Niechęć dziecka do domowej kuchni

IP: 78.133.141.* 03.09.12, 10:32
Moja córka ma 4 lata.

Od małego starałam się karmić ją zdrowo, wybierałam produkty z upraw ekologicznych, sama jej gotowałam,ograniczałam cukry (ale miała dostęp do słodyczy), podawałam warzywa i owoce.
Udało mi się osiągnąć tyle, że moje dziecko lubi chrupkie pełnoziarniste pieczywo, jada sporo surowych warzyw i owoców, lubi orzechy i suszone owoce jako przegryzkę. Uwielbia słodycze, ale nawet gdy ma wolną rękę nie objada się nimi, nie muszę jej kontrolować w tym względzie.
Jest dość wysoka i dość ciężka - ma dokładnie 4 lata, mierzy 106cm wzrostu i waży około 19kg, nie jest więc drobnym szczupaczkiem, ale nie jest też szczególnie masywna.
Problem polega na tym, że córka nie chce jeść niczego, co jest przygotowane w domu - ani ciast domowych, ani żadnych dań obiadowych. Swego czasu jadała pieczoną rybę, ale teraz i tego nie chce. Jedyne, co zjada, to spaghetti bolognese, zrobione maksymalnie tradycyjnie, posypane parmezanem. Zjada dania gotowe - jakieś gotowe naleśniki z garmażu, rybne kotlety z mrożonki itd, frytki z piekarnika.
W przedszkolu zjada niemal wszystko bez problemu, i surówki, zupki, kotleciki. U mojej mamy też je chętnie. U babci koleżanki za płotem - tak samo. U teściowej - raczej też. Kupna pizza - bardzo chętnie. U mnie nic.
Ja gotuję dużo i chętnie, codziennie jest coś innego na stole, dużo z kuchni śródziemnomorskiej i indyjskiej, ale też kremowe zupy, pieczone warzywa. Myślałam, że może moja kuchnia jest zbyt mało tradycyjna dla małego dziecka, za mocno przyprawiona, za dużo składników - zaczęłam więc specjalnie dla niej gotować rzeczy tradycyjne, mielone kotleciki, zupa pomidorowa, placki ziemniaczane,biszkopt z jabłkami - nic z tego, córka nie chce jeść tego co ja gotuję. Często zanim podam na stół już słyszę, że ona nie jest głodna i nie będzie z nami jeść - co nie jest prawdą, bo zamiast obiadu chętnie zje białą bułkę suchą a po tym 'obiedzie' deser, ale może ze 3 razy zdarzyło się, że przystaliśmy na taką wymianę. Jest u nas zasada, że można nie jeść jak nie smakuje coś, ale spróbować trzeba - ona tylko udaje, że próbuje, bierze na czubek zęba ilość jak łebek od szpilki i zanim to dotknie jej podniebienia już się krzywi, że wstrętne.
Powiedziała mi, że moje zupy są niedobre i żebym się nauczyła robić takie jak robią w przedszkolu.
Wczoraj była u koleżanki u sąsiadów i zjadła tam gigantyczny obiad, po powrocie poinformowała, że babcia koleżanki robi pysznego kurczaka i czy ja bym też takiego mogła robić.
Nie je moich ciast, ciastek, gofrów, placków, budyniu, naleśników - nic z tego, co lubią dzieci.
Moja kuchnia jest chwalona przez znajomych i rodzinę, ludziom smakuje to co robię, więc raczej nie jest to kwestia tego, że ona obiektywnie nie lubi mojej kuchni.
Z całą pewnością w tej sytuacji jest dużo mojej winy, ja od wielu lat cierpię na zaburzenia odżywiania, od ponad roku zmagam się z kolejnym nasilonym etapem anoreksji. Jedzenie jest dla mnie sposobem wyrażania emocji, to, że dla kogoś gotuję to forma mówienia 'kocham cię, poświęcam ci swój czas" - kiedy ona to odrzuca, biorę to bardzo do siebie. Zdarzało mi się w przeszłości na nią nakrzyczeć za to, że nie chce jeść, ale zmuszać jej nigdy nie zmuszałam. Z drugiej strony, jako, że byłam grubym dzieckiem, jestem wrażliwa na punkcie tego, że i ona mogłaby być gruba, bo grubym się w głowie zostaje na całe życie i nikt tego nie wie tak jak ja, wciąż dźwięczą mi w głowie szyderstwa kolegów 'co grube to głupie', chociaż obiektywnie rzecz biorąc nie miałam wielkiej nadwagi, byłam po prostu raczej postawna, fałd tłuszczu nigdy nie miałam. Z tego powodu nie mogę przyjąć tego, żeby jadła wyłącznie białe pieczywo, a to jest to, co zawsze chętnie zje, jeszcze makaron.
Z kolacjami, drugim śniadaniem, śniadaniami w weekend - nie ma problemu. Je kanapkę, jogurt, owoc, jajko, w weekend na śniadanie płatki (słodzone :( ) na mleku ).

Moje próby dotąd:
a) Próbowałam z nią gotować - pizza, kotleciki, ciasto - zjadła tylko pizzę i to raz, ciasta nie chciała, kotlecików też nie. Gotowała chętnie i sprawiało jej radość, że robimy to razem.
b) Wybieranie w sklepie co zje, 'robienie zakupów', wkładanie produktów, na które ma ochotę - nie pomogło, nie chciała jeść tego, co sama wybrała a ja przyrządziłam
c) Dawałam jej do wyboru zdjęcia wielu potraw i prosiłam o wybór co wszyscy zjemy na obiad następnego dnia. Tłumaczyłam co jest na zdjęciach. Wybierała chętnie, składała zastrzeżenia, że to jest ok, ale ona chce z pomidorkiem zamiast z pietruszką itd. Raz zjadła, 4 razy nie - zawsze wyglądała niemal identycznie jak na zdjęciu, brałam to pod uwagę dając jej zdjęcia do wyboru.

Wiem, że jestem winna tej sytuacji więc proszę o oszczędzenie mi zarzutów, że sama zawiniłam. Proszę o pomoc jak wybrnąć z tej sytuacji i jak postępować z córką. Poza tym nie mamy z nią żadnych problemów wychowawczych (o ile to można tak określić), jest kochanym, bardzo inteligentnym, uczuciowym dzieckiem, pokazuje mi i swojemu tacie, że nas kocha, lubi być przytulana, jest cudowna.
    • Gość: ja Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: 77.87.160.* 03.09.12, 10:45
      Chyba bym zgłupiała, gdybym miała tak nadgroliwą matkę jak Ty. Czy Wasze całe życie kręci się wokół jedzenia? Bo tak to wygląda.
      Przestań ją zamęczać zapachami, obrazkami itp a potraktuj jak normalnego człowieka z normalnym apetytem. Dzisiaj na obiad naleśniki z serem i zupa krupnik. Co jesz? Nic? Ok, to będziesz głodna. Zapewniam Cię, jak zgłodnieje to zje to co będzie. Do tematu nie wracam. Jutro gotuję to co wszyscy lubimy (ok, mogę na początek wyróżniać gusty córki, czyli jak np lubi makarony to niech to będzie coś z makaronem), ale to Ty decyduj co jest na obiad. I nie próbuj na siłę dogadzać. Wraca córka z przedszkola, jest już mąż z pracy - siadacie do stołu, podajesz obiad, córka znowu nie je? Ok.
      Zrozum i potraktuj to super serio: dziecko nie da się zagłodzić. Niektóre dzieci potrafią nie jeść kilka dni (oprócz jakichś dziubnięć śniadaniowo-kolacyjnych) i żyją i nic im nie jest. Sama jestem takim dzieckiem, do pewnego wieku jadłam prawie, że nic. I żyję, wszystko dobrze. Tym bardziej, że córka nie jest na granicy anemii....
      • Gość: Cynaamonk Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: 78.133.141.* 03.09.12, 11:19
        Tak, na tym polega istota zaburzeń odżywiania, że życie się kręci wokół jedzenia (a wcale nie na niskiej wadze).
        To co proponujesz jest naturalnym rozwiązaniem proponowanym przez osoby postronne i już tego próbowałam, powinnam to była opisać w pierwszym poście, ale zapomniałam.
        Po obiedzie jest u nas deser, każdy sobie je jakiś łakoć, jaki sobie sam wybiera ze słodyczowej szafki. Po obiedzie, którego nie jadła, bo nie miała ochoty ("ok, nie chcesz to nie jedz") była kwestia deseru, bo na ten oczywiście ochotę miała. Nie chcę, żeby zjadała w ramach obiadu deser, więc mówiłam, że jak ktoś nie zjadł obiadu, bo twierdzi, że nie jest głodny, to i na deser nie może mieć apetytu. Bardzo szybko córka cobie wykoncypowała, że deser jest formą nagrody za zjedzenie obiadu i zaczęła zjadać z talerza wszyściutko, byle tylko dostać deser. A przecież nie o to mi chodzi, żeby jadła bez opamiętania, tylko, żeby zaspokajała swój apetyt.
        Niedanie jej deseru z kolei odbiera jak surową karę, jest nieszczęśliwa, nie chcę, żeby miała jakiekolwiek kary lub nagrody związane z jedzeniem, jedzenie to czynność fizjologiczna i nie powinno budzić radości lub smutku.
        Powiesz pewnie, że nie można mi dogodzić. Uwierz, że nie chodzi mi o własne zadowolenie, tylko o to, żeby dziecka nie wpędzić w chorobę związane z odżywianiem, wszystko jedno jaką.
        • pani.simpson Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 11:50
          Po pierwsze zlikwidowałabym słodyczową szafkę
          i zrezygnowała z deserów całkowicie albo zmieniła ich formułę,
          podając w ramach deseru, własnej roboty, ciasta, ciastka, gofry, itp.
          • Gość: Cynaamonka Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: 78.133.141.* 03.09.12, 11:59
            A możesz uzasadnić tę propozycję? Bo nie wydaje mi się, żeby to w deserach tkwił problem, skoro ona sobie sama wydziela 2 herbatniki i kostkę czekolady?
            • morekac Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 12:09
              I jeszcze a propos ciast: moja ciast też nie jadała, czekoladę umiarkowanie. Do tej pory - a ma lat 13- jada tylko niektóre desery, w tym dwa rodzaje ciasta. Oraz jeden rodzaj lodów z jednej określonej firmy.
        • morekac Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 12:05
          Zrezygnuj z deserów na co dzień, nie będzie pokusy i rosnącego u dziecka przekonania, że 'skoro deser jest nagrodą, to obiad musiał byc obrzydliwy'. Dla takiego dziecka nawet dwudaniowy obiad na raz to za dużo.
          Poza tym nie wiem, czy w swoim zapędzie do zdrowego żywienia nie dodajesz do żywności jakiś kiełków czy innych 'trocin' oraz widocznych przypraw. Moja młodsza w tym wieku nie tolerowała wszelkich widocznych przypraw, tudzież wszelkich grudek oraz 'śmieci' typu pietruszka/koperek. Oraz majeranku, oregano, tymianku, kminku itp. Makaron musiał być czysty, tak samo ziemniaki - żadnego sosu, żadnego koperku czy 'podejrzanych' dodatków. Żadnych przetworzonych na surówki czy sałatki warzyw. Żadnych dodatków typu jogurt, oliwa, śmietana, majonez, cebula, majeranek i oregano. Żadnych bigosów czy gulaszy. Warzywa czy owoce jadała w formie nieprzetworzonej, niedoprawionej i niezmieszanej: tzn - marchewka surowa w całości, jabłko w całości, pomidor w całości, ogórek w całości, listki sałaty osobno. Nie tknęła surówki z marchewki i jabłka ani surówki z pomidorów z sałatą, polaną np. jogurtem. Nie tknęła nawet całego obiadu, jeśli coś takiego znalazło się u niej na talerzu.
        • Gość: ja Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.12, 12:07
          > To co proponujesz jest naturalnym rozwiązaniem proponowanym przez osoby postron
          > ne i już tego próbowałam,

          Z jakim skutkiem?

          >Po obiedzie jest u nas deser, każdy sobie je jakiś łakoć, jaki sobie sam wybiera ze słodyczowej szafki.

          Wg mnie deser to coś wspólnego, np po kawałku ciastka, lody, galaretka, kisiel itp. Każdy dostaje swoją porcję, tak jak obiad, a nie idziemy do szafki i ja biorę cukierka, mąż czekoladę, córka wafelka. Chaos.

          Bardzo szybko córka cobie wykoncypowała, że deser jest formą nagrody za zjedzenie obiadu i zaczęła zjadać z talerza wszyściutko, byle tylko dostać deser. A przecież nie o to mi chodzi, żeby jadła bez opamiętania, tylko, żeby zaspokajała swój apetyt.

          ??? Nie można Ci dogodzić. Niestety. Córka to wie. Jak chce dostać deser - musi zjeść obiad. Zjada obiad - też źle. To co powinna robić żeby dostać ten deser?

          >>Niedanie jej deseru z kolei odbiera jak surową karę, jest nieszczęśliwa, nie chcę, żeby miała jakiekolwiek kary lub nagrody związane z jedzeniem, jedzenie to czynność fizjologiczna i nie powinno budzić radości lub smutku.

          Mylisz się. Dzieci często jedzą coś "niefajnego" wg nich dla deseru właśnie. Moje dziecko tak ma, zawsze przed obiadem woła cukierka, mentosa czy co tam woli. Mówię, że dostanie jak zje obiad. Zjada obiad - mniej lub więcej, ja mu nie dyktuję ile ma zjeść, zjada ile potrzebuje, i choćby za łyżkę czy dwie zjedzonego obiadu dostaje obiecaną nagrodę. Zje mało obiadu, nadrobi sowitą kolacją. I na odwrót: naje się obiadem , na kolację starcza mu kisiel z owocami czy coś równie lekkiego.
          Jedzenie może sprawiać fizyczną przyjemność, tak tak, szczególnie wśród dorosłych długie posiadowki, okraszone miłą atmosferą, rozmową.
          Niestety, ale to Ty masz problem, to Ty masz zaburzenia odżywiania, które wmawiasz dziecku. Bo nie da Ci się dogodzić. Je - źle, bo za gruba, nie je- też źle, bo za mało/za dużo.
          Piszę to całkiem serio - powinnaś zasięgnąć porady jakiegoś psychologa, bo problem jest dużo głębszy niż Tobie (i zapewne mnie) się wydaje. Twój lęk przed chorobą związaną z odżywianiem jest ogromny i niezdrowy. Spowodujesz takim podejściem prawdziwe zaburzenia odżywiania u dziecka. Bo skoro je ładnie w przedszkolu to znaczy, że ma normalny apetyt. Widocznie w domu czuje jakąś presję, że się blokuje. Ja tak to widzę.

          • Gość: Cynaamonka Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: 78.133.141.* 03.09.12, 12:18
            Tak jak pisałam, gotuję dla córki normalne, tradycyjne obiady, bo wiem, że takie lubi, nie dodaję żadnych, jak to określacie, trocin. Robię dokładnie to samo, co zjada u babć czy w przedszkolu, to nie w smaku jedzenia jest problem.
            Bardzo Wam dziękuję, za Wasze spostrzeżenia, ale najbardziej liczę na wypowiedź psychologa, bo, nie chcę Was urazić, ale to wszystko co mówicie to już słyszałam i to niczego nowego nie wnosi do tematu, ani propozycje "niech nie je jak nie chce", ani wytykanie mi, że nie można mi dogodzić. Spostrzeżeń rodziny czy znajomych, a każdemu się coś wydaje, każdy ma swój pomysł, mam aż nadto, potrzebna mi opinia specjalisty.
            • Gość: ja Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: 77.87.160.* 03.09.12, 12:45
              Skoro wszyscy dookoła mówią Ci, co jest nie tak, teraz na forum usłyszałaś to samo, to zapewne i zdanie psychologa zanegujesz jeśli powtórzy któreś z wcześniej zasłyszanych teorii.
            • panizalewska Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 12:53
              No kurczę, Cynamonka, ale nie trzeba być specjalistą i szczególnym geniuszem, żeby z Twojego opisu wywnioskować, że to Ty masz problem, a nie córka, że robisz z igły widły przez swoje zaburzenia odżywiania, że dziecko wyczuwa Twoją presję i poniekąd obsesję na punkcie jedzenia. Ja też bym w takiej atmosferze w domu jeść nie chciała, zresztą w ogóle wszelkie rygory dotyczące posiłków zawsze mnie mierziły. U nas każdy je co chce, jak chce, kiedy chce, ja przeważnie deser przed obiadem, bo po prostu po słodkim mój apetyt rośnie, nawet jak mam żołądek pełny po wręby, a po konkretach jestem najedzona. Dramatu z tego nikt nie robił, nas generalnie jedzenie uszczęśliwia, "jemy oczami" i wszystkimi innymi zmysłami, a nie tylko napełniamy żołądki w ramach czynności fizjologicznej. Waga u mnie lekko powyżej normy (zwłaszcza po ciąży) ale z samooceną problemów nie mam. Jedzenia i grubości i chudości nie oceniam w kategoriach moralnych, a jedzenie dostarcza mi duuużo przyjemności w życiu i chyba trzeba to rozgraniczać.
            • Gość: lib Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.12, 13:04
              Pozwól, że jeszcze ja się wypowiem. Podobny problem ma moja koleżanka. Jej życie też kręci się wokół jedzenia. W kółko się o tym mówi. Tylko że jej dziecku dla odmiany nie wolno jeść. Teraz nie wolno, bo jest już późno, teraz nie wolno, bo już jadłaś, teraz nie, bo wczoraj cię bolał brzuch, tego nie, bo jest dzień powszedni, tego nie, bo jest rok szkolny, itd. Zaburzenia odżywiania już to dziecko miało. Podczas zabawy z moim synem mówi o jedzeniu. Np: a potem sobie zjesz to i tamto... wymienia rzeczy, których jej jeść nie wolno. Oznajmiła mi kiedyś, że jak jest u mnie, to zawsze źle się czuje, bo strasznie mało je. Osłupiałam, bo u mnie dostęp do jedzenia ma. Chciała dostać coś do jedzenia, ale nie umiała poprosić wprost? Została nauczona, że jedzenie należy opakować w jakąś historię, że nie można jeść tak po prostu? Nie wiem. Dostała kiedyś u mnie kanapkę z żółtym serem. Koleżanka mi potem powiedziała, że jej córka się p r z y z n a ł a, że jadła żółty ser. A ma nie jeść. Przyjęłam do wiadomości (bo te zasady się zmieniają, pewne rzeczy jeść można, a potem nagle nie). Myślę, że to dziecko jest skazane na jakąś formę zaburzeń odżywiania. Uszy jej się trzęsły, jak jadła tę kanapkę, a później musiała mieć strasznego moralniaka, skoro się matce p r z y z n a ł a. Jak o tym myślę, to przychodzi mi do głowy słowo rozdarta. Ona wydaje się rozdarta.
              Może mogłabyś się dowiedzieć od innych, co twoje dziecko im mówi o jedzeniu? To mogłoby wiele wyjaśnić.
            • morekac Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 13:18
              Ok., jeśli nie dodajesz tego typu 'niejadalnych' posypek oraz sosów, to nie w tym problem. Dziecko – rozumiem – je wszystko, pod warunkiem, że poza domem? To może nie w posiłkach problem, a w towarzystwie przy tych posiłkach – czy raczej twojej reakcji na jej jedzenie/ niejedzenie? Czy dziecko je, jeśli np. babcia coś przytarga ze sobą i jecie u was? Czy dziecko je posiłki przygotowane przez ciebie, jeśli nie są podane w twojej obecności?
              Nerwowa atmosfera przy stole, twoje naleganie i oczekiwanie z drżeniem serca 'spróbuje/nie spróbuje' może redukować jej chęć jedzenia do minimum.
              Moje dziecko nie jadało normalnych, tradycyjnych obiadów. Jadła albo mięso albo węglowodany (ryż/makaron/ziemniaki) albo warzywa. Zupa i drugie to zawsze było za dużo. Zaś makaron bez niczego mogła jadać tygodniami. Wszystkie święta i uroczystości rodzinne spędzała zajadając się suchym chlebem z serem (masło jest niejadalne), bo na stole nic nie było jadalnego w jej mniemaniu. Odpuściłam, dziecko żyje, miewa się świetnie.
              Pulpeciki? Tknęła jej jako 11-latka, przez 8 lat jadała jeden rodzaj pizzy i to po spełnieniu kilku warunków ;-). Odpuść jej z tym jedzeniem, nie nalegaj, nie wkładaj na talerz - niech nakłada sobie sama albo poprosi. Nie umrze od tego.
        • joshima Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 20:20
          Gość portalu: Cynaamonk napisał(a):

          > Tak, na tym polega istota zaburzeń odżywiania
          Uważasz? że Twoja córka ma zaburzenia odżywiania? Ja uważam, że Twoja córka toczy z Tobą jakąś wojnę i za oręże wybrała sobie jedzenie, przy czym celnie trafia w to co dla Ciebie wydaje się być najważniejsze. Skąd ta wojna to już sama musisz dociec. No i ktoś ją musi przerwać.

          > Niedanie jej deseru z kolei odbiera jak surową karę, jest nieszczęśliwa, nie ch
          > cę, żeby miała jakiekolwiek kary lub nagrody związane z jedzeniem, jedzenie to
          > czynność fizjologiczna i nie powinno budzić radości lub smutku.
          Zatem zrezygnuj z serwowania deserów w ogóle.

          > Powiesz pewnie, że nie można mi dogodzić. Uwierz, że nie chodzi mi o własne zad
          > owolenie, tylko o to, żeby dziecka nie wpędzić w chorobę związane z odżywianiem
          A jesteś na dobrej drodze. Odpuść po prostu.
        • tusia-83 Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 10.09.12, 23:04
          Dlaczego uważasz, ze jedzenie jest czynnością czysto fizjologiczną i nie powinno budzić radości lub smutku?
          Jedzenie jest czynnością jak najbardziej społeczną i powinno budzić odczucia, różnorodne odczucia. Przede wszystkim radość i przyjemność.
          Większość zaburzeń odżywiania bierze się z nadmiernego podejścia do jedzenia albo jego całkowitego negowania (jak w Twoim przypadku). Kluczem do właściwego cieszenia się jedzeniem, a bardziej nawet smakowaniem (nie obżeraniem) jest stworzenie pewnych rytuałów, i to rytuałów społecznych, a nie tylko związanych z tzw. wsadem kalorii. Jakich rytuałów? Wspólnego siedzenia przy stole, wspólnego nakrycia tego stołu, wszystkiego co sprawi, żeby było ładnie i miło. I wszystko ładnie podane, że aż się prosi, żeby spróbować.
          Tak jak oglądając obraz, nie skupiamy się na farbie, chociaż jest istotą obrazu, ale na tym co nią namalowano i w jakiej jest ramie i jak oświetlony.
          Jak Ty sama sobie nie odczarujesz jedzenia, to niestety Twoja córka będzie to wyczuwała. Może u tej sąsiadki kurczak w cale nie był taki pyszny, ale było po prostu, po dziecięcemu fajnie.
        • Gość: drzewachmuryziemia Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.cable.net-inotel.pl 10.09.12, 23:19
          jedzenie bez emocji? bez radosci, smutku? a jednoczesnie zachowujesz sie jakbys miała na jego punkcie obsesje i emocje w Tobie sa gigantyczne...strasznie to niespójne. poza tym czego Ty oczekujesz od tego dziecka? jak zje wszystko to źle, bo pewnie zjadla z powodu deseru i to znaczy, ze sie obżera, jak nie zje, tez źle - dajesz sprzeczne komunikaty i masz sprzeczne oczekiwania, dziecko znalazło jedyne mozliwe wyjscie z sytuacji: ucieczka z sytuacji.
    • el_elefante Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 16:03
      Poeksperymentuj. Niech babcia ugotuje, przynieś i daj dziecku w domu jako twoje. Ugotuj ty, zanieś do babci i niech da jako swoje. Może to pozwoli odpowiedzieć na pytanie czy problem tkwi w twoim jedzeniu jako takim czy w jego otoczce.
      A przemyśleć do poduszki tego co inni napisali też warto, na spokojnie, bez obruszania się.
      • verdana Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 16:53
        A ja podejrzewam, ze dziecko w domu nie zje. Bo nie chodzi tu o smak, tylko o atmosferę. Jedzenie nie jest normalną czynnością, tylko swoistym misterium, przy czym niezwykle ważne jest aby było zdrowe, aby dziecko jadło tyle, aby nie być glodne, ale absolutnie nie utyć - czyli cały czas osbywa się "patrzenie w talerz", namawianie, zabranianie, zachęcanie i zakazywanie. Przy czym niejedzenie jest odbierane jako brak zaufania i miłości, a więc przywiązuje się do niego ogromną wagę. Podejrzewam, że w tych warunkach dziecko traci po prostu apetyt. Być moze bułkę i deser je własnie dlatego, że tego nie je się przy stole, jest w tym jedzeniu swobodne.
        Jednak najtrudniejsze jest to, że pytasz wszystkich, co zrobić aby dziecko jadło, ale pod jednym warunkiem - z Twojej strony moze sie zmienić tylko w drobnym zakresie jadlospis, ale nie zasady. Czyli ma być jak było, Ty będziesz robić tak jak zawsze, a dziecko ma zacząć jeść. Nie zacznie.
        Masz zaburzenia odżywiania. Powazne. Pora by iść do psychologa lub psychiatry i z nim skonsultowac problem, bo zachowania dziecka są wynikiem Twoich zaburzeń.. Póki ich nie zmienisz, dziecko nie tylko nie zacznie jeść u siebie w domu, ale moze skończyć się to takze na zaburzeniach u córki.
        • aqua48 Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 18:49
          Całkowicie popieram Verdanę, przejdź się ze SWOIM problemem do psychologa i przepracuj go. to nie w Twoim gotowaniu jest coś nie tak, to w Twojej kuchni. A raczej w podejściu do niej.
          Jadła obiady - miałaś pretensję, że je z niewłaściwych pobudek, nie jadla, miałaś nadal pretensję, cały czas wywierasz jakąś presję.
          A poza tym nie kupuj i nie podawaj żadnych sklepowych słodyczy, ani gotowych potraw jeśli chcesz, żeby córka jadła domowe.. Do szafki "słodyczowej" włóż swój placek nie czekoladę. A jak dziecko nie chce jeść, to niech się przegłodzi, nic mu nie będzie.
          • Gość: lib Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.12, 19:51
            Co do joty zgadzam się z Verdaną. Przeczytałam jeszcze raz twój pierwszy post i zwróciłam uwagę na listę twoich prób. Córka gotowała z tobą, i to z radością, ale nie jadła. Wybierała w sklepie, na co ma ochotę, ale nie jadła. Oglądała zdjęcia (sic)! i wybierała, ale nie jadła. Czy to nie są klasyczne objawy anoreksji? Słabo się na tej chorobie znam, ale o ile wiem, na tym to właśnie polega. Myśli się o jedzeniu, wybiera, gotuje, patrzy jak jedzą inni.
            Możliwe, że twoja córka chce ci dogodzić, chce zasłużyć na twoją przychylność, więc robi to co ty: wybiera i gotuje, ale nie je.
            Rozmyślam o tym problemie w związku z koleżanką, o której pisałam, bo próbujemy jej pomóc, i dochodzę do wniosku, że jedynym wyjściem byłoby odciąć ją od decydowania o tym, co je dziecko. Mówiąc o wyjściu, mam na myśli rozwiązanie problemu dziecka, bo na jej problem nie mam pomysłu. Tylko tak moim zdaniem dałoby się ochronić dziecko.
            Piszesz też, że jedzenie ma nie być ani przyjemne, ani nieprzyjemne, że to czynność fizjologiczna. A jednocześnie nadajesz kwestii jedzenia niesamowitą oprawę. Dziecko nie ma narzędzi, żeby to zamotanie rozplątać.
            I może twojej córce przyjemniej się je z kimś, kto uważa, że trzeba jeść, jak się jest głodnym, a do tego jest to przyjemne.
        • Gość: drzewachmuryziemia Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.cable.net-inotel.pl 10.09.12, 23:20
          uwazam tak samo jak verdana
    • Gość: kasia Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.icpnet.pl 03.09.12, 20:00
      Nie wiem co dokładnie jest problemem u Was, ale myślę, że istnieje związek między Twoim zachowaniem w temacie jedzenia, a niechęcią dziecka. Wiem to autopsji, tylko u mnie to dotyczyło jedzenia w przedszkolu - tam była ogromna presja i ja już od samego wejścia miałam stres, bałam się, płakałam. Był to powód nieudanego startu w przedszkolu u mnie. W domu jadłam dobrze, bo mama nie robiła mi problemów z jedzeniem. I jeśli Cię to trochę zmotywuje do przemyśleń - jako dorosła kobieta mam zaburzenia odżywiania.
    • lady-z-gaga Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 03.09.12, 20:54
      Jedzenie jest dla mnie sposobem wyrażania emocji, to, że dla kogoś go
      > tuję to forma mówienia 'kocham cię, poświęcam ci swój czas" - kiedy ona to odrz
      > uca, biorę to bardzo do siebie.

      Straszne. Pewnie dlatego córka woli naleśniki z garmazerii, bo nie musi byc za nie wdzięczna.
      Ona buntuje się przeciwko Tobie, a nie przeciwko konkretnym daniom czy smakom.

    • aniko16 Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni 04.09.12, 11:23
      Zamęczasz małą. Nic dziwnego, że "ucieka w garmażerkę". W głowie mi się nie mieści jak można krzyczeć za niezjedzony obiad a zjedzony traktować jako"wyraz miłości". Daj jej spokój, niech je śniadania i kolacje, może kiedyś przekona się do obiadów. Przede wszystkim jednak ty musiałabyś się zmienić, a na to się nie zanosi, bo nawet nie rozumiesz co robisz źle. I nie stosuj ię do raz z przynoszeniem twojego obiadu przez babcie itp. Im mniej wydziwiania tym lepiej.
    • Gość: domza2 Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.rzeszow.vectranet.pl 04.09.12, 14:01
      Moja córka ma 3 lata i 3msc. i też od jakiegoś czasu kiepsko u niej z jedzeniem domowym. Zawszee była jadkiem, ja nie lubię gotować, ale dla niej jakoś tam się starałam. teraz córka je w przedszkolu śniadanie, obiad, w domu jadła początkowo drugi , mały obiad, ale obecnie nie chce. Też najchętniej napycha się bułą, taki wiek. Ja podsuwam jabłka, ona bułę. Ale wydaje mi się, że to wszystko jest w normie i nie przejmuję się tym zbytnio. Ty się tym przejmujesz, bo sama cierpisz z powodu zaburzeń odżywania. Niestety, to temat na szerszą rozmowę z Twoim terapeutą, pozdr
    • Gość: z. Re: Niechęć dziecka do domowej kuchni IP: *.dynamic.chello.pl 04.09.12, 17:11
      >Z całą pewnością w tej sytuacji jest dużo mojej winy, ja od wielu lat cierpię na zaburzenia >odżywiania, od ponad roku zmagam się z kolejnym nasilonym etapem anoreksji. Jedzenie >jest dla mnie sposobem wyrażania emocji, to, że dla kogoś gotuję to forma >mówienia 'kocham cię, poświęcam ci swój czas" - kiedy ona to odrzuca, biorę to bardzo do >siebie.

      To weź na tapetę temat "sposoby okazywanie uczuć". Zrób listę rzeczy, które nie wiążą się z jedzeniem, a które mogą być wyrazem Twojego "kocham cię, poświęcam ci mój czas". Wspólne rysowanie, spacery, tarzanie się po podłodze, czytanie książeczek, zabawa wymyślona przez córkę i tysiąc innych. Zrób też listę rzeczy niezwiązanych z jedzeniem, a które mogą być wyrazem miłości Twojej córki do Ciebie. Przytulenie, narysowanie laurki, zerwanie kwiatka i tysiąc innych.


      > Z drugiej strony, jako, że byłam grubym dzieckiem, jestem wrażliwa na punkcie tego, że i >ona mogłaby być gruba, (...) Z tego powodu nie mogę przyjąć tego, żeby jadła wyłącznie >białe pieczywo, a to jest to, co zawsze chętnie zje, jeszcze makaron.

      Zaburzeń jedzenia nie dostaje się od jedzenia białego makaronu i białych bułek. Pogadaj z innymi matkami, u których jest normalnie - i z jedzeniem i z wagą - u nich i ich dzieci. Śmieciowe jedzenie raz na jakiś czas nie zabija. Jasne - lepiej jeść graham czy razowiec, ale jest mnóstwo szczupłych matek i ich dzieci, które żywią się wyrobami z rafinowanej mąki. Strach w Twoich oczach, który pojawia się gdy Twoja córka je makaron, zaszkodzi jej bardziej niż sam makaron.

      Zrób wszystko, żeby odczepić się od tego jedzenia. Jesteś na terapii? Jeśli tak, to to jest ewidentnie temat do obgadania z terapeutą. Jeśli nie, to pomyśl o takiej pomocy.


Inne wątki na temat:
Pełna wersja