"toksyczna" kolezanka 7latki

IP: *.adsl.inetia.pl 15.02.13, 15:17
mam maly problem, nawet nie wiem czy to juz problem, czy jeszcze "samo zycie"
moze mi ktos bezstronny pomoze spojrzec na to z boku...
moze slowo w tytule tez nie do konca adekwatne, ale opis sytuacji powinien rozjasnic sytuacje

chodzi o moja corke i jej kolezanke. 7latki

znaja sie od przedszkola, razem chodza do szkoly.
w przedszkolu bylo super, wielka przyjazn, co rodzice tamtej lubili podkreslac na kazdym kroku, ze to takie szczescie, ze sie tak zaprzyjaznily, znalazly w wielkim swiecie itp itd no spoko - mojemu zamknietemu w sobie i niesmialemu dziecku dosyc dobrze ta znajomosc robila.

ale teraz coraz mniej mi sie ich uklad podoba.

kolezanka jest przebojowa, glosna, pewna siebie, wesola - liderka, zawsze w centrum uwagi
i niby kocha moja corke najbardziej na swiecie i lubi to podkreslac na lewo i prawo, a jednoczesnie traktuje ja (w sumie innych tez) jak...nie wiem sama...sluzaca? ma jej we wszystkim ustepowac, bo inaczej jest foch. sama nigdy nie ustapi, oczekuje ze wszyscy beda wokol niej biegac, czesto jest opryskliwa, humorzasta, niemila... mysli tylko o sobie i moja jakos chyba sie calkiem temu podporzadkowuje, ustepuje ZAWSZE, nigdy nie postawi na swoim

a moja to przezywa, nie jest jej z tym dobrze, a z drugiej strony to jej najlepsza kolezanka, wczesniej tak nie bylo :( potem wraca do domu i tak samo jak tamta traktuje mlodsze rodzenstwo i nas, jak kolezanka ja
moze jej sie wydaje, ze to takie fajne? ze skoro tamta jest taka gwiazda takimi metodami, to skoro w szkole ma byc jej zabawka, to chociaz w domu sobie poprobuje tych metod?

wczesniej tego nie widzialam, a dosyc czesto sie spotykaly, wiec problem pojawil sie jakos w tym roku szkolnym...

tlumacze dziecku, ze tak nie wolno, ze to nie w porzadku, ze mozna komus sprawic przykrosc, ze inni maja uczucia jak i ona, i zeby moze z innymi dziecmi sie troche bardziej sprobowala zaprzyjaznic, ze nie musi "tanczyc zawsze jak tamta jej zagra", ale ona jest niesmiala i trudno jej to przychodzi, poza tym tamta jest zazdrosna i nie chce za bardzo udostepnic mojej innym, inaczej sie gniewa i moja i tak zrobi co zechce tamta...

nie podoba mi sie to i nie wiem, co robic...
a przed nimi jeszcze cala podstawowka
    • Gość: hmm Re: "toksyczna" kolezanka 7latki IP: *.adsl.inetia.pl 15.02.13, 15:25
      no tak opis sytuacji rozjasni sytuacje :P

      ale np sytuacja z wczoraj:
      moja dostala 4 walentynki a tamta jedna, wiec sie obrazila
      i dopiero jak moja oddala jej swoje 2, tak zeby tamta miala wiecej, to sie przestala gniewac :(
      polamala swoje kredki i dopiero jak moja oddala jej w miejsce polamanych swoje, to bylo ok

      i ja tlumacze mojej, ze tak nie wolno, ze ja kupilam jej te kredki, a kolezance niech kupi nowe mama, albo ze walentynki byly dla niej itp to mowi, ze chciala byc mila, bo to jej przyjaciolka...
      • basiastel Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 15.02.13, 16:11
        Właściwie nie umiem poradzić, ale mam podobne doświadczenia. Moja córcia jest bardzo koleżeńska i w podstawówce była wykorzystywana przez koleżanki. Jedna ją regularnie naciągała na zakupy, co nawet sygnalizowała mi pani ze sklepu i dopiero gdy wyszło, że nie zjada w szkole obiadów, bo koleżanka wymuszała, by jej w sklepiku kupowała rózne świństwa, sprawę ukróciłam. Miała i ciągle ma taką koleżankę "gwiazdę". Była wielka przyjaźń z deklaracjami, że dozgonna, ale gdy poszły do gimnazjum, juz po tygodniu było po przyjaźni, bo koleżanka znalazła sobie świtę i swojej przyjaciółki nie zauważała, była wręcz niemiła. Córeczka to odchorowała, czuła sie koszmarnie, chciała nawet, by zmienić jej szkołę, ale ostatecznie pogodziła się ze stratą i znalazła sobie inne koleżanki, a jej była przyjaciółka bryluje, choć widzę, że część osób z jej orbity trochę drażnią jej narcystyczne zachowania i dają temu wyraz na facebooku. Nie podejrzewam, by ta dziewczynka była zdolna do głębokich przyjaźni i coś takiego mówiła mi nawet jej matka, która też bardzo sie cieszyła, że zaprzyjaźniła sie z moją córcią, bo wcześniej jej relacje z rówieśnikami nie były wartościowe, w ocenie tej mamy.
        Z różnymi osobami zetkną sie w życiu nasze dzieci i rózne rozczarowania je spotkają, nie ustrzeżemy ich przed takimi doświadczeniami. Córeczka jest jeszcze mała, kupuje różne zle wzorce, zwłaszcza, że widzi, że ta jej koleżanka dobrze na tym wychodzi. Nie umiem poradzić, trzeba rozmawiać, rozmawiać i rozmawiać.
        • anula36 Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 15.02.13, 16:28
          A moze pomoc corce zaprzyjaznic sie z kims innym? zaprosic inne kolezanki do domu? Pozwolic corce rozwinac skrzydla, a nie tkwic w pozycji sluzacej.

    • morekac Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 15.02.13, 20:19
      A ja myślę, że twojej córce to całkiem pasuje... I wbrew pozorom odnosi z tego układu jakieś korzyści.
      Możesz spróbować pozapraszać inne dzieci do domu, powinnaś reagować na jakieś naganne zachowania - ale w przyjaźń 7-latek nie ingerowałabym nadmiernie. Nic złego się nie dzieje.

      wiec problem pojawi
      > l sie jakos w tym roku szkolnym...
      Dzieci rosną i zmieniają się tez same z siebie, a nie tylko pod wpływem tych wstrętnych koleżanek i kolegów. Nie liczyłabym za bardzo, ze dziecko będzie zawsze grzeczne, posłuszne i do rany przyłóż - i nigdy nie będzie przechodziło okresu strzelania fochów, buntów i pyskowania.
      • mama303 Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 15.02.13, 20:47
        Uważam podobnie, z moich obserwacji wynika że przyjaźnie w tym wieku bardzo często tak wygladają szczególnie wśród dziewczynek, jedna jest gwiazdą druga bardziej jej świtą. I czesto taki układ odpowiada obu stronom. Z czasem dzieci zaczynają wiecej analizować, zaczynają czynic własne obserwacje, wyciagac wnioski co się bardziej opłaca.
        Oczywiście trzeba z dzieckiem rozmawiać, uzmysławiac pewne sprawy ale muszą same sobie to wszystko poukladać.
        • lily-evans01 Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 19.02.13, 10:42
          Niby tak, ale znowu jest niebezpieczeństwo, że te gwiazdy namówią swoją "świtę" do czegoś złego... A takie mam niestety doświadczenie z córką, która się też innym podporządkowuje. Panny ją namówiły do jakiejś dzikiej zabawy, biegały gromadą po szkolnym murku, nauczycielka nie reagowała. I w końcu ta moja ześliznęła się, doszło do pęknięcia nasady kości ramiennej, bo podparła się na łokciu. 3 tygodnie gipsu, ubierania jej niemal jak niemowlaka, koszty, kłopoty, nerwy - także dla mnie.
          Jedyne co dobre, że od tamtego czasu nie słucha, jak np. zaczynają ścigać się po schodach do stołówki (są w I klasie, nauczyciele nie widzą) albo skakać ze schodów itp. Ale co ona się nacierpiała, a ja z nią namęczyłam, tego nikt niestety nie wróci.
          Inny przykład - chłopiec koleżeński, towarzyski, który chce się przypodobać kolegom i ciągle im coś kupuje albo pożycza pieniądze... Bo dostaje jakieś tam kieszonkowe. Inni mu oczywiście nie oddają i zapominają. Ale jego mama w końcu też to ukróciła, bo powiedziała, że nie da mu drugi raz i od tamtej pory przestał tak chętnie pieniądze rozdawać ;).
          I powiem szczerze, że naprawdę zazdroszczę rodzicom dzieci, które mają swoje zdanie, mocny charakter i nie dają się podpuszczać do durnot, no i umieją bronić własnych granic. I nie ma z nimi tyle nerwów i kłopotów. Bo możesz uczyć, przekonywać, pokazywać przykłady, jak ktoś jest taką "memeją", to już chyba zostanie.
          • mama303 Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 19.02.13, 22:17
            lily-evans01 napisała:

            > Niby tak, ale znowu jest niebezpieczeństwo, że te gwiazdy namówią swoją "świtę"
            > do czegoś złego... A takie mam niestety doświadczenie z córką, która się też i
            > nnym podporządkowuje. Panny ją namówiły do jakiejś dzikiej zabawy, biegały grom
            > adą po szkolnym murku, nauczycielka nie reagowała. I w końcu ta moja ześliznęła
            > się, doszło do pęknięcia nasady kości ramiennej, bo podparła się na łokciu. 3
            > tygodnie gipsu, ubierania jej niemal jak niemowlaka, koszty, kłopoty, nerwy - t
            > akże dla mnie.

            Nie przesadzaj, wypadki zdarzają sie także tym "gwiazdom".
            • morekac Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 19.02.13, 23:01
              Nie przesadzaj, wypadki zdarzają sie także tym "gwiazdom"
              Wypadki zdarzają się też i bez gwiazdorzenia...
              • lily-evans01 Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 20.02.13, 10:49
                Wiem, ale to tylko taki przykład, bezpośrednio z życia wzięty i tylko taki (na szczęście) mogłam przedstawić. Wypadki mogą zdarzyć się wszędzie, oczywiście ;).
                Ale chodzi mi o to, że:
                Jeden dzieciak da się podmówić do głupiego i niebezpiecznego ganiania po niezabezpieczonym terenie, inny coś ukradnie w osiedlowym sklepie dla koleżanki. Inny znowu da się podmówić i wyjść poza teren szkoły w czasie lekcji itp.
                To nie jest tak, że jedna mała osóbka o rozdętym ego może sobie gwiazdorzyć, a reszta świty wykonuje wszystko - tzn. to się dzieje, niestety to są bardzo prymitywne mechanizmy społeczne - ale jest naprawdę niedobre dla tej całej reszty, która może wpaść w kłopoty.
                A nauczyć dziecko, żeby kierowało się własnym zdaniem, własnym rozumem i wybierało, to co DLA NIEGO będzie dobre i korzystne, a nie dla przygłupiej koleżanki... Męka w niektórych przypadkach i wysokie koszty własne, tak jak u nas z tą ręką (od tamtej pory córka nie ściga się po schodach, a jak gania na dworze, to tam, gdzie jest sztuczna murawa, a nie gdzie beton - ból był nauczycielem, ale szkoda całej tej sytuacji). Tak więc, świetnie rozumiem mamę, która założyła wątek, bo mnie czasami trzęsie aż złość, że to moje dziecko daje się tak ustawiać cwanym koleżaneczkom. To boli, zwłaszcza jak człowiek pomyśli, jak ten dzieciak będzie sobie potem radzić w poważniejszych sprawach, z biegiem lat... Też się wszystkim podporządkuje i brzydko mówiąc, da wydymać?
          • Gość: hmm Re: "toksyczna" kolezanka 7latki IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.13, 22:55
            dzieki za wszystkie opinie

            i jeszcze gdyby cos chcial cos dodac, to wyjasnie, ze to nie jest tak, ze tamta jest niegrzeczna, czy namawia moja do zlego, nie nie
            te zle rzeczy, o ktorych wspomnialam ze moja probuje na rodzenstwie, to nie jest jakas przemoc, czy cos z tych rzeczy, to jest dokladne odzwierciedlenie zachowania tamtej, (jedynego dziecka w bardzo licznej rodzinie) : zadnego ustepowania, obrazanie sie, fochy, szantaz itp i ja wiem, ze ona sie rozwija i ze rozne rzeczy musi przerobic a ja z nia - nawet moze i lepiej ze teraz to sie dzieje, kiedy mam jeszcze na to oko, sporo moge jej wtedy wytlumaczyc

            moze wczesniej nie wyrazilam sie dosc jasno, ale to co powyzej, to nie jest glowny problem

            najbardziej nie podoba mi sie, ze po dluzszym czasie fajnej "przyjazni" tak sie poukladaly role, ze moja staje sie ofiara "przyjaciolki" - rezygnuje ze WSZYSTKIEGO: z wlasnych pomyslow, przyjemnosci, z wlasnego zdania... i niby deklaruje sympatie, ale widze ze nie jest zadowolona i gryzie ja to

            wiem ze po czesci to kwestia charakteru i nie oczekuje, ze kiedykolwiek bedzie smiala, odwazna, ale chcialabym zeby byla pewna siebie i zadowolona i nie wiem za bardzo jak w tej sytuacji mam jej pomoc...
            • morekac Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 19.02.13, 23:09
              rezygnuje ze WSZYST
              > KIEGO: z wlasnych pomyslow, przyjemnosci, z wlasnego zdania... i niby deklaruje
              > sympatie, ale widze ze nie jest zadowolona i gryzie ja to
              Widzisz czy wiesz to na pewno?
              • Gość: hmm Re: "toksyczna" kolezanka 7latki IP: *.adsl.inetia.pl 20.02.13, 09:22
                ehhh

                jesli chodzi o rezygnowanie ze "wszystkiego" - to tak, widze to
                kolezanka bywa u nas od czasu do czasu, wiec widze jak wyglada ich zabawa
                kiedys byla rownowaga, a teraz nie - jesli macie ochote opisze konkretne sytuacje (zreszta wyzej juz wspominalam o paru)

                a czy jest niezadowolona i ze ja to gryzie...
                tez widze, chociaz to juz trudniej stwierdzic z cala pewnoscia, bo za wiele jest zmiennych, tym bardziej, ze jest bardzo zamknieta w sobie i nie chetnie rozmawia w ogole o tym co ja gryzie, ale widac od razu kiedy cos sie dzieje i niestety czesto bezposrednio po spotkaniu...
                a jak juz zwrocilam uwage na to jak taka zabawa wyglada, to naprawde nie dziwie sie ze jest potem w kiepskim humorze.
                ostatnio sie zastanawiala, czy moze jakas inna X czy Y jest jednak jej najlepsza kolezanka niz ta obecna, czasami wspomina, jak to bylo kiedys w przedszkolu, jak robily to czy tamto

                i takie tam...

                • morekac Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 26.02.13, 19:05
                  ostatnio sie zastanawiala, czy moze jakas inna X czy Y jest jednak jej najlepsz
                  > a kolezanka niz ta obecna, czasami wspomina, jak to bylo kiedys w przedszkolu,
                  > jak robily to czy tamto
                  Jest już o krok od wniosku, że taka koleżanka to nie jest najlepszy pomysł. W każdym razie nie zawsze.
                • oliwe Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 27.02.13, 12:03
                  Rozumiem Twoją troskę i brak akceptacji dla nie sprawiedliwej relacji córki z koleżanką.

                  Nie trzeba być kimś przebojowym, gwiazdą, liderem by szanować swoje granice. Często przyjaźnie małych dzieci czy nawet dużych są oparte na hierarchii a nie równych prawach. Owszem z czasem to dziecko w gorszej pozycji uświadamia sobie, że jest na gorszej pozycji i czasem wcale nie chce na niej pozostawać, problem tylko, że często pozostaje bo odkrywa, że doskonale rozpracowało techniki przypodobania, schlebiania czyli... pewnej manipulacji. Choć będzie czuło, że druga strona niebezpiecznie zbliża się do jej granic będzie odwlekało moment odmowy (interwencji) z obawy przed zepsuciem kontaktu ale będzie już się czuło niekomfortowo, gdy granice zostaną przekroczone zareaguje nerwowo i desperacko niszcząc relację całkiem, z czego bynajmniej nie będzie zadowolone. Dlatego warto wyposażyć swoje dziecko w wiedzę o własnych granicach i pewność, że warto ich bronić (zwłaszcza odpowiednio wcześnie) bo to warunkuje nasze zwyczajnie dobre samopoczucie w codziennych sytuacjach przez całe życie. Świadomość, że nikt nam nie włazi na głowe ani my nie musimy nikomu by lepiej się poczuć czy dowartościować, że nikt nas nie wykorzystuje ani my nie musimy tego robić by się lepiej poczuć daje nam pewność siebie i harmonijne stosunki z ludźmi pozbawione napięć, domysłów, pretensji i krytyki.

                  Tam gdzie jest manipulacja nie ma zdrowej relacji. Myślę sobie, że gdybym była na Twoim miejscu, nie ingerowałabym w konkretne zachowania czy komentowała je ale starała się uświadomić dziecku pewne zależności, połączyć działania z myślami i uczuciami. Zwłaszcza, że przenosi pewne zachowania na grunt domowy co obrazuje, moim zdaniem nie to, że wciela się w przyjaciółkę bo chce poczuć się tak jak ona, przeciwnie być może poszukuje w waszej reakcji odpowiedzi na swoje pytania i problemy związane z jej zachowaniem. To świetna okazja by zamiast gadania córce by się zmieniła pokazać jej asertywne zachowania, które chronią granice i podnoszą jakość relacji. Staraj się nie okazywać złości na jej " rządy" tylko staraj się zrozumieć i nazywać to co robi i mówi.

                  np. Twoja córka żąda czegoś a Ty z uwagi na to, że" nie podoba Ci się ton, nie uważasz oczekiwania za niezbędne lub uważasz, że równie dobrze może to zrobić sama mówisz zależnie od powodu: (żądasz) chcesz żebym zrobiła .....?, Na co ona odpowie lub wrzaśnie TAK! CHCĘ! Zapytaj: dlaczego tego ode mnie oczekujesz? Odpowie prawdopodobnie "BO CHCĘ"
                  Powiedz na przykład: A ja chcę żebyś umyła mi nogi (lub coś równie absurdalnego o czym wiesz, że nie będzie tego chciała zrobić) I wtedy potoczy się różnie ale dziecko dotyka granicy a właściwie styku granic osobistych dwóch osób gdzie może dojść do kompromisu lub manipulacji. Gdy się nazywa sytuację słowami łatwiej o kompromis gdy nie mówimy o intencjach a skupiamy się na działaniach łatwiej o wykorzystanie uległości czy skłonności do kompromisu jednej z osób. Warto też nazywać "poddanie się" by nie było ono przegraną ale wyborem. Zawsze mamy prawo przecież uznać cudze potrzeby ponad własne ale ważne by to był nasz wybór a nie żebyśmy byli do niego przymuszeni.

                  W kontekście powyższego skupiłabym się raczej na komunikacji córki ze mną i komunikacji w naszym domu w ogóle. Jeśli w domu rodzinnym ludzie rozmawiają ze sobą z szacunkiem, empatią, zrozumieniem w sposób pozbawiony manipulacji to nie powinni się martwić o komunikację swoich dzieci z otoczeniem poza domem. A gdy komunikacja jest prawidłowa oznacza ona poszanowanie własnych i cudzych granic.

                  • oliwe Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 27.02.13, 12:25
                    W asertywności nie chodzi o zmianę działań tylko intencji przy tych samych działaniach.

                    Wyobraź sobie opisywaną przez siebie sytuację z walentynkami. Twoja córka dostaje cztery jej przyjaciółka jedną i obraża się. Twoja córka jednak nie postrzega tego jako focha, nie czuje się winna tylko za obrazą wyczuwa smutek, żal i rozgoryczenie. Zwraca się do koleżanki słowami: ja dostałam 4 walentynki a ty jedną i widzę, że jesteś smutna, że masz mniej, chciałabym żebyś poczuła się lepiej dlatego oddam Ci nawet dwie moje jeśli ci to pomoże. I oddaje. Myślę, że tu nastąpiłby już inny ciąg dalszy, koleżanka poczułaby się zrozumiana i doceniła gest a do poprawy humoru nie potrzebowała mieć więcej kartek ;)

                    Spójrz działanie to samo ale jednak relacja zupełnie inna bo w tej, która zaistniała nie było słów a przede wszystkim intencje były inne. Koleżanka miała urażoną dumę a twoja córka poczucie winy.

                    Nie można mieć żalu do ludzi, że nas ranią lub wykorzystują. W większości to tylko nasze przyzwolenie i/lub interpretacja nie mająca nic wspólnego z ich rzeczywistymi intencjami. Od kiedy założyłam, że wszyscy mają dobre intencje nie spotkałam człowieka ze złymi intencjami ;)

            • angazetka Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 20.02.13, 10:19
              > najbardziej nie podoba mi sie, ze po dluzszym czasie fajnej "przyjazni" tak sie
              > poukladaly role, ze moja staje sie ofiara "przyjaciolki" - rezygnuje ze WSZYST
              > KIEGO: z wlasnych pomyslow, przyjemnosci, z wlasnego zdania..

              Tak, to jest problem. Sama się z nim zmagałam długie lata. U mnie to była kwestia braku poczucia własnej wartości, tego, że ktoś mnie może lubić taką, jaka jestem, braku wiary w to, że zasługuję na sympatię otoczenia tak po prostu.
            • lily-evans01 Re: "toksyczna" kolezanka 7latki 20.02.13, 10:54
              Rozumiem, o co Ci chodzi.
              Złe jest nie tylko to, że inne dziecko namówiłoby Twoje np. do kłamstwa, kradzieży, wagarów, zniszczenia czegoś itp. To, o czym piszesz, czyli nadmierne podporządkowanie się, rezygnacja z własnych propozycji zabaw, z własnego zdania, to też bardzo smutne i jak dla mnie szkodliwe. Bo przecież Twoja córka to potem odreagowuje, więc nie jest tak, że zostaje to bez śladu.
              Może spróbuje jakoś z lekka rozerwać ten zbyt intensywny związek ;). Zapraszać inne jej koleżanki, znaleźć jej jakąś inną grupę - odskocznię, jakieś hobby wymagające zajęć w grupie innej niż szkolna. Niech widzi, że świat się nie ogranicza tylko do jednej psiapsiółeczki, że ludzie są różni, że są także zgodni i koleżeńscy - i ta przyjaźń sama się rozleci w końcu...
          • Gość: ap Re: "toksyczna" kolezanka 7latki IP: *.szczecin.mm.pl 20.02.13, 22:18
            niektorzy twierdza ze ktos uczynny, kolezenski to memeja a to jakies brednie, dzieci nigdy nie beda takie jak chcemy, w jednym momencie-w stosunku do kolegow ktorych nie lubimy stanowcze i oporne a w stosunku do nas ulegle. Albo ktos ma charakter "gwiazdy" albo nie. Ktos tu napisal, ze czesto w tym wieku ten uklad pasuje obu stronom, i mysle ze tak jest, ale potem to sie zmienia -jesli tylko dbamy o to aby nadal tlumaczyc dziecku ze to nie jest dobre, dajemy mu okazje do poznawania innych ludzi ale jednoczesnie dokonywania wyborow. Nie mozemy wybrac dzieciom przyjaciol! ja mysle ze mimo tego ze matke boli serce( a wiem ze boli bo mam takie dziecko) musi wspierac swoja corke i byc dumna ze jej dziecko jest uczynne i dobre. Nie bedzie mialo lekkiego zycia, bo zawsze znajdzie sie ktos kto wykorzysta ta dobroc, ale bedzie tez mialo grono ludzi ktorzy to docenia. Bunczuczna "gwiazda" jesli nie odpusci bedzie miala tylko falszywa swite. Takie zycie, kto ma miekkie serce ten musi miec twarda d....
    • Gość: Ada Re: "toksyczna" kolezanka 7latki IP: *.dyn.dsl.cantv.net 25.02.13, 19:24
      Napisze co moj maz kiedys zrobil kiedy kolezanka "namowila" corke na oddanie jej kilku rzeczy, ktorych po wyjsciu kolezanki zaczela zalowac, byla smutna i wygladala jak zbity pies. Poszedl do sasiadki i poprosil zeby oddala... Nie wiem czy to dobrze czy zle, nie wiem czy ja bym tak zrobila. Maz zawsze uczyl corke walczyc o swoje i jak na razie osiagnal to, ze jesli corce cos nie pasuje i sama nie umie tego zalatwic, przychodzi do nas. Maz nie pozwala corki traktowac niesprawiedliwie i reaguje bardzo zdecydowanie. Nie wiem czy to dobrze czy zle, ale widze ze cora sama tez nie da sobie w kasze nadmuchac.... Mysle, ze po czesci to wynika z kilku mezowskich akcji...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja