Bardzo wylewne dziecko...

10.01.13, 15:06
Mam problem z córeczką. Ma 6,5 lat, chodzi do pierwszej klasy i bardzo lubi swoją Panią wychowawczynię. Jest jedynaczką, od kiedy pamiętam była taka przytulaśna do wszystkich Pań, a czasem nawet Panów (w rodzinie). Potrzebuje bardzo dużo akceptacji i czułości, mam to na uwadze i staram się jak mogę to wypełniać. Problemem jest to, że ona traktuje różne miłe obce osoby jak totalnie bliskie i opowiada bardzo intymne sprawy z życia rodzinnego. Na przykład ostatnio powiedziała Pani, że jestem w ciąży i puszczam śmierdzące bąki!! Gdy prosiłam ją, tłumaczyłam, że są pewne sprawy intymne, których się nie przekazuje, to ona na drugi dzień powiedziała Pani, że 'mama się wstydzi tego, że powiedziałam, że puszcza bąki'. Albo wczoraj była taka sytuacja, że zdenerwowałam się i ją klepnęłam (tak, popełniam błędy), a ona powiedziała Pani, że ją uderzyłam, ale lekko i że prosiłam ją, aby nie opowiadała o tym w szkole. W dodatku jej dziadek powiedział, żeby nie mówiła, bo do więzienia mnie wsadzą (chciał nastraszyć). A efekt? dokładnie odwrotny- powtórzyła Pani, że mama się boi Pani, że jak powie w szkole to mnie do więzienia wsadzą..
Normalnie szok! Jak wytłumaczyć dziecku, że są sprawy, których się nie opowiada? Ona wszystko opowiada nauczycielce, i może przekręcać wiele spraw.. Teraz to naprawdę mi wstyd. Boję się mówić cokolwiek mojemu dziecku. Nie wiem komu, co jeszcze powie, a niektóre sprawy bywają wstydliwe....
    • girl.anachronism Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 16:02
      Możesz odnieść się do jej przykładu - na przykład spytać, czy byłoby jej przyjemnie, gdybyś opowiadała jej pani albo swoim koleżankom, że np. zsiusiała się w majtki. Wytłumacz czym jest intymność, że dla wielu ludzi jest czymś bardzo ważnym i bardzo tego pilnują, spytaj czy pamięta żeby pani w szkole albo inny dorosły znajomy opowiadali o tym, jakie bąki puszczają albo co robili w toalecie. Poproś, żeby zastanowiła się, czy informacja którą komuś przekazuje powinna tę osobę interesować, w jaki sposób ta osoba jest z nią powiązana - to duża dziewczynka, która potrafi już przemyśleć takie sprawy. Powiedz na przykładzie, że jeśli coś się z nią dzieje w chwili gdy jest pod opieką pani w szkole, np. jest jej niedobrze, to powinna o tym powiedzieć, ale pani nie musi wiedzieć że mama wczoraj wymiotowała w domu, bo to pani w żaden sposób nie dotyczy.

      Jeśli chodzi o bicie i "nie mów w szkole, bo mnie do więzienia wsadzą", to akurat bardzo dobrze że powiedziała. Skoro mówi głośno kiedy ktoś robi coś nieodpowiedniego, to są duże szanse, że w krytycznym momencie również nie będzie czegoś ukrywać. Wolisz, żeby słuchała "nie mów pani/mamie" i nie powiedziała, jeśli np. stanie się ofiarą molestowania? Sama jak byłam dzieckiem wiedziałam, że jak ktoś mówi "nikomu nie mów, to nasza tajemnica" to znaczy, że zrobił coś złego i tym bardziej powinnam komuś o tym powiedzieć.
      • girl.anachronism Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 16:05
        Aha, i opiernicz dziadka za te teksty o więzieniu. Nie dość, że mała dostaje jasny komunikat pt. "twoja matka jest przestępcą", to jeszcze taki, że przestępców się broni i nie mówi nikomu o ich występkach. Straszenie dzieci stosowano w latach 80, wtedy czarna wołga jeździła i Cyganie dzieci kradli. I nikomu to na dobre nie wyszło.
    • morekac Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 16:13
      Skoro masz takie pleciugowate dziecię,to wyjście jest jedno - nie mówić jej o pewnych sprawach. A już na pewno nie mówić, że coś ma pozostać tajemnicą - może ją wręcz kusić.
      Za opowiadanie o tym, że puszczasz bąki itp - to chyba wyraź dobitnie swoje niezadowolenie...
    • e-kasia27 Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 17:22
      Ja bym na twoim miejscu poszła do jakiegoś baaardzo dobrego psychologa porozmawiać na ten temat, bo jeśli 6,5 letnie dziecko jeszcze tego nie rozumie, że nie wszystko się wszystkim opowiada i że nie do wszystkich się przytula, to problem może być znacznie głębszy niż tylko nadmierna gadatliwość, potrzeba akceptacji i czułości.

      Może to ty popełniłaś jakieś błędy w jej wychowaniu, które takie zachowania spowodowały, a może dziecko ma jakieś deficyty w mózgu, które mu nie pozwalają na zrozumienie niektórych faktów.
      • paris-texas-warsaw Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 18:01
        Czytałam, że w jakichś zaburzeniach występuje taka "otwartość" u dzieci, które są własnie takie "przytulaśne" również do obcych i nie rozróżniają co jest sprawa rodzinną, intymna, a co do opowiadania ogólowi ludzi... Nie wiem, czy to nie jakaś mała patologia, mimo jak rozumiem generalnie normalnego rozwoju...
      • aninka9 Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 18:09
        Dziadek już dostał 'opieprz' ode mnie, zatkało go, gdy powiedziałam, co mała opowiada, stwierdził, że głupiutka jeszcze i faktycznie trzeba się pilnować, co się mówi. Ja dodam- że dziadek jest typem totalnego lękowca i straszaka całe życie, mnie też tak wychowywał-myśląc, że jak opowie o najstraszliwszych konsekwencjach, to dziecko będzie tego czegoś unikać skutecznie ( w ten sposób nieźle mi zaszkodził), ale oprócz tego jest kochanym człowiekiem.
        Oczywiście starałam się wytłumaczyć córce, już po tym pierwszym razie (z bąkami) jak ważna jest intymność i co to jest intymność...Może za krótko, albo.. za nerwowo...Dawałam jej dokładnie taki przykład o zsikaniu się w majtki, czy chciałaby aby ktoś tak powiedział o niej komuś.. Możliwe, że użyłam trochę za groźnego tonu i przez to...nie chciała mnie dosłuchać do końca bo czuła się winna..?
        Gdy spytałam córkę dlaczego powiedziała Pani o tym, co zdarzyło się wczoraj, odpowiedziała, że martwi się o mnie, a Pani może mi pomoże...
        Właśnie wróciłam ze spotkania z tą nauczycielką, bo akurat się złożyło, że miała konsultacje. Ona nie widzi problemu większego. Mówi, że od wielu lat uczy dzieci i różne rzeczy dzieci jej opowiadają i absolutnie zostanie to 'w tajemnicy'. Zasugerowała jedynie aby w delikatny sposób, absolutnie bez wyrzutów, uzmysławiać granice intymności, najlepiej na przykładach. ..zwłaszcza aby nie powtarzała zupełnie obcym osobom prywatnych tematów, a także aby starać się nie rozmawiać o 'dorosłych sprawach' za wiele przy dziecku.
        Oprócz tego córka jest sympatyczną, entuzjastyczną dziewczynką, wrażliwą bardzo i z opiekuńczym nastawieniem do mnie.. aż za bardzo.. bo szuka dla mnie pomocy (której nie potrzebuję:) u nauczycielki... Opóźniona nie jest...aczkolwiek pobudliwa emocjonalnie na pewno...ale to już taka cecha, nie wada...
        Zgadzam się, że tekst typu "nie mów o tym nikomu" jest zarazem mocno niepokojący (napinający emocjonalnie), jak i wręcz skłaniający do powiedzenia właśnie... Nie podoba mi się, aczkolwiek dorośli popełniają błędy.. mają swoje napięcia, obawy i przez to czasem najpierw coś palną, a potem pomyślą.. przynajmniej u nas..a potem ponoszą konsekwencje..
      • atzaga Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 18:43
        Nie doszukiwałabym się tutaj zaburzenia.

        Na pewno obszar do pracy. I myślę, że dobrze, że to "wyszło" na błachostkach.
        • verdana Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 20:24
          A ja nie byłabym jednak taka spokojna. Dziecko, które mając 6,5 roku plotkuje i mowi za dużo - to absolutna normalność. Dziecko, które nie rozumie pewnych granic intymności i mówi absolutnie wszystko - to moze byc jednak pewien problem.
          Bardzo istotne pytanie - czy Twoje dziecko kłamie? Czy umie powiedzieć nieprawdę, na przykład ukrywając coś, co zrobiło?
          • mama303 Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 20:57
            verdana napisała:

            > A ja nie byłabym jednak taka spokojna. Dziecko, które mając 6,5 roku plotkuje i
            > mowi za dużo - to absolutna normalność. Dziecko, które nie rozumie pewnych gra
            > nic intymności i mówi absolutnie wszystko - to moze byc jednak pewien problem.
            W tym wieku jeszcze można nie wyczuwac takich niuansów. Moja mama pracujaca z dziecmi szescioletnimi opowiadała mi często czego to dzieci jej nie klepią o mamusi i tatusiu :-)
            • anula36 Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 21:00
              klepanie to jeszcze pol biedy,ale skad w 6 latce tak ogromna potrzeba chronienia matki i zapewnienia jej opieki ?? T mnie zastanawia.
              • aninka9 Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 21:18
                Zdarzyło jej się kilka razy mi skłamać, jednak czasem okazywało się, że miała jakiś 'powód'- np. kłamała Pani, ze nie ma stroju na wf a mi, że nie było wf-u, a gdy to wyszło na jaw, okazało się, że długo zabierało jej przebieranie rajstop i zawsze była ostatnia. Teraz ma zawsze skarpetki i spodnie i nie ma już problemu. Czasami skłamie, że zjadła jedno ciastko, a potem sama się przyznaje, że dwa...itp. ale rozmawiałyśmy o tym i jest poprawa.
                Co do jej opiekuńczości wobec mnie- sama nie wiem. Ona jest taka empatyczna, uczymy jej wrażliwości na uczucia innych. Do 4 roku życia miałyśmy dość trudny okres w życiu, niestabilny, była świadkiem np. tego jak płaczę, nie raz... Teraz, od 3 lat, staram się aby znów mogła czuć się beztrosko..
                • girl.anachronism Re: Bardzo wylewne dziecko... 10.01.13, 22:25
                  Ależ ona może widzieć jak płaczesz, przecież ona też czasami płacze, to zupełnie ludzka rzecz. Dobrze że nie myśli, że mama jest cyborgiem który nigdy się nie myli, nie smuci i nie robi głupot. Ważne jest tylko, żeby się nie czuła winna, żeby nie miała poczucia zagrożenia w związku z twoimi negatywnymi emocjami. Tłumacz, że płaczesz czasami jak każdy, ale nie przez nią. Podaj znów przykład, że przecież ona sama czasami płacze. Zaproponuj, że jak jednej z was się to przydarzy, to druga ją mocno przytuli i w ten sposób pomoże jej w smutku. Zapewnij, że nie ma to związku z nią i że nic strasznego się nie dzieje, i że to normalne - że po prostu ci smutno. Ona musi widzieć twoje emocje, nie może tylko czuć się na ich podstawie zagrożona, nie może musieć się domyślać co się stało. Bo na razie wychodzi na to, że ona przejęła rolę twojego opiekuna - opowiada o twoich sprawach i problemach pani w szkole, którą uznaje za swój autorytet, zwraca bardzo dużą uwagę na twoje nastroje, zastanawia się skąd się biorą u ciebie negatywne emocje. To niedobrze.
                • verdana Re: Bardzo wylewne dziecko... 11.01.13, 08:56
                  Być może jest za duża poprawa. BARDZO DOBRZE, że dziecko kłamie. Może nie z punktu widzenia moralności, ale rozwoju. Jeśli kłamie, to znaczy, ze potrafi coś ukryć. W tej sytuacji raczej nie martwiłabym się o rozwój dziecka - dziecko, które nie umie kłamać i nigdy nie kłamie w tym wieku, może mieć problemy rozwojowe. Kłamie, czyli dobrze jest.
                  Pogadaj z córką, i staraj sie nie dostrzegać, jeśli córka kłamie, by coś drobnego ukryć.
                • morekac Re: Bardzo wylewne dziecko... 12.01.13, 08:36
                  Ona jest taka empatyczna, uczymy jej wrażliwości na uczucia innych.

                  Empatia rzecz dobra, ale bez przesady...
    • rycerzowa Re: Bardzo wylewne dziecko... 11.01.13, 00:08
      Aninko, po pierwsze - dziecka się nie bije, po drugie - o pewnych sprawach przy dzieciach się nie mówi, po trzecie i najważniejsze - nie puszcza się przy dzieciach śmierdzących bąków!!!
      Dziecko też człowiek.
      • aninka9 Re: Bardzo wylewne dziecko... 11.01.13, 08:40
        Nie lubię się tłumaczyć, ale wyjątkowo to zrobię; mam aktualnie duży problem z zaparciami i wzdęciami, ze względu na fakt ciąży. Do tego stopnia, że ograniczam wychodzenie z domu z tego powodu momentami. Po prostu czasami-nie do zrobienia-jest chowanie się za każdym razem w toalecie, przesiedziałabym tam pół dnia. Całe szczęście, mam bardzo fajną, rozumiejącą i akceptującą rodzinkę.. która wręcz wspiera poczucie luzu i swobody we własnym domu...
        • Gość: Aneczka82 Re: Bardzo wylewne dziecko... IP: 153.19.105.* 11.01.13, 08:53
          gdyby nie ten dech, to by człowiek ... Kochani to u Was nie jest tak, że dziecko puszcza przy Was bąki, a Wy przy nim?? Oczywiście jak jest się w pracy, szkole, przedszkolu to tego nie robimy przy kolegach, tylko odchodzimy w ustronne miejsce:D
        • baszysta Re: Bardzo wylewne dziecko... 11.01.13, 11:27
          dziecko - swiadek placzu matki, niestabilnego okresu w jej zyciu nauczyl sie o nia przesadnie dbac i wkroczyl w role opiekuna

          dobra dziewczynka opiekuje sie mamusia, cacy cacy

          aleee

          obecnie mamusia przezwyciezyla zly okres w swoim zyciu, nie potrzebuje juz opieki swojej 6,5 letniej coreczki ba, zaszla w ciaze i puszcza smierdzace begale

          teraz coreczka jest be, przesadnie nadopiekuncza i na dodatek plotkowaniem nazywa sie jej chec niesienia pomocy nieszczesnej matce

          tak to bywa jezeli z dzieca urzadzasz sobie powiernice a potem nagle nie wymagasz juz od corki pocieszenia, troche sie zdecyduj bo dosc duzy nalozylas na nia bagasz emocjonalny a teraz do niczego nie jest ci potrzebna

          dziecko to dziecko a nie powiernik i pocieszycielka
          • aqua48 Brak, albo zachwiane poczucie bezpieczeństwa? 11.01.13, 15:11
            Też uważam, że niepotrzebnie obarczałaś małą odpowiedzialnością za swoją/waszą sytuację wcześniej i teraz zbierasz tego owoce. Dziecko to nie partner, powiernik i pocieszyciel. Należy umiejętnie filtrować przekazywane mu informacje.
            Poza tym dla mnie niepokojące byłoby to przytulanie się do wszystkich osób, kobiet i mężczyzn. Nad tym też powinnyście popracować, bo to zwyczajnie niebezpieczne dla dziecka może się okazać. Musisz ja nauczyć ograniczonego zaufania do ludzi, a nie empatii, jednocześnie zapewniając w domu maksymalne poczucie bezpieczeństwa, bo na razie ona nie czuje się w nim bezpiecznie skoro zwraca się do pani w przedszkolu o pomoc dla mamy.
            • aninka9 Re: Brak, albo zachwiane poczucie bezpieczeństwa? 11.01.13, 21:40
              Nie.. to nie było absolutnie tak, że mała była moim powiernikiem. To niedorzeczne zwierzać się 3 czy 4 letniemu dziecku. Raczej chodziło o to, że po prostu często widziała mnie wcześniej smutną, nie zawsze dawałam jej tyle uwagi i miłości ile jej się należało, choć starałam się jak umiałam w tamtym stanie. Dzisiaj w końcu może cieszyć się normalnością i mieć poczucie bezpieczeństwa, takie jakie powinna. Może fakt, że nie mieszkamy z jej ojcem, a moim obecnym mężem (który ma serdeczny kontakt z nią) tak zbliżył ją do mnie? W końcu ma wokół siebie przykład empatii międzyludzkiej, wspierania się i sama zechciała w tym uczestniczyć? U nas w domu dużo się rozmawia, analizuje wzajemne zachowania i jakość komunikacji. Siłą rzeczy jest często świadkiem różnych 'intelektualnych' rozmów, wokół sami dorośli...Może gdy urodzi się jej rodzeństwo odkryje bardziej dziecięcy świat we własnym domu, a nie tylko w szkole...
              • joshima Re: Brak, albo zachwiane poczucie bezpieczeństwa? 12.01.13, 01:13
                aninka9 napisał(a):

                > Dzisiaj w końcu może cieszyć się normalnością i mieć poczucie bezpieczeństwa
                Wręcz przeciwnie. Wszak nadchodzi konkurencja. Zbliżające się narodziny młodszego rodzeństwa to dla dziecka wielka niewiadoma i powód do zachwiania poczucia bezpieczeństwa.
      • Gość: paszczakowna1 Re: Bardzo wylewne dziecko... IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.13, 22:26
        >po trzecie i najważniejsze - nie puszcza się przy
        > dzieciach śmierdzących bąków!!!

        Chcesz powiedzieć, że Ty świadomie kontrolujesz ilość i skład swoich gazów jelitowych? Podziwiam, taka moc niewielu śmiertelnikom jest dana. (A nagromadzenie gazów jelitowych jest dość powszechnym objawem towarzyszącym wielu dolegliwościom.)
        • joshima Re: Bardzo wylewne dziecko... 13.01.13, 18:37
          Gość portalu: paszczakowna1 napisał(a):

          > Chcesz powiedzieć, że Ty świadomie kontrolujesz ilość i skład swoich gazów jeli
          > towych? Podziwiam, taka moc niewielu śmiertelnikom jest dana. (A nagromadzenie
          > gazów jelitowych jest dość powszechnym objawem towarzyszącym wielu dolegliwości
          > om.)
          W większości domów jest coś takiego jak toaleta. Każdy zdrowy dorosły człowiek jest w stanie kontrolować gazy na tyle by zdążyć tam dotrzeć. ;)
          • jedynybasek5 Re: Bardzo wylewne dziecko... 14.01.13, 14:42
            No ok, może nie powinno się puszczać NOTORYCZNIE bąków przy domownikach, ale takie stwierdzenie
            "twoje dziecko po prostu się innym skarży, jak to dziecko.
            Że jest mu z domu źle, że jest bite, że mu śmierdzi! Normalny człowiek wyprowadziłby się z domu, gdyby był skazany na czyjeś śmierdzące bąki przez "pół dnia"!

            To jednak chyba jest przesada. I pojęcie normalności to też jest pojęcie względne... jak widać. Nie wydaje mi się, żeby dziecko chciało się wynieść z domu, bo ciężarna matka puściła bąka, albo, żeby ze łzami w oczach w wieku lat np. 10 szło do pedgagoga szkolnego ze stwierdzeniem "matka mnie maltretuje..." a co robi? "puszcza śmierdzące bąki"...
    • Gość: domza2 Re: Bardzo wylewne dziecko... IP: *.rzeszow.vectranet.pl 11.01.13, 22:15
      JUż oczywiście jest wniosek , że autorka obarczała córkę własnymi problemami, a jakże psychoanaliza się dokonała, na skutek 20 zdań internetowych zwierzeń... Trochę realizmu.
      A na poważnie - być moja Twoja córka po prostu taka jest i tyle. Fakt, takie przekazywanie dalej domowych, intymnych spraw raczej występuje w wieku 3-4 lat, ale może w tym przypadku trwa dłużej. Znam mnóstwo śmiesznych przykładów na to, co dzieci przekazały dalej z domowego życia, ale dla dobra tych osób, tych przypadków nie wspomnę. Co zrobić? Pogadać z dzieckiem, po prostu. Dociec, dlaczego o tym mówi. Powiedzieć, dlaczego o czymś się nie mówi.
      Ty napisałaś, że córka "może przekręcić wiele spraw", a mi się wydaje , że ona je przekazała właśnie w najczystszej, dosłownej, (opczywiście naiwnej i dziecięcej) formie i że taak naprawdę to dorośli "przekręcają", nie dzieci. Prawdą jest , że najprawdziwsze są właśnie dzieci. A dlaczego o tym mówiła? Widocznie właśnie to było dla niej istotne. Zastanów się dlaczego to o bąkach, więzieniu dla Ciebie było istotne dla córki. Być może córka przeżywa Twoją ciążę i jakoś złości się na Ciebie. Znalazła "powierniczkę" w nauczycielce. Szuka kogoś jeszcze, bo może jakoś czuje się zagrożona. Nie wiem, musisz to sama jakoś przeanalizować. pozdr
    • rycerzowa Re: Bardzo wylewne dziecko... 11.01.13, 23:50
      Ludzie! Powiedzcie, że z tym puszczaniem bąków przy domownikach to się wygłupiacie!

      Aninko, a moim zdaniem twoje dziecko po prostu się innym skarży, jak to dziecko.
      Że jest mu z domu źle, że jest bite, że mu śmierdzi! Normalny człowiek wyprowadziłby się z domu, gdyby był skazany na czyjeś śmierdzące bąki przez "pół dnia"!
      Przesada?
      Twoim zdaniem - tak, zdaniem dziecka - nie.
      Dzieci są wrażliwsze, w tym kontekście - może wręcz normalne.
      • jedynybasek5 Re: Bardzo wylewne dziecko... 12.01.13, 00:11
        Sorki, że zbaczam z tematu, rycerzowa, Ty rzeczywiście rycerzowa chyba :D z tymi bąkami hehehe. Oczywiście, że się zdarza. Już pomijając dolegliwości ( ja na przykład mam ZJD i tak bolesne kolki, które ustępuję dopiero po kilkugodzinnym, co kilkaminutowym oddawaniem gazów) to zatrzymywanie icj jest po pierwsze szkodliwe, po drugie , no kurczę, może to i mało kulturalne ale bez przesady ;) dużo gorsze np. uważam jest bekanie
        • Gość: domza2 Re: Bardzo wylewne dziecko... IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.01.13, 14:18
          Zgadza się, zbaczając z tematu - bąki odznaczają się większą nieprzewidywalnością występowania niż bekaki:))
          Kiedyś była taka definicja przyjaźni, że prawdziwy przyjaciel to ten, przy którym bez krępacji można puszczać bąki. Coś w tym jest.
          Jakby we własnym domu nie można było puszczać bąków swobodnie, to gdzie, do ch...jasnej? W lesie?:)))
    • Gość: Ada Re: Bardzo wylewne dziecko... IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 12.01.13, 00:53
      O rany, jak mnie wkurza ta pseudo- psychoanaliza, wyciaganie wniosków z kapelusza, itp. Wrrrrrr (to do postów kilka linijek temu).
      A co chciałabym dodać, to ja byłam dzieckiem, któremu żal było mamy i chcialam się mamą "zaopiekować". Myśle, że dzieci mogą być bardzo podatne na to. Kiedy moja córka próbuje brać jakąś stronę, bo np. słyszy, że się kłócimy z mężem, zawsze jej mówię, że to jej w ogóle nie dotyczy, a mama jest dorosła i silna i na pewno sobie poradzi. Tych kilka razy widziałam ulgę na jej buzi. Może przy różnych okazjach, zaznacz córce, że jesteś dorosła, silna, że sobie poradzisz, i że nie musi sie o ciebie martwić?
      A póki córce nie minie opowiadanie wszystkiego, to o pewnych sprawach przy niej po prostu nie mów.
      • baszysta Re: Bardzo wylewne dziecko... 12.01.13, 22:29
        lol, najpierw wyzywasz od pseudo analiz a potem potwierdzasz ją swoim przykladem xD
        • aninka9 Re: Bardzo wylewne dziecko... 14.01.13, 22:25
          Wiecie co? Przynajmniej wrócił mi dobry humor! Nie sądziłam, że temat 'bąków' będzie tu motywem przewodnim dyskusji:) Uśmiać się można ha ha, a już w zupełności gdy czytam, że dziecko może doznać poważnego kryzysu emocjonalnego z powodu niemiłych zapachów w rodzinie, posuwając się do rozważań o opuszczeniu rodziny, podważając swoją miłość... My się z bąków w domu raczej śmiejemy i myślę, że córka powiedziała to nauczycielce bo chciała zabłysnąć poczuciem humoru...
          • jedynybasek5 Re: Bardzo wylewne dziecko... 14.01.13, 22:57
            E tak to jest , że na forach halo potrafi się zrobić z czegoś, czego byś nawet nie przypuszczała :) Muszę przyznać, że niestety mam swój niechlubny uział w tym zboczeniu z tematu, ale powstrzymac sie nie mogłam :)
          • morekac Re: Bardzo wylewne dziecko... 15.01.13, 00:13
            Ale sama z tymi bąkami wypaplałaś... A dziecku się dziwisz. ;-)
            • jedynybasek5 Re: Bardzo wylewne dziecko... 15.01.13, 14:35
              Rycerzowa, ale ja nie odniosłam wrażenia jakoby dziecko "poskarżyło się", że mama puściła to czy owo ;) po prostu się wygadała :) to w ogóle nie powinno być w tym wątku rozważane , nie dotyczy tematu . Jeśli ktoś ma taką kulturę bycia jako dorosły człowiek, i wiedząc o tym, że drugiej stronie to przeszkadza, żonie, mężowi czy jak tam- nadal bączy, że tak to nazwę ( aż mi się śmiać chce, że rozważam takie "trudne sytuacje życiowe") , no to wtedy się nie dziwię, że ktoś może mieć dość. Nie o takie bzdety się ludzie rozwodzą.
    • rycerzowa Re: Bardzo wylewne dziecko... 15.01.13, 00:02
      A jednak nie jestem odosobniona w swych poglądach. (Przyznam, że by mnie to nieco przerażało).
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,141770599,141770599,Z_cyklu_obrzydliwosci_i_co_z_tym_zrobic.html
      Dorosły może się wyprowadzić albo rozwieść.
      A dziecko?
      Nawet poskarżyć mu się nie wolno...
    • rycerzowa Re: Bardzo wylewne dziecko... 17.01.13, 22:56
      jedynybasek5 napisała:

      > Rycerzowa, ale ja nie odniosłam wrażenia jakoby dziecko "poskarżyło się", że ma
      > ma puściła to czy owo ;) po prostu się wygadała :) to w ogóle nie powinno być w
      > tym wątku rozważane , nie dotyczy tematu

      Jedynybasku, w tym rzecz, że czasem problem jest zupełnie inny, niż go autorka jakiegoś wątku przedstawia. Mamy psychologiczną gotowość do utożsamiania się z poglądami i emocjami osoby, która do nas się zwraca, niejako automatycznie przyznajemy jej rację. (Osoby przekorne zaś są zawsze przeciw).
      Tymczasem w życiu obowiązuje zasada audiatur altera pars, inaczej mówiąc potrzeba trochę wyobraźni.
      No to wyobraź sobie, że pisze do nas jakiś zdenerwowany mąż na temat wylewnej żony,
      że wszystko opowiada sąsiadce, że on smrodzi bez skrępowania przez pół dnia, że ją uderzył w gniewie, ale lekko przecież. No to będziemy dywagować na temat, co zrobić, żeby żona była bardziej dyskretna i nie wynosiła spraw małżeńskich na zewnątrz? Psychologizować na ten temat?
      Bo problem nie w gadatliwości żony, ale w jego zachowaniu.

      Co do dosłownych skarg dziecka - dzieci raczej tego nie potrafią, nawet maltretowane. Trzeba umieć słuchać dziecka, znać się na dzieciach, by cokolwiek zauważyć.
      Nie twierdzę, że temu akurat dziecku dzieje się jakaś krzywda, za mało wiemy.
      Podpada mi jedno - że pani nauczycielka powtarza to wszystko matce, niby żartem ale powtarza. Mam w rodzinie kilkoro nauczycieli "początkowych" i wiem, co potrafią dzieci opowiadać. Jeśli to tylko humor dziecięcy, nauczyciel chowa te rewelacje dla siebie, najwyżej się potem wspólnie pośmiejemy, co mały Jasio powiedział.
      Ale gdy nauczycielka opowiada to matce dziecka, to przekaz jest jeden - niech pani wie, że ja o tym wiem i mogę zrobić z tego użytek, np. powiadomić kogo trzeba o biciu dziecka.
      A poza tym inne dzieci mogą się z dziewczynki wyśmiewać, że ma śmierdzącą mamę.
      Nauczycielka to delikatnie matce przekazuje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja