Gość: Alja
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.12.12, 15:40
Mój syn ma prawie 9 lat - chodzi do 3-ciej klasy. To, o czym napiszę, to częściowo mój problem, ale przekłada się, oczywiście na niego.
Chodzi o podejście do obowiązków - odrabiania lekcji, nauki, ambicji. Tzn. najchętniej robiłby wszystko po łebkach - bylejakie zeszyty, wszystko po najmniejszej linii oporu - pani każe napisać "co najmniej 5 zdań" - nie ma siły, żeby napisał więcej. Poza tym jest ponadprzeciętnie inteligenty, wszyskie testy w szkole pisze na max ilość punktów, wszystko błyskawicznie zapamiętuje, ale nie ma ochoty robić nic poza tym, co musi (a i to z oporami). Odrabianie lekcji to męka dla mnie - nie chce ich robić sam, mam przy nim siedzieć, ale jeśli wymagam czegoś od niego - np. poprawienia nieczytelnie napisanego wyrazu, logicznego zapisu działania matematycznego - zaraz jest problem, nerwy i upór.
Apogeum nerwów osiągnęliśmy oboje przez ostatnie tygodnie - siedział w domu ze złamaną nogą i nadrabiałam z nim lekcje, żeby nie miał zaległości. Na początku było super, ale później nie umiałam go już zachęcić do pracy - marudzenie, kładzenie się na stole, przeciąganie tego obowiązku w nieskończoność - to norma.
Inna rzecz - zainteresowania. Np. bardzo chciał chodzić na Aikido. Po trzech miesiącach znudziło mu się, a może stwierdził, że nie będzie od razu rozkładał wszystkich na łopatki i się zniechęcił? Co powinnam zrobić? Uczyć go konsekwencji - czyli podjąłeś się czegoś to skończ? Czy pozwolić mu na zrezygnowanie z czegoś, co mu nie odpowiada?
Bardzo proszę o radę, jak zachęcić go do nauki i samodzielności w tej dziedzinie?
Jak nauczyć go wiary w siebie i radości z samego faktu pracy nad czymś?
Może za dużo wymagam od 9- latka? Może powinnam go "olać" i zobaczyć co będzie?
Pozdrawiam!