Gość: gość
IP: *.ssp.dialog.net.pl
09.08.12, 16:02
Witajcie,
mam pewien problem i postaram się go naświetlić w jak największym skrócie. Jestem mamą 5,5 latka. Jest on bardzo otwarty, koleżeński, towarzyski, lubi inne dzieci. Mój teść jakiś czas temu ożenił się po raz kolejny. Jego żona jest babcią dziewczynki w wieku mojego syna. Od czasu do czasu wyjeżdżamy wszyscy razem na kilka dni za miasto i oto co zauważyłam. Mała ma takie "staromaleńkie" nawyki. Ogląda z babcią seriale leżąc na kanapie, strzela takie "babskie fochy" z obracaniem się na pięcie i prychaniem. Kiedy mój syn zaprasza ją do zabawy (bardzo często on je inicjuje, proponuje pobawmy się w to lub tamto) zawsze odpowiedź brzmi NIE, ale za dosłownie chwilkę mała z łaską w głowie podchodzi i mówi: no dobrze, niech ci już będzie, pobawię się z tobą tą twoja kolejką. Dodam, że jest dość otyła jak na swój wiek i w żaden sposób nie jest zachęcana do aktywności fizycznej (bo się spocisz - naprawdę!), do tego faszerowana niewyobrażalną ilością słodyczy. Kiedy ja zabraniam dawania słodyczy w takich ilościach mojemu synowi, młoda potrafi przechadzać się przed nim jedząc słodycze, szeleszcząc papierkami, czy po prostu machając słodyczami przed nosem. To oczywiście powoduje rozgoryczenie, bo "ona może". Na takich wyjazdach zazwyczaj kupujemy im jakieś drobiazgi - kredki, czy bańki mydlane, kolorowanki, czy farbki, ale dzieci bawią się tylko tymi, które dostał mój syn. Kiedy np. skończy mu się płyn do baniek, nie ma mowy by ona przyniosła swoje, bo "TO MOJE".
Podobnie jest np. z grami. Mała ustala własne reguły, a kiedy mój syn chce zagrać tak jak ona, dziewczynka wyzywa go od oszustów i oczywiście się obraża (wywalając np. język i oczywiście odchodząc i trzaskając drzwiami). To tylko kilka przykładów, ale chciałam Wam naświetlić jej zachowanie. Szkoda mi młodego, bo zawsze cieszy się na te nasze wspólne wyjazdy, jednak po pół dnia zaczynają się kłótnie między nimi, aranżowane głównie przez dziewczynkę. Mamy mnóstwo znajomych z dziećmi w jego wieku, również razem wyjeżdzamy, spotykamy się w dużym gronie gdzie jest naprawdę sporo dzieci itp. i uwierzcie mi, w towarzystwie innych dzieci w ogóle nie ma takiego problemu. konflikty są jakoś rozwiązywane między nimi, bo prawie w ogóle nie słyszymy "mamooo a on....", natomiast w tym wypadku jest to nagminne. Jak mam się zachowywać w takiej sytuacji? Mam ich rozdzielać? Proponować osobną zabawę, skoro nie są w stanie się zgodzić? Nie mam pomysłu, a nie ukrywam, że sytuacja jest męcząca.