pinia82
13.02.13, 14:15
Mam duży problem z młodszym dzieckiem, obecnie 1,5 roku.
Otóż jest na etapie "tylko mama i tylko moja mama", i o ile u innych dzieci to normalny etap rozwoju, to u mojego chyba troszeczkę poszło za daleko. Dziecko nie chce ani na sekundę z nikim zostać, gdy jestem w jego obecności (jedyną osobą z którą potrafi zostać - po tym, jak cichutko się ulotnię- jest jego tata), ciągle doczepione do mojej nogi, gdy robię obiad, myję zęby, cokolwiek innego, nie mogę sama iść się ubrać do sąsiedniego pokoju, czy umalować bo zaraz z wielkim płaczem leci za mną, i potrafi płakać baaaaaaaaardzo długo, dopóki nie wezmę go na ręce. Wszędzie muszę taszczyć go ze sobą i przyznam że jest to strasznie uciążliwe, bo w końcu nieść 12 kg w jednej ręce i przykladowo kosz z praniem w drugiej po schodach jest dużym wysiłkiem (ktoś powie,że mogę to robić jak mąż wróci z pracy...otóż nie, bo jest wielka histeria jak tylko go zostawię, więc unikam takich sytuacji). Ponadto jest baaaaardzo zazdrosny o straszego brata, który też potrzebuje się przytulać, zwłaszcza teraz w trakcie choroby. Starszak nie ma prawa do mnie podejść ani mnie dotknąć, bo zaraz młodszy go bije i krzyczy jak opętany. Tłumaczenia nic nie pomagają, ignorowanie tym bardziej, przytulanie - owszem - ale nie mogę przecież całego dnia przesiedzieć na kanapie i tulić synka. Poza tym jest to normalnie rozwijające się dziecko, otrzymuje dużo uwagi zarówno ode mnie jak od taty, codziennie przychodzą dziadkowie - babci nie toleruje w ogole, dziadka lubi i bawi się z nim ale tylko gdy ja lub tata jesteśmy w pobliżu. Nie ma żadnej możliwości abym zostawiła go z dziadkami (np. wychodząc na zakupy). Nie wiem czy ma to jakieś znaczenie dla jego obecnego zachowania ale kilka m-cy temu miala miejsce sytuacja (wtedy jeszcze był "normalnie zachowującym się dzieckiem" z dziadkiem zostawał codziennie gdy wiozłam starszka do p-kola), w której ja musiałam odebrać starszaka z przedszkola i odbyć z nim wizytę u pediatry,a młodszego w tym czasie zostawiłam z babcią - babcia przyszła na ostatnią chwilę (przed moim wyjściem) i wyglądało to w ten sposób że ucałowałam, obróciłam się na pięcie i poszłam słysząc jak dziecko baaaaardzo przeraźliwie płacze. Od tamtego momentu przeżywam w domu koszmar, a syn nie uznaje babci w ogóle. Czy da radę jakoś go uspokoić, jak odbudować jego poczucie bezpieczeństwa? Przyznam, że jestem już tą sytuacją strasznie zmęczona. Dodam, że jest to dziecko, które od urodzenia przebywa 80% czasu tylko ze mną, popołudniami z tatą, dziadkowie nie zajmowali się nim w ogóle, z reguły przychodzą "posiedzieć". Nie mamy zadnych cioć, oraz innych osób które mogłyby nas odciążyć. Ja już jestem w naprawdę kiepskim stanie, ciągle zmęczona, sfrustrowana bez chęci do życia...