Jak to jest z tym dyscyplinowaniem?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.12, 12:22
Jako mama 2,5 latka mam jeden dylemat. Mam dziecko mądre, inteligentne i bystre. Do tego szalenie wrażliwe. Jak każdy 2,5 latek chciałby ustawiać po kątach wszystkich i wszystko: mama zrobi to, a tata tamto. Z reguły dopasowujemy się do niego, bo uważam że jego zdanie i potrzeby są ważne, że ta jego chęć żądzenia to poznawanie świata ale i odreagowywanie rutyny żłobkowej. Oczywiście sytuacje w których nie mogę ustąpić staram się rozwiązywać szalenie pokojowo, wiem jak go przekonać, i z reguły dogadujemy się szybko i bez zbędnych emocji. Są jednak takie dni jak dziś, że po prostu siedzę i płaczę. Rano wstaliśmy, mycie, śniadanko, wszystko fajnie. Wychodzimy do żłobka, synek chce na drogę banana, biorę, bo wiem że on będzie jechał na rowerze a ja mu będę dawać jeść. Mijamy sklep, synek stanął i on chce pączka. Ja z tym bananem, z torbami, spieszę się bo jest późno, więc mówię spokojnie, że się spieszę i proszę go żeby szedł ze mną. Zjadł w domu śniadanie, banana 2 gryzy i już nie chciał, wiec pączka tez by dziubnął i koniec. I z takiej sytuacji robi się awantura jak nie wiem. Bo mnie się spieszy, on stoi jak osioł, ja nie mam nawet wolnej ręki żeby go wziąć, bo jeszcze muszę targać rower. Nie chcę kląć, ale wyć mi się chciało. A on nie i koniec. I rzuca się na ziemię, siada, wyje, on nie idzie. Klapsa na szczęście nie dałam, ale nawrzeszczałam na niego okrutnie, teraz mi strasznie źle, że tak na niego się darłam. W uszach dudnią mi te wszystkie informacje o złym wpływie klapsów, krzyków na dziecko, że to brak szacunku, że się negatywnie odbije. To co robić w takich sytuacjach, jak dyscyplinowac?? Może znajdziecie dla mnie kilka słów wsparcia, bo aż mi głupio że tak się rozkleiłam.
    • verdana Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 26.09.12, 15:39
      Na dziecko jeszcze gorzej wpływa, ze matka zachowuje się jak zombie - nie ma uczuć, tylko zawsze uśmiech, njiewazne, zę wymuszony.
      Czasem trzeba nawrzeszczeć, naprawdę - choćby dlatego, aby dziecko wiedziało, co wyprowadza ludzi z równowagi i kiedy przekracza granice. Pewnie, zę nie trzeba wrzeszczeć często, o bzdury itd - ale sporadyczne "wyjście z siebie" wcale nie jest złe. Inaczej nie nauczysz dziecka, ze inni też mają uczucia i ze jego zachowanie na te uczucia wpływa.
      Brakiem szacunku jest udawanie, że dziecko to nie człowiek, którego zachowanie wpływa na innych i ze cokolwiek zrobi, trzeba zachować spokój i uśmiech.
      • Gość: ja Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.12, 14:24
        Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Już momentami tracę rozeznanie....
        Wczoraj znowu atrakcja pt obcinanie paznokci. Rozmowa, tłumaczenie, nie chciał dać sobie obciąć paznokci (a już naprawdę były długie), więc jako że akurat siedział na pralce powiedziałam, że go z tej pralki nie zdejmę dopoki nie obetniemy paznokci. Wszystko spokojnie. Oczywiście płacz i lament, ale w końcu sam zaproponował, że da sobie obciąć w wannie. Ok, poszedł się kąpać, ja do obcinania paznokci a on nie i koniec. I znowu krótka zadyma, obcięłam mu te paznokcie na siłę, wył wniebogłosy, ja upocona w tych nerwach mu tłumaczyłam, że jak obiecał to powinien słowa dotrzymać bo mu więcej nie będę ufać, że o taką głupotę, z którą dotychczas nie było problemu wyszła znowu afera.
        Wiem, że trzeba czasami, ale ja czuję się paskudnie po takich akcjach. Boję się, że on się zrobi nerwowy, będą kłopoty z jedzeniem czy ze spaniem, a co najgorsze że straci do mnie zaufanie...
        No cóż, dziękuję za słowa wsparcia.
        • Gość: tuszeani Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.12, 15:08
          My mamy też od czasu do czasu jazdy o obcinanie paznokci. Nauczyłam się że nie warto walczyć, akurat to można doskonale zrobić na śpiocha. Jak jest duży opór, odpuszczam i obcinam na śpiąco, ale za to w większości przypadków sam mi podtyka łapy i jeszcze upomina się że u nóg też ;)

          U nas często działa też w takich przypadkach tekst typu "Ok, jak nie chcesz obcinać paznokci, nie obcinamy. Będzie Ci niewygodnie, będą się zadzierać i możesz się podrapać. Ale to Ciebie będzie boleć a nie mnie, Twoja decyzja. Ja idę zmywać, nie będę z Tobą walczyć."
          Bardzo skutecznie przecina to rozkręcającą się machinę - bo w końcu w większości przypadków chodzi nie o te paznokcie tylko o to żeby ćwiczyć asertywność (piszę to bez ironii, uważam to za normalny etap rozwoju) - a jak nie ma oporu z Twojej strony to całe przedsięwzięcie nie ma sensu.
          • Gość: AnetaS. Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.12, 13:04
            > U nas często działa też w takich przypadkach tekst typu "Ok, jak nie chcesz obc
            > inać paznokci, nie obcinamy. Będzie Ci niewygodnie, będą się zadzierać i możesz
            > się podrapać. Ale to Ciebie będzie boleć a nie mnie, Twoja decyzja. Ja idę zmy
            > wać, nie będę z Tobą walczyć."

            No brawo Mamusiu!
            Paznokcie mają być obcięte, bo można komuś innemu zrobić krzywdę. Wbij to sobie do głowy i nie pozwalaj o tym decydować dziecku.
            • tuszeani Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 30.09.12, 16:12
              > Paznokcie mają być obcięte, bo można komuś innemu zrobić krzywdę. Wbij to sobie
              > do głowy i nie pozwalaj o tym decydować dziecku.
              Jeśli przeczytasz uważnie to co napisałam, dowiesz się, że w przypadku oporu nie walczę tylko obcinam "na śpiocha". Czyli paznokcie są obcięte tylko ew. nie natychmiast ale 2-3 godziny później, co przy odpowiedniej regularności nie ma istotnego znaczenia dla ich długości.
        • Gość: drzewachmuryziemia Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.cable.net-inotel.pl 29.09.12, 08:30
          nie obcinałabym na siłę, to jego ciało i ma prawo o nim decydować, są oczywiscie sytuacje, gdy trzeba cos zrobic, mimo braku zgody, ale paznokcie mozna doskonale obciąć jak dziecko spi. Mój ma rozne dni- czasami ma ochote na obcinanie, czasami nie - dostosowuję sie do tego (nie mówiacjuz o tym, ze akurat paznkocie trudno by mi było obciac wierzgającemu ze zlosci dziecku;)
        • ula.malko Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 01.10.12, 17:35
          Witam,
          Porusza Pani kilka bardzo ważnych kwestii. Po pierwsze potrzeby Waszego synka, po drugie potrzeby Państwa jako rodziców. Dla rozwoju dzieci bardzo ważne jest by komunikować im nasze potrzeby, granice, czego chcemy, a na co się nie godzimy. Polecam książkę Nie z miłości, Jaspera Juula - genialnie o tym pisze.
          Ma Pani prawo nie chcieć synowi kupić pączka, a jemu może się to niestety nie podobać. Ważne jest by wiedział, że zauważa Pani, że on by go chciał ale mimo wszystko się Pani nie godzi i tłumaczy mu Pani dlaczego. Ważne by tłumaczenie było prawdziwe - czy chodzi o to, że nie chce Pani by jadł teraz słodycze, czy nie chce Pani się spóźnić i dlatego nie możecie wejść do sklepu. Dzieciom łatwiej zrozumieć i przyjąć nasze argumenty gdy są prawdziwe i wiążą się z naszymi prawdziwymi uczuciami czy potrzebami.
          Dzieci też oczywiście wyczuwają i bardzo chłoną nasze napięcie, warto zatem sprawić by droga do żłobka była też jak najmniej obciążająca dla Pani - może zrezygnujcie z banana po drodze i zjedzcie go w domu albo w szatni w żłobku?
          Jeśli chodzi o historię z obcinaniem paznokci to nie uciekałabym się do szantażu - to uczy dzieci manipulowania i zaburza ich poczucie bezpieczeństwa. Wiele dzieci bardzo nie lubi obcinania paznokci bo się go trochę boi, dlatego warto znaleźć taki sposób, który nie będzie budzić lęku. Można obcinać paznokcie podczas snu, z niektórymi dziećmi można się wspólnie zastanowić jak to zrobić, oswójcie dziecko z nożyczkami czy obcinaczem do paznokci, pokażcie jak obcinacie sobie paznokcie. Ważne by robić to delikatnie i bez presji.
          Pozdrawiam,
          Ula Malko
        • morekac Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 02.10.12, 21:57
          , że jak obiecał
          > to powinien słowa dotrzymać bo mu więcej nie będę ufać,
          Oczekujesz od 2,5 latka, że będzie dotrzymywał słowa? ;-)
          Albo obcinaj mu paznokcie jak śpi, albo okaż zrozumienie, że wiesz, że to nieprzyjemne i obiecaj nagrodę, jak sobie da to zrobić. Ale takich tekstów mu nie funduj.
          • Gość: ja Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: 77.87.160.* 03.10.12, 14:57
            Tak, to było głupie z tym dotrzymywaniem słowa. Choć dobrze, że mu się hasło o uszy obiło, będzie mądrzejszy w przyszłości ;-)
            Obcinanie podczas snu odpada, natychmiast się budzi - podejrzewam że jego to smyra...Pozostaje nagroda!
    • mskaiq Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 26.09.12, 16:21
      Gdyby to nawrzeszczenie jeszcze coś pomogło. W taki sposób nie zbuduje sie
      autorytetu u dziecka, tym bardziej że rodzice starają się uczyć dzieci aby nie
      rozwiazywały swoich problemow za pomocą wrzasku.
      Czy w drodze do żłobka, zatrzymywałas się przed tym w tym sklepiku i
      kupowałaś dziecku kiedy coś chciało ?
      Jeśli tak to Twoja odmowa oznaczała dla niego, że coś jest źle, że nie zasłużył
      na odmowę i stad wiele żalu i obaw, że coś złego się stało.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • scher Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 28.09.12, 10:10
        mskaiq napisał:

        > Czy w drodze do żłobka, zatrzymywałas się przed tym w tym sklepiku i
        > kupowałaś dziecku kiedy coś chciało?
        > Jeśli tak to Twoja odmowa oznaczała dla niego, że coś jest źle, że nie zasłużył na odmowę i stad
        > wiele żalu i obaw, że coś złego się stało.

        Kolejny twój post zupełnie oderwany od rzeczywistości i zawierający wyłącznie diagnozę, do tego totalnie moim zdaniem nietrafioną. Natomiast na ocenę zachowania dziecka i matki (oraz na udzielenie jakichś porad) nie stać cię, bo nie masz praktycznego doświadczenia i kompetencji.

        Do autorki: Choć zachowanie dziecka właściwe dla wieku, to z punktu widzenia podstawowych reguł życia społecznego skandaliczne i niedopuszczalne; nie wolno dziecku pozwalać na coś takiego, więc nie widzę nic złego w twojej reakcji. Rodzicielski gniew też jest czymś, czego dziecko musi doświadczyć.
        • mskaiq Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 29.09.12, 12:37
          Jaka jest ta diognoza ? Gdzie jest również ocena i dziecka i matki ? może warto
          przeczytać to co napisałem jeszcze raz.
          Ciekawy jestem co powoduje w Tobie takie zniekształcenia tego co piszę.
          Serdeczne pozdrowienia.
    • aqua48 Konsekwencja ważniejsza 26.09.12, 16:47
      Gość portalu: Ja napisał(a):

      > Z reguły dopasowujemy się do
      > niego, bo uważam że jego zdanie i potrzeby są ważne, że ta jego chęć żądzenia t
      > o poznawanie świata ale i odreagowywanie rutyny żłobkowej. Oczywiście sytuacje
      > w których nie mogę ustąpić staram się rozwiązywać szalenie pokojowo

      Są sytuacje które możesz rozwiązywać szalenie pokojowo, ale są też takie w których TY musisz podjąć szybką decyzję wobec totalnego i irracjonalnego oporu dziecka i absolutnie nie powinnaś mieć w tych sytuacjach wyrzutów sumienia, że z dzieckiem nie negocjowałaś. Czasami się nie da i już.
      Macie oboje z synem nauczkę, że: albo wyjeżdżacie rowerkiem PO zjedzeniu przez niego solidnego śniadania i nie podjadacie po drodze, albo wychodzicie po paru kęsach na piechotę biorąc prowiant. To czy wejdziesz z nim do sklepu aby mu coś kupić, czy nie, uzgadniaj z nim przed wyjściem z domu. Albo bierzecie banana, albo kupujecie coś w sklepie. I koniecznie bądź konsekwentna. Jeśli raz się zgadzasz, ulegasz mu, a drugim razem nie, to nie jest dobre wyjście, ani dla Ciebie ani dla dziecka. Ucz go, że on musi się też dopasować do otoczenia, a nie wyłącznie otoczenie do jego zachcianek, to bardzo ważne w poznawaniu świata.

    • el_elefante Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 28.09.12, 10:38
      Ja uważam, że wbrew temu co niektórzy sądzą, dzieci nie mają większych problemów ze zrozumieniem że pewnych rzeczy w pewnych sytuacjach nie robimy, a w innych wolno. Mogą się przeciwko temu buntować, ale to jest zrozumiałe. To nie jest tak, że jak chcemy aby dziecko nie zaglądało do szafek podczas wizyty u znajomych, to trzeba mu zakazać zaglądania do szafek w ogóle. Szybko przyzwyczai się do tego, że w domu można a u obcych nie. Albo że babcia pozwoli na coś, a mama nie. Itd.
      Dlatego powinno się również udać wprowadzenie zasady, że jak idziemy do żłobka, to idziemy do żłobka. Nie zatrzymujemy się na placu zabaw, nie jemy po drodze, nie wchodzimy do sklepów. Idziemy do żłobka. Za to jak wracamy, to możemy zabawić co nieco w piaskownicy, pokosztować pączka, pozbierać kasztany. Jest różnica pomiędzy pójściem gdzieś w jakimś celu, np. do sklepu, gdzie jest rzecz do załatwienia i trzeba ją załatwić, a pójściem na spacer, który jest dla dziecka - wolno mu iść tam, gdzie ma ochotę i robić to, na co ma ochotę. Każda z tych rzeczy ma swój czas. I dzieciak, nawet mały potrafi to przyjąć. Jak mieszamy te rzeczy, to się robi bałagan i już nie wiadomo kiedy co wolno, gdzie i po co właściwie idziemy.
      • Gość: tuszeani Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.12, 14:59
        Zgadzam się z tym, że da się u ponad dwulatka wprowadzić zasadę że coś czasami wolno zrobić a czasami nie. Mój uparty potwornie i z temperamentem a mimo wszystko daje się z nim dogadać w takich sprawach.

        Mamy wiele podobnych sytuacji. Syn doskonale widzi mój brak stanowczości - jak powiem że teraz nie kombinujemy tylko idziemy prosto do żłobka (najlepiej z uzasadnieniem np. bo się spóźnimy na wyjście na plac zabaw) i od razu przystąpię do realizacji (np. zacznę się sama ubierać), po chwilowym lekkim proteście dla zasady, bez problemu robi to co trzeba. Ale jeśli tylko zobaczy że się waham, ulegam, daję tego pączka, banana, jeść, pić, zmienić bluzę, zmienić po raz kolejny, a teraz inną czapkę, bo wieje, a potem jeszcze zaparkować samochód bo krzywo stoi itd., machina zaczyna się sama nakręcać i dochodzi do tego o czym piszesz.
        Przy czym wtedy kiedy jestem nieugięta, staram się mówić dlaczego akurat teraz mi na tym zależy i kiedy będziemy mogli powychodzić z domu bez pośpiechu, pójść tam gdzie on chce itd. Właśnie powrót ze żłobka jest do tego okazją.

        Podobnie z trampoliną (płatną) którą mamy po drodze ze żłobka. Bałam się że jeśli raz pozwolę, za każdym razem będziemy już musieli po drodze ze żłobka iść skakać. Spokojnie, nauczyliśmy się że można skakać kiedy są spełnione różne warunki: mamy kasę na skakanie, nie spieszymy się nigdzie, nie jest zbyt mokro itd. Syn doskonale złapał że czasami można a czasami nie.

        Generalnie bardzo sprawdza się u nas zadaniowość tzn. kiedy powiem precyzyjnie co i gdzie mamy do załatwienia i dlaczego się spieszymy, na ogół nie ma problemu z ociąganiem się, szczególnie jeśli jest perspektywa, że po załatwieniu tego będzie można trochę pomantykować ;)
        • Gość: tuszeani Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.12, 15:21
          Jeszcze jedna rzecz: syn doskonale wyczuwa również moje napięcie - takie jakie wyczytuję z Twojego opisu sytuacji. Nie wiem czy umiem wyjaśnić, o co mi chodzi. Można być stanowczym na dwa sposoby: albo całkowicie na spokojnie (co jest trudne jeśli w środku Ci się gotuje) albo w jakiś taki mocno histeryczny sposób do którego my kobiety mamy skłonność ("no nie, teraz sklep, na pewno będzie chciał tego cholernego pączka, to ja już się spinam żeby mu go całą sobą odmówić").

          Ja się staram sama nie nakręcać w takich sytuacjach, jeśli mi się to nie uda, konfrontacja raczej jest nieunikniona bo syn przejmuje natychmiast mój nastrój.
    • aleksandra1357 Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 28.09.12, 21:29
      A ja dodam jeszcze: taki wiek, codziennie awantury o wszystko. Na dworze 12 stopni, ale kurtki nie włoży. Psychologowie wyjaśniają, że to dlatego, że 2,5-latek poznaje wartość swojego "nie" i tak go to fascynuje, że woli np. nie dostać słodyczy, byle móc powiedzieć "nie".
      Ja się zwykle poddaję (nie wkładam tej kurtki), a jak nie mogę, to używam siły (np. biorę pod pachę i idę).
    • baszysta Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 29.09.12, 13:27
      >ja upocona w tych nerwach mu tłumaczyłam, że jak obiecał to powinien słowa dotrzymać bo >mu więcej nie będę ufać, że o taką głupotę

      ale traktowanie 2,5 latka jako rownego sobie gracza najlepsze
      also wymaganie od 2,5 latka dotrzymywanie obietnic jest niedorzeczne
      • annakate Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? 30.09.12, 10:51
        kiedyś juz to pisałam, ale powtórzę - rodzic jest od tego, żeby czasem wydać zarządzenia stanowcze niezależnie od tego, jak bardzo dziecko jest z tego niezadowolone. Dziecko ma prawo okazywać niezadowolenie, ale musi wiedzieć, że musi się podporządkować. Na tym polega rola rodzica, żeby dbać o dziecka bezpieczeństwo, zdrowie, odpowiedni rozwój, higienę i wdrożenie do reguł życia w społeczeństwie - a ja mam wrażenie, że coraz więcej osób się tego boi, boi się być stanowczym,boi się, że coś dziecku się nie spodoba. Wdawanie się w długotrwałe dyskusje z dzieckiem,piętrowe tłumaczenia konieczności zrobienia tego czy tamtego, nadawanie pozoru negocjacji w sytuacjach gdzie decyzja należy do rodzica a nie do dziecka jest ślepą uliczką (pasy muszą być zapięte, zęby trzeba umyć, a paznokcie obciąć a do żłobka dotrzeć na określoną godzinę). Więc jak dla mnie nie "a może teraz obetniemy paznokietki? Chcesz teraz czy po bajce?" tylko "usiądź, obetnę ci teraz paznokcie i nie kręć się, bo mogę cię wtedy skaleczyć".
        Dziecko musi poznać też różnicę w tonie, jakim zwracamy się do dziecka - powinno odróżniać prośbę, propozycję od polecenia. Tak jak napisał ktoś wyżej - nie ma nic strasznego w tym, że wrzasnęłaś na dziecko - o ile nie jest to jedyny sposób komunikacji.
        • Gość: niki Re: Jak to jest z tym dyscyplinowaniem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.12, 19:11
          A ja dzisiaj nie wytrzymałam i 2,8 letnią córkę zaniosłam do łazienki i na siłę próbowałam umyć ręce. ( po 10 prośbach) chlapała po całej łazience, krzyczała wniebogłosy ze chce do... cioci. zamknęłam drzwi usiadłam koło nich i powiedziałam, ze nie wyjdzie jak nie umyje. po 3 minutach z płaczem umyła. takie sytuacje się właściwie nie zdarzają ale od kilku dni nie poznaje córki na wszystko jest "nie". mam moralniaka, ze dopuściłam sie przemocy ale co robic jak żaden argument nie dociera. A ręce musiały byc umyte, bo pcha do buzi a własnie wróciłyśmy z podwórka gdzie bawiła sie z psem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja