Dodaj do ulubionych

ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłąmatka

22.01.13, 20:03
W pełni się identyfikuje z tym, co tu napisane:
www.sosrodzice.pl/dlaczego-stosuje-kary/
Stosuję kary i nie uważam, że robię dziecku krzywdę. jednak czasami jak czytam różne "mądre wypowiedzi to się za głowę łapię". a co Wy o tym sądzicie? Naprawdę kary są takie złe? Bo mnie argumentacja "wielkich psychologów" nie przekonuje..
Obserwuj wątek
    • aleksandra1357 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 22.01.13, 21:23
      Kary są złe i to nie o to chodzi, że jesteś złą matką, ale o to, że są nieskuteczne, a nawet przynoszą odwrotny skutek. Nie wiem, ile lat mają Twoje dzieci, ale po prostu dla siebie też (nie tylko dla dobra dzieci) warto stosować inne metody, żeby potem nie zostać pożartym przez swoje dzieci, na które kary przestały nagle działać.
      Kary to droga donikąd. Zła dla rodzica, zła dla dziecka.
      Oczywiście różne są kary, różna częstotliwość ich dawania itd., więc ciężko uogólniać. Stosowane z dużym umiarem i przez mądrego rodzica nie wyrządzają pewnie większych szkód.
    • Gość: Ada Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 22.01.13, 22:26
      Ale co według Ciebie mówią ci "wielcy psychologowie", co Cie tak nie przekonuje? Chyba żaden nie twierdzi, że da sie wychowac dziecko bez wskazywania na konsekwencje jego czynów, hamowania szkodliwych zapędów, uczenia dobrych manier, uczenia radzenia sobie z emocjami itp? Pytanie jak to zrobić.
      Kobieta z Twojego linka pisze, że trzeba stawiać dziecku granice (jednym dzieciom częściej niz innym) i, że się czasem (wg niej często) nie da jednoznacznie ustalić czy granica w postaci rodzicielskiej "kary"/"konsekwencji" jest odgórnie nałożonym "wymysłem" rodzica, czy w miarę naturalną konsekwencją działania dziecka. I tyle. Nie ma o co szumu robić i dramatyzować nt. bycia "złą matką". To na co zwracają uwagę "wielcy psychologowie" ;-) , to że warto, żeby kara (dla tych co sie upierają przy terminologii, że to to samo)/konsekwencja była powiazana z powodem jej nadania i żeby dziecko czegoś się z niej nauczyło wiecej niż tego, że ma się bezwzględnie słuchać mamy i taty.
      Koniec końców, dziecko w dorosłym życiu jak się np. spóźni do pracy, to przecież szef w konsekwencji nie zabroni mu wyjścia np. z żona do kina, tylko a) każe zostac po godzinach b) obetnie pensję c) będzie musiał wziać robotę do domu. A dorosły, dojrzały człowiek raczej nie przyjdzie do domu i nie powie, że szef go ukarał, tylko będzie wiedział, że zaległości musi odrobić w konsekwencji spóźnienia. Na poziomie dziecięcych spraw mozna próbować uczyć tych zależności.
    • scher Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 23.01.13, 01:07
      Bardzo podoba mi się ten artykuł. Wyważony, rozsądny, oparty na doświadczeniu i obserwacjach podobnych do moich.

      Nie mam potrzeby częstego stosowania kar, ale stosowałem, stosuję i stosować będę.
      Ważne, by karcić umiejętnie, mieć refleksję i nie brnąć w działania nieskuteczne i by oprócz albo zamiast kar były też rozmowy, objaśnianie norm i uświadamianie dziecku, co zrobiło źle i dlaczego jest to złe.
    • butterfly.effect Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 24.01.13, 01:09
      "Przede wszystkim należałoby zapytać, czy jako dorośli nie robimy czegoś często dlatego, żeby nie spotkała nas kara/czy przykra konsekwencja zaniedbania? Czy nie motywujemy się, by wykonać zadanie służbowe, by nie spotkać się z naganą, czy nie utracić premii? Czy jako dzieci w szkole nie odrabiamy trudnych lekcji, by uniknąć jedynki i niezadowolenia rodziców? Czy staramy się na bieżąco sprzątać, by nie musieć żyć w bałaganie? ... "

      W zasadzie można stwierdzić, że wstajemy rano z łóżka, aby uniknąć odleżyn.
      Przygnębiająca wizja życia, do którego należy przystosować dziecko.

      Ogólnie argumentacja Pani Doroty jakoś nie przekonuje.

    • kozauwoza Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 26.01.13, 08:55
      Kary nie sa wcale złe pod warunkiem że stosuje sie je nie za często.
      Zgadzam się że są dzieci ugodowe, chcące się przypodobac rodzicowi/opiekunowi, bardzo posłuszne. Takim dzieciom pewnie kary sa niepotrzebne. Mam takiego siostrzeńca.
      Natomiast moje dziecko raczej do ugotowych nie należy, to inny charakter. Jej kary i dyscyplina sa poprostu potrzebne do rozwoju, chociaz ja wcale z tego powodu szczesliwa nie jestem. Wolałabym sie dogadać :-)
    • Gość: domza2 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.01.13, 15:52
      Poprzez dobrze stosowane kary można się wiele nauczyć. W moim domu rodzinnym nietolarowane były spóźnienia, były karane adekwatnie jako niesłowność, do dziś nie cierpię się spóźniać, zawsze wszędzie jestem wcześniej, nigdy później. Nie jest to w "moim charakterze" tylko tego mnie nauczono, a nauczono karząc za spóźnienia. Więc nauczyć można. Osobiście kar jeszcze nie stosuję, kar przemyślanych, zadanych. Może nie umiem, na razie. Po prostu mamy raczej konsekwencje własnych działań. Jeśli dziecko zrobi bałagan, musi się później zaangażować w sprzątanie. Jeśli coś rozleje, rozrzuci, musi pościerać, poskładać. Nie chodzi bynajmniej jak w zegarku, ale już wie, że są konsekwencje zrobienia tego czy tamtego. Nie ubrała rękawiczek przy minus 11 , nie pojechała z tatą do babci. Nie za karę, tylko dlatego, że w taki mróz jej bez rękawic nie wypuszczę. Dla niej to zapewne kara, dla mnie czysta logika. Karą jest także przecież moja i taty dezaprobata. Rozrzucane wielokrotnie szklane kulki zostały przeze mnie w końcu schowane. I inne tego typu działania. Nie umiałabym "zadać" kary nie związanej bezpośrednio z "tu i teraz", bo mało mam konsekwencji i wytrwałości, niestety. gdybym miała odebrać jej bajkę w TV... to nawet nie wiem za co. Każdy powinien słuchać swojej rodzicielskiej intuicji.
      • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 28.01.13, 17:35
        Gość portalu: domza2 napisał(a):

        > . Nie ubrała rękawiczek przy minus 11 , nie pojechała z tatą do babci. Nie za k
        > arę, tylko dlatego, że w taki mróz jej bez rękawic nie wypuszczę.
        Dla mnie logiczne by było dać jej te rękawice do ręki, żeby się sama przekonała i miała szanse wyjść z sytuacji z twarzą.

        > Rozrzucane wielokrotnie szklane kulki zostały przeze mnie w końcu schow
        > ane.
        A po co są szklane kulki jeśli nie do rozrzucania?
        • Gość: domza2 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.01.13, 18:14
          Nie, kilkakrotnie "miała się sama" przekonać i stwierdziła, że jest gorąco. Kilka razy jej więc odpuszczono przy minus 5, ale przy minus 11 nie odpuszczono i już. Żeby tak zrobić jak piszesz trzeba być pewnym, że jednak się przekona i ubierze sama. Nie, moje dziecko się trzyma raz podjętej decyzji, że "jest ciepło" i trzyma się tego, nawet jak ma już ręce sine, znając ją więc nie wypuściłam z domu. Wolę, żeby "nie wyszła z twarzą" z danej sytuacji niż wyszła z niej bez rąk.
              • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 29.01.13, 10:45
                Gość portalu: domza2 napisał(a):

                > Puszczaj swoją bez rękawic, a ja swojej wypuszczać bez rękawic nie będę. I nie
                > będę dyskutować o każdej najdrobniejszej swojej decyzji.
                Po prostu uważam, że głupio się upierasz i przez swój głupi upór karzesz dziecko choć wcale byś nie musiała. Ale to moje zdanie a Ty i tak zrobisz jak zechcesz :)

                > Jeśli ma się za dużo czasu -a Ty zdecydowanie masz
                Za dużo to nie mam ale nie marnuję go na handryczenie się z dziećmi o pierdoły.
                • Gość: Ada Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą IP: *.b-ras2.lmk.limerick.eircom.net 29.01.13, 12:01
                  Ja w swoich zmaganiach ubraniowych, raz pozwoliłam zeby dziecko sie przekonało, że zimno. Efektem była choroba. Czy 4-latka wyciagnęła z tego faktu jakies wnioski? Nie, żadnych (oczywiście nie spodziewałam się ani choroby, ani wniosków, ale chcąc nie chcąc sie stało).
                  Kilkuletnim dzieckiem trzeba czasem pokierować. Nie wszystko mozna negocjować i nie zawsze jest czas i miejsce na to. Jestem zwolennikiem zdrowego rozsądku: bez kurtki nie wychodzi sie zimą, ani bez rękawiczek przy - 11. To nie kara, to zdrowy rozsądek.

                  Poza tym, jak się pojawiaja argumenty typu "głupia jesteś", to to juz nie ma za bardzo z czym dyskutować... :-/
                  • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 29.01.13, 21:30
                    Ja sama chodze bez rękawiczek, bo wiem, że mogę. Natomiast czterolatka może nie wiedzieć, czy odmrozi ręce czy nie - to jest czasem cecha osobnicza. Mam znajomą, która w wieku 10 lat odmroziła sobie ręce - nie polecam eksperymentów.
                    Bez rękawiczek pozwalałam wychodzić znacznie starszym, już rozsądnym dzieciom.
                    • kanga_roo Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 30.01.13, 14:30
                      ludzie wymyślają kary, cuda-wianki, a mnie czasem zdarza się osłupieć, jak słyszę "będziesz miał karę".
                      często mówię dzieciom, co mają zrobić, lub czego nie robić. zdarza mi się też, że dzieci nie posłuchają. o ile sytuacja nie stanowi zagrożenia życia lub zdrowia, pozwalam im na niesubordynację, ale nie ukrywam swojego niezadowolenia. czy to jest kara? imo nie. nie jestem niezadowolona na pokaz, po prostu jestem niezadowolona.
                      jeśli według mnie zagrożone jest zdrowie lub życie, stosuję środki zapobiegawcze. zdejmuję z kanapy, po której dziecko skacze (choć zdarza się, że po prostu pozwalam poskakać, tylko asekuruję, przecież ja też mogę być elastyczna), odbieram ostre narzędzia (lub pokazuję, jak i kiedy można ich używać), rezygnuję z wyjścia/wyjazdu, lub ubieram nie pytając o zgodę.
                      to nie są kary, bo ja nie myślę, aby dziecku pokazać, czy je upupić. często wprost mówię im, że ja za nie odpowiadam, i ja muszę ocenić, co jest dla nich dobre/bezpieczne, bo oni tego, z racji młodego wieku i małego doświadczenia, mają prawo nie wiedzieć.

                      według mnie karający rodzic myśli tak: oto dziecko, ktorego ukształtowanie jest moim obowiązkiem, muszę się postarać zrobić to jak najlepiej, wychowywać, nagradzać, karać, bo jak się nie przyłożę, to co z niego wyrośnie"

                      takie świadome działania wychowawcze są imo potężnie przeceniane. są sztuczne i nieskuteczne.

                      ja myślę tak: oto dziecko, niepowtarzalna osobowość, któremu mogę pokazać i objaśnić świat, z którym mogę stworzyć relację cenną dla niego i dla mnie. ono uczy się ode mnie, więc muszę się postarać być osobą, od której warto się uczyć.
                      • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 30.01.13, 15:08
                        Tak, niezadowolenie rodzica jest karą. Problem w tym, ze karą jest nie tylko to, co wydumane i wymyślone przez rodziców - szlaban, lanie itd, ale takze to, co jest nieprzyjemną reakcja na zachowanie dziecka - niezadowolenie, pozbawienie przyjemności, separacja. Kara nie musi być zamierzona. Kara nie musi być okrutna i nie musi upupiać. Ale mimo to, w rozumieniu dziecka, karą pozostaje. Akurat czasem ukaranie dlatego, zę kształtuje się dziecko, nie jest złe. Na przykład powiedzenie dziecku, zę zachowało sie bardzo nieładnie, śmiejąc sie z kolegi bywa bardzo, bardzo nieprzyjemną karą dla dziecka. A mimo to ważną. Zabranie dziecka z sali zabaw, bo przeszkadza specjalnie innym dzieciom jest juz karą niewątpliwą, służącą nie tylko objasnianiu świata, ale także wychowywaniu.
                        Dla mojej małej córki najgorsza karą było popatrzenie jej prosto w oczy - do tego stopnia, zę przestałam to robić.
                        • kozauwoza Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 30.01.13, 15:33
                          verdana napisała:

                          > Tak, niezadowolenie rodzica jest karą. Problem w tym, ze karą jest nie tylko to
                          > , co wydumane i wymyślone przez rodziców - szlaban, lanie itd, ale takze to, co
                          > jest nieprzyjemną reakcja na zachowanie dziecka - niezadowolenie, pozbawienie
                          > przyjemności, separacja.

                          Wybacz, ale pozbawienie przyjemnosci jest juz zamierzone.
                          Chociaz oczywiscie zgadzam sie że niezadowolenie rodzica tez może byc karą, szczególnie w przypadku małego dziecka. Na starsze dziecie może już tak nie zadziałac :-)
                          • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 14:20
                            Warto.
                            Bo weź pod uwagę, ze nie jest ważne, co rodzic uważa za karę. Ważne jest, czy dziecko czuje się ukarane.
                            Tymczasem osoby, które mają inną definicję uważają, ze dziecko nie jest karane. To może doprowadzić w konsekwencji do tego, zę nie będą widzieli, jak często to dziecko karane tak naprawdę jest. Rodzić "dający karę" ma tego świadomość, ten, który uwaza, zę stosuje tylko konsekwencje, ma mniejszy opór i nie analizuje, czy zrobił słusznie, czy nie. Więc w sumie moze się okazać, zę surowy , karzacy rodzic jest dla dziecka znacznie lagodniejszy, niz ten, który sobie nawet nie zdaje sprawy, ze wymerza kary.
                            Dla mnie to bardzo istotne, bo kary naturalne, konsekwencja itd bywa niezwykle okrutna, a rodzice nie mają wyrzutów sumienia.
                        • kanga_roo Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 08:18
                          joshima - i nawzajem :-)
                          skoro verdana tak definiuje karę, może powinniśmy rozmawiać o karaniu. moje działanie nie jest nastawione na ukaranie. nie uważam, żebym miała prawo być sędzią, który wymierza sprawiedliwość własnemu dziecku (w celach podobno wychowawczych). tu tkwi różnica.
                          • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 08:34
                            kanga_roo napisała:

                            > nie uważam, żebym miała prawo by
                            > ć sędzią, który wymierza sprawiedliwość własnemu dziecku (w celach podobno wych
                            > owawczych). tu tkwi różnica.
                            tu chyba nie o sprawiedliwośc chyba chodzi a raczej o reagowanie na ewidentnie złe zachowanie dziecka. Małe dziecko często w ten sposób testuje rodzica, uczy sie życia, po reakcji rodzica. Trzeba zareagować i czasem groźna mina rodzica nie wystarcza.
                            A starsze? co zrobisz jesli starsze dziecko np. nie dotrzyma jakiejś umowy i zrobi to po raz kolejny? Co zrobisz jak np. niegrzecznie sie odezwie, zachowa w stosunku do ciebie lub do kogos innego? Chyba jakaś reakcja adekwatna powinna być?
                            • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 11:43
                              mama303 napisała:

                              > A starsze? co zrobisz jesli starsze dziecko np. nie dotrzyma jakiejś umowy i z
                              > robi to po raz kolejny?
                              A to zależy co to dla Ciebie znaczy "starsze dziecko" i jakiej to strasznej obietnicy nie dotrzyma. Ja tam mam świadomość, że dzieci do pewnego wieku sa impulsywne i odruchowo robią coś, nawet jeśli wiedzą, że to wzbudzi dezaprobate. Na ogół przypomina im się to po fakcie. A w całe to testowanie rodziców to ja nie wierzę. To by zakładało celowe działanie dziecka, które dążyłoby do wzbudzenia u rodzica niezadowolenia.

                              > Co zrobisz jak np. niegrzecznie sie odezwie, zachowa w
                              > stosunku do ciebie lub do kogos innego?
                              Przypominam, że to nieładne i że tego nie lubię. Z resztą. Co to znaczy "niegrzecznie"? Słowo wytrych, które znaczy wszystko i nic, czyli dla każdego coś innego. Moja córka odzywa się czasem w sposób, który przez ludzi z pokolenia moich rodziców uznany by był za skandaliczny a ja uważam za wyjątkowo kulturalny jak na jej wiek.

                              > Chyba jakaś reakcja adekwatna powinna być?
                              Bo?
                              • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 12:07
                                joshima napisała:

                                > A to zależy co to dla Ciebie znaczy "starsze dziecko" i jakiej to strasznej obi
                                > etnicy nie dotrzyma.

                                nie strasznej obietnicy tylko jakiejkolwiek umowy, np że wraca do domu od koleżanki o konkretnej godzinie. .....

                                >Ja tam mam świadomość, że dzieci do pewnego wieku sa impul
                                > sywne i odruchowo robią coś, nawet jeśli wiedzą, że to wzbudzi dezaprobate.
                                Ale ja nie pisze o takiej sytuacji tylko o świadomym niedotrzymaniu umowy i chodzi mi o starsze dziecko - 8, 9 lat.

                                > A w całe to testowanie rodziców to ja nie
                                > wierzę.
                                masz prawo.

                                > > Co zrobisz jak np. niegrzecznie sie odezwie, zachowa w
                                > > stosunku do ciebie lub do kogos innego?
                                > Przypominam, że to nieładne i że tego nie lubię.
                                Naprawdę np.nastolatce tak przypomnisz np. za niegrzeczne bezczelne odzywki i do tego któres z koleji?

                                >Z resztą. Co to znaczy "niegrz
                                > ecznie"? Słowo wytrych, które znaczy wszystko i nic, czyli dla każdego coś inne
                                > go. Moja córka odzywa się czasem w sposób, który przez ludzi z pokolenia moich
                                > rodziców uznany by był za skandaliczny a ja uważam za wyjątkowo kulturalny jak
                                > na jej wiek.

                                A gdyby odezwała sie w sposób wg Ciebie bardzo niekulturalny, obraźliwy?

                                > Chyba jakaś reakcja adekwatna powinna być?
                                > Bo?

                                bo tak jest miedzy ludźmi, że sie reaguje. Ty nie reagujesz?
                                • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 12:15
                                  mama303 napisała:

                                  > Ale ja nie pisze o takiej sytuacji tylko o świadomym niedotrzymaniu umowy i cho
                                  > dzi mi o starsze dziecko - 8, 9 lat.
                                  Dlatego poprosiłam o doprecyzowanie.

                                  > Naprawdę np.nastolatce tak przypomnisz np. za niegrzeczne bezczelne odzywki i d
                                  > o tego któres z koleji?
                                  Jeszcze nie wiem, jeszcze do tego momentu nie doszłam. Na pewno się zastanowię, jaki wkład w tę odzywkę ma moje zachowanie. Może na przykład jestem czepialska albo zrzędliwa?

                                  > A gdyby odezwała sie w sposób wg Ciebie bardzo niekulturalny, obraźliwy?
                                  To znaczy jaki, bo to też nie jest precyzyjne określenie.

                                  > bo tak jest miedzy ludźmi, że sie reaguje. Ty nie reagujesz?
                                  Jak ktoś, kto nie jest moim dzieckiem niegrzecznie się do mnie zwróci to go nie karzę. A Ty?
                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 12:25
                                    joshima napisała:

                                    > Dlatego poprosiłam o doprecyzowanie.
                                    Doprecyzowałam i......

                                    > Jeszcze nie wiem, jeszcze do tego momentu nie doszłam. Na pewno się zastanowię,
                                    > jaki wkład w tę odzywkę ma moje zachowanie. Może na przykład jestem czepialska
                                    > albo zrzędliwa?

                                    A jesli po tym zastanowieniu dojdziesz do wniosku, że nie jesteś nadmiernie zrzędliwa ani czepialska?.....

                                    > To znaczy jaki, bo to też nie jest precyzyjne określenie.

                                    No ale to juz Ty powinnaś wiedzieć, co bedzie dla Ciebie obraźliwe...

                                    > Jak ktoś, kto nie jest moim dzieckiem niegrzecznie się do mnie zwróci to go nie
                                    > karzę. A Ty?
                                    Osobiscie nie, ale sa instytucje przeznaczone do karania ludzi, którzy innych obrażają.

                                    • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 14:06
                                      mama303 napisała:

                                      > A jesli po tym zastanowieniu dojdziesz do wniosku, że nie jesteś nadmiernie zrz
                                      > ędliwa ani czepialska?.....
                                      Nie wiem. Będę się zastanawiać jak dojdę do takiego momentu.

                                      > No ale to juz Ty powinnaś wiedzieć, co bedzie dla Ciebie obraźliwe...
                                      Ale ja się Ciebie pytam.

                                      > Osobiscie nie
                                      No ja też nie. I dzieci moje traktuję tak jak innych ludzi.

                                      > instytucje przeznaczone do karania ludzi
                                      Ja jestem mamą a nie bezduszną instytucją z paragarafami i taryfikatorem.
                                      • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 16:16
                                        joshima napisała:

                                        > Nie wiem. Będę się zastanawiać jak dojdę do takiego momentu.

                                        Ok, zastanawiaj się.

                                        > Ale ja się Ciebie pytam.
                                        Ale o co? co jest dla mnie obraźliwe? Będziemy tu sobie wymieniac co dla kogo jest obraźliwe? to chyba ślepa uliczka. Ja ciebie zapytałam co bys zrobiła, gdyby Twoje dziecko obraźliwie sie do Ciebie odniosło /oczywiscie obraźliwie w Twoim odczuciu, nie w moim/ a Ty uciekasz głupio od odpowiedzi.

                                        > Ja jestem mamą a nie bezduszną instytucją z paragarafami i taryfikatorem.
                                        i jak Cie dziecie obrazi to go czule cmokniesz albo udasz że nie słyszysz..... to ja nie wiem co lepsze dla przyszłości dziecka.....

                                        • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 03:55
                                          mama303 napisała:

                                          >
                                          > Ale o co? co jest dla mnie obraźliwe? Będziemy tu sobie wymieniac co dla kogo j
                                          > est obraźliwe? to chyba ślepa uliczka. Ja ciebie zapytałam co bys zrobiła, gdyb
                                          > y Twoje dziecko obraźliwie sie do Ciebie odniosło /oczywiscie obraźliwie w Twoi
                                          > m odczuciu, nie w moim/ a Ty uciekasz głupio od odpowiedzi.
                                          >

                                          To może ja ci odpowiem, zamiast Joshimy.

                                          Nic, co powie, albo zrobi moje dziecko (a także ktokolwiek inny) nie jest dla mnie obraźliwe.
                                          Dlatego nie mogę ci powiedzieć, co bym zrobiła w takiej sytuacji, gdybym poczuła się obrażona, bo nigdy takiej sytuacji nie było i nie będzie.

                                          To czy ktoś się czuje obrażony, czy nie zależy tylko i wyłącznie od niego samego, a nie od jakieś innej osoby, która coś tam powiedziała, albo zrobiła.

                                          Dlatego jeśli chcesz wiedzieć co bym zrobiła w jakieś konkretnej sytuacji, to musisz powiedzieć, jaką masz sytuację na myśli, co takiego dziecko robi, że to ma być według ciebie obraźliwe.



                                          > i jak Cie dziecie obrazi to go czule cmokniesz albo udasz że nie słyszysz.....
                                          > to ja nie wiem co lepsze dla przyszłości dziecka.....
                                          >

                                          No ale to ty nie chcesz sprecyzować, co to znaczy, że "dziecię obrazi", bo dla mnie taka sytuacja jest całkowicie nie znana i nie wiem, co masz na myśli.

                                          Czy chodzi o to, że np:
                                          - przyjdzie i powie, że nie zje obiadu, bo jest przypalony?
                                          - przyjdzie i zacznie na mnie wrzeszczeć?
                                          - a może nie zechce wynieść śmieci?
                                          - albo powie, że jestem głupia?

                                          No o co ci konkretnie chodzi?
                                          Co to znaczy, że mnie obrazi?
                                          • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 10:22
                                            e-kasia27 napisała:


                                            > Dlatego jeśli chcesz wiedzieć co bym zrobiła w jakieś konkretnej sytuacji, to m
                                            > usisz powiedzieć, jaką masz sytuację na myśli, co takiego dziecko robi, że to
                                            > ma być według ciebie obraźliwe.

                                            Po co Ci informacja co mnie mogłoby obrazić? :-) Chyba nie moja osoba i moja wrażliwości jest tematem rozmowy. Przypominam że tamatem dyskusji jest co zrobic gdy dziecko zachowa sie bardzo źle, np gdy obrazi SWOJEGO rodzica.....

                                            > No ale to ty nie chcesz sprecyzować, co to znaczy, że "dziecię obrazi", bo dla
                                            > mnie taka sytuacja jest całkowicie nie znana i nie wiem, co masz na myśli.

                                            Tego sie sprecyzowac nie da, jak słusznie zauważyłaś bo to jest subiektywne. Jak rozumiem Tobie dziecko może nawet powiedzieć że jesteś ograniczona umysłowo jak korek od butelki a Ty i tak sie nie obrazisz wiec Ciebie problem nie dotyczy :-)

                                            > No o co ci konkretnie chodzi?
                                            > Co to znaczy, że mnie obrazi?

                                            No Ciebie przeciez nic nie obraża więc po co sie wysilasz :-)
                                            • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 21:10
                                              mama303 napisała:


                                              >
                                              > Tego sie sprecyzowac nie da, jak słusznie zauważyłaś bo to jest subiektywne. Ja
                                              > k rozumiem Tobie dziecko może nawet powiedzieć że jesteś ograniczona umysłowo j
                                              > ak korek od butelki

                                              Dobre!
                                              Muszę sobie to zapamiętać, może wykorzystam, jak któreś z moich dzieci, albo mąż zrobi coś głupiego.

                                              Nie, nie obrażę się, bo dla mnie to jest śmieszne, a nie obraźliwe.



                                              > :-)
                                              >
                                              > > No o co ci konkretnie chodzi?
                                              > > Co to znaczy, że mnie obrazi?
                                              >
                                              > No Ciebie przeciez nic nie obraża więc po co sie wysilasz :-)

                                              Bo mnie to ciekawi, co mówisz o tym obraźliwym zachowaniu.
                                              Chciałabym po prostu wiedzieć, jakie zachowania dzieci inni rodzice uważają za obraźliwe.
                                              • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 13:35
                                                e-kasia27 napisała:

                                                > Nie, nie obrażę się, bo dla mnie to jest śmieszne, a nie obraźliwe.

                                                A jak Ci powie "matka, z Ciebie to jest komletna kretynka" to też sie pośmiejesz? nie pogrążaj się bo naprawde pomysle że z korkiem od butelki dyskutuję :-)

                                                > Bo mnie to ciekawi, co mówisz o tym obraźliwym zachowaniu.
                                                > Chciałabym po prostu wiedzieć, jakie zachowania dzieci inni rodzice uważają za
                                                > obraźliwe.

                                                Rózni rodzice - różne zachowania, no przeciez sama to ustaliłaś.

                                                • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 14:04
                                                  Hm, a jak powie to nie matce, która moze się obrazić czy nie, ale innemu dziecku? Co wtedy? Rozumiem, ze doktrynalnie nie karzemy, tylko tłumaczymy. A co jeśli dziecko mimo tłumaczeń nadal mówi przykre rzeczy innym dzieciom?
                                                  Hm, moje dzieci mówia mi "matka, z ciebie jest kompletna kretynka" - w sytuacjach, gdy rzeczywiście jest ze mnie kompletna kretynka, z tym, ze mówią to żartobliwie, nie serio. A to spora różnica. I naprawdę sie wtedy nie obrazam.
                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 15:34
                                                    verdana napisała:

                                                    > Hm, moje dzieci mówia mi "matka, z ciebie jest kompletna kretynka" - w sytuacja
                                                    > ch, gdy rzeczywiście jest ze mnie kompletna kretynka, z tym, ze mówią to żartob
                                                    > liwie, nie serio. A to spora różnica. I naprawdę sie wtedy nie obrazam.

                                                    Nie chodzi mi o żarty, nawet bardziej dosadne. Jeżeli wszyscy sie na to godzą i taka panuje konwencja w domu to oczywiste jest że nikt sie na nikogo nie obraża i nikomu nie jest przykro.
                                                    Chodziło mi o słowa które kogos ranią lub obrażają na serio.
                                                  • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 17:10
                                                    No, ale u nas w domu panuje taka konwencja, że na serio nikt nikogo nie chce ranić, ani obrażać i dlatego nikt nie czuje się zraniony, ani nikt się na serio nie obraża.

                                                    Dlatego ja nie mogę zrozumieć, co takiego strasznego dziecko miałoby zrobić, abym mogła czuć się przez nie obrażona i zraniona.

                                                    Aby móc się na dziecko obrazić(tak na poważnie), to musiałabym uważać, że dziecko jest moim wrogiem, albo ma przynajmniej jakieś wrogie zamiary wobec mnie, że chce mi zrobić na złość, że świadomie robi rzeczy, które mnie denerwują, czyli że mnie NIE KOCHA - a takie myślenie jest z założenia fałszywe, bo dziecko kocha swoją mamę, nawet wtedy, gdy ona całkowicie na to nie zasługuje.
                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 19:58
                                                    e-kasia27 napisała:

                                                    > No, ale u nas w domu panuje taka konwencja, że na serio nikt nikogo nie chce ra
                                                    > nić, ani obrażać i dlatego nikt nie czuje się zraniony, ani nikt się na serio n
                                                    > ie obraża.

                                                    no to juz wszyscy sie dowiedzieliśmy że masz w domu idealną atmosferę i wszyscy sobie z dziubków wyjadacie.
                                                    A teraz czy mogłabyś wyjśc na chwilę ze swojej idylli i poradzić np. jakiejs matce co powinna zrobić gdy jej dziecko ze złościa i całkiem serio mówi do niej cos obraźliwego, pokazuje obraźliwy gest ... i pomimo tłumaczeń robi to po raz kolejny.
                                                    A takich sytaucjach tu rozmawiamy i ja podałam taki przykład gdzie uważam, że nalezy dziecko ukarać a Ty?
                                                  • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 21:05
                                                    A ja uważam, że należy dociec dlaczego dziecko jest takie wściekłe, i dlaczego się tak irracjonalnie zachowuje.

                                                    Po co go karać w takiej sytuacji, przecież ta kara niczego nie zmieni i tak dalej będzie na ciebie wściekły(po karze jeszcze bardziej!) i dalej za plecami pokaże ci ten sam gest, a nawet, jak nie będzie cię wyzywał w oczy(ze strachu), to będzie tak o tobie myślał i będzie tak o tobie mówił do kolegów, więc jaki skutek odniesie twoja kara?

                                                    Tylko taki, że nastąpi eskalacja złości w twoim dziecku i żalu do ciebie a dziecko jeszcze bardziej odsunie się od ciebie, bo będzie cie traktować, jak wroga.

                                                    Czy na pewno o to ci chodzi w wychowywaniu swojego dziecka?
                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 22:27
                                                    e-kasia27 napisała:

                                                    > A ja uważam, że należy dociec dlaczego dziecko jest takie wściekłe, i dlaczego
                                                    > się tak irracjonalnie zachowuje.

                                                    No ale dlaczego zakładasz, że matka nie wie jaka jest przyczyna?

                                                    > Po co go karać w takiej sytuacji, przecież ta kara niczego nie zmieni i tak dal
                                                    > ej będzie na ciebie wściekły

                                                    Przecież kara nie jest za wściekłość.Wściekłośc to uczucie od nas niezależne, sposób jej wyrażenia juz tak!

                                                  • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 23:01
                                                    Po prostu Kasiu, Ty nie traktujesz dziecka, szczególnie starszego poważnie. Dziewcko Cię nie może obrazić, ani rozzłościć, bo dla Ciebie nie jest pełnoprawnym człowiekiem, ot, takie tam sobie małe łazi i coś tak gada, ale brać to na serio? Nigdy. Pobłazliwie, z wyższością, jako ta starsza i mądrzejsza osoba - tak. Ale przecież nie na serio, to co dziecko mówi trzeba brać z uśmiechem, nie na serio, przecież my i tak wiemy lepiej, co ono tam sobie myśli, a jak myśli źle, no to przecież my je naprawimy - bo o jakimś zdecydowanym zdaniu dziecka, uporze czy charakterze nie mozna mówić. Mamusia potrafio i tak zmienic dziecko na takie, jakie chce.
                                                    Dla mnie Twoja postawa to całkowity brak szacunku do dziecka, jako do drugiego człowieka.
                            • kanga_roo Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 11:58
                              mama303 napisała:

                              chodzi a raczej o reagowanie na ewidentnie złe zachowanie dziecka. Małe dziecko często w ten sposób testuje rodzica, uczy sie życia, po reakcji rodzica. Trzeba zareagować i czasem groźna mina rodzica nie wystarcza.
                              A starsze? co zrobisz jesli starsze dziecko np. nie dotrzyma jakiejś umowy i zrobi to po raz kolejny? Co zrobisz jak np. niegrzecznie sie odezwie, zachowa w stosunku do ciebie lub do kogos innego? Chyba jakaś reakcja adekwatna powinna być?


                              oczywiście. reakcja dokładnie taka, jak w przypadku każdego innego człowieka, który zachowa się źle, nie dotrzyma umowy, niegrzecznie się odezwie. czy dziecko jest jedyne? to samo dotyczy męża, koleżanki, rodziców. powiem, co i dlaczego mi się nie podoba. dziecku mogę dodatkowo wyjaśnić, czym takie czy inne zachowanie skutkuje (nie dotrzymanie umowy=utrata wiarygodności=brak możliwości negocjowania innych korzyści, niegrzeczne odzywki=utrata sympatii, niefajna atmosfera i inne konsekwencje).
                              zastanowię sie też dlaczego dziecko tak się zachowuje - bo może przyczyna leży poza nim.

                              ps. na moje dzieci dobrze działa przykład: kiedy odzywają się niemiło, ja pozwalam sobie na to samo. szybko słyszę "no mamooo". kiedy majstrują przy kontakcie, pokazuję jak mniej więcej odczuwa się "kopnięcie" prądu, plus opowiadam, czym to się może skończyć. jakoś, kurcze, trafia do nich.
                              • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 12:18
                                kanga_roo napisała:

                                > oczywiście. reakcja dokładnie taka, jak w przypadku każdego innego człowieka, k
                                > tóry zachowa się źle, nie dotrzyma umowy, niegrzecznie się odezwie. czy dziecko
                                > jest jedyne?

                                Ale z dzieckiem jesteś na codzień i chyba bardziej leży Ci na sercu jakim jest/bedzie człowiekiem. Na koleżankę możesz sie obrazić, zerwac stosunki i miec ja gdzieś. Na dziecko raczej nie.
                                > dziecku mogę dodatkowo wyjaśnić, czym takie czy inne zachowa
                                > nie skutkuje (nie dotrzymanie umowy=utrata wiarygodności=brak możliwości negocj
                                > owania innych korzyści, niegrzeczne odzywki=utrata sympatii, niefajna atmosfera
                                > i inne konsekwencje).
                                Ja nie neguje wyjasnień, pisze o sytuacjach w których wyjasnienia nie skutkują.

                                > ps. na moje dzieci dobrze działa przykład: kiedy odzywają się niemiło, ja pozwa
                                > lam sobie na to samo. szybko słyszę "no mamooo". kiedy majstrują przy kontakcie
                                > , pokazuję jak mniej więcej odczuwa się "kopnięcie" prądu, plus opowiadam, czym
                                > to się może skończyć. jakoś, kurcze, trafia do nich.

                                masz takie sposoby i OK, z opisu wnioskuje że to jeszcze małe dzieci. Ze starszymi bywa trudniej, chociaz oczywiscie nie zawsze.
                                • kanga_roo Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 12:55
                                  och, mój siedmiolatek potrafi sporo, jeśli chodzi o wkurzanie werbalne rozmówcy. i ja na przykład widzę taką zależność, że im bliżej z kimś jest, tym bardziej potrafi wkurzyć, na więcej sobie pozwala. w stosunku do osób, do których odnosi się poprawnie, jest, no cóż, poprawny i nic więcej. nie ma zwierzeń, nie ma bliskości (mówię o osobach w obrębie rodziny). więc ja wybieram raczej szczerość, niż poprawność.
                                  czasem zdarza się, że ja się nie oburzę na zachowanie dziecka wobec mnie, ale nie spodoba się ono mojemu mężowi i opieprzy młodego. albo mnie zachowanie męża wobec dziecka, i opieprzę męża. to też cenna nauczka, możesz stanąć w obronie osoby źle, według ciebie, traktowanej.

                                  tak. leży mi na sercu, jakim dziecko jest człowiekiem, ale traktuję je jak człowieka, a nie inaczej, bo jest dzieckiem.
                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 16:40
                                    kanga_roo napisała:

                                    > och, mój siedmiolatek potrafi sporo, jeśli chodzi o wkurzanie werbalne rozmówcy
                                    > . i ja na przykład widzę taką zależność, że im bliżej z kimś jest, tym bardziej
                                    > potrafi wkurzyć, na więcej sobie pozwala.

                                    Alez to jest oczywiste, że im sie z kimś jest bliżej to mozna sobie na wiecej pozwolić. Sama mam dziecię niezwykle wygadane i bywa że pyskate. A że jest bestia inteligentna to potrafi czasem dopiec słowami, głupim gestem lub miną. Bywało kilka razy że uważałam, że w swej szczerosci przegięła jednak.

                                    > tak. leży mi na sercu, jakim dziecko jest człowiekiem, ale traktuję je j
                                    > ak człowieka, a nie inaczej, bo jest dzieckiem.
                                    Ale mam nadzieje że nie zapominasz że powinnaś je też wychować, bo to w sumie Twoje zadanie najwazniejsze. Innych pewnie nie wychowujesz.....
                                    • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 04:20
                                      mama303 napisała:

                                      >
                                      > Ale mam nadzieje że nie zapominasz że powinnaś je też wychować, bo to w sumie T
                                      > woje zadanie najwazniejsze.

                                      Nie zgodzę się z tym.
                                      Najważniejsze jest kochanie, rozumienie, szanowanie, zapewnienie bezpieczeństwa psychicznego(i fizycznego oczywiście) oraz bycie z dzieckiem i towarzyszenie mu w dorastaniu, a wychowywanie to rzecz całkiem marginalna, która przy spełnieniu powyższych warunków, zrobi się sama, przy okazji.

                                      Skupianie się na wychowywaniu, to ślepa uliczka, która do niczego dobrego na ogół nie prowadzi. To ścieżka w jedną stronę - do kłopotów - dziecka, albo matki, a najczęściej obydwojga.
                                      • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 10:25
                                        e-kasia27 napisała:

                                        > Nie zgodzę się z tym.
                                        > Najważniejsze jest kochanie, rozumienie, szanowanie, zapewnienie bezpieczeństwa
                                        > psychicznego(i fizycznego oczywiście) oraz bycie z dzieckiem i towarzyszenie m
                                        > u w dorastaniu, a wychowywanie to rzecz całkiem marginalna, która przy spełnien
                                        > iu powyższych warunków, zrobi się sama, przy okazji.

                                        Nie to sie samo nie zrobi nawet w przypadku psa, a człowiek to istota bardziej skomplikowana umysłowo niż pies.
                                        • kanga_roo Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 11:13
                                          mam dzieci i mam psa. w związku z czym mogę się odnieść. w przypadku psa oczywiście postępowanie opisane przez kasię sprawdzi się jak najbardziej - pod warunkiem, że mówimy o relacji mama pies-dziecko pies. czy uważasz, że mama pies zabrania dzieciom jeść słodyczy, czy wymyśla inne bzdurne zakazy w celach edukacyjnych? nie, małe pieski obserwują relacje matki z nimi i z resztą stada, i w ten sposób się uczą. jeśli człowiek chce "trafić" do psa, musi poznać zasady obowiązujace w psim stadzie i uczyć psa po psiemu.

                                          analogicznie przez przykład uczą się dzieci ludzkie. ponieważ człowiek to istota bardziej skomplikowana umysłowo, niż pies, więc dlaczego odmawiać ludzkim dzieciom umiejętności obserwacji?
                                          dodatkowym bonusem takiego podejścia do dzieci jest wiarygodność. nie wysyłasz sprzecznych komunikatów, bo nie pouczasz i nauczasz dzieci, co jest właściwe, samemu robiąc nierzadko inaczej, tylko pozwalasz im samym zrozumieć zasady rzadzące relacjami społecznymi. u ludzi znaczna część informacji przekazywana jest, w odróżnieniu od zwierząt, werbalnie. ale tu też postawiłabym na dialog, nie edukacyjne monologi.

                                          przykład? przeklinanie. moje dzieci znają dość sporo słów niecenzuralnych. mnie samej potrafi się w gniewie wyrwać to i owo. ale one wiedzą, kiedy, przy kim, w jakiej sytuacji takie słowa się pojawiają, wiedzą, że nie mówi się tak publicznie. a i prywatnie tylko w uzasadnionych przypadkach. czy wiedziałyby to wszystko, gdyby zostały ukarane za pierwszy bluzg, z uwagą, że nie wolno im nigdy juz tak powiedzieć?
                                          • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 16:25
                                            kanga_roo napisała:

                                            > mam dzieci i mam psa. w związku z czym mogę się odnieść. w przypadku psa oczywi
                                            > ście postępowanie opisane przez kasię sprawdzi się jak najbardziej - pod warunk
                                            > iem, że mówimy o relacji mama pies-dziecko pies.

                                            Wiesz co, nigdy by mi nie przyszło do głowy porównywać siebie jako matki do matki psiej. Nie widzials nigdy jak suka potrafi dotkliwie skarcić podrastajacego, zbyt rozbrykanego szczeniaka? Myśle tez że mamę psa nie bardzo obchodzi jakim psem bedzie jej latorośl, znaczy nie zalezy jej żeby pies był łagodny, dobrze ułozony, mądry ....itd.
                                            To człowiek psa wychowuje/kształtuje/ koryguje co nieporządane i o to mi chodziło, bo jest rozumny, przewiduje przyszłość, skutki itd.

                                            > jeśli człowiek chce "trafić" do psa, musi poznać zasady obowi
                                            > ązujace w psim stadzie i uczyć psa po psiemu.

                                            Korzysta sie z psich zasad ale nie tylko. Jest mnóstwo technik "nie psich" wymyślonych przez człowieka.

                                            > analogicznie przez przykład uczą się dzieci ludzkie. ponieważ człowiek to istot
                                            > a bardziej skomplikowana umysłowo, niż pies, więc dlaczego odmawiać ludzkim dzi
                                            > eciom umiejętności obserwacji?

                                            Obsolutnie sie nie zgodzę. Dlatego własnie, że człowiek to istota rozumna. Obserwacja jak najbardziej i wyciaganie SWOICH wnioskówi nie tylko naśladownictwo a także całkowita negacja wchodzi w grę, rywalizacja tez bywa- znana i czesta między córka i matką np.Dorastajacy człowiek jest targany rozmaitymi sprzecznymi odczuciami- z jednej strony podziwia rodzica, kocha z drugiej - neguje. Do tego dochodzic może konflikt pokoleń, świat przeciez w szybkim tempie ewoluuje

                                            > dodatkowym bonusem takiego podejścia do dzieci jest wiarygodność. nie wysyłasz
                                            > sprzecznych komunikatów

                                            A jaki sprzeczny komunikat wysyłasz ukaranemu za przewinienie dziecku?

                                            > bo nie pouczasz i nauczasz dzieci, co jest właściwe, samemu robiąc nierzadko inaczej

                                            A kto tak radzi? bo napewno nie ja? :-)

                                            > czy wiedziałyby to wszys
                                            > tko, gdyby zostały ukarane za pierwszy bluzg, z uwagą, że nie wolno im nigdy ju
                                            > z tak powiedzieć?

                                            A jesli byłby to bluzg trzeci i w miejscu wyjatkowo nieodpowiednim? ;-)
                                          • ponponka1 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 16:01
                                            kanga_roo napisała:

                                            >
                                            > przykład? przeklinanie. moje dzieci znają dość sporo słów niecenzuralnych. mnie
                                            > samej potrafi się w gniewie wyrwać to i owo. ale one wiedzą, kiedy, przy kim,
                                            > w jakiej sytuacji takie słowa się pojawiają, wiedzą, że nie mówi się tak public
                                            > znie. a i prywatnie tylko w uzasadnionych przypadkach. czy wiedziałyby to wszys
                                            > tko, gdyby zostały ukarane za pierwszy bluzg, z uwagą, że nie wolno im nigdy ju
                                            > z tak powiedzieć?


                                            A ja nigdy nie przeklinam i moja corka tez nie przeklina. Twoje dzieci to TY nauczylas, ze mozna przeklinac. Beda wieksze, w gniewie tez ci/kolegom/nauczycielowi nawciskaja wiazanki twoich i innych bluzgow, bo nauczylas je, ze sa chwile (gniew) kiedy mozna przeklinac, ba nawet trzeba (skoro mama nie potrafi inaczej reagowac na gniew)!
                                            • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 16:16
                                              A ja przeklinam, moje dzieci na zasdadzie zdrowego buntu - nie:)
                                              Poza tym nie uwazam przeklinania w stosownych momentach za coś złego. Uważam, ze przeklinanie w momencie stresu jest bardzo dobrym rozładowaniem emocji, o ile oczywiście się nikogo przy tym nie obraża.
                                              I nie udało mi sie nauczyć dzieci, cóż.
                                              • ponponka1 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 16:47
                                                verdana napisała:

                                                > A ja przeklinam, moje dzieci na zasdadzie zdrowego buntu - nie:)

                                                na razie.....


                                                > Poza tym nie uwazam przeklinania w stosownych momentach za coś złego.

                                                a ja owszem. Dlatego nie przeklinam, u mnie w domu tez rodzice nie przeklinali, ani dziadkowie. Taka normalna rodzina. Przeklinanie jest w modzie - media to upowszechniaja i maja w tym swoj cel.

                                                Uważam, z
                                                > e przeklinanie w momencie stresu jest bardzo dobrym rozładowaniem emocji, o ile
                                                > oczywiście się nikogo przy tym nie obraża.

                                                Znam inne sposoby rozladowywania emocji. Swoja droga jak masz cos stresujacego w pracy (prosze nie pisz, ze nie masz, kazdy ma) to tez przeklinasz? Czy jednak sie hamujesz co pewno zwieksza napiecie, skoro przeklinanie w momencie stresu rozladowuje cie. I wtedy rozladowujesz sie w domu przy dzieciach :)

                                                > I nie udało mi sie nauczyć dzieci, cóż.

                                                Udalo sie, na 100%. Kiedys sie przekonasz.
                                                • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 17:55
                                                  Na razie to najstarszy ma 29 lat. Więc niech się narzeczona martwi.
                                                  Ach, te media, wszystko chcą zohydzić. Tyle, że ja zaczęłam kląć w innej epoce.
                                                  Cóż, nie znam żadnych dobrych sposobów na rozładowanie napięcia w stresującej pracy, które byłyby zaakceptowane społecznie. Więc tak czy inaczej mszczę si e na rodzinie.
                                                • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 19:38
                                                  ponponka1 napisała:

                                                  > a ja owszem. Dlatego nie przeklinam, u mnie w domu tez rodzice nie przeklinali,
                                                  > ani dziadkowie. Taka normalna rodzina. Przeklinanie jest w modzie - media to u
                                                  > powszechniaja i maja w tym swoj cel.

                                                  Mój dziadek nie znał mediów a klął jak szefc :-), moja mama nigdy nie przeklęła, ojciec tez nie a ja czasami... No i gdzie ta Twoja teoria?
                                                  • ponponka1 czytanie ze zrozumieniem 05.02.13, 12:04
                                                    Napisalam:
                                                    Przeklinanie jest w modzie - medi
                                                    > a to u
                                                    > > powszechniaja i maja w tym swoj cel.

                                                    Przeklinanie jest w modzie. Co widac po waszych postach. 20 lat temu byscie sie wstydzily napisac, ze uzywanie niecenzuralnych slow w rodzinie/publicznie.

                                                    Potem napisalam, ze te mode (nie przeklinanie, bo przeklinalo sie od tysiacleci) na przeklinanie publiczne i chwalenie sie tym publicznie upowszechniaja media (czaczelo sie od Psow w poczatkach lat 90-tych, teraz nawet w DDTVN potrafia poleciec niecenzuralne slowa - i czy ktos na to reaguje? Nie! Bo zostali wymiekczeni.....). Czego jestescie dobrym przykladem - srodowisko gazeta.pl i wogole GW ma w tym tez duuuuuza zasluge :)
                                            • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 17:42
                                              Psa się tresuje, wychowuje, układa... nie ważne, jak to nazwiesz, ważne jest, że polega to na tym, aby w psie wyrobić pewne odruchy warunkowe, a wyrabia się je przy pomocy systemu nagród(smakołyków) i czasami kar(chociaż to jest mniej skuteczna metoda) i poprzez wielokrotne powtarzanie określonych pożądanych sytuacji.

                                              Robi się tak dlatego, że psu nie da się wytłumaczyć(powiedzieć), że powinien sikać na trawkę a nie na kanapę, bo kanapa będzie śmierdziała, jak będzie tam sikał.
                                              Pies nie jest też w stanie wyciągnąć logicznego wniosku, że nie powinien też sikać na fotel, bo fotel też będzie śmierdział, podobnie jak kanapa.

                                              Człowiek tym się różni od psa, że można mu wszystko wytłumaczyć, i że sam potrafi wyciągać logiczne wnioski z sytuacji, które już zna, a także z sytuacji podobnych - także wtedy, gdy jeszcze jest dzieckiem.

                                              Więc mówienie, że psa się wychowuje i dziecko się wychowuje, sugeruje, że robi się to w ten sam sposób.
                                              A to jakaś paranoja, bo ani psa nie da się wychowywać, tak ja człowieka, bo pies nie rozumie, co do niego mówisz, ani człowieka nie da się wychowywać w taki sposób, jak psa.
                                              Chociaż wielu rodziców tak właśnie próbuje robić - stosują ten nieszczęsny system nagród i kar i dlatego to wychowywanie(tresowanie) nie bardzo im wychodzi i efekt końcowy takiego wychowywania często jest inny, niżby tego chcieli - dzieci się nie uczą, wagarują, piją, biorą narkotyki....itp.itd.

                                              • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 20:11
                                                e-kasia27 napisała:

                                                > Więc mówienie, że psa się wychowuje i dziecko się wychowuje, sugeruje, że robi
                                                > się to w ten sam sposób.

                                                Ależ oczywiście że i psa i dziecko sie wychowuje a psa wychowuje sie duzo łatwiej natomiast z dzieckiem bywa duzo trudniej :-). Ale jedno i drugie wymaga wychowania. I o tym pisałam, że NAWET psa należy wychować.

                                                > A to jakaś paranoja, bo ani psa nie da się wychowywać, tak ja człowieka, bo pie
                                                > s nie rozumie, co do niego mówisz, ani człowieka nie da się wychowywać w taki s
                                                > posób, jak psa.

                                                A kto twierdzi inaczej?

                                                > Chociaż wielu rodziców tak właśnie próbuje robić - stosują ten nieszczęsny syst
                                                > em nagród i kar i dlatego to wychowywanie(tresowanie) nie bardzo im wychodzi i
                                                > efekt końcowy takiego wychowywania często jest inny, niżby tego chcieli - dziec
                                                > i się nie uczą, wagarują, piją, biorą narkotyki....itp.itd.

                                                Sytem kar i nagród / którego akurat ja nie jestem zwolenniczką/ nie jest przyczyną wagarów, picia i brania narkotyków. Paradoksalnie zbytnia tolerancja i brak wymagań jakichkolwiek /np. wracania na czas do domu/ też może nią być :-)
                                                • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 21:16
                                                  mama303 napisała:


                                                  > Ależ oczywiście że i psa i dziecko sie wychowuje a psa wychowuje sie duzo łatwi
                                                  > ej natomiast z dzieckiem bywa duzo trudniej

                                                  No właśnie trudniej, bo człowieka nie da wytresować, tak jak psa, bo człowiek się przeciwko takiemu traktowaniu buntuje, bo ma rozum, który pozwala mu myśleć i mieć swoje własne zdanie i swoje własne poglądy, i swoje własne preferencje i dlatego nie chce być tresowany, posłuszny i robić wszystko tak, jak mu mama każe.
                                                  Chce móc decydować o tym, co, kiedy i jak robi.
                                                  i tu jest pies pogrzebany.

                                                  :-). Ale jedno i drugie wymaga wych
                                                  > owania. I o tym pisałam, że NAWET psa należy wychować.
                                                  >


                                                  Nie, psa nie da się wychować(chyba że traktujesz ten wyraz jako synonim tresury), bo wychowanie to złożony proces, który przebiega z udziałem ludzkiego rozumu, którego u psa nie ma.
                                                  • ponponka1 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 16:10
                                                    e-kasia27 napisała:
                                                    >
                                                    > No właśnie trudniej, bo człowieka nie da wytresować, tak jak psa,

                                                    Da sie, metoda manipulacji. Np. pokazywanie zdjec pewnego polityka ZAWSZE z wydetymi lub skrzwionymi ustami. Albo np. ze trzyma szalik na meczu do gory nogami (zdjecie wyjete z serii pokazujacej, ze polityk przekrecal wlasnie podany mu nieprawidlowo szalik) - po kilku miesiacach reakcja goladajcego - niechec albo wrecz nienawisc na widok zdjecia tego polityka.
                                                    I odwrotnie, pokazywanie TYLKO ladnych, gdzie sie milo usmiecha, zdjec polityka, w otoczeniu pieknej i uzmiechnietej zony i corek - i produkt pt. Obama dostaje tlumy wielbicielek bez wzgeldu co powie.
                                                  • mama303 Re: swieta racja :) 05.02.13, 19:34
                                                    ponponka1 napisała:

                                                    > Manipulacja to klamstwo w otoczce prawdy.
                                                    > A tresura to kary i nagrody bez tlumaczenia dlaczego

                                                    Kara przeważnie jest z tłumaczeniem, dlaczego i nagroda zreszta też.
                                            • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 18:02
                                              Poza tym wychowywanie dziecka metodą wyrabiania odruchów warunkowych (system kar i nagród) niesie ze sobą jeszcze to niebezpieczeństwo, że każde dziecko prędzej, czy później zbuntuje się przeciwko takiemu traktowaniu, a wtedy cały system bierze w łeb, bo dziecko nie chce robić tego, czego się od niego wymaga i stąd są te kolejne bunty dwulatka, trzylatka, ... nastolatka, a wtedy zrozpaczone matki piszą na forum: co robić, dziecko mnie nie słucha, jakie kary zastosować, bo ze stania w kącie, to mój sześciolatek się śmieje...i szukają nowych metod, na złamanie swojego dziecka i zmuszenie go siłą, do robienia tego, czego nie chce.
                                              Aż wreszcie przychodzi taki czas, kiedy te siłowe rozwiązania w ogóle przestają działać, i wtedy matka traci całkowicie panowanie nad tym, co i jak robi jej dziecko, a to się często źle kończy, dla dziecka.
                                                • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 03.02.13, 04:36
                                                  A ja nie mogę zrozumieć, dlaczego wszyscy uważają, że dzieci trzeba ciągle do czegoś zmuszać, bo same nie chcą tego robić.

                                                  Czy ja mam i zawsze miałam do czynienia z samymi wyjątkowymi dziećmi??
                                                  (i nie mówię tu tylko o swoich dzieciach)

                                                  Nigdy nie miałam potrzeby zmuszania do czegokolwiek żadnego dziecka, więc jak to jest?
                                                  Od czego to zależy?
                                                  Że ja nie muszę dzieci do niczego zmuszać, bo jak coś trzeba zrobić, to same chętnie to robią, a inni ciągle muszą dzieci zmuszać??
                                                  • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 03.02.13, 16:40
                                                    Bo tylko kompletny idiota chciałby zawsze robić to, co mama każe. Dziecko, kt6óre zawsze zgadza sie na to, co mama każe lub proponuje nie ma własnego zdania, nie umie powiedzieć twardo "nie" . Jesli nigdy nie zmusiłaś do niczego dziecka, tylko zawsze robiły to, co chciałaś, nawet jeśli to było nieprzyjemne (dentysta) czy wbrew ich planom - to oznacza tylko, ze wychowałaś osoby bezwolne. To, co opisujesz jest raczej przerazające - dzieci, które zawsze robią to, co matka uznaje za właściwe, a jeśli nie - to zawsze dają sie matce przekonać.
                                                    Innym też dadzą się przekonać, bo nie umieją robić tego, co same chcą, tylko z entuzjazmem robią to, co inni im polecili.
                                                    Widocznie njie maja własnego charakteru, skoro zawsze robią to, co polecisz im robić. Przykre.
                                                  • dorotka-trzecia Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 03.02.13, 18:42
                                                    Wiedziałam, że tak to zinterpretujesz, dlatego napisałam, wyraźnie, że MÓWIĘ TEŻ NIE O SWOICH DZIECIACH, czyli o cudzych, takich, których ja nie wychowywałam - nie zauważyłaś?

                                                    A jeśli chodzi o moje, to ile razy jeszcze mam napisać, że ja nigdy moim dzieciom(ani żadnym innym) niczego nie każę robić?
                                                    Nie każę myć zębów, nie każę odrabiać lekcji, nie każe się ubierać,...ale jak widzę, to jest po prostu dla ciebie nie do pojęcia, że można dziecku nie kazać, o ono i tak samo to zrobi.

                                                    Nigdy nie zmuszałam dziecka do niczego, wbrew im planom, bo zawsze najpierw pytałam dzieci, jakie mają plany, zanim coś innego na ten czas zaproponowałam. Rozumiesz?
                                                    Zaproponowałam, a nie z góry ustaliłam, że tak ma być.
                                                    Nawet dwulatka może zadecydować o tym, co zje na śniadanie, albo które buty ubierze, nie ma potrzeby jej nakazywać i narzucać swojej woli.
                                                    Czy to naprawdę taki wielki problem, aby spytać dziecko, czy chce zjeść śniadania i ustalić z nim, co chce zjeść?
                                                    Na przykład rozmowa z moją czterolatką z dzisiejszego rana:
                                                    - Dać ci jeść? - Tak.
                                                    - Zjesz owsiankę?
                                                    - Nieeee
                                                    - Kanapkę z pasztetem i ogórkiem?
                                                    - Nieeee. A jest kukurydza?
                                                    - Jest.
                                                    - To ja chcę kaszę z kukurydzą!
                                                    - Ale nie ma kaszy.
                                                    - Łeeee. To zrób mi grzanki i zagrzej kukurydzę.

                                                    Czy to jest według ciebie polecanie dziecku, że ma coś zrobić, tak jak ja chcę??

                                                    Jeśli dziecko przychodzi do domu, to się go pytam, czy dać mu obiad, a nie mówię siadaj i jedz obiad. Widzisz różnicę? A odpowiedź dziecka jest zwykle: A co jest na obiad? i ma możliwość ten obiad zjeść od razu, zjeść potem, albo nie zjeść wcale, jeśli mu nie odpowiada, albo nie jest głodne.
                                                    Czy to naprawdę jest takie trudne do zaakceptowania, że nie ma potrzeby dzieci do niczego zmuszać, bo można z nimi uzgodnić, co i kiedy, i jak zrobią?

                                                    Jak się dziecku nic nie poleca do zrobienia, tylko coś proponuje, albo je pyta, to dziecko nie musi się buntować przeciwko poleceniom, ale jak widzę nie umiem ci tego wytłumaczyć, bo wszystko, co piszę, ty przeinaczasz i widzisz tylko przez pryzmat polecania, kazania, zmuszania, i karania.
                                                    Widocznie nie umiesz sobie wyobrazić, że można inaczej.
                                                  • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 03.02.13, 20:16
                                                    Domyśliłam się.
                                                    Wiesz, takich przykladów można podać mnóstwo. Tylko co wtedy, gdy dziecko mowi - nie umyję zębów, będę bił siostrę, nie idę do przedszkola, będę jadł albo słodycze, albo nic.
                                                    Pewnie, ze ja potrafię przedstawić dowolny dialog, gdzie dziecko grzecznie i uprzejmie rozmawia, a potem dochodzimy do kompromisu. Bywają jednak sytuacjie, gdzie o kompromisie mowy nie ma - branie lekarstwa, trzymanie za rękę przy przechodzeniu przez jezdnię itd.
                                                    Pisać mozna wszystko, wybacz jednak, ze absolutnie nie wierzę, iż żawsze wszystkie dzieci wykonywały posłusznie to, co im zaproponowałaś, niezaleznie, czy miały na to ochotę, czy nie.
                                                    To jest zwyczajne kłamstwo, albo okłamywanie samej siebie.
                                                  • dorotka-trzecia Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 01:23
                                                    A ty zawsze robisz, to co teoretycznie powinnaś zrobić?
                                                    Dlaczego miałabym odmawiać dziecku prawa, do nieumycia zębów, do nie pójścia do przedszkola, do zjedzenia ciastka na śniadanie, albo mnóstwa innych rzeczy?
                                                    Ja też nie jestem ideałem, który zawsze na 100% robi wszystko, jak należy, dlaczego miałbym wymagać tego od małego dziecka, aby było zawsze idealne?

                                                    Jeśli się nie ma takich irracjonalnych wymagań, na co dzień, to w sytuacjach, które są naprawdę wyjątkowe i wymagają od dziecka zrobienia czegoś, co mu nie odpowiada (jak np. branie lekarstw), to dziecko samo zdaje sobie sprawę z tego, że jest to konieczne i zrobi to, bez specjalnych zabiegów ze strony rodzica, trzeba tylko dziecko poinformować, dlaczego to jest konieczne i jakie mogą być skutki, jeśli się tego nie zrobi.
                                                    Pewnie zaraz nazwiesz, to straszeniem dziecka, ale dziecko też musi mieć pełny obraz sytuacji, jeśli ma podjąć słuszną i świadomą decyzję.
                                                    Jeśli powiesz, że ma brać lekarstwo, bo ty tak każesz, to na pewno powie: nie, nie chcę, bo nie.

                                                  • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 10:34
                                                    Oczywiście, ze nie! I dlatego dziecko też nie robi - o to własnie chodzi.
                                                    Tylko ja mam świadomość konsekwencji nie zrobienia czegoś, dziecko - zazwyczaj nie. Odmawiam dziecku prawa do zrujnowania sobie zdrowia, bo ono po prostu nie wie, co wiąże sie z niewłasciwym odżywianiem i niemyciem zębów. Oczywiście, jak raz zje ciastko i raz żębów nie umyje, to machnę ręką - ale jeśli je tylko ciastka, to absolutnie zabronię.
                                                    Małe dziecko nie zdaje sobie sprawy, nawet w sytuacjach wyjątkowych, ze coś jest konieczne i często trzeba je zmusić do wzięcia lekarstwa. Starsze dziecko moze nie chcieć iść do dentysty, nawet rozumiejąc konieczność. To, o czym piszesz, to czysta teoria - gdyby dzieci robiły wszystko posłusznie, bo rozumieją skutki, nie byłoby żadnych problemów wychowawczych, a i dorośli byliby ideałami - bo przecież wiedzą, jakie sa skutki ich działań.
                                                    Tłumaczenia nie nazwę straszeniem dziecka nigdy, pod warunkiem mówienia prawdy. Nigdy nie mowiłam "weź lekarstwo, bo ci każę", tylko "weź, poczujesz się lepiej, pan doktor powiedział, ze wyzdrowiejesz, jak weźmiesz, jeśli nie weźmiesz, to przykro mi - trzeba będze zrobić zastrzyk" - a i tak dziecko nie chciało wziąć. Ciekawe dlaczego? Moze dlatego, ze miało trzy lata i gdzieś to, co będzie jutro?
                                                  • dorotka-trzecia Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 23:47
                                                    verdana napisała:

                                                    > Oczywiście, ze nie! I dlatego dziecko też nie robi - o to własnie chodzi.
                                                    > Tylko ja mam świadomość konsekwencji nie zrobienia czegoś, dziecko - zazwyczaj
                                                    > nie.


                                                    Dlaczego trzeba mu te konsekwencje pokazać, a nie kazać coś robić, bo tak, bo ja tak każe, a ty masz słuchać.


                                                    Odmawiam dziecku prawa do zrujnowania sobie zdrowia, bo ono po prostu nie
                                                    > wie, co wiąże sie z niewłasciwym odżywianiem i niemyciem zębów.Oczywiście, jak
                                                    > raz zje ciastko i raz żębów nie umyje, to machnę ręką - ale jeśli je tylko cia
                                                    > stka, to absolutnie zabronię.


                                                    Ale żeby dziecko chciało jeść tylko ciastka, to najpierw trzeba go tego nauczyć, czyli od maleńkości wtykać mu słodkie rzeczy, jako coś pysznego i niezbędnego, dawać słodycze w nagrodę na przykład, traktować je jako prezent itp.itd., czyli pozwolić, aby dziecko uzależniło się od słodyczy.




                                                    > Małe dziecko nie zdaje sobie sprawy, nawet w sytuacjach wyjątkowych, ze coś jes
                                                    > t konieczne i często trzeba je zmusić do wzięcia lekarstwa. Starsze dziecko moz
                                                    > e nie chcieć iść do dentysty, nawet rozumiejąc konieczność. To, o czym piszesz,
                                                    > to czysta teoria - gdyby dzieci robiły wszystko posłusznie, bo rozumieją skutk
                                                    > i, nie byłoby żadnych problemów wychowawczych,


                                                    No, ale jest przecież wielu ludzi, którzy nie mają żadnych problemów wychowawczych - z czego to według ciebie wynika, że jedni je mają a inni nie?
                                                    Czy to tylko przypadek, że ja nie mam problemów z żadnym z dzieci, a moja sąsiadka ma problemy ze wszystkimi? Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka, chyba aż tak wybiórczo nie działają. Prawda?


                                                    a i dorośli byliby ideałami - bo
                                                    > przecież wiedzą, jakie sa skutki ich działań.
                                                    > Tłumaczenia nie nazwę straszeniem dziecka nigdy, pod warunkiem mówienia prawdy.
                                                    > Nigdy nie mowiłam "weź lekarstwo, bo ci każę", tylko "weź, poczujesz się lepie
                                                    > j, pan doktor powiedział, ze wyzdrowiejesz, jak weźmiesz, jeśli nie weźmiesz, t
                                                    > o przykro mi - trzeba będze zrobić zastrzyk" - a i tak dziecko nie chciało wzią
                                                    > ć. Ciekawe dlaczego? Moze dlatego, ze miało trzy lata i gdzieś to, co będzie ju
                                                    > tro?


                                                    A może dlatego, że zbyt mało przed tymi trzecimi urodzinami pozwalałaś mu decydować o sobie, i zdążyło już wejść w ten słynny okres buntu, w którym dziecko wszystko robi na nie?

                                                    Jak się już bunt raz zacznie, to trudno bez pomocy psychologa tę sytuację zmienić i naprawić stosunki między rodzicem i dzieckiem, bo wtedy rodzic zaczyna być traktowany, jak wróg, któremu się trzeba przeciwstawiać, aby wywalczyć sobie autonomię i swoją własną przestrzeń życiową.


                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 16:17
                                                    dorotka-trzecia napisał(a):

                                                    > Dlaczego miałabym odmawiać dziecku prawa, do nieumycia zębów

                                                    Nie chodzi o jedno nieumycie! według Twoich teorii: dlaczego właściwie dziecko ma myć zęby, jeśli tego nie lubi?

                                                    > do nie pójścia do
                                                    > przedszkola
                                                    Bo matka i ojciec idą do pracy....

                                                    do zjedzenia ciastka na śniadanie, albo mnóstwa innych rzeczy?

                                                    np. paczki chipsów....

                                                    > Ja też nie jestem ideałem, który zawsze na 100% robi wszystko, jak należy, dlac
                                                    > zego miałbym wymagać tego od małego dziecka, aby było zawsze idealne?

                                                    Ale przeciez to nie chodzi o to, aby dziecko było idealne! Chodzi albo o zastosowanie sie dziecka /i przeciez nie tylko dziecka/ do pewnych reguł które w życiu obowiązują, albo o bezpieczeństwo dziecka, o jego zdrowie /trzeba myć zęby, nie mozna jeśc byle czego lub czegos ewidentnie niezdrowego lub szkodliwego/. Matka jest przeciez od tego, nie zrzucaj na dziecko tego, co do Ciebie należy!
                                                    > Jeśli powiesz, że ma brać lekarstwo, bo ty tak każesz, to na pewno powie: nie,
                                                    > nie chcę, bo nie.

                                                    Negocjowanie z dzieckiem, czy zechce zażyć lekarstwo /i może jeszcze kiedy i ile/ jest totalnym nieporozumieniem.
                                                    Przypomniał mi sie jeden wyjazd na narty z kilkoma rodzinami. Jeden tata był takim negocjatorem jak TY. W sprawach róznorodnych /a najbardziej - posiłków/ wciąz negocjował, tłumaczył, robił wykłady swojej kilkulatce. Było to wiecznie sfrustrowanem, nadąsane dziecko, podczas gdy inne juz dawno zjadły posiłek /czesto nie do końca nawet im pasujący/ i biegły do zabawy, tamta dziewczynka wciąż negocjowała z tatą w przy stole.
                                                  • dorotka-trzecia Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 05.02.13, 00:50
                                                    mama303 napisała:

                                                    > Nie chodzi o jedno nieumycie! według Twoich teorii: dlaczego właściwie dziecko
                                                    > ma myć zęby, jeśli tego nie lubi?

                                                    Ale dlaczego miało by nie lubić??

                                                    Jeśli wprowadza się mycie zębów jako formę zabawy, wtedy gdy dziecko samo zaczyna się tym interesować i na jego prośbę, że ja też chcę, bo mama , tata, brat myje, to dziecko nie ma żadnego powodu do nie lubienia mycia zębów.

                                                    Jeśli maltretuje się dziecko na siłę grzebaniem w buzi, już wtedy gdy ma sześć miesięcy, to rzeczywiście może mieć traumę i zębów nie chcieć myć, no i dalej trzeba go zmuszać do tego na siłę, gdy ma trzy lata, i pięć, i dziesięć...



                                                    > Ale przeciez to nie chodzi o to, aby dziecko było idealne! Chodzi albo o zastos
                                                    > owanie sie dziecka /i przeciez nie tylko dziecka/ do pewnych reguł które w życi
                                                    > u obowiązują, albo o bezpieczeństwo dziecka, o jego zdrowie /trzeba myć zęby, n
                                                    > ie mozna jeśc byle czego lub czegos ewidentnie niezdrowego lub szkodliwego/. Ma
                                                    > tka jest przeciez od tego, nie zrzucaj na dziecko tego, co do Ciebie należy!


                                                    Matka jest od tego, aby nauczyć dziecko dokonywania dobrych wyborów, a nie od tego, aby za nie wybierać i kazać mu robić dobre według niej rzeczy.
                                                    Jeśli się tego nauczy, to do reguł też będzie się umiało odnieść w sposób rozumny.

                                                    Jeśli nie będziesz dziecka karmić byle czym, to ono się nie nauczy jeść byle czego, ale pod warunkiem, że ty też nie będziesz byle czego jeść.
                                                    Jeśli sama opychasz się chipsami, to nie możesz wymagać od dziecka, aby ich nie jadło, bo wtedy dajesz mu sprzeczne komunikaty: nie jedz chipsów, bo są złe - ja jem chipsy, bo są dobre - wtedy dziecko się gubi i nie wie, dlaczego ty jesteś taka niedobra i nie pozwalasz mu ich jeść.
                                                    Jeśli się chce, aby dziecko stosowało jakieś reguły, to samemu trzeba tych reguł przestrzegać, albo chociaż tłumaczyć dziecku, dlaczego samemu się te reguły łamie.
                                                    Na przykład powiedzieć, że chipsy są złe, ale ja jestem taka głupia, że się od nich uzależniłam i teraz nie umiem przestać ich jeść, ale bardzo bym chciała przestać.
                                                    Spróbuję już ich nie kupować - i nie kupuj, jak ci dziecko w sklepie powie, mama nie kupuj, gdy sięgniesz na półkę po chipsy, bo masz ich nie jeść.




                                                    > Negocjowanie z dzieckiem, czy zechce zażyć lekarstwo /i może jeszcze kiedy i il
                                                    > e/ jest totalnym nieporozumieniem.

                                                    Nie chodzi o negocjowanie, czy zechce, ale o wytłumaczenie, że musi i dlaczego musi.
                                                    Ale negocjować można czas i sposób podania:
                                                    Rano trzeba wziąć lekarstwo, dać ci wodę do popicia, czy sok? bierzesz teraz, czy po bajce?
                                                    (oczywiście nakłonienie dziecka może trochę potrwać, ale jeśli rodzic wykaże się cierpliwością, nie będzie się złościł, krzyczał, a po fakcie pochwali, że jest takie dzielne, to na pewno się to uda z każdym dzieckiem, a następna dawka pójdzie już o wiele łatwiej)

                                                    Jeśli się pozwala dziecku na podejmowanie decyzji od samego początku, oczywiście dostosowanych do wieku dziecka, jeśli zawsze się reaguje natychmiast na potrzeby dziecka, to dziecko ma poczucie, że samo kieruje swoim życiem i wtedy nie ma problemów, ani z braniem lekarstw, ani z niczym innym., bo skoro samo tak zadecydowało, to nie ma powodu do buntowania się.


                                                    > Przypomniał mi sie jeden wyjazd na narty z kilkoma rodzinami. Jeden tata był ta
                                                    > kim negocjatorem jak TY. W sprawach róznorodnych /a najbardziej - posiłków/ wci
                                                    > ąz negocjował, tłumaczył, robił wykłady swojej kilkulatce. Było to wiecznie sfr
                                                    > ustrowanem, nadąsane dziecko, podczas gdy inne juz dawno zjadły posiłek /czesto
                                                    > nie do końca nawet im pasujący/ i biegły do zabawy, tamta dziewczynka wciąż ne
                                                    > gocjowała z tatą w przy stole.


                                                    Widocznie ten tata nie umiał rozmawiać z dzieckiem, skoro mu to tak kiepsko wychodziło, a dziecko było sfrustrowane i nadąsane. To było dziecko maltretowane według mnie.
                                                    Tata próbował zmusić dziecko do jedzenia, tyle że nie używał siły, a nacisku psychicznego.

                                                    Moje dziecko z tego obiadu zjadło by to, co by chciało, albo by nie zjadło nic, i poszlibyśmy na obiad gdzie indziej, gdzie zamówiło by sobie to, co by mu odpowiadało.
                                                    Nie zmuszałabym dziecka do jedzenia tego, czego nie chce.

                                                    Nacisk można stosować tylko w przypadkach skrajnie koniecznych - jak na przykład wykonanie koniecznego zabiegu medycznego, czy właśnie zażywania lekarstw, czy bezpieczeństwa.
                                                    Jeśli się go stosuje wtedy i tylko wtedy, i wyłącznie wtedy, to dziecko bardzo szybko się zorientuje, że jak mama tak robi, to znaczy, że jest to nieodzownie konieczne do wykonania i nie protestuje.
                                                    Jedzenie, tego, czy tamtego, to zbyt błaha sprawa, aby tym maltretować psychicznie dziecko.

                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 05.02.13, 17:21
                                                    dorotka-trzecia napisał(a):

                                                    > Ale dlaczego miało by nie lubić??

                                                    Bo to jest nudne :-) rozumiem że Ty i Twoje dzieci upajacie sie myciem zębów

                                                    > Jeśli maltretuje się dziecko na siłę grzebaniem w buzi, już wtedy gdy ma sześć
                                                    > miesięcy, to rzeczywiście może mieć traumę i zębów nie chcieć myć, no i dalej
                                                    > trzeba go zmuszać do tego na siłę, gdy ma trzy lata, i pięć, i dziesięć...

                                                    Moja córka np. żadnej traumy nie ma, nie grzebałam jej też w zębach a i tak nie lubi tej czynności bo jest poprostu nudna.
                                                    >
                                                    > Matka jest od tego, aby nauczyć dziecko dokonywania dobrych wyborów.

                                                    No coś Ty, matka przeciez jest od tego żeby głaskac po główce i tulić co by tam dziecie nie wybrało jest dobre bo tak ono chce, to Twoja teoria :-)

                                                    > Jeśli nie będziesz dziecka karmić byle czym, to ono się nie nauczy jeść byle cz
                                                    > ego, ale pod warunkiem, że ty też nie będziesz byle czego jeść.

                                                    Tak można mysleć o trzylatku, im dziecko starsze tym bardziej mają na nie wpływ także inne osoby. Poza tym, Ty zaczynasz sama sobie przeczyć i manipulowac dzieckiem nie pokazując mu róznych możliwosci i rozmaitych smaków, ograniczasz mu prawo do wyboru ;-).

                                                    > Jeśli sama opychasz się chipsami, to nie możesz wymagać od dziecka, aby ich nie
                                                    > jadło, bo wtedy dajesz mu sprzeczne komunikaty: nie jedz chipsów, bo są złe -
                                                    > ja jem chipsy, bo są dobre - wtedy dziecko się gubi i nie wie, dlaczego ty jest
                                                    > eś taka niedobra i nie pozwalasz mu ich jeść.

                                                    No popatrz, ja nigdy chipsów nie jadłam bo nawet nie lubię. Skąd moje dziecko sie nauczyło?

                                                    > Nie chodzi o negocjowanie, czy zechce, ale o wytłumaczenie, że musi i dlaczego
                                                    > musi.
                                                    > Ale negocjować można czas i sposób podania:
                                                    > Rano trzeba wziąć lekarstwo, dać ci wodę do popicia, czy sok? bierzesz teraz, c
                                                    > zy po bajce?

                                                    Moje dziecko akurat nie miało takiego problemu ale umiem wyjśc poza swój własny ogródeczek i wiem, że czesto nic nie pomaga i wtedy te Twoje cudowne rady o kant d...potłuc.


                                                    > Jeśli się pozwala dziecku na podejmowanie decyzji od samego początku, oczywiści
                                                    > e dostosowanych do wieku dziecka, jeśli zawsze się reaguje natychmiast na potrz
                                                    > eby dziecka, to dziecko ma poczucie, że samo kieruje swoim życiem.

                                                    Dziecku jest to wcale nie potrzebne, dziecku jest potrzebny decyzyjny rodzic, aby mogło w pełni sie poczuć dzieckiem.

                                                    > Widocznie ten tata nie umiał rozmawiać z dzieckiem, skoro mu to tak kiepsko wyc
                                                    > hodziło, a dziecko było sfrustrowane i nadąsane. To było dziecko maltretowane w
                                                    > edług mnie.

                                                    To ciekawe, to temu tacie wydawało się /tak jak Tobie zresztą/ że jest doskonałym negocjatorem :-)

                                                    > Tata próbował zmusić dziecko do jedzenia, tyle że nie używał siły, a nacisku ps
                                                    > ychicznego.

                                                    Ależ w życiu ;-) on dziecko umiał przekonać - tak uważał

                                                    > Moje dziecko z tego obiadu zjadło by to, co by chciało, albo by nie zjadło nic
                                                    > , i poszlibyśmy na obiad gdzie indziej, gdzie zamówiło by sobie to, co by mu od
                                                    > powiadało.
                                                    > Nie zmuszałabym dziecka do jedzenia tego, czego nie chce.

                                                    Alez on nie zmuszał, on tylko przekonał.

                                                    > Nacisk można stosować tylko w przypadkach skrajnie koniecznych - jak na przykła
                                                    > d wykonanie koniecznego zabiegu medycznego, czy właśnie zażywania lekarstw, czy
                                                    > bezpieczeństwa.

                                                    Ooooo, widze postęp - niedawno twierdziłas że nigdy
                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 15:47
                                                    dorotka-trzecia napisał(a):

                                                    > Nigdy nie zmuszałam dziecka do niczego, wbrew im planom, bo zawsze najpierw pyt
                                                    > ałam dzieci, jakie mają plany, zanim coś innego na ten czas zaproponowałam. Roz
                                                    > umiesz?

                                                    Pytałas się czy maja plany pójśc do szkoły? i na którą lekcję?:-)
                                                    Musi byc w Twoim domu jakiś totalny bałagan, jesli kazdy realizuje swoje własne plany nie liczac sie z potrzebami innych.

                                                    > Czy to naprawdę taki wielki problem, aby spytać dziecko, czy chce zjeść śniadan
                                                    > ia i ustalić z nim, co chce zjeść?
                                                    > Na przykład rozmowa z moją czterolatką z dzisiejszego rana:
                                                    > - Dać ci jeść? - Tak.
                                                    > - Zjesz owsiankę?
                                                    > - Nieeee
                                                    > - Kanapkę z pasztetem i ogórkiem?
                                                    > - Nieeee. A jest kukurydza?
                                                    > - Jest.
                                                    > - To ja chcę kaszę z kukurydzą!
                                                    > - Ale nie ma kaszy.
                                                    > - Łeeee. To zrób mi grzanki i zagrzej kukurydzę.

                                                    Masz jedno dziecko do wykarmienia czy z kazdym /łacznie z mężem/ ustalasz dokładnie menu na kazdy posiłek?

                                                    > Czy to jest według ciebie polecanie dziecku, że ma coś zrobić, tak jak ja chcę?

                                                    Ależ Ty spłycasz problem... to nie chodzi o widzimisie rodzica a raczej o konieczność. Trzeba np. wstac o okreslonej godzinie żeby zdąrzyć /do szkoły, przedszkola i przy okazji mama tez musi byc na czas w robocie/ chociaz dziecko chetnie by pospało, trzeba wrócic od koleżanki do domu o okreslonej godzinie bo np. rodzina ma ustalone potem jakies plany, trzeba postrzatac pokój czy pomóc w innych pracach domowych chociaz dziecku może ewidentnie sie nie chce itd. itp.

                                                    > Jeśli dziecko przychodzi do domu, to się go pytam, czy dać mu obiad, a nie mówi
                                                    > ę siadaj i jedz obiad.

                                                    a gdzie uzgodnione wczesniej menu? ;-) bo może nie ma ochoty akurat na to, co dziś podajesz...
                                                    > Czy to naprawdę jest takie trudne do zaakceptowania, że nie ma potrzeby dzieci
                                                    > do niczego zmuszać, bo można z nimi uzgodnić, co i kiedy, i jak zrobią?

                                                    Nie zawsze mozna wszystko uzgodnić żeby każdemu odpowiadało i żeby nikt nie był poszkodowany. Zresztą normalna matka nie ustala chyba z dzieckiem czy może dziś pójśc do pracy?

                                                  • dorotka-trzecia Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 05.02.13, 01:38
                                                    mama303 napisała:


                                                    >
                                                    > Pytałas się czy maja plany pójśc do szkoły? i na którą lekcję?:-)


                                                    Tak.
                                                    A jak im się danego dnia nie chciało iść, to pisałam usprawiedliwienia.
                                                    Nieraz i przez tydzień, albo dwa nie chodziły, bez żadnego powodu.
                                                    Mój syn w podstawówce bardzo dużo opuszczał, pilnował tylko, żeby nie przekroczyć dopuszczanej ilości opuszczonych godzin, aby nie było problemu z klasyfikacją.
                                                    Córka trochę mniej, bo ona bardziej lubiła chodzić do szkoły, bo nie mogła się obyć bez koleżanek. W gimnazjum chodził trochę więcej, bo tam mu się bardzo nauczyciele podobali.



                                                    > Musi byc w Twoim domu jakiś totalny bałagan, jesli kazdy realizuje swoje własne
                                                    > plany nie liczac sie z potrzebami innych.


                                                    Mylisz się.
                                                    Jeśli ja od początku się liczyłam z planami i potrzebami moich dzieci, to one nauczyły się liczyć z potrzebami innych członków rodziny, przez czystą analogię.
                                                    Owszem każdy realizuje swoje własne plany, ale uwzględniając plany innych.




                                                    > Masz jedno dziecko do wykarmienia czy z kazdym /łacznie z mężem/ ustalasz dokła
                                                    > dnie menu na kazdy posiłek?

                                                    Troje i męża, a czasem jeszcze innych.
                                                    Nie nie ustalam jadłospisu na każdy posiłek - gotuję to, czy tamto, według własnego uznania, ale jak ktoś tego nie chce akurat jeść, to zawsze w lodówce jest jeszcze coś innego.
                                                    Na przykład dzisiaj:
                                                    z dnia wczorajszego został ugotowany makaron i smażona ryba, dzisiaj ugotowałam ryż i buraczki, i upiekłam karkówkę.
                                                    Mąż zjadł na obiad ryż z wczorajszą rybą i z sałatą(zawsze jest w lodówce).
                                                    Najmłodsza zjadła makaron z tuńczykiem i pokrojonego w plasterki buraka(tartych nie lubi, więc zawsze jej zostawiam całe).
                                                    Syn, jak przyszedł wieczorem, to zjadł resztę makaronu też z tuńczykiem i buraczki.
                                                    Córka zjadła mięso z buraczkami.
                                                    A ja najadłam się samych buraków, bo uwielbiam.
                                                    Każdy zjadł to, co chciał i wszyscy byli zadowoleni.




                                                    > Ależ Ty spłycasz problem... to nie chodzi o widzimisie rodzica a raczej o konie
                                                    > czność. Trzeba np. wstac o okreslonej godzinie żeby zdąrzyć /do szkoły, przedsz
                                                    > kola i przy okazji mama tez musi byc na czas w robocie/ chociaz dziecko chetnie
                                                    > by pospało, trzeba wrócic od koleżanki do domu o okreslonej godzinie bo np. ro
                                                    > dzina ma ustalone potem jakies plany, trzeba postrzatac pokój czy pomóc w innyc
                                                    > h pracach domowych chociaz dziecku może ewidentnie sie nie chce itd. itp.
                                                    >

                                                    Nie, to nie ja spłycam problem.
                                                    To ty to wszystko uważasz za problem.
                                                    A ja uważam że we wszystkim można się dogadać i że nie warto szarpać sobie nerwów i toczyć wojen o nie posprzątany pokój, czy inną błahostkę.


                                                    > Nie zawsze mozna wszystko uzgodnić żeby każdemu odpowiadało i żeby nikt nie był
                                                    > poszkodowany. Zresztą normalna matka nie ustala chyba z dzieckiem czy może dzi
                                                    > ś pójśc do pracy?


                                                    Zawsze można tak uzgodnić, żeby każdemu odpowiadało, trzeba umieć pójść na kompromis i tego dzieci też trzeba nauczyć, raz ustępuję ja, raz ty. A jeśli komuś coś nieodzownie potrzeba, to inni wtedy się do tego dostosowują, nawet kosztem swoich innych planów.

                                                    A o tym, że matka chodzi do pracy(jeśli chodzi), to dzieci wiedzą, i po co tam chodzi też wiedzą, ale jak matka chce wyjść do fryzjera, to może to z dziećmi uzgodnić, tak aby im też pasowało.
                                                  • scher Jesteś złą, nieodpowiedzialną matką 05.02.13, 16:53
                                                    dorotka-trzecia napisał(a):

                                                    > > Pytałas się czy maja plany pójśc do szkoły? i na którą lekcję?:-)
                                                    > Tak.
                                                    > A jak im się danego dnia nie chciało iść, to pisałam usprawiedliwienia.
                                                    > Nieraz i przez tydzień, albo dwa nie chodziły, bez żadnego powodu.

                                                    Dla mnie sprawa jest jasna, ty jesteś po prostu złą matką. Nie uczysz dzieci podstawowych standardów. Dość łatwo być rodzicem "fajnym", miłym", niewymagającym. Wtedy nie ma potrzeby konfrontowania się z lenistwem albo innymi wadami własnych dzieci. Wygodniej odpuszczać - jednak ocena takiego rodzicielstwa może być wyłącznie negatywna.
                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 05.02.13, 17:32
                                                    dorotka-trzecia napisał(a):

                                                    > Tak.
                                                    > A jak im się danego dnia nie chciało iść, to pisałam usprawiedliwienia.
                                                    > Nieraz i przez tydzień, albo dwa nie chodziły, bez żadnego powodu.

                                                    Gratuluję, co tam w usprawiedliwieniu napisałaś?

                                                    > Mylisz się.
                                                    > Jeśli ja od początku się liczyłam z planami i potrzebami moich dzieci, to one n
                                                    > auczyły się liczyć z potrzebami innych członków rodziny, przez czystą analogię

                                                    Nie mogą się wszyscy z wszystkimi naraz liczyć, to nie wykonalne. Zawsze idzie sie na jakiś kompromis, Ty prawdopodobnie swoich dzieci tego nie nauczyłaś bo zawsze one były najważniejsze.

                                                    > Owszem każdy realizuje swoje własne plany, ale uwzględniając plany innych.

                                                    Zaprzeczasz sama sobie.
                                                    > A ja najadłam się samych buraków, bo uwielbiam.

                                                    Nic innego Ci nie zostawili?

                                                    > A ja uważam że we wszystkim można się dogadać i że nie warto szarpać sobie nerw
                                                    > ów i toczyć wojen o nie posprzątany pokój, czy inną błahostkę.

                                                    Lepiej samej zrobić, aby tylko dzieciątka były zadowolone.

                                                    > A o tym, że matka chodzi do pracy(jeśli chodzi), to dzieci wiedzą, i po co tam
                                                    > chodzi też wiedzą

                                                    Ale co z tego że wiedzą? wiele dzieci wolałoby aby mama została w domu, jak to wtedy rozwiązać aby dzieciatko było zadowolone? prace rzucić?
                                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 04.02.13, 15:26
                                                    e-kasia27 napisała:

                                                    > A ja nie mogę zrozumieć, dlaczego wszyscy uważają, że dzieci trzeba ciągle do c
                                                    > zegoś zmuszać, bo same nie chcą tego robić.

                                                    A dlaczego CIĄGLE?

                                                    > Czy ja mam i zawsze miałam do czynienia z samymi wyjątkowymi dziećmi??
                                                    > (i nie mówię tu tylko o swoich dzieciach)

                                                    Mysle że nie masz za duzo doczynienia z dziećmi, albo masz bardzo małe dziecko, do tego potakujacy egzemplarz /mam takiego siostrzeńca, wiec wierze że takie dzieci też są/ albo jeśtes matką, której dzieci potakują dla świetego spokoju /bo matka truje i "tłumaczy" i negocjuje godzinami wszystko/ albo poprostu bajdurzysz farmazony trzy po trzy ;-)
                                                  • dorotka-trzecia Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 05.02.13, 01:55
                                                    Żadne z tych "albo", które wymieniłaś, nie są prawdziwe.
                                                    I zupełnie nie rozumiem, dlaczego uważasz, że dzieci miałyby mi potakiwać.
                                                    Chyba za bardzo tkwisz jednak w tym systemie, gdzie dzieci i ryby głosu nie mają.
                                                    Dzieci maja być grzeczne, być cicho i słuchać bez szemrania rodziców. Prawda?
                                                    Dlatego ciągle powtarzasz, jak mantrę, że dzieci mi potakują
                                                    ( w domyśle, ja wydaję rozkazy, polecenia, a dzieci się zgadzają)
                                                    - nie potakują, DZIECI ZE MNĄ ROZMAWIAJĄ, A JA Z NIMI i jak mamy coś do zrobienia, to razem ustalamy, jak i kiedy to zrobimy i robimy to tak, aby wszyscy byli zadowoleni, i aby każdemu pasowało, i aby potrzeby wszystkich były zaspokojone.
                                                  • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 06.02.13, 13:41
                                                    Dzieci rzerczywiście nie musza Ci potakiwać, bo ich nie wychowujesz, tylko robisz co chcą. Uczysz je, ze człowiek powinien robić tylko to, co lubi, a obowiązki nie mają zadnego znaczenia - nie chcesz chodzić do szkoły - nie musisz. Nie chcesz zmywać - kto inny zmyje.
                                                    Nie mogą być wszyscy zadowoleni - bo Twoje dzieci, nauczone, ze nic się nigdy nie musi, mogą (choć oczywiście nie muszą) być wstrząśnięte, kiedy nie zaliczą roku na studiach, bo im sie nie chciało bez powodu iść na ćwiczenia, albo wylecą z pracy, bo tam dostaną nienegocjowalne polecenie.
                                • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 14:07
                                  mama303 napisała:

                                  > Ale z dzieckiem jesteś na codzień i chyba bardziej leży Ci na sercu jakim jest/
                                  > bedzie człowiekiem. Na koleżankę możesz sie obrazić, zerwac stosunki i miec ja
                                  > gdzieś. Na dziecko raczej nie.
                                  Jak przegniesz to i tak może w przyszłości dojść do tego, że dziecko się od Ciebie odetnie i nie będzie chciało mieć z Tobą nic wspólnego? I co?
                                  • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 31.01.13, 16:26
                                    joshima napisała:

                                    > Jak przegniesz to i tak może w przyszłości dojść do tego, że dziecko się od Cie
                                    > bie odetnie i nie będzie chciało mieć z Tobą nic wspólnego? I co?

                                    Ale znów zbaczasz daleko z tematu. Ja pisałam o reakcji na obrażliwe zachowanie koleżanki a ty że dziecko sie odemnie odetnie i że jak przegnę.... A czy ja zachecam do przeginania? Jeśli juz idziemy w tym kierunku to nie wiadomo, czy od Ciebie sie nie odetnie. Rola matki nie polega jedynie na cmokaniu i czułosciach.
                                    • kanga_roo Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 09:22
                                      nie rozumiem, dlaczego jeśli ktoś pisze, że nie ma misji wychowywania dziecka (wyjaśniając zresztą obszernie różnicę pomiędzy swoim poglądem, a poglądami zwolenników nagradzania, karania i ogólnie manipulowania dzieckiem w celach wychowawczych - vide wypowiedzi kasi, joshimy i moje), to zwolennicy wychowywania z punktu stwierdzają, że na pewno głaszczemy dzieci po główce, czego by nie zrobiły, i ogólnie ograniczamy swoje interakcje z dzieckiem do cmokania i czułości. to jest kompletnie błędne założenie. jeśli traktuję dziecko, jak wszystkich innych ludzi, to tak samo mogę okazać czułość, jak i dezaprobatę, radość jak gniew. ładnie opisała to ada w wątku o życzeniu śmierci. dziecko zrozumiało, że postąpiło niewłaściwie i sprawiło mamie przykrość, mama była z dzieckiem szczera, ale nie wymyślała kar - zachowała się naturalnie, przyznała, że nie ma nastroju na czułości z dzieckiem, bo jest jej przykro. można? można.
                                • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 04:05
                                  mama303 napisała:


                                  > Ale z dzieckiem jesteś na codzień i chyba bardziej leży Ci na sercu jakim jest/
                                  > bedzie człowiekiem. Na koleżankę możesz sie obrazić, zerwac stosunki i miec ja
                                  > gdzieś. Na dziecko raczej nie.
                                  > > dziecku mogę dodatkowo wyjaśnić, czym takie czy inne zachowa
                                  > > nie skutkuje (nie dotrzymanie umowy=utrata wiarygodności=brak możliwości
                                  > negocj
                                  > > owania innych korzyści, niegrzeczne odzywki=utrata sympatii, niefajna atm
                                  > osfera
                                  > > i inne konsekwencje).
                                  > Ja nie neguje wyjasnień, pisze o sytuacjach w których wyjasnienia nie skutkują.
                                  >


                                  Ale wyjaśnienia zawsze skutkują, trzeba tylko odpowiednio do wieku dziecka wyjaśnić.
                                    • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 13:04
                                      Wyjasnienia zawsze skutkują? To by oznaczało, przepraszam bardzo, jakieś absurdalne założenie, ze matka ma zawsze rację. Jeśli wyjasnienia skutkują zawsze, to znaczy, zę dziecko nie ma prawa nie przyjąć do wiadomości argumentacji matki - albo jest to kompletna bzdura, albo najgorsza wizja domowego totalitaryzmu o jakiej słyszałam.
                                      Przy starszych dzieciach kary bywają konieczne - jak dzaiecko po raz piąty nie wróci na czas, to po raz szósty go z domu nie wypuścimy. Można tego nie nazywać karą, ani karaniem, ale nie łudźmy się - dziecko czuje się ukarane.
                                      Dziecko, które nie odrobiło na czas lekscji, nie obejrzy filmu, nie wyjdzie na spacer - jak wyzej. Co ma tu do rzeczy tłumaczenie? Nie ma dzieci, które nie popełniają błędów czy wykroczeń tylko dlatego, zę w teorii wiedzą, jak powinno być.
                                      Z jednym tylko sie zgodzę. Z dzieckiem sie mieszka, z dzieckiem się rozmawia, a nie "wychowuje" sie planowo i systematycznie. Wychowanie jest ubocznym skutkiem codzienności z dzieckiem. Zatem nie ma mowy o karach zaplanowanych, stałych, jako części procesu wychowania. To też pewien skutek uboczny.
                                      • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 16:32
                                        verdana napisała:

                                        > Z jednym tylko sie zgodzę. Z dzieckiem sie mieszka, z dzieckiem się rozmawia, a
                                        > nie "wychowuje" sie planowo i systematycznie.

                                        Planowo i systematycznie to może i nie ale jednak kazdaej matce lezy na sercu, jakim człowiekiem bedzie jej dziecko. Kiedy sa np. jakies problemy wychowawcze to podejmuje sie różne trudne decyzje, podejmuje przynajmniej próbę korygowania wtedy samo mieszkanie z dzieckiem i rozmowa może nie starczać.
                                        • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 21:17
                                          Pewnie, ze tak. Ale jak zawsze mówiła moja matka "Najgorsze w wychowaniu jest posiadanie jakiegokolwiek planu wychowawczego i wizji". Ja sie z nią zgadzam. Pewnie, ze koryguję zachowanie, ale też znacznie bardziej spontanicznie, niż rozumowo. Nie dlatego, że"tak trzeba", nie dlatego, że ma wyrosnąć na jakiegoś określonego człowieka, ale dlatego , zę tu i teraz jego zachowanie mi sie nie podoba.
                                          • mama303 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 13:43
                                            verdana napisała:

                                            > Pewnie, ze koryguję zachowanie, ale też znacznie bardziej spontanicznie, niż rozu
                                            > mowo. Nie dlatego, że"tak trzeba", nie dlatego, że ma wyrosnąć na jakiegoś okr
                                            > eślonego człowieka, ale dlatego , zę tu i teraz jego zachowanie mi sie nie podo
                                            > ba.

                                            No ja nie wiem, spontanicznie to bym czasem machnęła ręką bo mi sie chandryczyc nie chce.
                                      • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 01.02.13, 21:55
                                        verdana napisała:

                                        > Wyjasnienia zawsze skutkują? To by oznaczało, przepraszam bardzo, jakieś absurd
                                        > alne założenie, ze matka ma zawsze rację. Jeśli wyjasnienia skutkują zawsze, to
                                        > znaczy, zę dziecko nie ma prawa nie przyjąć do wiadomości argumentacji matki -
                                        > albo jest to kompletna bzdura, albo najgorsza wizja domowego totalitaryzmu o j
                                        > akiej słyszałam,

                                        Ale dlaczego zakładasz, że tylko matka ma możliwość wyjaśniania??
                                        A dziecko co?? Nie ma prawa głosu??


                                        > Przy starszych dzieciach kary bywają konieczne - jak dzaiecko po raz piąty nie
                                        > wróci na czas, to po raz szósty go z domu nie wypuścimy. Można tego nie nazywać
                                        > karą, ani karaniem, ale nie łudźmy się - dziecko czuje się ukarane.


                                        A po co dziecku narzucać takie ograniczenia??
                                        Gdy się nie narzuca dziecku konkretnej godziny powrotu, to nie ma problemu z tym, że nie przyszło na czas i nie ma możliwości kary, jakby na to nie patrzeć.


                                        > Dziecko, które nie odrobiło na czas lekscji, nie obejrzy filmu, nie wyjdzie na
                                        > spacer - jak wyzej.

                                        Nie!
                                        Dziecko, które nie odrobiło lekcji pójdzie do szkoły z nieodrobionymi lekcjami i dostanie pałę, i to będzie wystarczająca kara(albo konsekwencja, jak niektórzy tu mówią), za nie odrobienie lekcji.
                                        Dlaczego miałoby z tego powodu nie iść na spacer, albo nie oglądać filmu??
                                        Myślisz, że zła ocena, to za mała kara??

                                        Chociaż prawdę mówiąc, to ja często w takich sytuacjach nieodrobionych lekcji pozwalałam dzieciom nie iść do szkoły i pisałam im usprawiedliwienia - oczywiście pod pewnymi warunkami, że następnego dnia te zaległe lekcje jednak odrobią i uzupełnią to na czym nie były.
                                        To bardzo dobrze działało - problemów w szkole nigdy żadnych nie było.



                                        Co ma tu do rzeczy tłumaczenie? Nie ma dzieci, które nie po
                                        > pełniają błędów czy wykroczeń tylko dlatego, zę w teorii wiedzą, jak powinno by
                                        > ć.

                                        No i dlatego, że ktoś popełnia błędy, to trzeba go za to karać??
                                        Każdy popełnia błędy, dorosły też.
                                        Siebie tez karzesz, jak coś źle zrobisz??



                                        • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 14:26
                                          Dziecko ma prawo głosu, tylko jesli upiera się,z ę lanie koleżanki jest dobrą metodą na przekonanie jej do oddania samochodu i nie uznaje argumentów matki, to chyba jednak nie da sie osi.ągnąć kompromisu. Podobnie, gdy nie uznaje mycia zębów. Albo nie uznaje konieczności uczenia się.
                                          Kara pozwala dziecku zostać przy swoim zdaniu. "Przekonywanie" chyba jednak nie.
                                          Nie narzucanie 10 latkowi konkretnej godziny powrotu nazywa sie krańcowym zaniedbaniem i brakiem dbałości o bezpieczeństwo dziecka. Pozwolenie 13 latkowi, aby wracał nad ranem jest absurdem. Cała rodzina czekająca z obiadem, aż dziecię raczy wrócić, też zachwycona nie jest. Uwazasz, ze można wypuścić 10 latka z domu i nie wiedzieć, czy wróci za pół godziny, czy o 11 wieczór?
                                          Dziecko, któremu pozwalamy oglądać film, bo lekcji nie odrobiło, nauczy sie,z ę przyjemność jest wazniejsza od obowiązku. Pójdzie do szkoły z nieodrobionymi lekcjami i przepisze je na przerwie od kolegi. I nie dostanie pały, tylko dowie się, zę lekcji odrabiać nie warto.
                                          Za błędy rzeczywiście karać nie warto. Ale za rzeczy zrobione ze złą wolą - tak.
                                          • joshima Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 17:44
                                            verdana napisała:

                                            > Dziecko ma prawo głosu, tylko jesli upiera się,z ę lanie koleżanki jest dobrą m
                                            > etodą na przekonanie jej do oddania samochodu i nie uznaje argumentów matki, to
                                            > chyba jednak nie da sie osi.ągnąć kompromisu.
                                            Czym innym jest powstrzymanie dziecka kiedy bija inne dziecko a czym innym późniejsze ukaranie go za to. To są dwie odrębne kwestie :)
                                          • e-kasia27 Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 19:29
                                            verdana napisała:

                                            > Dziecko ma prawo głosu, tylko jesli upiera się,z ę lanie koleżanki jest dobrą m
                                            > etodą na przekonanie jej do oddania samochodu i nie uznaje argumentów matki, to
                                            > chyba jednak nie da sie osi.ągnąć kompromisu.

                                            No cóż, gdyby lanie koleżanki, było jedyną metodą na skłonienie jej do oddania mojemu dziecku samochodu, to bym go od tego wcale nie odwodziła i nie przekonywała, że nie wolno.

                                            Podobnie, gdy nie uznaje mycia z
                                            > ębów. Albo nie uznaje konieczności uczenia się.
                                            > Kara pozwala dziecku zostać przy swoim zdaniu. "Przekonywanie" chyba jednak nie
                                            > .


                                            Aha, czyli według ciebie to jest dobre, jak dziecko pozostanie przy swoim zdaniu, że nie chce myć zębów, albo że się nie chce uczyć i będzie to robić tylko pod groźbą kary?
                                            A jak mama zniknie z zasięgu wzroku i kary nie będzie, to oczywiście zębów nie umyje, bo kary i tak nie będzie?
                                            Naprawdę uważasz, że tak jest dobrze??


                                            > Nie narzucanie 10 latkowi konkretnej godziny powrotu nazywa sie krańcowym zanie
                                            > dbaniem i brakiem dbałości o bezpieczeństwo dziecka.

                                            Nie, jeśli się z dzieckiem ustali gdzie idzie, gdzie będzie i kiedy chce wrócić, to nie będzie to żadne zaniedbanie, wręcz przeciwnie.



                                            >Pozwolenie 13 latkowi, aby
                                            > wracał nad ranem jest absurdem.


                                            Nie, jeśli, jak wyżej, ustali się z dzieckiem gdzie będzie i się po niego pojedzie, jak impreza się skończy, to nie jest to żaden absurd.

                                            >Cała rodzina czekająca z obiadem, aż dziecię r
                                            > aczy wrócić, też zachwycona nie jest.

                                            No cóż, gdybym miała czekać z obiadem, aż cała rodzina się zejdzie do kupy, to często musielibyśmy obiad jeść o 24-tej, albo nawet i później.
                                            U nas obiad każdy je sam, wtedy, jak wróci.

                                            Uwazasz, ze można wypuścić 10 latka z dom
                                            > u i nie wiedzieć, czy wróci za pół godziny, czy o 11 wieczór?


                                            Nie, ale można z nim ustalić(zapytać go) kiedy wróci i dokąd idzie, a jeśli ma zamiar wracać o późnej godzinie, to po niego pojechać, albo pójść.


                                            > Dziecko, któremu pozwalamy oglądać film, bo lekcji nie odrobiło, nauczy sie,z ę
                                            > przyjemność jest wazniejsza od obowiązku. Pójdzie do szkoły z nieodrobionymi l
                                            > ekcjami i przepisze je na przerwie od kolegi. I nie dostanie pały, tylko dowie
                                            > się, zę lekcji odrabiać nie warto.

                                            A czy warto??
                                            Odrabianie lekcji to nie jest najważniejsza sprawa.
                                            Dla mnie ważniejsze jest, aby dziecko chciało zdobywać wiedzę, i aby to robiło dla siebie, po to aby być mądrym, aby coś wiedzieć, a nie tylko dla nagrody, stopni, czy z powodu grożącej mu kary.



                                            > Za błędy rzeczywiście karać nie warto. Ale za rzeczy zrobione ze złą wolą - tak
                                            > .

                                            Naprawdę wierzysz w to, że dzieci są takie złe i perfidne, że robią coś ze złej woli??
                                            Ja tak nie uważam.
                                            • verdana Re: ja też stosuję tak rozumiane KARY - jestemZłą 02.02.13, 23:13
                                              A, no tak - czyli Twoje dziecko ma prawo ukarać koleżankę. W imię czego? Bo to Twoje dziecko i nie twoje dziecko? Lanie jest super, skoro to moje dziecko leje? Gdzie perswazja, która przecież zawsze działa?
                                              Tak, dla mnie jest dobre, jesli dziecko pozostanie przy swoim zdaniu, jesli tak myśli i jednak umyje zęby. Lepsze, niz gdyby musiało godzić sie z kazdym zdaniem wygłoszonym przez mamę, bo mama wie lepiej. Cóż, czasem dziecka przekonać się nie da, będzie tylko udawało, ze się zgadza. Nie masz możliwości sprawdzić, co myśli naprawdę, a co jest efektem bezustannego przekonywania, co potocznie nazywa się truciem.
                                              Dzieci nie wychodza tylko na imprezy. Wychodzą z kolegami. Idą do nich do domu i nie przychodzę po 13-latka, tylko wraca on sam. 10 latek moze ustalić, że wychodzi z kolegami pospacerować i wróci za pięć godzin, ale pozwolenie mu na to jest raczej dziwne.
                                              Odrabianie lekcji dla mnie też szczególnie istotne nie jest, ale świadomość, ze obowiązki są istotniejsze od zabawy - zdecydowanie tak.
                                              Cóż, można miec rodzinę, która sie nigdy nie spotyka przy wspolnym posiłku i uwazać, ze to jest ideał. Ja jednak czasem chciałabym zjeść obiad z rodziną, tak czasami robią rodziny, które sie lubią.
                                              Tak, wierzę, ze dzieci, starsze, nie 2-3 latki są ludźmi, a nie jakimiś istotami, na ktre patrzymy z pobłazliwą wyższością, bo to jeszcze takie głupiutkie, ze gniewać sie nie ma o co - i ze jako rozumni ludzie potrafią zrobić coć złośliwie.
                                              Może nie karzesz dzieci, ale też nie traktujesz ich poważnie, jak po prostu drugiego człowieka, tylko jak głupiutkie dziecko, którego rozumem jesteś Ty.