dzieci moje twoje nasze

16.08.12, 22:33
witam was emamy i etaty
pisze do was bo może wy mi wytłumaczycie, poradzicie czy nawet przetłumaczycie.
problem mam dość skomplikowany.
związałem się z kobietą. każde z nas ma swoje dzieci jak również oczekujemy wspólnego.
problem polega na tym iż mamy oboje różne podejście do wychowania dzieci.
i to na tyle jest poważna sprawa że jak tylko poruszamy temat dzieci to dochodzi do kłótni. dlatego unikamy tego tematu. lecz tak dłużej nie można.
ja staram się moich synów wychować z lekką dyscypliną. natomiast kasia swoje dzieci wychowuje praktycznie bezstresowo. całkiem odmienne podejście do wychowywania dzieci mamy. i oboje jesteśmy uparci przy swoim. może ktoś z was miał podobnie albo poradzi coś jak znaleźć kompromis?
marcin
    • scher Re: dzieci moje twoje nasze 16.08.12, 23:10
      Nie widzę pola do kompromisu. Różnicie się w kwestiach fundamentalnych, nie wróży to dobrze waszemu związkowi. Zawsze będzie cię trafiał szlag, gdy będziesz patrzyć na jej wychowywane bezstresowo dzieci.

      Nie dość, że oboje jesteście z przeszłością, że już raz nie udało wam się stworzyć trwałego związku i dać pełnego szczęścia dzieciom, to znów chcecie zbudować coś na piasku?
      • anula36 Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 09:08
        a partnerka widzi w ogole potrzebe jakichs zmian? rozmawialiscie o wychowaniu wspolnego dziecka?
        W obecnej sytuacji wszyscy beda sie czuli poszkodowani - ty ze ona na wszystko pozwala i podwaza twoje metody wychowawcze, ona ze tresujesz dzieci i podwazasz jej metody wychowawcze, przyrodnie rodzenstwo widzace ze musi zachowac dyscypline,podczas gdy brat /siostra zyje sobie na luzie.
        Porozmawiajcie jak najszybciej dla dobra wszystkich waszych dzieci.
      • Gość: panizalewska Re: dzieci moje twoje nasze IP: *.free.aero2.net.pl 17.08.12, 09:13
        Podpisuję się. Dlaczego nie przegadaliście tych spraw przed ciążą? Bo to trudny temat i się kłócicie? Trochę to niepoważne.
        Jest parę podstawowych spraw, które muszą się zgadzać u obojga, żeby związek miał szansę. Jak podejście do seksu (sado-maso swingers z wolnego związku nie dogada się z tradycyjnym monogamistą nie?), dzieci, finansów, edukacji, pewnych priorytetów. Jak się schodzimy na zasadzie "bo nam jest fajnie, bo kogoś potrzebujemy, bo lubimy tak samo spędzać czas wolny, te same filmy i tak samo przyrządzoną kawę / herbatę / yerbę" czy cokolwiek takiego, a nie patrząc na fundamenty, to lipa.
        Człowiek dorosły swoje głęboko zakorzenione zasady, przekonania i przyzwyczajenia może zmienić TYLKO w NIEWIELKIM stopniu. A zwłaszcza dla kogoś innego, niż on sam. Nie należy raczej tego oczekiwać ani wymagać.
        Także nie wróżymy sukcesu, przykro mi.
    • el_elefante Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 10:11
      >... dochodzi do kłótni.....tak dłużej nie można
      Sam sobie odpowiadasz. Stoicie przed wyborem, albo się dogadacie, albo rozstaniecie. W obydwóch przypadkach będzie to... z korzyścią dla dzieci. Gdy zostawicie rzecz tak jak jest, straty poniesiecie wszyscy, ale to wiesz.
      Nie możecie porozmawiać, bo od razu wchodzicie w kłótnię - sory, ale takie tłumaczenie jest do bani. Niepoważne.
      Powiedz, czego nie akceptujesz w wychowaniu. Powiedz, z czego nie potrafisz w żaden sposób zrezygnować, a gdzie widzisz ewentualne pole do ustępstw. Niech ona zrobi to samo. Ustalcie coś, cokolwiek.
      I wiecie co? Może zapytajcie tez o to dzieci? W końcu to wasze wspólne życie ma być, one też mają prawo do udziału w tej rozmowie? Przyszło wam to w ogóle do głowy?
    • princy-mincy Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 13:34
      Ale co to znaczy z lekka dyscyplina i praktycznie bezstresowo?
      Mozesz podac jakies przyklady? Np dotyczace utrzymywania porzadku w pokojach dzieci?

      Wg mnie jest mozliwy kompromis, jesli sie dogadujecie w fundamentalnych kwestiach dotyczacych wychowania- np w kwestii braku klapsow.
      Wtedy matka bedzie dobrym policjantem a ty zlym.
      Wbrew pozorom dzieci zawsze wiedza co mozna ugrac z danym rodzicem a z ktorym nie ma dyskusji i potrafia sie podporzadkowac.
      • maw2be Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 14:38
        wychowywanie według mojej Kasi to polega na tym iż dziecko robi co chce a jak dorośnie to zmądrzeje samo. to tak w skrócie by można było opisać. Ma córkę 13 lat. zapomnijcie że za sobą posprząta np kosmetyki, waciki itp w łazience. jak na laptopie siedzi to "mama daj herbate" lub " mama chce coś słodkiego" i rośnie w koło laptopa na stole góra śmieci. A mama usłużna podaje, sprząta itp. jak raz przede mną chciała pokazać że potrafi postawić na swoim to usłyszała "rzygać mi się chcę jak ciebie widzę" i młoda wyszła. Nie chce iść do szkoły to mówi otwarcie "albo zostanę w domu albo ucieknę ze szkoły".
        a co rozumiem przez lekką dyscyplinę? zjadłeś to zanieś do kuchni talerz, nie zachowuj się jak dziecko które uciekło nie wiadomo skąd. jak tata mówi to masz stać i słuchać. itp. moim synom staram się dużo tłumaczyć że ich zachowanie nie zawsze mi się podoba. często krzyczę karcę, ale też bardzo często przytulam okazuje miłość. gram dwie role na raz dobrego i złego policjanta jak to ktoś ujął w poście wyżej.
        nie wymagam nie wiadomo czego, ale uważam iż dzieci powinny mieć szacunek do rodziców choćby z samej racji że są rodzicami i dopóki czegoś złego/okropnego nie zrobią to nie widzę powodu dla którego mieliby go stracić. i w tej materii się różnimy.
        • anula36 Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 14:51
          jedyna rada - pogadaj z wlasna partnerka poki jeszcze jest czas, bo jak wasze wspolne dziecko bedzie miec 13 lat, to juz bedzie deczko za pozno.
          Osobny rozdzial, zastanow sie skad sie biora te zachowania mamy do corki i vice versa, 13 lat to trudny wiek, moze sie czuc zagubiona, zmiany w zyciu,poskladana nowa rodzina, rodzenstwo w drodze, hormony szaleja, twoja partnerka byc moze tym zmiataniem pylkow spod stop chce jej to jakos zrekompensowac, utrate poprzedniej rodziny, surowego ojczyma, utrate przywlejow jedynaczki, moze cos jeszcze innego.
          Rozmowa, rozmowa rozmowa, byc moze w obecnosci mediatora czy terapeuty, inaczej urosna pretensje i przygniota dobre uczucia ktor do siebie zywicie.
        • scher Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 15:01
          Masz zupełną rację, jeśli chodzi o poglądy na wychowanie dzieci. Twoje podejście mi się bardzo podoba.
          Rozumiem miłość, zauroczenie, ale ja o kobiecie, która w taki sposób wychowuje 13-latkę, nawet bym przez chwilę nie pomyślał jako o osobie, z którą mógłbym wiązać jakąś trwałą przyszłość.
          • aqua48 Re: dzieci moje twoje nasze 17.08.12, 18:04
            Cóż jeśli sie szybko nie dogadacie, to źle rokuje dla wszystkich dzieci oraz dla Waszego zwiazku. Rodzice powinni tworzyć wspólny front, a nie wychowywać na zasadzie: skoro jedno nie pozwala, to idę do drugiego, na pewno sie zgodzi. Wszystkie dzieci należy poza tym traktować tak samo. Nie może być tak, że pod jednym dachem jedni mają więcej obowiazków i więcej się od nich wymaga niż od drugich. To bardzo niewychowawcze i działa destrukcyjnie na CAŁĄ rodzinę. Myślę, że sprawa wychowania dzieci i stawiania im wymagań jest jedną z kluczowych spraw przy rozważaniu związku z drugą osobą. Dlatego dziwi mnie, że ten temat Wam umknął. Warto wobec tego jak najszybciej zacząć dyskutować i zgodzić się dla dobra dzieci na jakiś kompromis. Jeśli chcecie Wasz związek utrzymać, a nie pogrążyć go w kłótniach, żalach i pretensjach dzieci do Was, a Was do dzieci i do siebie nawzajem.
            • Gość: ola Re: dzieci moje twoje nasze IP: *.dynamic.chello.pl 17.08.12, 18:44
              Z tego, co piszesz wynika, że córka w ogóle nie jest wychowywana tylko po prostu sobie żyje w waszym domu, dostaje wikt i tyle. Ale jak jest naprawdę to sam tylko wiesz - może matka jej sporadycznie przynosi kanapki (nie jest to takie destrukcyjne), no i ciężko oczekiwać, żeby dziecko chodziło jak w zegarku. A okres dojrzewania też jest specyficzny...

              Jeżeli jednak córka partnerki żyje w myśl hasła róbta co chceta, to rzeczywiście nie jest to wychowanie bezstresowe tylko żadne wychowanie. Przedstaw swojej żonie konsekwencje takiego "wychowania", w którym dziecko nie musi przestrzegać żadnych zasad, nie ma obowiązków, nie musi chodzić do szkoły, a tylko oczekuje że mu się poda i przyniesie. Na kogo może wyrosnąć taka dziewczyna?
              A może matka czuje się winna w stosunku do dziecka i na więcej mu pozwala? Dziwne jest też to, że nie możecie spokojnie porozmawiać-można mieć przecież różne poglądy i zdania, ale trzeba umieć je spokojnie wyłuszczyć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja