tuszeani
11.09.12, 08:39
Poradźcie Mądrzy Ludzie!
Od tygodnia Młody (2l 2m) chodzi do starszaków w żłobku (państwowym). Przez pierwsze trzy dni byłam z nim (skracając sukcesywnie swoją obecność), aż do czwartku nie popłynęła ani jedna łza. Od piątku za to rozkleja mi się w okolicach obiadu, wydaje mi się że chodzi o to że jest zmęczony i głody, więc przypomina mu się że chce do mamy a mamy nie ma (mniej więcej pokrywa się to z tym co sam nam opowiada). Poza tym jest wszystko w porządku, przychodzi i wychodzi zadowolony, pięknie je, bawi się z dziećmi, bierze udział w zajęciach.
Na razie przychodzę po niego zaraz po obiedzie, przed spaniem. Od dziś mieliśmy już próbować leżakowania ale w porozumieniu z paniami zdecydowaliśmy jeszcze to odłożyć. Od nowego roku wracam do pracy na pół etatu więc docelowo będziemy go odbierać koło 15:00, ale jeszcze mamy sporo czasu na wdrożenie tego planu.
Wydaje mi się że istotne w tym wszystkim jest to że Młody chodzi spać o 22:00 i na razie niezależnie od zmęczenia, nie udaje się tej pory przyspieszyć. Rano wstaje przed 7:00, zasypia mi w wózku w drodze ze żłobka ok. 12:00 i śpi 1,5-2 godzin (dokładnie w porze drzemki żłobkowej). A potem hula do tej swojej 22:00, niezależnie od tego o której wrócimy do domu, zjemy kolację, wykąpiemy go, przebierzemy w piżamę.
Według mnie on jest po prostu fizycznie zmęczony i dlatego pojawił się po kilku dniach ten płacz. Czy wg Was lepiej będzie zacisnąć zęby i przeczekać, mając nadzieję, że w końcu zacznie zasypiać wcześniej, czy też dać mu kilka dni odpoczynku i wystartować ponownie (pierwsze dni były super więc nie boję się powrotu do początku)?