Gość: Cynaamonka
IP: 78.133.141.*
03.09.12, 10:32
Moja córka ma 4 lata.
Od małego starałam się karmić ją zdrowo, wybierałam produkty z upraw ekologicznych, sama jej gotowałam,ograniczałam cukry (ale miała dostęp do słodyczy), podawałam warzywa i owoce.
Udało mi się osiągnąć tyle, że moje dziecko lubi chrupkie pełnoziarniste pieczywo, jada sporo surowych warzyw i owoców, lubi orzechy i suszone owoce jako przegryzkę. Uwielbia słodycze, ale nawet gdy ma wolną rękę nie objada się nimi, nie muszę jej kontrolować w tym względzie.
Jest dość wysoka i dość ciężka - ma dokładnie 4 lata, mierzy 106cm wzrostu i waży około 19kg, nie jest więc drobnym szczupaczkiem, ale nie jest też szczególnie masywna.
Problem polega na tym, że córka nie chce jeść niczego, co jest przygotowane w domu - ani ciast domowych, ani żadnych dań obiadowych. Swego czasu jadała pieczoną rybę, ale teraz i tego nie chce. Jedyne, co zjada, to spaghetti bolognese, zrobione maksymalnie tradycyjnie, posypane parmezanem. Zjada dania gotowe - jakieś gotowe naleśniki z garmażu, rybne kotlety z mrożonki itd, frytki z piekarnika.
W przedszkolu zjada niemal wszystko bez problemu, i surówki, zupki, kotleciki. U mojej mamy też je chętnie. U babci koleżanki za płotem - tak samo. U teściowej - raczej też. Kupna pizza - bardzo chętnie. U mnie nic.
Ja gotuję dużo i chętnie, codziennie jest coś innego na stole, dużo z kuchni śródziemnomorskiej i indyjskiej, ale też kremowe zupy, pieczone warzywa. Myślałam, że może moja kuchnia jest zbyt mało tradycyjna dla małego dziecka, za mocno przyprawiona, za dużo składników - zaczęłam więc specjalnie dla niej gotować rzeczy tradycyjne, mielone kotleciki, zupa pomidorowa, placki ziemniaczane,biszkopt z jabłkami - nic z tego, córka nie chce jeść tego co ja gotuję. Często zanim podam na stół już słyszę, że ona nie jest głodna i nie będzie z nami jeść - co nie jest prawdą, bo zamiast obiadu chętnie zje białą bułkę suchą a po tym 'obiedzie' deser, ale może ze 3 razy zdarzyło się, że przystaliśmy na taką wymianę. Jest u nas zasada, że można nie jeść jak nie smakuje coś, ale spróbować trzeba - ona tylko udaje, że próbuje, bierze na czubek zęba ilość jak łebek od szpilki i zanim to dotknie jej podniebienia już się krzywi, że wstrętne.
Powiedziała mi, że moje zupy są niedobre i żebym się nauczyła robić takie jak robią w przedszkolu.
Wczoraj była u koleżanki u sąsiadów i zjadła tam gigantyczny obiad, po powrocie poinformowała, że babcia koleżanki robi pysznego kurczaka i czy ja bym też takiego mogła robić.
Nie je moich ciast, ciastek, gofrów, placków, budyniu, naleśników - nic z tego, co lubią dzieci.
Moja kuchnia jest chwalona przez znajomych i rodzinę, ludziom smakuje to co robię, więc raczej nie jest to kwestia tego, że ona obiektywnie nie lubi mojej kuchni.
Z całą pewnością w tej sytuacji jest dużo mojej winy, ja od wielu lat cierpię na zaburzenia odżywiania, od ponad roku zmagam się z kolejnym nasilonym etapem anoreksji. Jedzenie jest dla mnie sposobem wyrażania emocji, to, że dla kogoś gotuję to forma mówienia 'kocham cię, poświęcam ci swój czas" - kiedy ona to odrzuca, biorę to bardzo do siebie. Zdarzało mi się w przeszłości na nią nakrzyczeć za to, że nie chce jeść, ale zmuszać jej nigdy nie zmuszałam. Z drugiej strony, jako, że byłam grubym dzieckiem, jestem wrażliwa na punkcie tego, że i ona mogłaby być gruba, bo grubym się w głowie zostaje na całe życie i nikt tego nie wie tak jak ja, wciąż dźwięczą mi w głowie szyderstwa kolegów 'co grube to głupie', chociaż obiektywnie rzecz biorąc nie miałam wielkiej nadwagi, byłam po prostu raczej postawna, fałd tłuszczu nigdy nie miałam. Z tego powodu nie mogę przyjąć tego, żeby jadła wyłącznie białe pieczywo, a to jest to, co zawsze chętnie zje, jeszcze makaron.
Z kolacjami, drugim śniadaniem, śniadaniami w weekend - nie ma problemu. Je kanapkę, jogurt, owoc, jajko, w weekend na śniadanie płatki (słodzone :( ) na mleku ).
Moje próby dotąd:
a) Próbowałam z nią gotować - pizza, kotleciki, ciasto - zjadła tylko pizzę i to raz, ciasta nie chciała, kotlecików też nie. Gotowała chętnie i sprawiało jej radość, że robimy to razem.
b) Wybieranie w sklepie co zje, 'robienie zakupów', wkładanie produktów, na które ma ochotę - nie pomogło, nie chciała jeść tego, co sama wybrała a ja przyrządziłam
c) Dawałam jej do wyboru zdjęcia wielu potraw i prosiłam o wybór co wszyscy zjemy na obiad następnego dnia. Tłumaczyłam co jest na zdjęciach. Wybierała chętnie, składała zastrzeżenia, że to jest ok, ale ona chce z pomidorkiem zamiast z pietruszką itd. Raz zjadła, 4 razy nie - zawsze wyglądała niemal identycznie jak na zdjęciu, brałam to pod uwagę dając jej zdjęcia do wyboru.
Wiem, że jestem winna tej sytuacji więc proszę o oszczędzenie mi zarzutów, że sama zawiniłam. Proszę o pomoc jak wybrnąć z tej sytuacji i jak postępować z córką. Poza tym nie mamy z nią żadnych problemów wychowawczych (o ile to można tak określić), jest kochanym, bardzo inteligentnym, uczuciowym dzieckiem, pokazuje mi i swojemu tacie, że nas kocha, lubi być przytulana, jest cudowna.