lily-evans01
26.10.12, 12:37
W skrócie - proszę o jakieś wstępne spostrzeżenia, opinie,zalecenia, bo i tak będę wybierać się do psychologa, ale może coś wcześniej wpłynie na poprawę sytuacji.
Mam córkę wcześniaka, 36 tc, waga urodzeniowa 2100, 9/100 pkt. Apgar. W wieku 2,5 i 9 m-cy rehabilitacja neurologiczna - wzmożone napięcie mięśniowe, potem nierównomierny rozwój psychomotoryczny (motoryka duża nie nadążała za innymi funkcjami). Dziecko bardzo, bardzo chorowite, z wadą serca, alergiami i AZS, nie chodziła do przedszkola (po zapisaniu wyglądało to tak, że przez 3 m-ce spędziła w przedszk. prywatnym razem... 10 dni, za każdym razem niecały tydzień pobytu był okupiony antybiotykami, zapaleniem oskrzeli itp.). Z okresu niemowlęcego i poniemowlęcego - charakterystyczne było to, że była strasznie niespokojna, drzemała po 15-20 minut, krzyczała bez wyraźnego powodu, trudno było skłonić ją do słuchania jakichkolwiek poleceń (typu "nie rusz, nie idź tam" itp - powtarzane po tysiące razy, zabieranie jej z jakiegoś miejsca, a ona wracała.). Bardzo bała się obcych, zwłaszcza takiego zagadywania przez starsze panie, potrafiła się rozpłakać, odwracałą głowę itp.
W domu, wiadomo, kupowałam różne książeczki do naklejania, rysowania, uzupełniania itp. odpowiednie do wieku, ale to nie to samo, co regularne zajęcia i pobyt w grupie. Od zawsze bardzo ładnie wypowiadała się (tj. od początku rozwoju mowy), natomiast wciąż były problemy z motoryką, tylko raczej tą "małą" - z zapinaniem kurtki, nie wylewaniem picia z kubka, starannym rysowaniem (do dziś nie mieści się wewnątrz linii).
Jako 5-latka córka musiała pójść do przedszkola - publicznego - i był dramat. Bała się dużej grupy, dzieci były niedopilnowane, mało właściwych zajęć, głównie pobyt na dworze, panie krzyczące. Miała problem np. z dopchaniem się do swojego wieszaka po ubranie, kiedy wychodzili, jak wzięła jakieś zabawki, ktoś jej wyrywał itp. Po prostu okazało się, że nie umie bronić własnych granic w najmniejszym stopniu. Nauczycielki nie wspierały jej w rozwiązaniu tych problemów, choć im to zgłaszałam, ale i co się dziwić, jedna pani w mieszanej grupie 4- i 5-latków nie jest w stanie ogarnąć każdej sytuacji. Ale też i nie zadbano wcale o włączenie nowego dziecka do grupy, która w dużym stopniu się znała.
Z braku innego wyjścia przeniosłam córkę po 3 m-cach do zerówki w szkole niepublicznej - kilkanaście dzieci, część 5-latków, część 6-latków. No i zaczęły się takie dziwne sytuacje, z którymi właściwie nie wiadomo, co robić:
1. w kontaktach społecznych - dziecko strasznie wycofane, bojaźliwe, potwornie przeżywające najdrobniejszą uwagę i krytykę. Pani ją włączała do zabawy z dziećmi, ale obserwacja jest taka, że po kilku minutach interakcji - ona sama odchodziła. Nie była w stanie nawiązać normalnego kontaktu, ignorowała przywitania, zaczęła mówić bardzo cicho, twierdzi, że się wstydzi. Obecnie jest w klasie I i nadal nie ma żadnej bliskiej koleżanki, mówi, że nie wie jak zaproponować zabawę, jak się zaprzyjaźnić itp. Odgrywałam z nią role, jak reagować na czyjeś negatywne uwagi, jak nie ustępować zawsze wszystkim i wszystkiego, jak rozpocząć zabawę itp. Niewiele to pomaga. Codziennie są skargi na kogoś. A dzieci widzą jej nieporadność i też zaczynają być już z lekka złośliwe.
2. w sferze nauki - totalna frustracja, niechęć do poznawania liter, czytania, rzucanie w domu książkami itp. Mylenie liter o podobnym wyglądzie, problem z odnalezieniem głoski w środku wyrazu lub wygłosie itp. W szkole siedzi grzecznie i wykonuje polecenia, ale odreagowuje to w domu, wrzaskami, odmową odrabiania lekcji itp.
Była wizyta u audiologa - co rusz nawraca przewlekłe zapalenie zatok i katar trafia do trąbki słuchowej, niemniej badanie słuchu (audiometria tonalna) w normie. Jest hipoteza centralnego zaburzenia słuchu lub problemów z przewodnictwem, ale czekam teraz na następną wizytę i ewent. badania dalej).
Wczoraj po raz pierwszy przeczytała prosty tekst w miarę płynnie, nie głoskując, nie przekręcając liter, o dziwo, nawet jej się to spodobało!
Nauczycielka jest zdania, że córka nie jest wdrożona do spełniania wymagań (na pewno nie, bo tego dzieci stopniowo uczyły się w przedszkolu) i stąd frustracje. Próbuje do niej podchodzić zadaniowo - typu zrób to, zrób tamto, podejdź i mu powiedz, żeby czegoś nie robił itp. Ale efekty są niewielkie.
Ze wszystkich nauczycieli córka najbardziej lubi panią dyrektor, która jest zawsze bardzo ciepła do dzieci, zagaduje, przytula te mniejsze itd. Jej wychowawczyni z kolei traktuje wszystkich równo, tak samo.
3. w sferze poznawczej i, nazwałabym to "obrazu świata" - córka prawie do 2 roku życia nie potrafiła odróżnić "ja" od "ty". Strasznie reagowała zawsze na hałas, nagłe światło, brzydki zapach. W zerówce trudno było jej nauczyć się kolejności pór roku i dni tygodnia. Zdarzały się kontuzje, choć nikt jej nie popychał itp. - rozcięta broda, złamana ręka itd. Idzie do szkoły, a ja drżę ze strachu, co jeszcze sobie zrobi. Motorycznie jest bardzo przeciętna. Nie ma zapału i chęci do niczego, poza oglądaniem filmów i grami komputerowymi (co ja rygorystycznie racjonuję, dostęp do TV lub komputera 2-3 razy w tyg. niedługo - 1 film ok. 45 min. lub do pół godziny gry albo malowania w paincie). Co do motoryki - ubiera się całkowicie sama, nie pomagam nigdy i w niczym - ale jest strasznie powolna, tak samo z jedzeniem.
4. w sferze zachowania - zawsze była potwornie uparta, chciała tyranizować otoczenie, stawiać na swoim. Teraz jest bez przerwy nadąsana, obrażona, nieszczęśliwa. Nie chce wybierać się rano do szkoły, marudzi, zajmuje się milionem innych rzeczy, a nie ubieraniem. Od dawna nie widzę jej uśmiechniętej, wesołej. Szkolne metody radzenia sobie z tymi trudnościami zanadto nie pomagają... A mnie się już żyć odechciewa.
Zaczynam podejrzewać problemy z integracją sensoryczną albo zespół Aspergera.
Co mogę zrobić dla dziecka, żeby było pewniejsze siebie, spokojniejsze, mniej sfrustrowane - zanim pójdę do psychologa? Podejrzewam, że na wizytę będę czekać ze 2, 3 miesiące.
-
After all this time? - Always