granice motywacji i wspierania

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.12, 13:25
często dorosłe dzieci zarzucają rodzicom że ich nie dopilnowali, nie motywowali , nie kibicowali w ich osiągnięciach ... u nas jest 100 % na odwrót namawiamy do pracy nad pasją - wypychamy na treningi w mróz, wspieramy ,wozimy ,bardzo dużo rozmawiamy o marzeniach i celach , chcemy aby ujawniony talent się nie zmarnował ... I pojawia się w nas rodzicach dylemat czy nie za bardzo , czy nie przesadzimy w tej motywacji i pchaniu do celu ... Z chęcią przeczytałabym coś na ten temat ...może ktoś coś podpowie :)
    • el_elefante Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 15:18
      > często dorosłe dzieci zarzucają rodzicom że ich nie dopilnowali
      Jasne. Mógłbym być teraz światowej sławy pianistą i jeździć sobie w luksusach po całym świecie przebierając w koncertach albo znakomitym tenisistą i kosić kasę jak koniczynę albo... ect. Zamiast tego siedzę przed telewizorem. Wszystko przez rodziców, to oni zmarnowali mi życie.
      Na serio, większości wypadków tak to właśnie wygląda. Łatwiej zwalić na rodziców że nie zmuszali niż przyznać się, że zabrakło chęci.
      Są takie talenty, które powinno się szlifować od dzieciństwa, żeby osiągnąć spektakularne sukcesy. Ale przecież jak ktoś ma dryg do gry na klawiszach, to niekoniecznie musi mu spasować wygrywanie konkursów pianistycznych. Może zacząć grać na studiach albo będąc dorosłym i jazzować sobie w klubie czerpiąc z tego ogrom satysfakcji i przyjemności. Można się nauczyć grać w tenisa - jeśli się ma talent - w wieku 40 lat i choć na Garrosa trochę już za późno, można uczynić z tego swoją pasję.
      Talenty nie znikają. Można je odkrywać całe życie.
      Wg mnie rodzice często robią błąd odkrywając jakieś uzdolnienia, gdy wyobrażają sobie zaraz swoje dziecko w roli kogoś sławnego, znanego, bogatego, genialnego. W imię wykreowanych przez siebie marzeń zmuszają dzieci do trenowania kosztem przeżywania dzieciństwa i wszystkiego co jest z tym związane. Patrzą w przyszłość, zapominając o tym co tu i teraz. A tymczasem dzieciak łyka łzy i ćwiczy na pianinie, marząc w duchu o grze w siatkówkę. Pewnie będzie z niego solidny muzyk, jakich wielu ( o ile nie znienawidzi gdzieś po drodze tego instrumentu), ale być może zdobyłby medal na olimpiadzie? :P

      Co chcę powiedzieć. Ano to, że lekceważyć tematu nie wolno, ale. Nacisk na rozwijanie konkretnych odkrytych zdolności, przeniósłbym raczej na rozwijanie umiejętności odkrywania tych talentów. Na wyrobienie pewnego rodzaju nastawienia i nawyków, dzięki którym dzieciak zacznie kiedyś malować, komponować, projektować modę, fotografować itp. Zamiast wyręczać dzieci w organizowaniu im życia, dajmy im narzędzia. Poradzą sobie.
    • rulsanka Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 15:27
      Cokolwiek zrobisz może okazać się złe. Na pewno przeginanie w żadną stronę nie jest dobre. Na pewno warto pomóc dziecku znaleźć motywację wewnętrzną, jego własną, a nie rodzica. Dać dziecku prawo zmiany decyzji i próbowania różnych rzeczy, testowania różnych talentów.

      "chcemy aby ujawniony talent się nie zmarnował ... "
      Zależy w jakim kontekście "talent". Czy chodzi o zawodowstwo, światowe osiągnięcia w jakiejś dziedzinie, czy po prostu talent traktowany jako przyjemność, hobby. Wbrew pozorom to drugie daje więcej radości, a mniej ryzyka, że się życie poświęciło ale byli lepsi. Do hobby nie trzeba aż tak żelaznej motywacji, no i zainteresowań można mieć wiele.
      Ten wybrany, szlifowany talent - raczej tylko jeden.
      • el_elefante Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 15:48
        Jest jeszcze jedna rzecz. Dziecko może taniec znienawidzić lub pokochać. W jakiejś mierze zależy to od rodzica, ale zasadniczo zależy od mistrza. Jak jest mądry - będzie brylant. Jak nie, to pomimo najlepszych chęci popsuje szlif.
        Możemy nawet nie mieć jakiegoś szczególnego talentu, wystarczy że spotkamy odpowiedniego człowieka i życiowa pasja gotowa.
    • kozauwoza Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 17:40
      Łatwo mozna przegiąc w tym motywowaniu. Najgorzej jak rodzic realizuje SWOJE niezrealizowane ambicje przy pomocy pociechy. To dość częste.
      • aqua48 Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 20:42
        Cóż ja rozmawiałam kiedyś z młodszym synem na ten temat. Oświadczył mi, że żałuje, że nie motywowaliśmy go do kontynuacji rozwijania konkretnych zainteresowań, np na siłę pchając do szkoły muzycznej, czy każąc uprawiać jakiś sport wyczynowo. Wytłumaczyłam, że zapisując na rozmaite zajęcia chcieliśmy mu dać przegląd rozmaitych sposobów spędzania wolnego czasu, żeby sobie wybrał co mu będzie najbardziej odpowiadało. Nie mógł zrozumieć, że przy jego upartym charakterze nie byłam w stanie zrobić czegoś takiego, skoro nawet namowa na naukę pływania zajęła mi cztery lata zanim się wreszcie zdecydował wybrać na basen...
        Stwierdził, że własne dzieci będzie wychowywał inaczej. Życzyłam mu powodzenia i żeby nie odziedziczyły charakterku po tatusiu...
        • ayelet Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 21:17
          Mój syn nie chodzi na dodatkowe zajęcia poza szkołą, chodzi do prywatnej szkoły z dużą ilością angielskiego, od września zaczyna się uczyć drugiego języka, jeździ raz w tygodniu na basen i chodzi w szkole na kółko sportowe. W szkole jest bardzo duzo zajęć dodatkowych, w tym wiele w czasnym ale szanuję to, że po wielu godzinach w szkole (do 15-16 ma lekcje) chce spędzić czas w świetlicy na zwykłej zabawie z kolegami, jak napisałam wyżej chciał chodzić tylko na to kółko sportowe i chodzi, na świetlicy ma jeszcze czas odrobić lekcje i przynajmniej w domu nie musi się tym zajmować. Nie byłabym w stanie zafundować mu życia jakie mają niektórzy jego koledzy wożeni z basenu na tenis, z tenisa na taniec itd. Wracają do domu o 21 i jak twierdzą mausie ok. 23 kończą już na śpiąco robić lekcje. Dla mnie niewyobrażalne. Zamiast gp "zajeżdżać" różnymi zajęciami wolę, żeby się uczył w dobrej szkole ale miał też sporo czasu na kontakty z rówieśnikami czy rodzeństwem.

          Jeżeli chodzi o niedocenianie przez rodziców i brak wsparcia to ja też mam o to pretensje do mojej mamy ale nie o brak ciągania na zajęcia ale brak wsparcia emocjonalnego. Np. gdy dostawałam złą ocenę zawsze mnie krytykowała i krzyczała na mnie a jak bardzo dobrą mówiła, że nie ma zamiaru mnie chwalić, bo nauka to mój obowiązek. Generalnie przez całe życie słysze od niej, że jestem taka sobie, że jest mną rozczarowana, że myślała, że będzie miała inną córkę. Mam do niej pretensje, że zdołała mi wmówić, że jestem kimś kiepskim, drugiego gatunku człowiekiem.
    • mskaiq Re: granice motywacji i wspierania 14.08.12, 21:59
      To zależy jak sie zachęca i motywuje. Dziecko musi miec przekonanie że to
      co robi pochodzi od niego. W innym przypadku pojawia sie opór u dziecka
      i niecheć do działania.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: tojajestem1 Re: granice motywacji i wspierania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.12, 09:53
        Bardzo dziękuję za opinie i szczere wypowiedzi :) na pewno nie jest to łatwy temat a dzieci mają to do siebie ,że bardzo chcą tych rodziców rozliczyć ....
        Generalnie nie obawiam się tego, robimy co w naszej mocy ,żeby młody miał poczucie ,że jesteśmy dla Niego , wspieramy Go i asystujemy a czas pokaże ...
        Pozdrawiam serdecznie :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja