu) nie zrobiło krzywdy w wyniku niedozwolonego użycia sprzętu AGD.

          Jestem za tym, żeby dom był bezpieczny, ale niektóre rozwiązania są absurdem, m
          > oim zdaniem i nie są realne żeby je wprowadzić.
          Dla mnie nierealne było latanie non stop za dzieckiem i patrzenie, czy sobie przypadkiem nie zrobi krzywdy, albo nie dokona straszliwych zniszczeń w majątku...
          • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 12:11
            morekac napisała:

            > Laptopa to trzymałabym jednak na tyle wysoko, żeby młody nie dostał. Inaczej st
            > raty będą duże. Sama torba z nieskomplikowanymi zamkami to dla 2-latka nie jest
            > przeszkoda.

            nie chodziło akurat o laptopa;) bo tego syn z założenia sam nie bierze (nie wiem, czy byłby w stanie unieść) - wyjął mężowi z torby coś, czego absolutnie pod żadnym pozorem nie wolno mu ruszać (chodzi o sprzęt medyczny). Kiedy szłam, żeby mu zabrać, rzucił nim.


            > U mnie odgrodzona była kuchnia. Trudno - dzieciaki nie plątały mi się przy gazi
            > e i wrzątku, nożach i innym sprzęcie.

            tyle, że wtedy nie będę w stanie nic zrobić, bo syn będzie stał przed wejściem do kuchni (zakładam, że jakoś dałoby radę zastawić wejście, ale wtedy vis'a'vis jest zejście ze schodów) i lamentował ( piszę z doświadczenia).

            > Dlaczego nie? Co z oczu, to i z serca. Nie bedzie miał, nie będzie rzucał.


            mam schować jego WSZYSTKIE zabawki, którymi rzuci? i jedzenie? czy może nie dawać mu jedzenia w ogóle, żeby nie mógł rzucić? jego krzesełko i stolik przy którym siedzi również schować? wybacz, ale chyba bez sensu. W następnej kolejności mam wynieść krzesła z salonu, TV etc? no to już chyba totalny absurd.

            > Mam wrażenie, że chciałabyś mieć kolekcję miśnieńskiej porcelany na widocznym m
            > iejscu i dwulatka, najlepiej od razu dobrze wychowanego niczym XIX wieczna pen
            > sjonarka...

            Nie wiem skąd takie wnioski...zupełnie z resztą błędne.
            Jak pisałam - zastanawiam się, jak w takich sytuacjach reagować i czy w ogóle reagować kiedy rzuca swoimi zabawkami, kredkami, krzesełkiem...Bo chowanie intuicyjnie oceniam jako bezsensowne i głupie po prostu ( czy jego rowerek, samochody i inne pojazdy też pochować? żeby co? bardziej go frustrować? ubranka również, żeby być konsekwentną pochować?).
            • klara154 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 12:24
              Może powiedzieć mu, że jak ma ochotę czymś rzucić, bo jest zły to np. wyznaczyć poduszeczki małe, albo takie pluszowe klocki, piłki i kąt w którym może się na nich wyżywać.
              Jak dziecko dostaje takiego szału, to zalewa je fala emocji i niewiele w tym czasie do niego dociera. Jak jest spokojne, to pokazać, że tam może się pozłościć, jak będzie mu źle i będzie chciało koniecznie czymś rzucać.
              Nie wiem czy to jest dobra porada, ale wydaje mi się, że to w pewien sposób oswaja dziecko z tym, co się z nim dzieje kiedy się "zawścieknie" (inne słowo nie przychodzi mi do głowy).
              U mnie córka próbowała takich rzeczy, żeby były spektakularne np. rozsypanie siana dla gryzoni po całym dywanie. (moja reakcja: ojej musimy to posprzątać, pomożesz mi?, wiesz jak jesteś zła, to może rzuć poduszką, albo potup sobie, bo teraz, to mamy mnóstwo sprzątania - wszystko łagodnym, normalnym tonem). Żeby ono nie osiągało swojego celu, tzn. skupienia całej uwagi na sobie i rodzinnej kłótni o to co robić i czego nie robić.
              Eh... dzieciaki...
            • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 16:42
              tyle, że wtedy nie będę w stanie nic zrobić, bo syn będzie stał przed wejściem
              > do kuchni (zakładam, że jakoś dałoby radę zastawić wejście, ale wtedy vis'a'vis
              > jest zejście ze schodów)
              skoro upierasz się przy rozwiązaniach mających dokopać Tobie, to już nikt nic na to nie poradzi.

              i lamentował ( piszę z doświadczenia).

              Lament jest do przeżycia - trudniej jest wprawić sobie dodatkową parę oczu celem upilnowania dziecka, tudzież rozdwoić się w sytuacji, kiedy młodsze ryczy, drugie zaś uparło się na eksperymenty kuchenne. Zresztą – polamentuje trochę, ale jeśli będzie wiedział, że lament nic tu nie da – przestanie.
              Rzucanie rzeczami, które nie mogą nikomu zrobić krzywdy/dokonać zniszczeń jest moim zdaniem dopuszczalne. Ale jeśli naprawdę chcesz mieć dziecko, któremu nie musisz powtarzać po trylion razy nie rusz/nie dotykaj – to musisz mu zostawić w zasięgu wyłącznie rzeczy, które może ruszać i dotykać. Wtedy nie będziesz musiała mu nic zabierać, on zaś nie będzie wściekle ciskał rzeczami. 80% afer domowych mniej.
            • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 16:51
              mam schować jego WSZYSTKIE zabawki, którymi rzuci?

              nie, zabrać na chwilę, oddać za czas jakiś (następnego dnia)

              i jedzenie? czy może nie dawać mu jedzenia w ogóle, żeby nie mógł rzucić?
              nie, wyrzucając sam pozbawia się jedzenia. Można podłozyć folię pod jego krzesełko i nie trzymać go godzinami przy stole. Poza tym zachowac olimpijski spokój w trakcie ciskania.
              Będzie głodny - to zje. Skoro ciska - nie jest mu to niezbędne w tej chwili.
              Ogólnie mam wrażenie, że zamiast stosować konsekwencje niejako naturalne (wyrzucenie jedzenia = brak jedzenia, rzut zabawką = czasowa konfiskata), , upieracie się przy tym wyprowadzaniu do innego pokoju i sterczeniu z nim, aż mu przejdzie. Toż to bardziej kara dla was, a nie dla niego...

              jego krzesełko i stolik przy którym siedzi również schować?
              Jeśli rzuca stolikiem i krzesełkiem, to skąd założenie, że nie walnie pewnego dnia laptopem. stojącym w jego zasięgu?
              • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 08.08.12, 20:26
                dzięki za podpowiedzi, morekac, ale intuicyjnie Twoje rady do mnie nie trafiają - bliżej mi do rozwiązań wcześniej zaproponowanych, ale może to dlatego, że w dzieciństwie rodzice zabierali mi za karę rzeczy dla mnie wartościowe i jedyne co przyniosły te metody to frustrację i nienawiść do nich.
                My wyprowadzamy syna z pokoju po to, żeby nie było audytorium komentującego nasze i jego działania. Uważam, że to jest sensowne, bo prowadzenie rozmów wyjaśniających przy innych jest głupie. Spędzenie z nim czasu nie jest dla nas karą.
                Kuchni zamykać nie będę, ani izolować go od siebie, bo nie chodzi mi o wzbudzenie w nim jeszcze większej frustracji ( a jego reakcją na frustrację jest właśnie rzucanie przedmiotami) i niechęci do mnie.
                Może niektóre rozwiązania są dobre dla niektórych, ale do mnie Twoje pomysły nie trafiają, wydają mi się rozwiązaniami doraźnymi, które nie są odpowiedzią na aktualne potrzeby naszego syna (uwaga). To, że rzuca jedzeniem nie oznacza, że nie jest głodny, tylko, że nie skupiamy na nim naszej uwagi ( bo w takich sytuacjach najczęściej rzuca, zwykle w odwiedzinach u dziadków, którzy od zawsze wywierają presję na jedzenie). Z resztą mam wrażenie, że wątek poszedł nie w tym kierunku, o jaki mi chodziło i nie zmierza do rozwiązania problemu.
          • Gość: tuszeani Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.12, 14:59
            Też mam dwulatka i teściów, którzy wiedzą lepiej jak go wychowywać ;)

            U nas nie sprawdziła się strategia zabezpieczenia wszystkiego co możliwe. Efekt był taki, że w domu wprawdzie można było odetchnąć i na chwilę spuścić Młodego z oka (też złudne, bo wszystkiego nie przewidzisz), ale za to na występach gościnnych mieliśmy non stop aferę że nie można ruszać tego co jest dostępne w zasięgu łapek (czyli np. noży, miśnieńskiej porcelany, tłukących lamp, pilotów, audiofilskiego sprzętu, niezabezpieczonego kominka). I naprawdę bardzo, bardzo trudno było go fizycznie od tego powstrzymać bo potrafi być silniejszy ode mnie jak coś sobie mocno postanowi.

            Zmieniliśmy strategię i generalnie jestem obecnie zwolenniczką takiego podejścia żeby usunąć z zasięgu najcenniejsze i najbezpieczniejsze rzeczy, ale pozostawić sporo takich, których ruszać nie wolno mimo że da się do nich łatwo dostać własnymi siłami - właśnie po to żebyś potem na występach gościnnych nie musiała prowadzić edukacji od początku, skoro dziecko się przyzwyczai że wszystkim do czego dosięga, można się bawić.

            U nas kuchni też nie da się łatwo fizycznie odciąć. Myśleliśmy o tym, ale trzeba byłoby robić za jakieś nieprawdopodobne pieniądze bramki na zamówienie, robić dziury w ścianach itp. Pozwoliliśmy kontrolnie Młodemu sparzyć się gorącą fajerką na jakiś czas po wyłączeniu, wyłączamy centralnie gaz kiedy nie gotujemy itp. U nas to działa dużo lepiej niż fizyczne odcięcie (widzę co się dzieje, kiedy śmiem zamknąć się na chwilę w łazience ;) i naprawdę przez wiele miesięcy poziom frustracji z tego powodu nie opada).

            Wiem, że to trudne, ale uwagami rodziców po prostu chyba trzeba nauczyć się nie przejmować, tylko robić swoje. A jak Tobie i im już opadną emocje, innym razem, na spokojnie, bez konfrontacyjnej miny "przyjść do nich po radę", wysłuchać uważnie co mają do powiedzenia (z doświadczenia wiem, że wtedy uwag typu "masz tyle książek..." jest znacznie mniej... i w zależności od tego, co powiedzą, dalej robić swoje albo przemyśleć, czy nie mają w pewnych kwestiach racji (z boku jednak widać często lepiej).
            • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc/tuszeani 09.08.12, 20:49
              poruszyłaś w sumie kolejny aspekt robienia z domu fortecy - co z odwiedzinami ( od razu piszę, że moi wszystkowiedzący rodzice własnego domu, w którym bywamy w każdy weekend w ogóle przed wnukiem nie zabezpieczają - i tak: na podłodze stoi porcelanowa figurka aniołka, która mocno interesuje naszego syna, a także mnóstwo kwiatów, szklane lampy, odtwarzacz CD, w zasięgu ręki jest również szafka z alkoholami - zatem, jak mówią 'przyganiał kocioł..."). Trudno oczekiwać, żeby goście przygotowywali się na nasze przybycie:P

              A odnośnie radzenia się moich rodziców - wtedy, kiedy faktycznie potrzebna mi była rada ( dot. np. szczepień - moja mama jest pracownikiem służby zdrowia) to odpowiedź zwykle padała 'nie wiem, sama musisz wiedzieć' albo 'nie wiem, nie pamiętam' ( kolejna ulubiona odpowiedź):/ i jak tu nie być załamanym?
            • morekac Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 10.08.12, 10:34
              U mnie też nie dało się wszystkiego odciąć - odcięte były miejsca potencjalnie niebezpieczne (2 bramki, niezbyt kosztowne + 1 dzrzwi zamykane na klucz, odcięta była kuchnia i schody), tak, jedna dorosła osoba była w stanie ogarnąć opiekę nad 3-4 latką i niemowlakiem, potem już raczkującym. Rzeczy, które przy niszczeniu mogły być potencjalnie niebezpieczne bądź kosztowne - były sprzątnięte, kładzione wyżej. Tylko, że na występach gościnnych ktoś po prostu zajmował się dziećmi - to była ta niedogodność. W codziennym życiu odcięcie dostępu do kuchni i schodów jednak bardzo ułatwiało życie - nie trzeba było rzucać wszystkiego i ratować dziecko, które nagle usiłowało zrobić sobie krzywdę.
    • el_elefante Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 09.08.12, 09:45
      Myślę że bezpośrednia przyczyną zachowania syna jest zbliżające się rozwiązanie. On już wie, przeczuwa zmiany, może nawet odczuwa lęk. Wy sami jesteście na pewno podekscytowani, więc niemożliwe, żeby dzieciak nie był. A to jest uczucie dla niego nieznane i niezrozumiałe, stąd takie reakcje. Niestety z braku jakiegokolwiek doświadczenia nie potrafię nic zaproponować w kwestii jak sobie radzić po narodzinach drugiego dziecka :)

      Odnośnie sytuacji pt wizyta dziadków (czy kogokolwiek innego) to przychodzi mi do głowy taka myśl. Dorośli siadają i rozmawiają, a dzieciak nagle zostaje obok. To mniej więcej tak, jakby twoi przyjaciele, z którymi wyszłaś na miasto spotkali swoich przyjaciół i zaczęli z nimi gadać a ty stoisz obok i czekasz aż skończą. Jest to trochę niekomfortowa sytuacja, prawda? Być może podobnie czuje się dwulatek w gronie dorosłych. W końcu on też jest w towarzystwie i należy mu się uwaga, tak jak każdemu.
      To jest trudne, nie mówię że nie. Masz dwóch rozmówców jednocześnie, każdy o czym innym i na innym poziomie. Możesz albo jednego przeprosić i porozmawiać z nim za chwilę, albo rozmawiać z obydwoma symultanicznie. Dorosły zrozumie, dwulatek nie więc pozostaje ci drugie wyjście niestety. Przy odrobinie dobrej woli i zrozumienia pozostałych dorosłych (oni się muszą włączyć w taki a nie inny sposób prowadzenia rozmowy) czasami nie wychodzi z tego sajgon :) Niestety często jest tak, że nasi goście nie potrafią zaakceptować prostego faktu, że dziecko ma swoje prawa w towarzystwie i ignorują je. Najczęściej są to ludzie którzy nie mają małych dzieci lub mieli je dawno.

      Ja oczywiście rozumiem, że czasami trzeba (albo po prostu ma się ochotę) spokojnie z kimś porozmawiać i wtedy trzeba z dzieckiem ustalić, że teraz chcę porozmawiać z sąsiadką, a za 5 minut ("5 minut" działa jakoś lepiej niż "zaraz") idziemy dalej na spacer, ale to można zrobić z nieco starszym dzieckiem, nie z dwulatkiem. Oczywiście zdarzają się dwulatki aniołki, ale odnoszę wrażenie że ich populacja jest w rzeczywistości o wiele niższa niż by to wynikało z różnych źródeł ;P. Dwulatka trzeba wziąć na klatkę i przeczekać trudny DLA NIEGO okres. Dla nas oczywiście też, ale inaczej.

      Nie jestem za tym, żeby wszystko chować, stawiać barierki i zabezpieczenia na wszystko. Może dlatego, że my nie mieliśmy z tym aż takiego problemu. To co piszę, może więc nie mieć żadnego zastosowania w przypadku twojej wersji dwulatka. Jednak skupiłbym się na usunięciu z zasięgu rączek rzeczy cennych (telefon, komputer itp) i niebezpiecznych (noże, wrzątek, żrąca chemia...). Reszta może zostać, dla zaspokajania ciekawości świata i dla zabawy, bo dziecko nie samymi zabawkami się bawi, zwykłymi przedmiotami też. To po pierwsze.

      Po drugie, na rzucenie czymś o podłogę można zareagować rożnie. Albo skupić się na rzuceniu (co ty robisz, nie wolno rzucać) albo na przedmiocie (nie rzucaj bo popsujesz, wyrzucę, nie kupię ci więcej) albo na rzucającym (aha, ktoś tu się zezłościł). Pozostawiam do wyboru.

      I jeszcze jedno. Pewne materialne straty można a nawet należy dopuścić w imię chociażby dziecięcej edukacji (jak ma się nauczyć, skoro nie wolno mu dotykać) albo własnego, jakże cennego spokoju. Jakoś bez problemu akceptujemy fakt, że kupno psa wiąże się z ryzykiem pogryzionych nóg stołowych albo kupno kota z rozkopanymi doniczkami. Ale nie dopuszczamy myśli, aby dziecko zrobiło palcem dziurę w głośniku albo urwało klawisz od pilota. Za to jest krzyk, kara i zakazy. Tymczasem dziecko nie robiło niczego więcej niż ten kociak: zaspokajało wrodzoną ciekawość. Wielu dorosłych z różnych powodów nie ma już tej ciekawości, więc nie rozumieją jak to jest.


      --------------------------------------------------
      Nigdy nie porównuj tego, co masz w środku, z tym, co ktoś inny ma na zewnątrz. H.MacLeod
      • tabakierka2 Re: bunt 2 latka - proszę o pomoc, bardzoooo 09.08.12, 10:47
        el_elefante napisał:

        > Myślę że bezpośrednia przyczyną zachowania syna jest zbliżające się rozwiązanie
        > . On już wie, przeczuwa zmiany, może nawet odczuwa lęk. Wy sami jesteście na pe
        > wno podekscytowani, więc niemożliwe, żeby dzieciak nie był. A to jest uczucie d
        > la niego nieznane i niezrozumiałe, stąd takie reakcje. Niestety z braku jakiego
        > kolwiek doświadczenia nie potrafię nic zaproponować w kwestii jak sobie radzić
        > po narodzinach drugiego dziecka :)

        wiesz, trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że ta ciąża jest przez nas zdecydowanie mniej zauważalna niż pierwsza ( z oczywistych względów) - nie rozmawiamy jakoś szczególnie często o drugim dziecku - bardziej na 'życzenie' syna, który zapytany o brata rozbiera mnie i koniecznie chce ciekawskiemu gościowi pokazać gdzie 'mama ma braciszka?':) zobaczymy jak to będzie, jak brat pojawi się jako ktoś realny...

        >
        > Odnośnie sytuacji pt wizyta dziadków (czy kogokolwiek innego) to przychodzi mi
        > do głowy taka myśl. Dorośli siadają i rozmawiają, a dzieciak nagle zostaje obok
        > . To mniej więcej tak, jakby twoi przyjaciele, z którymi wyszłaś na miasto spot
        > kali swoich przyjaciół i zaczęli z nimi gadać a ty stoisz obok i czekasz aż sko
        > ńczą. Jest to trochę niekomfortowa sytuacja, prawda? Być może podobnie czuje si
        > ę dwulatek w gronie dorosłych. W końcu on też jest w towarzystwie i należy mu s
        > ię uwaga, tak jak każdemu.
        > To jest trudne, nie mówię że nie. Masz dwóch rozmówców jednocześnie, każdy o cz
        > ym innym i na innym poziomie. Możesz albo jednego przeprosić i porozmawiać z ni
        > m za chwilę, albo rozmawiać z obydwoma symultanicznie.


        I ja widzę problem właśnie w tym 'rozdwojeniu', ale o ile synowi łatwiej przychodzi kiedy my z mężem rozmawiamy albo kiedy przychodzi do nas 'ciocia' ( a jest ich sporo), która trochę pogada z mamą, a trochę pobawi się na dywanie pijąc jednocześnie kawę...o tyle kłopot jest z dziadkami, którzy do tej pory przyjeżdżali wyłącznie do wnuka, nas ignorując. I teraz są tego konsekwencje, a pewnie będą poważniejsze, kiedy zaczną interesować się nowonarodzonym wnukiem:( nie ukrywam, bolejemy nad tym, ale dziadkowie sami są winni, a traci na tym niestety nasz syn, nauczony, że cała uwaga dziadków jest skoncentrowana na nim...W związku z tym, albo przyjmiemy taktykę narzuconą przez dziadków od początku ( ich całkowita koncentracja na wnuku, a wtedy my możemy pogadać z sobą) albo...pogodzimy z tym, że syn będzie rzucał przedmiotami, żeby walczyć o tę uwagę. Trudna sprawa.

        >

        > Nie jestem za tym, żeby wszystko chować, stawiać barierki i zabezpieczenia na w
        > szystko. Może dlatego, że my nie mieliśmy z tym aż takiego problemu. To co pisz
        > ę, może więc nie mieć żadnego zastosowania w przypadku twojej wersji dwulatka.
        > Jednak skupiłbym się na usunięciu z zasięgu rączek rzeczy cennych (telefon, kom
        > puter itp) i niebezpiecznych (noże, wrzątek, żrąca chemia...). Reszta może zost
        > ać, dla zaspokajania ciekawości świata i dla zabawy, bo dziecko nie samymi zaba
        > wkami się bawi, zwykłymi przedmiotami też. To po pierwsze.


        I mnie jest bliższe takie podejście.
        Szczególnie, że w moim odczuciu syn nie włącza tych wszystkich sprzętów (piekarnik) ze 'złośliwości' ale często w ramach 'pomocy' ( czasami pozwalamy mu włączyć zmywarkę albo mikrofalę, zawsze pod naszą kontrolą) - i chyba wie, kiedy robi to ' z naszym błogosławieństwem', a kiedy robi to dla zyskania uwagi.

        albo na rzucającym (aha, ktoś tu się
        > zezłościł). Pozostawiam do wyboru.

        Zwykle tak staramy się reagować ( po zniszczonym telefonie - moja wina, przyznaję, zbitej lampie - niczyja wina, stało się czy zrzuconym aparacie foto - mąż nie schował po użyciu wiemy już, co koniecznie MUSI być schowane).

        >
        > Wielu dorosłych z różnych powodów nie ma już tej ciekawości, więc nie
        > rozumieją jak to jest.


        chyba coś jest na rzeczy.
        Dziękuję jeszcze raz za sensowną (p)odpowiedź i taką ...ludzką;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja