polafranklyn
04.09.12, 09:20
Witam,
Mam problem i brak pomysłu na postepowanie.
Syn chodził do klubiku i przedszkola odkąd skończył 1,5 roku. Od początku chodził wszędzie z radością, nigdy nie płakał, nigdy nie miał problemów adaptacyjnych. W obecnym przedszkolu jest już 3 rok, jego wychowawczyni uważa, że ciągnie jej grupę do góry, jest najlepszy w grupie, przebojowy, czasem rozrabia - w normie. Ma swoją grupę kolegów i koleżanek w przedszkolu, wśród których jest liderem. Teraz ma 5,5 lat, w wakacje chodził na 2tyg dyżur do innego przedszkola (zna je sprzed 2 lat - chodził tam przez rok). Codziennie tam płakał, nie chciał iść. Przetrwał, później pojechał na wakacje do dziadków (już 3 rok z rzędu), nie mógł się doczekać, z radością jechał (z mlodszym bratem). Tam też prawie codziennie płakał i tęsknił za nami, a jak dzwoniłam to już płacz na całego (młodszy nic, zachowywał się tak jak starszy był w jego wieku). Później spędziliśmy resztę wakacji razem. Ale też gdy wychodzimy z mężem z domu sami np. wieczorem (bardzo rzadko) a on zostaje z babcią/dziadkiem - płacze i nie chce nas puścić (wcześniej tak nigdy nie było). Teraz wrócil do swojego przedszkola, wczoraj było wszystko ok - jak zawsze. A dzisiaj rano płacz, przykleił się i pani go oderwala i przytuliła, ja wyszłam.
Wierzę i mam nadzieję, że to po prostu etap rozwoju. Ale martwi mnie to, że z wiekiem zamiast byc odważniejszy on chowa się pod "maminą spódnicę", że u niego jest odwrotnie - młodszy był odważniejszy niz teraz. Szukam oczywiście problemu w nas, czy gdzieś był błąd - ale nie wiem jaki... Pytanie moje - czy po prostu przetrwać, jak go wspierać, bo wydaje mi się, że te płacze będą trwać. Może wspierać jakos jego wiarę w siebie - zajęcia sportowe (które lubi)? Będę wdzięczna za komentarz i wskazówki.