aleksandra1357
15.09.12, 22:34
I to wobec nie swojego dziecka. Mam ogromny niesmak i kaca moralnego, ale w sumie piszę tu trochę po to, by się usprawiedliwić (może Sher tu zajrzy i mnie pocieszy ;).
No więc 4-letnia córka koleżanki z placu zabaw nie chciała oddać rowerka mojemu 2-latkowi. Mówiłam kilka razy: "jeszcze jedno kółeczko i oddajesz" itd., mój syn coraz bardziej płakał. Wreszcie na moją prośbę zostawiła rowerek w najdalszym kącie placyka. Mój syn z płaczem pobiegł do rowerka, a ona go wyprzedziła, zabrała mu sprzed nosa i zaczęła znów jeździć. Podeszłam do niej i poprosiłam o oddanie. "Nie oddam", mówi i uśmiecha się. Chwyciłam rowerek za kierownicę i mówię, żeby zeszła. Nic. No więc wyszarpnęłam jej ten rowerek siłą, co za koszmar. Matka dziewczynki obserwowała tę scenę, ale nie reagowała, aż do momentu szarpaniny. Wtedy zrobiła mi awanturę i zabrała swoją wyjącą córkę na loda na pocieszenie.
Jestem rozwalona psychicznie :( Powinnam pewnie powiedzieć tej matce, żeby odebrała córce rowerek, zamiast się z nią szarpać, ale kurde, krew mnie zalała, jak ponownie go zabrała.
Co o tym wszystkim myślicie?