6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę!

26.10.12, 12:37
W skrócie - proszę o jakieś wstępne spostrzeżenia, opinie,zalecenia, bo i tak będę wybierać się do psychologa, ale może coś wcześniej wpłynie na poprawę sytuacji.

Mam córkę wcześniaka, 36 tc, waga urodzeniowa 2100, 9/100 pkt. Apgar. W wieku 2,5 i 9 m-cy rehabilitacja neurologiczna - wzmożone napięcie mięśniowe, potem nierównomierny rozwój psychomotoryczny (motoryka duża nie nadążała za innymi funkcjami). Dziecko bardzo, bardzo chorowite, z wadą serca, alergiami i AZS, nie chodziła do przedszkola (po zapisaniu wyglądało to tak, że przez 3 m-ce spędziła w przedszk. prywatnym razem... 10 dni, za każdym razem niecały tydzień pobytu był okupiony antybiotykami, zapaleniem oskrzeli itp.). Z okresu niemowlęcego i poniemowlęcego - charakterystyczne było to, że była strasznie niespokojna, drzemała po 15-20 minut, krzyczała bez wyraźnego powodu, trudno było skłonić ją do słuchania jakichkolwiek poleceń (typu "nie rusz, nie idź tam" itp - powtarzane po tysiące razy, zabieranie jej z jakiegoś miejsca, a ona wracała.). Bardzo bała się obcych, zwłaszcza takiego zagadywania przez starsze panie, potrafiła się rozpłakać, odwracałą głowę itp.

W domu, wiadomo, kupowałam różne książeczki do naklejania, rysowania, uzupełniania itp. odpowiednie do wieku, ale to nie to samo, co regularne zajęcia i pobyt w grupie. Od zawsze bardzo ładnie wypowiadała się (tj. od początku rozwoju mowy), natomiast wciąż były problemy z motoryką, tylko raczej tą "małą" - z zapinaniem kurtki, nie wylewaniem picia z kubka, starannym rysowaniem (do dziś nie mieści się wewnątrz linii).

Jako 5-latka córka musiała pójść do przedszkola - publicznego - i był dramat. Bała się dużej grupy, dzieci były niedopilnowane, mało właściwych zajęć, głównie pobyt na dworze, panie krzyczące. Miała problem np. z dopchaniem się do swojego wieszaka po ubranie, kiedy wychodzili, jak wzięła jakieś zabawki, ktoś jej wyrywał itp. Po prostu okazało się, że nie umie bronić własnych granic w najmniejszym stopniu. Nauczycielki nie wspierały jej w rozwiązaniu tych problemów, choć im to zgłaszałam, ale i co się dziwić, jedna pani w mieszanej grupie 4- i 5-latków nie jest w stanie ogarnąć każdej sytuacji. Ale też i nie zadbano wcale o włączenie nowego dziecka do grupy, która w dużym stopniu się znała.

Z braku innego wyjścia przeniosłam córkę po 3 m-cach do zerówki w szkole niepublicznej - kilkanaście dzieci, część 5-latków, część 6-latków. No i zaczęły się takie dziwne sytuacje, z którymi właściwie nie wiadomo, co robić:
1. w kontaktach społecznych - dziecko strasznie wycofane, bojaźliwe, potwornie przeżywające najdrobniejszą uwagę i krytykę. Pani ją włączała do zabawy z dziećmi, ale obserwacja jest taka, że po kilku minutach interakcji - ona sama odchodziła. Nie była w stanie nawiązać normalnego kontaktu, ignorowała przywitania, zaczęła mówić bardzo cicho, twierdzi, że się wstydzi. Obecnie jest w klasie I i nadal nie ma żadnej bliskiej koleżanki, mówi, że nie wie jak zaproponować zabawę, jak się zaprzyjaźnić itp. Odgrywałam z nią role, jak reagować na czyjeś negatywne uwagi, jak nie ustępować zawsze wszystkim i wszystkiego, jak rozpocząć zabawę itp. Niewiele to pomaga. Codziennie są skargi na kogoś. A dzieci widzą jej nieporadność i też zaczynają być już z lekka złośliwe.

2. w sferze nauki - totalna frustracja, niechęć do poznawania liter, czytania, rzucanie w domu książkami itp. Mylenie liter o podobnym wyglądzie, problem z odnalezieniem głoski w środku wyrazu lub wygłosie itp. W szkole siedzi grzecznie i wykonuje polecenia, ale odreagowuje to w domu, wrzaskami, odmową odrabiania lekcji itp.
Była wizyta u audiologa - co rusz nawraca przewlekłe zapalenie zatok i katar trafia do trąbki słuchowej, niemniej badanie słuchu (audiometria tonalna) w normie. Jest hipoteza centralnego zaburzenia słuchu lub problemów z przewodnictwem, ale czekam teraz na następną wizytę i ewent. badania dalej).
Wczoraj po raz pierwszy przeczytała prosty tekst w miarę płynnie, nie głoskując, nie przekręcając liter, o dziwo, nawet jej się to spodobało!
Nauczycielka jest zdania, że córka nie jest wdrożona do spełniania wymagań (na pewno nie, bo tego dzieci stopniowo uczyły się w przedszkolu) i stąd frustracje. Próbuje do niej podchodzić zadaniowo - typu zrób to, zrób tamto, podejdź i mu powiedz, żeby czegoś nie robił itp. Ale efekty są niewielkie.
Ze wszystkich nauczycieli córka najbardziej lubi panią dyrektor, która jest zawsze bardzo ciepła do dzieci, zagaduje, przytula te mniejsze itd. Jej wychowawczyni z kolei traktuje wszystkich równo, tak samo.

3. w sferze poznawczej i, nazwałabym to "obrazu świata" - córka prawie do 2 roku życia nie potrafiła odróżnić "ja" od "ty". Strasznie reagowała zawsze na hałas, nagłe światło, brzydki zapach. W zerówce trudno było jej nauczyć się kolejności pór roku i dni tygodnia. Zdarzały się kontuzje, choć nikt jej nie popychał itp. - rozcięta broda, złamana ręka itd. Idzie do szkoły, a ja drżę ze strachu, co jeszcze sobie zrobi. Motorycznie jest bardzo przeciętna. Nie ma zapału i chęci do niczego, poza oglądaniem filmów i grami komputerowymi (co ja rygorystycznie racjonuję, dostęp do TV lub komputera 2-3 razy w tyg. niedługo - 1 film ok. 45 min. lub do pół godziny gry albo malowania w paincie). Co do motoryki - ubiera się całkowicie sama, nie pomagam nigdy i w niczym - ale jest strasznie powolna, tak samo z jedzeniem.

4. w sferze zachowania - zawsze była potwornie uparta, chciała tyranizować otoczenie, stawiać na swoim. Teraz jest bez przerwy nadąsana, obrażona, nieszczęśliwa. Nie chce wybierać się rano do szkoły, marudzi, zajmuje się milionem innych rzeczy, a nie ubieraniem. Od dawna nie widzę jej uśmiechniętej, wesołej. Szkolne metody radzenia sobie z tymi trudnościami zanadto nie pomagają... A mnie się już żyć odechciewa.

Zaczynam podejrzewać problemy z integracją sensoryczną albo zespół Aspergera.
Co mogę zrobić dla dziecka, żeby było pewniejsze siebie, spokojniejsze, mniej sfrustrowane - zanim pójdę do psychologa? Podejrzewam, że na wizytę będę czekać ze 2, 3 miesiące.

-
After all this time? - Always
    • lily-evans01 Zapomniałam dodać 26.10.12, 12:42
      Wychowuję córkę sama, kontakty z ojcem sprowadzają się głownie do tego, że gdzie ja stawiam granice, tam on na wszystko przyzwala - i jest konflikt.
      • kag73 Re: Zapomniałam dodać 26.10.12, 13:20
        Problemow sporo, nie jestem specjalista. Jedyne co mi przychodzi do glowy, to fakt, ze moze powinna jednak dopiero za rok pojsc do szkoly a teraz jeszcze pobyc w zerowce.
        A to, ze niektore dzieci na poczatku myla gloski, np. "d" i "b" jest dosc czeste, to dopiero poczatki, nie takie latwe dla wszystkich pierwszoklasistow.
        • twitti Re: Zapomniałam dodać 26.10.12, 14:02
          Nie znam sie ,ale jak dla mnie juz duzo wczesniej powinnas sie udac do psychologa celem zdiagnozowania integracji sensorycznej. Strasznie duzo ma cech dziecka z tymi zaburzeniami.
          Poszukaj funduszy i idz prywatnie, a jednoczesnie zapisz sie publicznie, bo wlasnie dlugo sie czeka.
        • aqua48 Re: Zapomniałam dodać 26.10.12, 14:12
          Też, pierwsze co mi przyszło do głowy, to że takie dziecko powinno być zdiagnozowane przed pójściem do szkoły, czy jest już na tyle dojrzałe, żeby sobie poradzić. Natomiast wydaje mi się, że pracujesz z córką bardzo dobrze i robisz wszystko co należy, a z Twojego opisu wyłania się obraz niewielkich, ale postępów. Dbaj o to aby je zauważać, zwracać na nie uwagę córce i cieszyć się nimi. Rozmawiaj z nią i pytaj często co by jej sprawiło radość, a także pozwalajcie sobie obie na cały dzień zwykłego leniuchowania od czasu do czasu. Zwróć uwagę, na to, że ona właściwie cały czas pracuje. Taki dzień bez żadnych obowiązków, same przyjemności, żebyście obie mogły odpocząć, po prostu ciesząc się własnym towarzystwem bardzo Wam się przyda. Być może to właśnie próbuje zapewnić jej ojciec? Porozmawiaj z nim bez emocji, jeśli możesz, postarajcie się wspólnie USTALIĆ na co może córce pozwolić, bez szkody dla dziecka, a z czego nie powinien ustępować, bo córka ma potem dwa, lub trzy razy więcej pracy. Tłumacz mu to w taki sposób - dobrem dziecka, a nie Twoimi wymaganiami. Może zrozumie?
          Przyjaźnie najłatwiej nawiązać zapraszając na zabawę do domu to jedną, to drugą dziewczynkę z klasy. Wcześniej ustal z córką w co mogą się bawić, przygotuj też coś ciekawego dla dzieci - malowanie buzi, pieczenie ciasteczek, czy jakieś przebieranki. potem jeśli znajomość córce będzie odpowiadała, będziesz mogła się pomału wycofać z aranżowania zabawy.
          Nie biorąc pod uwagę innych problemów, wcześniaki często mają problemy w początkowym okresie rozwoju i nauki, po paru latach jednak dorównują dzieciom urodzonym o czasie.
          • lily-evans01 Re: Zapomniałam dodać 26.10.12, 14:37
            Córka była diagnozowana przez pedagoga szkolnego przed przyjęciem do szkoły - odbyła się rekrutacja, która polegała na rozwiązywaniu zadań adekwatnych do wieku (wyklejanki, wskaż coś tam, narysuj jakąś figurę itp, liczenie na konkretach itp.) i rozmowie dziecka z panią pedagog, beze mnie. Nauczycielka z kolei przed przyjściem dziecka do klasy poznała mój punkt widzenia na przedszkole i tamtejszą sytuację. Córka miała pewne zaległości w stosunku do zerówki, bo oni np. przez 3 miesiące zdążyli poznać już 4 literki i czytać najprostsze, dwusylabowe wyrazy, a w przedszkolu nie było nic. Być może też i to czytanie ją zniechęciło, ale z drugiej strony mieli sporo czasu w zerówce, żeby wszystkie dzieci doprowadzić do zbliżonego choćby poziomu.

            Co ciekawe, jest grzeczna, wręcz posłuszna, wykonuje polecenia, raczej nie przeszkadzała na lekcjach, nawet na samym początku (a nigdy nie była dzieckiem poddanym rygorom pracy grupowej) - ale widzę coś na kształt biernego oporu, to wieczne ociąganie się, zajmowanie się czymś innym w chwili, gdy mamy wychodzić itp. To dotyczy niestety nie tylko wyjścia do szkoły. Mam wrażenie, że odkąd się urodziła, robi mi na odwrót - choć to brzmi śmiesznie. Czasami łapię się na tym, że jej reakcje emocjonalne są nieadekwatne do sytuacji. W bajkach lubi te "złe" postacie, jak była całkiem mała, potrafiła ryczeć godzinami, aż kiedyś rozpłakałam się ze znużenia, a ona wtedy zaczęła się szczerze uśmiechać. Pamiętam to do dziś, to było okropne.

            Co do kontaktów z innymi dziećmi - córka chodzi na zajęcia dodatkowe w szkole, jedne poza szkołą, więc obraca się regularnie w grupach większych niż ta klasowa. Dzieci spotykają się co rusz na urodzinach kogoś z klasy w salach zabaw itp. przybytkach, a tak poza tym, to w domach spotykają się może 2 dziewczynki na 9. Z tymi relacjami pozaszkolnymi jest dość trudno, większość tych ludzi mieszka poza miastem i w różnych kierunkach. Ja nie mam auta, więc miałabym problem z dojazdem do domu koleżanki z córką. A z kolei mam chyba za skromne mieszkanie w porównaniu do reszty rodziców (same nowe, duże domy + jakieś tam apartamenty nad morzem itp.), a sądzę, że i dzieci i rodzice czyjś poziom życia łatwo zauważają. Szkoła jest bardzo droga jak na moje miasto, mam wrażenie, że oprócz mojego dziecka (a żyję na średnim, normalnym poziomie) są dzieci ludzi bardzo, bardzo bogatych. Od razu zaznaczę, że córka ubraniem czy gadżetami nie wyróżnia się in minus, więc przyczyna tego poczucia "gorszości" musi wynikać z czegoś innego.
            • laura771 Re: Zapomniałam dodać 26.10.12, 15:06
              Z opisu wynika, że dobrze postępujesz z córką, są postępy. Do lekarza też bym poszła, nie zawadzi. Może córka potrzebuje większej pracy, pomocy z Twojej strony plus trudne zadania, które przed nią stanęły - każde dziecko mogłyby przerazić. Ja bym nie dramatyzowała, ale do specjalisty poszła. Konflikty z ojcem spróbuj wyeliminować. Na jakim tle powstają, skoro osobno spędzacie z córką czas? Może da się je wyeliminować. Ja dzieciom mówię, że u taty są takie zasady/zwyczaje a u mamy takie, w sytuacji, gdy dzieci coś porównują, uskarżają się. Przecież wiadomo, że nie będzie w obu domach takich samych zasad. Dzieci się dostosują. Np. u taty nie ma komputera na określony czas, natomiast mama nastawia budzik, który przerywa korzystanie z kompa.
              • lily-evans01 Re: Zapomniałam dodać 26.10.12, 19:14
                Córka nie odwiedza ojca w domu z powodu dość skomplikowanej sytuacji rodzinnej. Tu mogłabym stworzyć osobny wątek, ale powiem tyle, że nikt nie chciał poznać mojego dziecka, nawet niedoszła teściowa. Tata ma dzieci z pierwszego związku, którym na wszystko pozwalał - skutki są takie, że jego córka w gimnazjum poszła na imprezę , obiecuje, że wróci o 23, po czym wraca nad ranem. Łamie umowy i nic się nie dzieje z tym.

                Dzisiaj miałam okazję obserwować córkę w interakcji z koleżankami w szatni po lekcjach. Powiem tak - dziewczynki są strasznie przebojowe, pewne siebie, wręcz bezczelne. Rozkładają swoje kurtki, tornistry na ławce, a miejsca jest mało, więc jak się takie dwie gwiazdy obok córki rozłożą, to ona nawet nie ma jak tam podejść. Powiedziałam jednej co nieco, bo oczywiście zaczęła córkę od jej szafki przepędzać (a ja stoję obok) - a g...wniara 7-letnia mi na to: ale pani musi to powiedzieć tej drugiej! Zero zrozumienia, zero usprawiedliwienia się albo wytłumaczenia typu: byłam pierwsza, jest mało miejsca, coś tam, coś tam itp. No kurczę, nie pamiętam, żebym tak pyskowała dorosłym w tym wieku.
                Mam też takie dziwne wrażenie, że teraz szkoła i przedszkole wdrażają każdego do działań w myśl zasady "kto pierwszy, ten lepszy" - a nie wszyscy jednak będą tymi najgłośniejszymi i na pierwszym planie. Zresztą wolę sobie nie wyobrażać takiego świata, gdzie każdy drugiego tratuje i pędzi do celu.
                Córka nauczyła się artykułować swoje potrzeby, mówić, z czym się nie zgadza - problem w tym, że nierzadko to wcale nie jest brane pod uwagę przez inne osoby, a jak jest np. trzy na jedną, to wiadomo, kto górą. Zresztą w ogóle małe dziewczynki w grupie są chyba trudniejsze niż mali chłopcy, pełno komentarzy, podśmiewania się, jakichś aluzji (a chłopaki nawet się poszarpią, a za chwilę zgodnie się bawią).
                Ale cały ten problem relacji z klasa może nie byłby tak uciążliwy, gdyby nie inne, bardziej "ciężkie" zjawiska - czyli opór, nie słuchanie moich poleceń, rozkojarzenie, problemy motoryczne itp. Bardzo by mi zależało na opinii eksperta, na ile mam powody do niepokoju?
            • kanga_roo Re: Zapomniałam dodać 27.10.12, 02:19
              jak była całkiem mała, potrafiła ryczeć godzinami, aż kiedyś rozpłakałam się ze znużenia, a ona wtedy zaczęła się szczerze uśmiechać. Pamiętam to do dziś, to było okropne.

              a może uśmiechnęła się, bo wzięła Twój płacz za współodczuwanie, a nie przejaw słabości? jest maleńka, jest jej źle, płacze, a mama spokojna. dopiero, kiedy się rozpłakałaś, poczuła, że ją rozumiesz.
              nie wiem, tak sobie gdybam. jakos tak smutno mi się zrobiło, że oskarżałaś ją, maleńką, o wyrachowane granie Ci na nerwach.

              • lily-evans01 Jakie wyrachowanie? OMG 27.10.12, 13:49
                Nie, broń Boże nie uważam tego za jakieś wyrachowanie. Nie uważam, żeby tak małe dziecko w ogóle umiało być wyrachowane, one się tego dopiero w przedszkolu i w szkole uczą ;).
                Po prostu chodzi mi o to, że pewne reakcje emocjonalne były i bywają nieadekwatne do sytuacji. Córka często nie rozumie, że np. komuś sprawiła ból, przykrość - stawianie jej w sytuacji danej osoby i kształtowanie empatii niewiele pomaga.
                Z tego, co czytałam, niewspółmierność odczuwania jest typowa dla dzieci z ZA. Stąd moje zmartwienie i analizowanie takich nawet drobnych dziwnych sygnałów, jeśli powtarzają się często.
                • morekac Re: Jakie wyrachowanie? OMG 27.10.12, 18:54
                  Córka często nie rozumie, że np. komuś sprawiła ból, przykrość - stawianie jej w sytuacji danej osoby i kształtowanie empatii niewiele pomaga.
                  Znaczna część dzieci, nastolatków i dorosłych tego nie rozumie. W przeciwnym razie nie byliby tacy wredni.
                  Nie zamartwiaj się na zapas.
                  • lily-evans01 Re: Jakie wyrachowanie? OMG 27.10.12, 19:20
                    :)))
                    • morekac Re: Jakie wyrachowanie? OMG 28.10.12, 07:37
                      Bo tobie się chyba wydaje, że 6-letnie dziewczątka są miłe, sympatyczne i współodczuwające...
                      Nieprawda... W wyniku kłótni potrafią pogryźć najlepszą koleżankę, zaś najlepsza koleżanka strzela wtedy pięścią w głowę czy w twarz. Późniejsze śledztwo nie wykazało śladów empatii i zrozumienia dla uczuć 'przeciwnika' u którejkolwiek...
    • basca_basca Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 26.10.12, 20:11
      Jeśli podejrzewasz problemy z integracją sensoryczną albo zespół Aspergera to zaglądnij na forum: forum.gazeta.pl/forum/f,10034,Inny_Swiat.html
    • morekac Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 27.10.12, 01:04
      A ja podejrzewam coś z dysleksji. Te problemy z motoryką małą i niechęć do liter, problemy z głoskami i inne takie, włącznie z potykaniem się o własne nogi - jakbym moją starszą w tym wieku widziała. Oczywiście - nie wyklucza to innych podejrzeń, ale zastanów się nad tym tropem. Te dzieci wymagają wsparcia i zachęty, a nie tylko dobrze/źle.
      To, że introwertyczne zapewne i nieśmiałe dziecko, które wcześniej nie ćwiczyło kontaktów społecznych, ma kłopoty z nawiązywaniem znajomości i z bronieniem swoich granic, nie musi świadczyć o niczym alarmującym.

      Co do zaprzyjaźniania - może zaproście jakieś koleżanki do domu? Ale chyba nie więcej niż dwie na raz...

      trudno było skłonić ją do s
      > łuchania jakichkolwiek poleceń (typu "nie rusz, nie idź tam" itp - powtarzane p
      > o tysiące razy, zabieranie jej z jakiegoś miejsca, a ona wracała.).
      To akurat normalne było... ;-)
    • e-kasia27 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 27.10.12, 04:35
      Twoje dziecko jest alergikiem i dlatego może być nadwrażliwe, nadpobudliwe, rozkojarzone, płaczliwe, rozdrażnione, zdenerwowane, wściekające się, może mieć problemy z koncentracją, skupieniem się, może nadmiernie reagować na normalne sytuacje, a do tego jest wiecznie zmęczona i źle się czuje, co też nie wpływa dobrze na psychikę.
      Jeśli chcesz pomóc dziecku, to idź do alergologa, porób testy alergiczne i wprowadź dietę wykluczającą alergeny pokarmowe.
      To wyjdzie jej na zdrowie, bo wyleczy zarówno choroby fizyczne (zatoki, katar...), jak i wpłynie pozytywnie na psychikę dziecka - uspokoi się, wyciszy i polepszy się koncentracja, a dzięki temu łatwiej będzie sobie radzić z życiem codziennym.
      • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 27.10.12, 13:58
        Były robione testy alergiczne biocomem. Część alergenów została wyeliminowana (mleko w jakiejkolwiek postaci) - innych nie usuniesz otoczenia za chińskiego boga (pleśnie, roztocza). Podawanie zyrtecu czy claritine niewiele pomaga.
        W domu jest rygorystyczna higiena, szkołą jest nowa, z panelami, zero wykładzin, wysprzątana na błysk.
        Do higieny osobistej córka ma kosmetyki dla dzieci z AZS, takiej klasy, jakich ja nawet nie używam, bo mnie nie stać dla siebie (SVR, Mustela itp.).
        O alergenach wiem od 3 roku życia, jest robione wszystko, co trzeba, żeby wyeliminować te problemy.
        • e-kasia27 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 10:09
          Wydajesz pieniądze (podejrzewam, że nie małe!) na bzdurne procedury diagnostyczne i modne drogie kosmetyki, które niczego nie dają, niczego nie diagnozują i niczego nie leczą, a tylko wyciągają pieniądze od nieświadomych rodziców i wydaje ci się, że robisz wszystko, co możliwe dla swojego dziecka, a w rzeczywistości nie robisz nic.

          Może zamiast chodzić do znachorów poszłabyś z dzieckiem do alergologa i na początek zrobiła skórne testy pokarmowe, skórne testy wziewne, badanie krwi IgE całkowite, testy alergiczne z krwi? - zrobiłaś to?

          Jeśli tego nie zrobiłaś to znaczy, że nie zrobiłaś nic, aby dziecku pomóc, bo to podstawa przy diagnostyce alergii.

          Super, że wyłączyłaś z diety mleko
          (przynajmniej za to chwała tym od biorezonansu, że wszystkim, jak leci każą wyeliminować mleko z diety! - to jedyna dobra robota, jaką robią),
          ale czy powiedzieli ci, że trzeba też wyłączyć z diety wołowinę, cielęcinę i wszystko co krowę w jakiejkolwiek postaci zawiera(wędliny, konserwy, pieczywo, masło, margaryny, słodycze i całe mnóstwo innych gotowych rzeczy)?
          Że dziecko nie może jeść rzeczy w składzie których są białka mleka, laktoza, serwatka, kazeina, kazeinian, kwas mlekowy i że te dodatki są prawie we wszystkich gotowych produktach?
          Że jak ma uczulenie na krowę to na 99% ma też uczulenie na kozę i owcę(a jeśli jeszcze nie ma to będzie je miało, jeśli zacznie je jeść w większych ilościach) i że w związku z tym nie powinno też pić i jeść wyrobów pochodzących od tych zwierząt?
          • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 10:26
            Wskazania dietetyczne, o których piszesz, znam bardzo dobrze i stosuję. Częściowo z informacji od alergologa zajmującego się biorezonansem, częściowo pediatry, częściowo z własnych źródeł (zaglądam na forum poświęcone AZS, czytałam też inne dostępne materiały). Podejrzewam, że te śladowe ilości serwatki w mięsie itp. są nie do wyeliminowania. Nawet staram się robić sama wędliny, ale co dołożono do mięsa, żeby nabrało wagi - to już słodka tajemnica producentów... Chleb kupuję orkiszowy z eko piekarni albo sama piekę w maszynie.
            Obawiam się, że nie sposób wyeliminować wszystkie alergeny, bo producenci fałszują żywność, nie oszukujmy się.

            Córka czasem jada słodycze, na tych nieszczęsnych kinderbalach - bo albo musiałaby w ogóle przestać chodzić między dzieci, albo siedzieć i patrzeć, jak inni jedzą. Niemniej nie ma z tego powodu jakiegoś nagłego "rzutu" zmian skórnych czy kataru. Co do kosmetyków, jeżeli stosujemy jakieś zwykłe płyny, żele dla dzieci - w każdym razie poniżej poziomu Pharmaceris przykładowo - to pojawia się reakcja uczuleniowa. Najlepiej sprawdza się SVR, Emolium, Mustela. Proszki do prania też muszą być dla alergików, Jelp, Lovela. Po założeniu ciuchów wypranych w arielu i wypłukanych dwukrotnie córka wyglądała, jakby dostała odry.
    • Gość: 71tosia Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.adsl.inetia.pl 27.10.12, 19:17
      Pewnie czesc klopotow wynika z braku wczesniejszych kontaktow z rowiesnikami, byc moze dziecko bedzie miec dyslekcje (niektore objawy na to wskazuja) ale pewnie nie bez znaczenia jest to ze twojej corce brakuje odpoczynku? Ona ma tylko 8 lat i caly czas pracuje i w domu i w szkole. I caly czas jest oceniana, przez ciebie, nauczycielke i kolezanki. A do tego, to co jej sprawia przyjemnosc: bajki w telewizji i gry komputerowe (akurat niektore gry swietnie rozwijaja koordynacje, trzeba je tylko odpowiedni dobrac) sa praktycznie wyeliminowane z jej zycia. I ty sie dziwisz ze dziecko jest zeztersowane i sfrustrowane ? Kazdy dorosly by byl, a co dopiero dziecko.
      Daj jej troche swobody, nie wypelniaj jej 100% czasu, daj jej czas na swobodny wybor zabawy. No i zastanow sie czy dziecko nie powinno powtorzyc pierwszej klasy. Moze warto jej dac troche wiecej czasu teraz, by uniknac frustracji w przyszlosci.
      • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 27.10.12, 19:36
        Staram się o zachowanie higieny psychicznej przez dziecko - po szkole idziemy na obowiązkowy spacer, biorę piłkę albo idziemy na plac zabaw itp. (choć nie przy tej pogodzie może, co teraz, ale spacer musi być).
        W jeden weekend miesiąca chodzimy ze szkołą na rajdy po puszczy, córce bardzo to się podobało.

        Staram się ją nagonić do lekcji zaraz po przyjściu z dworu, tłumaczę, że jak siądzie i odrobi, to może bawić się do wieczora. Córka nie siedzi w żadnej świetlicy itp., odbieram ją o 15, w niektóre dni wcześniej, bo ma zwolnienie z basenu.

        Co do komputera i TV, w ogóle zbyt wielkie ilości nie są zalecane dzieciom. Nigdy nie pozwalałam jej za wiele z tego korzystać, więc nie jest tak, że jak poszła do szkoły. to ograniczyłam jej ukochane rozrywki. Tutaj jasne zasady były zawsze.
        Uważam, że wzrok jest i tak wystarczająco zmęczony zapamiętywaniem liter i przetwarzaniem ich obrazu graficznego, wreszcie tworzeniem wyrazów. Zresztą przy podejrzeniu centralnego zaburzenia słuchu audiolodzy niemal zakazują TV - niestety wpływa to na utrwalanie zaburzeń wzorców słuchowyc (tyle wyczytałam w fachowych publikacjach).

        Są dzieci w klasie u córki, które po przyjściu do domu napiep... na komputerze ze dwie godziny i dziwnym trafem te dzieci mają potem problemy z koncentracją, wykonaniem poleceń, czytaniem (słyszę, o czym dzieciaki i rodzice w szatni rozmawiają, wiem też od córki, kto jak sobie radzi z zadaniami i jak się zachowuje na lekcji. Dzieci jest tak mało, że widać wszystko).
        Co do stawiania zadań i oceniania - na pewno jest to trudne dla dziecka, które do tej pory ani nie miało regularnie stawianych zadań, a co najważniejsze, nie podlegało ocenie. Na szczęście ocena w szkole będzie opisowa, poza tym pani na razie koncentruje się bardziej na rozdawaniu różnych naklejek i znaczków za dobrze wykonane zadania, niż na tym negatywnym ocenianiu. Czytam nieraz, że gdzieś tam w I klasie dzieci przepisują informację o zadaniu domowym z tablicy (mamy koniec października dopiero!) albo mają sprawdziany. A w tej szkole robi się dużo, ale bez wyraźnego oceniania i sprawdzania (rodzice wiedzą co i jak dzięki konsultacjom - nauczycielka dla każdego opracowuje sprawozdanie o dziecku).

        I co najważniejsze - te wszystkie problemy zaczęły się ujawniać nie w szkole, ale w przedszkolu, gdzie córka była najpierw 3 miesiące. Chociaż tam w sumie prawie nic nie robili (w grupie 5-latków, które miały w myśl przepisów iść potem do klasy I !!!), poza jakimś tam kolorowaniem kserówek i plątaniem się przez 3 godziny dziennie na obskurnym placu zabaw w zimnie. Z czego półtorej godziny wypędzania dzieciaków na zimno było w ramach tzw. podstawy programowej, potem na obiad godzina, na drugie śniadanie prawie pół... No i uwaga, uwaga, na wszystkie pozostałe zajęcia w ramach podstawy niecałe 2 godziny. Córce się tam straszliwie nie podobało, miała straszne kłopoty z adaptacją, bała się agresywnych dzieci, mam wrażenie, że przeżyłą tam sporą traumę.
        • anula36 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 11:41
          a czy ty dbasz na biezaco o wlasna higiene psychiczna? masz jakas odskocznie od tych wszystkich problemow? Bo na podstawie tych postow wylania sie dla mnie obraz mamy rownie spietej i zestresowanej jak corka.
          • Gość: 71tosia Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.adsl.inetia.pl 28.10.12, 13:22
            no wlasnie, zestresowane dziecko i w 100% skoncetrowana na jego problemach mama, ktora sie za bardzo stara. Wiem ze to trudne ale naprawde odpusc i sobie i dziecku. U was nawet spacer jest obowiazkiem, jestes pewna ze to najlepszy sposob by dziecko odpoczelo? Dziecko (podobnie jak dorosly) musi miec czas na nic nie robienie, na zabawe calkowicie samodzielna nie organizowana przez rodzica bo tak odpoczywa najlepiej a co wazniejsze to je uczy kreatywnosci. Piszesz ze mala ma ochote tylko na TV i komputer, nie sadzisz ze tak sie tez zachowuja bardzo zmeczeni dorosli? Zostaw ja czasami sama sobie niech sie ponudzi i sama sobie znajdzie zajecie. To bedzie z wiekszym dla niej pozytkiem niz jeszcze jeden szlaczek czy linijka literek w zeszycie.
            • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 13:30
              Taaa, Tosiu, tylko że ten komputer i TV nawet u bardzo zmęczonych dorosłych nie jest dobrym pomysłem na odpoczynek;). I w nauce na pewno nie pomoże.
              Oprócz tego wszystkiego córka też ma czas bawić się sama, ma pierdylion zabawek. Nie narzucam, czym ma się zajmować.
              Higieny psychicznej nie mam za wiele, odkąd dziecko się urodziło. Jak pisałam wyżej, jestem samotną matką, nikt mi w niczym nie pomaga. A nawet jak pomoże, to tak wypomina i krytykuje, że lepiej nie mówić. Moja matka uwielbia ustawiać cały świat wokół i jest to cena, jaką trzeba zapłacić za jej jakąkolwiek pomoc.
              Niemniej mam pewne hobby - piszę opowiadania fan fiction i daje mi to sporo radości ;)))
              • morekac Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 22:03
                I w nauce na pewno nie pomoże.
                Przesadzasz...Są nawet specjalne programy dla dyslektyków wspomagające naukę czytania i ortografii...
              • Gość: pade Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: 78.8.107.* 30.12.12, 20:50
                Lily!
                Napiszę coś, z czym pewnie się nie zgodzisz, a na pewno nie od razu.
                Fakt, Twoja córcia ma sporo problemów. Część do rozwiązania, z innych wyrośnie...
                Ale problemem jestes Ty.
                A wiesz dlaczego? Zachowujesz się zadaniowo. Wiesz, o co mi chodzi. Teraz popracuję z córką nad tym, potem nad innym problemem... Skupiłaś się tylko i wyłącznie na swojej córce, co jest i dla niej i dla Ciebie niezdrowe. Ja wiem, że opieka nad nią, wychowywanie, zadania jakie sobie stawiasz, to ciężka praca, i chwała za to, że to robisz. Ale Ty to robisz też z innych pobudek. Podświadomie nie chcesz skoncentrować się nad swoimi problemami, osobistymi, więc angazujesz siebie całą w dziecko. Na dodatek daje Ci to poczucie bezpieczeństwa, że nad czymś panujesz...
                Nie tędy droga.
                Szkodzisz i sobie i córce.
                Ona wyrośnie z części problemów.
                Odpuść i jej i sobie, choć trochę.
                Zmień szkołę, bo obecna jej szkodzi. I nie obawiaj się państwowych szkół, bo ona i tak zetknie się z różnymi przejawami życia, wcześniej czy później. Parasol ochronny tylko ją skrzywdzi.
                Idż na terapię i zajmij się sobą, zacznij normalnie żyć.
                Powodzenia!
    • Gość: dada Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.dynamic.chello.pl 28.10.12, 15:47
      A mnie sie wydaje, ze przesadzasz. Nie znaczy to, nie ma problemu, moze jest, ale Ty swoim zachowaniem jeszcze go poglebiasz.
      Oczekujesz od 6-latki, ze bedzie plynnie czytac. Zapewniam Cie, ze niektore 8-latki maja z tym problem i to nic nie znaczy. Boisz sie reakcji kolezanek corki na Wasze mieszkanie. Wiec co? Do konca szkoly nikogo nie pozwolisz jej zaprosic. Przeciez to tylko wzbudzi jej kompleksy, ze jest gorsza niz inni i musi ukrywac caly swoj swiat.. Kupujesx jej najdrozsze kosmetyki na ktore Cie nie stac. Wybierasz najdrozsza szkole. Zarzadzasz obowiazkowe spacery. Poswiecasz sie calkowicie, otaczasz ja banka, ale chroniac przed wszystkim tez budzisz poczucie, ze jest biednym, kruchym kurczaczkiem, ktory potrzebuje nieustannego wsparcia. Limitujesz tv i komputer. Nic dziwnego, ze tylko o tym marzy. To jest tabu. Jasne, ze limitowac trzeba, ale dlaczego az tak restrykcyjnie? Masz problem z obskurnym placem zabaw. Dzieci umieja sie bawic na zardzewialym trzepaku i byc szczesliwe. Wyluzuj z tym perfekcjonizmem. A potem idz do psychologa. Z dzieckiem, ale tez ze soba...
      • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 20:19
        Dada, odpowiadając na Twoje kwestie - córka jest w klasie mieszanej, 6- i 7-latków, gdzie większość dzieci czyta sylabicznie lub w miarę płynnie. W tej chwili ona jest jedynym dzieckiem, które głoskuje i potrafi pomylić litery. Jedyne, co pociesza, to fakt, że w zerówce myliła tych liter sporo, teraz zostały jej tylko "b" i "d".
        Może to zresztą wynikać z tego, że niestety trochę choruje, nieraz nie ma jej w szkole, potem nauczycielka każde nadrobić w domu, ale to nie to samo.

        Mam wrażenie, że 8-latek mający zauważalne problemy z czytaniem musiałby mieć chyba jakieś deficyty? (wada wzroku, słuchu, dysleksja, albo zwykłe niedopilnowanie nauki przez dorosłych?).

        Co do mieszkania, jest bardzo drogie w utrzymaniu, wystawiłam je na sprzedaż i mam nadzieję, że za jakiś czas zamieszkamy w czymś mniejszym, a ładniejszym, w dobrym stanie po poprzednich właścicielach lub odremontowanym niewielkim kosztem. W tej chwili mam gigantyczne, wysokie dwa pokoje, spore koszty mediów itp. - przez co nie stać mnie na taki remont, jaki bym sobie wymarzyła.

        Co do kosmetyków, na które mnie nie stać - inaczej: mam pewną pulę na środki higieny, kosmetyki, chemię itp., przy czym większość tej puli przeznaczam na dobrej jakości środki dla córki. Nic na to nie poradzę, że po mydle bambino czy żelu nivea niemal schodzi jej skóra. A wolę kupić SVR niż potem maści sterydowe. W tej sytuacji ja muszę się zadowolić skromniejszym kosmetykiem, ot i to wszystko. Może to tak głupio zabrzmiało, ale ja nie mam żadnych alergii i dobrą skórę, najtańszy żel pod prysznic jest tak samo super jak nie wiadomo co.

        Co do spacerów i ruchu na świeżym powietrzu, to mi się wydaje normalne, że coś takiego uwzględnia się w planie dnia. A córka to lubi. Co do komputera, jak wspominałam wyżej, ojciec jej ma też dzieci z pierwszego związku. Syn to maniak komputerowy, problemy z czytaniem do 3 klasy włącznie, w ogóle problemy z nauką, zero jakichkolwiek innych zainteresowań. Kurczę, też byłam dzieckiem i żyłam bez durnowatych gierek, nie było ich. A naprawdę nie żyłam samą nauką, sporo czasu spędzało się na dworze. I w tej akurat kwestii stanowiska nie zmienię, ostatecznie nawet psychologowie wypowiadają się krytycznie nt. nadmiernego oglądania TV czy zbyt długiego czasu przed komputerem.
        Mam wrażenie, że córka zaczęła tak się do tego "palić", bo w jej klasie część dzieci po szkole niestety tak właśnie głównie spędza czas, oni nawet bawią się na przerwach w jakieś dziwne zabawy, które są odwzorowaniem gier komputerowych (np. nie mogą wejść na jakiś tam fragment boiska, bo tam się traci życia itp. itd.). Przedtem nie była aż tak tym zainteresowana.

        Co do placu zabaw w przedszkolu, ona sama skarżyła mi się na przedszkole wciąż i na ten plac zabaw. Wyglądało to tak, że 60 lub 90 dzieci naraz łaziło po półtorej godziny, mając do dyspozycji uklepaną ziemię, dwie huśtawki z opon, dwie metalowe drabinki, ślizgawkę i piaskownicę. Te huśtawki zajmowały najbardziej rozpychające się dzieciaki, a jak córka raz dorwała się pierwsza i zaczęła się bujać, to gamoń zwalił ją z tego na buzię. Po prostu podszedł z tyłu i zepchnął. A pani wychowawczyni stwierdziła z rozbrajającym uśmiechem: ale to jeszcze dziecko... A moje dziecko, też dziecko, miało twarz w piachu i rąbnęło się w czoło i w nos.
        W szkole u córki za agresję wyciąga się konsekwencje, dzieciaki się nie biją, mają ładne boisko ze sztuczną murawą i plastikowe, nie metalowe zabawki (domek, ślizgawki, ławeczki itp.). Klasa liczy połowę tego, co grupa przedszkolna. W całej szkole jest ok. 120 dzieciaków. Jedzenie super, w porównaniu do tych pomyj w przedszkolu (jaki obiad można zrobić za stawkę 3,50?). Dziwisz się, że posłałam ją do szkoły?
        • morekac Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 28.10.12, 22:07
          problemy z czytaniem do 3 klasy włącznie, w ogóle problemy z nauką
          A ktoś w rodzinie dysleksji nie miał?
        • Gość: dada Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.dynamic.chello.pl 28.10.12, 23:25
          Jesli chodzi o naukę... Napisałaś wcześniej:
          > w przedszkolu, gdzie córka była najpierw 3 miesiące. Chociaż tam w sumie pra
          > wie nic nie robili (w grupie 5-latków, które miały w myśl przepisów iść potem d
          > o klasy I !!!), poza jakimś tam kolorowaniem kserówek
          Pisałaś też o niechęci do poznawania liter itp (w zerówce?)
          Otóż według obecnej podstawy programowej w zerówce ma nie być żadnych liter. To, że czasem są, to inna sprawa i większości dzieci to odpowiada, ale teoretycznie nie powinno ich być. Więc Twój zarzut wobec przedszkola, że nic nie robili, to de facto zarzut wobec systemu oświaty, a nie tego konkretnego przedszkola. Poza tym, wyraźnie widać, że dziecko nie było gotowe do nauki literek - najlepszy dowód, że taka nauka budziła frustrację. Więc może jednak dla Twojej córki lepsze było przedszkole z kolorowankami? Chociaż rozumiem, że miało też inne wady... W każdym razie wygląda na to (i ktoś już to napisał), że ona nie była psychicznie gotowa do pójścia do szkoły. I tym bardziej, moim zdaniem, źle sę stało, że trafiła do klasy, w której są również dzieci rok starsze.
          I na prawdę mylenie b i d w wieku 6 lat, to żadna tragedia :)

          Nie wiem, co to są zauważalne problemy z czytaniem, ale w klasie mojego najstarszego dziecka (poszedł do szkoły jako 7 latek) w zasadzie do końca drugej klasy były dzieci, które sylabizowały. Liter nie myliły, ale nie czytały płynnie. Nie miały (przynajmniej o niektórych wiem to na pewno) żadnych deficytów i w trzeciej klasie najwyraźniej "dorosły" do czytania, bo nie miały już ztym problemów).

          Nie czepiam się Twojego mieszkania :) Chodzi i tylko o to, że skoro już Twoja córka chodzi do szkoły z dziećmi od których "odstaje" pod względem poziomu życia, to musisz nauczyć ją, że to nie znaczy, że jest gorsza. Jeśli ktoś ją polubi, to naprawdę mieszkanie nie będzie miało znaczenia (szczególnie dotyczy to małych dzieci, jeszcze nie "zepsutych" przez konsumpcjonizm), ale musicie dać innym dzieciom szansę na normalny kontakt, a nie chować się i ukrywać swoje mieszkanie. Ja pamiętam, jak poszłam kiedyś do koleżanki z klasy i zobaczyłam jej mieszkanie. Byłam na prawdę wstrząśnięta, że tak można żyć - 5-osobowa rodzina w dwóch pokojach z piecem w przedpokoju na którym się gotowało i łazienką na podwórku (to był przełom lat'80 i '90). Ale mimo tego, że byłam zaskoczona tym mieszkaniem, do głowy mi nie przyszło, żeby uważać tą dziewczynkę za gorszą. I jej najwyraźniej też nie, bo nie miała najmniejszych oporów, żeby do siebie zapraszać.

          Jeśli chodzi o kosmetyki, rozumiem. Mam dwoje dzieci z AZS. Co prawda u nas wcale drogie kosmetyki nie pomagają, ale wierzę, że u Was może być inaczej.

          Z komputerami nie będę dyskutować, bo to kwestia indywidualnych przekonań. Tylko mam wrażenie, że zapominasz, porównując współczesne czasy do swojego dzieciństwa, że kiedyś owszem, nie było gier, ale za to dużo czasu spędzało się z kolegami na podwórku. Przynajmniej w moim otoczeniu dzieci raczej nie siedziały same w domu, ale miały dużo czasu zajętego przez kontakty z rówieśnikami i nieskrępowaną wspólną zabawę. Twoja córka chyba nie przesiaduje na podwórku? Poza tym między maniakiem komputerowym a komputerem dwa razy na tydzień jest jeszcze dużo pośrednich opcji.

          Cóż, dzieci czasem spychają się z huśtawek, czasem się pobiją, pogryzą... Wychowawczyni oczywiście powinna była na to zareagować, ale prawda jest też taka, że nie mając takich doświadczeń dziecko nie nauczy się radzić sobie w podobnych sytuacjach. A takie, albo podobne sytuacje będą się zdarzać. Nie unikniesz tego chowając dziecko pod kloszem.

          Poza tym, może się mylę, ale mam wrażenie, że dużo jest w tobie złości pod adresem Twojej mamy, ojca Twojego dziecka, przedszkola i, że mimo wszystko, może nawet nieświadomie koloryzujesz trochę i przedstawiasz to wszystko w gorszym świetle, niż jest na prawdę.
          3.5 zł za obiad... Cóż, większość państwowych przedszkoli ma stawkę żywieniową ok 7 zł/dzień. I zdecydowanie nie we wszystkich (jeśli w ogóle w jakichkolwiek) są to "pomyje". W przedszkolu do którego chodziły moje dzieci jedzenie przygotowywał dietetyk i ponoć było super. Dzieci jadły chętnie, wychowawczynie też i bardzo wychwalały. Oczywiście jest możliwe, że trafiłaś na wyjątkowo słabe przedszkole...

          Napisałaś też:
          > Moja matka uwielbia ustawiać ca
          > ły świat wokół i jest to cena, jaką trzeba zapłacić za jej jakąkolwiek pomoc.

          Czy przypadkiem nie jest tak, ze Ty też masz zbyt wysokie wymagania w stosunku do całego świata wokół? Czytająca 6-latka, idealny plac zabaw w przedszkolu, te obiady... To nie jest złośliwe pytanie, zastanów się nad tym...
          • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 29.10.12, 09:38
            No widzisz, po prostu trafiłyśmy na słabe przedszkole. Bardzo blisko domu, przez kilka lat cieszyło się niezłą opinią. Moje dziecko przyszło tam w rok po zmianie dyrekcji, może z tego wynikały pewne fakty. Dzieci naprawdę nie robiły nic, poza ganianiem w bardzo dużej grupie po brudnym placu zabaw. Panie siedziały nad kawą. Z tego, co wiem, to dyrektorka zdążyła wymienić dużą część personelu - sąsiedzi i znajomi opowiadali mi o zupełnie innych paniach sprzed paru lat, starszych, doświadczonych itp. No i grupa - połączenie 4- i 5-latków. Po prostu żal.
            Co do stawki żywieniowej, w 2011/12 r. u nas wyglądało to tak:
            I śniad. - 1,50. II śniad. - 0,50. Obiad - 3,50. Podwieczorek - 0,50. Taki budżet ustaliła gmina. Może u Was jest inaczej. W moim mieście jest jedna z najwyższych stawek godzinowych, a jedna z najniższych za wyżywienie w Polsce, nawet media o tym pisały.
            Córka skarżyła się na posiłki, bolał ją brzuch. Poza tym ciągle zapominano, że ma alergię (zgłosiłam u wychowawczyń, zgłosiłam kucharce, wpisałam w karcie informacji o dziecko itp.) - dostawała zupę ze śmietaną itp.
            I nie była zadowolona, bała się bijących dzieci, miała poniszczone ubrania po tym placu zabaw, nie ja to wymyśliłam. Ciągle płakała. Mnie się wydaje, że nowe dziecko integruje się z grupą, obserwuje się je choćby z tydzień, włącza w zabawy. A nic takiego nie miało miejsca, córka plątała się gdzieś sama po tym placu zabaw, bała się większych od siebie chłopców itp.
            W tej chwili chodzi na taniec (rytmikę z elementami tańca) do szkoły tanecznej, są tam też dziewczynki z jej przedszkola. One poszły do zerówki, ona w pierwszej klasie. Te mamy też bardzo skarżą się, jak to ich dzieciom teraz w szkole ciężko, bo trzeba zachować dyscyplinę, siedzieć przy stoliku, cokolwiek robić poza narysowaniem kredkami. Bo wf, czy angielski jest z kim innym czy w innej sali, a do stołówki też trzeba iść, nawet jeśli z nauczycielką. Ja rozumiem, że przedszkola nie ćwiczą teraz nauki liter, ale pewne predyspozycje, pewną gotowość motoryczną i wzrokową - ale niech, kurczę, chociaż to zrobią dobrze. Żadne z tych dzieci, w wieku mojej córki, nie czyta nawet głoskując. Poza tym w świetle doświadczeń mojej córki widzę, że ten program jest błędny - u niej w klasie przodują dzieci, które w prywatnych przedszkolach stopniowo i w zabawie zapoznawały się z literkami. A ja głupia, słuchałam pseudomądrych wypowiedzi, że np. dla czterolatka zapamiętanie litery jest za trudne itp. Nieprawda. Dzieci oswojone z literami, na luzie, w zabawie, bez przymusu, dokonują o wiele szybszej syntezy niż te, które przyszły do zerówki czy pierwszej klasy nic nie umiejąc. I tu mam radę dla innych rodziców, ktokolwiek mający dzieci w przedszkolu to czyta - nie słuchajcie przemądrzałych teorii, co parę lat mówi się co innego. Pokazujcie maluchom literki, cyfry, nazwy na tablicach itp. Potem jest o wiele łatwiej i bez stresu.
            • Gość: dada Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.dynamic.chello.pl 29.10.12, 19:38
              Mam w tej chwili dwoje dzieci w szkole. Starsze poszlo najpierw do zerowki. Nauczycielka uczyla literek, ale nie egzekwowala ich znajomosci (zgodnie z ustawa nie wolno jej bylo). Efekt? Czesc klasy plynnie czytala przed koncem roku, a niektore dzieci nie znaly ZADNEJ litery, bo ich to nie interesowalo. Nauczycielka w 1 klasie miala ciezkie zadanie, zeby choc troche wyrownac poziom.
              Drugie moje dziecko poszlo od razu do 1 klasy (6 lat). W jego klasie wiekszosc nauczyla sie czytac, ale kilkoro zostalo na drugi rok w 1 klasie, bo nauka ich przerosla. Teraz, jako 7-latki pidobno radza sobie dobrze. To jest kwestia dojrzalosci do szkoly i juz. U nas szesciolatki tez maja angielski itp z innymi nauczycielami, w innej sali, posilki na stolowce (jesli chodza), potem zatloczona swietlica itd. Tez musza siedziec w lawce i sie skupic. Takie zycie. Albo dziecko jest gotowe do szkoly i sobie poradz, albo nie jest i niech lepiej pojdzie do zerowki skoro jeszcze jest taka mozliwosc.
              Twoja corka, jak sama piszesz, zasze byla "zahukana", malo chodzila do przedszkola, malo miala kontaktu z dziecmi i miala problemy z tymi kontaktami. Do tego problemy z motoryka. Moze ona po prostu nie dojrzala do pojscia do szkoly i stad te wszystkie problemy? Rozumiem, ze przedszkole bylo beznadziejne, ale moze lepiej by bylo, gdyby trafila do innego, chocby prywatnego, zamiast do szkoly...
              • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 29.10.12, 20:35
                Problem polegał na tym, że dokonywałam zmiany pod koniec listopada - zresztą po bardzo burzliwej rozmowie z dyrekcją nt. warunków pobytu dzieci w przedszkolu, organizacji im czasu itp. Córka była prawie non stop chora, na 3 m-ce miała 12 dni frekwencji. A po naszej dyskusji dyrektorka chciała przez urząd miejski załatwić, żeby została przeniesiona do punktu przedszkolnego przy szkole rejonowej. Tam też było nieciekawie - po prostu mieszkam w niespecjalnej dzielnicy, gdzie w dodatku struktura demograficzna jest taka, że mało jest młodych ludzi z dziećmi i mało komu chce się wprowadzać i egzekwować zmiany.
                Miejsca w przedszkolach prywatnych (wpisanych do rejestru MEN) są obsadzane już od 3-latka, nikt nie rezygnował w żadnej grupie, dzwoniłam. Znalazło się tylko miejsce w szkole prywatnej, cieszącej się zresztą bardzo dobrą opinią, z dobrymi wynikami nauczania. Dzieci na początku przyjęły moją córkę życzliwie, była ośmielana przez wychowawczynię. Problem w tym, że jakoś jej nie udało się do końca dopasować i momentami bardzo mocno przeżywa każde, najdrobniejsze odrzucenie. Nie wiem, czy jest w moim mieście miejsce, gdzie będzie jej lepiej - nie wiem, jak ugryźć te trudności w kontaktach, mam wrażenie, że są wpisane w strukturę jej osobowości. A z tym będzie jej cholernie w życiu ciężko... Przykro mi, jak widzę, jak inne dzieciaki wygłupiają się, śmieją, wariują, a ona wiecznie taka skwaszona.
                Po tym, co widziałam w przedszkolu i jaki rodzaj dzieciaków tam chodził między innymi, to wolałabym już nie powiem jak zarabiać na czesne, niż żeby moja córka poszła do rejonówki, nawet jeśli tam są niższe wymagania. Jutro idę na spotkanie z wychowawczynią, pierwsze konsultacje w tym roku, zobaczymy, czego dowiem się tym razem.
            • margonik Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 21.11.12, 23:37
              A czemu nie zapisalismy swojej córki do zerówki?
              Ja swoją 6 latke do zerówki zapisałam.

              Odnośnie nauki literki i cyferek, to masz rację - nie ma co słuchać zapewnień, ze dziecka nie ma co uczyć, bo pójdzie do pierwszej klasy to sie nauczy, a w przeciwnym wypadku bedzie sie nudzić. Byle nie uczyć pisania, bo przeciętny rodzic nie jest w stanie nauczyć tego dobrze i tylko wprowadzi złe nawyki (chodzi o sposób trzymania olowka i kaligrafowania poszczególnych liter).
              Teraz w przedszkolach u pieciolatkow nie ma nauki liter - przynajmniej zgodnie z podstawa programowa. Ale takie dziecko może pójść do pierwszej klasy jako 6 latek, a tam spotkać sie z dziećmi po zerowce szkolnej... A moja córka w zerowce normalnie uczy sie liter - czytania i pisania, głosek, dwuglosek, sylabizowania, co jest spolgloska, co samogloska.... Potem rodzic takiego 6 latka poslanego do pierwszej klasy ma szanse mocno sie zdziwić...

              Moja koleżanka tez nie uczyła liter i poslala 7 latka do szkoły. Teraz ogromnie żałuje, bo szkoła (I klasa) zaczęła sie od sprawdzianu z umiejętności czytania! Jej syn ma teraz ogromne problemy, czuje sie gorszy i nie nadąża za innymi dziećmi, mimo ze jest bardzo rozgarnietym chlopaczkiem.
              • margonik Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 21.11.12, 23:38
                Miało być: " a czemu nie zapisałaś swojej córki do zerówki?"
        • Gość: Margo Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.205.31.178.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.11.12, 23:06
          Ja tez poslalam swoją 6-latke do szkoly z tego samego powodu - przedszkole było okropne, a nie miałam możliwości wyboru innego przedszkola. Wybór szkoły u nas okazał sie bardzo dobrą decyzja. Przychodzi mi jednak do głowy, ze Twoja córeczka być może jednak nie powinna zacząć tak wcześnie nauki- ale może sie mylę. A może wybór szkoly był nie do końca najlepszy? Może lepsza byłaby jakaś klasa integracyjna w szkole publicznej? Nie watpie, ze w tej szkole warunki są bardzo dobre, ale sama napisałaś, ze dzieci przechodziły rekrutację. To już oznacza, ze cześć dzieci - poniżej pewnego poziomu w rozwoju - została odsiana. Porównując teraz swoją córkę do dzieci z jej klasy, nie masz porównania do średniego poziomu dzieci w jej wieku. Twoja córka może wydawać sie gorsza w nauce, podczas gdy w normalnej szkole byłby być może przeciętna lub powyżej przeciętnej. Poza tym, piszesz ze większość z tych dzieci jest z duzo bogatszych domow. Teraz być może Twoja córka nie jest tego świadoma, ale w pewnym momencie zacznie. Nie dla każdego dziecka byłby to problem, ale Twojej córce, jeśli już teraz ma problemy z adaptacja, na pewno to nie pomoże. Inaczej jeśli dziecko z natury jest śmiałe i jest dusza towarzystwa, ale jesli nie, to takie czynniki mogą boleśnie pogłębić poczucie alienacji. Piszesz, ze nie zapraszacie innych dzieci do domu. Zaczniecie może kiedyś, jak będziecie mieć lepsze mieszkanie... Ale kiedy to bedzie? A czy pozwalasz córce na chodzenie do domów innych dzieci? Jesli nie zaczniecie teraz nawiązywać takich kontaktów, to za rok czy dwa może być już za późno dla Twojej córki. Jej koleżanki szkolne, czy tez z okolicy, ponawiazują przyjaźnie i Twojej córce bedzie bardzó trudno sie w tych układach kolezenskich odnaleźć. Tym bardziej, ze dzieci potrafią być okrutne.

          Kwestia telewizji.... Zauważ, ze takie restrykcyjne limitowanie TV i komputera, rownież nie pomaga córce w jej kontaktach społecznych. Dzieci oglądają rożne bajki, w zabawach wcielają sie w ich bohaterow, rozmawiają na ten temat, otaczają sie gadżetami itd. A Twoja córka, oglądając TV 2-3 godziny na tydzień, jest niemalże poza tym światem. Wiadomo, ze ograniczać trzeba, ale tak jak przedmowczynie, myśle, ze jesteś w tym zbyt rygorystyczna. To też czyni Twoja córkę "inną" na tle innych dzieci. W odrębności, indywidualności nie ma nic złego, ale przy jej problemach społecznynych nie przysluzysz jej sie tym raczej. Nie zrozum mnie zle, bo absolutnie nie uważam, ze trzeba sie we wszystkim (także w tym, co złe) przystosowywac do tłumu... Jednakże, w oglądaniu TV lub wymiennie zabawie na komputerze, przez dziecko w tym wieku, np. przez 30-45 min dziennie, nie widzę nic złego. Sama mam 6 latke, która ma mnóstwo zainteresowań i bardzo różnorodnie spędza czas. Ani komputer ani TV nie zabijają w niej kreatywności. Dodam, ze jako rodzice kontrolujemy to, co ogląda, czy w co gra.

          Poza tym nie wiem, czy wyłapalam, ze dla Twojej córki kontakt z komputerem to Paint przede wszystkim. Myśle, ze dla 6 latki to już nie ten poziom... I nie chodzi o to, ze powinna w tym wieku grać w jakieś łupanki - naprawdę dla dzieci w tym wieku jest sporo fajnych, rozwijających gier bez przemocy. Izolujac ja tak bardzo od tego zwiększasz jej dystans do rówieśników. Moja córka np. lepi na komputerem garnki z gliny, a potem je maluje. Program jest bardzo realistyczny, a efekty pracy przepiękne. Potem te garnki wystawia na aukcej i zarabia na nich komputerowe pieniądze. Dzięki temu np. nauczyła sie czytać i porownywac liczby- nawet 3 cyfrowe. Dostała tez bzika na punkcie garncarstwa i teraz rzeczy, które lepila w komputerze stara sie także robić na małym, prawdziwym kole garncarskim. Ma tez inny ulubiona grę, gdzie trzeba wykazać sie inteligencja i odrobina refleksju. Ja sama muszę czasami sporo poglowkowac, aby przejść poziom, ale ona sobie swietnie radzi. Ma tez inny program, dzięki któremu uczy sie języków - poznała mnóstwo slowek po hiszpańsku i po angielsku dzięki niemu. Naprawdę komputer to nie samo zło.
          • Gość: Margo Przepraszam za błędy, ale pisze na telefonie. IP: *.205.31.178.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.11.12, 23:11
            J/w
    • monique_alt Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 05.12.12, 16:22
      Ja tylko nie rozumiem, zupełnie nie rozumiem, co robi Twoje dziecko jako 6-latek w 1 klasie?

      Wiesz że ma deficyty, wiesz że prawdopodobnie nie ma gotowości szkolnej (z tego co piszesz i w sferze społecznej i w kwestii motoryki małej),a mimo to posłałaś ją do 1 klasy? Dlaczego? Dlaczego nie pozostawiłaś jej drugi rok w zerówce?

    • Gość: mada Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 06.12.12, 11:35
      Mi się wydaje, że zamiast szukać odpowiedzi na forum, idź do specjalisty ( na początek od Integracji Sensorycznej, jeśli to się okażde "pudło", to pewnie Cię pokierują w bardziej adekwatne miejsce). Sygnalizujesz wiele spraw, ktore mogą niepokoić i nikt tutaj nie rozwieje Twoich wątpliwości. Jakiekolwiek sugestie żeby odpuscić, wydają mi się po prostu nieodpowiedzialne. Ja bym nie czekała. Będziesz wiedziała na czym stoisz i jak możesz córce pomóc adekwatnie. Z tego co piszesz, wynika, że jesteś przytomna mamą, ale na Boga, nie w takich sprawach do anonimowych babek w internecie, tylko do specjalisty. Powodzenia!
      • kanga_roo Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 06.12.12, 13:29
        lily - poczytałam kilka Twoich wątków, i odnosze wrażenie, że nie tylko twojej córeczce przydałaby się pomoc - Ty również sprawiasz wrażenie smutnej, spiętej, przestraszonej. strasznie dużo spraw, z których nie jesteś zadowolona, przewija się w Twoich wypowiedziach. trudno mi ocenić, czy rzeczywiście jesteś niezadowolona z wielu rzeczy, czy po prostu opisujesz tylko te niedobre, żeby się wygadać. nie wiem, jak to jest - moje dzieciaki chodziły/chodzą do publicznego przedszkola, które jest OK, oraz rejonowej szkoły, która jest OK. mają jakieś swoje życie towarzyskie, ulubionych kolegów i koleżanki (niewielu), znajomych spoza szkoły (dzieci naszych znajomych) mają dziadków, wujków i ciocie, kuzynów. żyją, może bez szaleństw (szczególnie finansowych), ale fajnie.
        oczywiście, nic nie jest idealne, ani przedszkole, ani szkoła, ani rodzina i znajomi. my, rodzice, też nie jesteśmy idealni. dzieci maja swoje problemy zdrowotne, kłopoty. a jednak nie odczuwam takiego przygnębienia, jak Ty. ani takiego spięcia. może niemałą w tym zasługa genialnej pani psycholog, z którą spotykalismy się w ubiegłym roku (mąż i ja - dwa kompletnie odmienne modele wychowywania dzieci, bez pomocy z zewnatrz szło na noże). pomyśl, czy ktoś ze znajomych nie mógłby Ci polecić fajnej osoby z poradni psychologiczno-pedagogicznej, niekoniecznie dla dziecka, ale dla Ciebie, żebyś wiedziała, jak pomóc sobie i małej.


        w książce "rozwój psychiczny dziecka 0-10 lat" znalazłam ciekawą opinię: otóż dzieci, które nie radziły sobie w szkole, wręcz odżywały i zaczynały bardzo dobrze funkcjonować, kiedy pozostawiono je na drugi rok w tej samej klasie. może warto rozważyć nie tylko zmianę szkoły (publiczne mogą być fajne, uwierz), ale i poziomu? pomyśleć o publicznej podstawówce, może integracyjnej na przykład, z różnymi dziećmi (pełem przekrój społeczny, że się tak wyrażę), i przenieść tam córkę do klasy zero? albo od nowego roku szkolnego do pierwszej? rozumiem, że z nią pracujesz, ale zobacz - pracujecie, a efekty takie sobie. chcesz, żeby była w ogonie przez całą szkołę? w imie czego? ambicji? daj jej czas teraz, na początku, daj jej się rozwijać w swoim tempie, to zaprocentuje później. bo na razie efekt edukacji jest taki, że rzuca zeszytami :-(

        ps. szkoda, że mieszkasz tak daleko, chętnie bym Was zaprosiła na kawę. mam wrażenie, że twoja młoda dogadałaby się z moim starszakiem :-)
        • lily-evans01 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 30.12.12, 19:39
          :).
          Jesteśmy po serii badań, o czym piszę poniżej, poradnię też mamy w planie.
          Jeśli będzie potrzeba, córka pójdzie do I klasy jeszcze raz, ale sądzę, że nie w tej szkole.
          Zobaczymy, co wyniknie z badań i jak się rozwinie sytuacja dp maja 2013 - to jest chyba ostateczny termin rekrutacji do podstawówek.
          Zmienić szkołę i tak zamierzam, widzę, że nie jest to dla córki dobre miejsce, mimo ogromu kasy, jaką ładuję tam co miesiąc ;).
    • anik801 Re: 6-latka, której trudno pomóc - proszę o radę! 11.12.12, 21:23
      Idź po prostu do specjalistów. Ty jesteś matką i jeśli coś Cię niepokoi dla własnego spokoju wyklucz to lub potwierdź. Jak moja córka myliła litery poszłam z nią do okulisty-wszystko ok(ja miałam już jeden powód do niepokoju mniej).Moja córka jest teraz w 3 klasie. "Wyrosła" z problemów z czytaniem,ale z pisaniem ma nadal. Zdarza jej się gubić litery np.na końcu wyrazu, poza tym bardzo brzydko pisze. Natomiast nie przeszkadza jej to w byciu w grupie dobrych uczniów. Dziecko nie musi być we wszystkim doskonałe. Dobry nauczyciel patrzy na dziecko całościowo i nie przekreśla go, bo nie potrafi ładnie pisać. Z moją córką chodzi dziewczynka, która ma ogromne problemy z czytaniem(dzieci w zerówce lepiej czytają). W każdej klasie jest kilkoro słabych dzieci. Ogólnie dzieci z roku na rok są coraz słabsze. Są nastawione na odbiór wzrokowy, nie potrafią czytać ze zrozumieniem, mają problemy z koncentracją. To znak naszych czasów niestety. Coraz więcej dzieci ma problemy z wymową, są słabsze fizycznie. Z moimi koleżankami obserwujemy to już od kilku lat.Kiedyś w grupie było maksimum troje słabych dzieci. Dziś w grupie mam naprawdę słabe dzieci.Oczywiście są też dzieci dobre-a nawet na dzisiejsze czasy bardzo dobre(niestety to, co kiedyś było normą, dziś jest bardzo dobre).Co powiesz o dziewczynce, która od zeszłego roku nie jest w stanie nauczyć się podstawowych kolorów?Która koloruje na poziomie dziecka 2 letniego.Której możesz na wszystkie możliwe sposoby pokazywać kolor czerwony,a ona dalej nie wie co to za kolor.Mama tłumaczy,że to lenistwo. Nie widzi problemu. Jej starsza córka jest najsłabsza w klasie-też lenistwo.Nie chce przyjąć do wiadomości,że jej dzieci potrzebują dodatkowych zajęć. Uważam,że na siłę nie można szukać problemu,ale jeśli rzeczywiście coś mnie bardzo niepokoi sprawdzam to-im szybciej będę wiedziała,tym szybciej będę mogła pomóc mojemu dziecku.
      • lily-evans01 Byłam u specjalistów... 30.12.12, 19:35
        Jesteśmy po badaniach audiologicznych - nie ma znamion centralnego zaburzenia słuchu, zaburzeń przewodnictwa ani uszkodzeń aparatu słuchowego. Wzrok idealny, niedawno była u okulisty.
        Byłam też w gabinecie zajmującym się integracją sensoryczną, jesteśmy po badaniach i diagnozie.
        Córka ma zaburzenia integracji sensorycznej, będziemy chodzić na terapię.
        Dzięki pracy w szkole i dodatkowej mojej pracy z nią poprawiło się sporo od czasu, gdy pisałam pierwszy post.
        Ładnie i starannie pisze, sprawnie liczy.
        Niestety nie lubi czytać, nadal głoskuje. Męczą ją bardziej skomplikowane czynności. Łatwo się poddaje. Niepowodzenia wprawiają ją w gigantyczną frustrację.
        Dostałam zalecenia od terapeutki, plus będą ćwiczenia z nią.
        Idziemy też do PPP po nowym roku. Mam wrażenie, że szkoła trochę na wyrost oceniła dojrzałość szkolną córki - ot, żeby mieć kolejnego klienta z czesnym...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja