moim_zdaniem
08.10.12, 14:20
Witam,
Mój synek w styczniu skończy 3 latka. Jest normalnym, kochanym dzieckiem. Odkąd skończył 7 m-cy został z babcią w domu (ja wróciłam do pracy), często bywał z tatą - mąż ma własną działalnośc. Jak miał 1,5 roku poszedł do żłobka, chodzi do dzisiaj, wszystko ok, jest bardzo grzeczny, zadowolony. To taki typ zgrywusa, lubi się wyglupiać, śmiać, żartować. Ale też lubi postawić na swoim. Zdarza nam się mieć gorsze dni, że np na niego krzyknę, ale generalnie daję mu morze czułości, mówię o tym, okazuję, całuję, tulę, kocham go ogromnie. I mąż też. Z mężem jest bardzo zżyty - a to autem jeżdża, a to auto tankują itp - syn uwielbia być przy tym. Więc jest naturalna sztama i ja się z tego ogromnie cieszę.
Zdarza się, że syn jak jest niegrzeczny i powiem mu ostrzejszym tonem to się popłacze i powie "ukochać", albo "psytulić". Wtedy oczywiście kocham i tulę, tłumacząc przy tym dlaczego tak się zachowalam.
Do rzeczy: syn nigdy nie był wylewny. Nie ma płaczu przy moim czy męża wyjściu z domu, nie ma histerii związanych z rozłąką, choć fakt: rozłąki zdarzają nam się bardzo rzadko, kilka razy w ciągu roku, poza tym jest staly rytm tygodnia. W piątek oddaliśmy syna do dziadków, musieliśmy wcześnie rano wyjechać coś załatwić. Wróciliśmy następnego dnia po godzinie 15. Syn od razu do męża (przyjechaliśmy nowym autem, więc atrakcja). Ze mną się nie przywitał, nawet nie podszedł. Po protstu byłam dla niego jak powietrze. Zapytałam po jakimś już czasie czy tęsknił za mamą, powiedział że nie, że mogę sobie iść. Było mi tak przykro, tym bardziej że słuchali tego zadowoleni z siebie teściowie, że wypaliłam "to mama pójdzie sobie na ulicę i poszukam innego dziecka, które będzie mamę kochać i tęsknić" Syn się nie przejął, ale do wieczora, nawet jak wrociliśmy do domu, jak coś zbroił to od razu "idź po inne dziecko". Wytłumaczylam mu na spokojnie, że źle powiedziałam, że popełniłam błąd, że kocham jego i nie chcę nikogo innego.
Martwi mnie to, że on nie tęskni, dzieci w tym wieku bywają zaborcze o miłość rodzica a on nic. Już bardziej tęskni jak przychodze po niego do żłobka, wtedy chociaż rzuca mi się na szyję.
Sytuacja u teściów mnie dobiła. To normalne, czy coś robię źle?