sole78
17.10.12, 22:21
Witam!
Mój syn 10latek wrócił dzisiaj ze szkoły załamany. Opowiedział,że koledze z klasy po wfie zginął zegarek, który ściągnął przed lekcją w sztni. Razem szukali (to dobry kolega syna). Na następnej lekcji przyszła p. pedagog z panem z wfu i kazali dzieciom wyciągnąć wszystko z plecaków.Syn relacjonował,że ochoczo wysypał wszystko, bo nie miał nic do ukrycia, a tu naraz wylatuje z jego torby... poszukiwany zegarek. Syn w szoku,nie wiedział o co chodzi, jakieś dziecko wykrzyknęło go złodziejem :(. Młody jest dzieckiem mega wrażliwym, dobrym, jakby znalazł 1 zł. to szukałby pewnie właściciela,nie dopuszczam w ogóle myśli,że zabrał ten zegarek, ma swój, w którym nie chodzi, mógłby mieć wszystko o czym zamarzy, bo jesteśmy w b.dobrej sytuacji materialnej,ale jest b. skromny bardzo i rzadko o coś prosi.Serce mi się kraja,nie wiem jak mu pomóc. Nie chcę nikogo podejrzewać,ale w klasie jest chłopak przyłapany na drobnych kradzieżach (raczej jedzenie, picie), który siedział za synem i może mu podrzucił ten zegarek, jak poczuł,że się nie wywinie w razie rewizji placaków, albo ktoś "dla jaj" wrzucił mu ten zegarek, nie zdając sobie sprawy jak się to skończy. Wykluczam złośliwe działanie, bo syn jest pacyfistą i nie ma wrogów w klasie. Dodam, że syn jest uczniem ze wzorowym zachowaniem od 1 kl.,nigdy nikogo nie okłamał, nigdy nie miał nawet uwagi, jestem przekonana, że jest poza podejrzeniem nauczycieli.Jutro lecę z mężem do szkoły, bo nie możemy tak tego zostawić,ale przyznam, że jestem zdegustowana, tym bardziej, że pedagog powiedziała,że poszedłby do więzienia gdyby to było w gimnazjum :( Proszę o sugestie nt