anku1982
08.03.13, 09:44
Witam serdecznie,
w znalezionych na forum wątkach sporo jest o niechęci dzieci do przedszkola. Moja sprawa zaś dotyczy syna, który do przedszkola ma pójść od kwietnia, a już stwierdził że tam nie pójdzie. Przedszkole jest małe, kameralne, prywatne, uczęszcza tam około 15 dzieci, głównie w wieku 3-4 lat (nie ma grup wiekowych). Synkiem 3,5 roku w tej chwili opiekuje się babcia, która też miała go prowadzać na 5 godzin dziennie (docelowo). Syn był już kilka razy w przedszkolu, gdy trzeba było zanieść jakieś dokumenty (z babcią). Przedszkolanki są otwarte na współpracę, dlatego zaproponowały aby przyjść jeszcze przed kwietniem kilka razy na 2 godziny, aby zanim zacznie chodzić tam codziennie, poznał panie, dzieci i miejsce. Przedszkole zgadza się na obecność opiekuna, zarówno przy tych wstępnych wizytach, jak i w początkowej fazie uczęszczania tam dziecka, na czym bardzo nam zależało. Tymczasem syn, który bardzo dobrze się komunikuje, umie samodzielnie jeść, nie sika w pieluchę, choć potrzebuje pomocy w toalecie (również przy sikaniu), czyli myślę że jest przeciętnym 3,5 latkiem, oświadczył wczoraj że on nie pójdzie do przedszkola, bo nikogo tam nie zna (mieli iść na pierwsze spotkanie). Babcia stwierdziła do mnie (przy dziecku), że jak on nie chce to nie będzie chodzić z nim na siłę i to ja mam się z nim umawiać i zarządzić kiedy mają iść (choć nie ma mnie w domu 10 godzin dziennie - do pracy wróciłam 2 lata temu), już nie przy dziecku rozmawiałam z babcią, stwierdzając że to osoba która jest z nim w ciągu dnia, powinna zarządzać ich wspólnym czasem, na co usłyszałam, że wnuk odpowiedział jej że to mama ustala takie rzeczy (a dzisiaj rano nawet mi oświadczył że on będzie chodził ale z mamą;/), nie bardzo chciałabym brać urlop z pracy, nie bardzo też wiem, czy to nie jest tylko jego wymówka, aby oddalić wizję pójścia do przedszkola. Ale prawdą jest, że nikt go nie będzie tam siłą targał. Czy to jest aż tak trudne dla małego dziecka, że chce w tym trudnym czasie pójść ze mną, czy powinnam to rozważyć (mogę sobie pozwolić na co najwyżej 2 tygodnie urlopu), co potem jak urlop się skończy i będzie miał chodzić z babcią? Mam wrażenie że dziecko rozdaje nam karty, czy się mylę? Jednocześnie obawiam się, choć jeszcze tego nie mówiłam babci, że jak młody zacznie w przedszkolu płakać i będzie chciał wyjść, babcia zbierze się i wyjdą (bo nie lubi jak wnuk płacze). Z drugiej strony, to ja jestem postrzegana przez babcię, jako ta "słabsza" i nawet usłyszałam, że jak ona go nie będzie prowadzać, to ja nie dam rady. (tak jak nie dałam gdy młody miał iść do żłobka w wieku 1,5 roku, a w żłobku nie było żadnej adaptacji tylko dziecko wyrywano z rąk rodzica w szatni, co spowodowało, że po 3 dniach zrezygnowaliśmy). Jestem zdecydowana aby syn do przedszkola chodził, jednocześnie wiem, że obecność dzieci nie jest dla niego elementem motywującym do przedszkola, bo nasze dziecko jest typem samotnika, żyjącego z dorosłymi - brak dzieci w zbliżonym wieku w rodzinie. Jak mądrze postąpić w tej sprawie? Dodam może tylko, że o przedszkolu nie rozmawiamy codziennie, Od kilku miesięcy opowiadamy co jakiś czas, co w przedszkolu będzie, jakie panie będą się nim zajmować, jakie są zabawki, jak wygląda plan dnia, że są zajęcia, bez zbędnego naciskania. Jednocześnie nie wiem jakie rozmowy prowadzi babcia, jak jesteśmy w pracy, ale słyszałam już kilka razy: jedz T. sam, masz tu widelec, w przedszkolu wszystkie dzieci jedzą samodzielnie. hmmm...